Cion podejmuje decyzję za Hanser. Test na ojcostwo ujawni całą prawdę.

Hanser otwiera oczy w szpitalnej sali i od razu dostrzega Ciona śpiącego w fotelu obok jej łóżka. Mężczyzna spędził przy niej całą noc, czuwając nad każdym jej oddechem.

Gdy tylko kobieta próbuje się podnieść, Cion natychmiast zrywa się na równe nogi. W jego spojrzeniu widać niepokój, troskę, ale również determinację, której Hanser nie jest w stanie przełamać.

Choć zapewnia go, że czuje się już lepiej, on nie zamierza pozostawić niczego przypadkowi. Stanowczo nakazuje jej odpoczywać i oznajmia, że opuszczą szpital dopiero po uzyskaniu zgody lekarza.

Jednak pozornie spokojna rozmowa szybko zmienia się w pełną bólu konfrontację, gdy Cion ponownie nazywa nienarodzone dziecko ich dzieckiem. Hanser reaguje chłodno i żąda, by przestał wypowiadać te słowa.

Cion nie ustępuje. Nie wierzy w historię o innym mężczyźnie i coraz mocniej naciska na kobietę, próbując zmusić ją do ujawnienia prawdy.

Kiedy Hanser stwierdza, że fotografie niczego nie udowadniają, Cion odpowiada słowami, które całkowicie zmieniają atmosferę w sali: „Zdjęcia niczego nie udowadniają, ale dziecko udowadnia wszystko”.

To jednak dopiero początek. Cion podejmuje za Hanser decyzję, która może odmienić życie ich obojga.

Po wyjściu ze szpitala zamierza zabrać ją do rezydencji, ich dawnego domu, i osobiście opiekować się nią aż do porodu. Nie prosi o zgodę, nie pozostawia jej żadnego wyboru.

Na końcu składa stanowczą obietnicę: kiedy dziecko przyjdzie na świat, przeprowadzi test na ojcostwo. Cion jest przekonany, że wynik potwierdit prawdę, którą od dawna nosi w sercu.

Czy Hanser zdoła dalej ukrywać swoją tajemnicę? Dlaczego tak desperacko odpycha Ciona, mimo że jego troska zdradza uczucia, których żadne z nich nie potrafiło pogrzebać?

I co wydarzy się, gdy Hanser ponownie przekroczy próg rezydencji jako kobieta spodziewająca się dziecka swojego byłego męża?

Przebudzenie, które zmieniło wszystko. W sali szpitalnej panowała cisza tak głęboka, że można było usłyszeć niemal każdy oddech, każde ciche drgnienie pościeli i każdy miarowy sygnał aparatury stojącej przy łóżku.

Za dużym oknem poranek dopiero zaczynał rozjaśniać niebo. Blady, chłodny blask przeciskał się przez niedomknięte żaluzje, rysując na podłodze długie, jasne pasy.

Noc jeszcze nie odeszła całkowicie. Ukrywała się w kątach pomieszczenia, w cieniach pod szafkami, w zmęczonej twarzy mężczyzny śpiącego w białym fotelu.

Cion siedział nieruchomo, z głową lekko przechyloną na bok. Miał skrzyżowane ramiona na klatce piersiowej, jakby nawet przez sen próbował zachować kontrolę nad sytuacją.

Ciemna koszula była pognieciona, a marynarka zsunęła się nieco z jednego ramienia. Na jego twarzy malowało się wyczerpanie, którego z pewnością nie pokazałby nikomu świadomie.

Nie opuścił sali ani na chwilę. Nie wrócił do rezydencji, nie pojechał do firmy, nie odpowiedział na większość telefonów.

Nie interesowały go sprawy, które jeszcze dzień wcześniej uważał za pilne. Całą noc siedział przy łóżku Hanser.

Przez pierwsze godziny obserwował każdą zmianę na monitorze. Wstawał za każdym razem, gdy pielęgniarka pojawiała się w drzwiach.

Zadawał lekarzom te same pytania, chociaż odpowiedzi znał już niemal na pamięć: Czy dziecko jest bezpieczne? Czy Hanser odzyska przytomność? Czy krwawienie się nie powtórzy? Czy istnieje ryzyko, że ciąża jest zagrożona?

Dopiero nad ranem zmęczenie okazało się silniejsze niż jego upór. Usiadł w fotelu, obiecując sobie, że zamknie oczy jedynie na kilka sekund. Sen przyszedł nagle, ciężki i niespokojny.

