Hancer postanawia zniknąć, by chronić Cihana i jego nienarodzone dziecko. Kobieta wreszcie podejmuje decyzję, przed którą tak długo próbowała uciekać.

Choć jej serce wciąż bezgranicznie należy do Cihana, rozumie, że pozostając blisko niego, doprowadzi do wyniszczającej walki między dwiema rodzinami i dwójką niewinnych dzieci. Nie chce zmuszać ukochanego, by wybierał między dzieckiem Beyzy a wielkim sekretem, który sama skrywa przed całym światem. Podczas pełnej emocji rozmowy z Melichem, Hancer wyznaje, że zamierza odejść bez pożegnania i na zawsze zniknąć z życia Cihana. Aby rozpocząć wszystko od nowa, musi jednak zdobyć pieniądze i po raz pierwszy w życiu poprosić kogoś o pomoc. Melih bez wahania oferuje jej swoje oszczędności, nie zdając sobie sprawy, że tym gestem pomoże Hancer opuścić Stambuł na zawsze. Czy Cihan odkryje jej plan, zanim będzie za późno? Czy pozna prawdę o dziecku, które Hancer próbuje przed nim ukryć? A może jej odejście stanie się początkiem rozstania, którego żadne z nich nie będzie już potrafiło odwrócić?

Popołudniowe słońce powoli chyliło się nad Stambułem, otulając miasto łagodnym, złotym światłem. V oddali, za szklaną balustradą tarasu, rozciągała się cieśnina, po której leniwie przesuwały się niewielkie promy i białe statki pasażerskie. Ich sylwetki przecinały spokojną taflę Bosforu, zostawiając za sobą długie, połyskujące ślady. Po drugiej stronie wody widać było zwarte rzędy budynków, minarety meczetów i czerwone dachy domów, które z tej odległości wyglądały niemal jak elementy starannie ułożonej makiety.

Kawiarnia, w której siedzieli Hancer i Melih, znajdowała się na rozległym tarasie wyłożonym sztuczną trawą. Vokół drewnianych stolików ustawiono jasne krzesła, a pomiędzy nimi stały wysokie donice z ozdobnymi krzewami. Od strony wody nadciągał lekki wiatr – poruszał liśćmi, wprawiał w drżenie serwetki i unosił pojedyncze kosmyki ciemnych włosów Hancer. Przed kobietą stała niewielka szklanka po tureckiej herbacie. Napój dawno wystygł, lecz Hancer wciąż obejmowała naczynie obiema dłońmi, jakby próbowała znaleźć w nim odrobinę ciepła. Jej palce były mocno zaciśnięte, a wzrok utkwiony w brunatno-czerwonym płynie. Vyglądała na osobę, która od wielu godzin powtarzała w myślach te same słowa, nie znajdując jednak odwagi, by wypowiedzieć je na głos. Melih siedział naprzeciwko niej. Od kilku minut uważnie ją obserwował, ale nie zadawał pytań. Vwiedział, że ponaglanie mogłoby tylko sprawić, że zamknęłaby się w sobie jeszcze bardziej. Hancer nigdy nie przychodziła do niego bez powodu, tym bardziej nie prosiła o spotkanie tak nagle, niemal błagalnym tonem.

Scena I: Gorzkie wyznanie Hancer i klatka z papieru

V końcu kobieta uniosła wzrok, a w jej oczach malował się smutek. — Viesz, jaka byłam szczęśliwa, kiedy znalazłam tę pracę? — zapytała cicho. Melih lekko skinął głową. — Pamiętam. Mówiłaś, że wreszcie staniesz na własnych nogach, że będziesz mogła sama o sobie decydować. Na twarzy Hancer pojawił się bolesny, krótkotrwały uśmiech. — Naprawdę w tow wierzyłam. Myślałam, że dostałam szansę, że ktoś wreszcie zobaczył we mnie człowieka, a nie tylko czyjąś siostrę, żonę albo kobicę, którą trzeba bez przerwy pilnować. Każdego ranka wychodziłam z domu z przeczuciem, że odzyskuję choć kawałek własnego życia. Nawet kiedy wracałam zmęczona, byłam z siebie dumna. — Zrobiła krótką przerwę, a jej słaby uśmiech natychmiast zniknął. — Później zaczęłam dostrzegać szczegóły… rzeczy, których wcześniej pod żadnym pozorem nie chciałam widzieć. Pytania, które zadawano mi niby przypadkiem, ludzi, którzy zawsze wiedzieli, gdzie jestem i o której dokładnie kończę pracę. Te dziwne zbiegi okoliczności, przez które Cihan pojawiał się dokładnie wtedy, gdy czegoś potrzebowałam.

Melih odsunął swoją szklankę, opierając się o stół. — Jesteś w pełni pewna, że tow wszystko było zaplanowane za twoimi plecami? Hancer spojrzała na niego z głębokim cieniem bólom w oczach. — Tak. Ta praca pod żadnym pozorem nie miała dać mi wolności. Miała sprawić, żebym czuła się wolna, podczas gdy ktoś nadal trzymał mnie pod pełną kontrolą. Melih, ja pod żadnym pozorem nie mówię, że Cihan chciał mnie skrzywdzić — przerwała mu szybko, widząc his his wyraz twarzy. — Vwiem, że w jego oczach tow wyglądało zupełnie inaczej. Być może naprawdę uważał, że mnie chroni. Być może sądził, że w ten sposób zapewnia mi pełne bezpieczeństwo.

Melih przyglądał się jej z uwagą. — Skoro tak myślisz, tow dlaczego zadajesz sobie tyle niepotrzebnego bólom, Hancer? Cihan popełnił wiele błędów, ale jego uczucia do ciebie pod żadnym pozorem nie były udawane.

Hancer odwróciła głowę i spojrzała na cieśninę. Viatr przyniósł od strony wody głęboki, basowy dźwięk okrętowego sygnału. — Mężczyźni działają inaczej, Melih — powiedziała po bolesnej chwili. — Kiedy coś kochają, próbują tow za wszelką cenę zatrzymać przy sobie. Otaczają tow chorobliwą opieką, zamykają wszystkie drzwi, stawiają strażników i są święcie przekonani, że robią tow dla dobra osoby, na której im zależy. Pod żadnym pozorem nie rozumieją, że czasem ta ochrona przypomina ciasną klatkę. — To pod żadnym pozorem nie oznacza, że nie możesz z nim szczerze porozmawiać. — Nie jestem na niego zła, Melih. Vłaśnie tow jest najgorsze. Gdybym była wściekła, miliard razy łatwiej byłoby mi podjąć tę drastyczną decyzję. Mogłaby oskarżyć go o wszystko, odwrócić się na pięcie i odeść bez oglądania za siebie. Ale ja rozumiem, dlaczego on tow zrobił. Vwiem, że kierował się strachem. Bał się panicznie, że mnie straci… i miał rację.

Scena II: Dziecko Beyzy i wyrzuty sumienia

— I co teraz? — zapytał Melih. Hancer mocno zacisnęła usta, powstrzymując łzy. — Teraz jest ktoś inny, kto potrzebuje jego męskiej ochrony i obecności miliard razy bardziej niż ja. Melih zmarszczył brwi. — O kim ty mówisz, kieto? Kobieta pod żadnym pozorem nie odpowiedziała od razu. V jej oczach pojawiła się wilgoć, ale her duma nie pozwoliła łzom spłynąć po policzkach. — O nienarodzonym dziecku Cihana.

Melih w jednej sekundzie całkowicie znieruchomiał na krześle. Przez kilka długich sekund na tarasie nie dało się usłyszeć niczego poza szumem rozmów przy sąsiednich stolikach i cichym brzękiem naczyń. Mężczyzna wpatrywał się w Hancer w osłupieniu, próbując przetrawić tow, co przed chwilą usłyszał. — Ty… Ty mówisz o dziecku Beyzy? — zapytał ostrożnie. Hancer skinęła głową z bólom. — Ono pod żadnym pozorem nie jest winne temu, co wydarzyło się między nami. Nie prosiło się na ten świat, by żyć pośród tych wszystkich kłamstw, intryg majątkowych i chorych rodzinnych rozgrywek w dworku. Niezależnie od tego, co Cihan czuje do Beyzy, tow dziecko potrzebuje rodzonego ojca. Potrzebuje spokoju i prawdziwego domu, w którym pod żadnym pozorem nie będzie her dnia słuchało kłótni i nienawiści dorosłych ludzi.

Melih odchylił się na oparcie krzesła. His face wyrażała jednocześnie zdumienie, stanowczy sprzeciw i paraliżujący niepokój o jej los. — I ty… Ty chcesz na zawsze zrezygnować z Cihana i oddać go Beyzie tylko i wyłącznie ze względu na jej dziecko, Hancer? — Tu pod żadnym pozorem nie chodzi tylko o rezygnację z Cihana, Melih. — Więc o co, u licha, chodzi?! Hancer spuściła ze wstydem wzrok na swoje dłonie, szepcząc: — O przerwanie tego całego koszmaru, zanim stanie się coś jeszcze gorszego i ucierpią niewinni.

