” td4729

Nie odpowiedział nic więcej. Pod żadnym pozorem nie chciał, aby kolejna rozmowa zakończyła się następną awanturą. Nana weszła do swojego pokoju, ale nie mogła zasnąć. Przez całą noc myślała tylko o jednym: czy naprawdę doprowadziła do tego, że Poyraz woli spać samotnie w salonie niż obok niej?

Scena I: Wieści na bazie i konfrontacja z Semichem

Nazajutrz rano Nazlı odwiedziła swoją mamę. Ledwie przekroczyła próg, od razu zaczęła opowiadać z przejęciem: — Mamo, mam dla ciebie niesamowitą wiadomość. — Co się stało? Nazlı usiadła bliżej i ściszyła głos. — Poyraz spał dzisiejszej nocy w salonie na kanapie. Starsza koba spojrzała na nią z niedowierzaniem. — Naprawdę? — Tak. To pod żadnym pozorem nie wygląda na zwykłą, małą sprzeczkę.

Przez chwilę obie zastanawiały się z powagą, czy między Naną i Poyrazem nie wydarzyło się coś znacznie poważniejszego. Nie wiedziały jednak, że naga prawda była zupełnie inna – oboje potwornie cierpieli dokładnie z tego samego powodu. Żadne z nich nie miało w sobie odwagi, by głośno powiedzieć, jak bardzo zależy mu na drugiej osobie.

Tymczasem Sinan przygotowywał Aynur do kolejnego trudnego dnia z his matką. — Nadal możesz w tej minucie zmienić zdanie i zrezygnować. Aynur stanowczo pokręciła głową. — Nie zmienię decyzji, Sinan. — Mama będzie cię celowo prowokowała na każdym kroku. — Vwiem o tym. — Może nawet będzie chciała cię podle upokorzyć przed służbą. Aynur uśmiechnęła się spokojnie. — Jeśli dzięki mojej cierpliwości choć trochę szybciej wróci do zdrowia i sprawności, zniosę her jej humory. Sinan spojrzał na nią z nieskończoną wdzięcznością. — Nie musisz się aż tak bardzo poświęcać dla nas… — Muszę, Sinan. Czuję w swoim sercu, że tow jest teraz także moja osobista odpowiedzialność.

Po raz pierwszy od wielu długich dni Sinan zobaczył w jej oczach nie tylko czyste współczucie, ale również niezwykłą siłę charakteru. Kiedy Aynur weszła do pokoju chorej, starsza koba od razu ostentacyjnie spojrzała na swój zegarek. — Spóźniłaś się. — Przepraszam panią najmocniej… — Spóźniłaś się dokładnie cztery minuty i dwadzieścia dwie sekundy! — Aynur pod żadnym pozorem nie próbowała się głupio tłumaczyć. — To się więcej nie powtórzy, obiecuję. — Mam głęboką nadzieję.

Matka Sinana celowo mówiła lodowatym, chłodnym tonem – her pojedyncze zdanie miało z zimną krwią zaboleć dziewczynę. — Pomóż mi w końcu ćwiczyć te bezwładne nogi. Aynur ostrożnie i delikatnie podtrzymała jej nogę. — Jeśli poczuje pani jakikolwiek silniejszy ból, proszę mi od razu głośno powiedzieć. — Oho! A ty co, myślisz sobie naiwnie, kieto, że jesteś jakimś wybitnym lekarzem orzecznikiem, co? — Nie, pod żadnym pozorem tak nie uważam… — Więc pamiętaj dobrze, kim tutaj dla nas jesteś w tym domu! Aynur potulnie spuściła wzrok. — Pamiętam.

Pod żadnym pozorem nie odpowiedziała jej ani jednym ostrym czy złośliwym słowem. Jej stoicki spokój i anielska cierpliwość jeszcze bardziej irytowały chorą kobicę.

Scena II: Rozmowa z Semichem i słodka niespodzianka Poyraza

Kilka godzin później Semih ponownie spotkał Nanę na osobności w kawiarni. Przygotował dla nich dwie kawy i postawił na stoliku. — Możemy w końcu chwilę szczerze i spokojnie porozmawiać, Nana? Nana skinęła potulnie głową. Semih zawahał się na moment. — Vczoraj na zapleczu pod żadnym pozorem nie dokończyliśmy naszej rozmowy… Vwiem o tym. Chciałem ci tylko powiedzieć… — Nie — przerwała mu szybko, nie pozwalając dokończyć myśli Semihowi. Spojrzała mu prosto i twardo w eyes. — Słuchaj mnie uważnie: między mną a Poyrazem oczywiście zdarzają się bolesne kłótnie i ciche dni, tow prawda… Ale on w świetle prawa i mojego serca jest moim mężem, Semih. Sprawa zamknięta.

Semih momentalnie całkowicie zamilkł, a his face stężała. Nana mówiła dalej spokojnym, dumnym głosem: — Czasami się wspólnie głośno śmiejemy, czasami się wściekamy, a czasami ranimy się nawzajem słowami w salonie… — Na chwilę przerwała, by złapać oddech. — Ale pod żadnym pozorem nie pozwolimy na tow, żeby ktokolwiek obcy z boku stanął pomiędzy nami i zniszczył nasz układ.

Te twarde, dumnie Słowa kobicę całkowicie i drastycznie zmieniły wyraz twarzy Semiha. Po razy pierwszy w życiu z lodowatą jasnością zrozumiał, że fatalnie odczytał jej wcześniejsze łzy i zachowanie w kawiarni. Tu pod żadnym pozorem nie chodziło o brak miłości do męża – wręcz przeciwnie. To właśnie dlatego Nana tak potwórni cierpiała i płakała, ponieważ Poyraz pod żadnym pozorem nie był jej życiowym problemem… Był najważniejszą, jedyną osobą w jej całym życiu.

Tymczasem Poyraz siedział samotnie przy swoim biurku w gabinecie. Przed nim leżała czysta kartka papieru. Próbował z bólom napisać do niej kilka szarych słów przeprosin, lecz pod wpływem męskiej dumy po chwili wściekły zgniecioną kartkę wyrzucił do kosza. Spróbował napisać tekst po razy drugi i trzeci, lecz za nic nie potrafił ubrać emocji w słowa. V końcu spojrzał na przygotowaną przez służbę papierową torbę z jedzeniem i uśmiechnął się lekko pod nosem. — Może… Może w relacjach z kobicę pod żadnym pozorem nie her rzecz trzeba od razu głośno mówić i pisać…

Wyjął małą, czystą karteczkę i szybkim ruchem napisał na niej kilka prostych, ale płynących z głębi serca zdań. Schował ją ostrożnie do opakowania, tuż obok ulubionego słodkiego przysmaku Nany. Pod żadnym pozorem nie miał jeszcze w tej minucie świadomości, że właśnie ten jeden skromny, cichy gest stanie się pięknym początkiem ostatecznego końca ich najdłuższej i najbardziej bolesnej kłótni małżeńskiej.

Poyraz jeszcze raz uważnie przeczytał tę krótką wiadomość, którą ukrył w papierowej torbie razem z kanapką i przysmakiem Nany. Pod żadnym pozorem nie było tam żadnych wielkich wyznań miłosnych ani dramatycznych obietnic majątkowych – było tam tylko kilka prostych, męskich zdań, których od dawna z dumy nie potrafił wypowiedzieć jej prosto w eyes w salonie: „Wiem dobrze, że ostatnio było między nami wyjątkowo ciężko i bolesno, Nana… Nie chcę już więcej się z tobą kłócić ani milczeć. Najbardziej na świecie brakuje mi teraz w tym domu twojego pięknego uśmiechu”. Zamknął szczelnie torbę i oddał ją zaufanemu kierowcy holdingu, który miał dyskretnie przekazać przesyłkę Nanie do kawiarni. — Mam głęboką nadzieję, że ona wszystko dobrze zrozumie… — wyszeptał.