Na szpitalnym łóżku Hanser poruszyła lekko palcami. Najpierw poczuła suchość w ustach, potem tępy ból rozchodzący się po całym ciele.

Miała wrażenie, że jej powieki ważą więcej niż kamienie. Przez kilka sekund nie wiedziała, gdzie się znajduje.

Pamiętała ciemny korytarz, światło telefonu drżące w jej dłoni, narastający ból i głos Ciona dochodzący jakby z bardzo daleka. Pamiętała też jego ramiona, silne, drżące, zaciskające się wokół niej, kiedy traciła świadomość.

Powoli otworzyła oczy – biały sufit wydawał się niemal oślepiający. Wzrok Hanser przez chwilę pozostawał nieostry.

Zamrugała kilka razy, próbując zebrać myśli. Usłyszała miarowy dźwięk aparatury, poczuła wenflon w dłoni i ciężar kołdry przykrywającej jej ciało.

Szpital. Znów znalazła się w szpitalu.

Pierwszym odruchem było dotknięcie brzucha. Jej dłoń przesunęła się powoli po kołdrze, zatrzymując na niewielkim zaokrągleniu.

Oddech uwiązł jej w gardle. „Moje dziecko” – wyszeptała tak cicho, że nawet sama ledwie usłyszała własny głos.

Przypomniała sobie słowa lekarza, które docierały do niej jeszcze przed utratą przytomności: odpoczynek, obserwacja, konieczność unikania stresu, zagrożenie, którego nie można lekceważyć.

Zamknęła oczy na krótką chwilę, walcząc z napływającymi łzami. Dopiero potem odwróciła głowę.

Wtedy go zobaczyła. Cion spał w fotelu zaledwie kilka kroków od jej łóżka.

Człowiek, który zwykle wyglądał tak, jakby nic na świecie nie było w stanie zachwiać jego pewnością siebie, teraz sprawiał wrażenie bezbronnego.

Pod jego oczami widniały głębokie cienie. Kilkudniowy zarost podkreślał zmęczenie, a dłonie miał zaciśnięte tak mocno, jakby nawet we śnie z czymś walczył.

Hanser wpatrywała się w niego długo. W jej spojrzeniu pojawiła się mieszanina zdziwienia, żalu i uczucia, którego nie chciała nazwać.

Mógł odejść, powinien odejść. Miał przecież rezydencję, firmę, rodzinę, żonę i życie, do którego ona rzekomo już nie należała.

Dlaczego więc został? Dlaczego spał w niewygodnym fotelu, kiedy wystarczyłby jeden telefon, aby kierowca zabrał go do domu?

Dlaczego wyglądał tak, jakby od wielu godzin bał się stracić właśnie ją? Hanser szybko odwróciła wzrok.

„Nie!” – szepnęła do samej siebie. – „Nie daj się znowu oszukać”.

Próbowała unieść górną część ciała. Oparła się na łokciu, lecz natychmiast poczuła słabość. Wszystko zawirowało jej przed oczami.

Zacisnęła usta, nie chcąc jęknąć, i spróbowała przesunąć się bliżej krawędzi łóżka.

Szelest pościeli wystarczył. Cion otworzył oczy tak gwałtownie, jakby ktoś wyrwał go z koszmaru.

Przez sekundę wyglądał na zdezorientowanego, ale kiedy zobaczył podnoszącą się Hanser, natychmiast zerwał się z fotela. W dwóch krokach znalazł się przy jej łóżku.

– Co robisz? – zapytał ostro, lecz w jego głosie wyraźnie pobrzmiewał strach. – Dlaczego wstajesz? Coś cię boli?

– Nie krzycz – odpowiedziała osłabionym głosem. – Nic mi nie jest.

– Jak to nic ci nie jest? Jesteś w szpitalu, masz kroplówkę i ledwo potrafisz się podnieść.

– Powiedziałam, że czuję się lepiej.

Cion spojrzał na jej pobladłą twarz, po czym przeniósł wzrok na monitor. Serce Hanser biło szybciej niż wcześniej.

– Gdzie dokładnie boli? – zapytał, tym razem ciszej. – Brzuch, plecy, głowa… Mam zawołać lekarza?

– Nigdzie mnie nie boli. – Nie kłam. – Nie kłamie.

