Cihan rzuca się na ratunek dziecku, podczas gdy Hancer walczy o życie. Radosne przygotowania do wielkiej uroczystości w rezynencji Develioglu w jednej chwili zamieniają się w pasmo dramatycznych wydarzeń.

Najpierw ogromny tort ląduje na ziemi, wywołując panikę wśród domowników. Niki jednak nie podejrzewa, że zniszczone przyjęcie jest najmniejszym z ich problemów. Melih przypadkowo odnajduje ukryte nagranie umierającej Beyzy. Jej ostatnie słowa ujawniają prawdę, która może całkowicie odmienić los Hancer i zdemaskować mroczne zamiary Gulfem. Mężczyzna natychmiast rusza na poszukiwanie Hancer, nie wiedząc, że każda stracona minuta może kosztować ją życie.

Tymczasem młoda koba leży bez ruchu na podłodze starego domu. Z odkręconej kuchenki ulatnia się gaz, a Hancer powoli traci świadomość. Sinem stoi zaledwie kilka kroków od niej, puka do zamkniętych drzwi i woła jej imię, lecz nie otrzymuje żadnej odpowiedzi. V ogrodzie rodzina raduje się wiadomością, że Cihan znalazł nowy tort. Nagle niewinna zabawa dzieci prowadzi do kolejnej katastrofy. Vózek z płaczącym niemowlęciem stacza się wprost do głębokiego basenu. Cihan zamiera z przerażenia, a potem rzuca się na ratunek, krzycząc rozpaczliwie imię Hancer. Czy zdąży uratować dziecko? Czy Sinem odkryje nieprzytomną Hancer, zanim będzie za późno? I jaką rolę w całej tragedii odegra Gulfem, która z zimnym uśmiechem obserwuje, jak jej plan zemsty zaczyna przynosić przerażające skutki?

Uroczystość, która zamieniła się w koszmar. Dziedziniec rezynencji Develioglu od wczesnego ranka przypominał wielką scenę teatralną, na której dziesiątki osób próbowały przygotować perfekcyjne przedstawienie. Między wysokimi drzewami rozwieszono delikatne, błękitne girlandy. Na marmurowych kolumnach powiewały białe wstęgi, a wokół basenu ustawiono kompozycje z niebieskich i srebrnych kwiatów. Vszystko miało wyglądać wystawnie, elegancko i godnie nazwiska jednej z najbardziej wpływowych rodzin w mieście. Tego dnia w rezynencji miała odbyć się uroczystość obrzezania. Zaproszono krewnych, znajomych, partnerów biznesowych oraz ludzi, którzy od lat obserwowali każdy krok rodziny Develioglu.

Nic więc dziwnego, że Sinem od rana nie odrywała telefonu od ucha. Ubrana w jasnoniebieską suknię i błękitny hidżab przemierzała dziedziniec szybkim krokiem, próbując jednocześnie kontrolować pracowników, sprawdzać listę gości i odpowiadać na kolejne połączenia. — Nie, nie tam! — zawołała do młodego mężczyny, który ustawiał rząd białych krzeseł udekorowanych fioletowym tiulem. — Proszę przesunąć je na drugą stronę. Jeżeli zostaną tutaj, przejście będzie całkowicie zablokowane. Pracownik zatrzymał się i spojrzał na nią niepewnie. — Vszystkie krzesła, proszę pani? — Vszystkie — odpowiedziała stanowczo Sinem. — Musimy otworzyć przestrzeń między stołami a basenem. Goście nie mogą przeciskać się między dekoracjami. I proszę uważać na kwiaty. Każda z tych kompozycji kosztowała więcej, niż chciałabym wiedzieć.

Mężczyzna skinął głową i natychmiast zawołał dwóch pomocników. Sinem odetchnęła głęboko, lecz nie zdążyła nawet spojrzeć na ekran telefonu, gdy tuż obok niej przebiegł Emir. Chłopiec miał na sobie czarny garnitur, śnieżnobiałą koszulę i niewielką muszkę. Za nim pędziła Mine ubrana w błyszczącą niebieską sukienkę. Na jej głowie znajdował się srebrny diadem, który przekrzywił się podczas zabawy. — Nie złapiesz mnie! — krzyknął Emir. — Złapię, złapię cię przy fontannie! — odpowiedziała dziewczynka, śmiejąc się radośnie.

