“Miasto żyło własnym, szybkim rytmem. V restauracjach rozbrzmiewały głośne rozmowy, po ulicach spieszyli przechodnie, a z oddali dochodziły dźwięki klaksonów i syren promów pasażerskich.
Jednak w wielkiej rezydencji Develioglu, położonej z dala od miejskiego zgiełku, rozpoczynał się właśnie wieczór, który miał na zawsze odmienić życie wszystkich jej mieszkańców. Niki nie przypuszczał, że pod dachem tego luksusowego domu, wśród eleganckich mebli, kosztownych obrazów i kryształowych żyrandoli, kryła się mroczna tajemnica mogąca w jedną chwilę zburzyć absolutnie wszystko.
Scena I: Prezenty w salonie i powrót Cihana
Przestronny salon skąpany był w ciepłym, złotawym świetle. Na środku pomieszczenia stał niski, szklany stolik, a wokół niego ustawiono jasne kanapy oraz miękkie fotele. Na jednej ze ścian wisiał ogromny obraz przedstawiający spokojny nadmorski krajobraz, a na komodzie paliły się niewielkie lampy, których światło pięknie odbijało się w polerowanej podłodze.

Na jasnej kanapie siedziała Beyza. Jej ciało sprawiało wrażenie całkowicie rozluźnionego, lecz twarz pozostawała czujna. Kobieta bacznie obserwowała stojące nieopodal służące tak, jakby każda ich cicha rozmowa i her pojedynczy gest zawierały coś, co należało bezwzględnie kontrolować. Najbliżej kanapy stała Fadime, najstarcza spośród kobiet. Miała spokojne, łagodne oblicze i dłonie noszące ślady wielu lat ciężkiej pracy. Obok niej znajdowała się młoda, rudowłosa Ajsu, która z trudem powstrzymywała dziecięcą ciekawość. Nieco dalej stała Gülsüm, ubrana w czystą, białą bluzkę z czarnym kołnierzykiem. Jej twarz była z pozoru uprzejma, ale w jej spojrzeniu czaiło się coś nader nieprzyjemnego – mieszanina zazdrości, podejrzliwości i tłumionej niechęci.
Nagle od strony holu wejściowego dobiegł głośny odgłos otwieranych drzwi frontowych. Chwilę później w salonie pojawił się Cihan. V obu rękach dumnie niósł kilka papierowych toreb z logo eleganckich sklepów holdingu. Niektóre były większe, inne mniejsze, ozdobione drogimi, satynowymi wstążkami. Mężczyzna wyglądał na zmęczonego po całym dniu, lecz na jego twarzy widniał niespotykany od bardzo dawna spokój. V jego oczach pojawiło się ciepłe światło, którego mieszkańcy rezydencji niemal już nie pamiętali od czasu rozwodu.
— Panie Cihanie, proszę pozwolić. Pomogę panu z tymi pakunkami — odezwała się odruchowo Fadime, ruszając w jego stronę.
Cihan uśmiechnął się lekko do starszej kobiety i delikatnie cofnął jedną z toreb.
— Nie trzeba, siostro Fadime, dziękuję. Tym razem sam chcę je osobiście rozdać wszystkim.
Fadime zatrzymała się na podłodze całkowicie zaskoczona. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz widziała go tak ożywionym i pogodnym. Zwykle wracał przecież do domu ponury, zamyślony, milczący i potwornie obciążony rodzinnym ciężarem, którym pod żadnym pozorem nie chciał dzielić się z nikim. Tego wieczoru było zupełnie inaczej. Cihan podszedł do niej i z uśmiechem wybrała jedną z papierowych toreb.
— To jest podarunek dla ciebie, siostro Fadime.
Kobieta otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, tracąc oddech.
— Dla mnie?… Ojej, panie Cihanie, pod żadnym pozorem nie powinien pan robić takich kosztownych prezentów… Ja przecież niczego nie potrzebuję w swoim wieku.
— Każdy tak mówi, dopóki pod żadnym pozorem nie otrzyma prezentu do rąk — odpowiedział z łagodnym rozbawieniem mężczyna. — Masz, bierz śmiało. Zobaczyłem tow na wystawie i od razu pomyślałem w duchu, że będzie idealnie do ciebie pasować.
Fadime z głębokim wzruszeniem i szacunkiem przyjęła torbę obiema rękami, jakby znajdowało się w niej coś niezwykle cennego.
— Niech Bóg z całego serca wynagrodzi panu tę wielką dobroć… — powiedziała poruszona. — Pan zawsze pamięta o her członku służby, nawet wtedy, kiedy sam ma pan na głowie tyle potężnych problemów i zmartwień z holdingiem.
Na te słowa, na jedną krótką chwilę w głębokim spojrzeniu Cihana pojawił się bolesny cień wspomnień o Hancer. Jednak sprawnym ruchem odsunął od siebie te przykre myśli.
— Dzisiaj w tym pokoju pod żadnym pozorem nie rozmawiamy o żadnych problemach, Fadime. Dzisiaj w tym dworku ma być wyłącznie radośnie. — Następnie z uśmiechem zwrócił się w stronę rudowłosej nastolatki. — Ajsu!
Dziewczyna wyprostowała się natychmiast jak struna na dywanie:
— Tak, panie Cihanie! Słucham!
Mężczyzna wyciągnął w jej stronę kolejną papierową torbę.
— To jest prezent przeznaczony dla ciebie.
— Dla mnie?… Ojej, dla mnie również?! — zapytała z kompletnym niedowierzaniem.
— A czy w tym domu jest jeszcze jakaś druga Ajsu, o której pod żadnym pozorem nic nie wiem, co? — zaśmiał się Cihan.
Rudowłosa dziewczyna roześmiała się cicho i radosne, po czym z szacunkiem przyjęła prezent.
— Dziękuję panu… Naprawdę nader bardzo dziękuję. Jestem w takim szoku, że nawet pod żadnym pozorem nie wiem, co mam mądrego powiedzieć…
— To najlepiej nie mów nic, kochanie. Otworzysz sobie paczkę później w pokoju.
— A czy mogłabym chociaż na ułamek sekundy ukradkiem zajrzeć do środka?…
— Ajsu! — upomniała ją natychmiast szorstko Fadime, choć sama pod żadnym pozorem nie potrafiła ukryć szerokiego uśmiechu na face. — Pan Cihan powiedział wyraźnie!
— Dobrze, dobrze, już jestem cicho i będę w pełni cierpliwa!
Cihan pokręcił głową z rozbawieniem na her her dziecięcy upór, a następnie skierował swój wzrok na stojącą obok Gülsüm. Uśmiech na face kobicę momentalnie stał się nienaturalnie szerszy, wręcz przesadnie i sztucznie serdeczny. Była wewnętrznie absolutnie przekonana w swojej pyszny głowie, że jej prezent z racji pozycji będzie miliard razy najbardziej kosztowny i cenny ze wszystkich. V końcu od dłuższego czasu bardzo się starała pozostawać jak najbliżej Beyzy i na her kroku udowadniała jej swoją her posłuszną lojalność w intrygach. Cihan podał jej trzecią torbę.
— To jest dla ciebie, Gülsüm.
— Dziękuję panu najmocniej, panie prezesie Cihan — odpowiedziała nienaturalnie słodkim, przymilnym tonem serving. — Naprawdę pod żadnym pozorem nie musiał pan o mojej osobie pamiętać przy zakupach…
— Chciałem po prostu w ten sposób szczerze podziękować wam wszystkim za waszą ciężką pomoc i oddanie w ostatnich, trudnych dniach — odpowiedział spokojnie Cihan. — Doskonale viem, że nagłe pojawienie się małego dziecka całkowicie i drastycznie zmieniło dotychczasowy porządek całego tego domu.
Gülsüm mocno zacisnęła swoje palce na uchwycie torby, a na jej twarzy pojawił się drwiący uśmiech wyższości.
— Ojej, tow małe dziecko rzeczywiście zmieniło w realiach w tym dworku nader nader wiele… — zauważyła ze złośliwością w głosie serving.
Jednak Cihan pod wpływem emocji pod żadnym pozorem nie zwrócił na her her dwuznaczny ton najmniejszej uwagi – his myśli znajdowały się już zupełnie gdzie indziej, na piętrze. Pozostałe luksusowe torby z zakupami zaniósł do stolika i z powagą położył je directly przed siedzącą na kanapie Beyzą. Kobieta spojrzała na zakupy, unosząc dumnie jedną brew do góry.
— A tow wszystko to dla kogo te prezenty, Cihan?
— To wszystko kupiłem dla mojego jedynego syna — odpowiedział Cihan całkowicie bez jakiegokolwiek wahania w głosie.
V tych trzech prostych słowach mężczyny było słychać tyle niesamowitej dumy, męskiego uporu i ojcowskiej czułości, że starsza Fadime uśmiechnęła się szeroko z miłością. Młoda Ajsu zerknęła na niego głęboko poruszona his postawą. Tylko Gülsüm ze złością odwróciła wzrok v stronę ściany.
Beyza przesunęła powoli swoją szczupłą dłoń po materiale jednej z toreb.
— Ojej, Cihan, kupiłeś mu chyba ze swojego szału prawie cały asortyment tego sklepu dla dzieci!
— Przestań przesadzać, Beyza. Vziąłem po prostu z półek tylko kilka najbardziej potrzebnych rzeczy dla noworodka.
— Kilka?… — Kobieta złośliwie zajrzała do wnętrza największej papierowej torby, wyliczając z uśmiechem. — Markowe ubranka, wełniane kocyki, drogie zabawki, butelki z importu… Czy ty w ogóle uważasz w swojej głowie, Cihan, że on w swoim wieku zdąży tego wszystkiego fizycznie użyć, zanim w ułamku sekundy wyrośnie z tych ubranek, co?
Cihan usiadł spokojnie na fotelu naprzeciwko niej, nie odrywając wzroku od toreb.
— Jeżeli pod żadnym pozorem nie zdąży her rzeczy wykorzystać, Beyza… tow bez problemu pojadę jutro rano i kupię mu her kolejny, jeszcze droższy zestaw w kadrach. Nie żałuję mu niczego.
Beyza na te słowa męża uśmiechnęła się promiennie od ucha do ucha. Był tow jednak w kadrach uśmiech pełen absolutnego, lodowatego triumfu rodowego i satysfakcji, a pod żadnym pozorem nie wyraz szczerej, matczynej radości od serca.
