W innym miejscu Syla pojawia się wieczorem u prawniczki Beren. Przychodzi późno, ale mówi, że nie może dłużej czekać, bo musi natychmiast zacząć działać. Od pierwszych zdań daje do zrozumienia, że nie szuka zwykłego prawnika. Potrzebuje kogoś silnego, bezwzględnego, takiego, kto potrafi wyrwać przeciwnikowi to, co ukrywa. Beren od razu wyczuwa, że Syla przyszła przygotowana. Przypomina jej, że jest drogą prawniczką i nie bierze każdej sprawy. Ale Syla nie cofa się ani o krok. Zapowiada, że zarówno temat, jak i pieniądze będą warte uwagi. Kiedy Beren pyta o co chodzi, pada jedno słowo: spadek. Prawniczka uśmiecha się lekko, bo spadki to temat, który zna doskonale, ale kiedy słyszy, że chodzi o majątek rodziny Develioglu, jej zainteresowanie staje się jeszcze większe. Syla właśnie otwiera drzwi do kolejnej tajemnicy tej rodziny. Jeśli ta sprawa ruszy, konsekwencje mogą dosięgnąć nie tylko Mukadder, ale też Cihana i całego rodu.
Tymczasem Cihan wciąż mierzy się z cieniem podejrzeń. Ktoś zarzuca mu, że oskarżył matkę swojego syna o hańbę, że wszedł do pokoju Beyzy i zabrał jej włosy. Cihan odpowiada twardo, że zrobił to właśnie po to, by uniknąć pustych oskarżeń. Chciał stanąć przed wszystkimi nie z domysłami, lecz z dowodem. Wziąłem ten włos, żeby nie rzucać słów na wiatr. Chciałem dowodu. Cihan prosi personel szpitala o dyskrecję. Nie chcę, by Beyza od razu dowiedziała się o prawdziwym powodzie badań. Tłumaczy, że jest bardzo wrażliwa, że mogłaby wpaść w panikę, że do czasu wyników trzeba powiedzieć jej tylko tyle, ile konieczne. Pracownik szpitala zauważa nawet, że Cihan wykazuje wielką troskę wobec żony. Wtedy Cihan poprawia go spokojnie, ale znacząco: byłej żony. To krótkie zdanie pokazuje, że w jego sercu coś już się skończyło. Może jeszcze nie zna całej prawdy, ale emocjonalna granica została przekroczona. Beyza nie jest już kobietą, którą chce chronić za wszelką cenę. Jest kimś, komu nie ufa.
W salonie Deryi i Yoncy napięcie ma zupełnie inny smak. Yonca nie może przestać myśleć o Cihanie Gururze. Martwi się o dziecko. Chciałaby pójść do szpitala, choćby udawać przypadkowe spotkanie. Derya natychmiast studzi jej zapał. Mówi, że Cihan jest teraz czujny, a w szpitalu na pewno nikt nie pozwoli im podejść do chłopca. Yonca jednak nie odpuszcza. Prosi Deryę, by zadzwoniła do Hancer i zapytała, co z dzieckiem. Derya jest urażona, bo Hancer wcześniej ją zraniła, ale Yonca uderza w najczulsze miejsce. Mówi o macierzyństwie, o tym, że tylko matka zrozumie lęk drugiej matki. Derya w końcu dzwoni. Hancer odbiera i mówi, że Cihan Gurur ma się lepiej. Gorączka spadła. Yonca od razu oddycha z ulgą, a Derya, choć próbuje ukryć emocje za swoim zwykłym gadaniem, też wyraźnie mięknie. Dopytuje, prosi, żeby Hancer przekazała Cihanowi, że dzwonili, że pytali, że życzą dziecku zdrowia. A potem Hancer niespodziewanie mówi, że znalazła kogoś, kto może pomóc Deryi i Cemilowi w ich pracy. Derya natychmiast się rozpromienia. Jeszcze przed chwilą udawała, że dzwoni tylko z obowiązku, a teraz już widzi nową szansę, nowe możliwości, może nawet drogę do sławy.