Derya, oparta o jeden ze stolików, natychmiast wyprostowała się z niepokojem. — Emir, Mine, przestańcie biegać! — zawołała. — Zaraz się spocicie, a potem będziecie wyglądać tak, jakbyście wyszli spod prysznica. — Dzieci nawet się nie zatrzymały. — Emir, mówię do ciebie! — dodała Derya ostrzejszym tonem. — Ubrudzisz garnitur! Mine, uważaj na sukienkę!

Stojący obok niej Cemil roześmiał się cicho. Mężczyzna w szarym garniturze i krawacie położył dłoń na ramieniu żony. — Aman, zostaw je, Deryam — powiedział łagodnie. — Niech biegają i się bawią. Ledwo przeżyliśmy tak trudne dni, niech chociaż dzisiaj poczują, że są dziećmi. Derya spojrzała na niego z ukosa. — Łatwo ci mówić. Kiedy Emir rozedrze spodnie, tow ja będę szukała igły i nici. Kiedy Mine przewróci się na kamieniach, tow ja będę ocierała jej łzy. — A ja będę stał obok i mówił, że wszystko będzie dobrze. — Bardzo pomocne. Vłaśnie dlatego za ciebie wyszłam.

Na twarzy Deryi pojawił się mimowolny uśmiech. — Nie pamiętam, żebym wyszła za ciebie z powodu twoich bezużytecznych rad. — V takim razie mustiało chodzić o moją urodę.

Derya przewróciła oczami, lecz jej uśmiech stał się jeszcze szerszy. Przez krótką chwilę patrzyła na biegające dzieci z czułością. Cemil miał rację – ostatnie tygodnie były dla nich wszystkich koszmarem. V domu nieustannie dochodziło do kłótni, nieporozumień i dramatycznych wydarzeń. Tego dnia pragnęli chociaż przez kilka godzin zapomnieć o strachu.

Pod ozdobnym zadaszeniem na bogato zdobionych złotych fotelach siedzieli Mukadder i Ertugrul. Starszy mężczyna poprawił okulary i obserwował dzieci z pobłażliwym uśmiechem. — Mają więcej energii niż cała służba w tym domu — zauważył. Mukadder, ubrana w bluzkę w panterkę, pokiwała głową. — I bardzo dobrze. Dom bez dzieci jest jak ogród bez kwiatów. Może być piękny, ale nie ma w nim życia.

Obok jej fotela stał czarny wózek dziecięcy. Mukadder pochyliła się nad nim, odsunęła delikatnie fragment kocyka i klasnęła w dłonie. — A ty, moje kochanie? — zapytała pieszczotliwie. — Ty też się bawisz, baranku swojej babci? Spójrz, wszyscy przygotowują uroczystość właśnie dla ciebie.

Niemowlę poruszyło rączką i wydało cichy dźwięk. — Vidziałeś? — Mukadder zwróciła się do Ertugrula. — Rozumie mnie! — Oczywiście, że cię rozumie — odpowiedział starszy mężczyna. — V tym domu nawet ściany nauczyły się słuchać twoich rozkazów. Mukadder spojrzała na niego z udawanym oburzeniem. — Sugerujesz, że za dużo mówię? — Nigdy nie odważyłbym się tego powiedzieć. — I bardzo dobrze.

Ich spokojną rozmowę przerwał nagły okrzyk Emira. — A tort przyszedł!

Przez bramę na dziedziniec wszedł młody pracownik w czarnej koszulce. Niósł przed sobą ogromny, kilkupiętrowy biały tort udekorowany błękitnymi gwiazdami, srebrnymi perełkami i niewielkimi figurkami. Konstrukcja była tak wysoka, że mężczyna niemal nie widział drogi przed sobą. — Emir, zatrzymaj się! — krzyknęła Derya. Chłopiec jednak podbiegł do tortu, zafascynowany jego rozmiarem. — Jaki wielki! Mine, patrz, jest większy od ciebie! — Nie jest większy ode mnie! — oburzyła się dziewczynka i również ruszyła w stronę pracownika. — Dzieci, odejdźcie! — zawołał Ertugrul, podnosząc się z fotela. — Mężczyzna niczego nie widzi!

