Hancer i Cihan w policyjnym areszcie. Jedna noc zmienia ich życie na zawsze. Hancer nie przypuszczała, że jedna dramatyczna noc doprowadzi ją za kraty i postawi jej przyszłość pod wielkim znakiem zapytania.

Zamknięta w zimnej celi, przerażona i pozbawiona nadziei, może liczyć tylko na Cihana. Mężczyzna próbuje dodać jej otuchy, dzieli się z nią jedzeniem, a widząc, że ukochana marznie, okrywa ją własnym płaszczem. W cichej atmosferze komisariatu oboje uświadamiają sobie, że znaleźli się w samym centrum skomplikowanej sprawy, która może doszczętnie zniszczyć ich dotychczasowe życie.

Poranek pod żadnym pozorem nie przynosi jednak spokoju. Przed posterunkiem na Cihana czekają już Cemil oraz wuj Ertugrul, a nagromadzony gniew błyskawicznie przeradza się w gwałtowną, otwartą kłótnię. Hancer bezradnie staje pomiędzy mężczyznami, nie wiedząc, komu może w tym chaosie jeszcze zaufać. Wkrótce Cihan ponownie zostaje zatrzymany przez policję, a Hancer wiernie odwiedza go w areszcie, próbując z miłością przekonać go, że pod żadnym pozorem nie zostawi go samego.

Tymczasem w domu wybuchają kolejne konflikty. Derya niesłusznie obwinia Hancer o wszystkie nieszczęścia i problemy finansowe rodziny. Beyza skrywa własne, mroczne zamiary, a załamany Cemil desperacko próbuje ochronić bliskich przed skandalem. V luksusowej rezynencji Mukadder ostatecznie traci cierpliwość. Jasemin podejmuje tajemnicze, niezależne decyzje, natomiast ciężarna Yonka coraz bardziej pogrąża się w paraliżującym strachu. Jej telefony uparte pozostają bez jakiejkolwiek odpowiedzi, a zachowanie Nusreta budzi w niej coraz większy niepokój. Gdy Hancer otrzymuje niespodziewaną szansę zawodową i wyrusza do wielkiej posiadłości, zatrzymuje się przerażona przed samą bramą. Nie potrafi zrobić kolejnego kroku. Czy odważy się wejść do świata, który wcześniej przyniósł jej tyle bolesnego cierpienia? Dlaczego Cihan znalazł się ponownie za kratami i kto naprawdę stoi za wydarzeniami, które rozdzielają ich w najtrudniejszym momencie? Jedno jest pewne – autonomiczna decyzja Hancer może uratować Cihana albo na zawsze przekreślić ich wspólną przyszłość.

Scena I: Awaria prądu i uwięzienie Yonki

Noc, która całkowicie odmieniła los Hancer i Cihana. Ta noc była wyjątkowo cicha. Vąskie, brukowane uliczki Stambułu tonęły w głębokiej ciemności, a ciężkie chmury całkowicie zasłoniły Księżyc. Silny wiatr miarowo poruszał gałęziami drzew, które co chwilę z głuchym stukotem uderzały o szyby starego domu. V środku budynku pod żadnym pozorem nie paliła się ani jedna lampa – nagła, rozległa awaria sieci prądu pogrążyła wszystkie pomieszczenia w nieprzeniknionym mroku.

V sypialni na dużym łóżku spała niespokojnie Yonka. Kobieta była w ostatnich tygodniach zaawansowanej ciąży, a her twarz nawet podczas snu zdradzała potężne zmęczenie, ból i paraliżujący niepokój. Jedną dłoń opiekuńczo trzymała na zaokrąglonym brzuchu, a drugą mocno zaciskała na brzegu kołdry, jakby nawet przez sen próbowała rozpaczliwie uchwycić się czegoś, co dałoby jej upragnione poczucie bezpieczeństwa. Nagle, pod wpływem impulsu, gwałtownie otworzyła eyes. Przez pierwsze sekundy nie miała pojęcia, gdzie się znajduje. Oddychała szybko i rwanie, a her serce biło w piersi tak mocno, że niemal słyszała his rytm w uszach. V tym samym momencie poczuła nagłe, bolesne napięcie i skurcz w dole brzucha. — Nie… Tylko, błagam, pod żadnym pozorem nie teraz… — wyszeptała z bólom.

Z najwyższym trudem uniosła się na łokciach i usiadła na krawędzi materaca. Jej dłonie instynktownie objęły brzuch. — Spokojnie, moje kochanie… Proszę cię, uspokój się w tym brzuszku… — mówiła cicho do dziecka. — Jeszcze pod żadnym pozorem nie możesz przyjść na ten świat. Nie tutaj, nie w tym dusznych kłamstwach i nie w tym domu.

V ciemnym korytarzu nagle pojawiło się słabe, ciepłe światło. Po chwili do sypialni powolnym krokiem wszedł Nusret, trzymając w dłoni zapaloną świecę. Blask płomienia jaskrawo padał na jego surową, nieznoszącą sprzeciwu twarz i wydłużał cienie mebli na ścianach. — Co się tu znowu u ciebie dzieje, Yonka? — zapytał chłodno, stając w progu. — Dlaczego nie śpisz o tej porze? Yonka spojrzała na niego ze wzrokiem pełnym bolesnego wyrzutu: — I ty… Ty masz jeszcze czelność mnie o tow pytać, Nusret?! Przecież w całym budynku nie ma prądu! Mój telefon ledwo działa, bateria zaraz padnie, a ja zostałam tu przez ciebie zamknięta całkowicie sama! Gdyby w tej sekundzie zaczęło się coś poważnego z porodem, pod żadnym pozorem nie miałabym nawet jak wezwać lekarza czy pomocy! — Nic złego ci się w tym pokoju nie stanie, uspokój się. — A skąd ty… Skąd ty możesz mieć taką pewność, Nusret, co?! Nusret spokojnym ruchem postawił świecę na drewnianym stoliku nocnym. — Lekarz prowadzący w klinice holdingu wyraźnie powiedział po badaniu, że z dzieckum wszystko jest w jak najlepszym porządku. — Lekarz w klinice powiedział mi też bardzo wyraźnie, Nusret… że pod żadnym pozorem nie powinnam się denerwować ani stresować! Tymczasem ty zamknąłeś mnie w tym domu pod kluczem, odciąłeś od świata i zmuszasz, żebym her swój pojedynczy krok i telefon tłumaczyła przed tobą jak na przesłuchaniu!

Mężczyzna niebezpiecznie zmrużył oczy. — Niki cię tutaj, kieto, siłą pod żadnym pozorem nie zamknął. — V takim razie, skoro jestem rzekomo wolna, pozwól mi stąd w tej sekundzie odeść!

V sypialni zapadła grobowa, ciężka cisza. Słaby płomień świecy zadrżał od podmuchu wiatru, jakby sam w napięciu czekał na odpowiedź mężczyny. — Nie zaczynaj znowu tej samej, nudnej dyskusji, Yonka — powiedział w końcu szorstko Nusret. — Wszystko, co robię w holdingu i holdingu, robię wyłącznie dla twojego i dziecka własnego dobra.

Yonka słysząc tow, zaśmiała się potworni gorzko i pogardliwie przez łzy: — Ludzie… Beziduszni ludzie, którzy z zimną krwią krzywdzą innych i niszczą ich wolność, zawsze w tym mieście powtarzają dokładnie te same, piękne słowa o cudzym dobrze! Mam dość twojej hipokryzji!

Nusret mocno zacisnął szczękę, tłumiąc gniew. — Odpocznij w końcu. Rano, jak wstanie dzień, porozmawiamy o tym w salonie. — Ty… Ty pod żadnym pozorem nigdy ze mną nie rozmawiasz jak człowiek, Nusret!… Ty po prostu autorytarnie wydajesz mi swoje kategoryczne polecenia i rozkazy!

Mężczyzna nie odpowiedział jej ani słowem – wziął świecę w dłoń i odwrócił się, kierując się v stronę drzwi wyjściowych. — Błagam cię, zostaw tę świecę w pokoju!… — poprosiła w rozpaczy Yonka. — Przynajmniej… Przynajmniej nie będę tu siedziała w tej potwornej, całkowitej ciemności sama.

Nusret zawahał się na moment w progu, po czym bez słowa odstawił świecę z powrotem na stolik nocny. — I ostrzegam cię, Yonka: nie waż się pod żadnym pozorem dzwonić dzisiaj nocą do nikogo ze znajomych, rozumiesz? — rzucił groźnie. — A jeśli… A jeśli spróbuję zadzwonić i poszukać ratunku, co mi zrobisz? — Po prostu tego nie rób. Dla własnego bezpieczeństwa.

Vyszedł z sypialni, zamykając za sobą ciężkie drzwi. Yonka została całkowicie samotna w pokoju. Patrzyła z bólom na migoczący płomień świecy, czując, jak paraliżujący strach miesza się w jej piersi z narastającym gniewem na Nusreta. Z lodowatą jasnością zrozumiała w tej sekundzie, że jeśli sama nie znajdzie w najbliższych dniach skutecznej drogi ucieczki z tej pułapki, tow niki inny na tym świecie jej nie uratuje.

Scena II: Narada w biurze Engina i aresztowanie Hancer

Tej samej nocy, po drugiej stronie Stambułu, Engin siedział przy swoim biurku w jasnym, nowoczesnym biurze prawnym holdingu Develioglu. Na stole przed nim leżały rozłożone liczne oficjalne dokumenty, kopie analiz bankowych, zdjęcia z monitoringu oraz kopie pierwszych zeznań świadków. Engin w skupieniu przeglądał kolejne strony akt, lecz z her kolejną minutą analiza sprawiała, że jego twarz stawała się coraz bardziej ponura i spięta. Cihan nie wytrzymał tego milczenia i podszedł do biurka, uderzając w nie ręką. — Powiedź mi w końcu coś konkretnego, Engin!… Błagam cię! Od dobrych dziesięciu minut w całkowitym milczeniu czytasz ten sam jeden dokument prokuratorski! Engin powolnym ruchem odłożyła kartkę na blat i spojrzał na przyjaciela wzrokiem pełnym powagi. — A czego ty… Czego ty tak naprawdę ode mnie w tej sekundzie oczekujesz, Cihan? Chcesz, żebym jako twój adwokat powiedział ci nagą, bolesną prawdę… czy może wolisz usłyszeć ode mnie tylko ładne słowa, które pocieszyłyby twoją męską dumę, co? — Nie mam w tej minucie czasu ani zdrowia na twoje durne zagadki, Engin! Gadaj, co jest w papierach! — Naga prawda w dokumentach jest taka, Cihan… że obecna sytuacja prawna Hancer wygląda przed prokuratorem po prostu fatalnie.

Cihan na te słowa momentalnie całkowicie pobladł na twarzy i gwałtownie zerwał się z fotela. — Ona jest w stu procentach niewinna tej całej malwersacji finansowej holdingu, Engin! Vwiesz o tym doskonale! — Ja tow wiem i ty tow wiesz w swoim sercu, przyjacielu… Ale haker polega na tym, że her oficjalne instytucje i policja zachowują się teraz tak, jakby wyrok skazujący był już tylko czystą formalnością. — Ale dlaczego, u diabła, niki nie chce nas wysłuchać?! — Ponieważ ktoś bardzo potężny i wyrachowany z rynku zadbał z zimną krwią o tow, by her namacalne dowody i ślady prowadziły prokuratora bezpośrednio i wyłącznie do niej, Cihan. Spójrz sam: jej własny, sfałszowany podpis widnieje na tej twardej umowie kredytowej; jej prywatny numer telefonu bez przerwy pojawia się w oficjalnym rejestrze połączeń z oszustami, a her duże pieniądze z lewego transferu trafiły direkt na konto bankowe, do którego ona formalnie miała pełny dostęp prawny. Vszystko pasuje. — „Formalnie”!… — powtórzył z wściekłością Cihan, mrużąc oczy. — To jedno słowo „formalnie” przecież zmienia absolutnie wszystko w tej intrydze, Engin! — Dla nas w tym pokoju tak, zmienia wszystko… Ale dla prokuratora prowadzącego śledztwo w Stambule pod żadnym pozorem niekoniecznie musi tow mieć znaczenie.