Ale podczas gdy jedni próbują rozmawiać normalnie, w szpitalu coraz mocniej zaciska się pętla. Cihan czeka na wyniki i Beyza zaczyna się bać. A tajemnica grupy krwi staje się pierwszym pęknięciem w murze kłamstwa. I właśnie od tego pęknięcia zacznie się upadek, którego Beyza tak bardzo próbowała uniknąć.
W szpitalu Beyza nadal próbuje udawać matkę, która poświęca wszystko dla dziecka, ale jej własny strach zaczyna wychodzić na powierzchnię. Kiedy pielęgniarka informuje, że trzeba pobrać krew także od niej, Beyza natychmiast się cofa. Pyta po co to wszystko? Dlaczego nagle potrzebne są kolejne badania, skoro chłopiec miał tylko gorączkę? Personel tłumaczy, że może chodzić o wirus i że wszystko jest wyłącznie środkiem ostrożności. Beyza boi się igieł, ale tak naprawdę bardziej boi się prawdy. Nusret, stojąc blisko niej, od razu rozumie, że każdy jej protest może wzbudzić podejrzenia Cihana. Syknie więc cicho, żeby nie robiła sceny i podała rękę do badania. Przypomina jej, że Cihan jest tuż obok, a jeśli zacznie się wykręcać, sama ściągnie na siebie uwagę. Nie drażnij go, daj tę krew i nie pytaj więcej. Beyza z przymusu zgadza się, choć próbuje jeszcze zasłaniać się tym, że od rana trzymała dziecko na rękach i jeśli rzeczywiście jest chore, mogła już wszystko od niego złapać. W jej słowach słychać nie troskę matki, ale irytację kobiety, która została wciągnięta w rolę, której nigdy naprawdę nie czuła.
W tym samym czasie Hancer przychodzi do Mukadder z wiadomością ze szpitala. Mówi, że rozmawiała z Cihanem i że gorączka Cihana Gurura zaczęła spadać. Chciała tylko uspokoić domowników, żeby nie martwili się bardziej niż trzeba. Mukadder przyjmuje te informacje chłodno, ale od razu ostrzega Hancer, żeby nie próbowała iść do szpitala. Jest w ciąży, a przy chorobie dziecka nie powinna ryzykować. Hancer wyjaśnia, że Beyza zostanie przy chłopcu na noc, więc ona będzie informować o wszystkim, jeśli pojawi się coś nowego. Chce odejść, ale Mukadder ją zatrzymuje. Woła Gülsüm i każe przygotować dla Hancer porządną tacę z jedzeniem, zupą, sałatką i wszystkim, czego potrzebuje kobieta w ciąży. Hancer grzecznie mówi, że nie trzeba, że sama przygotuje sobie coś w domu, ale Mukadder nawet nie pyta jej o zdanie. Nikt cię nie pytał, czego chcesz. Masz jeść. Wnuk nie urośnie na pustym żołądku. Te słowa są dziwne, prawie czułe, ale wypowiedziane tak twardo, jakby Mukadder nadal nie potrafiła przyznać, że zależy jej nie na Hancer, lecz na dziecku. Hancer czuje to doskonale. Tej rodzinie nawet troska potrafi boleć.
Gülsüm idzie przygotować jedzenie, ale po drodze mruczy pod nosem, że Mukadder chyba chce ją zamęczyć. Pracuje za trzy osoby, więc zamierza zażądać dodatkowej zapłaty.
Tymczasem Hancer pyta, czy zanim wyjdzie, może zajrzeć do Sinem. Mukadder zgadza się, ale od razu wbija kolejną szpilę. Mówi, że skoro Hancer tak bardzo kocha Sinem, to niech nauczy ją trochę kobiecości. Według Mukadder Hancer kiedyś też była cicha i zamknięta, a potem otworzyła się tak bardzo, że wszyscy mężczyźni zaczęli krążyć wokół niej jak paciorki różańca. Hancer nie odpowiada. Wie, że każda dyskusja z Mukadder tylko pogłębiłaby ranę.
