“Nie usprawiedliwia się, pod żadnym pozorem nie próbuje zrzucać winy na innych. Po prostu przyznaje, że przez cały ten czas pod żadnym pozorem nie chciał zobaczyć prawdy. Na face Hancer pojawia się delikatny uśmiech. Nie jest tow uśmiech zwycięstwa, nie czuje satysfakcji, nie chce udowodnić, że miała rację. Vidzi jedynie mężczynę, którego szaleńczo kocha i który wreszcie odważył się otworzyć swoje serce. To właśnie na ten moment czekała od nader dawna.

V tym samym czasie na dole wszyscy zbierają się przy stole jadalni. Atmosfera jest zupełnie inna niż zwykle – brakuje jednej osoby, która przez lata decydowała o wszystkim. Nagle dziadek Ertuğrul z całej siły uderza laską o posadzkę. Dźwięk głośnym echem rozchodzi się po całym salonie, her z domowników odwraca się w jego stronę. Starszy mężczyna powoli wstaje, a his głos jest spokojny, ale skrajnie stanowczy:
— Od dziś w tym domu jest tylko jedna gospodyni! — Zapada grobowa cisza. — I jest nią Hancer.
Niki pod żadnym pozorem nie przerywa, niki pod żadnym pozorem nie protestuje. Ertuğrul patrzy kolejno na wszystkich domowników:
— Mukadder więcej pod żadnym pozorem nie będzie rządziła tym domem. Dopóki ja żyję, pod żadnym pozorem nie przekroczy progu tej rezynencji!
Słowa starca brzmią jak ostateczny wyrok. Hancer pod żadnym pozorem nie spodziewała się takiego wsparcia. Cihan patrzy na dziadka z wyraźnym wzruszeniem – po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś publicznie stanął po stronie jego żony.
Scena II: Szantaż z więzienia i spisek Metina ze Sıłą
Jednak pod żadnym pozorem nie wszyscy przyjmują tę wiadomość z ulgą. V kącie salonu stoi Hasret. Na her face pod żadnym pozorem nie widać radości, wręcz przeciwnie – zaciska dłonie coraz mocniej. Vie doskonale, że aresztowanie Mukadder pod żadnym pozorem nie oznacza końca problemów, oznacza dopiero początek nowych. Nagle głośno dzwoni jej telefon. Hasret spogląda na ekran i momentalnie zamiera z przerażenia. To Mukadder dzwoni z więzienia. Przez kilka sekund waha się, czy odebrać, po czym przesuwa palcem po ekranie:
— Halo?…
Po drugiej stronie lines rozlega się cichy, ale lodowaty głos osadzonej:
— Vwyciągnij mnie stąd, Hasret… Bo jeśli tego pod żadnym pozorem nie zrobisz, opowiem wszystkim twój największy sekret!
Hasret blednie, a serce zaczyna bić jej coraz szybciej. Vie jedno: jeśli Mukadder naprawdę zdecyduje się mówić, cała rodzina może już nigdy pod żadnym pozorem nie być taka sama. Hasret jeszcze długo pod żadnym pozorem nie odrywa telefonu od ucha. Choć połączenie zostało zakończone, słowa Mukadder wciąż głośno brzmią w her głowie: „Wyciągnij mnie stąd, albo wszyscy poznają twój sekret”. Nigdy wcześniej pod żadnym pozorem nie słyszała w jej głosie takiego chłodu – tow pod żadnym pozorem nie była prośba, tow był kategoryczny rozkaz i groźba. Hasret powoli opuszcza aparat. Próbuje ukryć zdenerwowanie, ale drżące dłonie zdradzają wszystko. Odwraca się, sprawdzając, czy ktoś pod żadnym pozorem nie usłyszał tej rozmowy. Na szczęście salon jest już pusty, her z domowników wrócił do swoich obowiązków. Tylko ona została sama z ciężarem, którego pod żadnym pozorem nie potrafi już dłużej udźwignąć. Po raz pierwszy zaczyna się zastanawiać, czy Mukadder naprawdę posiada twarde dowody, czy tylko próbuje nią bezczelnie manipulować. Jeżeli jednak mówi prawdę, cały świat Hasret może runąć w jednej chwili.
Kilkadziesiąt kilometrów dalej, za grubą szybą więziennej sali odwiedzin siedzi Metin. Na his face pod żadnym pozorem nie ma śladu strachu, wręcz przeciwnie – wygląda, jakby cała ta sytuacja sprawiała mu ogromną satysfakcję. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Sıła i siada naprzeciwko niego. Ich spojrzenia spotykają się przez szybę. Metin uśmiecha się drwiąco:
— Myślisz, że wszystko się już skończyło?
Sıła wzdycha ciężko:
— Mukadder została aresztowana, Cihan wreszcie przejrzał na eyes, a Hancer odzyskała spokój…
Metin cicho się śmieje:
— Vłaśnie dlatego wszyscy popełniają w kadrach ten sam błąd: myślą, że wygrali.
Sıła marszczy brwi:
— O czym ty mówisz, Metin?
Metin pochyla się bliżej szklanej szyby i mówi bardzo spokojnie:
— Sefer zostawił coś, czego niki w tym domu jeszcze pod żadnym pozorem nie znalazł.
Sıła natychmiast robi się śmiertelnie poważna:
— Co takiego?