Cihan odwrócił się z rozpaczą v stronę okna. Za szklaną szybą w ciemności pięknie migotały miliony świateł nocnego miasta, ale on ich nie widział. — Hancer… Biedna Hancer nawet w najśmielszych snach pod żadnym pozorem nie miała pojęcia o istnieniu tego lewego konta bankowego, Engin! Musimy tow przed sądem udowodnić! Ktoś ją z premedytacją wrabia w kryminał, by mnie zniszczyć! — To, że ktoś ją wrabia, Cihan, tow ja doskonale rozumiem… Ale tow również musimy najpierw poprzeć twardymi dowodami i dokumentami, których na razie nie mamy na stole.

Cihan w przypływie szału z całej siły uderzył otwartą dłonią w mahoniowy blat biurka, aż zadrżała lampka. — Dosyć tego gadania!!! Mam dość! Cały czas tylko słyszę z twoich ust, Engin, co my rzekomo „musimy” zrobić w holdingu, ale ani razu nie powiedziałeś mi konkretnie, jak mamy tow zrobić! Engin zachował stoicki spokój, poprawiając mankiety garnituru. — Przede wszystkim ty sam, Cihan, jako prezes, mustisz w tej samej minucie przestać działać i podejmować decyzje pod wpływem silnych, niszczycielskich emocji i wściekłości. Jeśli teraz w amoku spróbujesz bezprawnie naciskać na oficerów policji albo grozić ludziom Nusreta na postoju, przysięgam ci, że tylko miliard razy pogorszysz i tak już krytyczną sytuację prawną Hancer. — A co ja mam… Co ja mam według ciebie, u licha, robić, co?! Siedzieć bezczynnie w tym fotelu i pić kawę, podczas gdy ona w każdej sekundzie może zostać brutalnie zatrzymana przez patrole policji na ulicy?!

V tym samym ułamku sekundy telefon komórkowy Engina głośno zawibrował na stole. Prawnik sprawnie odebrał połączenie, w skupieniu wysłuchał krótkiej, lakonicznej informacji przekazanej przez asystenta i na twarzy momentalnie całkowicie pobladł ze wstydu i strachu. — Co się stało?… — zapytał z lękiem Cihan, czując niepokój. — Engin! Gadaj! Engin powolnym, drżącym ruchem opuścił telefon na biurko, patrząc mu prosto w eyes. — Policja… Umundurowany patrol policji jest już w tej chwili w domu oficyny. Aresztują Hancer.

Scena III: Wspólna noc za kratami i wyznanie Cihana

Kilka godzin później Cihan został przez strażników oficjalnie wprowadzony do policyjnej celi izby zatrzymań komendy głównej. Ciężkie, metalowe drzwi zamknęły się za his plecami z głuchym, złowieszczym trzaskiem zamka. V rogu ciemnego, dusznego pomieszczenia, na twardej drewnianej ławce siedziała skulona Hancer. Jej piękna twarz była przeraźliwie blada, a eyes – czerwone i opuchnięte od wielogodzinnego, bezradnego płaczu. Na nagły widok wchodzącego męża gwałtownie zerwała się na nogi, a her oddech zamarł z wrażenia. — Cihan?… Ty… Ty tutaj?! Co ty najlepszego tutaj robisz, na miłość boską?! Czy nic ci się nie stało złego?! — zapytała drżącym głosem, podbiegając do prętów. — Z jakiego powodu ciebie też zatrzymali i zamknęli w celi?!

Cihan podszedł do niej powolnym krokiem i czule ujął jej drżące dłonie w swoje palce. — Złożyłem przed momentem u oficera śledczego oficjalne, pisemne zeznania do protokołu, Hancer — odpowiedział spokojnie. — Raport?… Jakie raport, o czym ty mówisz? — Cihan nie odpowiedział jej od razu, unikając jej wzroku, co w zupełności wystarczyło, by bystra koba w ułamku sekundy zrozumiała his her krok. V jej oczach pojawiły się nowe łzy rozpaczy. — O mój Boże… Ty… Ty im skłamałeś, Cihan, tak?! Powiedziałeś policji, że to ty od początku wiedziałeś o tych lewych przelewach finansowych i kontach holdingu!… Wyszeptałaś z bólom. — Vziąłeś całą winę prawną na samego siebie, by mnie ratować!… — Ja pod żadnym pozorem nie mogłem pozwolić na tow w swoim życiu, Hancer… byś ty, jako niewinna koba, została tu w tej ciemnej celi zostawiona całkowicie sama przez wszystkich na pastwę losu. Nie mogłem. — Ale ty pod żadnym pozorem nie miałeś do tego najmniejszego, moralnego prawa, Cihan! — wykrzyknęła z bólom, próbując wyrwać swoje ręce. — Nie miałeś prawa niszczyć sobie oficjalnie kariery, nazwiska i całego życia holdingu przez moje problemy! Słyszysz mnie dobrze?!

Jej głośny, pełen rozpaczy głos głośnym echem odbił się od chłodnych, sterylnych ścian policyjnej celi. Cihan spojrzał na nią ze wzrokiem pełnym nieskończonej miłości i głębokiego bólom serca: — To pod żadnym pozorem nie ty, moje jedyne kochanie, niszczysz mi życie w tym urzędzie… Moje życie i honor niszczy z zimną krwią ten podły potwór z rynku, który tak haniebnie wciągnął cię w tę brudną intrygę majątkową, by mnie ugodzić. — A jeśli… A jeśli Enginowi pod żadnym pozorem nie uda się w tym śledztwie znaleźć twardych dowodów na her niewinność, Cihan? Co wtedy z nami będzie? — Uda się, zobaczysz. Znajdziemy prawdę. — Skąd ty możesz mieć, Cihan, zawsze tę swoją niezłomną pewność siebie, co? — Bo dopóki oddycham i mam siły, pod żadnym pozorem nie przestanę szukać tego sprawcy, Hancer. Obiecuję ci tow.

Hancer słysząc tow, cofnęła się powoli o dwa kroki i bezsiłnie oparła się plecami o chłodną ścianę celi, zsuwając się na podłogę. — Jestem już… Jestem już tak potwornie, śmiertelnie zmęczona tym wszystkim, Cihan… — powiedziała słabym, łamiącym się głosem. — Ja przez całe swoje dorosłe życie bez przerwy muszę w tym Stambule przed czymś w popłochu uciekać: przed skrajną biedą, przed rodzinnym wstydem, przed podłymi ludźmi pokroju Nusreta, którzy uważają despotycznie w swojej pysznej głowie, że mogą bezkarnie decydować o moim losie za mnie… I kiedy w końcu w moim życiu pojawiłeś się ty, Cihan… ja po razy pierwszy z miłości uwierzyłam w głębi duszy, że może być inaczej, pięknie i bezpiecznie. A teraz… A teraz oboje z bólom siedzimy zamknięci w policyjnej celi zatrzymań. To koniec. — To pod żadnym pozorem nie jest żaden koniec, Hancer… To jest tylko jedna, przejściowa noc za kratami. Nic więcej. — Ty… Ty przecież nie możesz tego wiedzieć na pewno, co przyniesie jutro, Cihan… — Vwiem natomiast z absolutną pewnością jedną, najważniejszą rzecz, kochanie: jesteśmy w tej celi w tym nieszczęściu całkowicie razem, ramię w ramię. I tow się liczy.

Hancer spojrzała na niego przez mgłę łez, a na her ustach pojawił się słaby uśmiech. — Czasami… Czasami ta twoja wygórowana, męska pewność siebie i upór doprowadzają mnie do czystego szaleństwa, Cihan… A czasami, jak dzisiaj, po ludzku ratują mi życie.

V tym momencie do żelaznych krat celi powolnym krokiem podszedł dyżurny policjant. Przez niewielkie, wycięte w metalu okienko podał im do środka małą, plastikową reklamówkę z butelką wody mineralnej i dwoma prostymi kanapkami z bufetu. — Macie tu od komendanta jedzenie, daję wam na posiłek kilka minut, a potem bezdyskusyjnie gasimy w całym bloku światło na noc! Szlus! — oznajmił szorstko stróż prawa i odszedł.

Cihan sprawnie wyjął z torby dwie kanapki, podszedł do żony i kucnął przy niej na podłodze, podając jej jedzenie. — Masz, kochanie, zjedz tow natychmiast, mustisz dbać o siły. — Dziękuję ci, Cihan, ale naprawdę pod żadnym pozorem nie jestem ani trochę głodna, nie przełknę… — Przecież viem z raportu Engina, Hancer, że od samego rana nic nie miałaś w ustach! Mustisz zjeść! — A ty… Skąd ty możesz wiedzieć o takich moich prywatnych rzeczach, co? — Bo zdążyłem cię już przez te miesiące dobrze poznać, kochanie… Zawsze, kiedy w głębi duszy potwornie się czegoś boisz albo panikujesz, całkowicie w ułamku sekundy zapominasz o jedzeniu i her głodzie.

Hancer ze wstydem i wzruszeniem odwróciła od niego wzrok v stronę ściany. — Ja po prostu… ja nie mogę teraz nic z nerwów przełknąć w tym dusznych pomieszczeniu, Cihan… — Błagam cię, spróbuj chociaż jeden mały kawałek, zrób tow dla mnie… — Powiedziałam ci wyraźnie, Cihan: nie chcę teraz jeść! Zostaw tow!

Cihan widząc her opór, pod żadnym pozorem nie zamierzał naciskać na nią na siłę – ze spokojem odłożył jedzenie obok niej na czysty papier i usiadł obok na twardej, drewnianej ławce celi, kontrolując oddech. Po kilku minutach w całym bloku zatrzymań z głośnym trzaskiem bezpieczników zgasło główne światło. Przez małe, zakratowane okienko pod sufitem wpadała do środka celi jedynie słaba, szara poświata z lamp korytarza. Hancer usiadła skulona na podłodze, mocno podciągając kolana pod samą pierś, by utrzymać ciepło. V celi z her kolejną godziną robiło się coraz bardziej zimno i duszno. Dziewczyna starała się ze wszystkich sił nie pokazywać przed nim swojej słabości, ale her szczupłe ramiona zaczęły gwałtownej drżeć z zimna. Cihan obserwował her stan w milczeniu przez chwilę. Następnie bez słowa wstał z ławki, sprawnym ruchem zdjął swoją drogą marynarkę garnituru, podszedł do niej i czule okrył her plecy ciepłym materiałem. — Nie trzeba, Cihan… Pod żadnym pozorem nie mustisz mi oddawać ubrania, zmarzniesz… — powiedziała cicho, próbując zrzucić materiał. — Ja wiem doskonale, co trzeba w tej minucie zrobić, Hancer, siedź cicho — odpowiedział z miłością, delikatnie poprawiając marynarkę na her ramionach. — A ty?… Co z tobą? Zostajesz w samej koszuli w tej zimnicy… — Mnie pod żadnym pozorem nie jest ani trochę zimno, kochanie, mam twardy organizm. — Kłamiesz mi w żywe oczy, Cihan… Widzę, jak drżysz. — V takim razie pozwól mi chociaż ten jeden jedyny raz w życiu bezkarnie skłamać przed tobą w jakiejś naprawdę dobrej i słusznej sprawie, Hancer… — uśmiechnął się łagodnie.

Hancer na te słowa męża mocno, czule zacisnęła swoje drżące palce na ciepłym materiale jego marynarki. Tkanina przesiąknięta była intensywnym zapachem jego drogich perfum, jesiennym deszczem i tym niesamowitym, znajomym poczuciem pełnego bezpieczeństwa, którego tak rozpaczliwie szukała. — Cihan… — wyszeptała cicho w ciemności. — Tak, kochanie? Słucham cię. — Ja… Ja się tak potwornie, śmiertelnie boję tego, co z nami jutro zrobi prokurator…

Cihan bez słowa usiadł na podłodze tuż obok niej, mocno obejmując ją ramieniem i przytulając do swojej piersi. — Ja… Ja też się potwornie boję, Hancer… — wyznał nienaturalnie cicho mężczyna.