– W takim razie dlaczego wyglądasz, jakbyś za chwilę miała zemdleć? – Ponieważ dopiero się obudziłam.

Cion pochylił się nieco, uważnie przyglądając się jej oczom. – Kręci ci się w głowie? – Trochę.

– A więc jednak. Odwrócił się w stronę drzwi, ale Hanser chwyciła go słabo za rękaw.

– Nie wołaj nikogo. Naprawdę nic mi nie jest.

Cion zatrzymał się. Spojrzał najpierw na jej dłoń trzymającą materiał marynarki, a potem na jej twarz.

– To lekarz zdecyduje, czy nic ci nie jest. – Lekarz był tu w nocy kilka razy. Co powiedział?

– Że musisz odpoczywać. Żadnego wysiłku, żadnego wstawania bez pomocy i przede wszystkim żadnego stresu.

Hanser puściła jego rękaw. – To dlaczego ty nadal tu jesteś? – pytanie zabrzmiało znacznie chłodniej, niż zamierzała.

Cion jednak nie odpowiedział od razu. Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu.

– Co to ma znaczyć? Spędziłeś tutaj całą noc. Tak, nie powinieneś. – Dlaczego? – Ponieważ nie jesteś pielęgniarzem ani lekarzem.

– Nie muszę nim być, żeby zostać przy tobie. – Masz dom. Powinieneś wrócić i odpocząć. – Nie.

Hanser westchnęła. – Cion, spójrz na siebie. Spałeś w fotelu w tej samej koszuli, w której przywiozłeś mnie do szpitala. Wyglądasz gorzej ode mnie.

– To akurat niemożliwe. – Nie próbuj żartować. – Wcale nie żartuję. Wracaj do domu.

– Powiedziałem, że nie. – Nie musisz tutaj siedzieć. – Muszę. – Z jakiego powodu?

Cion zacisnął szczękę. – Ponieważ wczoraj omal nie straciłaś dziecka.

Hanser znieruchomiała. W sali ponownie zapadła ciężka cisza. Cion natychmiast zauważył, jak jej twarz się zmieniła.

Gniew w jego spojrzeniu ustąpił miejsca trosce. Usiadł na brzegu łóżka i ostrożnie położył dłoń na jej ramieniu.

– Nie chciałem cię przestraszyć – powiedział ciszej. – Lekarz powiedział, że sytuacja jest pod kontrolą. Dziecko jest bezpieczne, ale musisz odpoczywać.

Hanser opuściła wzrok na swój brzuch. – Naprawdę jest bezpieczne? – Tak. – Jesteś pewien?

– Pytałem o to chyba 100 razy. – I co dokładnie powiedzieli?

– Że serce dziecka bije prawidłowo. Muszą cię jeszcze obserwować, ale najgorsze minęło.

Hanser wypuściła powietrze, którego nieświadomie wstrzymywała. – Dzięki Bogu.

Cion patrzył na nią uważnie. Widział jej drżące palce i łzy zbierające się w oczach.

Sam poczuł ucisk w gardle, ale szybko odsunął od siebie emocje. Nie chciał, by zauważyła, jak bardzo był przerażony.

– Połóż się – polecił. – Cion… – Hanser, połóż się.

– Mogę siedzieć? – Nie możesz. Lekarz powiedział, że masz odpoczywać. – W tej chwili odpoczywam.

– Próbowałaś wstać. – Chciałam tylko napić się wody.

Cion natychmiast sięgnął po szklankę stojącą na stoliku. – Trzeba było mnie obudzić. – Spałeś. – I co z tego?

– Nie chciałam ti przeszkadzać. – Następnym razem mi przeszkadzaj. – Następnego razu nie będzie, bo zaraz wrócisz do domu.

Mężczyzna zmrużył oczy. – Nadal próbujesz mnie wyrzucić?

– Próbuję ci powiedzieć, że nie masz obowiązku się mną zajmować. – A ja próbuję ci powiedzieć, że to nie ty decydujesz.

Hanser spojrzała na niego z niedowierzaniem. – Słucham?

Cion odstawił szklankę i pochylił się nad nią. Jego dłoń nadal spoczywała na jej ramieniu, lecz teraz w jego postawie pojawiła się znajoma stanowczość.

– W tej kwestii decyzję podejmuję ja. – Nie jesteś moim mężem.

Słowa trafiły w niego boleśnie, choć jego twarz pozostała nieruchoma. – Nie muszę być twoim mężem, żeby nie pozwolić ti zrobić sobie krzywdy.