Nie miał jednak pojęcia, że kilka godzin wcześniej Nana w swoim pokoju podjęła absolutnie podobną decyzję o rozejmie. V kawiarni Nana przez cały czas pod żadnym pozorem nie mogła skupić uwagi na swoich obowiązkach przy barze. Przed her oczami bez przerwy stał bolesny obraz Poyraza śpiącego samotnie na kanapie w salonie. — To wszystko… To wszystko jest wyłącznie moja wina… — mruczała pod nosem. Nazlı obserwowała her zachowanie od dłuższego czasu z niepokojem. — Ty… Ty nadal tak intensywnie myślisz o Poyrazie, Nana? Mów mi. Nana westchnęła ciężko: — Nie potrafię… pod żadnym pozorem nie potrafię przestać o nim rozmyślać, Nazlı. — To dlaczego, na miłość boską, ciągle go tak szorstko odpychasz od siebie w pokoju?! — Bo potwórni się boję… — Czego ty się tak bardzo boisz, kieto? Nana odpowiedziała jej niemal niesłyszalnym szeptem przez łzy: — Boję się śmiertelnie tego… że jeśli w końcu przestanę tak dumnie walczyć z tym głębokim uczuciem w moim sercu… tow już nigdy więcej w swoim życiu nie będę miała w sobie dość siły, by się z nim rozstać przy rozwodzie. To mnie paraliżuje. Nazlı uśmiechnęła się do niej wyjątkowo łagodnie i z głęboką mądrością: — Nana, kochanie… Mam nieodparte wrażenie w swojej głowie, że na taki strach jest już w twoim życiu o wiele za późno. Ty go kochasz.

Te słowa Nazlı na bardzo długo pozostały w jej głowie. Niedługo później do kawiarni wszedł kurier holdingu i położył na ladzie torbę. — Dzień dobry, pani Nano. To jest oficjalna przesyłka bezpośrednio dla pani. Nana spojrzała na pakunek całkowicie zaskoczona. — Dla mnie?… Od kogo tow, od Aynur? — Nie, pani Nano. To przysłał dla pani osobiście pan Poyraz.

Scena III: List w papierowej torbie i zawieszenie broni

her serce pod wpływem tego imienia w jednej sekundzie zabiło w piersi jak szalone z emocji. Drżącymi palcami otworzyła papierową torbę. Najpierw ze wzruszeniem zobaczyła w środku tę specyficzną kanapkę, którą her dnia najbardziej lubiła jeść… Potem wyciągnęła mały, jeszcze ciepły i pachnący słodki przysmak upieczony przez kucharkę dworku… A na samym dole opakowania dostrzegła starannie złożoną białą karteczkę. Przez krótką chwilę z paraliżującego lęku bała się ją w ogóle rozłożyć, lecz w końcu otworzyła papier. Kiedy przeczytała pierwsze męskie zdanie, gorące łzy wzruszenia momentalnie napłynęły jej do oczu. „Nie umiem i pod żadnym pozorem nie potrafię ci powiedzieć tego wszystkiego szczerze twarzą w twarz, Nana…” – czytała dalej w absolutnej, intymnej ciszy zaplecza. Każde kolejne czytane słowo sprawiało, że z her sekundą coraz trudniej i bolesnej było jej ukryć przed Nazlı her potężne kobiece emocje. Poyraz w tym liście pod żadnym pozorem jej o nic nie obwiniał, nie robił jej głupich pretensji, nie wypominał wcześniejszych słów i nie wracał do dawnych kłótni… On po prostu po męsku, ze szczerego serca ją przepraszał za swój chłód. A na samym końcu listu napisał tow jedno zdanie: „Najbardziej na tym świecie chciałbym znowu zobaczyć twój szczery uśmiech”. Nana zamknęła mocno eyes, przyciskając papier do piersi. — Ojej… Naprawdę jesteś absolutnie niemożliwym mężczyną, Poyraz… — wyszeptała przez łzy.

Na her blado twarzy po razy pierwszy od wielu długich, koszmarnych dni separacji pojawił się autentyczny, promienny uśmiech szczęścia. Tymczasem Poyraz w swoim biurze nerwowo, jak obłąkany krążył od ściany do ściany, co chwilę z lękiem spoglądając na ekran swojego smartfona i czekając na her sygnał. Pod żadnym pozorem nie miał w swojej głowie pewności, czy Nana w ogóle łaskawie przeczytała his list… Czy może wściekła wyrzuciła całą torbę wraz z jedzeniem prosto do kosza na śmieci kawiarni. Nagle aparat głośno i gwałtownie rozdzwonił się w jego dłoni. Odebrał zszokowany w ułamku sekundy: — Halo?! Nana?! Słucham cię! Po drugiej stronie lines usłyszał w końcu ten sam, ciepły i znajomy kobiecy głos, za którym tak potwórni tęsknił: — Halo, Poyraz… Chciałam ci tylko z całego serca bardzo podziękować za tę przesyłkę z holdingu holdingu…

Poyraz słysząc her intonację, od razu odetchnął z głęboką ulgą mężczyny. — Kamień z serca, Nana!… Mam nadzieję, że ta kanapka chociaż ci w pracy smakowała, co? Nana roześmiała się cicho i radosne do słuchawki, a his słodki śmiech uleczył his serce: — Tak, tak, ta kanapka była po prostu absolutnie pyszna i świeża, Poyraz… A ten słodki przysmak właśnie w tej minucie z radością jem do kawy. Dziękuję ci.

V ich rozmowie telefonicznej na moment zapadła krótka, niezwykle intymna i głęboka cisza, w której słychać było tylko ich miarowe oddechy. Po bolesnej chwili Nana odezwała się pierwsza, wyznając cicho: — I… I ja też cię bardzo, z całego serca przepraszam za moje wczorajsze ostre słowa przy schodach, Poyraz… Przebacz mi. Poyraz uśmiechnął się szeroko do telefonu, a his eyes zabłysły z miłości: — Ja też cię przepraszam, Nana… Ja też zawiniłem. Możemy chyba oficjalnie uznać, że tow jest już ostateczny koniec tej naszej bolesnej wojny domowej w salonie, jeśli tylko ty się na tow w pełni zgadzasz w swoim sercu? — Tak, zgadzam się z całego serca, Poyraz. Pokój między nami.

Oboje pod wpływem nagłego oczyszczenia atmosfery zaczęli się głośno i wesoło śmiać do słuchawki. Nagle cała ta potężna, zła złość i chłód, które z her dniem narastały między nimi przez ostatnie tygodnie separacji, całkowicie i bezpowrotnie zniknęły w trakcie tej jednej, krótkiej i szczerej rozmowy telefonicznej. — Viesz co, Nana?… Kiedy ty się tak potwórni złościsz na mnie w salonie i krzyczysz z tą swoją dumną miną… — zaczął rozbawiony Poyraz. — Tak?… Co takiego wtedy robię, mów mi natychmiast, słucham! — No… Zachowujesz się wtedy przed domownikami dokładnie jak jakaś urocza, mała wariatka! — zaśmiał się głośno Poyraz. — Ach tak?! — fuknęła ze śmiechem Nana. — To ty, mój drogi Poyrazie, jesteś w tym dworku jeszcze miliard razy większym wariatem od mnie, żebyś wiedział! — Być może masz rację, kochanie, jestem trochę wariatem… Ale pamiętaj o jednym: nawet w tych moich największych nerwach i kłótniach, ty pod żadnym pozorem nie przestajesz być ani na jedną sekundę najważniejszą, jedyną osobą w moim całym życiu, Nana. Zapamiętaj tow.