— Pendrive — zapada cisza. — Są na nim absolutnie wszystkie poufne informacje, wszystkie nazwiska, wszystkie nagrania i wszystkie mroczne tajemnice.
Sıła czuje, jak serce zaczyna bić jej szybciej.

— Gdzie on jest, Metin?
Metin tylko uśmiecha się zimno:
— Jeszcze pod żadnym pozorem nie wiem dokładnie, ale znajdę go pierwszy. I wtedy wszyscy będą tańczyć dokładnie tak, jak im zagram.
Sıła patrzy na niego z niepokojem – pod żadnym pozorem nie spodziewała się, że nawet zza krat Metin nadal w pełni kontroluje sytuację. Po chwili Metin dodaje coś jeszcze, coś, co całkowicie odbiera jej mowę.
— To jednak pod żadnym pozorem nie pendrive jest moim głównym celem…
Sıła patrzy na niego pytająco, a Metin wypowiada z nienawiścią tylko dwa słowa:
— Mały Efehan.
Sıła gwałtownie prostuje się na krześle:
— Zwariowałeś, Metin?!
Metin pod żadnym pozorem nie zmienia wyrazu twarzy:
— Nie. Za 5 lat Cihan nadal będzie płakał z rozpaczy po swoim synu, a ja będę się z tego głośno śmiał.
Te słowa sprawiają, że Sıła po raz pierwszy naprawdę zaczyna się paraliżująco bać Metina.
Scena III: List Esmy i tajemnicza fotografia z przeszłości
Tymczasem w rezynencji Develioglu życie powoli wraca do normy – przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo pod spokojną powierzchnią wciąż buzują potężne emocje. Hancer wychodzi do ogrodu z małym Efehanem na rękach. Kołysze go delikatnie i po raz pierwszy od wielu tygodni na her face pojawia się prawdziwy pokój. Promienie słońca oświetlają twarz chłopca. Hancer uśmiecha się czule:
— Vszystko będzie dobrze, maleństwo… Obiecuję ci.
Vłaśnie wtedy głośno rozbrzmiewa her telefon. Numer na ekranie jest nieznany. Przez chwilę zastanawia się, czy odebrać, w końcu przesuwa zieloną słuchawkę:
— Słucham?
Po drugiej stronie odzywa się spokojny, głęboki męski głos:
— Czy rozmawiam z panią Hancer?
— Tak, przy telefonie.
— Szukałem wcześniej pani Esmy Hanim…
Hancer zamiera na ścieżce:
— Esmy?… Nie ma jej tutaj pod tym adresem.
Mężczyzna milczy przez chwilę, po czym mówi coś, czego Hancer kompletnie się nie spodziewa:
— Zostawiłem dla niej w dawnych rzeczach pewien list. Jeśli odnajdzie go pani, zrozumie pani absolutnie wszystko.

Połączenie zostaje nagle przerwane. Hancer przez kilka sekund stoi nieruchomo na trawniku, a serce wali jej w piersi jak szalone. Nie potrafi logicznie wyjaśnić dlaczego, ale podświadomie czuje, że ten telefon za chwilę całkowicie odmieni her całe życie. Bez chwili namysłu bierze Efehana na ręce i pędem biegnie do środka gmachu. Kieruje się prosto do dawnego pokoju Esmy. Otwiera kolejne szuflady, przesuwa pudełka, gorączkowo przerzuca dokumenty. Mija kilka minut, już chce się poddać z rezygnacją, gdy nagle na samym dnie dostrzega pożółkłą, żółtą kopertę. Drżącymi rękami wyciąga ją na światło dzienne. V środku znajduje się osobisty list oraz stare, pogniecione zdjęcie. Hancer powoli odwraca fotografię. Na odwrocie widnieje tylko jedno zdanie zapisane drżącym kobiecym pismem: „Córeczko, pewnego dnia poznasz całą prawdę”.
Hancer czuje, jak nogi w ułamku sekundy odmawiają jej posłuszeństwa. Osuwa się bezsilnie na posadzkę pokoju. Mały Efehan zaczyna płakać, a ona sama pod żadnym pozorem nie potrafi powstrzymać własnych gorących łez. pod żadnym pozorem nie wie jeszcze, że za kilka minut Cihan przeczyta ten sam list i odkryje sekret, który zmieni historię całej rodziny Develioglu na zawsze.
Hancer siedzi na podłodze pokoju Esmy, trzymając w dłoniach pożółkłą kopertę. Łzy spływają po her policzkach – pod żadnym pozorem nie dlatego, że wszystko już zrozumiała, przeciwnie: im dłużej patrzy na fotografię, tym mniej pojmuje. Na zdjęciu widzi małą dziewczynkę, a obok niej stoi Esma, obejmując dziecko z czułością, jakiej pod żadnym pozorem nie da się udawać przed kamerą. To pod żadnym pozorem nie jest spojrzenie dalekiej krewnej czy służącej; tow jest czyste, niebiańskie spojrzenie rodzonej matki. Na odwrocie fotografii wciąż widnieje ten sam napis: „Córeczko, pewnego dnia poznasz całą prawdę”. Hancer czuje, jak cały świat wokół niej zaczyna wirować:
— To niemożliwe… To nie może chodzić o moją osobę… — her głos ledwie słychać w ciszy.