– Nie możesz wydawać mi rozkazów. – Mogę, kiedy zachowujesz się nieodpowiedzialnie.

– Jestem dorosłą kobietą. – Dorosłą kobietą, która wczoraj ledwo doszła do drzwi, zamiast poprosić kogokolwiek o pomoc.

– Nie wiedziałam, że ból się nasili. – I właśnie dlatego nie pozwolę ti dziś zrobić ani jednego kroku bez zgody lekarza.

– Nie będziesz mnie pilnował jak więźnia. – W takim razie nie zachowuj się jak ktoś, kto próbuje uciec ze szpitala.

Hanser chciała ponownie się podnieść, lecz Cion delikatnie, choć stanowczo objął ją za ramiona.

– Co robisz? – zaprotestowała. – Kładę cię z powrotem. – Puść mnie!

– Nie, Hanser. Możesz się złościć, ile chcesz. Ostrożnie opuścił ją na poduszkę. Hanser próbowała stawić opór, ale była zbyt słaba, żeby naprawdę z nim walczyć.

Cion poprawił poduszkę pod jej głową, po czym naciągnął kołdrę aż pod jej ramiona. – Leż – powiedział stanowczo.

– Jesteś niemożliwy. – Słyszałem to już wcześniej. – Zachowujesz się tak, jakbyś miał do mnie jakieś prawa.

Jego dłonie zatrzymały się na brzegu kołdry. – Być może mam więcej praw, niż chcesz przyznać.

Hanser spojrzała na niego ostrzegawczo. – Nie zaczynaj. – To ty zaczęłaś.

– Powiedziałam tylko, żebyś odpoczął. – A ja powiedziałem, że zostaję. – Przez ciebie nie mogę odpocząć.

– Świetnie. W takim razie będę siedział cicho. – Nie o to chodzi. – Wiem, o co chodzi.

Cion wrócił na fotel, lecz nie usiadł. Oparł dłonie o jego oparcie i spojrzał na nią z nieustępliwą powagą.

– Wyjdziemy stąd dopiero wtedy, kiedy lekarz powie, że możemy. – Ja opuszczę szpital. Ty możesz pojechać, dokąd chcesz.

– Pojedziemy razem. – Nie pojadę z tobą. – Zobaczymy.

Hanser odwróciła wzrok w stronę okna. – Nie masz prawa przejmować kontroli nad moim życiem za każdym razem, kiedy coś się wydarzy.

– Nie przejmuję kontroli nad twoim życiem. Dbam o twoje bezpieczeństwo. – To nie jest to samo.

– Nie, dla ciebie zawsze jest to samo. Nazywasz kontrolę troską, rozkazy odpowiedzialnością, a zazdrość ochroną.

Cion zesztywniał. – Nie rozmawiamy teraz o mnie. – Oczywiście, nigdy nie rozmawiamy o tobie. Rozmawiamy tylko o tym, co ja robię źle.

– Wczoraj naprawdę zrobiłaś coś źle. Powinnaś była natychmiast zadzwonić po pomoc. – Do kogo miałam zadzwonić?

– Do mnie – odpowiedział bez chwili wahania.

Hanser spojrzała na niego, jakby przez moment straciła zdolność mówienia. – Do ciebie? – Tak.

– Dlaczego miałabym dzwonić właśnie do ciebie? – Ponieważ przyjechałbym natychmiast.

– Jesteś ostatnim człowiekiem, którego powinnam prosić o pomoc. – A jednak to ja cię znalazłem. To ja przywiozłem cię do szpitala i to ja siedziałem tutaj całą noc.

– Nie prosiłam cię o to. – Wiem. – Więc nie zachowuj się teraz, jakbym była ti coś winna. Niczego od ciebie nie chcę.

– Naprawdę? Cion otworzył usta, ale nie odpowiedział. Hanser dostrzegła w jego milczeniu coś, czego się obawiała.

Usiadła nieco wyżej, mimo jego ostrzegawczego spojrzenia. – Zostałeś tutaj, bo martwiłeś się o mnie? Czy dlatego, że nadal uważasz dziecko za swoją własność?

– Nie jest moją własnością, ale ciągle mówisz, jakby było. Bo to moje dziecko.

Wypowiedział te słowa spokojnie, lecz z taką pewnością, że Hanser natychmiast poczuła narastające zdenerwowanie.