Idzie do Sinem, a tam znajduje kobietę zmęczoną i rozbitą, ale bezpieczną. Hancer cieszy się, że wróciła do domu cała i pyta, czy udało jej się porozmawiać z Metinem. Sinem mówi, że tak, choć prawda jest dużo bardziej skomplikowana. Metin zabrał ją do obcego domu, miejsca, którego wcześniej nie widziała. Rozmawiali i zamknęli część bolesnych tematów, ale w Sinem nadal zostało wiele pytań. Opowiada Hancer, że gdy była w środku, usłyszała głos jakiejś kobiety. Nie widziała jej twarzy, ale ten głos wydawał jej się znajomy. Kobieta mówiła do Metina o jakimś rachunku do wyrównania, o umowie, którą kiedyś zawarli. Sinem nie wie kim była, ale czuje, że w życiu Metina jest jeszcze wiele tajemnic. Jedyne co wiem, to to, że muszę poznać go od nowa. Hancer słucha uważnie, bo rozumie, czym jest życie obok człowieka, który nosi w sobie zamknięte drzwi. Wie, że czasem miłość nie wystarczy, jeśli między dwojgiem ludzi stoją sekrety, których nikt nie odważył się wypowiedzieć.
W tym samym czasie u Deryi i Cemila zaczyna się zupełnie inna gorączka, gorączka sławy. Po rozmowie z Hancer Derya dowiaduje się, że ma przyjść osoba, która pomoże im z mediami społecznościowymi. Cemil zaczyna sprzątać salon, bo nie wie czego się spodziewać. Derya od razu widzi wielką przyszłość: szkolenia, filmiki, produkty, reklamy i pieniądze, które mają płynąć szeroką rzeką. Mój złoty kogucie od złotych jaj, jeszcze zobaczysz. Będziemy pływać w pieniądzach. Yonca próbuje sprowadzić ich na ziemię. Mówi, że te sprawy nie są takie łatwe i trzeba patrzeć realistycznie. Ale Derya nie chce słyszeć o realizmie. Według niej, gdy salon stanie się sławny, Yonca sama przyjdzie prosić o zdjęcie. Cemil z kolei przyznaje cicho, że może wcale nie chce być fenomenem. Chciałby po prostu robić swoją pracę. Derya natychmiast ucina temat. On ma tworzyć, a resztę zostawić jej.
W szpitalu napięcie rośnie z każdą godziną. Cihan czeka na wyniki badań i czuje, że każda sekunda podejrzenia ciągnie się jak wieczność. W jego ramionach płacze Cihan Gurur. Chłopiec nie wie, że jego małe życie stało się centrum największego oszustwa w tej rodzinie. Cihan tuli go i mówi w sercu, że niezależnie od wyniku będzie go chronił. Cokolwiek pokaże prawda, ja cię nie zostawię, synu.
Beyza zasypia, jakby zmęczenie i strach odcięły ją od rzeczywistości. Cihan patrzy na nią z chłodnym zdziwieniem. Pyta sam siebie, jak matka może spać tak spokojnie, kiedy dziecko płacze obok. Ale zaraz przypomina sobie, że przecież zna Beyzę od lat. Ona zawsze uciekała w sen, gdy emocje stawały się dla niej niewygodne.
W innym miejscu Engin trafia na Beren, prawniczkę, u której wcześniej była Syla. Pyta, czy przyszła do niej kobieta o imieniu Syla, ale Beren szybko zasłania się tajemnicą zawodową. Engin tłumaczy, że Syla jest jego narzeczoną i że chciałby wiedzieć, czy chodzi o sprawę sądową, czy o jakiś problem. Beren jednak nie mówi nic. Jako prawniczka nie może zdradzić nawet ogólnego tematu rozmowy. Engin odchodzi z jeszcze większym niepokojem, a noc robi się coraz cięższa.
W szpitalnym systemie wyniki jeszcze nie są gotowe. Cihan nie potrafi uspokoić myśli. Beyza drży przed tym, co może wyjść na jaw. A Hancer czuje, że nad rodziną Develioglu zbiera się burza. Jeszcze nikt nie zna ostatniego zdania tej nocy, ale wszyscy czują, że kiedy ono padnie, nic nie będzie już takie samo.
Noc w szpitalu ciągnie się bez końca. Cihan siedzi przy Cihanie Gururze i czeka na wynik badań, ale każda minuta podejrzenia waży coraz więcej. W jego głowie powracają wszystkie kłamstwa Beyzy, wszystkie jej łzy, przysięgi i oskarżenia. Patrzy na dziecko, które przez tyle czasu nazywał synem i mimo narastającego strachu obiecuje mu w ciszy, że niezależnie od prawdy, nie pozwoli mu zostać samemu.