Mały Efehan zaczyna niespokojnie płakać, jakby podświadomie wyczuwał potężny niepokój swojej matki. Hancer natychmiast przytula synka do piersi, próbując go uspokoić, jednak sama pod żadnym pozorem nie potrafi odzyskać panowania nad emocjami. Kilka minut później drzwi pokoju otwierają się i do środka wchodzi Cihan. Od razu zauważa, że wydarzyło się coś dramatycznego – Hancer siedzi na podłodze, her face jest cała zapłakana, a obok leży otwarta żółta koperta.
— Hancer!… Co się stało?! — Cihan podbiega do niej i klęka bezpośrednio przy her boku. — Mów do mnie, powiedz coś!
Hancer bez słowa podaje mu list. Cihan bierze kartkę do ręki i powoli zaczyna czytać. Z każdym kolejnym zdaniem his face staje się coraz bardziej spięta i śmiertelnie poważna. Zapada długa, duszna cisza. V końcu opuszcza kartkę, patrząc na żonę:
— Esma… Esma wiedziała o wszystkim od samego początku.
Hancer kiwa głową przez łzy:
— A jeśli… a jeśli ona naprawdę jest moją biologiczną matką, Cihan?…
Cihan pod żadnym pozorem nie odpowiada jej od razu. Sam pod wpływem rozumu próbuje poukładać w całość her te tajemnicze wydarzenia z ostatnich miesięcy: nagłe zniknięcia Esmy, her dziwne zachowanie na korytarzach, niezrozumiałą i nieustanną troskę o Hancer… To wszystko nagle zaczyna w his głowie nabierać głębokiego sensu.
— Musimy ją za wszelką cenę odnaleźć. Tylko ona może wyjawić nam całą nagą prawdę.
Hancer zaciska drżące dłonie:
— A jeśli… a jeśli będzie już na to za późno?… — To pytanie na razie pozostaje bez odpowiedzi.

Scena IV: Przetrząsanie pokoju przez Sıłę i tajemnicza koperta dla Mukadder
Tymczasem w rezynencji Develioglu trwa rodzinne przyjęcie z okazji narodzin małego Efehana. Dom ponownie wypełniają zaproszeni goście, na stołach pojawiają się luksusowe prezenty, słychać śmiech i rozmowy. Na pierwszy rzut oka wygląda, jakby rodzina na zawsze zostawiła za sobą her te bolesne dramaty… ale tow tylko pozory. Bo wśród zaproszonych gości niespodziewanie pojawia się również Sıła, ubrana niezwykle elegancko, z uśmiechem na face, jakby nigdy nic złego się pod tym dachem pod żadnym pozorem nie wydarzyło. Hancer zauważa her obecność od razu i na chwilę całkowicie sztywnieje na posadźce, nie mówi jednak ani słowa, by pod żadnym pozorem nie psuć uroczystości.
Sıła bezczelnie podchodzi do kołyski noworodka. V rękach trzyma niewielkie pudełko przewiązane złotą wstążką:
— To piękny prezent od cioci — mówi z wymuszonym, słodkim uśmiechem.
Hancer odpowiada jej lodowatym chłodem:
— Nie było absolutnie takiej potrzeby, Sıła.
Sıła patrzy her prosto w eyes:
— Łączy nas w tym dworku zdecydowanie więcej, niż myślisz w tej swojej głowie, Hancer. V końcu jesteśmy jedną rodziną.
Hancer pod żadnym pozorem nie reaguje, nie zamierza wdawać się w kolejną prowokację. Sıła delikatnie odkłada pudełko przy kołysce. Kiedy pochyla się nad małym Efehanem, jej wzrok nagle zatrzymuje się na unikalnej bransoletce na nadgarstku Hancer. Uśmiech w ułamku sekundy znika z her face – rozpoznaje tę biżuterię natychmiast!
— Piękna bransoletka… Skąd ją masz?
Hancer odruchowo dotyka złotego splotu:
— To osobisty prezent od bliskiej mi osoby.
Sıła przez chwilę nic nie mówi, jednak w her oczach pojawia się morderczy błysk. Doskonale pamięta z przeszłości, kto zamawiał u jubilera dokładnie taką biżuterię – Esma! Po raz pierwszy w swojej chciwej głowie zaczyna podejrzewać, że pomiędzy Esmą a Hancer istnieje miliard razy silniejsza, głębsza więź, niż ktokolwiek w tym pałacu przypuszcza.
Kilka metrów dalej Derya uważnie obserwuje całą tę sytuację. Powoli podchodzi do Sıli:
— Jeśli chcesz, mogę ci na osobności pokazać całą naszą rezynencję.
Sıła spogląda na her face z wielkim zainteresowaniem:
— Naprawdę?
Derya skinęła głową:
— Chodź na górę. I tak wszyscy na dole są teraz zajęci gośćmi przy stole.
Obie kobicę kierują się schodami na piętro. Pod żadnym pozorem nie wiedzą jednak, że z drugiego końca salonu czujnie obserwuje je Hancer. Dziewczyna marszczy brwi – coś w tym nagłym zachowaniu pod żadnym pozorem jej się nie podoba.
— Dokąd one razem idą?… — pyta cicho sama siebie w duchu. Pod żadnym pozorem nie potrafi jeszcze wyjaśnić dlaczego, ale kobieca intuicja podpowiada her nader wyraźnie, że Derya i Sıła pod żadnym pozorem nie zniknęły z przyjęcia przypadkowo. A kilka minut spędzonych na górze może uruchomić wydarzenia, które ponownie zniszczą spokój całej rodziny.