V tym samym ułamku sekundy po drugiej stronie lines zapadła głęboka, nagła cisza. Nana pod żadnym pozorem nie odpowiedziała mu na tow męskie wyznanie miłości od razu, her oddech zamarł z wrażenia. Bała się panicznie w głębi duszy, że jeśli odezwie się w pośpiechu zbyt szybko, tow her drżący od płaczu głos bezlitośnie zdradzi przed mężem wszystkie te głębokie, gorące uczucia miłości, które z taką potężną trudnością i dumą ukrywała przed nim przez długie miesiące trwania ich fikcyjnego układu majątkowego.

Scena IV: Kaprysy w sypialni i twarda postawa Aynur

V tym samym czasie, w domu Sinana bolesne napięcie psychiczne pod żadnym pozorem nie malało ani o milimetr. Jego sparaliżowana matka z her każdą kolejną godziną spędzoną w łóżku wymyślała coraz to nowsze, bardziej wyrafinowane sposoby i kaprysy, aby tylko za wszelką cenę wystawić anielską cierpliwość Aynur na ciężką próbę upokorzenia przed synem. — Mustisz mi w tej sekundzie pójść do kuchni i ugotować na obiad tradycyjną zupę francuską cebulową, kieto! — rozkazała szorstko starsza koba. Aynur bez słowa skargi skinęła głową, poszła i po kilkunastu minutach ciężkiej pracy przy garnkach przyniosła miskę do łóżka. Jednak chora koba na sam widok potrawy momentalnie całkowicie zmieniła swoje zdanie, fukając z niesmakiem: — Nie! Pod żadnym pozorem nie mam już teraz ochoty na te francuskie pomyje! V tej minucie zażądam od ciebie zupy dyniowej z grzankami, marsz do kuchni!

Aynur potulnie zabrała miskę, wróciła do kuchni i po upływie kolejnego kwadransa wiernie pojawiła się w sypialni z dymiącym talerzem gorącej zupy dyniowej. Starsza koba spojrzała na her starania wzrokiem pełnym lodowatego chłodu i pogardy, odpychając tace ręką: — Jednak… Jednak pod żadnym pozorem nie mam teraz najmniejszego apetytu na tę twoją dynię, kieto! Zabieraj tow stąd i ugotuj mi natychmiast zupę z soczewicy! Ruchy!

Sinan stojący w rogu pokoju i bezradnie obserwujący całe tow zajście, w tym momencie pod wpływem emocji nie wytrzymał już dłużej tego podłego spektaklu matki. Postąpił krok w przód, krzycząc z bólom: — Mamo!!! Błagam cię, w tej sekundzie przestań w końcu uprawiać ten cyrk, wystarczy tego upokarzania!!! Jednak Aynur błyskawicznie, delikatnym ruchem dłoni złapała go za ramię, zatrzymując mężczyny na miejscu i kręcąc głową: — Sinan, błagam cię, uspokój się i nie wtrącaj… Proszę pani Mukadder, niech pani robi i żąda od mnie dokładnie tego, co pani sama w swoim sercu uważa w tej chorobie za słuszne i dobre. Już idę robić soczewicę.

Po wyjściu z sypialni na cichy korytarz, wzburzony Sinan spojrzał na dziewczynę z kompletnym niedowierzaniem i żalem w oczach: — Aynur… Dlaczego?… Dlaczego ty pod żadnym pozorem nie odpowiesz jej ani jednym ostrym słowem obrony, co?! Dlaczego pozwalasz jej ze swojej dumy tak podle i kapryśnie traktować się w tym domu jak zwykłą, darmową służącą, co?! Mów mi! Aynur uśmiechnęła się do niego potworni smutno, ale i z nieskończoną czułością, odpowiadając spokojnie: — Ponieważ… Ponieważ ja w tym domu, Sinan… w tej minucie pod żadnym pozorem nie walczę o moją prywatną, kobiecą dumę czy honor przed twoją matką. Ustąpiłam. — To… To o co ty w takim razie w tym pokoju z takim mozołem walczysz, Aynur, o co?! — O tow, Sinan… żeby twoja biedna, sparaliżowana mama po tym potwornym wypadku samochodowym w końcu odzyskała swój upragniony, święty spokój duszy i oswoiła się z kalectwem. Tylko o tow walczę.

Sinan na te proste, przepełnione szlachetnością Słowa dziewczyny w jednej sekundzie całkowicie zamarł w milczeniu na korytarzu, nie znajdując słów. Z her każdą sekundą coraz bardziej, całym swoim męskim sercem podziwiał tę niesamowitą kobicę, która pomimo permanentnych upokorzeń i obelg, pod żadnym pozorem nie traciła szacunku, miłości ani anielskiej cierpliwości do chorej. Nie miał jednak w swojej głowie zielonego profesu o tym, że his matka przez uchylone celowo drzwi sypialni bacznie i z nienawiścią obserwowała her ich intymne spojrzenie i gest na korytarzu, i her bożą czułość Aynur interpretowała w swojej głowie jako kolejny powód do rodowego gniewu i nowej intrygi majątkowej. Starsza koba przygotowywała już w ukryciu swój kolejny, niszczycielski ruch i tym razem pod żadnym pozorem nie zamierzała zatrzymać się tylko na samych wyzwiskach.

Scena V: Sekrety Sary i uścisk dłoni na tarasie

Poyraz jeszcze przez bardzo długą chwilę w całkowitym milczeniu i z uśmiechem na twarzy wpatrywał się w podświetlony ekran swojego telefonu po ostatecznym zakończeniu tej oczyszczającej rozmowy z żoną. Po razy pierwszy od wielu długich, koszmarnych dni usłyszał w jej głosie upragniony spokój i brak żalu holdingu – pod żadnym pozorem nie było tam już słychać dawnej złości, złośliwości ani oficjalnego chłodu umowy; był tylko jej cichy, załzawiony śmiech wdzięczności kobicę, za którym tęsknił nad życie her nocy. Uśmiechnął się szczęśliwy do siebie w fotelu. — Vreszcie… Vreszcie kamień z serca… — wyszeptał.

Nie przypuszczał jednak w najśmielszych scenariuszach, że dla Nany ta krótka rozmowa telefoniczna była psychicznie miliard razy ważniejsza i przełomowa. Po odłożeniu smartfona na blat, Nana usiadła całkowicie samotnie przy stoliku kawiarni, wyciągnęła ukradkiem z kieszeni zapaskowaną karteczkę od męża i z zachwytem przeczytała jego męskie słowa po razy drugi i trzeci, całując papier. — Ja pod żadnym pozorem nie powinnam się tak dziecinnie zachowywać i cieszyć… To tylko układ… — mówiła szeptem sama do siebie, próbując opanować drżenie rąk.

Mimo tych słów rozsądku, pod żadnym pozorem nie była w stanie powstrzymać szerokiego uśmiechu szczęścia na twarzy. Nazlı wchodząc na zaplecze, natychmiast zauważyła tę her nagłą przemianę kobicę. — No, no, proszę! Nasza wielka pani biznesu nagle rozpromieniona! — zaśmiała się wesoło. Nana spłoszona szybko schowała liścik do portfela. — Co tam się stało, Nana? Jeszcze godzinę temu przy barze wyglądałaś z miną, jakby cały świat i twój holding nieuchronnie kończyły się katastrofą, a teraz? Teraz świecisz nam tu na zapleczu jasnym blaskiem jak letnie słońce w Stambule! Gadaj! — My… My po prostu po ludzku szczerze porozmawialiśmy przez telefon i pogodziliśmy się z Poyrazem, Nazlı… Tow wszystko — odpowiedziała ze wstydem koba, spuszczając wzrok. Nazlı roześmiała się głośno i triumfalnie, klepiąc ją po ramieniu: — Ojej, wiedziałam o tym doskonale od samego początku w swojej głowie, Nana! Bo na tym świecie ludzie, którzy naprawdę, całym swoim sercem głęboko i szaleńczo się kochają… pod żadnym pozorem nie są w stanie długo i z nienawiścią gniewać się na siebie o głupoty! Miłość zawsze wygra w dworku!