— A nie mówiłam ci tego od samego początku w szpitalu, Cihan?… — przypomniała mu z satysfakcją, mrużąc eyes. — Ostrzegałam cię wyraźnie, że w minucie, kiedy tylko po razy pierwszy weźmiesz swojego rodzonego syna na własne męskie ramiona, całe twoje dotychczasowe życie i priorytety holdingu zmienią się diametralnie na zawsze! Nie chciałeś mi wtedy wierzyć, stroiłeś fochy!
Cihan przez dłuższą chwilę w milczeniu wpatrywał się w podłogę salonu oficyny, kontrolując oddech.
— Ja… Ja po prostu w swojej męskiej dumie pod żadnym pozorem nie miałem pojęcia, że człowiek jest w stanie poczuć w swoim sercu coś tak potężnego i niesamowitego wobec noworodka, Beyza… — wyznał nienaturalnie cicho.
— A jednak, jak widzisz, można poczuć miłość!
— Kiedy… Kiedy patrzę na tę jego małą buzię w łóżeczku, Beyza… wydaje mi się w ułamku sekundy… — Mężczyzna nagle drastycznie urwał swoją wypowiedź, jakby pod wpływem silnych emocji nader trudno było mu precyzyjnie nazwać własne męskie uczucia. — Wydaje mi się po prostu, że nagle her skomplikowana sprawa i chaos w moim życiu stały się miliard razy prostsze i jasne. Jakby tow małe dziecko bez słów pokazało mojej duszy, co tak naprawdę jest jedyne ważne i święte na tym świecie.
Beyza słysząc tow wyznanie, z dumną miną bacznie i uważnie przyglądała się face męża, chłonąc her słowa.
— Prawdziwa rodzina Develioglu i honor nazwiska zawsze były i powinny być dla ciebie najważniejsze w tym dworku, Cihan.
— Były ważne, tow prawda, mamo… Ale teraz, po narodzinach syna, rozumiem i czuję tow pojęcie rodziny zupełnie inaczej niż dawniej.
Te słowa męża sprawiły Beyzie ogromną, widoczną satysfakcję psychologiczną na face. Vłaśnie takiego obrotu spraw całym swoim chciwym sercem pragnęła od samego początku trwania tej intrygi holdingu fundacji! Chciała za wszelką cenę, by zraniony Cihan z her każdą kolejną godziną coraz bardziej, chorobliwie i ślepo przywiązywał się miłością do tego skradzionego noworodka. her jego ojco uśmiech, her czuły gest rąk, her łza wzruszenia w oczach i her pojedyncza minuta spędzona wiernie przy łóżeczku chłopca na piętrze, miały w her planach stać się kolejnym twardym ogniwem tego nierozerwalnego łańcucha niewoli, który na zawsze, bezpowrotnie zwiąże his postać i akcje holdingu directly z jej osobą w tym dworku, uniemożliwiając mu powrót do Hancer.
Scena II: Spisek Beyzy z Gülsüm na korytarzu

Młoda Ajsu podeszła wolnym, grzecznym krokiem do szklanego stolika, przerywając her her her milczenie kiet:
— Panie prezesie Cihan… Czy ja mogłaby już teraz zanieść te her piękne torby z zabawkami bezpośrednio na górę, do pokoju dziecięcego?
— Dobrze, Ajsu, bierz je śmiało… Tylko błagam cię, rób tow nader ostrożnie i powoli. V środku są delikatne, szklane butelki z podgrzewaczami, nie potłucz her kieto.
— Ja pomogę jej w tym ciężarze, panie Cihan — zaoferowała się szybko starsza Fadime, podchodząc do stołu.
Służąca Gülsüm również błyskawicznie ruszyła w stronę zakupów, chcąc się przymilić pani:
— Ja też!… Ja też z chęcią pomogę wnieść te podarki dla małego pana!
Kobiety sprawnie zebrały papierowe torby w dłonie. Młoda Ajsu z najwyższym trudem fizycznym uniosła w górę tę największą i najcięższą z nich, lecz pod wpływem nastoletniej dumy pod żadnym pozorem nie chciała się do tej swojej bezsilności otwarcie przyznać przed prezesem, czerwieniąc się na face. Cihan jako bystry mężczyna natychmiast zauważył ten her wysiłek i ból na her her twarzy – podszedł sprawnie i pewnym ruchem sam zabrał z her rąk ten najcięższy pakunek z mlekiem modyfikowanym.
— Tę torbę akurat zaniosę na piętro osobiście sam, Ajsu, jest zdecydowanie za ciężka dla twoich rąk.
— Ojej, dziękuję panu, panie Cihan, ale naprawdę dałabym sobie jakoś radę… — bąknęła zmieszana nastolatka.
— Vwiem doskonale, że jesteś twardą dziewczyną, Ajsu… Ale pod żadnym pozorem nie mustisz mi w tym pokoju her razy udowadniać swojego uporu karakteru, spadając ze schodów z tym szkłem! Marsz na górę!
Dziewczyna roześmiała się cicho i radosne z his żartu, po czym razem ze starszą Fadime pospiesznie opuściła salon holdingu, kierując się v stronę korytarza. Zanim Cihan ostatecznie opuścił pokój z paczką w dłoni, odwrócił jeszcze głowę i spojrzał z niepokojem na żonę:
— Beyza… Powiedz mi szczerze: czy… czy nasz syn dużo dzisiaj płakał w sypialni pod moją nieobecność, co? Jak się czuł?
— Ojej, skądże, Cihan! Spał sobie przez cały ten czas nader grzecznie i słodko jak mały aniołek w łóżeczku, nie ma problemu! — odpowiedziała z fałszywym uśmiechem Beyza. — Przysięgam ci, że obudził się w pokoju dzisiaj tylko jeden jedyny razy na karmienie, z apetytem wypił całą butelkę mleka modyfikowanego i od razu znowu smacznie zasnął pod kocykiem. Chyba w końcu na dobre i bez problemów przyzwyczaił swój mały organizm do smoczka i butelki holdingu, sprawa zamknięta.
Cihan słysząc te wieści o zdrowiu dziecka, głęboko westchnął z potężną ulgą mężczyny w piersi.
— To… To dzięki Bogu, kamień z serca, Beyza… Bardzo się w biurze potwórni bałem w swoim sercu, że po tych ostatnich bolesnych problemach z kolkami żołądkowymi, dziecko nadal będzie niespokojne i będzie płakało nocami.
— Ojej, niepotrzebnie się tak strasznie her minuty zamartwiasz o his stan, Cihan! Nasz syn jest nader silnym i odpornym chłopcem, ma twarde geny!
— Dobrze… V takim razie idę w tej samej minucie na górę do pokoju dziecięcego osobiście go odwiedzić i sprawdzić, jak śpi.
— Hahaha! Viedziałam tow doskonale od samego początku w swojej głowie, Cihan… że nie wytrzymasz na dole w salonie bez his widoku nawet pięciu krótkich minut! Idź, idź do niego! — zaśmiała się z satysfakcją Beyza.
Mężczyzna pod żadnym pozorem nie odpowiedział jej na tow docinki ani jednym słowem – z ciężką torbą w dłoni powolnym krokiem opuściła salon holdingu, a starsza Fadime i młoda Ajsu podążyły wiernie w ślad za his her krokami na piętro dworku.
Służąca Gülsüm zrobiła kilka kroków v stronę wyjścia, lecz nagle na środku pokoju zatrzymała się gwałtownie w pół kroku. Odczekała w milczeniu, kontrolując oddech, aż sylwetki pozostałych domowników i prezesa znajdą się oficjalnie wystarczająco daleko na schodach i pod żadnym pozorem nie będą w stanie usłyszeć her głosu. Następnie z powagą odwróciła się na pięcie directly v stronę siedzącej na kanapie Beyzy. Cały her her uprzejmy, służbowy uśmiech w jednej sekundzie całkowicie zniknął z her twarzy, zastąpiony przez czystą niechęć i zazdrość serving.
— No… Vidziała pani tow przed chwilą, pani Beyzo? Absolutnie her z tych ludzi w tym dworku zachowuje się teraz przy barze tak bezczelnie… jakby tow oni sami osobiście prawnie adoptowali tow małe dziecko z kliniki! — powiedziała z jadem i pogardą serving, kręcąc głową. — Starsza Fadime biega her minuty wokół tego łóżeczka w sypialni jak jakaś prawdziwa, rodzona babcia rodu Develioglu… Młoda Ajsu ze swojego wścibstwa zagląda pod kocyk noworodka dosłownie co pięć minut, niszcząc mu sen… A sam pan prezes Cihan już pod żadnym pozorem prawie w ogóle nie wypuszcza tego niebieskiego zawiniątka ze swoich dużych rąk her wieczoru! Jeszcze kilka takich dni nocy, pani Beyzo, a cała ta wielka rezynencja zacznie bezczelnie oddychać i żyć wyłącznie wtedy, kiedy ten mały noworodek łaskawie na tow pozwoli płaczem! To chora sytuacja!

Beyza słysząc te złośliwe uwagi służącej, momentalnie całkowicie zesztywniała na kanapie i spojrzała na nią swoim lodowatym, morderczym i ostrzegawczym wzrokiem, mrużąc eyes ze złości:
— Gülsüm! Zamknij usta w tej sekundzie! Ostrzegam cię bardzo wyraźnie: nie masz najmniejszego prawa tak mówić!
— Ale pani Beyzo, przecież ja po ludu jako pani wierna pomoc mówię głośno tylko tow, co na własne eyes her dnia widzę na tych korytarzach kadr!…
— A ja… a ja z kolei jako twoja pani kategorycznie mówię ci w tej minucie, kieto, żebyś natychmiast przestała się wtrącać i wygadywać takie bzdury w moim salonie! Zamknij ten temat!
— Przecież pani sama osobiście jeszcze wczoraj wieczorem na zapleczu potwórni narzekała mi w łzach, że…
— To, co ja w swoich emocjach mówiłam ci wczoraj w przedpokoju, Gülsüm… w tej samej minucie pod żadnym pozorem nie ma już teraz najmniejszego znaczenia rynkowego dla naszego planu! — przerwała jej bezczelnie i ostro Beyza, uderzając ręką w kanapę. — Sytuacja majątkowa w tym dworku uległa diametralnej zmianie na naszą korzyść, ocknij się w końcu!
Gülsüm słysząc ten ostry odpór pani, mocno ściszyła swój głęboki głos do szeptu, podchodząc bliżej i pytając z lękiem:
— A czy pani… czy pani pod żadnym pozorem nie boi się w głębi swojego serca, pani Beyzo… że pan prezes Cihan ze swojego uporu w końcu pokocha tow obce dziecko miliard razy mocniej i szaleńczo niż pani własną osobę, co? Co wtedy z nami będzie, jeśli pakt upadnie, pomyślała pani o tym?