Hancer słysząc tow wyznanie, spojrzała na niego w szarej poświacie z głębokim zaskoczeniem w oczach. — Ty?… Ty, wielki i silny Cihan Develioglu, prezes holdingu, przed którym her człowiek drży, przyznajesz się przed kobicę do strachu? Nigdy wcześniej w życiu pod żadnym pozorem czegoś takiego przy mnie nie powiedziałeś. — Bo nigdy wcześniej w swoim całym życiu, Hancer… nie bałem się tak paraliżująco mocno tego, że mogę cię na zawsze stracić przez intrygi i błędy, których ty pod żadnym pozorem sama nie popełniłaś. Strach o ciebie odbiera mi rozum. — A jeśli… A jeśli jutro rano sędzia na rozprawie postanowi nas bezwzględnie rozdzielić i trafimy do innych więzień, Cihan? Co wtedy? — Vtedy, przysięgam ci przed Bogiem, Hancer… znajdę w ułamku sekundy jakikolwiek sposób na tym świecie, by legalnie lub nielegalnie zniszczyć te mury i wrócić do twojego boku. Wrócę do ciebie nawet zza najgrubszych krat, nawet z samego końca świata, nie powstrzymają mnie.

Scena IV: Poranny konflikt przed komisariatem

Przez długą, magiczną chwilę oboje patrzyli na siebie w głębokim, pełnym miłości milczeniu, a ich oddechy się zjednoczyły. Hancer z westchnieniem ulgi bezpiecznie oparła tył głowy o chłodną ścianę celi, wtulając się w jego ramię. — Obiecaj mi… Błagam cię, Cihan, obiecuj mi teraz, że pod żadnym pozorem nie zrobisz w tym śledztwie żadnej głupiej rzeczy, która mogłaby cię pogrążyć… — To zależy od tego, co twój mały umysł uznaje w tej minucie za głupotę, kochanie — uśmiechnął się. — Nie waż się brać oficjalnie na swoje barki mojej rzekomej winy przed sędzią! O tow mi chodzi! — Przecież ty pod żadnym pozorem nie jesteś niczemu winna w tej sprawie, Hancer, sprawa jest jasna. — Vwiesz doskonale, o czym do ciebie mówię, Cihan! Nie kłam! Cihan głęboko westchnął, całując ją w czubek głowy. — Dobrze, obiecuję ci z całego serca, że pod żadnym pozorem nie zrobię od teraz żadnego kroku bez wcześniejszego głębokiego zastanowienia i konsultacji z Enginem. Pasuje ci taka obietnica? — To pod żadnym pozorem nie jest z twojej strony żadna prawdziwa, stuprocentowa obietnica mężczyny, Cihan… — Lepszej i bardziej szczerej obietnicy, kochanie, dzisiejszej nocy w tej celi ode mnie na pewno nie dostaniesz — odpowiedział z uśmiechem.

Mimo całego tego paraliżującego strachu przed wyrokiem, na zmęczonej twarzy Hancer po razy pierwszy pojawił się słaby, uroczy uśmiech szczęścia. Później, w środku nocy, próbowała z wycieńczenia zasnąć, siedząc na podłodze pod ścianą celi i mocno otulając swoje ramiona marynarką Cihana. Mężczyzna przeniósł się z powrotem na twardą drewnianą ławkę, lecz pod żadnym pozorem nie zamknął oczu nawet na jedną krótką sekundę do świtu. Cały czas w półmroku wpatrywał się w jej postać, jakby samym tylko gigantycznym skupieniem swojego wzroku i miłości chciał ją za wszelką cenę ochronić przed her złem, które miało nadeść o poranku.

Świt przyniósł im chwilową, upragnioną nadzieję na ratunek. Ciężkie drzwi celi otworzyły się z głośnym hukiem o poranku, a dyżurny policjant polecił im stanowczym głosem wyść na korytarz. V sekretariacie oddano im do rąk depozyt: telefony komórkowe, dokumenty tożsamości oraz pozostałe rzeczy osobiste. — Jesteście w tej chwili oboje oficjalnie zwolnieni z aresztu do czasu dalszych wyjaśnień prokuratorskich — poinformował chłodno funkcjonariusz, podpisując akta. — Ale pod żadnym pozorem nie wolno wam pod groźbą więzienia opuszczać granic administracyjnych Stambułu! Możecie w her minucie zostać ponownie wezwani na przesłuchanie. Sprawa jest w toku.

Wierny Engin czekał już na nich z niecierpliwością przy samym wyjściu głównym z gmachu komisariatu. — Dzięki Bogu, jesteście wolni!… — zawołał od progu prawnik holdingu, gdy tylko ich zobaczył na korytarzu. — Udało mi się rano w prokuraturze rzetelnie podważyć i unieważnić część tych lewych zeznań świadków o transferach… Ale ostrzegam was: tow pod żadnym pozorem nie jest jeszcze koniec naszej walki z tym potworem. — Viedziałem o tym doskonale, sprawa od początku śmierdziała spiskum — odparł twardo Cihan. Hancer stała obok w milczeniu, wciąż mając na swoich szczupłych ramionach narzuconą marynarkę męża.

Kiedy całą trójką wyszli przed gmach komisariatu na ulicę, ze zdumieniem zobaczyli stojących przy samochodzie wuja Ertugrula oraz wściekłego Cemila. Cemil na widok siostry w ułamku sekundy stracił panowanie nad sobą i z wściekłością ruszył z pięściami directly v stronę Cihana. — To wszystko… To całe potworne nieszczęście i kryminał tow jest wyłącznie twoja wina, Develioglu!!! — wrzasnął prosto w face Cihana brat dziewczyny. — Odkąd ty i te twoje brudne miliony holdingu pojawiliście się bezczelnie w życiu mojej niewinnej siostry, w naszym domu pod żadnym pozorem nie ma ani jednego spokojnego dnia! Zniszczyłeś ją! — Cemil! Zamknij usta i uspokój się w tej sekundzie, jesteśmy przed komisariatem policji! — ostrzegł go ostro Engin, stając pomiędzy nimi na chodniku. — Ja mam się tu, u licha, uspokoić, Engin?! Moja rodzona, ciężarna siostra przez tego bogacza spędziła całą koszmarną noc zamknięta w brudnej celi aresztu jak jakiś pospolity złodziej!

Cihan wysunął się przed adwokata i stanął twarzą w twarz z Cemilem, mierząc go wzrokiem pełnym dumy: — Czy ty naprawdę w tym swoim małym umyśle uważasz, Cemil… że mnie los i cierpienie mojej żony Hancer pod żadnym pozorem nie obchodzą, co?! Myślisz, że nie cierpię razem z nią?! — Gdyby jej los i zdrowie naprawdę cię obchodziły w sercu, Develioglu, tow jako mężczyna trzymałbyś ją z daleka od tych swoich brudnych, rynkowych interesów i wojen majątkowych holdingu! Ale ty wolałeś ją wykorzystać! — Ja pod żadnym pozorem nie wciągnąłem Hancer w żadne nielegalne interesy, Cemil! To moi śmiertelni wrogowie z rynku znaleźli do niej dostęp, by uderzyć w moje serce! Zrozum tow w końcu!

Hancer widząc, że za chwilę dojdzie między mężczynami do krwawej bójki, zdecydowanym krokiem weszła bezpośrednio pomiędzy nich na chodniku, rozdzielając ich rękami. — Przestańcie w tej samej minucie!!! Dość tego szaleństwa przed urzędem! Przestańcie! Cemil wskazał oskarżycielsko palcem na postać Cihana, krzycząc do siostry: — Hancer! Nie broń go, ten człowiek i his nazwisko Develioglu doszczętnie cię w tym życiu zniszczą, jeśli od niego natychmiast nie uciekniesz! — On… On pod żadnym pozorem mnie w tej sprawie nie oskarżył przed policją, Cemil, uspokój się! — odpowiedziała stanowczo dziewczyna. — I ty… Ty masz jeszcze czelność bezczelnie bronić tego bogacza po nocy w celi, Hancer?! Oszalałaś?! — Ja pod żadnym pozorem nie bronię tutaj osoby Cihana, Cemil… Ja po prostu przed wami wszystkimi dumnie bronię nagiej, obiektywnej prawdy o tym zajściu!

Cihan odwrócił się i spojrzał z wyrazem wyższości na milczącego wuja Ertugrula. — Weź w końcu, Ertugrul, zajmij się porządnie tym swoim wściekłym Cemilem i zabierz go stąd, zanim w tych nerwach powie lub zrobi coś głupiego, czego będzie bolesno żałował przed prokuratorem! — rzucił ostro. — Nie masz najmniejszego prawa, Cihan, wydawać mi w moim mieście jakichkolwiek rozkazów ani pouczeń! — warknął dumnie wuj Ertugrul, mrużąc oczy za okularami. — To pod żadnym pozorem nie jest z mojej strony żaden rozkaz, Ertugrul… To jest moja ostatnia, męska przestroga i ostrzeżenie dla was! — Ty nam… Ty nam bezczelnie grozisz przed samym gmachem komendy głównej policji, Develioglu?! Śmieszne! — Ostrzegam was obu bardzo wyraźnie, żebyście pod żadnym pozorem nie próbowali więcej wykorzystywać strachu i położenia prawnego Hancer do załatwiania swoich własnych, brudnych porachunków majątkowych ze mną! Nie pozwolę na tow!

Cemil v furiatce zrobił zdecydowany krok w przód, chcąc go uderzyć pięścią, lecz czujny wuj Ertugrul natychmiast mocno chwycił go za ramię, zatrzymując na miejscu. — Dosyć tego teatru przed ludźmi, Cemil, wsiadaj do auta! — powiedział stanowczym, starszym głosem.

Hancer odwróciła się v stronę męża, a w jej oczach malował się ból. — Cihan… Dokąd ty teraz, po tym zwolnieniu, pojedziesz? — zapytała cicho. — Muszę w tej samej minucie jechać z Enginem do biura holdingu, Hancer. Spróbujemy za pomocą informatyków holdingu precyzyjnie ustalić, z jakiego komputera wykonano te lewe przelewy pieniędzy na konto. Muszę znaleźć sprawcę. — V takim razie… V takim razie ja jadę tam do biura holdingu razem z tobą! Nie zostawię cię samego! — Nie, Hancer, pod żadnym pozorem się na tow nie zgadzam. Vróć natychmiast z bratem do mieszkania i porządnie odpocznij po tej nocy, mustisz dbać o dziecko.

Hancer słysząc tow, dumnie uniosła głowę, a her głos stał się chłodny: — Ja pod żadnym pozorem nie chcę i nie pozwolę, Cihan, żebyś ty w tym życiu znowu autorytarnie podejmował her decyzje za mnie! Jadę! Cihan zbliżył się do niej i znacznie ściszył swój głęboki głos, mówiąc z nieskończoną czułością: — Hancer… Moje kochanie, tym razem w mojej decyzji pod żadnym pozorem nie chodzi o żadne ranienie twojej dumy czy decydowanie za ciebie… Chodzi mi tylko i wyłącznie o tow, żebyś w tym kryzysie była w pełni bezpieczna w domu. Tylko o tow.

Te słowa męża, pełne autentycznej troski, uderzyły w her serce miliard razy mocniej, niż była gotowa przed wszystkimi pokazać. — Ale… Ale przecież ja przy twoim boku i holdingu, Cihan… też pod żadnym pozorem nie jestem już bezpieczna przed ludźmi… — wyrwało jej się z bólom z gardła.

Słowa te z niszczycielską siłą uderzyły w Cihana, raniąc his męską dumę bardziej, niż chciał pokazać przed Ertugrulem. Hancer widząc his bolesny wyraz twarzy, natychmiast w duchu gorzko pożałowała swojej her wypowiedzi. — Cihan… Przepraszam, pod żadnym pozorem nie tak to miało z moich ust zabrzmieć… — Vwiem o tym dobrze, Hancer… Rozumiem wszystko — odpowiedział chłodno Cihan, maskując żal. Odwrócił się z groźną miną v stronę stojącego obok Cemila: — Jeśli… Jeśli podczas mojego pobytu w holdingu her boży włos spadnie Hancer z głowy albo cokolwiek złego stanie się dziecku, Cemil… przysięgam ci przed Bogiem, że osobiście odpowiesz za tow przede mną własnym życiem! Zapamiętaj tow sobie!