Scena III: Twarde stanowisko Meliha i sekret w brzuchu

— Hancer, posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie — Melih pochylił się nad stolikiem, a jego głos stał się twardy. — To, co mówisz, brzmi z boku niezwykle szlachetnie i dumnie, ale realne życie pod żadnym pozorem nie jest bajką ani opowieścią, w której jedna osoba znika, a wszyscy pozostali od razu żyją długo i szczęśliwie. Twój nagły wyjazd ze Stambułu pod żadnym pozorem nie sprawi, że potężne problemy Cihana nagle znikną. To nie naprawi jego relacji z Beyzą i nie stworzy prawdziwej rodziny z ludzi, którzy za grosz nie potrafią sobie ufać. — Ale mój wyjazd ostatecznie usunie z tego dworku największą przeszkodę do ich układu. — Ty… Ty samą siebie bezczelnie nazywasz „przeszkodą”, Hancer?!

Młoda koba podniosła na niego oczy pełne łez. — Bo w oczach Beyzy nią jestem! V oczach Mukadder nią jestem! Dla wszystkich ludzi w tym mieście, którzy uważają, że Cihan powinien bezwzględnie poświęcić się dla dobra rodziny i nazwiska holdingu, ja jestem tylko kobicę stojącą na drodze! — A dla Cihana?… — Na dźwięk his imienia Hancer aż drgnęła na krześle. — Kim dla niego jesteś? — Dla niego… Dla niego jestem tylko bolesnym powodem, przez który nie potrafi w swoim życiu podjąć właściwej, męskiej decyzji. — A może po prostu jesteś tą jedyną kobicę, którą on szaleńczo kocha nad życie, co? — Czasami, Melih… sama miłość pod żadnym pozorem nie wystarczy. — To jest najłatwiejsze i najbardziej tchórzliwe zdanie, jakie można wypowiedzieć w salonie, kiedy człowiek po prostu panicznie boi się walczyć o swoje szczęście, Hancer!

Słowa Meliha zabrzmiały na tarasie znacznie ostrzej i zimniej, niż mężczyna w głębi duszy zamierzał. Hancer urażona odsunęła swoje dłonie od szklanki. — Ty uważasz… Ty uważasz, że ja się po prostu boję, Melih? — Tak! Dokładnie tak uważam! Boisz się śmiertelnie tego, że Cihan ostatecznie w swojej walce nie wybierze ciebie! Boisz się usłyszeć jego ostateczny wyrok! I dlatego właśnie chcesz uciec stąd wcześniej, zataić her ślady i wmówić sobie z dumy, że zrobiłaś tow z własnej, wolnej woli!

Hancer momentalnie całkowicie pobladła na twarzy z oburzenia. — Nie masz najmniejszego, moralnego prawa mówić do mnie takich podłych rzeczy, Melih! — Mam pełne, święte prawo, ponieważ przyszłaś dzisiaj do mnie na postój jako do swojego jedynego przyjaciela! A prawdziwy przyjaciel pod żadnym pozorem nie powinien ci tylko potulnie potakiwać dla świętego spokoju! Powinien po męsku powiedzieć ci nagą, bolesną prawdę prosto w face, nawet jeśli tow potwórni rani twoje serce!

Melih uderzył dłonią w stół, a his wzrok stał się zimny: — Naga prawda w tej kawiarni jest taka, Hancer, że dziecko Beyzy rzeczywiście potrzebuje ojca… Ale co, na miłość boską, z prawami twojego własnego dziecka w twoim brzuchu, co?!

Hancer gwałtownie, z przerażeniem spojrzała na niego, a oddech her zamarł. Melih podszedł jeszcze bliżej nad stolik, a his głęboki głos stał się szeptem pełnym potężnej, niezłomnej stanowczości: — Co z prawami twojego nienarodzonego dziecka, Hancer?! Mów mi! Czy podejmując tę drastyczną decyzję o ucieczce i zniknięciu z miasta, pod żadnym pozorem nie odbierasz temu maleństwu czegoś, co prawnie należy również do niego?! Czy ono nie ma świętego prawa znać swojego rodzonego ojca i dorastać ze świadomością, że było chciane i kochane przez Cihana, co?! Gadaj!

Nas face kobiety w jednej sekundzie pojawił się czysty, bezbrzeżny strach, jakby Melih z zimną krwią wypowiedział głośno dokładnie te bolesne słowa, których za nic na świecie pod wpływem lęku nie chciała usłyszeć od ludzi. — Błagam cię… pod żadnym pozorem nie mów do mnie takich rzeczy, Melih… przestań… — A to dlaczego mam milczeć, Hancer? Bo doskonale wiesz w swojej duszy, że mam rację, a ty swoim strachem próbujesz oszukać samą siebie!

Scena IV: Wizja wojny rodzinnej Develioglu

Kilka osób siedzących przy sąsiednim stoliku tarasu z zaciekawieniem odwróciło głowy v stronę ich głośnej rozmowy. Hancer zauważywszy tow, natychmiast ze wstydu ściszyła swój głos do szeptu, zalewając się łzami: — Ja pod żadnym pozorem nie mogę… nie mogę postawić Cihana przed tak potwornym, nieludzkim wyborem majątkowym, Melih! Zrozum tow w końcu! Nie mam sumienia pójść do niego do holdingu, stanąć w gabinecie i powiedzieć chłodno: „Oto jest moje dziecko w brzuchu, a teraz wybieraj jako mężczyna, które z tych dwóch maleństw jest dla ciebie ważniejsze i które ma prawo do nazwiska Develioglu!”. Nie zrobię tego! — Niki z nas pod żadnym pozorem nie każe mu wybierać ani selekcjonować swoich własnych dzieci, Hancer! Co ty plecies?! — Realne, brutalne życie i his rodzina w tym dworku bezwzględnie go do takiego wyboru zmuszą, Melih! Znam ich! — Nie możesz tego wiedzieć na pewno przed rozmową. — Znam aż nader dobrze starszą panią Mukadder! Znam do szpiku kości podłą Beyzę! Znam tych wszystkich bezwzględnych ludzi z holdingu, którzy otaczają Cihana i niszczą her ludzką godność dla pieniędzy! Gdy tylko naga prawda o mojej ciąży wyjdzie na jaw przed całym Stambułem, w dworku w jednej sekundzie rozpocznie się brutalna, krwawa wojna rodzinna o dziedzictwo! Jedni ludzie będą krzyczeć, że moje dziecko jako owoc miłości jest ważniejsze, a drudzy z nienawiścią uznają, że dziecko Beyzy z legalnego ślubu ma absolutne pierwszeństwo majątkowe! Każdy z nich będzie szarpał i ciągnął biednego Cihana w swoją stronę, a on… a on stanąłby bezradny pośrodku tego piekła i próbowałby z bólom ratować wszystkich wokół, niszcząc samego siebie!

Głos Hancer zaczął drżeć niebezpiecznie od tłumionego szlochu, a łzy zalały jej policzki. — Ja już… Ja już w tym dumnym domu na własne eyes widziałam, do jakich potwornych tragedii i upokorzeń prowadzą takie konflikty rodowe holdingu! V tym dusznych salonie her pojedyncze słowo staje się naostrzonym sztyletem, her gest rani do żywego, a niewinne, małe dziecko zaczyna być przez Mukadder traktowane bezdusznie jak zwykła karta przetargowa w interesach majątkowych! Ja pod żadnym pozorem nie chcę takiego losu! Nie pozwolę na tow, żeby moje ukochane dziecko przyszło na ten świat w samym środku takiej brudnej, pełnej nienawiści walki o mury pałacu! Wolę nędzę!

Melih patrzył na nią przez bardzo długą chwilę w głębokim milczeniu, a his gniew ustąpił miejsca bezbrzeżnemu współczuciu. — Hancer… Ty mustisz tow wszystko szczerze powiedzieć Cihanowi. On ma pełne, męskie prawo wiedzieć o swoim potomku, a ty… ty masz święte prawo chronić swoje dziecko. — I właśnie… Vłaśnie dlatego, że chcę całym swoim życiem ochronić tow maleństwo, Melih… ja muszę uciec stąd jak najdalej! Przed his rodzonym ojcem, przed Mukadder i przed całym tym niszczycielskim chaosem, który go otacza w dworku! — Cihan pod żadnym pozorem nie jest żadnym potworem ani złym mężczyną, Hancer, tow przecież wiesz. — Nigdy w życiu pod żadnym pozorem czegoś takiego o nim nie powiedziałam! On ma dobre serce! To dlaczego w swojej głowie zakładasz od razu najgorszy scenariusz, że on skrzywdziłby wasze wspólne dziecko, co? — On… On pod żadnym pozorem nie skrzywdziłby go świadomie, Melih, ja tow wiem… Ale tow pod żadnym pozorem nie oznacza, że w swoim zagubieniu potrafiłby je skutecznie obronić przed wpływami matki Mukadder, jadem Beyzy i tymi wszystkimi bezwzględnymi urzędnikami majątkowymi holdingu, którzy od długich lat despotycznie decydują za niego o her kroku, dyktują mu, co powinien czuć i jak ma żyć! On ulegnie ich presji, a moje dziecko będzie cierpieć!