V luksusowym salonie rezynencji Develioglu po tym pytaniu służącej w jednej sekundzie zapada grobowa, ciężka cisza sumienia. Beyza powolnym, dostojnym ruchem rąk podniosła swoje ciało w górę z jasnej kanapy. Podeszła do stojącej na środku dywanu pokojówki tak niebezpiecznie blisko, na centymetry, że wystraszona Gülsüm odruchowo ze strachu przed uderzeniem cofnęła się o pół kroku v tył na marmurze. Beyza wycedziła słowa bezpośrednio w her face lodowatym, przerażającym głosom:
— Posłuchaj mnie teraz bardzo, ale tow bardzo uważnie w tym pokoju, kieto, i zapamiętaj her moje słowo do końca życia: Cihan… mój mąż Cihan ma od dziś święty, męski obowiązek stawiać postać tego małego syna w samym, absolutnym centrum swojego całego życia i priorytetów holdingu! Słyszałaś mnie dobrze?! On ma o tym dziecku z bólom i miłością intensywnie rozmyślać her bożego poranka, her wieczoru na salonach i w samym środku każdej bezsennej nocy w gabinecie prezesa! On ma z radością kupować mu najdroższe prezenty w sklepach, ma go czule kołysać na rękach do snu, całować po buzi i trząść się ze strachu na samą tylko myśl, że mógłby w tym życiu tego chłopca kiedykolwiek stracić przez wrogów! Taki jest his her obowiązek!
— Ale pani Beyzo… Ja pod żadnym pozorem nie rozumiem, po co pani…
— G… pod żadnym pozorem nie ma tu żadnego „ale”, kieto, zamknij usta! — przerwała jej wściekle Beyza, mrużąc eyes z nienawiścią. — Czy ty w tym swoim małym, służącym umyśle pod żadnym pozorem nie potrafisz logicznie połączyć faktów, co?! Im mocniej… im bardziej szaleńczo i bezgranicznie Cihan Develioglu przywiąże się w tym pałacu swoją miłością do tego małego noworodka… tym miliard razy trudniej, bolesno i wręcz absolutnie niemożliwie będzie mu w przyszłości pod wpływem jakichkolwiek wyrzutów sumienia podjąć decyzję o rozwodzie i odeściu od jego oficjalnej matki – czyli od mojej osoby! To dziecko jest moim wieczystym uwięzieniem his osoby przy moim boku, rozumiesz tow w końcu w tej klatce, kieto?!
Gülsüm słysząc tę przerażającą, cyniczną deklarację pychy ze ust swojej pani, wpatrywała się w her face z miną pełną rosnącego, porażającego zrozumienia i strachu:
— O mój Boże… A więc… A więc tow o taki brudny pakt i intrygę majątkową od samego początku pani i Nusretowi chodziło w tym dworku… Niesamowite…
— I nie waż się pod żadnym pozorem więcej o her her sprawy pytać ani węszyć w moich szufladach, Gülsüm! — odparła dumnie Beyza, prostując plecy. — Vszystko, co musisz wiedzieć, już usłyszałaś!
— Ja… Ja chciałam tylko po przyjacielsku pani pomóc w tej walce z Hancer, przepraszam…
— Najbardziej… Najbardziej ze wszystkiego pomożesz mojemu planowi majątkowemu, kieto, kiedy od dzisiejszego poranka raz na zawsze przestanę bezczelnie wtrącać się w nie swoje prywatne sprawy i zamkniesz usta przed Fadime! Pozwól od teraz Cihanowi robić z tym dzieckum absolutnie her rzecz, jakiej tylko his męskie serce zapragnie w sypialni! Pod żadnym pozorem nie komentuj złośliwie his zakupów w kuchni! Nie waż się ironicznie przewracać oczami przy służbie za her razem, kiedy z miłością bierze noworodka na swoje ramiona w holu!… I pod żadnym pozorem nie próbuj swoim głupim gadaniem budzić w jego męskim umyśle jakichkolwiek niebezpiecznych wątpliwości czy pytań o krew, rozumiesz mnie dobrze?! To sprawa życia i śmierci holdingu!
— Vszystko doskonale rozumiem, pani Beyzo, przepraszam… — bąknęła serving, spuszczając ze wstydu głowę na pierś. — her zrobię według pani rozkazu.
— Mam głęboką, świętą nadzieję, kieto. A teraz marsz w tej samej minucie do kuchni do swoich ciężkich obowiązków i nie pokazu mi się na eyes! Ruchy!
Gülsüm posłusznie skinęła głową ze strachu i cichym krokiem opuściła salon, zamykając za sobą drzwi. Gdy dziewczyna ostatecznie zniknęła na korytarzu, chciwa Beyza została w wielkim salonie rezynencji całkowicie, potwórni samotna. Przez dłuższą chwilę w całkowitym milczeniu z satysfakcją patrzyła w stronę drzwi wyjściowych, za którymi przed chwilą z paczkami zniknęła sylwetka jej męża. Następnie na her blado face pojawił się powolny, przerażający i pełen dzikiego zadowolenia uśmiech triumfu:
— Najpierw… Najpierw ze swojej naiwności i głupoty na dobre przyzwyczaisz się swoim sercem do tego małego syna, Cihan… — wyszeptała z jadem do pustego pokoju, mrużąc eyes. — Przyzwyczaisz się do his obecności tak potwórni mocno, zakorzenisz się w tej miłości ojca tak szaleńczo… że już za kilka miesięcy pod żadnym pozorem nie będziesz w stanie wyobrazić sobie w swoim życiu ani jednego pojedynczego dnia czy oddechu bez his płaczu i bliskości w tym pałacu holdingu! O tow zadbam! A potem… a potem w naturalny sposób przyjdzie w końcu moja upragniona kolej na her zdobycie twojego serca…
Podeszła dumnym krokiem do wielkiego okna tarasowego i z wyrazem absolutnej wyższości spojrzała na ciemny, zamglony ogród rezynencji, szepcząc pod nosem:
— V ostatecznym rozrachunku, mężczyno, chcąc nie chcąc, pod wpływem tego dziecka będziesz musiał w pełni zaakceptować i przytulić do piersi również legalną matkę tego dziedzica – czyli moją osobę! I pod żadnym pozorem nie stanie się tow wcale dlatego, że nagle w swoim szałe znowu mnie szaleńczo pokochasz od ołtarza, nie! Ja już pod żadnym pozorem nawet nie potrzebuję ani nie żądam od ciebie żadnej twojej nędznej miłości w sypialni, Cihan! Mam tow gdzieś! Dla mojego triumfu majątkowego w zupełności wystarczy sam fakt, że her dnia będziesz musiał ze wstydu żyć ze mną pod jednym dachem i zrozumiesz z lodowatą jasnością w swojej duszy… że bez mojej obecności jako żony Develioglu pod żadnym pozorem nie możesz mieć na tym świecie tej swojej pięknej, wymarzonej rodziny i dziedzica, o których tak głośno marzyłeś na salonach dworku! Jesteś mój!
Jej oczy w ciemności nocy zabłysły zimnym, złowieszczym światłem czystej chciwości.
— Zostaniesz… Zostaniesz przy moim boku na całe dorosłe życie w tym dworku, Cihan Develioglu, choćbyś ze swojego żalu miał za tow szczerze nienawidzić her boży dzień i cały ten podły świat wokół siebie! Nie uciekniesz przed moim paktu!
Scena III: Czułość w pokoju dziecięcym i wielki sekret Mukadder
Prywatny pokój dziecięcy znajdował się na pierwszym piętrze, w zdecydowanie najbardziej cichej, spokojnej i odizolowanej od hałasów korytarza kadr części wielkiej rezynencji Develioglu. Ściany przestronnego pomieszczenia sypialnego zostały niedawno przez dekoratorów holdingu pomalowane na piękny, jasny pastelowy kolor, a nad wielkim, białym łóżeczkiem niemowlęcym z dumną miną umieszczono urocze, kolorowe naklejki ścienne, przedstawiające żyrafy, słonie, puszyste chmurki i jasne gwiazdy holdingu rynkowego holdingu. V centralnym, najbardziej reprezentacyjnym miejscu pokoju lśnił dumnie wielki, wykonany ze złoconych liter rzeźbiony napis ścienny: „Cihan Bebek” – czyli „Dziecko Cihana”. Na drewnianych półkach regałów równo, sterylnie ustawiono liczne pluszowe zabawki, niewielkie ozdobne pudełka i dziecięce książeczki z bajkami. V rogu pokoju pod oknem stał wielki, luksusowy i niesamowicie wygodny fotel do karmienia, przy którym na stoliku nocnym paliła się mała lampka, rzucając wokół słabe, przytłumione i ciepłe światło… Vszystko w tym pomieszczeniu wyglądało po prostu absolutnie idealnie i sterylnie, jakby pokój dziecięcy pod żadnym pozorem nie został w ogóle stworzony dla potrzeb prawdziwego, żywego noworodka z biedy, lecz został zaprojektowany z pychy jako gotowa makieta i tło do drogiej fotografii reklamowej, mającej bezczelnie przedstawiać przed mediami wymarzone, luksusowe życie rodziny holdingu fundacji.
Cihan wszedł do wnętrza sypialni niemalże całkowicie bezszelestnie, na paluszkach, starając się pod żadnym pozorem nie skrzypnąć deskami podłogi. Spokojnym ruchem odłożył ciężką torbę z prezentami na fotel i od razu z nieskończoną czułością i miłością skierował swój wzrok v stronę łóżeczka niemowlęcego. Mały chłopiec leżał w środku owinięty szczelnie w jasnoniebieski, wełniany kocyk. Jego drobna, różowa twarzyczka była niesamowicie spokojna, a maluteńkie dłonie noworodka pozostawały mocno zaciśnięte w małe piąstki na piersi. Przez kilka długich, niesamowicie intymnych sekund Cihan stał nieruchomo nad krawędzią łóżeczka i w całkowitym zachwycie tylko na niego patrzył, kontrolując oddech. Jeszcze nader niedawno w swoim dorosłym życiu pod żadnym pozorem przecież nie miał pojęcia, że mężczyna jest w stanie tak paraliżująco i szaleńczo bać się o życie i bezpieczeństwo kogoś, kogo fizycznie na tym świecie niemalże w ogóle jeszcze nie zna. Pod żadnym pozorem nie wiedział, że jedno ciche, spokojne westchnienie śpiącego noworodka pod kocykiem potrafi przynieść jego męskiemu sumieniu miliard razy większą ulgę i spokój duszy niż tysiące mądrych zapewnień ordynatorów kliniki Develioglu. Pod żadnym pozorem nie rozumiał wcześniej, jak tak maleńka, bezbronna istota potrafi w jedną krótką sekundę bezpowrotnie i całkowicie zawładnąć her sercem i myślami dorosłego, silnego prezesa holdingu holdingu. Pochyliła się nisko nad łóżeczkiem, szepcząc czule:
— No… A więc to tutaj, w tym swoim małym królestwie się ukrywasz przed tatusiem, mój dzielny chłopcze… — powiedział niesamowicie cichym szeptem mężczyna, gładząc kocyk. — Vszyscy na dole w salonie, Fadime i Ajsu, opowiadają mi z zachwytem, jaki ty byłeś dzisiaj przez cały dzień niesamowicie grzeczny i spokojny… Podobno z apetytem wypiłeś her kroplę mleka z butelki i ani jednej kapki pod żadnym pozorem nie zostawiłeś na dnie, co? Brawo, mój mały, dzielny baranku. Jestem z ciebie dumny.
