Melich ogłasza, że poślubi Hanser i jest ojcem jej dziecka. Cion traci kontrolę.

Cong spodziewał się, że zwykłe poszukiwania Hanser doprowadzą go do odkrycia, które całkowicie odbierze mu spokój. Gdy informator zdradza mu, że kobieta regularnie spotykała się z tajemniczym kierowcą o imieniu Melich, w sercu Ciana natychmiast rodzą się zazdrość, podejrzliwość i niepokój. Nie wie jeszcze, że za chwilę usłyszy słowa, które zabrzmią dla niego jak najokrutniejszy wyrok.

Tymczasem Melich przyjeżdża do szpitala przystrojoną ślubnymi dekoracjami taksówką. Odnajduje przerażoną Hanser, która błaga go, by natychmiast pomógł jej uciec.

Kobieta jest przekonana, że Cią chce zabrać ją do rezydencji i zatrzymać tam aż do narodzin dziecka. Nie zamierza pozwolić, by były mąż ponownie przejął kontrolę nad jej życiem. Ich plan zostaje jednak odkryty.

C rusza w pościg i zatrzymuje Hanser tuż przed samochodem. Napięcie rośnie z każdą sekundą, lecz prawdziwy wstrząs nadchodzi dopiero wtedy, gdy Melich staje między nimi i przedstawia się jako przyszły mąż Hanser.

Chwilę później wypowiada jeszcze bardziej szokujące słowa. Twierdzi, że to właśnie on jest ojcem dziecka, które kobieta nosi pod sercem.

Czy Hanser potwierdzi jego historię? Czy Melich naprawdę planuje ją poślubić? czy tylko próbuje ochronić ją przed Cihanem.

I co zrobi zdruzgotany Cio, gdy zobaczy jak ukochana kobieta odjeżdża u boku innego mężczyzny? Jedno jest pewne, po tej dramatycznej konfrontacji relacje całej trójki już nigdy nie będą takie same.

Żółta taksówka pojawiła się na końcu ulicy niczym jaskrawy punkt na tle szarego pochmurnego poranka. Samochód poruszał się szybko, lecz ostrożnie, omijając nierówności prowadzącej do szpitala drogi.

Biały tiul, którym udekorowano maskę i lusterka, trzepotał na wietrze, a przymocowany z przodu bukiet jasnych kwiatów kołysał się przy każdym gwałtowniejszym ruchu pojazdu.

Jeszcze kilka godzin wcześniej ta taksówka miała być symbolem szczęścia, nowego początku i spełnionej obietnicy. Teraz jednak jej ślubne dekoracje wyglądały niemal ironicznie, jakby ktoś przez pomyłkę wprowadził radość w miejsce pełne bólu, niepewności i strachu.

Samochód zatrzymał się gwałtownie przed bramą szpitala. Drzwi od strony kierowcy otworzyły się niemal natychmiast.

Melich wysiadł, poprawiając pośpiesznie marynarkę czarnego garnituru. Jego włosy były lekko rozczochrane, a na twarzy malowało się napięcie, którego nie potrafił ukryć nawet przed przypadkowymi przechodniami.

Przez kilka sekund wpatrywał się w wejście do budynku. „Oby tylko nic jej nie było” — wyszeptał do siebie.

Zatrzasnął drzwi taksówki i ruszył szybkim krokiem. Niemal biegł, nie zwracając uwagi na spojrzenia ludzi.

W głowie miał tylko jedno imię: Hanser. Nie wiedział dokładnie, co wydarzyło się w nocy.

Wiedział jedynie, że trafiła do szpitala i że C był w pobliżu. Już sama ta informacja wystarczyła, by w sercu Melia pojawił się niepokój.

Znał upór ciana. Wiedział, że kiedy ten mężczyzna czegoś pragnął, nie przyjmował odmowy.

A teraz przedmiotem jego walki była nie tylko Hanser, ale także dziecko, które nosiła pod sercem.