Scena V: Pożyczka od Meliha i pakt milczenia

Melih mocno potarł otwartą dłonią swoje czoło, czując czarną bezsilność wobec her her uporu. — Hancer… Ty pod żadnym pozorem nie masz prawa na tym świecie samotnie i autorytarnie decydować o przyszłości i losie nas wszystkich. Nie masz prawa odbierać Cihanowi szansy na dokonanie męskiego wyboru tylko i wyłącznie dlatego, bo sama panicznie boisz się konsekwencji i łez tej decyzji w dworku. — Ja po prostu… ja nie chcę, żeby on musiał wybierać, Melih. To ponad his siły. — A może… Może wcale nie musiałby wybierać i wszystko potoczyłoby się pięknie, gdyby poznał prawdę?

Hancer słysząc tow, zaśmiała się potworni krótko, gorzko i ironicznie przez łzy, a w tym śmiechu pod żadnym pozorem nie było ani grama radości: — Ty… Ty naprawdę, Melih, wierzysz w te swoje naiwne, bajkowe słowa, co?! Ty to sobie wyobrażasz w tej minucie, że ja dumnie podejdę do Cihana w gabinecie holdingu i ze spokojną miną powiem mu o ciąży, a on się ucieszy?! I co on wtedy według ciebie zrobi, co? Pójdzie potulnie do Beyzy do salonu i oznajmi jej z uśmiechem, że od dziś będzie legalnym ojcem dwójki dzieci z dwiema różnymi kobietami naraz pod jednym dachem holdingu, a ona tow przyjmie ze zrozumieniem i pogratuluje nam?! A starsza pani Mukadder z miłością pobłogosławi nasz związek z biedy i zaprosi moją rodzinę na wspólny, uroczysty obiad w dworku, tak?! Przestań opowiadać bajki, Melih! — Ja pod żadnym pozorem nie twierdzę, że ta droga będzie łatwa i usłana różami, Hancer… — To… To nie byłaby żadna łatwa droga, Melih! To byłoby dla nas wszystkich żywe, potworne piekło na ziemi her dnia! Piekło i katusze dla her z nas! I pod żadnym pozorem nie pozwolę na tow!

— A ta twoja nagła ucieczka i zniknięcie z miasta bez grosza… tow będzie według ciebie łatwa i przyjemna droga dla ciężarnej kobicę, co? — zapytał ponuro Melih. Hancer na tow pytanie momentalnie całkowicie zamilkła, nie znajdując słów, a her wzrok uciekł v stronę wody. — Ty myślisz… Ty myślisz w swojej głowie, Melih, że ja nie mam świadomości, jak potwórni i bolesno będzie tow moje odeście her dnia raniło moje własne serce?… — zapytała w końcu cichym, łamiącym się od płaczu głosem. — Każdego bożego poranka na tej prowincji będę budziła się z jedną, rozpaczliwą myślą o nim i o his perfumach… Za her jednym razem, kiedy poczuję w swoim brzuchu cudowny ruch naszego maleństwa, będę z bólom zastanawiała się w samotności, czy ono odziedziczyło po swoim rodzinym ojcu Cihanie his piękne eyes, his uśmiech, czy może his niezłomny, męski upór charakteru… Będę musiała her dnia na osobności w nędzy wymyślać kłamliwe odpowiedzi na trudne pytania o ojca, które pewnego dnia ze łzami w oczach zada mi mój własny dorastający syn albo córka! Ja tow wszystko doskonale viem, co mnie tam czeka w tej samotności, Melih!…

Pojedyncza, paląca łza spłynęła wolno po her blado policzku, zatrzymując się na ustach. — Ale czasami… czasami człowiek w tym okrutnym życiu pod żadnym pozorem nie wybiera dla siebie tej drogi, która najmniej boli his serce… Człowiek z honoru wybiera tę twardą drogę, na której his prywatny ból i nieszczęście pod żadnym pozorem nie zniszczą życia innych, bliskich osób. Rozumiesz mnie w końcu?

Melih na te Słowa dziewczyny powoli, bezsilnie opuściła głowę na piersi. Cały his męski gniew i frustracja, które czuł jeszcze chwilę wcześniej wobec her her uporu, w ułamku sekundy ustąpiły miejsca całkowitej, czarnej bezradności wobec her her potężnego cierpienia. — Dobrze, Hancer… niech ci będzie. Dokąd konkretnie chcesz potajemnie wyjechać ze Stambułu? — Ja… Ja sama jeszcze pod żadnym pozorem nie mam w swojej głowie precyzyjnego planu ani adresu, Melih… — Ty nie masz absolutnie żadnego planu logistycznego ani zabezpieczenia finansowego, dziewczyno! — Mam w zanadrzu kilka ewentualnych możliwości pracy… Mogę bez problemu znaleźć zatrudnienie w jakimś małym sklepie spożywczym albo pralni w innym, odległym mieście, może gdzieś daleko na spokojnym południu kraju… Tam pod zmienionym nazwiskiem niki z ludzi holdingu nie będzie mnie znał ani niepotrzebnie pytał o przeszłość. — Ty jesteś w zaawansowanej, trudnej ciąży, Hancer! Ocknij się! Pod żadnym pozorem nie możesz tak po prostu w tym stanie wsiąść do pierwszego lepszego autobusu na dworcu i zniknąć w ciemno bez żadnych dużych pieniędzy, bez stałego lekarza ginekologa i bez bezpiecznego mieszkania, w którym mogłabyś godnie urodzić dziecko! To szaleństwo! — I właśnie… Vłaśnie z tego bolesnego powodu majątkowego przyszłam dzisiaj na postój prosto do ciebie, Melih… Jako do mojego przyjaciela.

After these words, w ich rozmowie przy stoliku zapadła bardzo długa, ciężka i krępująca cisza. Hancer ponownie, ze smutkiem skierowała swój wzrok na szarą taflę Bosforu. Wielki prom pasażerski, sunący miarowo przez środek cieśniny, był już z tej odległości niemal całkowicie niewidoczny na horyzoncie, lecz pozostawiony przez his potężne śruby biały, spieniony ślad wody jeszcze bardzo długo i wyraźnie przecinał taflę wody, zanim zniknął… Młoda koba pomyślała w duchu, że z ludzkimi drastycznymi decyzjami życiowymi w realiach jest absolutnie tak samo: człowiek może spakować walizki, odeść, zniknąć na zawsze za horyzontem miasta… a mimo tow her namacalne, bolesne konsekwencje his wyborów pozostają wyraźnie widoczne i ranią bliskich przez wiele długich lat nocy.

Scena VI: Honor Hancer i kategoryczny warunek pożyczki

— Twoja nagła ucieczka pod żadnym pozorem nie rozwiąże tych potężnych problemów rodzinnych Cihana w dworku, Hancer — powiedział ponuro Melih. — Błagam cię, nie waż się w mojej obecności nazywać tego mojego bolesnego kroku „ucieczką”, Melih! — A jak niby mam tow zachowanie nazwać, o co chodzi? — To jest moje świadome, dumne odeście z ich życia dla dobra dziecka. — To pod żadnym pozorem nie jest żadne odeście, tow tylko inne, ładniejsze słowo na ucieczkę przed problemem, Hancer. — Pod żadnym pozorem nie ucieka przed życiem ktoś, kto chce po prostu uniknąć odpowiedzialności za swoje błędy, Melih! Ja odchodzę w milczeniu, ponieważ próbuję her te gigantyczną odpowiedzialność i ból za ten cały pakt w pełni wziąć na swoje własne barki! Samotnie! Bez niczyjej pomocy holdingu! Tak będzie miliard razy bezpieczniej dla mojego dziecka! — Dla dobra kogo będzie bezpieczniej, pytam cię?!

Hancer pod żadnym pozorem nie odpowiedziała mu ani słowem, zagryzając wargi. Melih bacznie przyglądał się her her profilowi: widział w her oczach niesamowitą, niezłomną determinację kobicę, lecz pod tą twardą maską dostrzegał nader wyraźnie czysty, paraliżujący strach. I pod żadnym pozorem nie był tow wcale lęk przed obcym miastem, brakiem pracy czy trudnościami finansowymi na prowincji… Hancer najbardziej na tym świecie bała się w głębi duszy tej jednej, przełomowej minuty, w której zakochany Cihan stanąłby nagle przed her eyes, chwycił ją za dłonie i z łzami w oczach błagał, by z miłości przy nim została. Vwiedziała doskonale, że wtedy her her całe twarde postanowienie w ułamku sekundy rozsypałoby się w pył pod wpływem miłości. — Ty naprawdę święcie wierzysz w tej swojej głowie, Hancer… że jeśli potajemnie znikniesz z miasta, tow Cihan po prostu o tobie i o waszych chwilach tak łatwo zapomni, co? — zapytał Melih. — Nie od razu… Vwiem, że na początku będzie mnie wściekły i przerażony szukał z Enginem po całym Stambule… Ale w końcu, pod wpływem obowiązków holdingu i nowego dziecka Beyzy, odpuści i przestanie szukać. Zapomni. — Ty go… Ty go pod żadnym pozorem w ogóle nie znasz jako mężczyny, Hancer, jeśli tak myślisz o jego uporze! — Vłaśnie… Vłaśnie dlatego, że znam his męski charakter i miłość aż nader dobrze, Melih… ja muszę wyjechać stąd i znaleźć się wystarczająco daleko stąd, by nie znalazł tropu! Dopóki będę fizycznie blisko, w oficynie, on pod żadnym pozorem nie zaakceptuje w swoim sercu tego naszego rozwodu majątkowego! Będzie tu przychodził her wieczoru, tłumaczył się, przepraszał i obiecywał ze łzami, że wszystko naprawi!… A ja… a ja przy her jego wizycie będę wewnętrznie stawała się coraz słabsza, aż pęknę. Nie mogę na tow pozwolić! — A więc… A więc ty po prostu pod żadnym pozorem nie ufasz samej sobie i swoim siłom wobec niego, Hancer.

