Hancer przytula buciki swojego dziecka, a Beyza ujawnia zdjęcie, które może zniszczyć jej miłość do Cihana.

Hancer próbuje rozpocząć nowe życie z dala od rezydencji, lecz wspomnienia o Cihanie nie pozwalają jej zaznać spokoju. Kiedy Cemil wręcza jej maleńkie, własnoręcznie wykonane buciki dla nienarodzonego dziecka, kobieta nie potrafi dłużej ukrywać bólu. Przytula je do piersi, jakby razem z nimi chciała ocalić ostatnią nadzieję na rodzinę, którą niemal już straciła.

Tymczasem Beyza zdobywa zdjęcie przedstawiające Hancer u boku tajemniczego mężczyzny. Fotografia wywołuje prawdziwą burzę. Sinem jest tak wstrząśnięta, że upuszcza telefon, a między kobietami dochodzi do gwałtownej kłótni. Beyza natychmiast kontaktuje się z Nusretem, przekonana, że znalazła dowód, który pozwoli jej ostatecznie odsunąć Hancer od Cihana. Nikt jednak nie wie, jaka jest prawda kryjąca się za tym zdjęciem.

W tym samym czasie Cihan nie potrafi zapomnieć wspólnych chwil z Hancer. Wracają do niego obrazy ich bliskości, czułych rozmów, obietnic oraz dnia, w którym stanęli naprzeciw siebie w sądzie. Choć oboje zgodzili się na rozstanie, żadne z nich nie uwolniło się od uczucia, które nadal ich łączy. Gdy spotykają się w parku, dawna miłość szybko zamienia się w pełną gniewu konfrontację. Hancer odrzuca żądania Cihana, a on, nie mogąc znieść jej sprzeciwu, zatrzymuje ją, chwytając za ramię. Chwilę później wykonuje tajemniczy telefon do Beyzy, która przyjmuje jego słowa z wyraźną satysfakcją. Czy naprawdę zawarł z nią układ przeciwko kobiecie, którą wciąż kocha?

W rezydencji sytuacja również wymyka się spod kontroli. Sinem rzuca się na Mukadder, Beyza próbuje przejąć władzę nad domem, a ciężarna Yonka ukrywa przed Nusretem coś, co może zmienić ich przyszłość. Kiedy jednak samotna kobieta zaczyna odczuwać coraz silniejszy ból i bezskutecznie błaga o pomoc, dochodzi do dramatycznego zdarzenia. Osuwa się na kolana w pustym salonie dokładnie w chwili, gdy w drzwiach pojawia się Nusret. Czy zdąży uratować ją i dziecko? Co naprawdę przedstawia zdjęcie Hancer? Dlaczego Cihan skontaktował się z Beyzą zaraz po ich burzliwym spotkaniu? I czy maleńkie buciki staną się symbolem utraconej miłości, czy zapowiedzią pojednania, na które Hancer w głębi serca wciąż czeka?

Scena I: Niebieskie buciki i wyrok na samym sobie

Wieczór powoli osiadał nad miastem, a blade światło przenikające przez cienkie zasłony nadawało niewielkiemu salonowi przygaszony, niemal żałobny charakter. W pokoju panowała cisza, której nie zakłócał nawet szum samochodów dochodzący z ulicy. Wszystko wydawało się nieruchome: stary zegar na ścianie, filiżanki pozostawione na stoliku, zasunięte zasłony i troje ludzi siedzących na długiej, wyblakłej kanapie. Hancer zajmowała miejsce pośrodku. Jej dłonie spoczywały na wyraźnie zaokrąglonym brzuchu, jakby nieustannie próbowała chronić dziecko przed światem, który w ostatnich tygodniach nie szczędził jej bólu. Miała bladą twarz, podkrążone oczy i włosy związane niedbale z tyłu głowy. Wyglądała tak, jakby od wielu nocy nie zaznała spokojnego snu.

Obok niej siedział Cemil. Mężczyzna przez chwilę nerwowo obracał w dłoniach niewielkie zawiniątko owinięte czarną folią w jasne paski. W końcu westchnął i położył pakunek na kolanach Hancer. Kobieta drgnęła. — Co to jest? — zapytała cicho.

Cemil nie odpowiedział od razu. Spojrzał na Deryę siedzącą na drugim końcu kanapy, ale ona tylko spuściła wzrok. Jej milczenie było bardziej wymowne niż jakiekolwiek słowa. — Otwórz — powiedział w końcu Cemil.