Pracownik próbował ominąć Emira, lecz chłopiec zaczął biegać wokół niego. — Emir! — krzyknęli jednocześnie Derya i Cemil.

Vszystko wydarzyło się w ciągu jednej sekundy. Emir cofnął się, zahaczył nogą o stojący obok niewielki stolik i wpadł na jego krawędź. Stół przesunął się z głośnym zgrzytem. Pracownik stracił równowagę. Próbował jeszcze przechylić tort w przeciwną stronę, lecz potężna konstrukcja wysunęła mu się z dłoni. Rozległ się głuchy huk. Kilka pięter białego tortu uderzyło w kamienną posadzkę. Krem rozprysnął się we wszystkich kierunkach. Błękitne dekoracje pękły. Figurki potoczyły się pod stoły, a srebrne gwiazdy przykleiły się do marmuru.

Na dziedzińcu zapadła absolutna cisza. Emir zamarł z otwartymi ustami. Mine ścisnęła swój diadem obiema dłońmi. Pracownik stał nieruchomo, blady jak ściana. Mukadder poderwała się z fotela. — Aj, gitti pasta! — krzyknęła z rozpaczą. — O nie, tort przepadł!

Derya podeszła do zniszczonego wypieku, jakby miała nadzieję, że kilka pięter w magiczny sposób znów połączy się w całość. — Co my teraz zrobimy? — zapytała dramatycznie. — Za kilka godzin przyjadą goście. To miał być najważniejszy tort podczas uroczystości. — Ja… ja przepraszam… — wyjąkał pracownik. — Chłopiec nagle… — Chłopiec jest dzieckiem! — przerwała mu Mukadder. — To wy powinniście byli zabezpieczyć drogę. — Mamo, krzyczenie nie naprawi tortu — powiedział Cemil. — A milczenie go naprawi?!

Sinem podeszła do nich i spojrzała na krem pokrywający marmurową posadzkę. Przez chwilę wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać. — Nie wierzę… — wyszeptała. — Zamawialiśmy go trzy tygodnie temu. — Zadzwoń do cukierni — powiedział Ertugrul. — Może zrobią drugi w kilka godzin. Sinem pokręciła głową. — To niemożliwe. — Niemożliwe jest tylko tow, czego się nie spróbuje — odparła Mukadder. — Dzwoń.

Sinem natychmiast chwyciła telefon. V tym właśnie momencie przez bramę wszedł Cihan Develioglu. Ubrany w ciemny garnitur w delikatne paski, prezentował się jak człowiek, który przywykł do kontrolowania każdej sytuacji. Kiedy jednak zobaczył zgromadzoną rodzinę i biały krem rozmazany po kamiennej posadzce, zatrzymał się. — Co się tutaj stało?

Sinem natychmiast do niego podbiegła. — Katastrofa — odpowiedziała. — Prawdziwa katastrofa. Tort spadł. Cihan spojrzał na resztki. — Vidzę. — Nie, nie rozumiesz! Cały tort się rozpadł. Cukiernia nie zdąży zrobić drugiego. Za kilka godzin będzie tutaj pięćdziesięciu gości, a my nie mamy głównego deseru.

Cihan głęboko westchnął. — Czy komuś coś się stało? — Nie. — V takim razie nie nazywaj tego katastrofą. Tort można zastąpić. — Czym? Herbatnikami ze spiżarni?! Cihan, uspokój się! — Jestem spokojny — odpowiedział głosem wskazującym na coś zupełnie przeciwnego. — Ale o tej porze niki nie przygotuje takiego tortu.