Dziewczyna odwróciła ze wstydem face v stronę okna, szepcząc: — Ja… Ja po prostu ufam moim głębokim uczuciom do niego aż za bardzo, Melih… I właśnie dlatego viem z lodowatą jasnością, że muszę stąd uciec w milczeniu, zanim te uczucia ostatecznie zadecydują o moim losie za mnie i wrócę do dworku Mukadder.

Przez moment oboje milczeli, patrząc na Bosfor. Na rozległym tarasie kawiarni zrobiło się znacznie chłodniej, a wieczorny wiatr stał się bardziej przenikliwy i ostry. Kelnerzy w pośpiechu zaczęli zapalać małe, ozdobne lampki oliwne, ustawione przy donicach z krzewami, a nad szarą taflą wody pojawiła się delikatna, biała mgła morska. Wielkie miasto po drugiej stronie cieśniny powoli, malowniczo rozświetlało się miliardami jasnych świateł w oknach kamienic. Melih głęboko westchnął, wyciągając rękę: — Czy… Czy istnieje na tym świecie jakakolwiek rzecz, którą mogę w tej minucie dla ciebie legalnie zrobić, Hancer? Mów mi. Hancer popatrzyła na niego z ogromnym wahaniem i wstydem w oczach. — Przyszłam do ciebie na postój… ponieważ w swojej rozpaczy pod żadnym pozorem nie wiedziałam, do kogo innego z ludzi mogłaby się z zaufaniem zwrócić o pomoc w tym Stambule… — Mogłaś przecież po ludzku pójść do gabinetu i szczerze porozmawiać o tym z wujem Ertugrulem, Hancer. On ma dobre serce. — Myślałam o tym kroku bardzo długo, Melih, wierz mi… On jest moim rodzonym wujkiem i viem doskonale, że pomógłby mi bez zadawania jakichkolwiek zbędnych pytań i dałby mi schronienie… Ale wuj Ertugrul pod żadnym pozorem nie potrafi przez długi czas utrzymywać żadnych poufnych tajemnic i sekretów przed moim rodzonym bratem Cemilem. Vystarczyłoby jedno his nieostrożne, przypadkowe słowo przy obiedzie w dworku, by wszystko pękło. Gdyby mój wściekły brat Cemil dowiedział się o mojej ciąży i o tym, że zamierzam potajemnie uciec z miasta przed mężem, w dworku w tej samej minucie rozpętałaby się potężna, krwawa awantura rodzinna holdingu! — Obawiasz się jego reakcji? — Jestem tego w stu procentach pewna! Cemil w furiatce wpadłby z pięściami directly do gabinetu Cihana, oskarżył go przed całą firmą o her moje nieszczęście i łzy, a potem z nienawiścią zażądałby szantażem, żeby Cihan natychmiast wziął pełną odpowiedzialność majątkową za mnie i dziecko! Doszłoby między nimi do strasznej kłótni, może nawet bójki i rozlewu krwi, a wtedy podła Beyza i Mukadder dowiedziałyby się o moim dziecku, zanim zdążyłabym w ogóle spakować swoje rzeczy w pokoju i podjąć jakiekolwiek bezpieczne kroki! Vszyscy by mnie osaczyli! Nie pozwolę na tow!

Melih z powagą skinął głową, rozumiejąc her argumenty. — Rozumiem twoje obawy, to szczera prawda… Dlatego przyszłaś z tym do mnie na postój. Ale jeśli ty w tej minucie uważasz w swojej głowie, Hancer, że ja… — Błagam cię, nie waż się kończyć tego zdania, Melih! — przerwała mu szybko dziewczyna, łapiąc się za serce. — Ja pod żadnym pozorem nie chcę her swojej osoby obarczać cię swoimi brudnymi problemami rodzinnymi i długami majątkowymi holdingu, jeśli nie możesz mi pomóc… — Te twoje bolesne problemy, Hancer… już bardzo, bardzo dawno temu w moim sercu przestały być wyłącznie twoimi prywatnymi problemami, zapamiętaj tow — odpowiedział cicho i szczerze mężczyna. — Nie powinieneś… pod żadnym pozorem nie powinieneś mówić mi takich rzeczy, Melih, tow rani moją dumę… — A to z jakiego powodu, o co chodzi? Boisz się panicznie w tym życiu, Hancer, że będziesz musiała w końcu komuś obcemu bezgranicznie zaufać, co?

Hancer spojrzała na niego ze wzrokiem pełnym głębokiego, bolesnego żalu: — Bo ja pod żadnym pozorem nie chcę w swojej nędzy bezczelnie wykorzystywać twojej nieskończonej dobroci i szlachetności, Melih! Vwiem doskonale, że od samego początku byłaś wiernie i bezinteresownie przy moim boku… Nawet wtedy, w dworku, kiedy pod wpływem emocji i płaczu pod żadnym pozorem nie potrafiłam tego docenić… Ale nie mogę przecież bezczelnie oczekiwać od ciebie, że teraz rzucisz całą swoją pracę na bazie, porzucisz swoje plany i zaczniesz układać moje zniszczone życie na prowincji! To nie fair! — Ty pod żadnym pozorem nie mustisz tego ode mnie oczekiwać ani mnie prosić, Hancer… Ja ci tę pomoc sam z siebie, z męskiego szacunku i miłości proponuję. — Ale ty… Ty przecież nie masz pojęcia, o co ja chcę cię w tej minucie z bólom poprosić, Melih… — To pod żadnym pozorem nie ma dla mnie żadnego znaczenia, Hancer! Jeśli tylko będę fizycznie i finansowo w stanie tow zrobić dla ciebie, zrobię tow bez sekundy wahania.

Hancer ze smutkiem pokręciła głową, patrząc na blacie: — Nie składaj mi, błagam cię, takich wielkich obietnic, Melih… zanim w końcu poznasz her nagą prawdę o mojej prośbie. — Ja znam już w swoim sercu her najważniejszą i najcenniejszą część twojej prawdy, kieto: jesteś całkowicie sama w tym wielkim mieście, boisz się śmiertelnie zemsty Mukadder i próbujesz całym swoim życiem lojalnie ochronić swoje nienarodzone dziecko przed her złem. To mi w zupełności wystarczy za her rekomendację. — Ja pod żadnym pozorem nie jestem żadną bezradną ani słabą kobicę, Melih! Poradzę sobie! — Niki z nas… Niki w tym pokoju pod żadnym pozorem nie twierdzi, że jesteś słaba, Hancer! Przeciwnie – jesteś moim zdaniem prawdopodobnie najsilniejszą i najbardziej dumną kobicę, jaką miałem zaszczyt poznać w swoim całym życiu! Ale pamiętaj, że nawet najbardziej silny i niezłomny człowiek na tym świecie, w krytycznej minucie swojego losu, potrzebuje kogoś bliskiego, kto bezinteresownie poda mu pomocną dłoń w nieszczęściu. — Ja po prostu… ja nie chcę, żebyś ty przez moją osobę później gorzko żałował swoich decyzji… — Pozwól mi, Hancer, jako dorosłemu mężczynie, samemu decydować o tym, czego będę w swoim życiu żałował, a czego nie, okej?

Scena VII: Prośba o pożyczkę gotówkową

Melih oparł się wygodniej na krześle, kontynuując spokojnym głosem: — Mogę ci bez problemu pomóc w her kwestii materialnej i finansowej, Hancer, mam odłożone fundusze… Mogę też, jeśli zechcesz, pojechać tam z tobą na to południe, osobiście znaleźć bezpieczne mieszkanie do wynajmu, porozmawiać z ordynatorem kliniki o porodzie, pomóc w legalnym załatwieniu dobrej pracy… Nie mustisz mi mówić wszystkiego od razu w pośpiechu. Ja pod żadnym pozorem nie będę na ciebie naciskał ani żądał wyjaśnień… Ale za nic na świecie nie zostawię cię teraz samej w tym stanie. — Nie… — odpowiedziała stanowczo dziewczyna. — Ja pod żadnym pozorem nie chcę, żebyś ty jechał tam ze mną na prowincję, Melih. — A to dlaczego, o co chodzi? — Bo wtedy swoją osobą bezczelnie wciągnęłabym cię w sam środek tego potwornego, krwawego konfliktu rodzinnego holdingu Develioglu! Cihan prędzej czy później dowiedziałby się przez swoich detektywów, że tow ty pomogłeś mi zniknąć z miasta… Uznałby cię w swoim szaleństwie za swojego śmiertelnego wroga i że coś brudnego przed nim ukrywasz! Ja pod żadnym pozorem nie chcę, żebyście wy dwaj stali się przez moje problemy wrogami w interesach rynkowych! To zbyt niebezpieczne! — O moje relacje z prezesem Cihanem pod żadnym pozorem ty się w tej minucie nie martw, Hancer, poradzę sobie z nim jak mężczyna. — Ja się martwię, Melih, i tow potwórni! Cihan może być nadzwyczaj spokojnym i ugodowym mężczyną w interesach holdingu holdingu… dopóki sprawa pod żadnym pozorem nie dotyczy kobicę, którą całym swoim sercem kocha nad życie! Gdyby uznał w swoim szałe, że tow ty pomogłeś mi potajemnie zniknąć z jego oczu i ukryłeś przed nim his własne dziecko… tow zabiłby cię bez wahania! — Poradzę sobie z jego gniewem, nie jestem z porcelany. — Vłaśnie… Vłaśnie dokładnie takie słowa dumy wypowiadacie wy wszyscy, mężczynami, tuż przed tym, jak z wściekłością zaczynacie się bić i strzelać do siebie na ulicy! Nie ma mowy!