Hancer przyglądała się pakunkowi, jakby pod cienką folią kryło się coś niebezpiecznego. Jej palce uniosły się, lecz zaraz opadły. — Nie wiem, czy potrafię. — To tylko prezent — odparł Cemil. — Niczego od ciebie nie wymaga. — Teraz każdy prezent czegoś ode mnie wymaga — wyszeptała. — Każde dobre słowo ma swoją cenę. Każdy gest przypomina mi o tym, czego już nie mam. — Masz dziecko — Cemil zmarszczył brwi. Hancer odruchowo objęła brzuch. — Mam je tylko tak długo… Jak długo los pozwoli mi je przy sobie zatrzymać? — Nie mów tak — wtrąciła Derya. — Nie przyciągaj złych myśli.

Hancer spojrzała na nią ze smutkiem. — Złe rzeczy nie potrzebują zaproszenia, Derya. Przychodzą same. Wchodzą przez drzwi, których człowiek nie zdąży zamknąć.

Powoli rozwinęła folię. Jej ruchy były ostrożne, niemal ceremonialne. W środku znajdowała się para maleńkich, zrobionych na drutach bucików. Były niebieskie, z brązowymi obwódkami i niewielkimi sznureczkami. Hancer zamarła. Przez długą chwilę tylko patrzyła na buciki, jakby nie rozumiała, czym są. Potem jej usta zaczęły drżeć. Uniosła je do twarzy, dotknęła miękkiej włóczki policzkiem i zamknęła oczy. — Są takie małe… — szepnęła. — Jak to możliwe, że czyjeś całe życie może zmieścić się w czymś tak małym?

Cemil odwrócił wzrok. — Sinem zrobiła je dawno temu — wyjaśnił. — Dla dziecka, którego nigdy nie miała okazji nimi ubrać. Chciała je wyrzucić, ale nie pozwoliłem. Pomyślałem, że może… że może teraz powinny należeć do ciebie.

Hancer przycisnęła buciki do piersi. Łza spłynęła po jej policzku, potem druga. — Nie wiem, czy powinnam przyjmować coś, co niesie tyle bólu. — Ból czasem zmienia właściciela — powiedział Cemil. — I wtedy staje się nadzieją.

Derya przesunęła się bliżej i położyła dłoń na ramieniu Hancer. — Twoje dziecko je założy, zobaczysz — zapewniła. — Będziesz trzymała je na rękach, a ono będzie poruszać tymi maleńkimi nóżkami. Będziesz narzekała, że nie daje ci spać, a ja będę przychodzić i mówić, że sama tego chciałaś.

Hancer zaśmiała się przez łzy, lecz jej śmiech natychmiast przerodził się v szloch. — Tak bardzo się boję — wyznała. — Kiedy zamykam oczy, widzę Cihana. Widzę, jak odchodzi. Widzę salę sądową. Słyszę własny głos mówiący, że zgadzam się na rozwód. A potem budzę się i zastanawiam, czy naprawdę to zrobiłam. — Zrobiłaś to, żeby ochronić siebie — powiedziała Derya. — Nie. Zrobiłam to, bo chciałam, żeby cierpiał tak samo jak ja. A teraz cierpimy oboje.

Cemil wstał. — Czasem miłość nie kończy się wtedy, gdy ludzie się rozstają — powiedział. — Kończy się dopiero wtedy, gdy przestają o siebie walczyć.

Hancer otorzyła oczy i spojrzała na niego. — A jeśli ta walka niszczy wszystkich dookoła, wtedy trzeba znaleźć inną drogę.

Nie powiedział nic więcej. Wyszedł, pozostawiając kobiety w ciszy. Hancer wciąż trzymała buciki przy sercu, jakby były jedyną rzeczą, która nie pozwalała jej rozsypać się na kawałki.

Scena II: Zdjęcie w sypialni Beyzy i furiat Sinem

W rezydencji Develioglu panowała zupełnie inna atmosfera. Przestronna sypialnia Beyzy była jasna, elegancka i niemal sterylna. Każdy przedmiot znajdował się na właściwym miejscu. Na toaletce stały równo ustawione flakony perfum, a na łóżku nie było ani jednej fałdy. Jedynie dwie kobicę stojące naprzeciwko siebie burzyły ten sztuczny porządek. Beyza chodziła nerwowo po pokoju, ściskając telefon. — Musisz to zobaczyć — powiedziała.

Sinem stała przy oknie z założonymi rękami. — Nie interesują mnie kolejne twoje oskarżenia. — Tym razem nie są to oskarżenia. Mam dowód.

Beyza podeszła do niej i pokazała zdjęcie. Na ekranie widać było Hancer stojącą przed skromnym budynkiem w towarzystwie Meliha. Zdjęcie wykonano z daleka, dlatego sytuacja mogła wyglądać znacznie bardziej intymnie, niż była w rzeczywistości. Melih pochylał się v stronę Hancer, a ona trzymała jego dłoń. Sinem zesztywniała. — Skąd to masz? — To nie jest najważniejsze. — Pytam: skąd masz to zdjęcie?! — Ktoś mi je wysłał. — Kto? — Osoba, która nie chce, żebyśmy nadal były ślepe.