Melich wszedł do budynku i natychmiast zaczął rozglądać się po jasnym korytarzu. Kilka metrów dalej, w spokojniejszej części szpitala, CON siedział na metalowym krześle obok mężczyzny w ciemnym płaszczu.

Był to człowiek, któremu wcześniej zlecił obserwowanie Hanser i ustalenie, z kim się spotykała.

Cion siedział nieruchomo, lekko pochylony do przodu. Łokcie opierał na kolanach, a dłonie miał splecione tak mocno, że pobielały mu knykcie.

Od wielu godzin nie potrafił myśleć o niczym innym poza Hanser i jej ciąży. W głowie wciąż słyszał głos lekarza.

Zalecenia, ostrzeżenia, informacje o zagrożeniu. Wszystko mieszało się z pytaniami, na które kobieta uparcie nie chciała mu odpowiedzieć.

Kim był ojciec jej dziecka? Dlaczego Hanser tak rozpaczliwie próbowała uciec?

Dlaczego na jego widok w jej oczach pojawiał się jednocześnie gniew, ból i strach?

Mężczyzna w ciemnym płaszczu wyjął z kieszeni niewielki notes. „Sprawdziłem miejsca, w których pani Hanser pojawiała się w ostatnich tygodniach” — zaczął ostrożnie.

„Rozmawiałem też z kilkoma osobami.” Cą uniósł wzrok. „Regularnie chodziła na postój taksówek w dzielnicy Palmijaj.”

„Nie raz, nie dwa, pojawiała się tam dość często.” Na twarzy ciana nie drgnął żaden mięsień, jednak jego spojrzenie natychmiast stwardniało.

„Po co?” „Początkowo myślałem, że korzystała tylko z usług któregoś z kierowców, ale kiedy pokazałem jej zdjęcie pracownikom postoju, kilku z nich od razu rozpoznało mężczyznę, z którym ją widywano.”

„Jakiego mężczyzny?” Informator zawahał się na sekundę, jakby przeczuwał, że odpowiedź może wywołać niebezpieczną reakcję.

„Kierowca ma na imię Melich.” CON wyprostował się powoli. „Melich?” — powtórzył chłodno.

Imię brzmiało znajomo. Con przypomniał sobie mężczyznę, który wcześniej kręcił się w pobliżu Hanser, pomagał jej i zachowywał się wobec niej z przesadną troską.

Wtedy uznał go za nieszkodliwego znajomego, kogoś związanego z sinem i jej rodziną. Now jednak wszystkie wcześniejsze spotkania nagle nabrały innego znaczenia.

„Jak często się widywali?” — zapytał. „Tego jeszcze nie ustaliłem.”

„Kierowcy twierdzą, że pani Hanser przychodziła na postój właśnie do niego. Rozmawiali na osobności.”

„Czasami odwoził ją bez pobierania opłaty. Wyglądało na to, że dobrze się znają.”

„Dobrze się znają…” — Cong powtórzył te słowa z nieukrywaną irytacją. „Co to właściwie znaczy?”

„Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków.” „Nie płacę ci za ostrożne domysły” — przerwał Miją.

„Masz się dowiedzieć wszystkiego. Kim jest ten człowiek, gdzie mieszka, z kim się spotyka, jak długo zna Hanser i czego od niej chce.”

„Oczywiście.” „I chcę wiedzieć, czy między nimi coś jest.” Informator zamknął notes.

„Rozumiem.” Con spojrzał w stronę korytarza prowadzącego do sali Hanser. „Nie, nie rozumiesz” — powiedział cicho.

„Ta kobieta jest w ciąży. Ktoś musi być ojcem tego dziecka, a ona zachowuje się tak, jakby wolała zniszczyć samą siebie, niż powiedzieć mi prawdę.”

„Być może potrzebuje czasu.” „Czasu?” — Cą odwrócił się gwałtownie.

„Niemal straciła dziecko. Zemdlała z bólu, a mimo to nadal milczy.”

„To nie jest zwykły upór, ona coś ukrywa.”