– Przestań. – Co mam przestać? – Przestań powtarzać: „moje dziecko”, „nasze dziecko”, jakbyś miał na to jakikolwiek dowód.

– Dowód? Tak, dowód. Nie potrzebuję dowodu, żeby wiedzieć. – To nie jest kwestia tego, co wiesz. To tylko twoje podejrzenia.

– Nie podejrzenia – pewność. – Skąd możesz być pewien?

Cion zrobił krok w jej stronę. – Ponieważ cię znam.

Hanser roześmiała się gorzko. – Ty mnie znasz? Człowiek, który przez całe małżeństwo nie potrafił zrozumieć ani jednego mojego słowa, nagle twierdzi, że mnie zna.

– Wiem, że nie mogłabyś związać się z kimś innym tak szybko. – Czyli to cała twoja logika.

– Kiedy pierwszy raz zapytałem cię o ojca dziecka, nie odpowiedziałaś. – Moje milczenie nie jest przyznaniem ti racji.

– Gdyby ojcem był ktoś inny, powiedziałabyś jego imię. – Nie muszę ti niczego wyjaśniać.

– Nie powiedziałaś, ponieważ nie ma żadnego innego mężczyzny. – Nie będę z tobą o tym rozmawiać.

– Dlaczego? Boisz się, że sama potwierdzisz prawdę? – Bo mam dość twoich oskarżeń.

– To nie są oskarżenia. – W takim razie czym są? Gratulacjami?

Cion przesunął językiem po wewnętrznej stronie policzka, próbując zachować spokój.

– Rozwiedliśmy się, a kilka miesięcy później dowiaduję się, że jesteś w ciąży. Ukrywasz to przede mną, unikasz odpowiedzi i próbujesz przekonać wszystkich, że nie mam prawa zadawać pytań.

– Właśnie tak. Nie masz prawa. – Mam, jeśli jestem ojcem. – Ale nie wiesz, czy nim jesteś.

– Wiem. – Twoja pewność nie zmienia rzeczywistości. – A twoje kłamstwa też jej nie zmienią.

Hanser gwałtownie zaczerpnęła powietrza. – Nie kłamie. – W takim razie spójrz mi w oczy i powiedz, że dziecko nie jest moje.

Kobieta zamarła. Cion podszedł jeszcze bliżej. Stanął przy łóżku, pochylając się tak, aby nie mogła uciec od jego spojrzenia.

– Powiedz to – zażądał. – Spójrz mi w oczy i powiedz: „Cion, to nie jest twoje dziecko”.

Hanser zacisnęła palce na kołdrze. – Nie będziesz mnie przesłuchiwał. – Jedno zdanie. Odejdź. Jedno zdanie i przestanę pytać.

– Nie wierzę ci. – Spróbuj. – Po co? Żebyś potem oskarżył mnie o kolejne kłamstwo?

– Jeśli to prawda, powiedz ją. Hanser uniosła wzrok. W jej oczach błyszczały łzy, ale głos pozostał chłodny: – To nie twoja sprawa.

Cion wyprostował się powoli. – Właśnie takiej odpowiedzi się spodziewałem. – Nie wyciągaj wniosków z mojego milczenia.

– Nie muszę, wszystko jest oczywiste. – Nic nie jest oczywiste.

– Jesteś w ciąży ze mną i próbujesz mnie ukarać, odbierając mi prawo do własnego dziecka. – Nie wszystko kręci się wokół ciebie.

– W tej sprawie również chodzi o mnie. – Dlaczego? Bo nie potrafisz znieść myśli, że mogłabym ułożyć sobie życie bez ciebie.

Słowa uderzyły go prosto w najczulszy punkt. Cion przez chwilę milczał, po czym uśmiechnął się bez cienia radości.

– Ułożyć sobie życie? Naprawdę tak to nazywasz? Czyli znalazłaś kogoś natychmiast po rozwodzie? – A nawet gdyby tak było.

– Dosconale. W takim razie powiedz, kim jest. – Nie muszę. – Pokaż mi chociaż jedno wspólne zdjęcie.

Hanser spojrzała na niego ironicznie. – Zdjęcie? – Tak, skoro był dla ciebie na tyle ważny, że zdecydowałaś się urodzić jego dziecko, powinnaś mieć z nim choć jedną fotografię.