Sinem wyrwała telefon z dłoni Beyzy. Powiększyła zdjęcie, a her twarz pobladła. — To Melih… — Tak, twój Melih. — On nie jest mój! — Ale przez wiele miesięcy zachowywałaś się tak, jakby był. Broniłaś go, ufałaś mu. Wyrzucałaś mnie z domu, gdy mówiłam, że coś ukrywa. — Hancer musiała potrzebować pomocy.

Beyza roześmiała się pogardliwie. — Oczywiście, Hancer zawsze potrzebuje pomocy i zawsze znajduje się jakiś mężczyna, który gotów jest poświęcić dla niej wszystko. Najpierw Cihan, potem Cemil, teraz Melih. Ilu ich jeszcze?

Sinem uniosła wzrok, a w jej oczach błysnął gniew. — Uważaj na Słowa. — Dlaczego? Bo prawda boli? — Bo nie znasz prawdy! — A ty ją znasz? — Beyza zrobiła krok do przodu. — Wiedziałaś, że spotykają się za twoimi plecami?

Sinem popatrzyła ponownie na ekran. Jej palce zaczęły drżeć. Nagle telefon wyślizgnął się z jej dłoni, upadł na marmurową podłogę i roztrzaskał się. Na ekranie pojawiła się gęsta pajęczyna pęknięć. Beyza krzyknęła wściekła: — Zwariowałaś?! — Mam dość! — odpowiedziała Sinem. — Mam dość ciebie, twoich zdjęć, podejrzeń i intryg! To nie ja spotykałam się z Melichem. Nie wiesz, po co tam był. — A ty nie chcesz wiedzieć?

Sinem mocno chwyciła Beyzę za nadgarstek. — Słuchaj mnie uważnie: jeżeli okaże się, że tow zdjęcie zostało zrobione przez kogoś, kogo wynajęłaś, jeśli okaże się, że próbujesz zniszczyć Hancer tylko po tow, żeby odzyskać Cihana, przysięgam, że… — Co zrobisz? — przerwała jej Beyza, wyrywając rękę. — Uderzysz mnie tak jak wszyscy w tym domu, którzy nie potrafią zmierzyć się z prawdą? — Nie muszę cię uderzać. Ty sama doszczętnie zniszczysz się swoim własnym jadem.

Beyza wyszarpnęła rękę. — Hancer nie jest niewinna. Prędzej czy później wszyscy tow zrozumieją. — Nawet jeśli Hancer popełniła błąd, nie masz prawa urządzać nad nią sądu. — Mam prawo walczyć o swoją pozycję! — Nie masz tu żadnej pozycji, Beyza, masz chorobliwą obsesję.

Te Słowa uderzyły w Beyzę mocniej niż policzek. — Wyjdź stąd — powiedziała nienaturalnie cicho. — Z wielką przyjemnością. — Sinem ruszyła do drzwi, lecz zatrzymała się na progu. — I jeszcze jedno: nie waż się pokazywać tego zdjęcia Cihanowi.

Beyza uśmiechnęła się potwornie chłodno. — Za późno.

Scena III: Rozmowa Nusreta z córką i ucieczka Yonki

Nusret siedział samotnie w salonie. Jasna, pikowana kanapa, na której zwykle rozkładał się wygodnie, tym razem wydawała mu się wyjątkowo niewygodna. Mężczyzna pochylał się do przodu, opierając łokcie na kolanach i tępo wpatrywał się w wygaszony ekran telewizora. Telefon zadzwonił w jego kieszeni – na wyświetlaczu pojawiło się imię Beyzy. — Słucham — odezwał się szorstko. — Musimy działać natychmiast — powiedziała bez powitania. — Co się znowu stało? — Mam twarde zdjęcie Hancer u boku Meliha.

Nusret przymknął z bólom eyes. — Jakie zdjęcie? — Takie, które może ostatecznie przekonać Cihana, że Hancer prowadzi podwójne, bezczelne życie. — „Może przekonać” pod żadnym pozorem nie oznacza, że pokazuje nagą prawdę, Beyza. — Od kiedy ciebie, ojcze, interesuje naga prawda? — Od chwili, gdy nasze własne kłamstwa zaczęły się tak potwornie obracać przeciwko nam.

Beyza zamilkła na moment. — Boisz się? — zapytała kpiąco. — Jestem po prostu ostrożny. Cihan nadal ją kocha. Jeśli czegoś drastycznego nie zrobimy, sprowadzi ją z powrotem do tego domu. — Rozwiedli się, sprawa jest zamknięta. — Papier nie zmienia ludzkich uczuć, Beyza, a zdjęcie nie zmienia faktów. — Nusret, nie potrzebuję teraz twojego moralnego wykładu! Potrzebuję twojej pomocy! — V czym konkretnie? — Chcę, żeby Cihan na podstawie tego zdjęcia uwierzył, że dziecko Hancer… może w ogóle nie być jego.