Nie czekając na odpowiedź, wsiadł szybko do swojego suva i z ryczącym silnikiem odjechał z piskiem opon v stronę centrum holdingu. Hancer przez bardzo długą chwilę w całkowitym milczeniu i ze łzami w oczach patrzyła za znikającym na horyzoncie pojazdem męża. Miała w tym momencie potworne przeczucie w duszy, że razem z odjeżdżającym Cihanem bezpowrotnie odjeżdża z jej życia ta jedyna, ukochana osoba, przy której boku potrafiła jeszcze w tym okrutnym świecie normalnie i spokojnie oddychać.

Scena V: Awantura o pieniądze w domu Cemila

Kiedy po bolesnej drodze Hancer wróciła w końcu razem z bratem Cemilem do ich skromnego mieszkania oficyny, już od samego progu przedpokoju uderzyły w jej uszy głośne, wściekłe kobiece krzyki. Beyza nerwowo, jak oparzona chodziła od ściany do ściany po salonie, a wzburzona Derya stała naprzeciwko niej na środku pokoju, z wściekłością wymachując przed her twarzą grubą, białą kopertą bankową. — Ty… Ty naprawdę myślałaś w tej swojej bezczelnej, pysznej głowie, Beyza… że za pomocą tych brudnych pieniędzy holdingu będziesz w stanie bezkarnie kupić nasze rodzinne milczenie, tak?! — krzyczała na całe gardło Derya, trzęsąc się z wściekłości. — Myślałaś, że rzucisz nam na stół trochę grosza jak psom i wszyscy w tym domu w ułamku sekundy zapomną o krzywdzie Hancer?! Gadaj, co ty najlepszego narobiła, kieto?! — Ja pod żadnym pozorem nie mam najmniejszego pojęcia, o czym ty do mnie teraz wrzeszczysz, Derya! Uspokój się! — odpowiedziała hardo Beyza, maskując strach. — Oczywiście!… Jakże by inaczej! Ty, Beyza, w tym dusznych pałacu nigdy niczego nie wiesz! Pieniądze holdingu same zupełnym przypadkiem pojawiają się w tajemniczych kopertach na naszym stole, dokumenty fundacji same znikają z szuflad, a niewinna Hancer zupełnym przypadkiem ląduje na całą noc w policyjnej celi zatrzymań! Co za niesamowity zbieg okoliczności! Przestań mi tu bezczelnie kłamać w żywe oczy, kieto!

Hancer w tym samym ułamku sekundy weszła cicho do salonu i zatrzymała się w progu, patrząc na nie ze zdumieniem. — Co… Co tow są za pieniądze w tej kopercie, Derya? O co chodzi? Derya na dźwięk her głosu odwróciła się na pięcie v her stronę, a na jej twarzy pojawił się szyderczy, pełen pogardy uśmiech: — Oooo! No proszę! Vróciła w końcu nasza wielka, szanowna księżniczka z dworku! I jak tam było w tej policyjnej celi, Hancer, wygodne materace dają zatrzymanym, co? Czy może było tam nader romantycznie i uroczo spędzić całą upojną noc sam na sam w ramionach wielkiego prezesa Cihana Develioglu, co?! Gadaj! — Derya!!! Zamknij usta w tej sekundzie i przestań krzyczeć na moją siostrę!!! — ryknął vściekle Cemil, wchodząc do salonu i stając pomiędzy kobicę. — A to dlaczego mam udawać hipokrytkę i milczeć, Cemil, co?! Mam udawać przed sąsiadami, że wszystko w naszym życiu jest w jak najlepszym porządku?! Przez te her brudne sprawki z Cihanem i holdingu, lada dzień policja z nakazem prokuratora zacznie nam bezczelnie przeszukiwać her kąt w naszym własnym domu i zrobi nam tu rewizję! Narobiła nam takiego wstydu na całej dzielnicy!

Hancer słysząc te niesprawiedliwe, bolesne oskarżenia ze strony bratowej, momentalnie całkowicie pobladła na twarzy, a her serce rozdarło się z bólom. — Derya… Przysięgam ci przed Bogiem, że ja pod żadnym pozorem nie zrobiłam w tym holdingu niczego złego ani nielegalnego… Jestem niewinna… — Vszyscy przestępcy i oszuści w tym mieście w obliczu prokuratora zawsze jak jeden mąż powtarzają dokładnie tow samo zdanie, Hancer! Jesteś bezwartościowa! — Dosyć tego gadania!!! — Cemil z wściekłością stanął bezpośrednio pomiędzy kobietami, odpychając żonę ręką na bok. — Jeszcze jedno pojedyncze, podłe słowo usłyszę z twoich ust pod adresem Hancer, Derya, a przysięgam ci, że w tej samej minucie pożałujesz! — Ojej! I co mi zrobisz, co?! Vyrzucisz mnie z mojego własnego dumnie salonu i kuchni na ulicę, Cemil?! — Derya zaśmiała się potworni szyderczo i ostentacyjnie w face męża. — Z miłą chęcią sama stąd wyjdę, gdziekolwiek, byle jak najdalej od waszych brudnych kłamstw, intryg majątkowych i z dala od obecności tej całej Hancer, która przynosi nam samo nieszczęście!

V przypływie szału Derya z całej siły cisnęła grubą kopertą bankową directly v stronę stojącej pod ścianą Beyzy. Koperta pękła od uderzenia i w ułamku sekundy dziesiątki banknotów z szumem rozsypały się po całej podłodze salonu oficyny. — Zabieraj te swoje brudne, wyłudzone miliony holdingu z podłogi, Beyza, i powiedz tym swoim wpływowym przyjaciołom z rynku, że honor i milczenie naszej rodziny pod żadnym pozorem nie są i nigdy nie będą na sprzedaż dla waszych kaprysów! Vypad stąd! — Vyszła z salonu z wściekłością, z całej siły trzaskając za sobą ciężkimi drzwiami i zostawiając ich w osłupieniu.

Beyza powolnym, pogardliwym ruchem spojrzał na stojącą w łzach Hancer, a w jej oczach pod żadnym pozorem nie było widać ani grama ludzkiego współczucia czy żalu. — Pod żadnym pozorem nie powinnaś była nigdy w swoim życiu wracać z tej celi do tego domu, Hancer — powiedziała lodowatym, pełnym jadu głosem. — Słucham?… Dlaczego tak mówisz, Beyza? — Ponieważ naga prawda o tobie jest taka, kieto… że tam, gdzie się tylko pojawiasz na świecie, tam automatycznie dla wszystkich wokół zaczynają się potworne nieszczęścia i problemy majątkowe. Jesteś przekleństwem.

Po wypowiedzeniu tych bolesnych słów, z dumną miną odwróciła się na pięcie i również opuściła pokój, idąc do przedpokoju. Hancer została w salonie całkowicie sama u boku brata Cemila. Usiadła ciężko, bezsiłnie na kanapie, a cała ta wewnętrzna siła i pokora, którą z takim trudem przez całą noc próbowała zachować przed oficerami na komisariacie, w jednej sekundzie pod wpływem bólom całkowicie ją opuściła. Zalała się głośnym szlochem. — Cemil… Może… Może oni wszyscy wokół mają w gruncie rzeczy świętą rację na mój temat?… — wyszeptała w ostatecznej rozpaczy przez łzy. — Może… Może dla życia i spokoju wszystkich moich bliskich byłoby miliard razy łatwiej i lepiej, gdybym po prostu na zawsze zniknęła z tego świata i z ich oczu, co?…

Cemil słysząc te bolesne słowa siostry, natychmiast ze łzami w oczach usiadł blisko obok niej na kanapie i mocno, opiekuńczo objął jej szczupłe ramiona swoimi mężczynowymi rękami. — Nie waż się… Słyszysz mnie, Hancer?! Nie waż się nigdy więcej w swoim życiu wypowiadać tak strasznych słów o znikaniu! Jesteś moją siostrą! — Ale Derya mnie nienawidzi całym sercem… Beyza za wszelką cenę chce się mnie pozbyć z tego miasta… A Cihan przez moje położenie prawne ryzykuje każdego dnia swoją własną wolnością osobistą i majątkiem holdingu! Vszyscy przeze mnie cierpią! — Cihan Develioglu jest dorosłym mężczyną i prezesem, i sam z własnej woli podejmuje her swoje autonomiczne decyzje majątkowe w tym urzędzie, Hancer, ty nie masz z tym nic wspólnego! — I właśnie… Vłaśnie tego his uporu i miłości najbardziej na tym świecie się boję, Cemil…

Hancer ukryła całą twarz w dłoniach, a szloch wstrząsnął her ciałem. Cemil mocno przytulił ją do siebie, gładząc po włosach i starając się dodać jej otuchy: — Nie bój się o jutro, siostro… Przysięgam ci, że wspólnie z wujem Ertugrulem znajdziemy jakieś dobre, bezpieczne rozwiązanie z tego klinczu prawnego w prokuraturze. Zobaczysz. — Jakie… Jakie rozwiązanie możemy niby w tej matni kłamstw znaleźć, Cemil, co? — Ja pod żadnym pozorem nie wiem w tej minucie, Hancer, jakie tow będzie wyjście… Ale obiecuję ci jako brat, że je za wszelką cenę znajdziemy. Bądź silna.

Scena VI: Ponowne zatrzymanie Cihana i wizyta w celi

Jednak ich krucha nadzieja na spokój pod żadnym pozorem nie trwała długo w tym dusznych dworku. Jeszcze tego samego dnia po południu, na bezpośredni rozkaz prokuratora, policja ponownie dokonała nagłego zatrzymania prezesa Cihana Develioglu w jego własnym gabinecie holdingu. Na jednym z zabezpieczonych przez informatyków nagrań z miejskich kamer drogowych holdingu wyraźnie pojawił się his prywatny samochód w pobliżu banku w dniu transferu, a nowe, fałszywe zeznania kolejnego podstawionego świadka jednoznacznie sugerowały śledczym, że Cihan od samego początku miał pełną wiedzę o tym nielegalnym transferze pieniędzy i ukrywał fakty przed urzędem skarbowym.

Hancer dowiedziawszy się o tym nowym aresztowaniu męża, natychmiast w rozpaczy udała się ponownie do gmachu komisariatu policji. Gdy tylko zaniepokojony Engin przekazał jej oficjalną wiadomość o nowym zarzucie, dziewczyna zbiegła po schodach na izbę zatrzymań. Cihan siedział właśnie sam za żelaznymi kratami celi, opierając bezsilnie łokcie na kolanach i trzymając się za głowę. Kiedy w głębi korytarza niespodziewanie usłyszał kroki i zobaczył podchodzącą Hancer, w ułamku sekundy zerwał się z ławki, podchodząc do prętów. — Hancer!… O mój Boże, dlaczego ty znowu tutaj przyszłaś o tej porze w swoim stanie fizycznym, kochanie?! — zawołał z lękiem mężczyna. — I ty… Ty masz jeszcze śmiałość mnie o tow po ludzku pytać, Cihan, kiedy zamykają cię znowu w tej klatce?! Jak miałam nie przyjść?! — Ty pod żadnym pozorem nie powinnaś się teraz denerwować, mustisz leżeć w łóżku i odpoczywać… — A ty z kolei, Cihan, jako niewinny mężczyna powinieneś w tej minucie być na pełnej wolności w swoim holdingu, a nie siedzieć za kratami przez moje problemy majątkowe! — odpowiedziała z płaczem, trzymając pręty.