W tym samym czasie Melich dotarł do stanowiska pielęgniarek. „Przepraszam” — odezwał się, próbując uspokoić oddech.

„Szukam pacjentki. Hanser Yildis została tutaj przywieziona w nocy.” Pielęgniarka spojrzała na ekran komputera.

„Proszę chwilę zaczekać.” Melich nerwowo zerknął na korytarz. „Czy wszystko z nią w porządku?”

„Najpierw muszę zapytać, kim pan jest dla pacjentki.” Melich na moment zamilkł. Nie mógł powiedzieć, że był jedynie przyjacielem rodziny.

Bał się, że wtedy pielęgniarka odmówi mu udzielenia informacji. „Jestem jej krewnym” — odpowiedział.

„Bliską rodziną.” „Jakiego rodzaju krewnym?”

„To skomplikowane. Proszę pani, naprawdę muszę ją zobaczyć.”

„Martwię się o nią. Jest w ciąży.”

Kilka metrów dalej, za rogiem korytarza, stała Hanser. Nie miała pojęcia, że Melich przyjedzie.

Wyszła z sali, ponieważ chciała znaleźć pielęgniarkę i dowiedzieć się, kiedy będzie mogła opuścić szpital.

Gdy jednak usłyszała znajomy głos, zatrzymała się. Przez chwilę nie była pewna, czy nie śni.

Ostrożnie wychyliła się zza ściany. Zobaczyła czarny garnitur Melia i jego przejętą twarz.

Poczuła ulgę, ale zaraz potem jej serce ścisnął strach. Skoro Melich był tutaj, mogła uciec.

Mogła wydostać się ze szpitala, zanim Cią ponownie zacznie decydować za nią. Hanser wyszła z ukrycia.

„Melich!” Mężczyzna natychmiast się odwrócił. Podszedł do niej w kilku szybkich krokach.

„Co ty tu robisz? Powinnaś leżeć. Jak się czujesz? Dziecko jest bezpieczne?”

„Ciszej” — poprosiła, rozglądając się niespokojnie.

„Nie możemy tutaj rozmawiać.” „Powiedz mi chociaż, czy wszystko jest w porządku.” „Nic nie jest w porządku.”

Melich spojrzał na jej bladą twarz. Hanser miała na sobie szpitalne ubranie przykryte długim płaszczem.

Poruszała się ostrożnie, jakby każdy krok sprawiał jej ból. „Gdzie jest CO?” — zapytała.

„Nie wiem, nie widziałem go.” „Jest tutaj.”

„Na pewno gdzieś jest. Nie odszedłby, dopóki nie upewniłby się, że znowu może mnie kontrolować.”

„Hanser, najważniejsze jest teraz twoje zdrowie.” „Nie, najważniejsze jest to, żebyśmy stąd wyszli.”

Melich zmarszczył brwi. „Lekarz cię wypisał?” „Nie obchodzi mnie wypis. Nie możesz po prostu opuścić szpitala po tym, co się wydarzyło.”

Hanser chwyciła go za rękaw. „Ty nie rozumiesz. C chce zabrać mnie do rezydencji.”

„Powiedział, że będzie mnie tam trzymał aż do porodu. Postawi strażników, zamknie bramy, będzie pilnował każdego mojego kroku.”

„Nie pozwoli mi decydować o własnym życiu.” „Rozmawiałaś z nim?” „Z nim nie da się rozmawiać” — wyszeptała gwałtownie.

„On słyszy tylko to, co chce usłyszeć.”

„Uważa, że skoro ma pieniądze i władzę, może rozkazywać wszystkim wokół: lekarzom, służbie, mnie.”

Melich delikatnie ujął ją za ramiona. „Uspokój się, nie możesz się denerwować.”

„Jak mam się uspokoić?” — W oczach Hanser pojawiły się łzy. „On odbierze mi wszystko.”

„Najpierw zabrał mi spokój, potem godność, a teraz chce zabrać mi dziecko. Nie pozwolę mu.”