Po drugiej stronie linii zapadła grobowa, paraliżująca cisza. — Posunęłaś się już zdecydowanie za daleko, Beyza — powiedział w końcu chłodno Nusret. — To przecież ty sam nauczyłeś mnie w dzieciństwie, że w życiu wygrywa tylko ten, kto nie boi się bezwzględnie przekroczyć każdej granicy! — Pewne granice na tym świecie istnieją po tow, by ocalić człowieka przed nim samym. — Nie udawaj teraz nagle sumienia tej rodziny, nie pasuje ci ta rola.

Nusret mocno zacisnął dłoń na telefonie. — Nie wciągaj mnie w tę intrygę. — Jesteś w nią wciągnięty od samego początku. — Ostrzegam cię, Beyza: jeżeli zrobisz jakąkolwiek krzywdę Hancer albo temu dziecku… — To jest tylko zwykłe zdjęcie, ojcze. — V rękach kogoś takiego jak ty, tow zdjęcie staje się śmiertelną bronią. — Nusret bezwzględnie rozłączył połączenie.

Przez chwilę siedział nieruchomo, potem spojrzał przez okno na nocne miasto. Oświetlony most nad Bosforem przecinał ciemność tysiącami świateł, jakby łączył dwa światy, które nigdy nie miały się spotkać. V oddali bielił się budynek, w którym Cihan spędzał kolejną samotną noc.

W domu Nusreta tymczasem Yonka z wielkim trudem przechodziła przez salon. Jej ciąża była już bardzo zaawansowana, a her ciało odmawiało posłuszeństwa – her telefon głośno zawibrował na stole, a na ekranie pojawiła się krótka wiadomość: „Przygotuj rzeczy. Jutro rano potajemnie wyjeżdżasz z miasta. Nie możesz dłużej tam zostać, Nusret cię wyda.”

Yonka rozejrzała się niespokojnie wokół, jakby nadawca wiadomości mógł obserwować ją zza okna. Schowała telefon i podeszła do drewnianej szafy. Wyciągnęła z szuflady kilka ciepłych koców: fioletowy, kremowy i mały, jasnoróżowy, przygotowany specjalnie dla dziecka. V tym momencie usłyszała ciężkie kroki na schodach – Nusret zatrzymał się na półpiętrze i przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. — Co ty tu robisz, Yonka? — zapytał szorstko. Kobieta odwróciła się gwałtownie, chwytając za brzuch. — Nic… — Człowiek zazwyczaj nie wyciąga wszystkich koców z szafy w środku nocy bez wyraźnego powodu. — Chciałam je po prostu… przewietrzyć, nie mogłam spać z bólom.

Nusret zszedł kilka stopni niżej, mrużąc podejrzliwie oczy. — Kto przed chwilą do ciebie pisał? Yonka mocno przycisnęła różowy koc do brzucha, maskując strach: — Niki. — Vidziałem wyraźnie światło telefonu w twojej dłoni, Yonka. Nie kłam. — To była tylko zwykła wiadomość z banku… — Pokaż mi ten telefon. — Nie masz najmniejszego prawa sprawdzać moich prywatnych rzeczy osobistych! — Mieszkasz i ukrywasz się w moim własnym domu, dziewczyno. — To pod żadnym pozorem nie daje ci prawa do permanentnego kontrolowania i osaczania mnie! — Podnosisz na mnie głos tylko dlatego, że bezczelnie kłamiesz.

Yonka poczuła, że pod wpływem emocji robi jej się słabo i gorąco. Zacisnęła palce na miękkiej tkaninie koca. — Przygotowuję po prostu rzeczy potrzebne do porodu dla dziecka! To wszystko! — Dla dziecka… Czy może szykujesz się do nagłego wyjazdu z miasta?

Jej przerażona twarz w jednej sekundzie zdradziła zdecydowanie zbyt wiele. Nusret zbliżył się do niej na krok, patrząc na nią z góry. — Dokąd… Dokąd ty chcesz potajemnie uciec, Yonka? — Nigdzie! — wybuchła w końcu głośnym płaczem. — Ja po raz pierwszy sama już nie wiem! Może po prostu za nic nie chcę urodzić mojego dziecka w domu, w którym her człowiek każdego podejrzewa o najgorsze! Może nie chcę wychowywać mojego syna w tym dusznych kłamstwach, podsłuchach, szpiegowaniu i groźbach! Może mam już po prostu potwornie dość udawania przed tobą, że wszystko jest w porządku!