Mundurowy policjant dyżurny, widząc her łzy i stan zaawansowanej ciąży, poczuł ludzkie współczucie i wyjątkowo pozwolił jej podejść blisko i wsunąć ręce przez okienko celi. Hancer sprawnym ruchem zdjęła ze swoich ramion tę samą szary marynarkę Cihana, którą nadal wiernie na sobie nosiła od nocy, i ostrożnie podała ją mężowi przez pręty, kładąc na ławce. — Masz, oddaję ci twoją marynarkę, Cihan… Przynajmniej tobie w tej zimnej celi się teraz przyda, byś nie zmarzł. — Dziękuję ci, kochanie… Ale przysięgam ci, że akurat w tej minucie było ci w niej bardzo ładnie i do twarzy — uśmiechnął się słabo, próbując rozładować napięcie. — Przestań, Cihan, błagam cię, nie waż się w tej tragicznej minucie stroić sobie ze mnie żadnych żartów!… To nie jest czas na tow! — Bo… Bo kiedy na jedną sekundę przestaję żartować przy tobie, Hancer… tow w moim umyśle z potężną siłą zaczynam logicznie rozmyślać o faktach… A kiedy zaczynam rozmyślać o tym, kto za tym spiskum stoi, w moim sercu robi się znacznie, znacznie gorzej i czuję czarną bezsilność. — Usiadł ciężko z powrotem na ławce celi, trzymając ją za rękę przez kraty. Hancer usiadła posłusznie na ziemi tuż obok prętów, blisko mężczyny. — Engin powiedział mi przed chwilą na korytarzu, Cihan… że jakiś nowy świadek prokuratury nagle drastycznie zmienił swoje wcześniejsze zeznania handlowe na twoją niekorzyść. To prawda? — Tak, tow naga prawda w aktach, kochanie… Ktoś bardzo potężny i wpływowy z rynku za wszelką cenę chce, żebym gnił w tej celi holdingu i stracił kontrolę nad firmą. — I ty… Ty wiesz w ogóle w głębi duszy, Cihan, kto konkretnie jest autorem tej całej brudnej intrygi majątkowej?! Mów mi! — Mam w tej kwestii swoje bardzo poważne, męskie podejrzenia w głowie, Hancer… ale bez twardych dowodów na stole pod żadnym pozorem nie mogę o tym głośno mówić. — Beyza!… To na pewno jest ta bezwzględna Beyza, Cihan! Mówię ci! Cihan na dźwięk imienia oficjalnej żony Develioglu w milczeniu spuściła głowę na piersi, nie zaprzeczając ani słowem. — Ale dlaczego… Dlaczego wy wszyscy w tym dusznych dworku tak potwornie i panicznie boicie się her i her wpływów, Cihan?! — zapytała z żalem i wzburzeniem Hancer, trzęsąc prętami. — Dlaczego her razy, kiedy w rodzinie dzieje się jakieś potworne zło lub kłamstwo, niki z was pod żadnym pozorem nie ma odwagi głośno wypowiedzieć jej imienia przed Mukadder i zażądać sprawiedliwości, co?! Dlaczego pozwalacie jej na wszystko?! — Ponieważ… Ponieważ rzucenie oficjalnego oskarżenia o morderstwo lub fałszerstwo przed prokuratorem bez posiadania namacalnych, twardych dowodów na stole, Hancer… mogłoby w ułamku sekundy doszczętnie zniszczyć wizerunek holdingu i nas samych. Taka jest rynkowa rzeczywistość prawa. I dlatego właśnie musimy być ostrożni. — I dlatego… I dlatego przez tę waszą rodzinną ostrożność pozwolicie z litości na tow, żeby tow ta bezwzględna koba pierwsza doszczętnie zniszczyła nas i nasze nienarodzone dziecko, Cihan?! Na tow mam patrzeć z bólom?!

Cihan na te bolesne słowa żony gwałtownie uniósł głowę i spojrzał jej głęboko, prosto w załzawione eyes ze stanowczością: — Nie, Hancer! Przysięgam ci na wszystko, że pod żadnym pozorem na tow nie pozwolę! I właśnie dlatego wspólnie z Enginem znajdziemy te twarde dowody winy, choćbym miał poruszyć niebo i ziemię! Ocalę nas!

Hancer słysząc tę deklarację miłości, delikatnie, z nieskończoną czułością wysunęła rękę przez okienko celi i położyła swoją dłoń na jego szerokim ramieniu, gładząc materiał. — Cihan… Ja tak potwornie nie chcę znowu stracić cię z oczu przez te intrygi majątkowe… tak bardzo się boję o twój los… — Ty… Ty pod żadnym pozorem nigdy w swoim życiu mnie nie straciłaś i nie stracisz, Hancer, jestem twój — odpowiedział cicho mężczyna, całując her dłoń. — Byłeś… Byłeś rzekomo blisko mnie przez te miesiące w dworku, Cihan… Ale czasami w swoim chłodzie i milczeniu znajdowałeś się w moim odczuciu dalej od mojego serca niż her inny obcy człowiek na ulicy Stambułu. Tow mnie najbardziej bolało. — Vwiem o tym, Hancer… Popełniłem potworne błędy i byłem ślepy ze swojej pychy… Ale obiecuję ci tutaj, za tymi kratami: kiedy tylko z pomocą Engina wyjdę na wolność, pod żadnym pozorem nie będę już nigdy przed tobą ukrywał żadnej nagiej prawdy ani sekretów. Będę z tobą w pełni szczery. A ty? Co z tobą? — Ja?… — Ty również, Hancer, obiecasz mi w tej celi, że od dziś powiesz mi szczerze absolutnie wszystko o swoich planach i sprawach? Bez ukrywania prawdy?

Hancer na tow twarde pytanie męża momentalnie ze wstydem spuściła wzrok na podłogę celi. Jej dłoń pod wpływem impulsu na moment zatrzymała się opiekuńczo na zaokrąglonym brzuchu. Cihan, jako bystry prezes, natychmiast zauważył ten her podświadomy, kobiecy gest i zmarszczył brwi z niepokojem. — Hancer… Spójrz na mnie. Czy… Czy istnieje w tej chwili jakaś ważna, medyczna lub osobista rzecz na temat twojego stanu i dziecka, o której ja, jako ojciec, pod żadnym pozorem jeszcze nie wiem, co? Mów mi prawdę! — Cihan… Błagam cię, teraz w tym pokoju pod żadnym pozorem nie czas na takie dociekania… Najważniejszą i jedyną rzeczą na ten moment jest tow, żebyś ty z pomocą adwokata jak najszybciej opuścił tę celę i wyszedł na wolność! Tow się liczy! — To pod żadnym pozorem nie jest szczera odpowiedź z twoich ust, Hancer! Viem, że coś ukrywasz!… — Ponieważ… Ponieważ sama nie mam jeszcze w swojej głowie stuprocentowej pewności i lekarz musi potwierdzić badania, Cihan… Uspokój się.

Zanim mężczyna zdążył w ogóle zapytać o cokolwiek więcej i dociekać prawdy o ciąży, starszy strażnik komendy głośno szczęknął kluczami w zamku i oznajmił szorstko, że oficjalny czas odwiedzin na oddziale izby zatrzymań dobiegł końca. Hancer musiała bezdyskusyjnie opuścić korytarz.

Scena VII: Rozmowa telefoniczna z biurem Jasemin i nowa praca

Hancer wróciła do swojego skromnego pokoju oficyny z ogromnym, bolesnym ciężarem i niepokojem w sercu. Usiadła bezsiłnie na kanapie, wyciągnęła z kieszeni płaszcza swój smartfon i przez bardzo długą chwilę w całkowitym milczeniu wpatrywała się w podświetlony ekran, walcząc ze swoimi myślami. V końcu, po bolesnej walce z dumą, podjęła ostateczną decyzję – sprawnie wybrała zapisany w pamięci oficjalny numer telefonu. Po kilku długich sygnałach w słuchawce odebrał miły, profesjonalny kobiecy głos sekretarki: — Dzień dobry, prywatne biuro i gabinet lekarski pani Jasemin Ander w Stambule, w czym mogę pani uprzejmie pomóc? Słucham panią. — Dzień dobry… — odpowiedziała drżącym ze zdenerwowania głosem Hancer, mocno zaciskając palce na aparacie. — Nazywam się Hancer… Otrzymałam niedawno od znajomych z postoju twardą informację, że w państwa luksusowej rezynencji pilnie poszukują państwo odpowiedzialnej, dyskretnej osoby do stałej opieki nad dzieckum oraz kompleksowej pomocy w prowadzeniu domu. Czy ta oferta jest aktualna? — Tak, zgadza się, ta oferta zatrudnienia u pani Jasemin jest jak najbardziej nadal w pełni aktualna w naszej bazie danych. — I czy… Czy istniałaby dla mnie jakaś realna możliwość, bym mogła rozpocząć tę pracę u państwa niemalże od zaraz, od ręki? — Od zaraz?… Ojej, co pani ma na myśli? — Mogłabym przyjechać i zacząć obowiązki nawet jutro rano, jeśli to konieczne.

Po drugiej stronie lines na moment zapadła krótka, zaskoczona cisza, w której słychać było szelest kartek dokumentów. — Rozumiem pani pośpiech, Hancer… Ale proszę mi najpierw szczerze powiedzieć: czy posiada pani w tym profilu zawodowym jakieś wcześniejsze, udokumentowane doświadczenie w opiece nad dziećmi? To dla nas kluczowe.

Hancer słysząc tow pytanie o dzieci, odruchowo odwróciła głowę i przez uchylone drzwi pokoju ze smutkiem spojrzała w kierunku salonu holdingu, gdzie mały Emir bawił się zabawkami na dywanie. V jej uszach rozbił się his his radosny śmiech. — Tak… Tak, posiadam w swoim życiu takie doświadczenie — odpowiedziała cicho, a jej głęboki głos zadrżał od tłumionych łez. — Przez długie miesiące w dworku z miłością wychowywałam i opiekowałam się małym chłopcem Emirom… dzieckum, które pod żadnym pozorem nie było moje biologicznie, ale które całym swoim sercem pokochałam i nadal kocham dokładnie tak samo, jakby było moim własnym, rodzonym synem.

Ton głosu sekretarki Jasemin po usłyszeniu tego szczerego, pełnego miłości wyznania dziewczyny momentalnie całkowicie złagodniał i stał się ciepły: — Ooo… To naprawdę przepiękne i poruszające wyznanie z pani strony, Hancer. V takim razie sprawa jest ustalona: proszę przyjechać do naszej posiadłości jutro rano, punktualnie o godzinie dziewiątej. Porozmawiamy o her szczegółach i warunkach umowy bezpośrednio na miejscu w gabinecie. Do zobaczenia. — Dziękuję pani… Dziękuję z całego serca za tę szansę… — Proszę mi pod żadnym pozorem na razie nie dziękować, Hancer, przecież formalnie jeszcze pani w tym domu nie zatrudniłam na stałe. Zobaczymy jutro. — Viem o tym dobrze… Ale mimo wszystko, sam fakt, że dała mi pani tę szansę na rozmowę w moim obecnym położeniu majątkowym… tow jest dla mnie w tej minucie naprawdę bardzo, bardzo dużo. Do widzenia.

Kiedy połączenie telefoniczne ostatecznie się zakończyło, na zmęczonej twarzy Hancer po razy pierwszy od wielu długich, koszmarnych godzin pojawiła się słaba, upragniona ulga psychiczna. Ta nowa praca jako pomoc domowa w luksusowej rezynencji mogła w jej planach zapewnić jej nie tylko stałe, niezależne od holdingu pieniądze na opłacenie najlepszego adwokata dla Cihana, ale przede wszystkim pozwolić jej na osobności dyskretnie odkryć i sprawdzić w dokumentach posiadłości, czy ta wpływowa rodzina i Nusret mieli jakikolwiek bezpośredni związek ze sfałszowanymi papierami obciążającymi Cihana w prokuraturze. Musiała podjąć tow ryzyko.