Na twarzy Hanser pojawił się wyraz rozczarowania. – Wiesz, co jest najbardziej absurdalne? Przez całe nasze małżeństwo my również nie mieliśmy zbyt wielu wspólnych zdjęć.

Cion uniósł brwi. – Co to ma do rzeczy? – Bardzo wiele. Byłam twoją żoną, mieszkałam w twoim domu, siedziałam przy tym samym stole, budziłam się obok ciebie, a mimo to prawie nie istniałam na rodzinnych fotografiach.

– Na zdjęciach zawsze była twoja matka, Beza, Sinem, goście, wspólnicy, a ja stałam gdzieś z boku albo w ogóle mnie nie było. – To nieprawda.

– Jest kilka zdjęć, kilka przypadkowych ujęć z uroczystości, na których wyglądaliśmy jak dwoje obcych ludzi zmuszonych stanąć obok siebie.

– Hanser… – Sam zacząłeś mówić o fotografiach, więc teraz słuchaj: zdjęcia niczego nie udowadniają.

– Można mieć setki wspólnych zdjęć i nie kochać się ani przez jeden dzień. Można też nie mieć ani jednego i nosić kogoś w sercu przez całe życie.

Cion patrzył na nią nieruchomo. Przez krótką chwilę oboje zrozumieli, że nie rozmawiają już o tajemniczym ojcu dziecka.

Rozmawiali o nich, o zmarnowanym małżeństwie, niewypowiedzianych uczuciach, o wszystkich chwilach, w których mogli się do siebie zbliżyć, lecz pozwolili, by duma i inni ludzie ich rozdzielili.

Cion odwrócił głowę, jakby chciał ukryć emocje. Po chwili jednak ponownie na nią spojrzał. – Masz rację – powiedział spokojnie.

Hanser zmarszczyła brwi, zaskoczona jego odpowiedzią. – Co? – Powiedziałem, że masz rację. Zdjęcia niczego nie udowadniają. Ale dziecko udowadnia wszystko.

Hanser zesztywniała. – Znowu zaczynasz? – Nie, właśnie kończę tę dyskusję.

– Nie możesz zakończyć rozmowy tylko dlatego, że nie podoba ti się to, co mówię. – Zakończę ją, ponieważ nie zamierzam dłużej uczestniczyć w tej grze.

– To nie jest gra. – Ukrywasz przede mną ciążę, odmawiasz odpowiedzi, ryzykujesz zdrowiem, pracując ponad siły, a kiedy trafiasz do szpitala, nadal próbujesz mnie wyrzucić, jakbym był przypadkowym człowiekiem.

– Dla mnie właśnie nim powinieneś być. Cion pobladł. – Powinienem. Po rozwodzie ludzie stają się sobie obcy.

– Być może na papierze. – Nie tylko na papierze. Sam tego chciałeś. – Nie chciałem.

Odpowiedź padła tak nagle, że Hanser przestała oddychać. Cion również zorientował się, co powiedział. Odwrócił wzrok, lecz było już za późno.

– Co powiedziałeś? – zapytała cicho. – Nic. – Powiedziałeś, że nie chciałeś rozwodu.

– Nie będziemy teraz o tym rozmawiać. – Dlaczego? Przed chwilą żądałeś ode mnie odpowiedzi, teraz ja żądam odpowiedzi od ciebie.

– Jesteś zmęczona. – Nie zmieniaj tematu. Cion, chciałeś rozwodu czy nie?

Cion zacisnął dłonie. – To nie ma już znaczenia. – Dla mnie ma.

– Dlaczego? – Bo podpisałeś dokumenty, stanąłeś przede mną w sądzie, pozwoliłeś, żebym zdjęła obrączkę, a potem odszedłeś i poślubiłeś inną kobietę.

– Nie wiesz wszystkiego. – Wiem wystarczająco dużo. – Nie, nie wiesz. – Więc mi powiedz!

Jej głos zabrzmiał głośniej, a monitor natychmiast zaczął wskazywać szybsze tętno. Cion spojrzał na urządzenie i natychmiast się opanował.

– Koniec – powiedział. – Nie uciekaj od odpowiedzi. – Powiedziałem: koniec. Nie będziesz się denerwować.

– To ty mnie denerwujesz! – Właśnie dlatego przestaniemy teraz rozmawiać. – Jak zwykle podejmujesz decyzję za nas oboje.

– Tym razem tak. Cion przesunął fotel bliżej łóżka i usiadł. Przez kilka sekund obserwował jej twarz.