Nusret spojrzał na her zaokrąglony brzuch, a jego głos stał się twardszy: — Kto… Kto ci w tym domu grozi, Yonka? — Niki! Znowu kłamiesz, Nusret, bo prawda w tej rodzinie i tak nikogo nie obchodzi! — Yonka gwałtownie otarła łzy z policzków. — Vwas interesuje tylko i wyłącznie tow, jak możecie moją sytuację cynicznie wykorzystać do swoich wojen majątkowych! — Ja próbuję ci tutaj z litości pomóc… — Ty? Pomóc mi?! Nawet kiedy rzekomo pytasz, co się ze mną dzieje, pod żadnym pozorem nie patrzysz na mnie jako na kobicę! Ty patrzysz tylko tępo na mój brzuch i gorączkowo zastanawiasz się w duchu, czy tow dziecko może być jeszcze dla ciebie i Beyzy użyteczne w walce z Cihanem!

Nusret na te słowa momentalnie całkowicie pobladł ze wstydu i złości. — Nie masz prawa tak do mnie mówić… — Dlaczego? Bo naga prawda cię tak bolesno zabolała?! Mnie wszystko boli od miesięcy!

Mężczyzna bez słowa wyciągnął ręce. — Daj mi te koce w tej chwili. Jesteś osłabiona, powinnaś natychmiast iść odpocząć do łóżka. — Sama je zaniosę do pokoju! — Nie będziesz wchodziła po stromych schodach z pełnymi rękami ciężkich rzeczy. — Bezpardonowo wyrwał z her rąk koce, pomimo her wyraźnego protestu. — Idź natychmiast do sypialni, ja odłożę je na górę.

Ruszył szybkim krokiem po schodach. Yonka została sama na dole w salonie, drżącymi rękami ściskając telefon w dłoni i patrząc za nim z ogromnym niepokojem. Nie miała zielonego pojęcia, czy Nusret naprawdę chciał jej pomóc, czy po prostu szukał pretekstu, by przeszukać her pokój i sprawdzić, co jeszcze ukryła przed nim w szafach.

Scena IV: Starcie w kuchni i interwencja Beyzy

V eleganckiej kuchni rezynencji Develioglu Mukadder kroiła warzywa na blacie równymi, zdecydowanymi ruchami. Ostry nóż uderzał o drewnianą deskę w regularnym, nerwowym rytmie. Obok niej Ajsu w milczeniu mieszała zupę w dużym garnku. Nagle ciężkie drzwi otworzyły się z głośnym hukiem i do pomieszczenia v furii wpadła wzburzona Sinem. — Jak mogłaś?! — krzyknęła od progu, trzęsąc się z wściekłości.

Mukadder pod żadnym pozorem nawet nie odwróciła v her stronę głowy, kontynuując krojenie. — V tym szanowanym domu niki nie ma prawa podnosić na mnie głosu, Sinem. Zapamiętaj tow sobie. — Po tym, czego się bezczelnie dopuściłaś wobec Hancer, nie zasługujesz w moich oczach na żaden szacunek!

Ajsu słysząc her krzyk, momentalnie znieruchomiała przy kuchence z łyżką w dłoni. Mukadder powolnym ruchem odłożyła nóż na deskę i odwróciła się v jej stronę z zimną twarzą. — Co takiego według ciebie rzekomo zrobiłam, dziewczyno? — Vysłałaś swojego człowieka, żeby podstępnie śledził i fotografował każdy krok Hancer! — Nie mam zielonego pojęcia, o czym ty do mnie mówisz. — Nie kłam mi w żywe oczy, Mukadder! Beyza dostała dziś zdjęcie Hancer u boku Meliha! Tylko ty, ze swojej nienawiści, mogłaś kazać komuś ją bez przerwy obserwować z ukrycia!

Mukadder uniosła dumnie brwi. — Ta dziewczyna sama aż nader często daje otoczeniu powody do uzasadnionych podejrzeń o niemoralność. — To jest ciężarna, samotna, porzucona przez was koba, która po prostu zasłabła na ulicy i prosiła o pomoc! Ale ty… Ty zawsze potrafisz znaleźć dla her zachowania najgorsze, brudne usprawiedliwienie! Ktoś musi jej w końcu bronić, skoro ty widzisz w niej tylko śmiertelnego wroga swojego rodu! — Hancer swoim zachowaniem i obecnością doszczętnie zniszczyła całe życie i szczęście mojego syna Cihana! — Nie, Mukadder! To wyłącznie ty i twoja chora duma zniszczyłyście z zimną krwią ich piękne małżeństwo!