„Nie znasz Ciana. Kiedy czegoś chce, niszczy każdego, kto staje mu na drodze.” „Znam takich ludzi.”

„Są silni tylko do chwili, kiedy ktoś pierwszy raz im się sprzeciwi.” Hanser odwróciła wzrok.

„Musimy natychmiast odejść, zanim nas zobaczy.” „Zabiorę cię, ale najpierw porozmawiamy z lekarzem.”

„Nie ma czasu, Hanser. Przysięgam, że nie wrócę do tej rezydencji” — powiedziała przez zaciśnięte zęby.

„Nie pozwolę mu zamknąć mnie tam jak więźnia. Nie pozwolę, żeby używał tego dziecka przeciwko mnie.”

Melich zobaczył w jej oczach niebezpieczną desperację. „Posłuchaj mnie” — powiedział spokojniej.

„Nie mów niczego pod wpływem strachu.” „Wolę zginąć niż ponownie oddać mu swoje życie.”

„Prędzej zniszczę wszystko, czego tak bardzo pragnie, niż pozwolę, żeby wygrał.” „Nie mów tak.”

„To moje dziecko, moje ciało, moje życie.” „Wiem.” „Nie, nie wiesz” — Jej głos się załamał.

„Nikt nie wie jak to jest budzić się każdego dnia ze świadomością, że ktoś inny planuje twoją przyszłość.”

„Co nie pyta, czego chce. On wydaje polecenia. Jeśli uzna, że dziecko należy do niego, już nigdy nie będę wolna.”

Melich spojrzał jej prosto w oczy. „W takim razie cię stąd zabiorę. Ale musisz mi obiecać, że nie zrobisz krzywdy ani sobie, ani dziecku.”

Hanser zacisnęła usta. „Obiecaj mi” — nalegał. Po dłuższej chwili skinęła głową. „Dobrze, chodźmy.”

Melich podtrzymał ją pod ramię. Ruszyli w stronę wyjścia, starając się nie wzbudzać zainteresowania personelu.

Kilka minut później Cong zakończył rozmowę z informatorem i udał się do sali Hanser.

Kiedy zobaczył puste łóżko, zatrzymał się jak wryty. Kołdra była odrzucona, a szklanka z wodą stała nietknięta na stoliku.

Nie było ani płaszcza, ani butów kobiety. Cong wyszedł na korytarz.

„Gdzie jest pacjentka z tej sali?” — zapytał pierwszą napotkaną pielęgniarkę.

„Powinna być w pokoju.” „Nie ma jej tam.”

Pielęgniarka spojrzała zaniepokojona. „To niemożliwe. Pani Hanser nie otrzymała jeszcze wypisu.”

„Właśnie dlatego pytam, gdzie jest.” Druga pielęgniarka podeszła do nich.

„Kilka minut temu ktoś pytał o tę pacjentkę.” Cio natychmiast się odwrócił. „Kto?”

„Mężczyzna w czarnym garniturze powiedział, że jest z rodziny.” „Jak wyglądał?” „Wysoki, ciemne włosy.”

Cong poczuł, że w jego głowie pojawia się jedno imię: Melich. „Dokąd poszli?” „Nie widziałam, żeby razem wychodzili” — odpowiedziała pielęgniarka.

„Ja widziałam” — odezwała się starsza kobieta siedząca w poczekalni. „Ta młoda dziewczyna wyszła z mężczyzną.”

„Podtrzymywał ją pod ramię. Poszli w stronę głównego wyjścia.” Cio nie czekał ani sekundy.

Rzucił się do drzwi. Informator, widząc jego reakcję, natychmiast ruszył za nim.

Na zewnątrz Melich i Hanser szli piaszczystą drogą w stronę przystrojonej taksówki.

Hanser poruszała się coraz wolniej. Jedną ręką trzymała się ramienia Melia, drugą instynktownie osłaniała brzuch.

„Jeszcze kawałek” — zapewniał ją. „Zaraz będziemy przy samochodzie. Musimy odjechać, zanim nas zauważy.”