Melih mimo całego tego potężnego napięcia psychicznego, uśmiechnął się lekko i łagodnie pod nosem. — Ja pod żadnym pozorem nie mam zamiaru się z twoim mężem bić na pięści, Hancer, uspokój się. — Mój brat Cemil w dworku też zawsze z dumy twierdzi w kółko, że „chce tylko po męsku porozmawiać”… A potem wraca skrwawiony do pokoju! Dobrze, nie będę cię na siłę namawiał, żebyś jechał ze mną w podróż, jeśli się tak boisz… Ale przynajmniej powiedz mi otwarcie i szczerze, czego ty w tej minucie ode mnie konkretnie potrzebujesz do tej ucieczki, Hancer? Mów.

V tym samym ułamku sekundy do ich kawiarnianego stolika wolnym krokiem podszedł młody kelner w czarnym fartuchu. Młody mężczyna uprzejmie skinął głową, zabierając puste naczynia. — Czy… Czy mogę już od państwa uprzejmie zabrać te szklanki po herbacie? — zapytał. Melih odsunął swoją szklankę na brzeg blatu. — Tak, oczywiście, proszę brać.

Kelner sprawnie zebrał szklanki na metalową tacę. Hancer w milczeniu, z przejęciem obserwowała her pojedynczy ruch chłopaka, jakby to nagłe pojawienie się obcej osoby dało jej kobiecemu sercu jedną krótką chwilę upragnionego wytchnienia i pauzy od bolesnego tematu. Kiedy jednak pracownik odszedł, a cichy dźwięk his kroków całkowicie rozpłynął się w głośnym gwarze kawiarni tarasu, na twarz młodej kobicę w ułamku sekundy powróciło całe dawne, paraliżujące napięcie psychiczne. Melih splótł swoje duże dłonie na stole, patrząc jej prosto w eyes. — Powiedz mi tow w końcu, Hancer… Vwiem, że dla twojej dumy tow pod żadnym pozorem nie jest łatwe wyznanie. Mów. — Vwiem… Ty pod żadnym pozorem nie masz pojęcia, jak potwórni tow boli… — Słucham cię. — Ja… Ja nigdy w swoim całym dotychczasowym życiu pod żadnym pozorem nie prosiłam obcych ludzi o żadną pomoc finansową ani przysługi, Melih… Nigdy. — her człowiek na tym świecie, Hancer, w obliczu wielkiego nieszczęścia ma pełne prawo poprosić przyjaciela o pomoc, tow nie jest żaden wstyd. — Nawet… Nawet kiedy w naszym domu oficyny dramatycznie brakowało grosza na chleb i opłacenie rachunków za gaz, Melih… ja zawsze, her siłą próbowałam w samotności poradzić sobie ze wszystkim sama, bez słowa skargi! Szyłam i naprawiałam stare, zniszczone ubrania, rezygnowałam z her swojej własnej kobiecej potrzeby, pracowałam po nocach w kadrach holdingu ponad siły!… Ja pod żadnym pozorem nie prosiłam o pomoc nawet mojego rodzonego brata Cemila! Bo za nic na świecie nie chciałam, żeby on przez moją nędzę czuł się bolesno odpowiedzialny za całe moje nieudane życie! Taka jestem! — Poproszenie bliskiego przyjaciela o pomoc w potrzebie, Hancer… pod żadnym pozorem nie oznacza słabości charakteru ani klęski kobicę, uwierz mi. — Dla mojej dumy i wychowania, Melih… tow zawsze oznaczało zaciągnięcie potężnego, bolesnego długu wdzięczności wobec drugiego człowieka… — Nie her pojedynczy dług na tym świecie, Hancer, mustisz od razu spłacać wielkimi pieniędzmi holdingu. Są inne wartości.

Hancer niespokojnie, ze wstydu potarła palcami o krawędź drewnianego stołu, spuszczając wzrok, a her głos stał się szeptem: — Ale w tej sprawie… w tej sprawie, Melih… chodzi właśnie o duże pieniądze… Melih słysząc tow, zamrugał ze zdumienia, a na his face w ułamku sekundy pojawiła się wyraźna, potężna ulga psychiczna. Vypuścił głośno z płuc powietrze, którego najwyraźniej od dłuższej chwili ze strachu przed jej słowami podświadomie nie nabierał. — O mój Boże… Na litość boską, Hancer!… Więc w tej całej twojej dramatycznej prośbie chodziło wyłącznie o głupie pieniądze rynkowe holdingu?! Tylko o tow?!

Kobieta wyglądała na całkowicie zaskoczoną i poranioną tą his wesołą reakcją. — Dla twojego statusu materialnego i portfela, Melih… ta kwota może być niczym wielkim, tow prawda… Ale dla mnie i mojej biedy ta suma jest w tej minucie czymś niemalże absolutnie niemożliwym do zdobycia… — Ojej, przepraszam cię, Hancer, źle mnie zrozumiałaś! — złagodził ton Melih, łamiąc her opór. — Ja po prostu w swoim strachu pomyślałem w duchu, że ty chcesz mnie w tym pokoju poprosić o dokonanie jakiejś absolutnie niemożliwej, mrocznej zbrodni z Nusretem! A skąd! Niech od dziś twoim jedynym zmartwieniem w tym Stambule będą te nieszczęsne pieniądze, ocalimy cię! — Ja pod żadnym pozorem nie chcę od ciebie żadnej litości ani jałmużny, Melih! Pamiętaj o tym! — Niki tu pod żadnym pozorem nie mówi o żadnej jałmużnie, przestań! Rozmawiamy o pożyczce przyjacielskiej! — Ja ciężko pracowałam przez te miesiące w firmie holdingu i odkładałam her grosz, oszczędzałam! — wyjaśniła pospiesznie, chcąc ratować honor Hancer. — Od bardzo dawna w tajemnicy odkładałam her możliwą kwotę liry do szkatułki… Bo podświadomie czułam w duszy, że pewnego dnia nastąpi ten bolesny moment i będę musiała w rozpaczy odeść od Cihana na zawsze. Chciałam wtedy, z dumą zrobić ten krok bez żałosnego proszenia Mukadder o zgodę czy alimenty i bez jakiejkolwiek finansowej zależności od ich majątku holdingu! Miałam już prawie odłożoną całą potrzebną sumę na bilet i wynajem pokoju… Ale ostatnio, pod wpływem zaawansowanej ciąży, pojawiły się u mnie ogromne, dodatkowe wydatki medyczne: drogie badania laboratoryjne krwi, USG, lekarstwa w aptece, witaminy… rzeczy, których wcześniej pod żadnym pozorem nie byłam w stanie przewidzieć w budżecie. I zabrakło mi gotówki. Melih… Ja mogłabym oczywiście potulnie poczekać w oficynie jeszcze kilka miesięcy, sprzątać domy i sama odłożyć te brakujące liry… Ale wierz mi, że nie mam już czasu! Za chwilę mój ciążowy brzuch zacznie być widoczny pod płaszczem dla obcych ludzi! Sąsiedzi zaczną mi zadawać bolesne pytania, a wieści o mojej ciąży w ułamku sekundy dotrą do uszu Mukadder i Beyzy! Rozpęta się piekło! Muszę stąd wyjechać i zniknąć z miasta, zanim ktokolwiek z dworku się zorientuje! Pomóż mi! — Hancer… Błagam cię, wystarczy już tych tłumaczeń, uspokój się — przerwał jej łagodnie Melih, podnosząc rękę. Kobieta natychmiast umilkła, ocierając łzę. — Ty pod żadnym pozorem nie mustisz się przede mną ze swoich her kroków i biedy usprawiedliwiać w tym pokoju, tow niepotrzebne. Posiadam na swoim prywatnym koncie bankowym pewne spore oszczędności z kursów kierowcy holdingu. — Ja pod żadnym pozorem nie mogę wziąć od ciebie wszystkich twoich życiowych oszczędności, Melih! Nie ma mowy! — Vszystkie pieniądze, jakie w tej minucie posiadam na tym świecie, Hancer… są od tej sekundy do twojej pełnej dyspozycji. Możesz brać, ile chcesz. — Melih, błagam cię, mów do mnie poważnie, jako dojrzały mężczyna! Ty przecież nie masz nawet profesu, o jakiej dużej sumie lirów ja w tej minucie z bólom mówię! — Powiesz mi tę kwotę za chwilę, a jeśli tylko mam wystarczająco dużo gotówki na karcie, tow dostaniesz te pieniądze do rąk jeszcze dzisiaj wieczorem, przed nocą. A jeśli mi zabraknie parę lirów, tow poruszę postój, pożyczę od szefa bazy i znajdę resztę sumy! Nie bój się o tow! — Ja pod żadnym pozorem nie chcę, żebyś ty dla mojej osoby pakował się w jakieś prywatne długi u obcych ludzi, Melih! To wbrew moim zasadom! — Uprzedzam cię, że pod żadnym pozorem nie będę musiał od nikogo pożyczać, mam wystarczająco na koncie. — A skąd… Skąd ty, jako zwykły kierowca taksówki, masz w ogóle odłożone tak duże oszczędności, co? — Hancer na te Słowa uniosła wysoko brwi ze zdziwieniem. Melih zaśmiał się cicho, mrużąc eyes: — No… Ja ciężko pracuję her dnia na postoju, Hancer, nie jestem leniem. Vwiem, że czasem w twoich oczach wyglądam jak szalony facet, który wydaje her zarobiony grosz na szklanki herbaty i niepotrzebne, długie dyskusje z kolegami na bazie… Ale uwierz mi, że kiedy mam w życiu jasny cel, tow potrafię odłożyć sporą sumę pieniędzy.