Mukadder v furii z całej siły uderzyła otwartą dłonią w marmurowy blat kuchni. — Dość tego!!! Milcz! — Nie, Mukadder, jeszcze pod żadnym pozorem nie skończyłam! — krzyczała Sinem, podchodząc bliżej. — Vmawiałaś Cihanowi dniami i nocami, że Hancer jest niegodna jego nazwiska, upokarzałaś ją bezlitośnie przy służbie, wyrzucałaś z dworku, straszyłaś odebraniem dziecka po porodzie, a teraz na podstawie jakiegoś zdjęcia próbujesz zrobić z niej przed synem niewierną kobietę! Obserwuj swoje czyny! — Uważaj na słowa, Sinem, bo przekraczasz granicę mojej cierpliwości! — To ty, Mukadder, powinnaś zacząć bardzo uważać na swoje kroki. Pewnego dnia Cihan pozna całą, nagą prawdę o twoich intrygach. — I kto mu ją rzekomo powie, co? Ty? Kobieta, która nie potrafi nawet uporządkować swojego własnego, rozbitego życia i małżeństwa? Śmieszne.

Sinem mocno zacisnęła szczęki z wściekłości. — Nie mieszaj w swoje brudne gierki Meliha, Mukadder! — To ty sama, moja droga, go w tow bagno wmieszałaś, broniąc mężczyny, który potajemnie spotyka się z Hancer za twoimi plecami! — On jej tylko po ludzku pomagał, kiedy było jej słabo! — Oczywiście… her mężczyna w tym mieście zawsze „tylko jej pomaga”.

Sinem straciła panowanie nad sobą – ruszyła z rękami bezpośrednio na Mukadder, chwytając ją mocno za ramiona: — Cofnij te słowa w tej sekundzie! Cofnij tow! Mukadder z wściekłością odepchnęła ją od siebie: — Puść mnie, wariatko!

Sinem ponownie wyciągnęła ręce, chcąc ją szarpnąć, ale przerażona Ajsu natychmiast upuściła łyżkę i stanęła ciałem pomiędzy kobietami, rozdzielając je siłą. — Przestańcie, błagam was! — płakała Ajsu. — Mamo, Sinem, proszę was, uspokójcie się w końcu! — Odsuń się od mnie, Ajsu! — krzyknęła wściekła Sinem, próbując wyrwać się z jej uścisku.

Mukadder ze spokojem poprawiła swoje drogie ubranie i patrzyła na szwagierkę ze wzrokiem pełnym lodowatej pogardy. — Vidzisz?… — powiedziała chłodno starsza koba. — Vłaśnie w tej sekundzie swoim agresywnym zachowaniem dobitnie pokazałaś nam wszystkim, kim tak naprawdę jesteś w głębi duszy. — A ty, Mukadder, pokazałaś swoją podłą twarz już bardzo, bardzo dawno temu!

V tym samym ułamku sekundy w drzwiach kuchni z dumną miną pojawiła się Beyza. — Dosyć tego — powiedziała stanowczym, wyniosłym głosem, krzyżując ramiona. Vszystkie trzy kobicę odwróciły się v her stronę. Beyza weszła spokojnie do środka kuchni. — Ten wasz żałosny krzyk i wrzaski słychać już wyraźnie w całym dworku. — To wszystko dzieje się wyłącznie przez ciebie, Beyza! — rzuciła w her stronę Sinem. — Pokazałaś mi tow zdjęcie w sypialni, doskonale wiedząc v duszy, jaką burzę i awanturę tym wywołasz! — Pokazałam ci jedynie czystą prawdę, Sinem. Nic więcej. — Ty pod żadnym pozorem nie masz pojęcia, czym w ogóle jest prawdziwa prawda, kieto! — Viem natomiast z absolutną pewnością, że Melih potajemnie spotkał się z Hancer w parku. I tow wystarczy. — I co z tego, pytam?! — To, że nie powinnaś od dziś ufać ani jemu, ani tym bardziej jej.

Sinem spojrzała z obrzydzeniem najpierw na Mukadder, potem na Beyzę. — Jesteście obie dokładnie takie same, warte siebie pod każdym względem… Jedna wydaje bezwzględne rozkazy z fotela, a druga z uśmiechem wykonuje za nią całą brudną robotę. Beyza uśmiała się potwornie zimno: — Jesteś po prostu chorobliwie zazdrosna o Hancer, Sinem. Tow cię boli.