„Zabiorę cię w bezpieczne miejsce.” „Nie do Cemila, tam znajdzie mnie od razu.” „Najpierw pojedziemy do mojej matki.”

„Potem zastanowimy się, co dalej.” Nagle za ich plecami rozległ się głos, którego Hanser obawiała się najbardziej.

„Hanser!” Kobieta zamarła. Melich również się zatrzymał.

Cion wybiegł z budynku, szedł w ich stronę szybkim, zdecydowanym krokiem. Jego twarz była napięta, a w oczach płonął gniew.

„Dokąd idziesz?” — zapytał, zatrzymując się kilka kroków od nich.

Hanser powoli odwróciła się w jego stronę. „To nie twoja sprawa.” „Uciekasz ze szpitala bez zgody lekarza. Ledwie odzyskałaś przytomność.”

„Poradzę sobie.” „Przestań zachowywać się nierozsądnie.”

„A ty przestań za mną chodzić.” Con spojrzał na Melia, a potem ponownie na nią. „Jesteś mi winna wyjaśnienia.”

„Niczego ci nie jestem winna.” „Ktoś znalazł cię nieprzytomną. Przywiozłem cię do szpitala.”

„Spędziłem całą noc pod drzwiami twojej sali, a ty teraz znikasz bez słowa z tym człowiekiem.”

„Nie prosiłam cię, żebyś czekał.” „Oczywiście. Ty nigdy o nic nie prosisz.”

„Po prostu uciekasz, kłamiesz i narażasz siebie oraz dziecko.” Hanser uniosła podbródek. „Daj mi spokój.”

„Przestań mnie szukać. Przestań wysyłać za mną ludzi.”

„Przestań decydować, gdzie mam mieszkać i z kim mam rozmawiać.” Cion zmrużył oczy. „Skąd wiesz, że kogoś za tobą wysłałem?”

„Bo znam cię wystarczająco dobrze.” „W takim razie powinnaś również wiedzieć, że nie pozwolę ci odejść w takim stanie.”

„Nie potrzebuję twojego pozwolenia.” Hanser odwróciła się, zamierzając ruszyć dalej, ale Cią gwałtownie chwycił ją za ramię.

„Nigdzie nie pójdziesz.” Kobieta syknęła z bólu. „Puść mnie.”

Melich natychmiast wkroczył między nich. Jednym ruchem odtrącił rękę Ciana.

„Słyszałeś, co powiedziała? Puść ją.” Cion spojrzał na niego z niedowierzaniem.

„Nie dotykaj mnie.” „W takim razie ty nie dotykaj jej.” „Kim ty jesteś, żeby mówić mi, co mam robić?”

Melich stanął przed Hanser, osłaniając ją własnym ciałem. „Jestem kimś, kto nie pozwoli ci jej skrzywdzić.”

„Zapytałem, kim jesteś.” „Melich, przestań” — wyszeptała Hanser.

Mężczyzna jednak nie cofnął się ani o krok. Rozumiał, że CO nie odejdzie po zwykłej prośbie.

Potrzebował powodu, który zmusi go do zatrzymania się choćby tylko na kilka sekund. Musiał odwrócić jego uwagę od Hanser i skierować gniew na siebie.

Melich spojrzał Cihanowi prosto w oczy. „Jestem jej przyszłym mężem.”

Wszystko wokół nagle ucichło. Con zamarł. Nawet Hanser spojrzała na Melia ze zdumieniem.

Nie spodziewała się tych słów. Nie rozumiała, dlaczego zdecydował się wypowiedzieć je właśnie teraz.

„Co powiedziałeś?” — zapytał Cią nienaturalnie spokojnym głosem. Melich przełknął ślinę, ale nie odwrócił wzroku.

„Powiedziałem, że jestem człowiekiem, z którym Hanser zamierza ułożyć sobie życie.”

„Powtórz to.” „Jestem jej przyszłym mężem.”

Szczęka Ciana drgnęła. „Hanser?” Kobieta milczała.