Scena VIII: Łzy Hancer i wypłata gotówki z banku

Mimo tego całego paraliżującego bólom serca, na blado twarzy Hancer po razy pierwszy od wielu godzin pojawił się słaby, uroczy uśmiech wdzięczności. — Ty pod żadnym pozorem nie powinieneś sobie teraz stroić żartów z mojej biedy, Melih… — Vłaśnie… Vłaśnie teraz, w tym bólom, ty najbardziej na tym świecie potrzebujesz mojego męskiego żartu i uśmiechu, kochanie, byleś mi tu nie płakała!

Jej uśmiech jednak zniknął z twarzy tak samo szybko, jak się pojawił, zastąpiony przez powagę. — Przysięgam ci, Melih… że jak tylko bezpiecznie dojadę na południe, znajdę jakąkolwiek legalną pracę i będę mogła normalnie zarabiać na chleb, tow w her miesiącu zacznę ci sumiennie spłacać ten mój bolesny dług, her grosz ci oddam… — Oddasz mi te pieniądze holdingu wtedy, kiedy będziesz miała w pełni wolną kwotę i stabilną sytuację, Hancer, pod żadnym pozorem nie wcześniej. Zapiszemy kwotę w notesie, ustalimy dogodne dla ciebie terminy… — Nie, Melih! Żadnych terminów w notesie pod żadnym pozorem nie będziemy ustalać, tow musi być czysta umowa pożyczki! — Melih, proszę cię na wszystko, muszę mieć w swoim sercu absolutną, twardą pewność kobicę, że te pieniądze od ciebie tow jest moja legalna pożyczka honorowa, a nie żaden podły prezent z litości czy darmowa jałmużna dla biedy!… — Dobrze, niech ci będzie, kieto z oficyny! Nazwiemy tę gotówkę w umowie słowem: „pożyczka”, jeśli dzięki temu twoja wygórowana duma ma się poczuć w tym kawiarni lepiej i bezpieczniej. Ale zapamiętaj moje twarde słowo: oddasz mi te liry wtedy, kiedy sama zechcesz. Nie wcześniej i pod żadnym pozorem nie kosztem zdrowia czy jedzenia twojego nienarodzonego dziecka! Słyszałaś mnie dobrze?!

Hancer słysząc te szlachetne i pełne miłości słowa przyjaciela, bezsilnie spuściła głowę na piersi. Te gorące łzy bólom i bezsilności, które z takim trudem przez całą tę rozmowę powstrzymywała w sobie pod wpływem dumy, wreszcie strumieniami popłynęły po jej policzkach. Ukryła twarz w dłoniach. — Ja… Ja pod żadnym pozorem nie mam pojęcia, Melih… jak ja będę w stanie w tym życiu odwdzięczyć się za tę twoją anielską dobroć… — Ty pod żadnym pozorem nie mustisz mi się w żaden sposób odwdzięczać, Hancer, przestań płakać. — Robisz… Robisz dla mojego nieszczęśliwego losu i dla tego dziecka znacznie, znacznie więcej, Melih… niż her inny rodzony brat czy bliski przyjaciel powinien w ogóle zrobić na tym świecie! To ponad normę! — A kto… Kto szanowny na tym podłym świecie ma prawo decydować i odgórnie ustalać paragrafy, ile konkretnie dobra i serca powinien w obliczu tragedii ofiarować swojej przyjaciółce wierny przyjaciel, co? Mów mi! — Może… Może nadeść taki bolesny dzień w mojej nędzy na południu, Melih… że pod żadnym pozorem nie będę fizycznie w stanie zwrócić ci tych pieniędzy na czas… Co wtedy zrobisz? — Vtedy… Vtedy po prostu, w odległej przyszłości, kiedy sama spotkasz na swojej drodze życia jakiegoś innego biednego człowieka w rozpaczy, podasz mu pomocną dłoń i uratujesz his his los… I w tej samej minucie uznamy her twój dług wobec mojej osoby za w pełni ostatecznie i szlachetnie spłacony. Pasuje ci taki pakt, Hancer?

Hancer słysząc tow, zakryła usta dłonią, próbując opanować głośny szloch wzruszenia, który wstrząsnął her ciałem. Melih ze stoickim spokojem i szacunkiem pod żadnym pozorem nie dotknął her ciała ani nie próbował jej na siłę pocieszać jakimiś tanimi, rynkowymi pustymi słowami pocieszenia – pozwolił jej po prostu w ciszy tarasu rzewnie się wypłakać, ponieważ wiedział doskonale w swoim męskim sercu, że te her łzy pod żadnym pozorem nie były wyłącznie łzami wdzięczności za pożyczkę. Ta biedna koba opłakiwała w tej minucie na krześle całe swoje zniszczone przez los życie, które mogła mieć u boku męża… Opłakiwała ten piękny, bezpieczny dom fundacji, o którym nocami marzyła w oficynie… Opłakiwała ukochanego Cihana, którego pomimo his bolesnych oskarżeń i rozwodu nadal szaleńczo kochała nad własne życie… I opłakiwała te utracone, magiczne chwile z przeszłości, podczas których wyobrażała sobie w dworku z miłością, jak pewnego dnia podejdzie do męża, powie mu nieśmiało o ciąży, zobaczy błysk dzikiej radości i dumy na his face i poczuje his duże, ciepłe dłonie delikatnie spoczywające na jej zaokrąglonym brzuchu… Teraz tymczasem, zamiast tego marzenia, musiała z bólom planować potajemną ucieczkę i samotny poród na prowincji. — Ile… Ile dokładnie potrzebujesz tych lirów na bilet i kaucję, Hancer? — zapytał cicho Melih, kiedy her her oddech w końcu się uspokoił.

Hancer podała mu konkretną kwotę niemalże niesłyszalnym szeptem, czerwieniąc się ze wstydu. Mężczyzna przez krótką chwilę w skupieniu policzył coś szybko w pamięci. — Dobrze, bez problemu, mam dokładnie taką sumę wolną na swoim koncie bankowym, starczy nam. — Naprawdę?… Posiadasz tyle gotówki od ręki? — Tak, nie kłamię cię. Spójrz tam, tuż obok placu, po drugiej stronie ulicy znajduje się duży oddział banku miejskiego holdingu. Pójdę tam w tej samej minucie i wypłacę dla ciebie her kwotę w gotówce do rąk. — Nie… pod żadnym pozorem nie mustisz tam biec w tym pośpiechu teraz, Melih, możemy jutro… — Im szybciej… Im szybciej będziesz miała te pieniądze bezpiecznie schowane na dnie swojej torby, Hancer… tym szybciej twoje biedne serce przestanie się tak potwórni zamartwiać o jutro i odzyskasz spokój. Po co zwlekać? — Mogłabym przecież po prostu podać ci mój oficjalny numer konta bankowego holdingu, przelałbyś mi to sprawnie przez internet… — Nie! Żadnych przelewów elektronicznych pod żadnym pozorem w tej sprawie nie będziemy robić, Hancer! Gotówka do rąk jest miliard razy bezpieczniejsza w twoim położeniu prawnym, skoro chcesz potajemnie zniknąć z miasta i pod żadnym pozorem nie chcesz pozostawiać po sobie żadnych śladów w systemach bankowych holdingu dla detektywów Cihana! Przelew elektroniczny Cihan wyśledziłby w pięć minut przez swoje wpływy! Gotówka tow czysty ślad.

Hancer spojrzała na niego z głębokim zaskoczeniem i podziwem w oczach: — Ty… Ty naprawdę myślisz w tym pośpiechu o her najmniejszym szczególe bezpieczeństwa dla mnie, Melih… Niesamowite. — Próbuję po prostu w tej trudnej minucie logicznie myśleć za nas oboje, Hancer… ponieważ ty ze swojego potężnego wycieńczenia psychicznego i płaczu jesteś już zdecydowanie za słaba na analizę. Siedź tu.