Hanser odwróciła się do niego bokiem, zaciskając powieki, ale nie spała. Jej oddech pozostawał nierówny.

– Po wyjściu ze szpitala pojedziemy do rezydencji – oznajmił. Hanser otworzyła oczy. – Co? – Słyszałaś.

– Nigdzie z tobą nie pojadę. – Pojedziesz. – Nie wrócę do tego domu.

– To nie podlega dyskusji. Kobieta obróciła się w jego stronę. – Straciłeś rozum? – Nie.

– W rezydencji mieszka Beza. – Zajmę się tym. – Jest twoją żoną. – Powiedziałem, że się tym zajmę.

– A twoja matka? Myślisz, że powita mnie z otwartymi ramionami? – Nie obchodzi mnie, co zrobi moja matka.

– Ciebie może nie obchodzić, ale ja nie zamierzam wracać do miejsca, w którym każdego dnia byłam poniżana.

Cion pochylił się do przodu. – Nikt cię nie poniży. – Nie możesz tego zagwarantować.

– Mogę. – Jak? – Ponieważ tym razem każdy będzie wiedział, że jeśli choć raz podniesie na ciebie głos, odpowie przede mną.

– Nie potrzebuję twojej ochrony. – Wczorajsza noc dowodzi czegoś innego.

– Nie wykorzystuj mojego osłabienia, żeby mnie kontrolować. – Nie wykorzystuję go. Wyciągam wnioski.

– Mam dom. – Dom, w którym prawie umarłaś sama na korytarzu. – Nie byłam sama.

– Kto z tobą był? Hanser milczała. – Właśnie, nikt. Cemil i Deria nie wiedzieli, że źle się czujesz, bo im nie powiedziałaś.

– Nie chciałam ich martwić. – I dlatego będziesz pod moją opieką. – Nie zgadzam się. – Nie pytam o zgodę.

Hanser uniosła się na łokciu. – Nie możesz po prostu zabrać mnie do rezydencji. – Mogę zabrać cię tam, gdzie będziesz bezpieczna.

– Jestem wolnym człowiekiem. – I przyszłą matką mojego dziecka. Będę to powtarzał, dopóki wreszcie przestaniesz udawać.

– Niczego nie udaję. – W takim razie po porodzie zrobimy test.

Hanser zamarła. Cion mówił dalej spokojnie, niemal chłodno, jak człowiek, który właśnie podjął ostateczną decyzję.

– Do dnia porodu będę się tobą opiekował. Będziesz pod stałą kontrolą lekarza. Nie wrócisz do ciężkiej pracy. Nie będziesz sama chodzić po schodach ani wychodzić bez kierowcy.

– Nie jesteś moim właścicielem. – Nie, ale jestem odpowiedzialny za dziecko. – Nie masz jeszcze pewności, że jesteś jego ojcem.

– Ja mam. – Twoja obsesja nie jest dowodem. – Dlatego po narodzinach wykonamy test na ojcostwo.

Hanser odwróciła wzrok. Jej twarz stała się nagle jeszcze bledsza. Cion zauważył tę reakcję.

– Czego się boisz? – zapytał. – Niczego. – Jeśli dziecko nie jest moje, test to pokaże.

– Nie muszę niczego udowadniać. – Być może nie, ale ja muszę poznać prawdę. – A co zrobisz, jeśli wynik będzie inny, niż oczekujesz?

– Nie będzie. – Skąd ta pewność?

Cion wstał. Przez chwilę stał nad jej łóżkiem, a jego wysoka sylwetka rzucała cień na białą pościel.

– Ponieważ pamiętam daty. Pamiętam ostatnie tygodnie naszego małżeństwa.

– Pamiętam każdą noc, kiedy próbowałaś być blisko mnie, chociaż ja byłem zbyt głupi, żeby zrozumieć, co naprawdę do mnie czujesz.

– Pamiętam dzień, w którym odeszłaś, i sposób, w jaki patrzyłaś na mnie w sądzie.

Hanser słuchała w milczeniu. – Nie było nikogo innego – kontynuował. – Ani przed rozwodem, ani zaraz po nim. Znam cię na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie potrafiłabyś tak szybko oddać serca innemu człowiekowi.

– A nawet gdybyś chciała, twoje oczy nadal zdradzały wszystko za każdym razem, kiedy na mnie patrzyłaś.