Patrzyła na niego chłodno, choć wewnątrz cała drżała. „To prawda?” — zapytał cio.

„Nie muszę ci się tłumaczyć.” „Odpowiedz.”

„Straciłeś prawo do zadawania mi takich pytań.” Cion zrobił krok w stronę Melia.

„Jak długo?” „Co?” „Jak długo? Jak długo ją znasz? Jak długo spotykacie się za moimi plecami?”

„Nie jesteś centrum jej świata. Nie wszystko, co robi Hanser, dzieje się za twoimi plecami.”

„Uważaj na słowa.” „To ty uważaj. Ona właśnie wyszła ze szpitala. Jest osłabiona, a ty nadal na nią krzyczysz.”

„Nie wtrącaj się między nas.” „Nie ma już żadnego ‘was’.” Słowa Melia uderzyły ciana mocniej niż policzek.

„Nie wiesz, o czym mówisz.” „Wiem wystarczająco dużo.”

„Wiem, ile przez ciebie wycierpiała. Wiem, że boi się powrotu do twojego domu. Wiem, że woli uciekać bez wypisu ze szpitala, niż ponownie znaleźć się pod twoim dachem.”

„Hanser nie wie, co mówi. Jest zdenerwowana.” „Ona doskonale wie, czego chce. To ty nie potrafisz przyjąć jej odpowiedzi.”

C ponownie spojrzał na Hanser. „Więc zamierzasz za niego wyjść?”

Hanser zacisnęła dłonie. Wiedziała, że powinna zaprzeczyć, bo jedno zdanie mogło zakończyć tę farsę.

Jednak w oczach Ciana zobaczyła tę samą kontrolę, przed którą próbowała uciec. To samo przekonanie, że prawda należała do niego i że miał prawo ją przesłuchiwać.

„Tak” — odpowiedziała cicho. Melich odwrócił głowę w jej stronę, zaskoczony, lecz szybko opanował emocje.

Cio natomiast pobladł. „Rozumiem” — powiedział. Jednak ton jego głosu zdradzał, że nie rozumiał niczego.

W jego wnętrzu walczyły gniew, zazdrość i niedowierzanie. „W takim razie” — ciągnął — „być może twój przyszły mąż wyjaśni mi jeszcze jedną rzecz.”

„Czy wie, czyje dziecko nosisz?” Melich poczuł, że Hanser zaciska palce na jego ramieniu.

To było ostrzeżenie: ‘nie mów nic więcej’. Jednak Ci ją nie zamierzał odpuścić.

„Czy powiedziała ci, kto jest ojcem?” — zapytał. „Co, wystarczy” — odezwała się Hanser.

„Chcę usłyszeć odpowiedź.” Melich wiedział, że znalazł się na granicy.

Mógł się wycofać albo doprowadzić kłamstwo do końca. Spojrzał na przerażoną Hanser, potem na rozwścieczonego Ciana.

„Nie musiala mi mówić” — odpowiedział. „Ponieważ to ja jestem ojcem dziecka.”

Twarz ciana całkowicie się zmieniła. Przez ułamek sekundy wyglądał tak, jakby nie zrozumiał wypowiedzianych słów.

Potem jego oczy pociemniały. „Co powiedziałeś?” „Dziecko Hanser jest moje.”

„Melich!” — krzyknęła kobieta. Było już jednak za późno.

Cion ruszył na niego bez ostrzeżenia. Chwycił go za marynarkę i z całej siły uderzył głową w jego twarz.

Rozległ się głuchy odgłos. Melich zachwiał się i runął na ziemię, a krew natychmiast pojawiła się pod jego nosem.

„C!” — Hanser krzyknęła przerażona. Cong rzucił się na leżącego mężczyznę.

Pierwszy cios spadł na jego szczękę, drugi na policzek. Melich próbował zasłonić twarz rękami, ale Cią był całkowicie poza kontrolą.

„Kłamiesz!” — ryknął. „Słyszysz mnie? Kłamiesz!”