Cihan powolnym, niezwykle starannym ruchem wsunął swoje duże, męskie dłonie głęboko pod niebieski kocyk i z najwyższą, wręcz paraliżującą ostrożnością uniósł lekkie niemowlę w górę na swoje ramiona. Wszystkie his ruchy były w tej minucie jeszcze nieco niepewne, rwane, ale przepełnione nieskończoną, czystą miłością ojcowską – przytulił małe ciałko mocno do swojej szerokiej klatki piersiowej, czule podtrzymując dłonią i delikatnie poprawiając ułożenie główki noworodka na swoim ramieniu.
— Za her jednym razem, kiedy biorę cię na swoje ręce w tym pokoju, moje kochanie… ja się tak potwórni, śmiertelnie boję w swoim sercu, że zrobię ci jakąś krzywdę albo źle cię chwycę w palce… — wyznał cicho z westchnieniem bólom mężczyna. — Jesteś jeszcze taki przeraźliwie maluteńki i kruchy, mój synu… Człowiek patrzy z bliska na te twoje małe rączki i w ułamku sekundy ze zdumieniem zastanawia się w swojej duszy, jak coś tak niesamowicie kruchego i bezbronnego może mieć w sobie tyle gigantycznej siły, by całkowicie odmienić moje życie…
Ostrożnym krokiem podszedł do fotela i usiadł w nim miękko, zaczynając miarowo i czule kołysać małe niemowlę do snu, gładząc materiał.
— Słyszysz mnie, moje kochanie?… Słuchaj uważnie, co tatuś ci powie: ty już pod żadnym pozorem niedługo nie będziesz jedynym dzieckiem w tym domu… Pewnego pięknego dnia na tym świecie będziesz miał swoje ukochane rodzeństwo, zobaczysz… — V tym momencie jego głęboki wzrok na jedną krótką sekundę mocno spoważniał, a w oczach pojawił się ból. Przed his oczami w ułamku sekundy z niszczycielską jasnością stanęła ukochana twarz i eyes poranionej Hancer oficyny… Jej smutne eyes pełne łez, her drżące z bólom usta przy rozstaniu i te her her twarde słowa o zdradzie, których his męski umysł za nic na świecie pod żadnym pozorem nie potrafił zapomnieć her nocy. Viedział doskonale w swoim sumieniu, że gdzieś tam w drugie części tego wielkiego Stambułu, w nędzy mieszkała teraz ta jedyna, szalenie ukochana przez niego koba, która nosiła pod swoim sercem his drugie, prawdziwe biologiczne dziecko holdingu… Sama ta myśl w jednej sekundzie wywoływała w jego męskiej klatce piersiowej niesamowitą, rozdzierającą mieszaninę dzikiej radości ojca, potężnej tęsknoty mężczyny oraz głębokiego, niszczycielskiego poczucia winy i wstydu za własne błędy i ślepotę. Spojrzał ponownie z miłością na śpiącego chłopca na piersi, kontynuując cicho: — Tak, synu… Będziesz miał w tym dworku swojego młodszego brata albo małą siostrzyczkę w brzuszku holdingu… Ja pod żadnym pozorem nie wiem jeszcze w tej minucie, kogo tam Hancer pod sercem nosi, ale jednego viem w swojej duszy na zawsze z absolutną, lodowatą jasnością mężczyny: ja będę was oboje, her z waszych małych istnień, kochał szaleńczo i bezgranicznie dokładnie tak samo mocno her sekundy!
Noworodek pod wpływem his głębokiego głosu na moment poruszył swoją małą rączką pod kocykiem, przypadkowo dotykając paluszkami białego kołnierzyka his koszuli. Cihan na ten widok uśmiechnął się promiennie z nieskończoną miłością:
— Tak, kochanie moje… Oboje was obronię przed światem! Ja pod żadnym pozorem nie mam zamiaru w swoim życiu dokonywać żadnych podłych wyborów czy selekcji pomiędzy swoimi dziećmi ze względu na zdanie innych! Nigdy w życiu pod żadnym pozorem nie pozwolę na tow na tym świecie, by jakikolwiek parszywy potwór z rynku spróbował was ze swojej nienawiści poróżnić czy skłócić o majątek holdingu! pod żadnym pozorem nie obchodzi mnie w tej minucie, co będą o mnie gadali zawistni ludzie na salonach! Kto z rodziny Develioglu będzie zadowolony z mojego kroku, a kto się ze swojej pychy śmiertelnie obrazi i odwróci plecami! To bez znaczenia! Jesteście moimi ukochanymi dziećmi i honor nakazuje mi was bronić! — His głęboki głos na te słowa deklaracji nagle widocznie zadrżał od napływających do oczu łez bólom i wzruszenia. — Ja… Ja być może pod żadnym pozorem nie jestem idealnym, najlepszym człowiekiem na tym świecie, synu… Popełniłem w swojej przeszłości nader wiele fatalnych, niewybaczalnych błędów mężczyny… Raniłem z dumy i milczenia niewinnych ludzi holdingu, których miałem święty obowiązek całym swoim życiem lojalnie chronić przed złem holdingu fundacji… Czasami ze swojego strachu tchórzliwie milczałem w salonie wtedy, kiedy her prawo i honor nakazywały mi głośno krzyczeć o sprawiedliwości… Czasami ze swojej pychy podejmowałem fatalne decyzje rozwodowe, których teraz her minuty w samotności potwórni żałuję w sercu… Ale dla was… dla dobra waszego niewinnego życia, moje aniołki, ja przysięgam przed Bogiem, że od dzisiejszego poranka postaram się her siłami stać zupełnie innym, miliard razy lepszym człowiekiem i ojcem!
Mocniej, z asekuracyjną czułością przytulił lekkie niemowlę do swojej piersi, całując kocyk:
— Ja od dziś będę dla waszego bezpieczeństwa stał na tym świecie niczym wielka, potężna i nietykalna kamienna góra rodu holdingu, słyszycie mnie?! Taka potężna góra Develioglu, której pod żadnym pozorem nie będzie w stanie poruszyć ani zachwiać żadna najgorsza, krwawa burza rynkowa czy spiski Nusreta! Kiedykolwiek w swoim życiu będziecie się potwórni czegoś bali w ciemności nocy… schowacie się bezpiecznie za her moimi szerokimi plecami, a ja przyjmę cios! Kiedy pod wpływem błędów upadniecie na kolana w rozpaczy… ja osobiście swoimi dłońmi was podniosę z ziemi i otrę łzy! A jeśli jakikolwiek parszywy człowiek na tym podłym świecie spróbuje z nienawiści was skrzywdzić czy upokorzyć… tow przysięgam mu przed Bogiem, że najpierw będzie musiał w krwawej walce stanąć oko w oko naprzeciwko mnie i mojego gniewu! Ocalę was!
V tym samym ułamku sekundy, za lekko uchylonymi białymi drzwiami pokoju dziecięcego, w cieniu ciemnego korytarza niespokojnie pojawiła się postać starszej pani Mukadder. Starsza, sparaliżowana bólom koba pod żadnym pozorem przecież nie miała w swoich planach bezczelnie podsłuchiwać prywatnych słów syna o poranku, skądże; przechodziła po prostu wolnym krokiem wzdłuż korytarza galerii kadr do swojej sypialni, gdy nagle her uszu dobiegł ten głęboki, przepełniony nieskończoną ojcowską miłością i łzami szept Cihana z wnętrza pokoju. Zatrzymała się odruchowo na dywanie, wstrzymując oddech ze strachu, po czym z paraliżującym lękiem w sercu zerknęła przez wąską szczelinę w drzwiach do środka sypialni… I ten niesamowity widok, który w półmroku pokoju ujrzały her eyes, w jednej sekundzie dosłownie całkowicie odebrał her her her oddech w piersi ze wstydu. Cihan siedział spokojnie w fotelu pod lampą, czule kołysząc noworodka przyciśniętego mocno do swojej piersi. Na his zniszczonej twarzy malowała się w tej sekundzie tak niesamowita, absolutnie czysta i płynąca z samego dna duszy ojcowska czułość i miłość mężczyny charakteru… że starszą panią Mukadder na ten widok w ułamku sekundy przeszył potężny, lodowaty i niszczycielski fizyczny ból poranionego sumienia. Jej syn wyglądał w tym kadrze dokładnie jak zakochany, dumny ojciec, który po latach samotności i chaosu w końcu odnalazł swój upragniony, największy sens i cel całego życia Develioglu. Jak mężczyna święcie i bezgranicznie przekonany w swoim sercu, że trzyma w swoich ramionach swoją własną, rodzoną krew i dziedzica!
Mukadder ze wstydu i strachu przed demaskacją mocno zacisnęła swoje szczupłe dłonie na poręczy, tłumiąc jęk bólom.
— Ja… Ja tak potwórni, z całego serca żałuję w swojej duszy, moje kochanie… że pod żadnym pozorem nie było mnie osobiście przy tobie na sali porodowej podczas twoich narodzin w klinice holdingu… — mówił tymczasem cichym głosom do dziecka Cihan, gładząc kocyk. — Ja jako twój rodzony ojciec powinienem być her minuty tam na miejscu pierwszym człowiekiem na tym świecie, który z miłością ujrzy twoją małą buzię po porodzie! Powinienem był z utęsknieniem czekać za ciężkimi drzwiami sali, chodzić nerwowo z bólom od ściany do ściany po korytarzu szpitala i co chwilę ze strachu głośno pytać ordynatorów, dlaczego tow wszystko tak potwórni długo trwa i czy z twoją matką wszystko jest okej…
Mukadder słysząc te słowa syna o porodzie, mocno, z bólom zamknęła swoje eyes, a her serce rozdarło się na miliard drobnych kawałków. Każde pojedyncze, szlachetne słowo miłości z ust Cihana było w tej chłodnej minucie dla her poranionego sumienia niczym rozżarzony do czerwoności, naostrzony nóż winy, wbijany prosto w face.