Melih raźnym ruchem wstał od kawiarnianego stolika i sięgnął ręką po swoją skórzaną kurtkę, przewieszoną przez oparcie jasnego krzesła. — Zostawię cię tu samą na kilka minut, napij się wody. Gmach banku jest tuż naprzeciwko, zaraz wracam z gotówką. — Melih!… — zawołała cicho za nim dziewczyna, trzymając pręty. Mężczyzna zatrzymała się w pół kroku, obracając się v her stronę. — Dziękuję ci… Dziękuję ci za wszystko…

Melih uśmiechnął się do niej niezwykle ciepło, z czystym, męskim wsparciem w oczach: — Ojej, nie waż się pod żadnym pozorem mi dziękować przed czasem, Hancer! Najpierw mustimy mieć pewność, czy ze stresu nie zapomniałem PIN-u do mojej karty w bankomacie! Czekaj tu grzecznie!

Scena IX: Samotność Hancer na tle panoramy Stambułu

Hancer na ten his żart ponownie uśmiechnęła się lekko przez łzy, wycierając policzek. Melih zdecydowanym, szybkim krokiem odszedł v stronę wyjścia głównego z tarasu kawiarni. Po przejściu kilku metrów, pod wpływem męskiej intuicji, zatrzymała się na moment i obejrzał jeszcze raz przez ramię za siebie: koba siedziała całkowicie nieruchomo przy tym pustym stole, taka przeraźliwie drobna, krucha i potwórni samotna na tle tej gigantycznej, przytłaczającej panoramy wielkiego Stambułu holdingu. Przez jedną krótką sekundę w jego sercu zrodziła się potężna, rozpaczliwa chęć wrócić do niej, złapać za ramiona i wykrzyczeć prosto w face, że pod żadnym pozorem nie może dokonać tego szaleństwa i uciekać z miasta, że powinen natychmiast wyciągnąć telefon i zadzwonić bezpośrednio do Cihana, opowiedzieć mu o ciąży… bo naga prawda, choćby była najbardziej bolesna i niszczycielska dla Mukadder, zawsze jest w życiu lepsza od trwałej tajemnicy i ucieczki. Nie zrobił tego jednak, powstrzymał swoje kroki. Obiecał Hancer na swój męski honor pełną pomoc w tej ucieczce, a ona po razy pierwszy w swoim życiu powierzyła mu swój najświętszy, głęboki sekret życiowy kobicę – nie miał najmniejszego, moralnego prawa zdradzić her bezgranicznego zaufania w tej minucie, nawet jeśli osobiście całym swoim rozsądkiem pod żadnym pozorem nie zgadzał się z podjętą przez nią decyzją o rozstaniu.

Kiedy sylwetka Meliha ostatecznie zniknęła za szklanymi drzwiami wyjściowymi tarasu, poraniona Hancer została przy stoliku kawiarni całkowicie, potwórni sama. Popołudniowe słońce z her każdą minutą nieuchronnie ustępowało miejsca mrocznemu, zimnemu wieczorowi. Wieczorny wiatr znad cieśniny stał się znacznie chłodniejszy, bardziej przenikliwy i ostry, wdzierając się pod płaszcz. Młoda koba odruchowo mocno objęła swoimi rękami własne ramiona, próbując utrzymać ciepło, lecz w rzeczywistości pod żadnym pozorem nie odczuwała fizycznego chłodu natury – całe jej ciało i psychika były maksymalnie napięte i zesztywniałe z emocji, jakby podświadomie przygotowywały się na przyjęcie jakiegoś potężnego ciosu przeznaczenia, który jeszcze nie nadszedł.

Powolnym, pełnym czułości ruchem położyła obie dłonie na swoim brzuchu. Pod płaszczem pod żadnym pozorem nie było jeszcze widać najmniejszego śladu zaawansowanej ciąży. Dla wszystkich tych przypadkowych ludzi i gości siedzących obok przy sąsiednich stolikach tarasu, była w tej chwili po prostu zwykłą, wyjątkowo smutną i zapłakaną kobicę, siedzącą samotnie przy pustym stole z zimną herbatą… Niki z przechodniów pod żadnym pozorem nie miał pojęcia, że pod her sercem rozwijało się nowe, niewinne życie holdingu. Niki nie widział tego gigantycznego, niszczycielskiego ciężaru moralnego decyzji, którą musiała w swojej samotności podjąć dla dobra dziecka. — Vwybacz mi… Błagam cię, wybacz mi, moje maleństwo… — wyszeptała ledwo słyszalnie w przestrzeń przez łzy. Nie wiedziała w tej minucie sama w swojej rozpaczy, czy te słowa przeprosin kieruje do nienarodzonego dziecka w brzuchu, czy do ukochanego Cihana, czy może do samej siebie i swojej słabości.

Przed her oczami w ułamku sekundy z potężną siłą stanęła ukochana twarz męża. Pamiętała ze szczegółami her czuły sposób, w jaki Cihan z miłością patrzył na her postać w dworku, kiedy naiwnie sądził w swojej męskiej rezerwie, że ona tego nie zauważa… Pamiętała his niesamowity upór mężczyny, his rodowy gniew, his chorobliwą zazdrość holdingu o her her boży krok i wszystkie his czułe, rozpaczliwe próby zatrzymania jej przy swoim boku za wszelką cenę. Najbardziej jednak ze wszystkiego pamiętała tę jedną, przełomową chwilę z przeszłości, kiedy Cihan pod wpływem her her cierpienia całkowicie przestawał być w jej oczach tym wielkim, silnym i pewnym siebie prezesem holdingu, a stawał się po prostu zwykłym, bezbronnym człowiekiem, śmiertelnie przerażonym samą tylko wizją utraty ukochanej kobicę na zawsze.

Gdyby ona dzisiaj poszła do holdingu i powiedziała mu szczerze o ciąży, Cihan w ułamku sekundy zrobiłby absolutnie wszystko na tym świecie, poruszyłby niebo i ziemię, by pod żadnym pozorem nie pozwolić jej wyjechać i odeść z Stambułu. Być może w przypływie miłości rzuciłby her wielki majątek holdingu i cały świat holdingu do jej stóp… Być może z miłości ostentacyjnie sprzeciwiłby się woli Mukadder, wygoniłby Beyzę z dworku i zerwałby z her mężem, którzy stanęliby im na drodze do szczęścia. Ale właśnie tego obrotu spraw Hancer całym swoim honorowym sercem pod żadnym pozorem nie chciała! Nie miała sumienia pozwolić na tow, żeby jej własne, ukochane dziecko stało się w dworku bezpośrednim powodem całkowitego zniszczenia i spalenia innego domu i rodziny Beyzy. Nie chciała za nic na świecie patrzeć z bólom her dnia, jak zakochany Cihan rozdziera się wewnętrznie pomiędzy swoim rodowym obowiązkiem ojca wobec dziecka Beyzy a wielką miłością do jej osoby, niszcząc swoje zdrowie. Nie chciała pod żadnym pozorem, żeby te dzieci dorastały na tym świecie ze świadomością, że całe swoje życie były ze sobą nienawistnie porównywane przez Mukadder o majątek holdingu. — Ja… Ja po prostu pod żadnym pozorem nie miałam w tej matni kłamstw innego, lepszego wyjścia… — powiedziała cicho do siebie, a her głęboki głos był ledwie słyszalny, zagłuszany przez szum wiatru znad Bosforu. — Musiałam podjąć ten bolesny krok… Gdybym została w oficynie, wszystko w naszym życiu zamieniłoby się lada dzień w jedną wielką, pełną jadu kłótnię rodzinną przed sądem. Cihan znalazłby się pośrodku tego piekła, próbowałby rozpaczliwie ratować mnie, Beyzę, dzieci i honor swojej matki Mukadder, a na samym końcu tego teatru her z nas byłby skrajnie, potwórni nieszczęśliwy i zniszczony.

Przymknęła bolesno eyes, a her ciało zadrżało: — Miliard razy lepiej i bezpieczniej dla wszystkich będzie, jeśli on na zawsze znienawidzi moją postać za tę nagłą ucieczkę i rozwód majątkowy… niż żeby pewnego dnia, na starość, potwórni znienawidził samego siebie za tow, czego z mojej winy pod żadnym pozorem nie zdołał w tym dumnym domu naprawić dla dzieci.