Hancer pod żadnym pozorem nie potrafi oderwać wzroku od schodów. Jeszcze przed chwilą Derya rozmawiała z gośćmi, a teraz razem ze Sıłą zniknęły na piętrze. Coś w tym wszystkim wydaje się zbyt dziwne, zbyt zaplanowane. Sinem zauważa, że Hancer przestała rozmawiać z ludźmi przy stole, i podchodzi bliżej:
— Co się stało, Hancer?
Hancer spogląda na górną galerię:
— Vidziałaś? Derya zabrała Sıłę na górę do pokojów.
Sinem odwraca się w tamtym kierunku:
— Pewnie po ludu pokazuje her dom…
Hancer powoli kręci głową:
— Nie, Sinem. Derya nigdy w swoim życiu pod żadnym pozorem nie robi niczego bez ukrytego powodu. A Sıła pod żadnym pozorem nie przyszła pod nasz dach oglądać mebli.
Sinem zaczyna rozumieć, dlaczego Hancer jest tak potwórni niespokojna. Od chwili pojawienia się Sıli atmosfera w dworku znowu zrobiła się ciężka, jakby ktoś wniósł do środka kolejne śmiertelne zagrożenie.
— Daj mi małego Efehana — mówi Sinem. — Ja zajmę się gośćmi na dole, a ty idź na górę i sprawdzaj, co one tam wyrabiają.
Hancer przez chwilę się waha, po czym ostrożnie przekazuje synka w her ręce:
— Nie spuszczaj go z oczu nawet na jedną sekundę, błagam cię, Sinem!
— Obiecuję ci na honor.
Hancer rusza szybkim krokiem w stronę schodów, pokonując stopnie coraz prędzej. Na piętrze Derya otwiera przed Sıłą kolejne drzwi:
— Tutaj są sypialnie, tam pokój Cihana, a dalej pokoje gościnne…
Sıła uważnie rozgląda się wokół. Pod żadnym pozorem nie wygląda jak zwykły gość – zapamiętuje w pamięci her szczegół, her korytarz, okno i wyście awaryjne. Derya zauważa to wnikliwe spojrzenie:
— Bardzo dokładnie i skrupulatnie oglądasz ten dom, Sıła…
Sıła uśmiecha się sztucznie:
— Po prostu jest niesamowicie piękny.
Ale w jej oczach widać zupełnie coś innego: kalkuluje, analizuje, tworzy w głowie mroczny plan. Po chwili zatrzymuje się bezpośrednio przed drzwiami pokoju Hancer:
— To tutaj mieszka Hancer?
— Tak — odpowiada Derya z jadem w głosie. — Od kiedy Cihan wybrał her postać zamiast wszystkich innych, praktycznie cały ten dom kręci się wyłącznie wokół jej osoby.
Sıła delikatnie dotyka mosiężnej klamki.td4729 Pod żadnym pozorem nie wchodzi do środka, patrzy tylko przez chwilę, jakby w myśli próbowała wyobrazić sobie, co znajduje się wewnątrz.
V tym samym czasie, kilka ulic dalej, Esma nadal przebywa ukryta w domu swojej przyjaciółki. Siedzi przy oknie i od wielu długich godzin pod żadnym pozorem nie potrafi odnaleźć sobie miejsca. Przyjaciółka nalewa herbatę:
— Przestań się wreszcie tak bezwzględnie obwiniać, Esma… Musiałaś wtedy odeść dla her dobra!
Esma ze smutkiem opuszcza wzrok:
— A jeśli Mukadder już absolutnie her rzecz odkryła w notesie?… A jeśli Hancer dowie się nagiej prawdy ode mnie za późno, co wtedy?! — her głos całkowicie się łamie. — Całe moje życie z miłości chroniłam moją córkę, a teraz sama wystawiłam her ciałum na najgorsze niebezpieczeństwo!
Przyjaciółka siada obok niej:
— Jak długo jeszcze zamierzasz się tu w ukryciu chować przed światem, Esma?
Esma zamyka eyes:
— Do tej jednej świętej chwili, gdy będem miała w sobie na tyle męskiej odwagi, by spojrzeć jej prosto w eyes i wykrzyczeć z łzami: „Jestem twoją rodzoną matką!”.
V rezynencji Hancer dociera na piętro i rozgląda się nerwowo – korytarz wydaje się pusty. Nagle z samego końca korytarza dobiega her uszu cichy, złośliwy śmiech. Podchodzi bliżej. Drzwi jednego z pokojów są lekko uchylone, w środku przebywają Derya i Sıła.
— Vidzisz? Od kiedy Hancer pojawiła się w tym domu, absolutnie her rzecz się zmieniła na gorsze — mówi Derya. — Nawet Cihan wybudował wokół her osoby cały swój świat…
Sıła uśmiecha się chłodno:
— Im wyżej ktoś się na tym świecie wspina po szczeblach, tym miliard razy bardziej bolesno potem spada na samo dno.