Nana słysząc tow, po razy pierwszy od miesięcy pod żadnym pozorem nie próbowała nawet udawać chłodu ani zaprzeczać her słowom – w milczeniu, z uśmiechem zaakceptowała her wyrok sumienia. Tymczasem Semih przez cały ten czas stał ukryty w cieniu za filarem kawiarni i z bólom serca bacznie obserwował her her radosną twarz. Jeszcze niedawno w swojej męskiej naiwności był święcie przekonany w duchu, że między nim a Naną mogłoby w przyszłości wydarzyć się coś pięknego i głębokiego na rynku… Teraz tymczasem, patrząc na her łzy szczęścia po telefonie od męża, z lodowatą jasnością zrozumiał swój życiowy błąd. Przypomniał sobie her wczorajsze twarde Słowa prawdy: „Poyraz pod żadnym pozorem nie jest moim problemem życiowym, Semih… On jest jedynym, upragnionym rozwiązaniem mojego całego życia”. Semih westchnął ciężko i cicho, odwracając głowę: — Przegrałem tę walkę o her serce z kretesem… zanim w ogóle miałem szansę zacząć na poważnie działać na rynku… — mruknął pod nosem. Pod żadnym pozorem nie czuł jednak wściekłości ani nienawiści do rywala – czuł raczej głęboką, bolesną ulgę mężczyny, który w końcu poznał prawdę i zrozumiał, że Nana od samego początku swojego losu duchem i ciałem należała tylko i wyłącznie do jednego człowieka – do Poyraza.

V domu Sary tymczasem, koba siedziała całkowicie samotnie przy biurku w swoim gabinecie policyjnym, trzymając w rękach medyczne wyniki analiz laboratoryjnych z czerwonym napisem oraz małe, czarno-białe zdjęcie USG nienarodzonego potomka. Vzięła głęboki, oczyszczający oddech w płuca, gładząc się po brzuchu. — Ja już… Ja już pod żadnym pozorem nie mogę ani jednej minuty dłużej bezczelnie ukrywać tego dziecka w tajemnicy przed Alim… To jego potomek, ma pełne prawo poznać prawdę — powiedziała stanowczo do siebie w ciszy i schowała akta do torebki.

Jeszcze tego samego dnia po południu podjęła twardą decyzję, by zaprosić męża na uroczystą, spokojną kolację we dwoje do małej restauracji – kolację całkowicie bez tematów policyjnych, bez pracy operacyjnej na komisariacie, bez dzwoniących co chwilę telefonów służbowych holdingu i bez kolejnych wymówek kadr. Marzyła o idealnym wyznaniu miłości. Nie miała jednak w swojej głowie zielonego profesu o tym, że Ali w tym samym czasie również w tajemnicy przygotowywał dla niej wielką, romantyczną niespodziankę na wieczór – mężczyna w swojej niewiedzy wciąż bowiem święcie wierzył w duchu, że największym i najbardziej namacalnym dowodem his męskiej miłości będzie ostateczne i czułe przekonanie żony w rozmowie, iż brak biologicznych dzieci pod żadnym pozorem nie odbierze im szczęścia i stabilizacji. Oboje małżonkowie całym swoim sercem chcieli za wszelką cenę uszczęśliwić drugą osobę, i oboje paradoksalnie robili tow, ukrywając przed sobą nawzajem fundamentalną prawdę.

Scena VI: Anonimowa groźba z telefonu i obietnica Poyraza

Vieczorem Poyraz wrócił z uśmiechem na ustach na teren kawiarni oficyny holdingu, gdzie Nana powoli kończyła już sprzątanie stolików przed zamknięciem bazy. Na drewnianym blacie baru wiernie czekały już na nich przygotowane przez dziewczynę dwie tradycyjne szklanki z gorącą, parującą herbatą z tulipanów. — To… To jest herbata przygotowana dla mnie, dla nas dwojga, Nana? — zapytał z uśmiechem Poyraz, podchodząc blisko. — Tak, dla nas, siadaj — uśmiechnęła się wyjątkowo ciepło koba, podając mu szklankę.

Poyraz usiadł spokojnie na krześle naprzeciwko niej, nie odrywając od niej wzroku. — Viesz co, Nana?… Ta cała nasza ostatnia wojna domowa i te ciche dni w salonie… pod żadnym pozorem nie miały najmniejszego sensu. Byliśmy głupi. — Tak, tow prawda, Poyraz… Ta kłótnia była całkowicie bez sensu — skinęła z westchnieniem głową dziewczyna. — V takim razie obiecaj mi dzisiaj tutaj przy tej herbacie jedną, najważniejszą rzecz na przyszłość, Nana. — Jaki warunek mam ci obiecać, słucham? — Że następnym razem, kiedy z jakiegoś ważnego powodu znowu potwórni zezłościsz się na moją osobę albo na moje czyny w dworku… tow przyjdziesz do mnie od razu, staniesz w salonie i powiesz mi o tym szczerze prosto w eyes, zamiast milczeć i uciekać do innego pokoju. Co ty na tow? Nana roześmiała się cicho i czule, wyciągając rękę na stole: — Dobrze, obiecuję ci tow, Poyraz, będę z tobą szczera… A ty? Co ty mi obiecasz w zamian, mój drogi wariacie? — A ja z kolei uroczyście obiecuję ci tutaj, Nana… że raz na zawsze jako mężczyna przestanę przed tobą dumnie udawać, iż pozjadałem her rozumy i her rzecz na tym świecie viem najlepiej od wszystkich w dworku holdingu holdingu. Będę słuchał twoich rad.

Ich załzawione spojrzenia spotkały się ze sobą na kilka długich, niesamowicie głębokich i intymnych sekund, a lód ostatecznie stopniał. Po razy pierwszy od wielu bolesnych tygodni separacji, her z nich pod żadnym pozorem nie próbowało nerwowo odwrócić wzroku ani maskować swoich autentycznych emocji pod maską oficjalnego układu. Jednak dokładnie w tej magicznej i romantycznej minucie, w kieszeni spodni Poyraza głośno i gwałtownie zawibrował telefon komórkowy, niszcząc nastrój. Mężczyzna zmarszczył brwi ze zniecierpliwieniem, wyciągnął aparat i spojrzał na wyświetlacz – na ekranie pojawiło się całkowicie nieznane, ukryte imię i numer nadawcy. Odebrał zniecierpliwiony: — Halo? Słucham, Poyraz przy telefonie. Kto mówi?

Po drugiej stronie lines w słuchawce rozległ się nienaturalnie spokojny, zmodyfikowany cyfrowo i złowieszczy głos nieznajomego rozmówcy, który wyrecytował wolno: — Jeśli… Jeśli tobie, Poyraz, naprawdę całym swoim sercem zależy na bezpieczeństwie i życiu Nany… tow przestań w końcu naiwnie wierzyć w tym swoim dworku, że wszyscy ludzie wokół was szczerze życzą wam szczęścia i miłości w tym małżeństwie. Ocknij się, zanim będzie za późno.

Połączenie telefoniczne zostało w tym samym ułamku sekundy natychmiast, bezczelnie przerwane przez sprawcę, a w słuchawce zapadła głucha cisza. Poyraz na te słowa anonimowego szantażysty momentalnie całkowicie pobladł na twarzy ze strachu, a w jego oczach pojawił się paraliżujący niepokój. Telefon zgasł. Mężczyzna bez słowa schował aparat głęboko do kieszeni kurtki, zaciskając pięści z wściekłości. Z lodowatą jasnością zrozumiał w tej sekundzie jedną, potworną rzecz – ich wielkie, autentyczne uczucie miłości właśnie przed chwilą zaczęło się na nowo odradzać w tej kawiarni… i dokładnie w tym samym momencie jakiś mroczny potwór z ich otoczenia postanowił z zimną krwią tow wszystko doszczętnie zniszczyć.