Sinem w furiatce ruszyła v her stronę, chcąc ją uderzyć, ale Ajsu ponownie z płaczem złapała ją mocno w pół i zatrzymała na miejscu. — Vychodzę stąd — wydusiła przez zęby Sinem, poprawiając płaszcz. — Ale najpierw uroczyście ostrzegam was obie: jeśli wykorzystacie tow zdjęcie przeciwko Hancer i zniszczycie jej relację z Cihanem, przysięgam wam, że sama osobiście pójdę do niego i powiem mu ze szczegółami, kto naprawdę stoi za tą całą obrzydliwą intrygą! Mukadder niebezpiecznie zmrużyła oczy. — Grozisz mi w moim własnym domu, dziewczyno? — Nie, ja panią z całą stanowczością zapewniam. — Odwróciła się na pięcie i wściekła wyszła z kuchni, trzaskając drzwiami.

Scena V: Rozmowa Hancer z Melihem przez telefon

V tym samym czasie Melih wszedł do niewielkiego, skromnego biura przy miejskim postoju taksówek. Pomieszczenie było ciasne, zniszczone i przepełnione intensywnym zapachem mocnej kawy oraz dymu papierosowego. Na ścianie wisiał stary, wyblakły grafik dyżurów kierowców, a obok biurka na półce znajdował się niewielki plastikowy model czerwonego samochodu. Melih usiadł ciężko na krześle i zaczął bezmyślnie przesuwać zabawkę po blacie, próbując uciszyć mroczne myśli. Nagle na stole głośno zadzwonił jego telefon – zobaczył imię Hancer i odebrał natychmiast: — Słucham, Hancer. Coś się stało? — Bardzo, bardzo cię przepraszam, Melih, że dzwonię do ciebie o tak późnej porze… — usłyszał her cichy, zapłakany głos. — Pod żadnym pozorem nic się nie stało, nie przepraszaj. Jak się czujesz? Jak zdrowie? — Ja… Sama już nie wiem, Melih. Cemil przyniósł mi przed chwilą do pokoju maleńkie buciki dla dziecka…

Melih uśmiał się smutno pod nosem. — To… To chyba dobrze, Hancer. Gest pojednania. — Kiedy tylko wzięłam je do rąk i zobaczyłam, z lodowatą jasnością zrozumiałam, że tow maleństwo naprawdę już niedługo przyjdzie na świat… A ja tymczasem nie mam dla niego nawet prawdziwego, bezpiecznego domu. — Masz przecież dom u rodziny, Hancer, jesteś bezpieczna… — Ten skromny, ciasny pokój u szwagra pod żadnym pozorem nie jest prawdziwym domem, Melih… Prawdziwym domem jest miejsce, w którym ktoś bliski z miłością na ciebie czeka. A na mnie i na tow dziecko niki na tym świecie nie czeka… — Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebowała, Hancer, obiecuję, że natychmiast przyjadę na her wezwanie.

Hancer gwałtownie się zawahała po drugiej stronie linii. — Nie… Nie powinieneś już więcej do mnie przyjeżdżać ani mi pomagać, Melih. — Dlaczego tak mówisz? Co się stało? — Ktoś… Ktyś zrobił nam dzisiaj potajemnie zdjęcie w parku, kiedy pomagałeś mi wstać z ławki. Melih gwałtownie wyprostował się na krześle, a model auta wypadł mu z dłoni. — Co?! Jakie zdjęcie, o czym ty mówisz, Hancer? — Derya usłyszała przypadkiem od Cemila, że Beyza zdobyła fotografię i pokazała ją komisarzowi i służbie w rezynencji… Podobno na tym ujęciu wygląda tow z daleka tak… jakbyśmy… — Jakbyśmy co, Hancer? Mów! — Jakby między nami dwojgiem było jakieś ukryte, intymne uczucie…

Melih z wściekłości mocno zacisnął dłoń na telefonie, aż zatrzeszczał plastik. — Przecież tow jest jakiś totalny absurd i podła bzdura! Ja ci tylko pomogłem, bo słaniałaś się na nogach! — Dla złych ludzi w tym mieście, Melih, naga prawda pod żadnym pozorem się nie liczy… Dla nich liczy się tylko i wyłącznie tow, w jakie brudne kłamstwo chcą sami wygodnie uwierzyć, by mnie zniszczyć. Pójdę i powiem Sinem całą prawdę o tym zajściu. — Nie, błagam cię, nie rób tego! To tylko pogorszy i tak już fatalną sytuację między wami… — Sinem ma pełne, święte prawo wiedzieć, że tow była zwykła pomoc! — Melih nagle całkowicie zamilkł, a w słuchawce zapadła cisza. — Boisz się… Boisz się, Melih, że Cihan zobaczy tow zdjęcie i uwierzy w moje oszustwo? — zauważyła cicho Hancer. Mężczyzna milczał. — Mnie już zupełnie nie obchodzi tow, co pomyśli o mnie Cihan Develioglu!… Vłaściwie… Skłamałam ci. Obchodzi mnie. Vciąż mnie to potwornie obchodzi, choć wiem, że nie powinno… Nienawidzę się w duchu za tę moją słabość i miłość do niego! — Nie masz najmniejszego powodu, by nienawidzić samej siebie tylko dlatego, że twoje serce nadal kocha ojca twojego nienarodzonego dziecka, Hancer. Tow jest naturalne. — Ale on… On już dawno wybrał inną, wygodną drogę życia u boku Beyzy, Melih. A ja? Co ze mną?