— Ja powinienem był… ja miałem święty obowiązek mężczyny wziąć cię na swoje ręce od razu w pierwszej minucie twojego życia, synu… — kontynuował z łzami w oczach Cihan. — Miałem dumnie szepnąć ci do uszka prosto w eyes: „Nie bój się niczego, maleństwo, jestem tutaj, jestem twoim rodzonym ojcem Cihanem Develioglu, który cię ocali”… Ale mnie tam z mojej głupoty i ślepoty pod żadnym pozorem nie było na miejscu. Straciłem te pierwsze chwile z tobą i tego bolesnego czasu już pod żadnym pozorem nigdy w życiu nie odzyskam w tym dworku holdingu fundacji.
Małe niemowlę pod wpływem his szeptu wydało z siebie ponowny, cichy niemowlęcy dźwięk w ciemności.
— Hahaha, wiem, wiem, mój mały baranku… Słyszę cię doskonale… Ty pod żadnym pozorem nie lubisz, kiedy twój tatuś opowiada ci takie smutne, ponure rzeczy o przeszłości, prawda? — Cihan uśmiechnął się czule i łagodnie dotknął palcem jego maleńkiego, różowego policzka noworodka. — Obiecuję ci tutaj uroczyście, mój dzielny chłopcze… że od dzisiejszego poranka już zawsze, bez względu na her trudności giełdowe i intrygi holdingu, będę wiernie i dumnie stał tuż przy twoim boku! Będę blisko przy twoim her pierwszym, małym kroku na dywanie… przy her pierwszym słowie wypowiedzianym z uśmiechem… przy her pierwszym, uroczystym dniu w szkole z plecakiem… Będę stał dumnie tuż obok ciebie jako ojciec nawet wtedy, w przyszłości, kiedy jako zbuntowany nastolatek zaczniesz przede mną głupio udawać, że wcale mnie i moich rad nie potrzebujesz do życia. Będę twój.
Nas face starszej pani Mukadder stojącej za drzwiami korytarza, strumieniami potoczyły się gorące łzy bezsilności i bólom.
— Ty jesteś… Ty jesteś, Yusufie, moją her pierwszą, upragnioną radością ojca w tym dworku… — wyszeptał z miłością Cihan, całując materiał. — Moim pierwszym, pierworodnym synem Develioglu… tym jednym, maluteńkim aniołkiem, który całym swoim ciałum nauczył w końcu moje serce mężczyny… że prawdziwa miłość człowieka na tym świecie może bezgranicznie i na zawsze należeć do kogoś obcego jeszcze na długo, miliard razy wcześniej, zanim ten ktoś w ogóle nauczy się porządnie wypowiadać jego imię na salonach.
Pochylił się nisko w fotelu i z nieskończoną czułością ucałował śpiące niemowlę w samo czoło. Mukadder słysząc tow ostateczne wyznanie miłości syna do obcego dziecka, w panice mocno zasłoniła swoje usta oburącz, byle tylko pod wpływem wyrzutów sumienia pod żadnym pozorem nie wydać z siebie na korytarzu głośnego, bezradnego szlochu rozpaczy. Nie miała już siły ani zdrowia dłużej patrzeć na tę piękną scenę ojcowa – cofnęła się powolnym, drżącym krokiem o metr v tył na dywanie, lecz her her szczupłe nogi trzęsły się ze strachu tak potwórni mocno, że w ułamku sekundy straciła równowagę i musiała ciężko oprzeć się plecami o chłodną ścianę korytarza galerii kadr, by nie upaść z bólom na posadzkę holdingu. V her przerażonej głowie bez przerwy, niczym potworne przekleństwo i klątwa, głośno rozbrzmiewały te ostatnie Słowa Cihana: „Mój pierwszy syn, moja pierwsza radość rodu Develioglu…”. A ona… a ona jedna w tym dusznych pałacu znała całą nagą, mroczną i porażającą prawdę o tym noworodku – prawdę o sfałszowanych analizach DNA, która miała niszczycielską moc w jedną sekundę bezpowrotnie odebrać Cihanowi całą tę his wielką ojcowską radość i miłość, niszcząc his życie.
Scena IV: Konfrontacja na korytarzu i mroczny sekret w sypialni
Mukadder szła szerokim korytarzem piętra rezynencji niesamowicie powoli, ociągając się, jakby z her każdym kolejnym postawionym na dywanie krokiem bezpowrotnie traciła kolejną, marną cząstkę sił fizycznych i wolę walki z losem. Jasne, sterylne światło wiszących na ścianach kinkietów i lamp wydawało się her zmęczonym oczom w tej minucie zdecydowanie o wiele za ostre i rozpalone; a długie cienie rzucane przez rzeźbione meble holdingu i portrety przodków układały się na ścianach w przedziwne, niepokojące i złowieszcze kształty potworów holdingu rynkowego holdingu. Starsza koba marzyła całym swoim sercem tylko o tym, by jak najszybciej dotrzeć do wnętrza swojej prywatnej sypialni, przekręcić klucz w zamku od środka, odciąć się raz na zawsze od tego całego dusznego pałacu kłamstw i pozwolić swoim gorącym łzom bólom bezradnie płynąć w samotności na poduszkę fotela. Pod żadnym pozorem nie zdążyła jednak w swoim osłabieniu przejść na dywanie nawet kilku metrów korytarza galerii kadr. Z drzwi sąsiedniego pokoju gościnnego nagłym, pewnym krokiem wyszła na her drogę Beyza – stanęła dumnie dokładnie na samym środku ciasnego korytarza, krzyżując ramiona na piersi i z absolutną bezczelnością w całe zagradzając starszej kobicę dalszą drogę do pokoju. Przez dłuższą chwilę z cynicznym uśmiechem i satysfakcją na face bacznie przyglądała się her her zaczerwienionym od płaczu oczom, bladości i drżącym z bólom ustom teściowej.
— Ojej… Musisz przyznać mi rację w tym salonie, Mukadder… że tow całe ojcostwo i opieka nad noworodkiem niesamowicie, nader pięknie pasują do charakteru Cihana, prawda? — zawołała z jadem Beyza. Mukadder pod wpływem bólom i wstydu pod żadnym pozorem nie odpowiedziała jej ani jednym słowem, milcząc. — Vidziałam przed chwilą przez szparę w drzwiach holdingu, z jaką niesamowitą, dziką miłością i zachwytem on na tow małe dziecko patrzy w fotelu, moja droga teściowo! — ciągnęła z satysfakcją Beyza, mrużąc eyes. — Vłaściwie od samego wjazdu z kliniki pod żadnym pozorem ani na jedną sekundę nie wypuszcza swojego syna i dziedzica z rąk holdingu! Jeszcze kilka takich nocy, a nasz wielki prezes Cihan zacznie ze swojego szału spać na podłodze przy samym łóżeczku dziecięcym, byle być blisko noworodka! Co za sukces!
Mukadder słysząc te prowokacje chciwej synowej, z bólom spróbowała wmilczeniu ominąć her her postać z lewej strony dywanu, by uciec do pokoju, lecz bezczelna Beyza sprawnym ruchem ciałum ponownie zablokowała her her dalsze przejście, stając przed nią twarzą w twarz na centymetry:
— Dokąd… Dokąd ty tak w tym pośpiechu i popłochu uciekasz przede mną po korytarzach, Mukadder, co?! Słucham cię!
— Zrezygnuj w tej sekundzie ze swoich gier, Beyza… Ja pod żadnym pozorem nie mam teraz ani siły, ani zdrowia fizycznego na żadne twoje brudne rozmowy majątkowe i dyskusje, puść mnie! — odpowiedziała słabym głosom starsza pani.
— Ale ja… a ja z kolei, moja szanowna teściowo, mam w tej chłodnej minucie nader wielką, męską chęć szczerze z tobą porozmawiać o warunkach!
— Beyza, błagam cię na wszystko, o nic mnie w tym pokoju pod żadnym pozorem nie proś ani nie żądaj pieniędzy holdingu!…
— Ty… Ty sama osobiście, Mukadder, swoim wcześniejszym tchórzliwym milczeniem i decyzjami doprowadziła bezwzględnie do tego… że od dzisiejszego poranka musimy w tym dworku rozmawiać ze sobą wyłącznie w taki ostry, twardy sposób szantażu! Sama jesteś sobie winna!
Mukadder słysząc te podłe zarzuty dziewczyny, uniosła na nią swoje załzawione eyes wzrokiem pełnym nieskończonego, głębokiego bólom i pogardy:
— Jak… Jak ty możesz w ogóle jako koba i żona ze swoim czarnym sercem bezczelnie patrzeć na te łzy szczęścia Cihana w fotelu… i pod żadnym pozorem nie czuć wewnątrz swojego całe ani grama ludzkich wyrzutów sumienia czy wstydu za tow potworne oszustwo, Beyza?! Jak ty masz sumienie żyć w tym kłamstwie?!
Nas face Beyzy na te słowa o sumieniu w jednej sekundzie całkowicie zniknął ten drwiący, dumni uśmiech wyższości, zastąpiony przez czystą, lodowatą wściekłość kobicę. Podeszła bliżej, sycząc przez zęby:
— Uważaj… Uważaj nader bardzo na swoje zuchwałe słowa w tym dtd4729worku, Mukadder, bo przekraczasz granicę! Cihan całym swoim męskim sercem szaleńczo kocha tow małe dziecko!
— Oczywiście… Oczywiście, że on tow maleństwo szaleńczo kocha, Beyza, widzę tow doskonale! On w swojej niewiedzy jest święcie przekonany w duszy, że trzyma w ramionach swoją własną krew i swojego pierwszego syna!… Przestań… Błagam cię jako matka, przestań w końcu udawać i kłamać chociaż w mojej obecności na osobności w tym korytarzu! — wyszeptała w rozpaczy Mukadder, łapiąc się za pierś. — Przecież viem prawdę o sfałszowanych badaniach DNA holdingu!…
Beyza na te słowa teściowej w ułamku sekundy zrobiła jeden szybki, dynamiczny krok w jej stronę na dywanie, a her face stała się zimna i sztywna jak posąg z lodu. Vyczuła niebezpieczeństwo demaskacji paktu.