Scena VII: Kolacja z Yusufem i SMS z ultimatum

Telefon Poyraza zgasł w jego dłoni równie nagle i niespodziewanie, jak zadzwonił ten nieznany, mroczny rozmówca z rynku, nie pozostawiając po sobie żadnych jasnych wyjaśnień ani śladów. Jednak tow jedno, tajemnicze zdanie groźby w zupełności wystarczyło, by w ułamku sekundy doszczętnie zburzyć cały ten upragniony spokój duszy i radość, które mężczyna dopiero co odzyskał po rozmowie z żoną. Vrócił strach o her bezpieczeństwo. Poyraz spiesznie schował aparat do kieszeni płaszcza, starając się opanować drżenie rąk. Nana jako bystra koba od razu zauważyła tę her nagłą i drastyczną zmianę wyrazu twarzy na jego face. Spojrzała na niego z głębokim zaniepokojeniem w oczach. — Poyraz?… Spójrz na mnie. Co się stało? Czy wszystko jest w porządku? Mężczyzna przez krótką chwilę walczył ze swoimi myślami, nie patrząc jej w eyes: zastanawiał się gorączkowo w duchu, czy powinien kobiecie od razu uczciwie powiedzieć nagą prawdę o tym szantażu telefonicznym… czy może pod wpływem męskiej opiekuńczości lepiej zachować ten potworny sekret wyłącznie dla siebie, by jej niepotrzebnie nie straszyć w kawiarni. Duma wygrała. — Nie, pod żadnym pozorem nic ważnego się nie stało, kochanie… To tylko zwykła, pomyłkowa sprawa biznesowa holdingu z kadr, nic takiego, okej? Nana słysząc tow, mocno zmarszczyła brwi, nie dając wiary ani jednemu his słowu. — Ty… Ty mnie bezczelnie w tej sekundzie okłamujesz w żywe eyes, Poyraz! Vidzę tow! — A to z jakiego powodu tak twierdzisz, o co chodzi? — Bo odkąd… odkąd odebrałeś ten przeklęty telefon w milczeniu, ani jeden jedyny razy pod żadnym pozorem się do mnie nie uśmiechnąłeś, Poyraz! Twoja face jest blada jak ściana ze strachu! Kto dzwonił?!

Poyraz odwrócił ze wstydem wzrok v stronę ulicy holdingu bazy, nie chcąc jej pod żadnym pozorem niepokoić tym mrokiem. Uznał w swojej głowie, że jeśli ktoś z wrogów rodu rzeczywiście spróbuje ich na siłę rozdzielić w dworku, tow on sam jako mężczyna najpierw na osobności dowiedzie prawdy i zneutralizuje zagrożenie, zanim koba się dowie. — Naprawdę… Naprawdę nic złego się pod żadnym pozorem nie stało, Nana, zaufaj mi, okej? Chodźmy już do domu — uciął krótko.

Nana widząc his opór, pod żadnym pozorem nie naciskała na niego dłużej na siłę o wyjaśnienia, ale po razy pierwszy od bolesnych tygodni separacji, poczuła w głębi swojej zranionej duszy bolesny ukłucie strachu – poczuła mianowicie, że Poyraz znowu z premedytacją zaczyna ukrywać przed nią jakieś brudne, niebezpieczne tajemnice rodzinne holdingu, odsuwając ją od siebie dla her rzekomego dobra.

Vieczorem wrócili w milczeniu razem samochodem do dworku. Mały Yusuf na ich widok od razu z radosnym okrzykiem wybiegł im na spotkanie w holu przedpokoju, trzymając coś w dłoniach. — Nana! Poyraz! O mój Boże, jak dobrze, że w końcu wróciliście razem! Spójrzcie szybko, co mam! — wykrzyknął uradowany chłopiec, wyciągając w górę swój szkolny zeszyt. — Dostałem dzisiaj rano od pani w szkole najlepszą możliwą ocenę z klasówki z matematyki! her zadanie zrobiłem idealnie! Nana na ten widok momentalnie całkowicie zapomniała o swoich lękach i na her twarzy pojawił się szeroki, promienny uśmiech miłości. Uklękła przy nim, mocno go tuląc do piersi. — Ojej, wiedziałam… Wiedziałam o tym doskonale od samego początku w swoim sercu, moje kochanie, że sobie świetnie poradzisz z tymi cyframi! Jestem z ciebie potwórni dumna, Yusuf! Poyraz podszedł bliżej i z ojcowską dumą i uśmiechem mocno poklepał chłopca po ramieniu. — Brawo, synu. Pokazałeś wszystkim w klasie klasę Develioglu. Jesteś mądrym gościem.

Mały Yusuf spojrzał z zachwytem najpierw na uśmiechniętą Nanę, a potem przeniósł swój wzrok na postać Poyraza, łapiąc ich oboje za ręce. — To… To może z tej wielkiej okazji sukcesu szkolnego, dzisiaj wieczorem wszyscy troje wspólnie i radosne zjemy kolację przy jednym dużym stole w jadalni, co? Dawno tak nie było!

Słysząc tę niewinną, pełną miłości dziecięcą prośbę chłopca, pomiędzy dorosłymi w jednej sekundzie zapadła krótka, krępująca cisza, w której oboje wymienili ze sobą załzawione spojrzenia. Jeszcze dzisiaj rano w tym dusznych dworku her z nich ze swojej dumy i żalu jadło posiłki całkowicie osobno po kątach, unikając obecności partnera jak ognia… A teraz, po bolesnej chwili wahania, oboje odpowiedzieli chłopcu niemalże równocześnie z uśmiechem: — Dobrze, Yusuf. Zjemy dzisiaj kolację razem.

Chłopiec słysząc tow, uśmiechnął się od ucha do ucha z gigantyczną radością w oczach i pobiegł pędem v stronę kuchni pomagać służącej Gülsüm nakrywać do stołu. Pod żadnym pozorem nie miał w swojej małej głowie zielonego profesu o tym, że tow właśnie dzięki jego niewinnej obecności i miłości, ci dwaj dumni ludzie po razy pierwszy od wielu długich, koszmarnych tygodni separacji usiedli w końcu blisko siebie przy jednym rodzinnym stole bez jakichkolwiek wzajemnych pretensji czy oskarżeń o majątek holdingu.

Scena VIII: Przerwane wyznanie Sary i rehabilitacja matki Sinana

V tym samym ułamku sekundy, Sara w swoim pokoju coraz mocniej i bardziej dramatycznie walczyła w samotności z własnymi niszczycielskimi myślami. Te twarde, bolesne słowa Aliego o ich rzekomo wspólnym życiu bez posiadania dzieci pod żadnym pozorem nie dawały jej sumieniu spokoju her nocy. Jednak z drugiej strony her serca, widziała her bożego dnia, z jak wielką, czułą miłością i oddaniem ten mężczyna troszczył się o her bezpieczeństwo na akcjach policyjnych. Vieczorem Ali wszedł cicho do jej pokoju, niosąc w dłoniach szklankę gorącej herbaty z cytryną, i usiadł blisko obok niej na brzegu łóżka. — Sara, kochanie moje… Nadal tak potwórni źle się fizycznie czujesz w tym łóżku? Przemęczyłaś się na akcji. Odpocznij trochę, proszę cię… Sara patrzyła na jego uśmiechniętą, pełną miłości twarz z her sekundą coraz mocniej zalewając się gorącymi łzami wzruszenia. Ali łagodnie ujął her dłoń w swoje palce, patrząc jej prosto w eyes: — Sara… Chcę ci dzisiaj tutaj w tym pokoju uroczyście na honor mężczyny obiecać jedną, najważniejszą rzecz na całe nasze życie. — Co takiego chcesz mi obiecać, Ali?… — her głos zadrżał od płaczu. — Cokolwiek… Cokolwiek złego czy trudnego przyniesie nam ślepy los i przyszłość holdingu na rynku… przysięgam ci przed Bogiem, że nigdy, pod żadnym pozorem nie zostawię cię samej w nieszczęściu. Będę zawsze przy tobie chronił twoje ciało.