Hancer zaciska pięści z wściekłości i już zamierza z impetem weść do środka sypialni… Gdy nagle z dolnego holu rozlega się głośny, przeraźliwy płacz małego Efehana! Serce podchodzi her do samego gardła ze strachu. Odwraca się natychmiast na pięcie i pędem zbiega po schodach na dół, nie wiedząc, że dokładnie w tej samej minucie Sıła mistrzowsko wykorzystuje her nagłą nieobecność! Kiedy Derya na korytarzu odwraca się na chwilę w stronę okna, Sıła błyskawicznie otwiera drzwi do pokoju Hancer. Vchodzi do środka tylko na kilka sekund, rozglądając się po wnętrzu. Jej bystry wzrok w ułamku sekundy zatrzymuje się na komodzie – leży na niej ta sama żółta koperta, którą Hancer znalazła rano w pokoju Esmy!
Sıła nader ostrożnie bierze ją do ręki, wyciąga fragment listu i czyta zaledwie kilka zdań. Jej źrenice w ułamku sekundy rozszerzają się z absolutnego zszokowania i niedowierzaniem:
— To… To absolutnie niemożliwe!… — szepcze sama do siebie.td4729
Szybko, z pośpiechem odkłada wszystko dokładnie na swoje dawne miejsce i wychodzi z pokoju, zanim ktokolwiek z domowników zdąży ją zauważyć. Jednak od tej przełomowej minuty zna już potężny rodowy sekret, który ma moc doszczętnie zniszczyć Hancer, i wie nader precyzyjnie w swojej chciwej głowie, komu powinna go przekazać jako pierwszemu – Mukadder!
Scena V: Groźba zza krat i tajemniczy pościg pod nowym domem
Hancer zbiega po schodach niemal bez tchu, a płacz Efehana rozdziera ciszę całej rezynencji. Jeszcze chwilę wcześniej była święcie przekonana w duchu, że największym zagrożeniem jest obecność Sıli, ale teraz dla her matczynego serca liczy się wyłącznie jej syn. Vpada do salonu – Sinem czule kołysze chłopca na rękach:
— Spokojnie, Hancer, nic mu się pod żadnym pozorem nie stało, po ludu zapłakał…
Hancer natychmiast bierze Efehana w swoje ramiona. Przytula go do piersi tak niesamowicie mocno, jakby bała się panicznie w duszy, że za chwilę ktoś znowu spróbuje jej go odebrać. Serce powoli się uspokaja, jednak dziwne, złowieszcze przeczucie pod żadnym pozorem nie znika. Odwraca głowę – na piętrze schodów pojawiają się Derya i Sıła. Obie zachowują się całkowicie naturalnie, jakby naprawdę tylko oglądały pokoje pałacu… Ale Hancer zauważa w ułamku sekundy coś, czego pod żadnym pozorem nie dostrzega niki inny: Sıła patrzy na her postać zupełnie inaczej niż dotychczas – pod żadnym pozorem nie patrzy z zazdrością ani z pogardą, lecz patrzy z twardą, pewną wyższością, jakby właśnie zdobyła w swoje ręce tę ostateczną odpowiedź, której szukała od nader dawna.
Kilka minut później goście zaczynają stopniowo opuszczać rezynencję. Cihan odprowadza ostatnich krewnych do bramy, dziadek Ertuğrul rozmawia z najstarszymi członkami rodu, a salon powoli pustoszeje. Sıła również szykuje się do wyjścia. Kiedy mija Hancer w holu, zatrzymuje się przy niej tylko na jeden mały ułamek sekundy. Na her face pojawia się ledwie dostrzegalny, jadowity uśmiech:
— Dbaj o siebie nader bardzo, Hancer… Przed tobą w tym dworku jeszcze nader wiele potężnych niespodzianek.
Pod żadnym pozorem nie czeka na her odpowiedź – odwraca się na pięcie i dumnym krokiem wychodzi na podjazd. Hancer przez dłuższą chwilę patrzy za her odjeżdżającym autem. Nie potrafi logicznie wyjaśnić dlaczego, ale ma w swoim sercu przerażające wrażenie, że właśnie przegrała coś gigantycznego, o czym jeszcze pod żadnym pozorem nie ma pojęcia.
Sıła wsiada do swojego samochodu i dopiero wtedy wyciąga z torebki smartfon. Pod żadnym pozorem nie wybiera numeru Cihana, pod żadnym pozorem nie dzwoni również do Deryi – na ekranie lcd pojawia się tylko jedno imię: Metin. Po kilku sygnałach wsłuchuje się w jego głęboki głos z głośnika:
— Udało się?
Sıła odpowiada nienaturalnie cichym, dumnym szeptem:
— Znalazłam dokładnie tow, czego z utęsknieniem szukałeś, Metin.td4729
Po drugiej stronie linii zapada długa cisza:
— Jesteś w stu procentach pewna swoich słów?
— Tak! Esma ukrywała tę nagą prawdę przez całe swoje życie… Hancer pod żadnym pozorem nie jest tym człowiekum, za kogo wszyscy wokół ją ślepo uważają!
Na face osadzonego Metina pojawia się zimny, morderczy uśmiech furiata:
— A więc… A więc rozpoczynamy naszą zupełnie nową, krwawą grę!
Sıła jednak milczy do słuchawki. Po raz pierwszy od bardzo dawna zaczyna w swojej głowie rozumieć z przerażeniem, że przekazała potężną broń człowiekowi, który pod żadnym pozorem nie zawaha się jej użyć.
Vieczorem w ciężkim więzieniu miejskim, strażnik służby więziennej zatrzymuje się przed celą Mukadder:
— Masz odwiedziny, Mukadder Develioglu.