„Przestań! Zabijesz go!” Hanser próbowała chwycić ciana za ramiona.

Mężczyzna odtrącił ją odruchowo, lecz kiedy zobaczył, że się zachwiała, na sekundę znieruchomiał.

Ta chwila wystarczyła Melichowi, by spróbować się podnieść. Jednak Cio ponownie złapał go za kołnierz.

„Myślisz, że możesz pojawić się znikąd i odebrać mi wszystko?” Melich splunął krwią na ziemię.

„Hanser nie jest rzeczą, którą można komuś odebrać.” Cong uderzył go jeszcze raz.

„Pomocy!” — krzyczała Hanser. „Niech ktoś nam pomoże!”

Z budynku wybiegł informator, a za nim dwóch pracowników ochrony. Mężczyźni dopadli ciana i chwycili go za ramiona.

„Proszę się uspokoić!” „Puśćcie mnie!” — Cion szarpał się z nimi.

„Jeszcze z nim nie skończyłem!” „Dosyć, to teren szpitala.”

Ochroniarze z ogromnym wysiłkiem odciągnęli go kilka metrów dalej. C nadal próbował się wyrwać, nie spuszczając wzroku z Melia.

Hanser natychmiast uklękła obok pobitego mężczyzny. „Melich, słyszysz mnie?”

„Słyszę” — odpowiedział z trudem. „Pokaż mi twarz.” „Nie jest tak źle.”

„Krwawisz.” Wyjęła chusteczkę i przyłożyła ją do jego nosa; jej dłonie drżały.

„Dlaczego to powiedziałeś?” — zapytała szeptem. „Dlaczego powiedziałeś, że jesteś ojcem?”

Melich spojrzał na ciana, który nadal szarpał się z ochroną. „Bo inaczej nigdy nie pozwoliłby ci odejść.”

„Mogłeś zostać poważnie ranny.” „Ważne, że ty jesteś bezpieczna.”

„To przeze mnie cię uderzył.” „Nie uderzył mnie dlatego. On po prostu nie potrafi panować nad własnym gniewem.”

C usłyszał te słowa. „Zapłacisz mi za to!” — krzyknął.

„Myślisz, że możesz kłamać mi prosto w twarz i po prostu odjechać?” Melich powoli podniósł się z ziemi.

Zachwiał się, ale Hanser pomogła mu odzyskać równowagę. „To nie ja przegrałem dzisiaj najwięcej” — odpowiedział chłodno.

„Co to ma znaczyć?” „Ja mam tylko rozbity nos. Ty właśnie straciłeś kobietę, której nigdy nie potrafiłeś naprawdę wysłuchać.”

„Zamknij się!” „Możesz bić każdego mężczyznę, który stanie obok niej. To i tak nie sprawi, że Hanser do ciebie wróci.”

Cą znieruchomiał na sekundę. Te słowa trafiły dokładnie w miejsce, którego najbardziej próbował bronić.

Melich odwrócił się i powoli ruszył w stronę taksówki, a Hanser szła obok niego, nadal podtrzymując go pod ramię.

Przy samochodzie mężczyzna otworzył jej drzwi. „Wsiadaj, Hanser.”

Zawahała się i spojrzała na ciana. Stał pomiędzy ochroniarzami z rozpiętą marynarką i zaciśniętymi pięściami.

Na jego twarzy nie było już wyłącznie gniewu — pojawiło się coś jeszcze: ból, którego nie zdołał ukryć.

„Hanser!” — zawołał. „Nie odchodź z nim.”

Kobieta milczała. „On kłamie! Ty też kłamiesz! Wiem, że to nie może być prawda.”

„Prawda nie zawsze jest taka, jaką chcesz ją widzieć” — odpowiedziała.

„Spójrz mi w oczy i powiedz, że to jego dziecko.” Hanser znieruchomiała.

Przez chwilę wydawało się, że nie będzie w stanie kontynuować kłamstwa. W jej oczach pojawiły się łzy, które natychmiast próbowała ukryć.