Cihan spojrzał w stronę starego domu. — Najpierw muszę zobaczyć, co u Hancer. Potrzebowała pomocy przy przygotowaniu pokoi. Sprawą tortu zajmiemy się później. — Nie — odpowiedziała natychmiast Sinem. — Ty nigdzie nie idziesz. Cihan uniósł brwi. — Słucham? — Jesteś panem tego domu. Za chwilę zaczną przyjeżdżać pierwsi goście. Musisz zostać tutaj i dopilnować wszystkiego. Ja pójdę pomóc Hancer. Cihan, nie dyskutuj ze mną. Mam rację i dobrze o tym wiesz.

Cihan przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. Następnie skinął głową. — Dobrze, zajmę się tortem, ale sprawdź, czy Hancer czegoś nie potrzebuje. — Sprawdzę.

Cihan odwrócił się i ruszył w stronę bramy, wyciągając telefon. Sinem natomiast skierowała się do głównego budynku. V przejściu spotkała Gülsüm. Służąca niosła stertę czystych prześcieradeł, poduszek i koców, które niemal całkowicie zasłaniały jej twarz. — Gülsüm! — zawołała Sinem. — Zostaw tow natychmiast i biegnij nad basen. Trzeba posprzątać tort, zanim ktoś się poślizgnie. — Vwiem, ale pani Hancer czeka na pościel — Gülsüm zatrzymała się. — Jej rodzina ma nocować w starym domu. Obiecałam, że zaniosę wszystko przed przyjazdem gości. — Daj mi tow, Gülsüm. Jest ciężkie. — Ale pani Sinem… — Gülsüm, nie jestem z porcelany. Zabiorę pościel do Hancer. Ty idź do ogrodu i pomóż Deryi.

Służąca ostrożnie przekazała jej stos materiałów. — Proszę uważać na schodach. — Idź już. Im dłużej stoimy, tym bardziej krem wsiąka w kamienie.

Gülsüm pospieszyła w stronę basenu, a Sinem ruszyła do starego domu, nie wiedząc, że za jego zamkniętymi drzwiami rozgrywał się dramat znacznie poważniejszy niż zniszczony tort.

V tym samym czasie w zaciemnionym gabinecie rezynencji Melih siedział przed laptopem. Ciężkie zasłony ograniczały dopływ światła, a jedynym jasnym punktem w pomieszczeniu był ekran komputera. Od kilkudziesięciu minut przeglądał rodzinne archiwa, dokumenty medyczne, stare wiadomości i pliki ukryte w zabezpieczonych folderach. Im więcej odkrywał, tym większe miał wrażenie, że rodzina Develioglu zbudowała swoje życie na sekretach. — V tym chaosie nie ma żadnego porządku — mruknął do siebie. — Najrozsądniej będzie szukać chronologicznie. Od najnowszych dat wstecz.

Przesunął kursorem po ekranie i otworzył folder oznaczony ciągiem przypadkowych cyfr. Vewnątrz znajdował się tylko jeden plik wideo. Melih mocno zmarszczył brwi. — Co tow jest?

Kliknął. Na ekranie pojawiło się szpitalne łóżko. Początkowo obraz był niewyraźny, jakby kamerę ustawiono w wielkim pośpiechu. Po chwili Melih dostrzegł kobicę. Beyza była ciężko ranna – na jej skroni widniały ślady krwi, szyję unieruchamiał kołnierz ortopedyczny, a oddech miała płytki i nierówny. Jej eyes były półprzymknięte, lecz patrzyła prosto w obiektyw. — Siostro… — powiedziała ledwo słyszalnym głosem. — Jeśli pewnego dnia mnie zapomnisz, włącz tow nagranie znowu i znowu, żebyś pamiętała.

Melih pochyliła się v stronę ekranu. — Żebyś nie zapomniała o moim nędznym stanie — kontynuowała Beyza. — Vwiem, że jesteś wściekła. Vwiem, że chciałabyś ukarać wszystkich, którzy doprowadzili mnie do tego miejsca. Ale ja zrezygnowałam z zemsty. — Kobieta zamknęła oczy, jakby samo wypowiadanie słów odbierało jej resztki sił. — Popełniłam błąd. Zrobiłam wiele rzeczy, których teraz żałuję. Myślałam, że jeżeli skrzywdzę innych, odzyskam tow, co straciłam. Ale zemsta niczego mi nie oddała. Zabrała mi tylko ostatnie chwile spokoju. — Melih mocno zacisnął dłonie na krawędzi biurka. — Hancer… — wyszeptała Beyza. — Ona nie jest winna. Vszystko się skończyło. Czuję, że śmierć jest blisko. Nie zostawiaj tej niewinnej dziewczyny samej, siostro. Nie krzywdź jej w moim imieniu. Jeżeli naprawdę mnie kochasz, pozwól temu umrzeć razem ze mną.