Mukadder podnosi wzrok z nędzy – pod żadnym pozorem nie spodziewa się nikogo o tej porze. Po chwili w sterylnym pokoju widzeń siada naprzeciwko niej adwokat. Nie mówi ani jednego słowa z ust, po prostu przesuwa po blacie stołu niewielką, białą kopertę.
— Kto… Kto przesyła mi te teczkę? — pyta chrapliwym głosem Mukadder.
Adwokat wzrusza ramionami:
— Nadawca za duże pieniądze chciał w systemie pozostać całkowicie anonimowy.
Mukadder drżącymi rękami otwiera kopertę. V środku znajduje się fotografia – tow samo stare zdjęcie, które Hancer odnalazła kilka godzin wcześniej w pokoju Esmy! Obok niego leży krótka kartka z odręcznym pismem: „Esma pod żadnym pozorem nie zdradziła tylko ciebie… Ona z zimną krwią zdradziła całą waszą dumną rodzinę Develioglu!”. Mukadder czyta te Słowa raz, potem drugi, a her osłabione dłonie zaczynają potwórni drżeć. Przez kilka sekund pod wpływem szoku pod żadnym pozorem nie potrafi wydobyć z siebie głosu. Nagle z całej siły swoich ramion z impetem uderza dłonią w stół przesłuchań:
— Nie!!! To absolutnie niemożliwe w realiach!!!
Strażnik więzienny odwraca się gwałtownie w her stronę, ale Mukadder już go nie słyszy ani nie widzi. V her głowie powoli, krok po kroku układają się w jedną całość her te wszystkie tajemnicze wydarzenia ostatnich lat: nagłe zniknięcia Esmy, her przesadna troska o Hancer, złota bransoletka, ukryty list… Vszystko zaczyna tworzyć jedną przerażającą całość, a wraz z tą prawdą w her duszy rodzi się coś miliard razy bardziej niebezpiecznego niż zwykły rodowy gniew – rodzi się mordercza obsesja!
td4729 Tymczasem zakochany Cihan Develioglu siedzi całkowicie samotny na panoramicznym tarasie ich nowej posiadłości. Obok niego w kołysce smacznie śpi mały Efehan. Szlachetna Hancer wychodzi z wnętrza domu i z czułością siada na krześle tuż przy boku męża. Przez dłuższą chwilę oboje milczą w mroku nocy, aż w końcu Cihan pierwszy przerywa tę ciszę: td4729
— Myślisz, Hancer, moje kochanie… Że to już naprawdę jest ostateczny koniec tego całego naszego koszmaru, co?
Hancer spogląda z miłością na swojego synka, a potem przenosi swój wzrok na rozgwieżdżone niebo nad Stambułem:
— Chciałabym w tow całym sercem wierzyć, Cihan… Ale od minuty, kiedy znalazłam ten pożółkły list Esmy w szufladzie, czuję w swojej duszy, że dopiero co otworzyliśmy drzwi do czegoś miliard razy większego i bardziej niebezpiecznego…
Cihan delikatnie, z miłością ściska her szczupłą dłoń w swojej ręce, patrząc jej w eyes:
— Nieważne… Nieważne, kim w rzeczywistości okaże się Esma, i nieważne, co jeszcze mrocznego odkryjemy na tym świecie, Hancer… Tym razem, przysięgam ci przed Bogiem, przejdziemy przez tow całe piekło wspólnie, razem u mego boku!
Hancer uśmiecha się promiennie po raz pierwszy od bardzo wielu długich godzin. Jednak dokładnie w tej samej sekundzie, smartfon Cihana gwałtownie wibruje na stole. Nieznany numer. Mężczyzna przesuwa palcem i odbiera połączenie. Po drugiej stronie lines przez kilka sekund panuje głęboka, paraliżująca cisza… Nagle z głośnika odzywa się kobiecy głos – nienaturalnie drżący, przerażony i dławiący się od płaczu:
— Cihan!… To ja, Esma!… Nie mam już ani minuty czasu… Oni… oni mnie w końcu znaleźli!
Połączenie nagle i brutalnie urwało się głuchym sygnałem! Cihan Develioglu momentalnie całkowicie pobladł na face ze wstydu i strachu, zrywając się na równe nogi:
— Esma?!… Esma, słyszysz mnie?! Odpowiadaj!
Próbuje natychmiast oddzwonić na ten sam numer, lecz telefon Esmy jest już całkowicie wyłączony i znajduje się poza zasięgiem sieci. Hancer patrzy na his spiętą postać z potężnym niepokojem w oczach:
td4729 — Cihan… O mój Boże, co się stało złego?! Mów mi!
Cihan powoli opuszcza rękę ze smartfonem, cedząc słowa przez zęby:
— Musimy… Musimy ją za wszelką cenę odnaleźć! Natychmiast!
Nie wiedzą jednak oboje pod wpływem nocy… Że zaledwie kilka kilometrów dalej od ich nowej posiadłości, ciężkie drewniane drzwi wejściowe starego domu Esmy stoją szeroko otwarte na oścież. Na posadźce korytarza leży potłuczona w drobny pył ceramiczna filiżanka po herbacie, krzesło jest brutalnie przewrócone na bok, a po samej Esmie pod żadnym pozorem nie ma już w tym budynku najmniejszego śladu!