W tym samym czasie w domu Sinem dzieje się coś dziwnego. Kiedy wszyscy wydają się spać, przychodzi wiadomość z telefonu Meliha. Krótkie zdanie wystarcza, by Sinem zamarła: “Metin mnie znalazł”. Próbuje natychmiast oddzwonić, ale numer jest już niedostępny. Panika odbiera jej rozsądek. Skoro Metin odnalazł Meliha, to może stało się coś złego. Może człowiek, którego tak długo się bała, znów zaczął swoją grę. Sinem nie potrafi czekać. Wychodzi z domu i jedzie tam, gdzie wcześniej zabrał ją Metin, bo myśli, że może właśnie tam znajdzie Meliha. Ale dom jest pusty. Telefon Meliha nadal milczy. Każdy kolejny sygnał bez odpowiedzi tylko pogłębia jej strach, a prawda jest jeszcze bardziej niepokojąca. Ktoś w cieniu cierpliwie obserwuje ludzi, którzy przez lata bawili się cudzym losem. Ktoś czeka, aż popełnią błąd i mówi do siebie, że kiedy ten błąd nadejdzie, wykorzysta go bez litości: “Przez lata bawiliście się moim rozumem. Teraz moja kolej. Teraz ja odbiorę wam spokój”.
W szpitalu wreszcie przychodzą wyniki. Cihan staje przed lekarzem, a jego serce bije jak przed wyrokiem. Lekarz tłumaczy spokojnie, że pielęgniarka zauważyła niezgodność grup krwi. Wyjaśnia, że zgodnie z prawami dziedziczenia dziecko nie może mieć genu, którego nie ma ani matka, ani ojciec. Cihan ma grupę A. Beyza także ma grupę A. W takiej sytuacji dziecko powinno mieć grupę A albo 0. Ale Cihan Gurur ma grupę B. Cihan patrzy na lekarza, jakby świat nagle zatrzymał się w miejscu. Czy pan próbuje mi powiedzieć, że to dziecko nie jest moje? To zdanie rozrywa ciszę. Nie trzeba już krzyków, żeby zrozumieć, że wszystko, co Beyza budowała przez miesiące, zaczęło się walić.
Cihan nie czeka na żadne dalsze wyjaśnienia. Rusza w stronę Beyzy, a gniew, który dotąd tłumił, wybucha z siłą człowieka zdradzonego nie raz, ale dziesiątki razy. A Beyza próbuje uciec. Kiedy widzi Cihana, zamyka się w pokoju, ale on nie zamierza pozwolić jej zniknąć za drzwiami kolejnego kłamstwa.

Domaga się, by otworzyła. Pyta, dlaczego ucieka, jeśli nic nie zrobiła. Beyza mówi, że się przestraszyła, że Cihan nagle na nią ruszył, ale jej słowa brzmią pusto. Bałaś się teraz, a kiedy podsuwałaś mi cudze dziecko, wtedy się nie bałaś? Cihan wyrzuca jej wszystko. Przypomina jak pojawiła się w rezydencji mówiąc, że jest w ciąży, jak urodziła dziecko i postawiła je przed nim jako jego syna. Jak nawet test macierzyństwa wykorzystała, by znów go oszukać. Pyta, czego właściwie od niego chciała, dlaczego przez tyle czasu robiła z niego ojca cudzej tajemnicy. Beyza nie potrafi odpowiedzieć. Krzyczy, woła ojca, prosi o pomoc, ale Cihan już nie słyszy jej przedstawienia. Dla niego ta scena jest chwilą rozrachunku.