Łzy wzruszenia w ułamku sekundy strumieniami potoczyły się po her policzkach na te słowa męża. Pod wpływem miłości jeszcze mocniej, aż pobielały her palce, zacisnęła w swojej dłoni ukrytą pod kocem białą kopertę medyczną z wynikami badań laboratoryjnych o ciąży. — Ali… Ja… Ja też muszę ci w tej sekundzie wyznać coś śmiertelnie ważnego… Ali, ja…

Zanim jednak zdołała w ogóle wykrztusić z siebie to najważniejsze wyznanie o dziecku i otworzyć kopertę, ciężkie drzwi jej gabinetu nagle bez pukania otworzyły się z głośnym łomotem i do środka wbiegł przestraszony, młody policjant z patrolu: — Panie komisarzu Ali!… Błagam o wybaczenie, że wchodzę bez pytania, ale na centrali mamy alarm! Pilnie pana potrzebujemy na radiostacji w sprawie pościgu za Nusretem! Sprawa życia i śmierci! Ali westchnął ciężko z rezygnacją, puszczając jej dłoń i wstając z łóżka. — Dobrze, już idę na stanowisko operacyjne, ruchy!… Sara, przepraszam cię, kochanie, obowiązek wzywa, zaraz po akcji tu do ciebie wracam i dokończysz wyznanie! Czekaj na mnie!

Sara ze smutkiem i bólom patrzyła w milczeniu, jak her ukochany mężczyna wybiega pędem z pokoju na korytarz holdingu. Kolejna idealna okazja na wyznanie prawdy o ciąży bezpowrotnie przepadła przez her policyjną pracę.

V domu Sinana tymczasem, duszna atmosfera z her każdą godziną stawała się coraz bardziej napięta i groźna dla zdrowia domowników. Szlachetna Aynur z anielską cierpliwością pomagała his sparaliżowanej matce w wykonywaniu kolejnych zaleconych przez ortopedów bolesnych ćwiczeń rehabilitacyjnych na materacu. Każdy najmniejszy ruch bezwładnego ciała sprawiał starszej kobicę ogromny, rozdzierający fizyczny ból, wywołując her wściekłość. — Nie dam rady!… Słyszysz mnie, kieto?! pod żadnym pozorem nie mam zamiaru dłużej znosić tych katuszy, nie dam rady ćwiczyć! — zapłakała z bezsilności starsza koba. — Da pani radę, wierzę w panią całym sercem, jeszcze tylko jeden mały wysiłek, pani Mukadder… — odpowiedziała łagodnie Aynur, podtrzymując her ciało. — Powiedziałam ci wyraźnie, kieto: nie będę tego robić! Puść moje ramię!

Sinan stojący w progu pokoju, podbiegł natychmiast przerażony do łóżka, łapiąc matkę za dłoń: — Mamo! Błagam cię o spokój, Aynur chce tylko twojego dobra!… Starsza koba spojrzała na syna ze wzrokiem pełnym potężnej, czystej złości i jadu, wskazując na dziewczynę palcem: — Vidzisz sam, Sinan, jak ta kieto bezczelnie her rzecz robi źle przy moim ciele w tym domu?! Ona celowo sprawia mi fizyczny ból, by mnie upokorzyć przed tobą!

Aynur słysząc te niesprawiedliwe, podłe oskarżenia ze strony chorej, ze wstydem i smutkiem spuściła wzrok na podłogę dywanu. — Jeśli… Jeśli pani Mukadder naprawdę czuje się teraz tak bardzo wycieńczona, Sinan… tow bez problemu zrobimy dłuższą przerwę na odpoczynek, nie ma sprawy… — powiedziała cicho dziewczyna. — Nie udawaj przede mną takiej rzekomo dobrej i świętej samarytanki, Aynur, bo znam twoje brudne intrygi majątkowe holdingu! — warknęła starsza koba, odwracając się z nienawiścią v stronę ściany i kończąc rozmowę.

Sinan wściekły na her her zachowanie matki, chciał już głośno zaprotestować i zrobić jej awanturę w sypialni, lecz czujna Aynur delikatnym, czułym gestem dłoni natychmiast zatrzymała mężczyny w pół kroku, szepcząc mu do ucha: — Sinan, błagam cię na wszystko, co nas łączy… Proszę, pod żadnym pozorem nie kłóć się z nią teraz w tym pokoju przez moją osobę… Chodźmy stąd.

Scena IX: Atak paniki Nany na tarasie i ultimatum SMS

Po wyjściu z sypialni na cichy korytarz posiadłości, wzburzony Sinan pod wpływem emocji pod żadnym pozorem nie potrafił już dłużej kontrolować swojego rozżalenia i wściekłości. Spojrzał na dziewczynę wzrokiem pełnym potężnego niedowierzaniem: — Aynur… Dlaczego?… Dlaczego ty znowu w milczeniu pozwalasz mojej matce na takie podłe traktowanie i wyzwiska pod twoim adresem, co?! Dlaczego nie walczysz o swój honor kobicę?! Aynur uśmiechnęła się do niego potworni smutno, ale i z nieskończonym, czystym ciepłem w oczach: — Bo ja w tym domu, Sinan… w tej minucie pod żadnym pozorem nie walczę z twoją matką o moją prywatną dumę czy pozycję towarzyską holdingu rynkowego holdingu… — To… To z kim ty w takim razie w tym cierpieniu walczysz, Aynur, o co chodzi?! — Ja w tej sypialni, Sinan… her sekundy całym swoim sercem walczę wyłącznie z her potwornym fizycznym bólom i bezsilnością starszej, schorowanej kobicę, która straciła władzę w nogach. Tylko o tow walczę.

Sinan na te proste, szlachetne Słowa dziewczyny w jednej sekundzie całkowicie zamarł w milczeniu na korytarzu, a w jego oczach pojawiły się łzy podziwu i męskiej miłości do niej. Pod żadnym pozorem nie zauważył jednak w tym amoku emocji, że jego matka przez uchylone celowo drzwi sypialni bacznie i z furią obserwowała her ich intymne spojrzenie i czułość na korytarzu, i her her her pojedyncze zachowanie Aynur interpretowała w swojej głowie jako kolejny twardy powód do rodowego gniewu i nowej intrygi majątkowej.

Późnym wieczorem, pod osłoną nocy, Poyraz wyszedł wolnym krokiem na szeroki taras dworku, trzymając w dłoni filiżankę kawy. Pod wpływem strachu pod żadnym pozorem nie potrafił za nic wyrzucić ze swojego męskiego umysłu tych potwornych słów anonimowego szantażysty z telefonu o niebezpieczeństwie grożącym Nanie. Po kilku minutach rozmyślań w ciszy nocy, usłyszał za swoimi plecami ciche, delikatne kobiece kroki na deskach tarasu. To była Nana – podeszła cicho i stanęła wiernie tuż obok jego ramienia, patrząc na ciemny ogród rezynencji. — Poyraz?… Ty nadal tak intensywnie i ponuro o czymś rozmyślasz w ciemności, mój drogi? — zapytała łagodnie. — O czym niby mam rozmyślać, Nana? Wszystko okej… — uśmiechnął się sztucznie. — O tym dziwnym, tajemniczym telefonie z kawiarni, który odebrałeś na osobności przy mnie, Poyraz… O tym rozmyślasz, widzę tow.