„Nie muszę już niczego ci udowadniać.” Wsiadła do samochodu.

Melich zamknął drzwi, obszedł taksówkę i zajął miejsce za kierownicą. Otarł krew spod nosa, uruchomił silnik i mocno zacisnął dłonie na kierownicy.

„Jesteś pewna?” — zapytał. Hanser patrzyła przed siebie.

„Jedź. Po tym, co powiedzieliśmy, Cio nie przestanie nas szukać.”

„Wiem. Będzie próbował odkryć prawdę.” „W takim razie musimy znaleźć miejsce, w którym nie będzie mógł mnie kontrolować.”

Melich wrzucił bieg. Taksówka ruszyła powoli.

Biały tiul ponownie zatrzepotał na wietrze, a bukiet na masce zakołysał się, jakby samochód rzeczywiście zabierał parę młodą z miejsca ceremonii.

Cong wykonał gwałtowny ruch, próbując wyrwać się ochroniarzom. „Hanser!” — Kobieta odwróciła głowę.

Przez szybę spotkały się ich spojrzenia. Cong patrzył na nią z mieszaniną rozpaczy, gniewu i niedowierzania.

Hanser przez moment miała wrażenie, że widzi w nim dawnego mężczyznę, którego kiedyś kochała. Człowieka, który potrafił ją chronić i przy którym przez krótką chwilę czuła się bezpieczna.

Jednak zaraz potem przypomniała sobie wszystkie rozkazy, oskarżenia, upokorzenia i próby kontrolowania jej życia.

Jej twarz stwardniała. Nie pomachała mu, nie powiedziała niczego — posłała mu jedynie chłodne ostatnie spojrzenie, po czym odwróciła się w stronę drogi.

Taksówka wyjechała przez szpitalną bramę. Cong patrzył za nią, dopóki żółty samochód nie zniknął za zakrętem.

Dopiero wtedy przestał się szarpać. Ochroniarze powoli poluzowali uścisk, ale informator pozostał blisko, obawiając się kolejnego wybuchu.

„Panie Cio…” — zaczął ostrożnie. „Dowiedz się wszystkiego” — przerwał mu.

„O Melichu, o nim, o jego rodzinie, o jego pracy. Chcę wiedzieć, gdzie zabrał Hanser.”

„Chcę wiedzieć, kiedy się poznali. Chcę znać każdy ich krok z ostatnich miesięcy.”

„Zajmę się tym.” Cą nadal patrzył na pustą drogę.

„I sprawdź, czy to możliwe, że dziecko naprawdę jest jego.” Informator skinął głową, ale nie odszedł.

„Coś jeszcze?” Cion zacisnął szczękę.

„Jeśli mnie okłamali, oboje tego pożałują.” W jego głosie nie było już krzyku.

Był cichy i opanowany, a przez to znacznie bardziej niepokojący. Przed oczami Ciana wciąż pojawiała się twarz Hanser za szybą taksówki.

Jej chłodne spojrzenie, drżące usta i łzy, których nie pozwoliła mu zobaczyć. Nie wierzył Melichowi.

Nie potrafił uwierzyć, że Hanser tak szybko związała się z innym mężczyzną. Nie chciał również dopuścić do siebie myśli, że dziecko, o które tak bardzo się bał, mogło należeć do kogoś innego.

A jednak jedno pytanie nieustannie rozbrzmiewało w jego umyśle: Co jeśli mówili prawdę?

Co opuścił wzrok. Na jego dłoni znajdowała się niewielka smuga krwi Melia.

Starł ją powoli chusteczką, a potem zgniótł materiał w pięści.

Ból zamienił się w gniew, a gniew w pragnienie odkrycia prawdy za wszelką cenę. Nie zamierzał czekać.

Nie zamierzał pozwolić, żeby Hanser zniknęła, i z całą pewnością nie zamierzał oddać jej ani dziecka człowiekowi, który odważył się stanąć mu na drodze.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page