– Jesteś bardzo pewny siebie w tej sprawie. – Tak. – Możesz się mylić. – Nie mylę się.

– A jeśli jednak? Cion nachylił się i oparł dłoń o barierkę łóżka. – Wtedy odejdę.

Hanser spojrzała mu prosto w oczy. – Tak po prostu? – Tak.

– Zostawisz mnie i dziecko? – Jeśli nie jestem ojcem, nie będę miał prawa decydować o waszym życiu.

– A do czasu testu? – Do czasu testu będę przy tobie, nawet jeśli będziesz mnie nienawidzić. Nawet wtedy.

– Nawet jeśli każdego dnia będę żądała, żebyś odszedł? – Tak. – Dlaczego?

Cion długo nie odpowiadał. Jego twarz złagodniała. Przez chwilę wyglądał tak, jakby zamierzał powiedzieć coś, czego nigdy wcześniej nie miał odwagi wyznać.

Jego spojrzenie przesunęło się po twarzy Hanser, zatrzymując na jej drżących ustach i wilgotnych oczach. – Ponieważ nie pozwolę ti znowu zniknąć – powiedział w końcu.

Hanser poczuła, jak serce zaczyna bić szybciej. – Nie masz prawa mówić takich rzeczy. Wiem, masz żonę. Wiem, sam dokonałeś wyboru.

– Wiem. – Więc dlaczego wszystko komplikujesz? – Ponieważ niezależnie od tego, jakie decyzje podjąłem, nie potrafię stać z boku, kiedy cierpisz.

– To nie jest odpowiedź. – To jedyna odpowiedź, jaką teraz dostaniesz.

Hanser zamknęła oczy. Jedna łza spłynęła po jej policzku. Cion wyciągnął dłoń, by ją otrzeć, lecz zatrzymał palce kilka centymetrów od jej twarzy.

Bał się, że go odtrąci. Po krótkiej chwili opuścił rękę. – Odpoczywaj – powiedział cicho.

– Nie wrócę do rezydencji. – Wrócisz. – Będę z tobą walczyć. – Wiem.

– Nie zmusisz mnie do pozostania tam. – Nie będę musiał. Kiedy zrozumiesz, że tylko tam mogę zapewnić ti całodobową opiekę, sama przestaniesz protestować.

– Nigdy nie przestanę protestować przeciwko tobie. Na twarzy Ciana pojawił się ledwo zauważalny uśmiech. – Tego również się spodziewam.

– Nie widzę w tym nic zabawnego. – Ja też nie. Przykrył ją dokładniej kołdrą. Tym razem Hanser nie próbowała go powstrzymać.

– Zostaniesz tutaj aż do wypisu? – zapytała po chwili. – Tak. – Nawet jeśli powiem, że nie chcę cię widzieć? – Tak.

– A jeśli zawołam pielęgniarkę i poproszę, żeby cię wyprosiła? – Porozmawiam z lekarzem. – Lekarz nie jest twoim pracownikiem. – Jeszcze nie.

Hanser spojrzała na niego z oburzeniem. – Cion… – Żartowałem. – Ty nie potrafisz żartować.

– Być może nauczyłem się przez noc. – Wątpię. – To dobrze. Kłóć się ze mną, przynajmniej wiem, że masz siłę.

Jej spojrzenie nieco złagodniało, ale natychmiast odwróciła twarz. – Jesteś nieznośny. – A ty uparta. – Nie bardziej niż ty. – Nigdy nie twierdziłem, że jest inaczej.

Cion ponownie usiadł w fotelu, tym razem nie skrzyżował ramion. Pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach, i obserwował ją uważnie.

Hanser zamknęła oczy, lecz jego ostatnie słowa wciąż rozbrzmiewały w jej głowie: „Nie pozwolę ci znowu zniknąć”.

Nie wiedziała, czy były obietnicą, groźbą, czy spóźnionym wyznaniem. Bała się powrotu do rezydencji.

Bała się Bejzy, Mukader, wspomnień i ścian, które widziały jej największe upokorzenia.

Jeszcze bardziej bała się jednak tego, że ponowna bliskość Ciana obudzi w niej uczucia, które próbowała pogrzebać wraz z ich małżeństwem.

Cion z kolei nie miał już wątpliwości. Mógł pozwolić Hanser go nienawidzić, mógł znosić jej chłód i złość, ale nie zamierzał jej stracić.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page