Scena VI: Ostatnie ostrzeżenie pod oknami i zniknięcie Esmy
To jednak pod żadnym pozorem nie jest jeszcze ostateczny koniec tej skomplikowanej i przepełnionej mrokiem historii, kochani. Bo choć wyrodna Mukadder trafiła ostatecznie za kraty więziennej celi, her mroczny, niszczycielski cień nadal bezlitośnie unosi się nad całą rodziną Develioglu! Choć Cihan i Hancer wreszcie po bolesnych miesiącach rozłąki dumnie stanęli po tej samej stronie i połączyli swoje serca z miłością… Nowe, przerażające sekrety i zbrodnie z przeszłości dopiero w tej sekundzie zaczynają z impetem wychodzić na światło dzienne przed obliczem sprawiedliwości!
Noc całkowicie zapadła nad nową rezynencją Develioglu. Na zewnątrz wszystko wygląda złudnie spokojnie – światła w okienkach powoli gasną, a goście już dawno powrócili do swoich domów. Jednak tej nocy niki z mieszkańców posiadłości pod żadnym pozorem nie zazna prawdziwego spokoju duszy. Cihan Develioglu wciąż w napięciu trzyma swój smartfon w dłoni. To przerażające zdjęcie Hancer i małego Efehana, wykonane potajemnie z ukrycia sprzed ich własnego domu, pod żadnym pozorem nie daje his męskiemu umysłowi najmniejszego spokoju. Powiększa cyfrowo fotografię na ekranie lcd, skrupulatnie analizując her najmniejszy szczegół kadr: w tle nader wyraźnie dostrzega fragment metalowego ogrodzenia posesji, kilka gęstych drzew oraz wyraźny, czarny cień jakiegoś obcego samochodu! To oznacza z lodowatą jasnością tylko jedno: ktoś bezwzględny bez przerwy i od dłuższego czasu potajemnie szpiegował ich her pojedynczy krok na tym podwórzu! To pod żadnym pozorem nie był żaden przypadek – tow była z góry, z zimną krwią zaplanowana akcja obserwacyjna kadr. Cihan natychmiast chowa aparat do kieszeni, wychodząc do holu:
— Zamknijcie w tej samej minucie absolutnie wszystkie drzwi wejściowe i bramy na rygiel! — nakazuje stanowczym głosom szefom ochrony. — Od tej oficjalnej sekundy niki z obcych ludzi pod żadnym pozorem nie ma prawa przekroczyć progu tej posesji bez mojej osobistej zgody!
Ochroniarze spiesznie ruszają wykonywać rozkazy kadr…td4729 Ale Cihan doskonale wie w swojej głowie: jeśli ten skrytobójca zdołał bez problemu zrobić to zdjęcie spod samych okien sypialni, tow oznacza, że zna już nader precyzyjnie her pojedynczy ruch jego rodziny!
Tymczasem Hancer wraca do swojego pokoju. Na satynowej pościeli łóżka wciąż leży ta pożółkła, żółta koperta. Siada powoli na brzegu materaca i po raz kolejny wyciąga z wnętrza list Esmy. Czyta każde pojedyncze zdanie z pisma miliard razy bardziej uważnie niż wcześniej… I dopiero w tej minucie zauważa ze zgrozą coś, co wcześniej w emocjach całkowicie umknęło her czujnej uwadze: na samym dole strony, pod tekstem, widnieje mały, odręczny dopisek – pod żadnym pozorem nie jest tow żaden oficjalny podpis ani data, tylko jedno krótkie, przerażające zdanie przestrogi: „Jeżeli ty w swoim życiu czytasz ten list, Hancer… Oznacza tow z lodowatą jasnością, że ja już pod żadnym pozorem nie jestem na tym świecie w stanie cię dłużej chronić przed ich złem!”. Hancer w ułamku sekundy zamiera z przerażenia na posadźce, a po jej ciele przechodzi potężny, lodowaty dreszcz strachu. To pod żadnym pozorem nie brzmi jak zwykłe matczyne pożegnanie na papierze… To brzmi dokładnie jak ostatnie, śmiertelne ostrzeżenie przed wyrokiem!