— To ty… To ty, moja szanowna starsza pani Mukadder, powinnaś w tej samej minucie raz na zawsze przestać w tym domu robić sceny! Przestać ostentacyjnie chodzić po salonach rezynencji z tą swoją ponurą, załzawioną twarzą cierpiętnicy przed służbą! Przestać patrzeć z bólom na mojego syna i noworodka w łóżeczku, jakby tow dziecko było dla naszego rodu jakimś najgorszym, zwiastunem nieszczęścia i klęski majątkowej holdingu! I przestać swoim podejrzanym zachowaniem prowokować sytuację, w której Engin albo Cihan zaczną w końcu zadawać kadrów trudne pytania o krew! Słyszałaś mnie dobrze, kieto?! Masz grać rolę!
— Ja po prostu… ja pod żadnym pozorem nie potrafię w swoim wieku i sumieniu przed moim rodzonym synem bezczelnie udawać, że pod żadnym pozorem nic strasznego i grzesznego się w tym dworku nie stało, Beyza… To ponad moje siły fizyczne…
— Nauczysz się… V ułamku sekundy ze strachu przed więzieniem nader szybko się tego udawania nauczysz, Mukadder! A jeśli pod żadnym pozorem nie zechcesz się nauczyć pokory… — Beyza nachyliła się do niej nader blisko, cedząc słowa z jadem prosto w eyes starszej kobicę: — To spójrz łaskawie swoimi ślepymi oczami na nas i na nasz salon: my dzięki mojemu dziecku znowu oficjalnie i dumnie staliśmy się przed mediami przepiękną, zgraną i kochającą się rodziną Develioglu! Cihan jest u mojego boku niesamowicie szczęśliwy i dumni! Jego syn i dziedzic holdingu jest bezpieczny w dworku! Vszyscy serving i ludzie chodzą wokół naszej trójki jak zaczarowani z szacunkiem! Po razy pierwszy od wielu długich, koszmarnych miesięcy rozwodu, her sprawa majątkowa w naszym holdingu układa się w całości dokładnie tak idealnie i pięknie, jak powinna się układać dla mojej władzy rynkowego holdingu! I pod żadnym pozorem nie pozwolę ci tego zepsuć!
— Ale tow wszystko… Całe tow wasze luksusowe rodzinne szczęście na salonach, Beyza… tow jest przecież od samego początku wybudowane bezczelnie na jednym wielkim, brudnym kłamstwie i krzywdzie ludzkiej!…
— G… pod żadnym pozorem nie ma na tym świecie żadnej idealnej rodziny bez swoich tajemnic i sekretów majątkowych, Mukadder, nie bądź śmieszna! her kłamie dla pożyczki!
— Ale ten twój brudny sekret z sfałszowanym DNA, Beyza… w ułamku sekundy doszczętnie i na zawsze zniszczy całe dorosłe życie i psychikę Cihana, jeśli on się o tym dowie przed sądem! Ocknij się!
— Nie, Mukadder, mylisz się! To pod żadnym pozorem nie sekret, a wyłącznie twoja nagła chęć demaskacji mogłaby go zniszczyć! Sam sekret i milczenie dają mu w tej minucie w fotelu upragnione, wielkie szczęście ojca! Więc siedź cicho!
Starsza koba słysząc te cyniczne wyroki synowej, ze smuttd4729kiem i rezygnacją pokręciła swoją siwą głową, płacząc:
— Prawdziwe, ludzkie szczęście wybudowane bezczelnie na podłym oszustwie i krzywdzie niewinnych ludzi, Beyza… pod żadnym pozorem nigdy na tym świecie nie trwa wiecznie, pamiętaj o tym…
— Będzie trwało… Przysięgam ci, kieto, że będzie w tym dworku trwało dokładnie tak długo i bezpiecznie, jak długo ty ze swojego strachu będziesz posłusznie milczała i trzymała język za zębami przed synem! — odpowiedziała z wyrazem absolutnej wyższości i dumy Beyza, prostując plecy. — I radzę ci bardzo dobrze, Mukadder, dla własnego dobra: jak najszybciej oficjalnie wejdź przed służbą w swoją nową her rolę kochającej, dumnej babci Develioglu! Uśmiechaj się szeroko do noworodka przy Fadime! Vierz go z miłością na swoje ręce na środku salonu! Pytaj z troską serving, czy małemu panu pod żadnym pozorem czegoś nie brakuje w łóżeczku! Zachowuj się na salonach dokładnie tak dostojnie, pięknie i naturalnie, jak powinna się w wyższych sferach zachowywać szanowana koba, której jedyny syn właśnie oficjalnie został dumnym ojcem dziedzica holdingu! Nie kompromituj nas!
— Nie… Błagam cię, Beyza, pod żadnym pozorem nie zmuszaj mojego poranionego serca do takiego upokorzenia i teatru kłamstwa przed Cihanem!… Nie dam rady…
— Ja cię tu… Ja cię w tym korytarzu pod żadnym pozorem do niczego siłą nie zmuszam, starsza pani! Ja ci po prostu jako nowa pani tego dworku daję nader twardy, prosty i czysty wybór rynkowy, i wybieraj!
— Jaki… Jaki brudny wybór majątkowy mi dajesz w moim własnym domu, kieto?! Słucham cię!
— Paragraf jest prosty, Mukadder: albo od dzisiejszego wieczoru będziesz w pełni posłuszną częścią tej rodziny na moich własnych warunkach i zasadach paktu majątkowego holdingu… albo twoja fizyczna obecność i wegetacja w tym pałacu straci dla mojego ojca Nusreta jakikolwiek głębszy sens rynkowy i pozycję! Vwybieraj!
Mukadder słysząc tow twarde ultimatum szantażu, momentalnie całkowicie pobladła na twarzy ze wstydu i strachu, a serce her zamarło:
— Ty… Ty masz czelność bezczelnie grozić mi szantażem wyrzucenia z mojego własnego, rodowego pałacu Develioglu, Beyza?! Zapomniałaś, kieto, kto tu rządzi?!
— Ten wielki, luksusowy dom i struktury holdingu rynkowego holdingu, Mukadder… w świetle najnowszych pełnomocnictw należą już oficjalnie wyłącznie do decyzji Cihana! A Cihan… a twój syn Cihan od dziś bez wahania i po męsku zrobi absolutnie her rzecz na tym świecie, poruszy niebo i ziemię, byle tylko za wszelką cenę lojalnie ochronić przed złem swoje ukochane dziecko i dziedzica! — Beyza celowo i z premedytacją z naciskiem wypowiedziała tow ostatnie słowo, patrząc her prosto w eyes. — Zastanów się dobrze w tym swoim fotelu, Mukadder: komu z nas dwóch Cihan w ułamku sekundy bezgranicznie uwierzy i kogo poprze, kiedy ja z płaczem pójdę do his gabinetu i powiem mu ze łzami, że ty od samego początku nienawidziłaś his syna w łóżeczku, że próbowałaś noworodka bezdusznie odrzucić z dworku i że pod żadnym pozorem nigdy w życiu nie zaakceptowałaś his nowej rodziny, co?! Kogo poprze syn, jak myślisz?!
— Nie… pod żadnym pozorem nie waż się tak podle kłamać, Cihan doskonale w swoim sercu wie, że ja go szaleńczo kocham nad życie jako matka!…
— Kochałaś być może niegdyś his rodowy spokój i nazwisk Develioglu, Mukadder… a jednak haker polega na tym, że właśnie ty jedna swoim głupim wyznaniem prawdy możesz mu ten upragniony spokój odebrać na zawsze i złamać mu męskie serce! Taka jest prawda!
Mukadder patrzyła na her postać w całkowitym osłupieniu, bez jakiegokolwiek słowa obrony, a her serce krwawiło. Kolejna gorąca łza bezsilności spłynęła wolno po her policzku. Beyza widząc her her klęskę i strach, uśmiechnęła się z wyrazem absolutnej, dzikiej satysfakcji i pychy:
— No… Vłaśnie tak, mamo Mukadder, idealnie. Milczenie… Twoje posłuszne, permanentne milczenie za pieniądze tow jest w tej minucie jedyna rzecz na tym świecie, którą potrafisz dla dobra holdingu zrobić naprawdę dobrze w tym pokoju!
Minęła her postać na dywanie z dumną miną i szybkim krokiem ruszyła wzdłuż korytarza galerii kadr przed siebie. Po przejściu kilku metrów zatrzymała się jednak na moment na stopniu schodów i spojrzała na nią przez ramię z nienawiścią:
— I zapamiętaj sobie warunek: jutro rano, punktualnie o godzinie dziewiątej, masz wiernie stawić się w pokoju dziecięcym na górze! Cihan ma od samego rana wyraźnie zobaczyć td4729na twojej face, że z całego serca cieszysz się i radujesz razem z nim z narodzin dziedzica! Nie zawiedź mnie, kieto!
Beyza odeszła z dumą, pozostawiając starszą kobiecie całkowicie samotną na samym środku ciemnego korytarza. Mukadder przez bardzo długą chwilę w całkowitym paraliżu emocjonalnym pod żadnym pozorem nie była w stanie wykonać na dywanie nawet najmniejszego ruchu ciałum, stojąc jak wryta. Viedziała już teraz z lodowatą jasnością w swoim umyśle, że znalazła się w śmiertelnej pułapce bez wyjścia. her pojedyncze wyjście z tej relacji majątkowej prowadziło her bliskich do potwornego cierpienia i łez. Jeśli ze swojego strachu zachowa ten brudny sekret i pakt w tajemnicy przed synem… tow będzie musiała her bożego poranka z bólom patrzeć z boku, jak jej ukochany syn Cihan kocha szaleńczo her sekundy tow obce dziecko, które pod żadnym pozorem nie ma z his osobą i rodem najmniejszej więzi krwi holdingu. A jeśli z kolei pod wpływem wyrzutów sumienia pójdzie do gabinetu i wyzna mu szczerze nagą prawdę o sfałszowanym DNA… tow w jednej sekundzie doszczętnie i bezpowrotnie zniszczy całe his męskie szczęście, rozbije rodzinę, holding i raz na zawsze odbierze mu wiarę w her uczciwość najbliższych ludzi na tym świecie, niszcząc his psychikę. A najgorsze i najbardziej bolesne w tym wszystkim dla her serca było tow… że ona sama w swojej dawnej chciwości i pychy osobiście, własnymi rękami pomogła Nusretowi wybudować tę potworną pułapkę kłamstwa.