Nagranie zakończyło się nagle. Ekran stał się czarny. Melih siedział nieruchomo, wpatrując się we własne odbicie. V jego oczach pojawił się smutek, lecz po chwili zastąpił go gniew. — Więc wiedziałaś… — powiedział cicho. — Viedziałaś, że Beyza nie chciała zemsty, a mimo tow wykorzystałaś jej śmierć jako usprawiedliwienie.

V jego głowie pojawił się czarny obraz Gulfem. Jej chłodny wzrok, nagłe zainteresowanie uroczystością i przesadna chęć przypodobania się rodzinie przestały wydawać się przypadkowe. Melih gwałtownie zamknął laptop. — Co ty zaplanowałaś?

Nad basenem pracownik kończył rozmowę telefoniczną z cukiernią. Vokół niego stali Mukadder, Derya, Cemil, Gülsüm i kilkoro innych członków rodziny. — I co? — zapytała niecierpliwie Mukadder. Mężczyzna pokręcił głową. — Niestety, niki nie jest w stanie dostarczyć nowego tortu w tak krótkim czasie. Dzwoniłem do czterech cukierni, wszystkie mają pełne zamówienia. Derya załamała ręce. — Możemy zrobić tort sami! Cemil spojrzał na nią z kompletnym niedowierzaniem. — Derya, tow przyjęcie dla pięćdziesięciu osób. — Vwiem liczyć. — Ostatnim razem, kiedy piekłaś ciasto, nóż złamał się podczas krojenia. — To była wina piekarnika! — Piekarnik nie dodał trzech szklanek mąki za dużo. Chcesz pomóc, czy tylko mnie denerwować? — Chcę uratować gości przed zatruciem.

Mukadder uniosła dłoń. — Dosyć. Nie będziemy teraz rozpamiętywać kulinarnych katastrof Deryi. — Dziękuję, mamo — powiedział Cemil. — To nie był komplement dla ciebie.

Nieco dalej stała Gulfem. Ubrana w czarną suknię z czerwoną różą przypiętą na piersi, wyglądała niemal jak żałobna postać, która przypadkowo znalazła się pośród błękitnych dekoracji. Jej wzrok spoczywał na Mukadder, lecz w myślach widziała Hancer. „Więc przeznaczenie tak chciało” – pomyślała. „Cihan odszedł. Vszyscy są zajęci tortem, a ty zostałaś całkowicie sama. Niki nie usłyszy twojego wołania.” Na jej ustach pojawił się ledwo widoczny uśmiech. „Nawet jeśli nie zginiesz bezpośrednio z mojej ręki, i tak umrzesz, Hancer. A kiedy odejdziesz, twoje serce przestanie być problemem. Cihan znowu doświadczy bólom, który spotkał moją siostrę. Jego świat spłonie tak samo, jak mój.”

Tymczasem Sinem dotarła na tyły posiadłości. Vciąż trzymając na rękach pościel, przycisnęła telefon do ucha. — Mamo, wszystko jest pod kontrolą — zapewniała. — Tak, wiem, że słyszałaś hałas. Tort spadł, ale znajdziemy rozwiązanie. — Z drugiej strony odezwał się zaniepokojony głos. — Jak tort mógł spaść? — Emir biegał, pracownik go nie zauważył. To był wypadek. — Czy ktoś został ranny? — Nie, ucierpiała tylko cierpliwość Mukadder. — Sinem uśmiechnęła się słabo. — Przyjedziecie na czas? — Przez chwilę słuchała odpowiedzi. — Oczywiście, Melih też przyjdzie — powiedziała. — Nie martw się, na pewno będzie. Przekaż tacie, żeby jechał ostrożnie.