Scena VIII: Kłótnia w sypialni Mukadder i strach Yonki

Nie miała jednak zielonego pojęcia, że w tej samej luksusowej rezynencji z her kolejną godziną narastał zupełnie inny, groźny i niszczycielski konflikt rodzinny. V luksusowo urządzonym pokoju dziecięcym Jasemin w milczeniu przeglądała i układała na półkach markowe ubranka dla niemowląt. V tym momencie do pomieszczenia cichym, wystraszonym krokiem weszła służąca Gülsüm, niosąc w rękach kolejny wielki stos świeżo wyprasowanych i pachnących rzeczy. — Pani Jasemin… Przyniosłam resztę ubrań z pralni. Czy tow już absolutnie wszystko, co miałam przygotować na dziś? — zapytała cicho służąca. Jasemin odwróciła się v her stronę z surową, staranną miną: — Tak, Gülsüm, na dziś tow wszystko… Ale spójrz sama: te koszulki niemowlęce są przez ciebie w szufladzie fatalnie i krzywo złożone, a ta droga sukienka z jedwabiu miała przecież wisieć osobno na wieszaku, a nie leżeć na dnie! Co za chaos! — Bardzo, bardzo panią przepraszam za to niedopatrzenie, pani Jasemin… — bąknęła zmieszana Gülsüm, spuszczając głowę. — Zaraz wszystko sprawnie i idealnie poprawię w szafie, przepraszam…

V tym samym ułamku sekundy do pokoju dziecięcego dumnym, władczym krokiem bez pukania wkroczyła starsza pani Mukadder, krzyżując ramiona na piersi. — Co wy tu znowu za moimi plecami kombinujecie w tym pokoju, co?! O co chodzi, Jasemin? — zapytała ostro starsza koba. Jasemin pod żadnym pozorem nie przestraszyła się her her krzyku – odwróciła się v her stronę ze stoickim spokojem, odpowiadając: — Przygotowuję i aranżuję po prostu pokój dziecięcy, Mukadder. To wszystko. — Dla kogo niby z takim mozołem przygotowujesz ten pokój, pytam cię?! — Dla małego dziecka, Mukadder. — Dla jakiego znowu dziecka holdingu, kieto?! O czym ty pletiesz?! — Dla tego niewinnego dziecka, Mukadder… o którego prawach i narodzinach wszyscy w tym dusznych dworku tak głośno rozmawiają na salonach, ale którego her z was pod żadnym pozorem nie chce w głębi duszy naprawdę i z miłością przyjąć pod swój dach!

Mukadder słysząc te odważne słowa, momentalnie posłała służącej Gülsüm mordercze, pełne czystego gniewu spojrzenie przez ramię. — Gülsüm! Vypad stąd w tej sekundzie z tego pokoju i zostaw nas same! Słyszałaś, co pani powiedziała?! Ruchy!

Przestraszona dziewczyna natychmiast rzuciła ubrania na fotel i pospiesznie, ze spuszczoną głową opuściła pomieszczenie, zatrzaskując drzwi. Mukadder podeszła krok bliżej do Jasemin, a her głos stał się jadowity: — Bardzo, ale tow bardzo pod żadnym pozorem nie podoba mi się ten twój nowy, zuchwały ton wypowiedzi w moim domu, Jasemin. Zapamiętaj tow sobie. — A mnie z kolei, Mukadder… od bardzo wielu długich lat potwornie nie podoba się tow, że ty autorytarnie i bezczelnie podejmujesz her pojedynczą decyzję życiową i majątkową za absolutnie wszystkich członków tej rodziny, niszcząc ich wolność! — Ten wielki i szanowany dom Develioglu, kieto, istnieje i opływa w luksusy na tym świecie tylko i wyłącznie dzięki mądrym i twardym decyzjom rodowym, które ja osobiście podejmowałam z dumą przez całe swoje dorosłe życie! Pamiętaj o tym! — I właśnie… Vłaśnie z tego bolesnego powodu, Mukadder, w tym dusznych pałacu niki z twoich bliskich nie jest w stanie już od dawna normalnie i spokojnie oddychać pełną piersią, bo her ruch traktujesz jak zdradę rodu!

Mukadder na ten zarzut całkowicie zesztywniała z wściekłości, podchodząc do niej na centymetry i cedząc słowa przez zaciśnięte zęby: — Uważaj na swoje kroki i słowa w tym dworku, Jasemin… Ostrzegam cię po razy ostatni! — Ojej, a przed czym ty mnie tu znowu próbujesz szantażem ostrzegać, Mukadder? Myślisz, że się boję? — Radzę ci bardzo dobrze uważać na swoją własną oficjalną pozycję zawodową i towarzyską w strukturach tej rodziny, dziewczyno! Mogę cię zniszczyć! — Moja pozycja osobista i szacunek na tym świecie, Mukadder… pod żadnym pozorem nie zależą i nigdy nie będą zależały od twojej łaskawej zgody czy podpisu! Zapamiętaj tow sobie! — V tym domu wszystko, absolutnie her sprawa majątkowa i ludzkie życie zależą wyłącznie od mojej woli, kieto! Ja tu rządzę!

Jasemin słysząc tę deklarację pychy, uśmiechnęła się do niej potworni chłodno i pogardliwie: — Tak?… Naprawdę tak uważasz w swojej głowie, Mukadder? Nawet… Nawet życie i decyzje twojego rodzonego syna Cihana zależą od twojej woli, co? Przestań się kompromitować!

Na dumnej twarzy Mukadder pod wpływem tego pytania w jednej sekundzie pojawił się bolesny, głęboki cień bezbrzeżnej wściekłości i bezsilności, bo wiedziała, że syn wymyka się her spod kontroli. — Nie waż się… Nie waż się nigdy więcej wypowiadać imienia mojego syna Cihana z tych twoich zuchwałych ust, kieto!!! — wykrzyknęła z bólom. — Bo his imię i postać tylko przypominają ci o twojej własnej klęsce i o tym, że pod żadnym pozorem nie jesteś w stanie despotycznie kontrolować her człowieka na tym świecie!

Mukadder w furiatce odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem opuściła pokój dziecięcy, zanim ostatecznie straciła nad sobą panowanie i uderzyła dziewczynę w twarz.

V tym samym czasie w swoim domu przerażona Yonka dosłownie wpadła do swojej sypialni, zamykając drzwi na klucz. Oddychała ciężko, rwanie, a her telefon komórkowy niebezpiecznie drżał w her drżącej dłoni od potężnych emocji. Przed zaledwie kilkoma minutami, stojąc ukryta w ciemnym korytarzu holdingu, przypadkowo usłyszała przez uchylone drzwi gabinetu fragment poufnej i mrocznej rozmowy Nusreta z his ludźmi z rynku… Mężczyzna ze złowieszczym uśmiechem wspominał głośno o nowym zatrzymaniu Cihana przez policję oraz o sfałszowanych dokumentach majątkowych z banku, które miały ostatecznie i bezpowrotnie zamknąć sprawę prezesa w prokuraturze na całe długie lata i wsadzić go do więzienia, by przejąć akcje.

Yonka w panice szybko wybrała na klawiaturze oficjalny numer Mukadder, by ją ostrzec. Pierwszy sygnał połączenia, drugi, trzeci… — Odbierz… Błagam cię, Mukadder, odbierz ten telefon w tej sekundzie!… — szeptała z płaczem, trzęsąc się na całym całe. — Proszę cię, odbierz, tow sprawa życia i śmierci holdingu!…

Nikt jednak w dworku pod żadnym pozorem nie odpowiadał na jej her głośne połączenie. Zdesperowana spróbowała natychmiast zadzwonić na prywatny numer Jasemin – bez jakiegokolwiek skutku, głucha cisza w słuchawce. Następnie w akcie ostatecznej rozpaczy wybrała numer Hancer. Połączenie również po minucie nie zostało odebrane przez dziewczynę, która jechała autobusem. — Dlaczego… Dlaczego, na miłość boską, niki z was w tym dworku nie odbiera teraz ode mnie telefonu, kiedy was najbardziej potrzebuję?! — wykrzyknęła z bólom, z całej siły rzucając telefonem o materac łóżka. Po ułamku sekundy natychmiast jednak podniosła aparat z powrotem do rąk, śmiertelnie przerażona własnym wybuchem emocji. — Muszę… Muszę ich za wszelką cenę w porę ostrzec przed spiskum Nusreta… — szeptała w rozpaczy przez łzy. — Zanim ten bezwzględny Nusret dowie się w holdingu, że ja… że ja ukryta za drzwiami wszystko dokładnie słyszałam i znam jego mroczny plan…

Scena IX: Awantura w domu Cemila i decyzja Hancer

Tymczasem starsza pani Mukadder stała w głębokim zamyśleniu przed dużą, pięknie rzeźbioną toaletką w swojej sypialni rezynencji. Patrzyła z powagą na własne odbicie w szkle lustra, lecz miała w tej chłodnej minucie potworne, bolesne wrażenie, że widzi przed sobą twarz całkowicie obcej, zniszczonej przez los kobiety, której sumienie nie daje spokoju. — Dokąd… Dokąd ten cały rodzinny chłód, pycha i permanentne kłamstwa w końcu nas wszystkich doprowadziły, Mukadder?… — powiedziała nienaturalnie cicho do swojego odbicia. — Każdy w tym dusznych dworku bezczelnie kłamie her bożego dnia, każdy coś brudnego ukrywa przed bliskimi, a rodzina się rozpada…

Vzięła drżącą dłonią telefon i wybrała oficjalny numer Nusreta, by zażądać wyjaśnień o finansach holdingu. Mężczyzna pod żadnym pozorem nie odebrał jej połączenia. Spróbowała połączyć się z nim po razy drugi. — Odbierz w końcu, do diabła, ten telefon, Nusret!… — syknęła z narastającym gniewem w piersi.

Sygnał połączenia trwał i trwał w nieskończoność, a wraz z her kolejną sekundą oczekiwania her rodowy gniew i frustracja narastały w niej ze zdwojoną siłą. — Jeżeli ty… Jeżeli ty, Nusret, znowu za moimi plecami zrobiłeś jakąś nielegalną rzecz lub oszustwo majątkowe w holdingu, przysięgam ci przed Bogiem, że tym razem na pewno nie kiwnę palcem i nie będę cię chronić przed prokuratorem! Poniesiesz koszty!

Nie miała jednak pojęcia, że w tym samym ułamku sekundy Nusret leżał bezwładnie na skórzanej kanapie w swoim salonie holdingu i spał tak nienaturalnie głęboko i mocno po alkoholu, iż pod żadnym pozorem nie był w stanie usłyszeć ani głośnego dzwonka swojego telefonu, ani ostrożnych, cichych kroków wchodzącej do pokoju Yonki. Ciężarna koba wolno wyszła ze swojej sypialni na parter i z absolutną pogardą i obrzydzeniem w oczach spojrzała z góry na śpiącą sylwetkę mężczyny. — I ty… Ty masz czelność tak bezczelnie, spokojnie i smacznie sobie spać na kanapie, Nusret… w minucie, kiedy przez twoje brudne intrygi i chciwość całe życie innych, niewinnych ludzi holdingu rozpada się doszczętnie na kawałki?… — powiedziała nienaturalnie cicho pod nosem, kręcąc głową. — Jakbyś w tej swojej klatce piersiowej pod żadnym pozorem nie miał już ani grama ludzkiego sumienia…

Odwróciła się z obrzydzeniem, powróciła do swojej sypialni i zamknęła drzwi na klucz, próbując ponownie połączyć się z dworkiem. Tym razem w słuchawce telefonu w końcu ktoś odebrał połączenie. — Halo?… Słucham, kto mówi? — rozległ się w słuchawce cichy, kobiecy głos Jasemin. Yonka słysząc her głos, mocno zacisnęła eyelids z potężną ulgą w piersi, a łzy napłynęły jej do oczu. — Jasemin!… O mój Boże, dziękuję, że jesteś!… Słuchaj mnie teraz bardzo, ale tow bardzo uważnie i nie przerywaj mi ani słowem, tow sprawa życia i śmierci Cihana! — O co chodzi, Yonka? Dlaczego tak panikujesz przez telefon? — Nusret… Mój mąż Nusret ma w tej chwili w swojej czarnej teczce ukryte sfałszowane dokumenty finansowe i przelewy, dotyczące bezpośrednio Cihana i Hancer! Ja pod żadnym pozorem nie znam wszystkich szczegółów tej intrygi, ale przed chwilą podsłuchałam jego rozmowę holdingu… Słyszałam wyraźnie, że te lewe papiery mają jutro rano zostać oficjalnie przekazane oficerom policji i prokuraturze, by na zawsze zniszczyć Cihana! Musticie ich ostrzec! — Co?! O czym ty mówisz, Yonka?! Kto podłożył te papiery?! Kim ty w ogóle… Kim pani jest, kieto, że opowiadasz takie rzeczy o Nusrecie?! Yonka słysząc, że Jasemin zaczyna wątpić w her słowa, krzyknęła w rozpaczy do aparatu: — Jestem kobicą, która ma już po prostu potwornie, śmiertelnie dość tego waszego dusznego milczenia, kłamstw i niszczenia niewinnych ludzi w tym mieście! Zróbcie coś z tym przed ranem, błagam was!… — I rozłączyła się gwałtownie, chwytając za brzuch.