Na korytarzu wybucha zamieszanie. Personel próbuje uspokoić sytuację. Ktoś woła ochronę. Ktoś chce wezwać policję szpitalną. Nusret wpada do środka i próbuje wyrwać Beyzę z rąk gniewu Cihana. Ale Cihan odwraca się także przeciwko niemu. Już wie, że bez Nusreta ta gra nie mogłaby trwać tak długo. Za pieniądze podłożyłeś mi cudze dziecko. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby zrobić coś takiego? Nusret widzi, że sytuacja wymyka się spod kontroli, a wtedy zamiast chronić Mukadder, rzuca jej imię jak kamień w sam środek tego ognia. Mówi Cihanowi, że jeśli chce rozliczać winnych, powinien dopisać do listy także własną matkę. Cihan zamiera. Twoja matka wiedziała wszystko. Te słowa uderzają mocniej niż wynik badania. Beyza mogła go oszukać. Nusret mógł sprzedać mu kłamstwo. Ale Mukadder była jego matką, kobietą, która miała chronić rodzinę, a nie wbijać synowi nóż w plecy. Cihan nie chce wierzyć. Ostrzega Nusreta, żeby nie próbował brudzić imienia jego matki. Ale Nusret odpowiada brutalnie, że Mukadder już od dawna stoi po kolana w tym samym błocie. To ona pierwsza odwróciła się przeciwko niemu. To ona znała prawdę, zanim on zaczął cokolwiek podejrzewać.
Beyza i Nusret próbują wydostać się ze szpitala, podczas gdy Cihan zapowiada, że znajdzie ich choćby na końcu świata. Za wszystko zapłacą: za każde kłamstwo, za każdą łzę, za każdą noc, w której wierzył, że trzyma w ramionach własnego syna. A kiedy chaos powoli opada, jedno pytanie zostaje w powietrzu cięższe niż wszystkie inne: jeśli Cihan Gurur nie jest synem Cihana, to ile jeszcze tajemnic ukryto przed nim pod dachem jego własnej rodziny?
Po słowach Nusreta świat Cihana rozpada się po raz drugi. Jeszcze przed chwilą mierzył się z prawdą, że Cihan Gurur nie jest jego synem. Teraz słyszy coś jeszcze gorszego: Mukadder, jego własna matka, miała wiedzieć o wszystkim. Nie Beyza sama, nie Nusret sam. Cała ta gra miała korzenie głębiej niż Cihan kiedykolwiek przypuszczał. Nusret, przyparty do muru, nie zamierza już nikogo chronić. Rzuca prawdę jak broń, by ratować siebie i Beyzę. Mówi, że jeśli Cihan chce szukać winnych, powinien zacząć od domu, w którym dorastał, od kobiety, której ufał najbardziej. Cihan nie chce w to uwierzyć. W jego oczach matka mogła być twarda, dumna, bezlitosna wobec Hancer, ale zdrada własnego syna była czymś, czego jego serce nie potrafiło przyjąć. Nie mieszaj mojej matki do swojego brudu. Ale Nusret nie cofa się ani o krok. Mówi, że Mukadder od dawna tkwiła w tym samym kłamstwie, że zanim Beyza całkowicie go oszukała, matka Cihana już wiedziała, że coś jest nie tak. Te słowa stają się dla Cihana bardziej bolesne niż sam wynik testu. Cudze kłamstwo można nazwać podłością, ale kłamstwo matki zostawia ranę, której nie da się szybko zamknąć.
W szpitalu personel próbuje opanować chaos. Ktoś chce wezwać policję, ktoś mówi o ponownym potwierdzeniu wyników, ale Cihan jest już jak człowiek, który usłyszał wyrok i nie potrzebuje drugiego sędziego. Przez moment oddycha ciężko, próbuje się uspokoić, lecz w jego oczach widać jedno: ta sprawa nie skończy się w szpitalnym korytarzu.
Beyza i Nusret uciekają, ale nawet w samochodzie nie są już ojcem i córką połączonymi wspólnym planem. Są dwojgiem ludzi, którzy zaczynają wzajemnie oskarżać się o katastrofę. Beyza panikuje, nie rozumie, skąd Cihan dowiedział się prawdy. Nusret wybucha, mówiąc, że wszystko wyszło przez krew. Lekarze zauważyli niezgodność grup krwi i właśnie to otworzyło drzwi do prawdy. Beyza przeklina los, przypadek i nawet naukę, która ją zdradziła. Nie może pojąć, jak coś tak małego mogło zniszczyć tak wielkie kłamstwo. Nusret nie ma dla niej litości. Przypomina, że ostrzegał ją, by lepiej pilnowała dziecka, by nie dopuściła do podejrzeń, by grała swoją rolę ostrożniej. To ty sprowadziłaś to dziecko na naszą głowę. Teraz nie próbuj robić ze mnie jedynego winnego. Beyza odpowiada, że Cihan zastawił na nich pułapkę, że to on kazał pobrać krew, ale Nusret wie, że winę można przerzucać bez końca, a prawda i tak już wyszła z ukrycia. Każe jej wsiadać i mówi, że jadą tam, gdzie nie dosięgnie ich natychmiast gniew Cihana. Dokąd jedziemy? Pyta Beyza. Na samo dno piekła — odpowiada Nusret.