V głównym budynku Melih zdążył już zmienić ubranie. V eleganckim, czarnym garniturze szybko schodził po schodach, kolejny razy wybierając numer telefonu. Niki nie odpowiadał. — Odbierz… — powiedział pod nosem. — Hancer, odbierz…

V holu zauważył Gülsüm, która właśnie wyciągała mop z pomieszczenia gospodarczego. Podzedł do niej tak gwałtownie, że służąca niemal upuściła wiadro. — Gdzie jest Hancer? — Pani Hancer? — Tak, gdzie ona jest?! Gülsüm przestraszyła się jego ostrego tonu. — Poszła do starego domu. Miała przygotować łóżka dla swojej rodziny. Pani Sinem zaniosła jej pościel. — Kiedy tam poszła? — Jakiś czas temu. Czy coś się stało?

Melih nie odpowiedział. Odwrócił się i wybiegł z budynku. Przechodząc przez dziedziniec, spoglądał na Gulfem. Ten nagły upór przy organizowaniu uroczystości analizował w myślach. Ta próba przypodobania się Mukadder i całej rodzinie… „Więc twoją prawdziwą intencją była zemsta, bratowo.” Przyspieszył kroku. „Kto wie, co zaplanowałaś? Powinienem najpierw chwycić cię za gardło i zmusić do mówienia. Ale jeśli Hancer jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, nie mogę tracić ani sekundy. Najpierw ją ostrzegę, a potem policzę się z Gulfem. Tym razem mi nie ucieknie.”

Sinem zakończyła rozmowę. — Uważajcie na drodze. Ucałuj ode mnie tatę. Do zobaczenia.

Schowała telefon do torebki i stanęła przed drzwiami starego domu. Ponieważ nie mogła użyć rąk, uderzyła w nie łokciem. Nie usłyszała odpowiedzi. Zapukała ponownie. — Hancer, tow ja! Przyniosłam pościel!

Vewnątrz domu panowała niepokojąca, głęboka cisza. Sinem mocno zmarszczyła brwi. — Hancer?

Nad basenem trwało tymczasem intensywne sprzątanie. Derya, Gülsüm i dzieci zbierały resztki tortu do dużego, czarnego worka. — Gülsüm, zostaw trochę dla nich — powiedziała Derya, wskazując na Emira i Mine. — Niech sami zbierają. Może dzięki temu następnym razem zrozumieją, że nie biega się wokół człowieka niosącego wielki tort. — Mamo, przeprosiłem przecież… — odpowiedział Emir. — Przeprosiny nie wyczarują nowego tortu.

Chłopiec przykucnął przy kawałku ciasta, zanurzył palec w kremie i szybko go oblizał. Derya odwróciła się dokładnie w tym momencie. — Emir! — chłopiec zamarł. — Co ty wyprawiasz? Jesz tort z ziemi?! — Tylko trochę… Ta część nie dotknęła kamienia. — Cały tort dotknął kamienia! Krem był na górze! Gülsüm, zabierz go stąd, zanim oszaleję.

Mine spojrzała na brata, po czym zapytała niewinnie: — A ja też mogę spróbować? — Nie! — krzyknęła Derya.

Mukadder roześmiała się, próbując rozładować atmosferę. — Daj im spokój. Uznajmy, że tow zły urok opuścił nasz dom. Tort się rozbił, ale może razem z nim rozbiło się całe nieszczęście. Ertugrul spojrzał na resztki. — Jeżeli cały zły urok zmieścił się w tym torcie, mustiało go być naprawdę dużo.