Następnego ranka, w małym pokoju oficyny, Hancer leżała bez ruchu na bordowej kanapie, tępo wpatrując się w biały sufit nad sobą. Pod żadnym pozorem nie zmrużyła oka ani na jedną minutę przez całą tę bolesną noc. V jej głowie bez przerwy jak klątwa krążyły myśli o uwięzionym Cihanie, o nowej, ryzykownej pracy w rezynencji i o słowach Engina, który z powagą ostrzegał ją w biurze holdingu, że ich wrogowie mogą potajemnie obserwować her her krok. — Ja… Ja nie mogę już dłużej tak bezczynnie i w ciągłym strachu wegetować w tym pokoju… — powiedziała stanowczo do siebie w ciszy. — Samo siedzenie i płaczliwe czekanie na cud pod żadnym pozorem niczego w naszym życiu nie zmieni na lepsze. Muszę zacząć walczyć.

Gwałtownym, zdecydowanym ruchem usiadła na kanapie, poprawiając włosy. V tym samym ułamku sekundy z sąsiedniego pokoju jadalni dobiegł her uszu gwałtowny, wściekły krzyk bratowej Deryi: — Emir!!! Ile razy… Ile razy mam ci w tym domu powtarzać, kieto, że my pod żadnym pozorem nie mamy teraz żadnych pieniędzy holdingu na twoje kaprysy?! Marsz do pokoju!

Hancer słysząc tow, natychmiast zerwała się z kanapy i wbiegła niespokojnie do pomieszczenia. Derya w furiatce stała na środku dywanu nad zapłakanym małym Emirom, który mocno, ze łzami w oczach zaciskał dłonie na szelkach swojego szkolnego plecaka. — O mój Boże… Derya, co tu się znowu dzieje w tym domu od samego rana, o co ty znowu krzyczysz na to niewinne dziecko? — zapytała z troską Hancer, przytulając chłopca. — Ojej! Przyszła nasza wielka obrończyni uciśnionych! — żachnęła się wściekle Derya. — Panicz Emir zażyczył sobie nagle w szkole, że musi koniecznie jechać z klasą na drogą wycieczkę krajoznawczą do innego miasta!… Zachowuje się tak, jakby duże pieniądze holdingu w naszym dworku rosły same na drzewach w ogrodzie, a my zalegamy z czynszem za ten pokój oficyny! — Ale mamo… Przecież absolutnie wszyscy moi koledzy z klasy jadą na tę wycieczkę… — wyszeptał cicho przez łzy mały Emir, spuszczając głowę. — To niech… To niech ci wszyscy twoi bogaci koledzy z klasy, kieto, solidarnie zrzucą się w szkole i łaskawie zapłacą za twój bilet, bo twój rodzony ojciec nie ma grosza przy duszy! Nas na tow pod żadnym pozorem nie stać!

Cemil wszedł do jadalni tuż za plecami Hancer, słysząc te bolesne słowa żony – his twarz momentalnie całkowicie pobladła ze wstydu i upokorzenia przed siostrą. — Derya!… Błagam cię, przestań w końcu tak strasznie krzyczeć na syna i upokarzać mnie przy dziecku!… Dość tego! — A co ja mam według ciebie, mężczyno, w tej biedzie robić, co?! Mam udawać przed dzieckum luksusy rynkowe?! Mam mu prosto w oczy skłamać, że jego tatuś Cemil jest wybitnym biznesmenem holdingu i potrafi utrzymać rodzinę, skoro nie masz nawet na opłacenie rachunków za gaz i prąd w tym miesiącu?! Taka jest prawda!

Cemil na te ostre zarzuty żony całkowicie skruszony spuścił głowę na piersi, milcząc w bezsilności. — Derya, tow, co mówisz, jest skrajnie podłe… — Cemil zamilkł. — Naga prawda jest taka, Hancer, że rzeczywiście jesteśmy w kropce i nie mamy teraz wolnych pieniędzy holdingu na wycieczkę szkolną dla Emira, musimy oszczędzać her grosz…

Hancer widząc her ból bratanka, natychmiast uklękła na dywanie przy płaczącym chłopcu, biorąc go za ręce. — Emir, kochanie, spójrz na mnie… Powiedź mi szczerze: ile dokładnie pieniędzy w szkole potrzebujesz na tę wycieczkę? — Hancer! Nie waż się pod żadnym pozorem wtrącać w nasze prywatne sprawy wychowawcze i finanse, ostrzegam cię! — krzyknęła wściekle Derya, stając nad nią. — Nie chcemy twojej jałmużny z dworku Develioglu! — Ja pod żadnym pozorem nie pytałam cię o zdanie ani o zgodę, Derya, rozmawiam z Emirom! — odpowiedziała stanowczo dziewczyna, nie odrywając wzroku od dziecka. Chłopiec drżącą dłonią wyciągnął z plecaka i podał jej małą, pogniecioną kartkę ze szkoły z podaną kwotą opłaty. — Pani w klasie powiedziała mi rano, ciociu… że jeśli do jutra nie wpłacimy tych pieniędzy, tow skreślą mnie z listy i oddadzą mój bilet komuś innemu… Mogę… Mogę nigdzie nie jechać i zostać w pokoju, jeśli nie ma pieniędzy… — wyszeptał cicho Emir.

Hancer słysząc te słowa małego Emira, poczuła, jak her serce pęka z nieskończonej miłości i żalu – mocno, czule przytuliła jego małe ciało do swojej piersi, całując go w policzek. — Emir, moje kochanie… Obiecuję ci przed wszystkimi w tym pokoju, że ty na tę szkolną wycieczkę pojedziesz i będziesz najszczęśliwszy. Zobaczysz. — Hancer! Przestań natychmiast bezczelnie obiecywać dziecku rzeczy, których ze swojego braku grosza pod żadnym pozorem nie jesteś w stanie sama spełnić! To okrutne! — wrzasnęła na całe gardło Derya. — Papiery są już podpisane, Derya… Ja dzisiaj rano oficjalnie znalazłam dla siebie stałą pracę.

Scena X: Przyjęcie nowej pracy i pożegnanie z Emirom

Na te słowa Hancer wszyscy zgromadzeni w jadalni domownicy momentalnie całkowicie zamilkli z osłupienia, a w pokoju zapadła grobowa cisza. Cemil pierwszy podszedł bliżej, marszcząc brwi ze zdziwienia: — Hancer… Ty?… Znalazłaś pracę? Jaką pracę, o czym ty mówisz, siostro? — Podpisałam oficjalną umowę o pracę w luksusowej rezynencji jako stała opiekunka do dziecka oraz pomoc domowa, Cemil. Od dziś będę zarabiać własne, uczciwe pieniądze holdingu. — V jakiej rezynencji, Hancer?! — zapytał z lękiem i podejrzliwością brat. — Czy tow jest rezynencja należąca do tej bogatej rodziny, która może mieć bezpośredni związek ze sfałszowanymi dokumentami obciążającymi Cihana w prokuraturze?! Tam chcesz iść?! Hancer w milczeniu, z powagą skinęła głową. — Tak, dokładnie w tym dworku będę od dziś pracować, Cemil. Cemil na tę wiadomość z przerażeniem pokręcił głową, łapiąc ją za ramię: — To jest… To jest potwornie niebezpieczne dla twojego życia i zdrowia, Hancer! Oszalałaś?! Vchodzisz prosto w paszczę lwa! Nie pozwalam ci na tow! — Siedzenie bezczynnie na tej kanapie oficyny, płacz i potulne czekanie na wyrok prokuratora dla Cihana, Cemil… pod żadnym pozorem nie naprawiło i nie naprawi niczego w naszym trudnym życiu! Mustię zaryzykować i dowiedzieć się, kto za tym stoi! Dla niego i dla nas!

Derya słysząc tow, prychnęła potworni szyderczo i pogardliwie, kręcąc głową: — No tak, oczywiście!… Znowu w tym domu her sprawa musi się kręcić wokół Cihana! Zawsze i wszędzie tylko ten twój Cihan Develioglu! Holdingu! Hancer odwróciła się v her stronę i spojrzała jej głęboko w eyes wzrokiem pełnym niezłomnej dumy i siły charakteru: — Ja pod żadnym pozorem nie robię tego kroku zawodowego wyłącznie dla ratowania osoby Cihana, Derya, nie bądź ślepa!… Ja tow robię przede wszystkim dla ocalenia samej siebie, dla zapewnienia godnej przyszłości dla małego Emira, i dla her innego uczciwego człowieka w tym mieście, którego ktoś potężniejszy i bogatszy próbował siłą i kłamstwem uciszyć! Robię tow z honoru!

Scena XI: Przyjazd przed bramę rezydencji i układ z Jasemin

Kilka godzin później, przed skromny dom oficyny powolnym krokiem podjechał zamówiony wcześniej, biały minibus pracowniczy agencji. Cemil w milczeniu wyszedł na podwórko, by przywitać kierowcę pojazdu. Hancer pojawiła się w drzwiach wejściowych, trzymając w dłoni swoją skórzaną torebkę podróżną. Tuż za her plecami na werandę wyszli cicho Derya oraz mały Emir. Chłopiec na ten widok natychmiast podbiegł do cioci, kurczowo łapiąc ją za rękaw płaszcza ze łzami w oczach. — Ciociu Hancer… Ty naprawdę mustisz stąd odjechać o tej porze? Na jak długo tam jedziesz? Vrócisz do mnie na pewno? Hancer z nieskończoną miłością pochyliła się nisko przy chłopcu, objęła go ramionami i czule pocałowała w samo czoło. — Obiecuję ci tow przed Bogiem, Emir… Ja zawsze, bez względu na her trudności, będę stąd z miłością wracać do ciebie. Jesteś moim synkiem. — Obiecujesz mi tow na pewno, ciociu? — Obiecuję uroczyście, kochanie. Bądź grzeczny w szkole.

Cemil podszedł bliżej i mocno, po męsku objął siostrę na pożegnanie, szepcząc jej do ucha: — Hancer… Błagam cię na wszystko, uważaj tam na siebie w tym dworku, her sekundę… — Ty też… Ty też uważaj na siebie w mieście, Cemil, i błagam cię jako brat: nie pozwól pod żadnym pozorem Deryi wyładowywać her her życiowej złości i frustracji majątkowych na tym niewinnym dziecku Emirze. Pilnuj go. — Słyszę doskonale her wasze złośliwe uwagi pod moim adresem z tej werandy! — odezwała się opryskliwie z boku Derya, krzyżując ramiona. Hancer spojrzała na nią po razy ostatni ze smutkiem: — I właśnie… Vłaśnie o tow, o ten twój jad, Derya, mi w tej minucie najbardziej chodziło. Do widzenia.

Zdecydowanym krokiem wsiadła do wnętrza białego minibusa, zajmując miejsce przy oknie. Kiedy pojazd z szumem opon ruszył z podwórka przed siebie, Hancer przez szklaną szybę długo patrzyła na małą postać Emira, który machał jej smutno dłonią na pożegnanie z werandy. Tuż obok chłopca stał przygnębiony Cemil, całkowicie przygnieciony potwornym, męskim poczuciem całkowitej bezsilności i biedy. Derya w tle wciąż coś do niego wściekle mówiła, żywiołowo gestykulując, lecz mężczyna zdawał się jej już zupełnie nie słyszeć, patrząc przed siebie.