W tym samym czasie Sinem przeżywa własny koszmar. Pojawia się u Hancer w fatalnym stanie: roztrzęsiona, brudna, z oczami pełnymi paniki. Hancer natychmiast wpuszcza ją do środka i pyta: Co się stało? Sinem mówi, że rano dostała wiadomość od Meliha. W tej wiadomości było tylko jedno zdanie: “Metin mnie znalazł”. Sinem próbowała oddzwonić, ale telefon Meliha był wyłączony. W strachu pobiegła do domu, do którego wcześniej zabrał ją Metin, bo pomyślała, że może właśnie tam znajdzie Meliha, ale nie było go tam, nie było żadnego śladu. Telefon nadal milczał, a ona nie potrafiła już odróżnić strachu od rzeczywistości. Hancer próbuje ją uspokoić. Pyta czy na pewno dobrze zrozumiała wiadomość, czy może po ciężkiej nocy, po całym stresie, jej umysł nie zaczął płatać jej figla. Sinem oburza się, bo jest pewna tego, co widziała. Próbuje pokazać wiadomość, ale nagle nie może jej znaleźć. Numer Meliha miała usunięty. Wiadomość powinna być w nieznanych numerach, ale znika bez śladu. Widziałam tę wiadomość, Hancer. Nie mogłam się pomylić. Hancer nie oskarża jej o kłamstwo. Wie, że Sinem przechodzi przez coś ciężkiego. Prosi ją, by wróciła do domu, odpoczęła i zebrała myśli. Sama chce jechać do szpitala, bo martwi się o Cihana Gurura i o to, co dzieje się wokół Cihana. Nie wie jeszcze, że w tym samym czasie prawda o dziecku Beyzy już eksplodowała jak ogień, a gdzieś w cieniu Metin zaczyna swoją własną grę.

Gdy Sinem śpi albo traci czujność, Metin prosi Mine o odblokowanie telefonu matki. Dziewczynka nieświadoma niczego podaje mu dostęp do urządzenia. Metin patrzy na ekran jak człowiek, który przez lata był więźniem cudzych kłamstw i teraz sam postanawia użyć tajemnicy jako broni. Przez lata bawiliście się moim rozumem. Teraz moja kolej. Teraz ja odbiorę wam spokój. To zdanie zapowiada nową burzę. Metin nie jest już tylko ofiarą przeszłości, wraca jako ktoś, kto chce wyrównać rachunki, a jego działania mogą wciągnąć Sinem, Meliha, Mine i całą rodzinę w jeszcze większy chaos.
Tymczasem Cihan opuszcza szpital z jednym celem. Nie interesują go już tłumaczenia Beyzy, nie chce słuchać kolejnych kłamstw Nusreta. Teraz musi spojrzeć w oczy własnej matce, kobiecie, która powinna była być jego schronieniem, a być może stała się częścią największej zdrady jego życia. W rezydencji Mukadder widzi go i od razu wyczuwa, że stało się coś strasznego. Próbuje odezwać się ciepło, po matczynemu: “Oglum”, ale Cihan nie patrzy już na nią jak syn szukający ukojenia. Patrzy jak człowiek, który właśnie wrócił z pola bitwy i wie, że wróg może stać przed nim w jego własnym domu. “Mamo” — jedno słowo wystarcza, by Mukadder zrozumiała, że nie da się już uciec. Prawda o Cihanie Gururze wyszła na jaw. Beyza została zdemaskowana. Nusret ją zdradził. A teraz nadszedł moment, w którym Cihan zażąda odpowiedzi od tej, która przez całe życie mówiła mu, że wszystko robi dla dobra rodziny.