Scena X: Wyrok sumienia i początek burzy nad Stambułem

Kolejna gorąca łza spłynęła wolno po her policzku i zatrzymała się na drżących z bólom ustach. Hancer wiedziała doskonale w swoim sumieniu, że tymi wszystkimi argumentami pod żadnym pozorem nie tłumaczyła her decyzji wyłącznie nienarodzonemu dziecku w brzuchu – ona po prostu w swojej rozpaczy rozpaczliwie próbowała przekonać samą siebie, że ta potajemna ucieczka z miasta była jedynym słusznym i moralnym rozwiązaniem z relacji. Jednak gdzieś tam bardzo głęboko, w zakamarkach jej kobiecego serca, wciąż z niszczycielską siłą brzmiały te twarde, oskarżycielskie Słowa Meliha: „A twoje dziecko, Hancer?! Czy odbierasz mu ojca?!”. I pod żadnym pozorem nie potrafiła znaleźć w swojej głowie żadnej logicznej odpowiedzi na tow pytanie. Może rzeczywiście, ze swojej dumy, bezwzględnie odbierała temu maleństwu rodzonego ojca i miłość Cihana… Może pewnego dnia, w odległej przyszłości, jej własne dorosłe dziecko spojrzy na nią z bólom i wyrzutem w oczach i zapyta z żalem, dlaczego ze swojego strachu przed Mukadder zdecydowała autorytarnie za wszystkich… Może Cihan nigdy w swoim życiu pod żadnym pozorem nie wybaczy jej tej nagłej ucieczki i uzna ją za zdrajczynię… Ale wiedziała jedno: jeśli została w oficynie, naga prawda o ciąży mogła zniszczyć ich her dwoje miliard razy szybciej i bolesnej.

Hancer powoli otworzyła eyes i spojrzała na Stambuł. Piękne miasto było ogromne, hałaśliwe, tętniące życiem holdingu i całkowicie obojętne na te wszystkie skomplikowane ludzkie dramaty, które rozgrywały się za ścianami kamienic. Każdego bożego dnia tysiące nowych osób przyjeżdżały tu z prowincji z wielką nadzieją na karierę, a kolejne tysiące opuszczały te ulice ze złamanym sercem i w łzach. Vkrótce ona również, z walizką w ręku, miała oficjalnie stać się jedną z tych zniszczonych przez los osób. Miała wyjechać stąd potajemnie, pod osłoną nocy, bez jakiegokolwiek pożegnania z bratem, bez ostatniego spojrzenia na dworku holdingu i bez możliwości powiedzenia Cihanowi prosto w eyes, że pomimo her rozwodu i bólom, ona pod żadnym pozorem nigdy w swoim całym życiu nie przestała go kochać nad wszystko na świecie.

Na tle ciemniejącego błękitu nocnego nieba, jedno po drugim z głośnym błyskiem zapaliły się tysiące jasnych świateł wielkiego mostu wiszącego. Ich piękne odbicie w ułamku sekundy zadrżało na falującej powierzchni Bosforu, rozciągając się w długie, migotliwe pasma światła. Face Hancer odbijała się z bólom w szklanej balustradzie tarasu kawiarni – obraz był niewyraźny, rozmyty przez łzy, jakby należał do jakiejś zupełnie obcej, zniszczonej przez los kobicę, której ona sama pod żadnym pozorem nie była już w stanie rozpoznać w lustrze. Łagodnie położyła obie swoje dłonie na brzuchu, gładząc materiał płaszcza. — Ja będę… Obiecuję ci, moje maleństwo, że będę dla twojego dobra silna i twarda jak głaz… — wyszeptała cicho w ciszy nocy, a her głęboki głos zadrżał od płaczu. — Nawet… Nawet jeśli sama w tej nędzy na południu będę musiała od zera uczyć się żyć i pracować od nowa… Nawet jeśli her bożego dnia i nocy będę potwórni umierała z tęsknoty za twoim rodzonym ojcem Cihanem… Obiecuję ci uroczyście, że pod żadnym pozorem nie pozwolę nikomu na tym świecie cię skrzywdzić ani wykorzystać do swoich wojen majątkowych holdingu. Ocalę cię.

Vzięła głęboki, oczyszczający oddech w płuca, lecz ten gigantyczny, ołowiany ciężar spoczywający na jej klatce piersiowej pod wpływem obietnicy pod żadnym pozorem nie zmniejszył się ani o milimetr. Viedziała z lodowatą jasnością w swojej duszy kobicę, że od tej minuty, gdy Melih wróci z banku z gotówką w dłoni, nie będzie już absolutnie żadnego odwrotu od tej ucieczki. Każda kolejna, podjęta przez nią decyzja logistyczna będzie ją nieuchronnie przybliżała do wyjazdu ze Stambułu na zawsze: najpierw kupi bilet autobusowy na dworcu, potem spakuje ukradkiem w pokoju tylko te najpotrzebniejsze rzeczy osobiste, wyłączy i wyrzuci kartę SIM z telefonu, by niki jej nie namierzył, i zostawi za sobą na zawsze tow wielkie miasto, rodzinę oficyny i mężczyny, którego kochała miliard razy mocniej niż swoje własne życie.

Zamknęła mocno eyes, próbując z bólom wyobrazić sobie tę her ostatnią noc w Stambule przed ucieczką. Czy zakochany Cihan będzie wtedy spokojnie i smacznie spał w swoim wielkim łóżku dworku holdingu, nie wiedząc o niczym?… Czy his męska intuicja podpowie mu w środku nocy, że właśnie w tej sekundzie traci ją na zawsze?… Czy rano w panice zacznie szukać her her śladów po postojach taksówek z Enginem?… A może, pod wpływem jej nagłego zniknięcia bez pożegnania, przyjmie her odeście po prostu jako kolejną obrzydliwą zdradę i cios w plecy, wścieknie się i ze swojej rodowej dumy już nigdy więcej w swoim życiu pod żadnym pozorem nie zechce usłyszeć her jej szanowanego imienia, skreślając ją z pamięci na zawsze? Hancer pod żadnym pozorem nie znała odpowiedzi na te pytania, a her sumienie krwawiło. Viedziała tylko jedno: mustiała odeść stąd jak najszybciej, pod osłoną nocy, zanim her her własnej kobiecej odwadze i determinacji zabraknie sił i pęknie pod wpływem miłości do niego.

Kamera w tym dramatycznym momencie powoli zbliżała się do her her zapłakanej twarzy, uwieczniając her profil w szarym półmroku wieczoru: otaczająca ją rozległa kawiarnia tarasu, gwar rozmawiających gości i migoczące miliony świateł Stambułu stopniowo, całkowicie rozpływały się w rozmazanym tle… Pozostawały w kadrze jedynie her wielkie, wilgotne eyes pełne łez, drżące z bólom usta oraz ten potężny wyraz ludzkiego cierpienia wewnętrznego, którego pod żadnym pozorem nie dało się już przed światem ukryć pod żadną maską. V jej spojrzeniu w jednej sekundzie niesamowicie mieszały się ze sobą her wielka miłość do męża, paraliżujący strach przed Mukadder, bolesne poczucie winy wobec potomka i nienaruszalna duma kobicę. Hancer wyglądała w tym kadrze dokładnie jak zniszczona przez los osoba, stojąca na samej krawędzi dwóch zupełnie różnych, obcych sobie światów: jeden z tych światów był od początku do końca przepełniony postacią ukochanego Cihana, ich pięknymi wspólnymi wspomnieniami miłości nad morzem i tą her słabą nadzieją w duszy, że ich miłość mogłaby jeszcze w dworku pokonać absolutnie her złą intrygę Beyzy… A drugi, chłodny świat oznaczał dla niej całkowitą, potworną samotność w obcym mieście na prowincji, ciężką pracę fizyczną kelnerki i skrajnie niepewną przyszłość materialną, ale za tow dawał jej nienarodzonemu dziecku tę jedyną szansę na spokojne dorastanie z dala od her nienawiści, kłamstw i rodzinnej wojny majątkowej holdingu. Kobieta dokonała ostatecznego wyboru dla dobra potomka. To pod żadnym pozorem nie oznaczało jednak w realiach, że her poranione serce i psychika były gotowe bezgłośnie i bez bólom ponieść tak potwornie wysoką cenę tego wyboru.

Ostatnie słabe promienie zachodzącego słońca ostatecznie bezpowrotnie zniknęły za ciemną linią horyzontu Stambułu. Face zapłakanej Hancer w odbiciu szyby balustrady malowniczo przenikała się z widokim rozświetlonej milionami świateł cieśniny, jakby her potężny, kobiecy smutek powoli rozpływał się nad szarą wodą i obejmował swoim bólom cały ten wielki Stambuł.

A gdzieś tam bardzo daleko, w zupełnie innej części miasta, całkowicie nieświadomy her planów ucieczki Cihan Develioglu żył jeszcze w swoim męskim, błędnym przekonaniu i nadziei, że zawsze… że zawsze będzie miał na tym świecie dość czasu i możliwości, by odnaleźć her ślad w oficynie, zatrzymać ją mocno za rękę przed bramą, przytulić do piersi i z miłością powiedzieć jej prosto w eyes absolutnie wszystko tow, czego ze swojej pychy i strachu przed Mukadder dotychczas pod żadnym pozorem nie potrafił jej szczerze wypowiedzieć w rozmowie.

Mężczyzna pod żadnym pozorem nie miał pojęcia w swoim suvie, że ten upragniony czas na ratunek właśnie w tej samej minucie bezlitośnie zaczynał się kończyć.

Jak sądzisz, czy to nagłe przekazanie oszczędności przez Meliha i determinacja Hancer pozwolą jej na potajemne opuszczenie Stambułu na zawsze, zanim zszokowany Cihan dowie się o jej ciąży od Deryi i rozpocznie desperacki pościg na dworcu autobusowym, podczas gdy Beyza i Nusret zaczną świętować swoje fałszywe zwycięstwo w dworku holdingu?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page