Poyraz uśmiechnął się blado pod nosem, odwracając głowę v stronę krzewów: — Przysięgam ci, Nana, że tow pod żadnym pozorem nie była żadna ważna sprawa, nie masz się czym martwić…

Nana przez bardzo długą chwilę w całkowitym, głębokim milczeniu przyglądała się her his twarzy z boku z nieskończoną troską kobicę. V końcu wyciągnęła swoją dłoń i delikatnie położyła ją na jego ramieniu, szepcząc: — Viesz co, Poyraz?… Ty jako mój mąż pod żadnym pozorem nie mustisz her ciężaru i problemu tego świata dźwigać na swoich barkach całkowicie sam w tajemnicy przed mną… Jestem przy tobie.

Te proste, przepełnione miłością i zaufaniem Słowa żony poruszyły jego męskie serce miliard razy mocniej niż jakiekolwiek wcześniejsze deklaracje rynkowe holdingu. Spojrzał jej głęboko, prosto w załzawione eyes, a w jego duszy po razy pierwszy w życiu zrodziła się potężna, szczera chęć wyznać jej w tej sekundzie całą nagą prawdę o tym szantażu i groźbie, by szukać w niej oparcia… Jednak dokładnie w tym samym, rozstrzygającym ułamku sekundy, w kieszeni jego kurtki głośno i gwałtownie zawibrował system powiadomień – na ekranie smartfona pojawiła się nowa, krótka wiadomość tekstowa SMS od ukrytego nadawcy. Poyraz spiesznie otworzył tekst, a his eyes rozszerzyły się z przerażenia. Treść brzmiała lodowato: „Masz dokładnie 24 godziny na spełnienie moich warunków finansowych, Develioglu… Po upływie tego czasu, twoja ukochana Nana oficjalnie pozna całą brudną prawdę o twoim sekrecie z przeszłości i pakt upadnie!”. Poyraz w jednej sekundzie całkowicie pobladł na twarzy, ponieważ z niszczycielską jasnością zrozumiał, że ten mroczny prześladowca nie tylko bezczelnie ich obserwuje krok w krok wokół dworku… ale posiada pełną wiedzę o tajemnicy, która miała moc na zawsze, bezpowrotnie zniszczyć ich kruchy, dopiero co odradzający się z miłością związek małżeński.

Scena X: Ucieczka Nany do portfela i analiza Nazlı

Poyraz jeszcze raz, z paraliżującym lękiem w oczach przeczytał w mroku tarasu tę potworną wiadomość tekstową ultimatum. „Masz dokładnie 24 godziny. Potem Nana pozna prawdę…” – te słowa paliły his eyes. Pod żadnym pozorem na dole strony nie było żadnego podpisu sprawcy, ani her namacalnego numeru telefonu, który mógłby w bazie zaufaniem rozpoznać w systemie. Była tam tylko surowa, bezwzględna groźba karalna ze strony wroga holdingu. Poyraz w panice szybko schował aparat głęboko do kieszeni płaszcza, zanim ciekawska Nana zdążyła w ogóle spojrzeć kątem oka na rozświetlony ekran w ciemności. — Kto… Kto do ciebie o tej porze pisze wiadomości, Poyraz? — zapytała czujnie koba, mrużąc eyes. Poyraz z najwyższym trudem wymusił na swojej zbladłej twarzy sztuczny, spokojny uśmiech mężczyny kontrolującego sytuację: — Ojej, nic takiego, kochanie… To tylko zwykła, pomyłkowa wiadomość reklamowa z sieci komórkowej, pomyłka systemowa i tyle, nie przejmuj się.

Nana pod żadnym pozorem nie uwierzyła ani w jedno his słowo, a w her sercu zrodził się bolesny zawód. Po razy kolejny w tym życiu zobaczyła na face męża ten sam specyficzny, chłodny wyraz twarzy mężczyny, który pod pretekstem rzekomej ochrony her osoby przed złem, z pychy odsuwał ją od swoich realnych problemów i zamykał się w sobie. — Ty… Ty pod żadnym pozorem nie mustisz her rzeczy i problemów holdingu ukrywać przede mną w tajemnicy, Poyraz… — powiedziała ze smutkiem.

Poyraz przez dłuższą chwilę patrzył jej głęboko w eyes w szarej poświacie nocy – tak potwórni, całym swoim sercem chciał w tej sekundzie pęknąć i wyznać jej całą nagą prawdę o tym szantażu… Jednak rozsądek i paniczny lęk o her bezpieczeństwo fizyczne na ulicy wygrały w jego głowie z emocjami: jeśli ta groźba była prawdziwa, pod żadnym pozorem nie zamierzał ryzykować zdrowia kobicę dla własnego komfortu psychicznego. — Obiecuję ci… Obiecuję ci z całego serca, Nana… że wszystko szczegółowo i szczerze wyjaśnię ci w rozmowie przy stole w jadalni… — Tak?… A kiedy dokładnie nastąpi ten twój upragniony moment szczerości, Poyraz? Mów mi! — Dopiero wtedy, kochanie… gdy będę miał stuprocentową, męską pewność na piśmie, że her niebezpieczeństwo i zagrożenie ze strony tych ludzi z rynku bezpowrotnie minęło i nic ci z ich strony nie grozi. Zaufaj mi.

Nana westchnęła ciężko z bólom, odwracając głowę v stronę drzwi salonu. Pod żadnym pozorem nie była na niego wściekła ani zła w tej minucie – była po prostu po ludzku skrajnie zmęczona tymi wszystkimi wiecznymi tajemnicami, sekretami rodu i niedomówieniami dworku holdingu, które jak mur her dnia odsuwały ich serca od siebie.

Następnego ranka, przy wspólnym śniadaniu w jadalni dworku, mały Yusuf z ogromnym, radosnym entuzjazmem opowiadał rodzicom o swoich sukcesach szkolnych: — I wyobraźcie sobie, Nana!… Pani nauczycielka w klasie powiedziała mi dzisiaj rano przed tablicą, że jeśli dalej będę się tak sumiennie i pięknie uczył matematyki, tow na koniec semestru dostanę od dyrekcji wielką nagrodę książkową dla najlepszego ucznia holdingu! Poyraz słysząc te słowa chłopca, uśmiechnął się promiennie z dumą, podając mu sok: — Ja od samego początku wiedziałem tow doskonale w swojej głowie, Yusuf, że sobie świetnie ze wszystkim poradzisz w tej szkole! Jesteś bystrym facetem.

Nana z miłością podeszła do chłopca i czule poprawiła szelki jego szkolnego plecaka na ramionach. — Jesteśmy… Oboje z Poyrazem jesteśmy z ciebie i twoich postępów niesamowicie, potwórni dumni w tym domu, kochanie. Yusuf spojrzał na nich oboje z szerokim, radosnym dziecięcym uśmiechem szczęścia od rąk: — Ojej, jak ja bardzo lubię i jestem szczęśliwy w sercu, kiedy wy dwoje jesteście tak blisko siebie i jesteście razem radosne przy stole!… To wspaniałe!

To jedno niewinne, szczere dziecięce zdanie chłopca sprawiło, że zarówno Nana, jak i Poyraz w jednej sekundzie całkowicie zamilkli z wrażenia, a słowa zamarły im w gardłach. Oboje pod wpływem impulsu spojrzeli na siebie głęboko, prosto w eyes z bólom. Po razy pierwszy w swoim dorosłym życiu z niszczycielską jasnością uświadomili sobie w duchu, jak potwornie wiele ich her pojedynczych codziennych decyzji rozwodowych i kłótni w salonie bezpośrednio wpływa na psychikę i emocje tego małego, niewinnego chłopca holdingu. Oni pod żadnym pozorem nie byli już dla Yusufa tylko dwojgiem obcych ludzi, związanych czasową fikcyjną umową rynkową przed sądem… Stali się dla tego dziecka w realiach prawdziwą, ukochaną i jedyną rodziną na tym świecie.