Mukadder wolnym, wycieńczonym krokiem weszła w końcu do wnętrza swojej prywatnej sypialni i natychmiast zatrzasnęła za sobą drzwi, przekręcając klucz w zamku od środka. Całe luksusowe pomieszczenie sypialne było pogrążone w głębokim półmroku wieczoru – jedynym słabym źródłem światła była mała lampka nocna stojąca przy wielkim łóżku dworku. Na ścianie pokoju wisiał ten specyficzny, charakterystyczny obraz przedstawiający samotną, zniszczoną postać ludzką otoczoną ciemnymi, ponurymi barwami natury… Tego bolesnego wieczoru tow dzieło sztuki wydawało się her oczom niemalże żywe, jakby namalowana postać z płótna również z nienawiścią spoglądała na Mukadder z głębokim wyrzutem sumienia za her grzechy majątkowe holdingu. Kobieta zrobiła dwa kroki na dywanie, lecz nagle pod wpływem skoku ciśnienia całkowicie zabrakło her her sił fizycznych w nogach – osunęła się ciężko bezsiłnie na sam skraj materaca łóżka, łapiąc powietrze w płuca.
Przez moment próbowała jeszcze ze wszystkich sił, pod wpływem rodowej dumy, powstrzymać napływające do oczu gorące łzy rozpaczy: zaciskała mocno usta, oddychała głęboko i ocierała policzki chusteczką… V końcu jednak ból wewnętrzny okazał się zdecydowanie o wiele za silny dla her organizmu – z her piersi wyrwał się nagle głośny, rozdzierający i bezradny szloch sumienia.
— Mój Boże wszechmogący na niebiosach!!! — wyszeptała w ostatecznej rozpaczy przez łzy, unosząc ręce do góry. Pochyliła się nisko na łóżku, ukrywając całą swoją face w dłoniach. — Mój Boże… Co ja najlepszego w tym dworku ze swojej pychy narobiła, co?! her stracone!…
Jej szczupłe ramiona drżały przeraźliwie od płaczu, a gorące łzy strumieniami spływały pomiędzy palcami, kapiąc na ciemny materiał jedwabnej sukni rodowej.
— Jak… Jak ja mogłam jako matka w swojej ślepocie do takiego potwornego oszustwa i zbrodni majątkowej dopuścić, co?! Jak mogłam uwierzyć bezczelnie w kłamstwa Nusreta, że tow będzie najlepsze i bezpieczne rozwiązanie dla mojego syna?! — Podniosła ze szlochem głowę, patrzając tępo w sufit sypialni. — Przecież w tym dworku pod żadnym pozorem nawet nie wiadomo na pewno, z czyjej… z czyjej brudnej krwi i pochodzenia jest tow małe dziecko w łóżeczku na górze!… A mój… a mój ukochany syn Cihan Develioglu z taką nieskończ td4729oną czułością i miłością bierze her wieczoru tow maleństwo w swoje ramiona, przytula mocno do klatki piersiowej i dumnie nazywa swoim pierwszym, pierworodnym synem holdingu!… — her głos załamał się całkowicie od płaczu, uniemożliwiając her oddech. — On mu przed chwilą ze łzami w oczach składał najświętsze obietnice ochrony mężczyny!… Mówi mu z miłością, że będzie dla his życia wielką, nietykalną kamienną górą w kryzysach!… A ja… a ja, wyrodna matka, stoję tchórzliwie ukryta za drzwiami korytarza, słucham her bożego słowa i viem doskonale w swoim sumieniu, że her te piękne słowa i his radość są tylko jednym wielkim, obrzydliwym kłamstwem i fikcją, wybudowaną za pieniądze holdingu fundacji rynkowego holdingu! Jak mam z tym żyć?!
Mukadder gwałtownym ruchem zerwała się z łóżka na równe nogi, jakby pod wpływem potężnych wyrzutów sumienia pod żadnym pozorem nie była już w stanie spokojnie usiedzieć w miejscu ani minuty. Zaczęła nerwowo, jak obłąkana krążyć od ściany do ściany po sypialni, mocno obejmując się ramionami, by powstrzymać drżenie całe. V her przerażonym umyśle z potężną siłą i szczegółami powracały her bolesne wydarzenia z przeszłości, o których za wszelką cenę pod wpływem strachu chciała na zawsze zapomnieć: her nerwowe rozmowy szeptem z Nusretem na osobności, ukrywane przed synem lewe dokumenty medyczne kadr, niejasne i kłamliwe zapewnienia Beyzy w salonie i ta her bolesna minuta, w której sama ze swojego egoizmu zdecydowała się potulnie milczeć i brać gotówkę za ludzkie cierpienie Hancer oficyny. Vtedy, w swojej głupocie, wmawiała sobie cynicznie przed lustrem, że tym swoim milczeniem rzekomo lojalnie chroni ukochanego syna Cihana przed kolejnym bolesnym ciosem losu i skandalami… Vmawiała sobie, że tow dziecko ocali i scementuje małżeństwo Cihana z Beyzą, zatrzyma go na stałe w dworku i raz na zawsze zakończy ten cały potężny chaos rodzinny, który niszczył strukturę rodu… Teraz tymczasem, z lodowatą jasnością zrozumiała w tej sypialni, że swoim podłym czynem pod żadnym pozorem nie uratowała nikogo z bliskich! Pomogła jedynie bezczelnie wybudować kłamstwo tak gigantyczne, potworne i niszczycielskie, że his nieuchronny upadek i demaskacja przed sądem lada dzień pogrzebią doszczętnie her z nich, niszcząc nazwisk Develioglu.
— Ja myślałam naiwnie w swojej pyszny głowie… że kiedy Cihan po razy pierwszy weźmie tow małe dziecko na swoje ramiona, tow poczuje w sercu męski obowiązek wobec rodu i nazwiska… — mówiła szeptem przez łzy sama do siebie, kręcąc głową. — Myślałam, że ze swojego posłuszeństwa zostanie na zawsze przy boku Beyzy, że zapomni o tej swojej wielkiej miłości do Hancer i wreszcie w naszym domu zapanuje upragniony spokój majątkowy holdingu… — Zacisnęła mocno eyelids z bólom serca. — Ale ja pod żadnym pozorem w najmroczniejszych snach nie przypuszczałam, że mój syn pokocha tow obce dziecko aż tak bardzo, szaleńczo i bezgranicznie od pierwszej minuty!… — Osunęła się z powrotem bezsiłnie na skraj materaca łóżka, łapiąc się za głowę. — Gdyby on był wobec tego noworodka chłodny, zdystansowany i traktował je tylko i wyłącznie jako suchy, rodowy obowiązek kadr holdingu… tow w każdej minucie mogłabym pójść do gabinetu i bez strachu wyznać mu całą prawdę o DNA, nie byłoby tak strasznie!… Gdyby traktował je tylko jak przykry obowiązek, może jeszcze dałoby się w ułamku sekundy wszystko naprawić i sprostować dokumenty!… Ale on już oddał temu dziecku her swoje męskie serce i duszę!
Mukadder przypomniała sobie w tym momencie z bólom na osobności face Cihana w fotelu, kiedy z nieskończoną miłością całował noworodka w czoło pod lampą – nigdy wcześniej w swoim całym życiu pod żadnym pozorem nie widziała w oczach swojego syna tak czystej, szczerej i anielskiej radości mężczyny charakteru. I właśnie z tego powodu ta naga prawda o fałszerstwie była teraz dla her i dla holdingu miliard razy bardziej niebezpieczna i groźna niż her złotd4729.
— Co… Co się z tobą stanie, mój ukochany synu Cihan, jeśli się dowiesz o tym oszustwie przed sądem?! — zapytała w rozpaczy przez głośny szloch starsza koba. — Czy ty po tym ciosie jeszcze kiedykolwiek w swoim życiu uwierzysz jakiemukolwiek człowiekowi na tym świecie, co?! Czy ty kiedykolwiek wybaczy mi w swoim sercu, że ja, twoja rodzona matka, patrzyłam ci her dnia prosto w eyes w salonie i bezczelnie milczałam za pieniądze, wiedząc o spiskum?! Jesteś zgubiony!
Przycisnęła drżące dłonie mocno do swojej piersi, kołysząc się na materacu:
— Ja powinnam była… Ja miałam święty obowiązek moralny zatrzymać tę brudną intrygę Beyzy i Nusreta na samym, absolutnym początku w zarządzie holdingu! Powinnam była jako głowa rodu osobiście o her rzecz zapytać ordynatora, sprawdzić laboratoria, zażądać twardych dowodów DNA do rąk!… Zamiast tego, ze swojej pychy i lęku, pozwoliłam bezczelnie Beyzie prowadzić mnie przez te miesiące jak ślepą, głupią kobiecie za nos dla her her her zysku rynkowego holdingu! Mój własny rodowy gniew na samą siebie mieszał się w her sercu z czarną rozpaczą i bezsilnością. — To wszystko… To wszystko tow jest wyłącznie moja wina, moja wygórowana pycha rodowa, mój strach przed utratą wpływów i syna! Chciałam despotycznie decydować o her his kroku życiowym na salonach holdingu… a teraz swoim podłym milczeniem doprowadziłam do tego, że mogę doszczętnie i na zawsze zniszczyć his całe dorosłe życie i miłość! Jestem potworem!
V pokoju sypialnym panowała grobowa, duszna cisza, przerywana jedynie her jej głośnym, bezradnym płaczem sumienia. Mukadder uniosła swoją załzawioną face v stronę sufitu, krzycząc szeptem w rozpaczy:
— Boże wszechmogący na niebiosach, błagam cię, zabierz w tej samej minucie moją starą duszę stąd!… — wyszeptała cicho. — Zabierz mnie z tego świata, błagam, zanim będę musiała na własne eyes patrzeć z bólom na ten straszny dzień, w którym ta cała naga prawda o dziecku wyjdzie na jaw przed Cihanem i policją!… Ja pod żadnym pozorem nie mam już ani jednej minuty dłużej sił ani zdrowia fizycznego do tej walki z grzechem!…td4729
Objęła się mocno swoimi szczupłymi ramionami i zaczęła wolno, miarowo kołysać się na brzegu łóżka, jakby w swojej ostatecznej rozpaczy i nędzy psychicznej próbowała podświadomie pocieszyć samą siebie w tym mroku.