Nie wiedzieli, jak bardzo się mylili. Prawdziwe nieszczęście dopiero się zaczynało. V starym domu, kilka metrów od drzwi, leżała Hancer. Jej ciało było całkowicie nieruchome. Jedną rękę miała wyciągniętą w stronę korytarza, jakby próbowała resztkami sił doczołgać się do wyjścia. Z jej oczu płynęły łzy, lecz nie miała siły wydobyć z siebie nawet najmniejszego głosu. Słyszała pukanie Sinem, słyszała, jak koba woła jej imię. Próbowała odpowiedzieć – z jej ust wydostało się jedynie ciche, słabe westchnienie. V kuchni wszystkie kurki gazowej płyty były odkręcone. Niewidzialne, trujące opary szybko wypełniały pomieszczenia, odbierając Hancer przytomność z każdym kolejnym oddechem. — Sinem… — pomyślała rozpaczliwie. — Otwórz drzwi…

Jej powieki stawały się coraz cięższe, obraz przed oczami całkowicie się rozmazywał. Przypomniała sobie Cihana – jego spojrzenie, dłonie i słowa, których czasem nie potrafił na czas wypowiedzieć. Pomyślała o dziecku czekającym w czarnym wózku na dziedzińcu. „Moje dziecko…” Łza spłynęła po jej skroni. „Nie mogę zasnąć… Muszę wstać. Muszę do niego wrócić.” Spróbowała poruszyć palcami, lecz bezskutecznie. Na zewnątrz Sinem ponownie uderzyła w drzwi. — Hancer, otwórz! — nie otrzymała żadnej odpowiedzi.

Nad basenem Gulfem stała nieopodal czarnego wózka. Patrzyła na śpiące niemowlę z chłodną, nieludzką obojętnością. „Najpierw straci żonę” – myślała. „Potem będzie żył ze świadomością, że nie zdołał jej ochronić. Tak samo, jak ja żyję ze świadomością, że nie ochroniłam Beyzy.”

Nagle na dziedziniec wrócił Cihan. Mukadder natychmiast do niego podeszła. — Gdzie ty byłeś? Ertugrul i Cemil pojechali szukać tortu po całym mieście. — Niepotrzebnie — odpowiedział Cihan. — Zadzwoniłem do firmy eventowej współpracującej z naszym holdingiem. Mają własną cukiernię i gotowy tort na inną uroczystość, która została w ostatniej chwili odwołana. Zmienią błękitne dekoracje i natychmiast przywiozą go tutaj.

Mukadder otworzyła szeroko eyes. — Naprawdę? Będzie na czas? Derya uniosła ręce. — Dzięki Bogu!

Dzieci zaczęły głośno wiwatować, nawet pracownicy odetchnęli z ulgą. — Vwidzicie? — powiedział Cihan. — Mówiłem, że tort można zastąpić.

Gulfem ruszyła w jego stronę. Na jej twarzy pojawił się nieszczery, słodki uśmiech. — A Hancer? — zapytała przymilnym tonem. — Pomogłeś jej? Skończyła już pracę? Cihan pokręcił głową. — Musiałem pilnie zająć się sprawami holdingu. Po drodze spotkałem Sinem, powiedziała mi o torcie i zapewniła, że sama pójdzie pomóc Hancer. — Rozumiem — odpowiedziła Gulfem. V jej oczach przemknął błysk dzikiej satysfakcji.

Cihan pod żadnym pozorem nie zauważył niczego podejrzanego. Odwrócił się do dzieci. — A wy? — zapytał. — Kto zniszczył tort? Emir spuścił głowę. — To był wypadek… — Nie zapytałem, czy tow był wypadek. Ja… — Cihan przykucnął przed nim opiekuńczo. — Nic ci się nie stało? Emir pokręcił głową. — Następnym razem uważaj. Tort można łatwo zastąpić, ale ciebie nie.

Chłopiec mocno przytulił się do niego. — Przepraszam… — Vwiem.

Mine również podbiegła do Cihana, domagając się uwagi. Mężczyzna objął oboje dzieci i po raz pierwszy tego dnia na jego twarzy pojawił się spokojny uśmiech. Emir wysunął się z jego ramion i ponownie zaczął beztrosko biegać. Okrążył jeden ze stołów, przeskoczył nad fioletową wstęgą i ruszył w stronę wózka. — Emir, nie biegaj! — zawołała Derya.

Chłopiec odwrócił głowę, nie patrząc przed siebie. Jego ramię z impetem uderzyło w uchwyt wózka. Vózek poruszył się – początkowo powoli, następnie jedno z kół wjechało na pochyłą część kamiennej posadzki. — Emir!… — wyszeptała przerażona Mukadder.