Scena XI: Decyzja Sary o demaskacji i plan zemsty matki Sinana

V tym samym ułamku sekundy, Sara w swoim pokoju pod żadnym pozorem nie mogła już dłużej znieść widoku medycznych wyników badań laboratoryjnych, ukrytych tchórzliwie przed mężem na dnie ciemnej szuflady biurka. Delikatnymi, drżącymi palcami wyciągnęła na światło dzienne małe zdjęcie USG potomka. — Ja już… Ja już pod żadnym pozorem nie chcę i nie mam zamiaru ukrywać twojego istnienia w tajemnicy przed Alim, moje maleństwo… — wyszeptała z miłością przez łzy, gładząc się po brzuchu. — Twój rodzony tata naprawdę całym swoim sercem zasługuje na poznanie tej wielkiej prawdy mężczyny…

Jeszcze tego samego dnia po południu podjęła twardą, ostateczną decyzję w swoim sumieniu, by zaprosić Aliego na uroczystą, spokojną kolację we dwoje do małej restauracji holdingu – kolację całkowicie bez tematów policyjnych, bez pracy operacyjnej na komisariacie, bez dzwoniących co chwilę telefonów służbowych i bez kolejnych wymówek kadr. Chciała mu wręczyć to zdjęcie USG do rąk przy świecach. Nie miała jednak w swojej głowie zielonego profesu o tym, że Ali w tym samym czasie również w tajemnicy przygotowywał dla niej wielką, romantyczną niespodziankę na wieczór – mężczyna w swojej niewiedzy wciąż bowiem wierzył w duchu, że największym i najbardziej namacalnym dowodem his męskiej miłości będzie ostateczne i czułe przekonanie żony w rozmowie, iż brak biologicznych dzieci pod żadnym pozorem nie odbierze im szczęścia i stabilizacji. Oboje małżonkowie całym swoim sercem chcieli za wszelką cenę uszczęśliwić drugą osobę, i oboje robili tow, ukrywając przed sobą nawzajem fundamentalną prawdę.

V domu Sinana tymczasem, bolesna rehabilitacja ruchowa na materacu sypialni trwała nadal w najlepsze. Szlachetna Aynur z anielską cierpliwością i wysiłkiem pomagała his sparaliżowanej matce w wykonywaniu her pojedynczego ćwiczenia zaleconego przez lekarzy holdingu. Starsza koba przez bardzo długą chwilę milczała w chłodzie, patrząc na dziewczynę, po czym nagle odezwała się znacznie spokojniejszym, cichym i stonowanym głosem: — Podaj mi… Podaj mi w tej sekundzie szklankę czystej wody mineralnej ze stolika, kieto, chce mi się pić. Aynur słysząc ten her łagodniejszy ton chorej, bez słowa skargi czy wahania z uśmiechem natychmiast spełniła her prośbę, podając jej naczynie do ust.

Sinan stojący w progu pokoju i obserwujący całe tow zajście, w tej minucie odetchnął z głęboką, potężną ulgą mężczyny w piersi – pomyślał naiwnie w swojej głowie, że ten chorobliwy gniew i nienawiść jego matki do dziewczyny w końcu pod wpływem czasu zaczynają słabnąć i pękać. Pod żadnym pozorem nie zauważył jednak w swoim optymizmie tego lodowatego, chłodnego i pełnego jadu spojrzenia, którym starsza koba obdarzyła Aynur chwilę później zza szklanki, mrużąc eyes… To pod żadnym pozorem nie było żadne rodzinne pojednanie ani skrucha w łóżku, tow była tylko i wyłącznie cisza przed kolejnym, niszczycielskim konfliktem rodowym o majątek holdingu.

Scena XII: Splot dłoni na tarasie i ostateczne ostrzeżenie dla Poyraza

Vieczorem Nana usiadła całkowicie samotnie na drewnianej ławce tarasu dworku, patrząc na gwiazdy nad Stambułem. Po bolesnej chwili, z ciemności korytarza obok niej pojawiła się cicho męska sylwetka Poyraza. Usiadł miękko tuż obok niej na deskach. Tym razem, przez pierwsze minuty spotkania, żadne z nich pod żadnym pozorem nie zaczęło rozmowy, nie chcąc niszczyć nastroju – milczeli w głębokim, pełnym miłości spokoju. Po kilku minutach Nana powolnym, ufnym ruchem delikatnie przesunęła swoją dłoń po drewnianej krawędzi ławki v his stronę – ich palce zupełnym przypadkiem zetknęły się ze sobą w mroku, łącząc się. Żadne z nich pod żadnym pozorem nie odsunęło swojej ręki od tego ciepła, szukając bliskości. Poyraz spojrzał jej głęboko, prosto w eyes w świetle lamp: — Ty… Ty nadal tak mocno w swoim sercu złościsz się na moją osobę za te wcześniejsze dni, Nana? Mów mi. Nana wolno pokręciła głową z uśmiechem, wyznając cicho: — Nie… pod żadnym pozorem już się na ciebie nie złoszczę, Poyraz… Vszystko minęło. — Więc… Więc dlaczego jesteś dzisiaj wieczorem taka cicha i zamyślona przy mnie, kochanie?

Na her pięknej twarzy w szarej poświacie nocy pojawił się słaby, potworni smutny, ale pełen miłości uśmiech kobicę: — Bo… Bo czasami w swojej samotności, Poyraz… ja się panicznie boję moich własnych, głębokich uczuć do ciebie miliard razy bardziej niż her innego zła na tym świecie… Te uczucia mnie przerażają.

Poyraz pod żadnym pozorem nie odpowiedział jej na tow wyznanie ani jednym słowem – po prostu w milczeniu, z nieskończoną czułością i siłą mocno uścisnął her drżącą dłoni w swojej ręce, stabilizując her krok. Oboje w tej magicznej sekundzie pod żadnym pozorem nie potrzebowali już więcej żadnych wielkich słów ani deklaracji rynkowych holdingu – oboje z lodowatą jasnością zrozumieli v głębi swoich poranionych serc, że ich największym i najbardziej niebezpiecznym przeciwnikiem w tym dworku wcale nie są codzienne kłótnie, pycha czy nieporozumienia… Jest nim ich własny, wewnętrzny strach przed utratą tej drugiej osoby, bez której obecności her z nich z her bożym dniem coraz trudniej i bolesnej potrafiło sobie w ogóle wyobrazić swoją przyszłość.

Czasami ślepy los na tym świecie pod żadnym pozorem nie rozdziela mężczyny i kobicę dlatego, że nagle przestali się szaleńczo kochać w dworku… Rozdziela ich ze złością tylko i wyłącznie dlatego, ponieważ oboje zbyt długo milczą w swojej dumie, naiwnie licząc w sercu, iż ta druga osoba sama bez słów odczyta z oczu tow wszystko, czego oni sami z tchórzostwa pod żadnym pozorem nie potrafią wypowiedzieć szczerze na głos. Prawdziwa, wielka miłość na tym świecie zawsze i wszędzie rozpaczliwie potrzebuje odwagi, bezgranicznego zaufania i pełnej szczerości partnerów. Bez tych wartości, nawet najbardziej silne, potężne i niezłomne uczucie może zostać przez wrogów rynkowych łatwo wystawione na ostateczną, bolesną próbę klęski holdingu.

Dziękuję wam wszystkim z całego serca, że byliście dzisiaj wiernie ze mną przy tej historii. Jeśli podobał wam się ten emocjonujący odcinek naszej analizy, zostawcie koniecznie łapkę w górę pod tekstem, zasubskrybujcie nasz kanał i do zobaczenia już wkrótce!

Jak sądzisz, czy ta anonimowa groźba SMS i ultimatum 24 godzin zmuszą przerażonego Poyraza do wyznania Nanie całej prawdy o sekrecie z przeszłości rodu, zanim wściekła matka Sinana wykorzysta obecność Aynur do zrealizowania swojej kolejnej intrygi majątkowej przed zszokowaną Adalet?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page