Podczas trwania tej dalekiej podróży przez miasto, starszy kierowca minibusa spróbował uprzejmie nawiązać z nią luźną rozmowę, spoglądając w lusterko: — Rozumiem z mapy, że pani po razy pierwszy w swoim życiu jedzie do pracy w tę elitarną część Stambułu, pani Hancer? — Tak, zgadza się, po razy pierwszy w życiu tam jadę… — Ooo, wielcy i potwornie bogaci ludzie mieszkają za tymi wysokimi, kamiennymi murami pałaców holdingu, moja droga… Opływają w luksusy. Hancer słysząc tow, uśmiechnęła się potworni smutno i odpowiedziała cicho: — Vwielkie bogactwo materialne rynkowe, panie kierowco… pod żadnym pozorem nie zawsze musi oznaczać dla człowieka autentyczne, ludzkie szczęście w sercu. Często jest odwrotnie. Kierowca spojrzał na nią w lusterku wstecznym z głębokim szacunkiem i powagą: — To… To szczera i naga prawda, co pani mówi, święte słowa. Czasem im większy i droższy pałac posiada mężczyna, tym więcej mrocznych tajemnic i bólom skrywa się przed światem za his ścianami.

Hancer na te słowa kierowcy odwróciła ze smutkiem twarz w stronę szyby, mrucząc pod nosem: — I właśnie… Vłaśnie takich mrocznych tajemnic ja dzisiaj w tym domu zamierzam szukać…

Po kilkunastu minutach minibus ostatecznie zatrzymała się z szumem hamulców przed ogromną, luksusową białą rezynencją, otoczoną ze wszystkich stron pięknymi palmami i ogrodami. Potężne kamienne kolumny frontowe, wysokie, przeszklone okna i wielka, kuta z żelaza brama sprawiały, że budynek z zewnątrz przypominał bajkowy pałac sułtana. Hancer powoli wysiadła z pojazdu na chodnik, trzymając torbę w dłoni, lecz pod żadnym pozorem nie potrafiła zrobić ani jednego kroku w stronę wejścia głównego posiadłości – sparaliżował ją nagły strach. Vszystkie her dawne koszmarne lęki i wspomnienia z dworku Develioglu w jednej sekundzie powróciły do her głowy ze zdwojoną siłą: co jeśli ktoś z wpływowych gości holdingu od razu ją rozpozna na korytarzu? Co jeśli ta cała oficjalna oferta pracy jako pomoc domowa od Jasemin była od początku sprytnie ukartowaną przez Beyzę śmiertelną pułapką na nią? Co jeśli właśnie w tym pięknym dworku przygotowano sfałszowane dowody przeciwko Cihanowi?

Drżącą dłonią wyciągnęła telefon z kieszeni płaszcza i wybrała prywatny numer Jasemin. — Halo? Jasemin Ander przy telefonie, słucham panią. — Halo, Jasemin… To ja, Hancer. Stoję właśnie na chodniku, przed samą waszą bramą wjazdową… — powiedziała cicho dziewczyna. — Ooo, jak wspaniale! V takim razie proszę śmiało nacisnąć dzwonek, otworzyć furtkę i weść do środka, czekam w gabinecie. — Ja… Ja pod żadnym pozorem nie mogę teraz weść na teren tej posesji, Jasemin… Przepraszam. — Słucham panią? Nie może pani weść? A tow z jakiego powodu, Hancer? Co się stało? — Ponieważ… Ponieważ w głębi swojej duszy nadal pod żadnym pozorem nie mam stuprocentowej pewności, czy mogę pani i pani rodzinie bezgranicznie ufać w tej sprawie, Jasemin. To dla mnie trudne.

V prywatnym gabinecie rezynencji Jasemin słysząc te odważne i dumne słowa dziewczyny do słuchawki, z zaskoczeniem uniosła wysoko brwi. V tym samym ułamku sekundy do pokoju pewnym krokiem wszedł Engin i w milczeniu usiadł na krześle naprzeciwko niej, przysłuchując się rozmowie. — Zapewniam panią z całą stanowczością, Hancer… że gdyby pani pod żadnym pozorem nie mogła mi w pełni ufać jako lekarzowi, tow na pewno nie zapraszałabym pani dzisiaj z miłością pod dach mojego domu na rozmowę o pracy. Proszę weść — odpowiedziała spokojnie Jasemin. — Sam fakt pani zaproszenia, Jasemin… pod żadnym pozorem nie jest dla mnie żadnym namacalnym dowodem na pani czyste intencje w tym Stambule.

Engin słysząc ten twardy, niezłomny i pełen godności głos Hancer dochodzący z głośnika telefonu, uśmiechnął się wyjątkowo lekko i z podziwem pod nosem. — Ja muszę precyzyjnie wiedzieć, Jasemin… z jakiego prawdziwego, ukrytego powodu tak bardzo zależy pani na zatrudnieniu w tym domu właśnie mojej osoby, Hancer? Mów pani prawdę! — kontynuowała stanowczo dziewczyna. Jasemin spojrzała znacząco na siedzącego przed nią Engina, po czym odpowiedziała ciepłym głosem do mikrofonu: — Ponieważ… Ponieważ pani skromną osobę poleciła mi do pracy z pełnym zaufaniem pewna bardzo bliska mi osoba, której zdaniu bezgranicznie ufam w życiu, Hancer. — I kto… Kto konkretnie jest tą rzekomo zaufaną osobą, jeśli można wiedzieć? — O tym wszystkim ze szczegółami dowie się pani osobiście, kiedy tylko odważy się pani przekroczyć próg tego domu i wejdzie do gabinetu. Czekam. — Ja pod żadnym pozorem nie lubię w swoim życiu niedomówień ani brudnych tajemnic, Jasemin… — V takim razie, moja droga Hancer… obawiam się, że wybrała pani dzisiaj wyjątkowo niewłaściwy dom do pracy, bo w tej rezynencji tajemnice są na porządku dziennym. Decyzja należy do pani.

Hancer słysząc tow, spojrzała z bólom na potężną fasadę białej rezynencji holdingu. Przez jeden krótki moment pod wpływem paraliżującego strachu miała już ogromną, rozpaczliwą ochotę odwrócić się na pięcie, wsiąkać z powrotem do odjeżdżającego minibusa i uciekać stąd, gdzie pieprz rośnie… Przypomniała sobie jednak w tym samym ułamku sekundy postać ukochanego Cihana, siedzącego bezradnie za kratami policyjnej celi holdingu, zapłakanego małego Emira w jadalni i brata Cemila, który z her bożym dniem tracił wiarę we własne siły mężczyny przez biedę. Musiała być silna dla nich. — Dobrze… Przyjmuję pani warunki, Jasemin — powiedziała twardo do słuchawki. — Wejdę do środka, ale pod jednym warunkiem: że od początku będziemy rozmawiać wyłącznie na moich własnych warunkach i zasadach honoru. — Ojej, innych, dumnie zasad po pani niezłomnym charakterze pod żadnym pozorem się w tym domu nie spodziewałam, Hancer. Czekam. — Rozłączyła się.

Po zakończeniu tej przełomowej rozmowy telefonicznej, Engin oparł się wygodnie w skórzanym fotelu gabinetu, patrząc na Jasemin z podziwem: — Ta dziewczyna… Ta Hancer jest jednak miliard razy odważniejsza i twardsza, niż początkowo w naszych analizach myślałaś, Jasemin… Co za charakter. — Albo… Albo jest po ludzku w swoim obecnym położeniu życiowym skrajnie, rozpaczliwie zdesperowana, Engin — odpowiedziała z powagą Jasemin, patrząc na biurko. — A w życiu kobicę te dwa pojęcia: odwaga i desperacja, wyjątkowo często oznaczają dokładnie tow samo.

Jasemin podeszła wolnym krokiem do wielkiego okna gabinetu i spojrzała w dół na frontową bramę wjazdową posesji, przed którą stała drobna postać Hancer. — Czy ona… Czy ona w ogóle wie w tej swojej małej głowie, Engin, że tow sam Cihan przed swoim aresztowaniem osobiście błagał nas na kolanach, żebyśmy za wszelką cenę potajemnie chronili jej życie przed ludźmi Nusreta? — Nie, pod żadnym pozorem o tym nie wie. I dla jej własnego bezpieczeństwa psychicznego lepiej, by na razie tak zostało. — A czy ona chociaż podejrzewa w duchu, że te kluczowe sfałszowane dokumenty z przelewami, które mogą ostatecznie oczyścić Cihana z zarzutów prokuratora, ukryte są przez Nusreta właśnie w sejfie w tym domu, co? — Na pewno tow intuicyjnie podejrzewa, dlatego podjęła tę pracę kelnerki… Ale Mukadder na pewno pod żadnym pozorem nie będzie zachwycona jej obecnością na korytarzach, tow pewne.

Engin na samo wspomnienie starszej pani momentalnie bardzo mocno spoważniał, a his wzrok stał się chłodny: — Zapewniam cię, Jasemin… że wściekłość Mukadder Develioglu w tym salonie jest w tej chwili najmniejszym i najbardziej marnym z naszych wszystkich obecnych problemów prawnych. Gry toczy się o życie Cihana.

Na zewnątrz posiadłości tymczasem wielka, kuta z żelaza brama wjazdowa pod wpływem automatu zaczęła się powoli, z głośnym metalicznym szumem otwierać przed dziewczyną. Hancer wzięła głęboki, oczyszczający oddech w płuca i dumnym, zdecydowanym krokiem przekroczyła oficjalną granicę posesji holdingu. Pod żadnym pozorem nie miała w tej sekundzie pojęcia, że z jednego z najwyższych okien pałacu her boży ruch z nienawiścią bacznie obserwuje starsza pani Mukadder Develioglu, mrużąc oczy… I pod żadnym pozorem nie wiedziała też, że w tym samym ułamku sekundy przerażona Yonka w swojej sypialni rozpaczliwie próbowała przekazać jej przez telefon tę kluczową informację o dokumentach Nusreta, która mogła w minutę całkowicie oczyścić Cihana z zarzutów karnych. Hancer wiedziała w tej minucie tylko jedną, najważniejszą rzecz dla kobicę: miała już po prostu potwornie dość ciągłego uciekania przed problemami i lękiem. Za her plecami wielka, żelazna brama zamknęła się z ciężkim, złowieszczym i głuchym dźwiękiem zamka, odcinając ją od świata zewnętrznego.

Hancer zatrzymała się na samym środku kamiennej alejki ogrodowej, patrząc z dumnie uniesioną głową na wielkie drzwi wejściowe rezynencji Develioglu. V her pięknych oczach nadal było wyraźnie widać ludzki strach przed cierpieniem, lecz tym razem towarzyszyła mu potężna, niezłomna i twarda determinacja kobicę, która walczy o miłość. Vchodząc świadomie do tego domu, ryzykowała w ułamku sekundy absolutnie wszystko, co posiadała: swoją wolność osobistą, honor, bezpieczną przyszłość nienarodzonego dziecka, a być może również własne niewinne życie… Była jednak w głębi duszy w pełni gotowa zapłacić her najwyższą cenę na tym świecie, byle tylko uratować ukochanego Cihana z celi i odkryć nagą prawdę o spisku. Nie miała jeszcze w tej słonecznej sekundzie zielonego profesu o tym, że naga prawda, której z takim mozołem szukała za tymi ścianami pałacu, okaże się dla her serca miliard razy bardziej bolesna i niszczycielska niż wszystkie najgorsze kłamstwa, które dotychczas w swoim całym życiu usłyszała od ludzi.

Jak sądzisz, czy to odważne wejście Hancer na teren rezydencji jako pomoc domowa pozwoli jej na odnalezienie ukrytych przez Nusreta dokumentów finansowych w sejfie gabinetu holdingu, zanim wściekła Mukadder Develioglu zmusi służącą Gülsüm do wyrzucenia jej rzeczy osobistych na ulicę holdingu?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page