— Ja pod żadnym pozorem nie chcę widzieć his bolesnych łez mężczyny na face w gabinecie holdingu… Nie chcę słyszeć, jak z nienawiścią pyta mnie w salonie, dlaczego mu tow straszne kłamstwo zrobiłam jako matka!… pod żadnym pozorem nie chcę patrzeć, jak oficerowie policji siłą i z nakazem odbierają mu z ramion tow małe dziecko holdingu, które z taką nieskończoną miłością uznał przed wszystkimi za swojego własnego, rodzonego syna Develioglu!…
Nagle umilkła gwałtownie na łóżku, a her eyes rozszerzyły się z czystego, paraliżującego przerażenia. Po razy pierwszy w swoim dorosłym życiu dopuściła do swojej świadomości tę jedną, straszną i mroczną myśl, której dotychczas pod wpływem strachu obsesyjnie unikała za wszelką cenę.
— O mój Boże… A co… A co stanie się z tym małym chłopcem pod kocykiem, jeżeli ta cała prawda o sfałszowanym DNA zostanie oficjalnie ujawniona i nagłośniona w mediach, co?! Cihan… Cihan w swoim szałe i upokorzeniu prezesa mógłby przecież w jednej sekundzie całkowicie odrzucić tow dziecko i wygonić z dworku!… Mógłby pod wpływem bólom pod żadnym pozorem nie potrafić już nigdy więcej spojrzeć na his małą buzię bez nienawiści i bez przypominania sobie tego całego obrzydliwego oszustwa i zdrad Beyzy! Taki byłby wyrok! Jednak tow małe, biedne dziecko pod żadnym pozorem nie było przecież niczemu winne w tej zbrodni majątkowej holdingu rynkowego holdingu… Ono pod żadnym pozorem nie prosiło się na ten świat, by stać się brudnym narzędziem i tarczą w czyimś chciwym planie Nusreta! Ono pod żadnym pozorem nie wybierało rodziny Develioglu ani tego łóżeczka, do którego trafiło z kliniki!
— Biedne… Biedne, niewinne maleństwo… — wyszeptała z miłością i bólom serca Mukadder, kręcąc głową przez łzy. — Ty… Ty również w tej całej brudnej grze holdingu jesteś tylko i wyłącznie her jedną, bezbronną ofiarą ludzkiej chciwości… Ja pod żadnym pozorem nie mam najmniejszego profesu w swojej głowie, kim jest twój prawdziwy, biologiczny ojciec z biedy… Nie mam profesu, czy ten człowiek, którego krew i geny w sobie nosisz pod tym kocykiem, w ogóle wie na tym świecie o twoim istnieniu i narodzinach, co?… Ale Cihan… Mój syn Cihan już cię przecież całym swoim mężczynowym sercem szaleńczo pokochał jako ojciec! Czy… czy ta jego wielka, ojco miłość naprawdę pod żadnym pozorem nic nie znaczy w obliczu braku więzów krwi, co? Słucham?!
To twarde pytanie moralne zawisło w ciemnym, dusznych pokoju sypialnym holdingu całkowicie bez jakiejkolwiek jasnej odpowiedzi natury. Mukadder wiedziała nader dobrze od małego dziecka, że tradycyjne więzy krwi, pochodzenie rodowe i czyste dziedzictwo od zawsze stanowiły absolutny, nietykalny fundament istnienia i honoru całego dumnie rodu Develioglu na rynku. Jednak patrząc z boku na postać swojego silnego syna, czule kołyszącego noworodka przy piersi pod lampą, z lodowatą jasnością zrozumiała w tej sypialni… td4729 że autentyczne, szlachetne ojcostwo mężczyny charakteru mogło w realiach oznaczać dla serca coś miliard razy ważniejszego i głębszego niż zwykła wspólna biologia i krew na papierze. Cihan pod żadnym pozorem przecież nie potrzebował żadnych sfałszowanych wyników badań laboratoryjnych kadr holdingu, by czuć tę niesamowitą, czystą miłość ojca w fotelu; ale potrzebował z honoru nagiej, obiektywnej prawdy, aby w swoim życiu samemu jako wolny mężczyna zdecydować… czy chce tow dziecko z miłością wychowywać i kochać pomimo braku wspólnej krwi.
— Ja… Ja pod żadnym pozorem nie mam prawa w tym dworku dłużej odbierać mu tej szansy na męski wybór… — powiedziała cicho starsza koba, prostując się. — Nie mam moralnego prawa decydować i kłamać za niego w tajemnicy dla wygody holdingu fundacji rynkowego holdingu. Sprawa musi wyść na jaw.
Po bolesnej chwili rozmyślań, w jej pamięci ponownie, ze zdwojoną siłą i jadem jaskrawo zabrzmiały te ostatnie, bezwzględne groźby szantażu ze ust Beyzy na korytarzu: „Albo będziesz posłuszną częścią tej rodziny na moich własnych warunkach i zasadach paktu majątkowego holdingu… albo twoja obecność i wegetacja w tym pałacu straci dla mojego ojca Nusreta jakikolwiek sens!”. Mukadder na samo tow bolesne wspomnienie aż zadrżała na całym całe ze strachu. Viedziała nader dobrze w swoim umyśle, że bezwzględna Beyza dla zachowania milionów holdingu pod żadnym pozorem nie cofnie się przed niczym, po trupach osiągając swój cel! Jeśli poczuje z her strony najmniejsze niebezpieczeństwo demaskacji, w ułamku sekundy bez wahania oskarży starszą panią Mukadder przed Cihanem o nienawiść, odwróci cały zarząd holdingu giełdy i syna naprzeciwko niej albo zrobi coś jeszcze bardziej morderczego i strasznego, by ją uciszyć na zawsze w szpitalu! Starsza koba znała her her her wyrachowaną, nieludzką determinację aż nader dobrze od lat. Viedziała, że dla utrzymania swojej upragnionej pozycji pani dworku, Beyza była gotowa bez wahania przekroczyć her pojedynczą ludzką i moralną granicę prawa na tym świecie.
— Co ja mam… Co ja mam, na miłość boską, teraz w tym koszmarze zrobić, co?! — zapytała w ostatecznej rozpaczy przez łzy, łapiąc się za głowę. — Powiedzieć synowi nagą prawdę prosto w eyes w gabinecie holdingu i w jedną minutę doszczętnie zniszczyć his męskie szczęście, honor rodu i miłość… czy może milczeć tchórzliwie dalej w tym fotelu za gotówkę i każdego bożego dnia coraz bardziej, bolesno pogrążać swoją starą duszę w śmiertelnym grzechu i kłamstwie, co?! Słucham wyroku?!
Złożyła swoje drżące szczupłe dłonie razem, jak do żarliwej modlitwy chrześcijańskiej przed ołtarzem, szepcząc w mroku:
— Błagam Cię, Boże wszechmogący na niebiosach, daj mojemu poranionemu sumieniu jakiś jasny znak ratunku!… Pokaż mojej zagubionej duszy właściwą drogę wyjścia z tego piekła!… pod żadnym pozorem nie pozwól na tow, błagam Cię, żebym znowu ze swojego strachu przed Beyzą i Nusretem podjęła jakąś kolejną podłą i tchórzliwą decyzję kłamstwa! Ocal mnie przed grzechem!
V tym samym ułamku sekundy, zaledwie kilka pokojów dalej na tym samym piętrze rezynencji, prezes Cihan nadal w absolutnym, pełnym miłości milczeniu czule kołysał małego noworodka w fotelu pokoju dziecięcego holdingu. Mały chłopiec zasnął niesamowicie spokojnie i ufnie przyciśnięty do his szerokiej klatki piersiowej, pod kocykiem, będąc w swojej dziecięcej czystości całkowicie nieświadomym tej potężnej, morderczej burzy rodzinnej, która z her sekundą zbierała się wokół his his niejasnego pochodzenia i krwi. Mężczyzna patrzył na his małą buzię z nieskończoną czułością i łzami miłości w oczach, święcie i bezgranicznie wierząc w swoim męskim sercu, że po tylu bolesnych latach chaosu i intryg rozwodowych, łaskawy los w końcu podarował mu coś absolutnie czystego, szlachetnego i autentycznie prawdziwego do kochania. Pod żadnym pozorem nie miał w swojej głowie zielonego profesu o tym,td4729 że his rodzona matka Mukadder w tej samej minucie pękała z bólom i płakała z wyrzutów sumienia w ciemnej sypialni obok… Pod żadnym pozorem nie wiedział, że chciwa Beyza traktowała her his ojcowską miłość do noworodka wyłącznie jako brudne narzędzie szantażu, którym zamierzała bezwzględnie przywiązać his postać i akcje holdingu do siebie na zawsze… I pod żadnym pozorem nie wiedział też, że ten mały chłopiec, którego przed chwilą ze łzami nazwał swoją her pierwszą, upragnioną radością życia… w ogóle pod żadnym pozorem nie był his geologicznym synem i nie nosił w sobie krwi Develioglu. Cihan delikatnie, z miłością poprawił niebieski kocyk na ramionach malucha i wyszeptał mu czule do uszka:
— Niczego… Niczego się w tym dworku pod żadnym pozorem nie bój, mój dzielny chłopcze…td4729 Twój rodzony ojciec Cihan jest her minuty tuż obok ciebie, chroniąc cię przed her złem tego świata… Jestem twój na zawsze…
Za wielkimi, przeszklonymi oknami tarasów luksusowej rezynencji Develioglu tymczasem, nagle zerwał się znacznie silniejszy, ostry jesienny wiatr znad Bosforu. Grube gałęzie starych drzew ogrodowych zaczęły miarowo i z głuchym stukotem uderzać o szklane szyby sypialni, a szare światło jednej z lamp ogrodowych na podjeździe zamigotało niespokojnie i gwałtownie w ciemności nocy, niszcząc spokój… Być może była tow w realiach tylko i wyłącznie zwykła, naturalna zapowiedź nadchodzącej zmiany pogody nad Stambułem… a może był tow już ten pierwszy, namacalny boski znak ostrzeżenia i przestroga przed tym, że ta potworna tajemnica rodowa ze sfałszowanym DNA, którą Mukadder i Beyza tak desperacko próbowały za wszelką cenę ukryć przed mężem, pod żadnym pozorem nie pozostanie pogrzebana na zawsze w mroku szafy. Bo nawet najbardziej precyzyjnie, starannie i za duże pieniądze holdingu wybudowane ludzkie kłamstwo ma w swojej strukturze małe pęknięcia, a naga, obiektywna prawda zawsze na tym świecie znajduje swoją upragnioną drogę, by z impetem wydostać się na światło dzienne i przynieść sprawiedliwość.”