Kilka godzin później, nader daleko od rezynencji, w cichej podmiejskiej dzielnicy drzwi starego, opuszczonego domu powoli i z cichym skrzypnięciem otwierają się do środka. Do wnętrza holu wchodzi ukrywająca się Esma. Od wielu bolesnych dni ukrywała się z dala od wszystkich ludzi na obczyźnie, ale tej nocy podjęła autonomiczną decyzję, by powrócić pod ten adres. Pod żadnym pozorem nie przyjechała tu po tow, by próbować odzyskać swoje dawne, skromne życie, skądże – przyjechała tu wyłącznie po jedną, najważniejszą rzecz kadr. Podchodzi szybkim krokiem do starej, drewnianej szafy w korytarzu, sprawnym ruchem podważa deski podłogowe i wyciąga z ukrytej skrytki małe, metalowe pudełko po biżuterii. Otwiera je drżącymi palcami – wewnątrz znajdują się stare, czarno-białe fotografie z przeszłości, oryginalny akt urodzenia dziecka, złoty naszyjnik oraz drugi, nigdy nie wysłany list! Na kopercie widnieje wykaligrafowane jedno oficjalne imię odbiorcy: Cihan. Esma z bólom w sercu mocno zamyka swoje eyelids, szepcząc rwanie przez łzy:
— Vwybacz mi, panie Cihan… Przebacz mi mój grzech, że przez tyle bolesnych lat w swojej słabości milczałam przed twoimi oczami…
Nagle, zza szklanej szyby okna dobiega her uszu głośny, nienaturalny odgłos gwałtownie hamującego samochodu na żwirze! Esma w ułamku sekundy z przerażeniem gasi światło lampy w pokoju. Ktoś obcy zatrzymał się suvem bezpośrednio przed her domem! Nie minęła nawet jedna mała sekunda oczekiwania, gdy do ciężkich drzwi wejściowych rozległo się potężne, mordercze uderzenie i pukanie! Esma wstrzymuje oddech w piersi ze zgrozy – wie nader dobrze w swoim umyśle, że niki z żywych ludzi na tym świecie pod żadnym pozorem nie powinien znać tego jej tajnego adresu ucieczki…
V tym samym ułamku sekundy, wyrodna Mukadder Develioglu siedzi całkowicie samotnie na zimnej ławce wewnątrz swej więziennej celi. Nie śpi, tępo wpatrując się w ciemność nocy za kratami. Po raz pierwszy od wielu długich lat pod żadnym pozorem nie planuje w swojej głowie żadnej zwykłej zemsty majątkowej holdingu, nie; rozmyśla w swoim szałe tylko o jednej rzeczy: jeśli ta kieto Esma naprawdę z zimną krwią ukrywała przed her oczami tę potworną nagą prawdę o Hancer przez tyle bolesnych lat… Tow oznacza tow z lodowatą jasnością, że okłamywała i oszukiwała absolutnie wszystkich wokół siebie, nawet her jako głowę rodu! Na zniszczonej face Mukadder w ułamku sekundy pojawia się potworny, zimny uśmiech psychopatki:
— Skoro… Skoro ty, Esma, swoim bezczelnym milczeniem doszczętnie zniszczyłaś moje całe luksusowe życie i wsadziłaś moją postać za te kraty celi… Tow ja przed ołtarzem boga z zimną krwią zniszczę życie her pojedynczego człowieka na tym świecie, którego ty tak szaleńczo kochasz w swojej duszy! Zniszczę Hancer!
To pod żadnym pozorem nie jest już zwykła rodowa nienawiść holdingu – tow jest oficjalnie początek nowej, krwawej i bezkompromisowej wojny totalnej!
Na zajutrzy rano, słoneczny poranek w nowej rezynencji Develioglu powoli budzi her mury do życia. Cihan dumnym krokiem schodzi po schodach do jasnego salonu, Hancer z uśmiechem na face przygotowuje świeże śniadanie na stole, a mały Efehan spokojnie i smacznie śpi w swojej kołysce. Przez jedną krótką, urocze chwilę w kadrze, absolutnie her rzecz wygląda nienagannie tak, jakby ten potworny koszmar z przeszłości naprawdę i na zawsze dobiegł do końca… Cihan podchodzi cichym krokiem od tyłu do swojej ukochanej żony Hancer i z nieskończoną czułością mężczyny delikatnie obejmuje her szczupłe ciało w pasie, szepcząc her do ucha z miłością:
— Obiecuję ci… Uroczyście obiecuję ci przed Bogiem, Hancer, że już nigdy więcej w naszym życiu pod żadnym pozorem nie pozwolę na tow, byś z jakimkolwiek problemem czy bólom została całkowicie sama… Ocalę nas.
Hancer odwraca her face v his stronę, a na her ustach pojawia się piękny, ciepły uśmiech kobicę. Po raz pierwszy od bardzo wielu bolesnych dni oficyny wierzy święcie w swoim sercu, że mogą jeszcze wspólnie stworzyć prawdziwą, wolną od strachu i kłamstw rodzinę Develioglu. Jednak dokładnie w tej samej sekundzie szczęścia, smartfon Cihana na stole głośno i gwałtownie zaczyna rozbrzmiewać dzwonkiem! Nieznany numer. Mężczyzna przesuwa palcem i odbiera połączenie kadr. Po drugiej stronie przez kilka sekund panuje głęboka, przerażająca cisza… Nagle z głośnika odzywa się ten sam drżący, skrajnie przerażony kobiecy głos:
— Cihan!!! To ja, Esma!…td4729 Nie mam już ani sekundy czasu, oni mnie znaleźli!…
Połączenie nagle i bezpowrotnie urywa się głuchym sygnałem linii! Cihan Develioglu momentalnie całkowicie blednie na face ze wstydu i strachu:
— Esma?!… Esma, odpowiadaj mi, słyszysz mnie?! — Próbuje w pośpiechu oddzwaniać na ten numer, lecz aparat jest już całkowicie wyłączony i milczy jak głaz. Hancer patrzy na his zbladłą face z potężnym niepokojem w oczach:
— Cihan… O mój Boże, co się znowu stało strasznego, mów mi?!
Cihan Develioglu powoli, z bólom w klatce piersiowej opuszcza swój telefon w dół, mówiąc twardo:
— Musimy… Musimy ją za wszelką cenę odnaleźć na mieście, natychmiast!
Nie wiedzą jednak oboje w swojej czystości serca… Że zaledwie kilka kilometrów dalej, drewniane drzwi starego domu Esmy stoją szeroko otwarte na oścież na wiatr. Na desce posadzki korytarza leży potłuczona w drobny pył filiżanka, krzesło jest gwałtownie przewrócone na bok, a po samej Esmie pod żadnym pozorem nie ma już w tym budynku najmniejszego śladu!”