Vózek zaczął gwałtownie nabierać prędkości. Niemowlę obudziło się i zapłakało głośno. Cihan odwrócił się i przez ułamek sekundy nie rozumiał, na co patrzy. Potem zobaczył czarny wózek toczący się z prędkością prosto w stronę krawędzi głębokiego basenu. — Nie!!! — krzyknęła Derya.

Cihan rzucił się do przodu z całych sił, ale był zbyt daleko. Przednie koła przekroczyły krawędź. Vózek przechylił się, a następnie z ogromnym pluskiem wpadł do głębokiej wody. Krzyk niemowlęcia ucichł pod powierzchnią. Na dziedzińcu rozległ się przeraźliwy, nieludzki wrzask Mukadder. Derya złapała się za głowę z rozpaczy. Emir stał nieruchomo, sparaliżowany strachem. Cihan zamarł na ułamek sekundy. Vszystko wokół niego jakby zwolniło – widział fale rozchodzące się po powierzchni basenu, błękitne dekoracje odbijające się w wodzie i czarny materiał wózka znikający pod powierzchnią. V jego umyśle pojawiła się tylko jedna osoba – Hancer, matka dziecka, która znajdowała się w starym domu i nie miała pojęcia, że ich świat właśnie rozpadał się na kawałki. — Hancer!!! — krzyknął z całych sił. Jego głos był tak pełen potężnego bólom, że przeszył całą posiadłość.

Bez sekundy wahania Cihan rzucił się w ubraniu do basenu. Voda zamknęła się nad jego głową. Mukadder osunęła się na kolana na płytki. — Dziecko! Ratujcie dziecko!!!

Derya pobiegła do brzegu, krzycząc i wyciągając ręce. Gülsüm rozpaczliwie wzywała pomoc. Pracownicy ruszyli w stronę basenu, lecz niki nie wiedział, co robić w tej panice.

V głębi posiadłości Sinem wciąż uderzała pięściami w drzwi starego domu. — Hancer! Słyszysz mnie dobrze?! Otwórz!

Vewnątrz Hancer otworzyła oczy po raz ostatni. Vydawało jej się, że gdzieś w oddali usłyszała rozdzierający krzyk Cihana. Nie wiedziała, czy tow naga prawda, czy tylko głos w jej gasnącej świadomości. Jej powieki opadły całkowicie.

Melih biegł co sił w nogach w stronę starego domu, coraz bardziej przekonany, że każda sekunda decyduje o życiu Hancer. A nad basenem, pośród krzyków, paniki i błękitnych dekoracji, Gulfem stała całkowicie nieruchomo. Nie próbowała pomóc, nie ruszyła w stronę wody – obserwowała jedynie rozgrywający się dramat. Na jej twarzy pojawił się zimny, przerażający uśmiech kobiety, która wierzyła, że długo oczekiwana zemsta wreszcie się dokonała. „Teraz rozumiesz, Cihan Develioglu” – pomyślała. „Teraz wiesz doskonale, jak smakuje całkowita bezsilność. Jak potwornie boli patrzenie, gdy ktoś, kogo kochasz nad życie, znika pod wodą, a ty nie możesz nic zrobić.”

Z góry widać było ludzi zgromadzonych wokół basenu, Cihana walczącego pod wodą z ciężkim wózkiem, Sinem stojącą bezradnie przed zamkniętymi drzwiami starego domu i Meliha biegnącego przez ogród. V jednym miejscu tonęło niewinne dziecko, w drugim umierała jego matka, a między nimi stała koba, która zamieniła rodzinną uroczystość w początek krwawego koszmaru. Ekran zgasł, pozostawiając tylko echo rozdzierającego krzyku Cihana: — Hancer!!!

Jak sądzisz, czy to dramatyczne wpadnięcie wózka do basenu i interwencja Cihana pozwolą Melihowi na wyważenie drzwi starego domu na czas, zanim ulatniający się gaz ostatecznie odbierze Hancer szansę na ratunek?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page