Hancer ze łzami w oczach spojrzała na wełniane buciki leżące na jej kolanach. — Ja cały czas stoję w miejscu, bezradna… I chyba właśnie tow zawieszenie jest w tym wszystkim najgorsze. — V takim razie, Hancer, mustisz w końcu zdobyć się na odwagę i zrobić ten pierwszy, samodzielny krok naprzód. — Ale dokąd mam iść, w którą stronę? — V stronę swojego własnego, niezależnego życia. Nie dla Cihana, nie dla Beyzy i nie dla Mukadder – zrób tow wyłącznie dla siebie. Hancer milczała z przejęcia. — Derya wspominała mi rano o pewnej agencji reklamowej w centrum — powiedziała po długiej chwili dziewczyna. — Podobno pilnie szukają kobic do profesjonalnej reklamy nowej kolekcji odzieży ciążowej… To mogłaby być dla mnie jakaś realna szansa na zarobek i niezależność finansową. — To świetny pomysł, Hancer! Spróbuj! — Ale ja… Ja tak potwornie nie chcę, żeby obcy ludzie na ulicach oglądali i oceniali mój zaokrąglony brzuch w gazetach… — Oni pod żadnym pozorem nie będą patrzeć na ciebie z pogardą, Hancer. Będą patrzeć z podziwem na piękną, dumną kobicę, która pomimo wszystkich najgorszych kłopotów i rzucanych kłód, twardo stoi na własnych nogach. — A jeśli… A jeśli w połowie drogi znowu braknie mi sił i się potwornie przewrócę, Melih? — Vtedy po prostu wstaniesz z kolan, otrzepiesz suknię i ruszysz dalej, dokładnie tak, jak robiłaś tow zawsze w swoim życiu.

Scena VI: Koszmarne wspomnienia Cihana i starcie w parku

Tej samej nocy Cihan długo, bez celu chodził od ściany do ściany po pustej, ciemnej kuchni dworku. V lśniących, szklanych drzwiach lodówki co chwilę wyraźnie odbijała się jego skrajnie wyczerpana, ponura twarz. Co jakiś czas zatrzymywał się gwałtownie przy blacie, z całej siły zaciskał dłonie w pięści, aż bielały mu knykcie, a potem znów zaczynał nerwowo krążyć po kafelkach. Bolesne wspomnienia z przeszłości wracały do jego głowy tej nocy bez żadnego zaproszenia: widział wyraźnie przed oczami uśmiechniętą Hancer leżącą bezpiecznie na fioletowej kanapie i z miłością gładzącą swój zaokrąglony brzuch; widział ją stojącą przed dworkiem, gdy ze łzami w oczach próbowała mu powiedzieć, jak potwornie boi się samotności i Mukadder… Przypominał sobie ze szczegółami jej głębokie spojrzenie w sypialni, kiedy po razy pierwszy delikatnie dotknął dłonią her twarzy. — Nie musisz pod żadnym pozorem udawać przede mną tak silnej kobicę, Hancer… — mówił jej wtedy z miłością. — Jeżeli choć na jedną minutę przestanę być silna w tym domu, Cihan, tow przysięgam ci, że rozsypię się na kawałki… — Vtedy ja osobiście zbiorę cię z podłogi i ułożę w ramionach… — A co się stanie, Cihan, jeśli tym, który mnie bezlitośnie rozbije, okażesz się w przyszłości ty sam?…

Mężczyzna nie umiał wtedy, w tamtym wspomnieniu, odpowiedzieć na jej pytanie. V kolejnym obrazie pamięci stali razem uśmiechnięci przy mównicy podczas wielkiej uroczystości rodzinnej: zgromadzeni ludzie głośno bili im brawo, a Hancer uśmiechała się do niego tak pięknie, jakby cały świat naprawdę bezgranicznie należał tylko do nich dwojga. V tłumie gości Beyza i Yonka obserwowały ich wtedy z mrocznymi, pełnymi nienawiści minami, ale wtedy tow nie miało dla niego żadnego znaczenia. Potem przyszło najgorsze wspomnienie z sypialni: leżeli razem wtuleni pod fioletową kołdrą, a Hancer przytulała her twarz bezpośrednio do jego szerokiej piersi. — Przy tobie… Przy twoim boku nigdy w życiu niczego się nie boję, Cihan… — szepnęła czule przed snem.

Cihan z miłością pocałował ją wtedy w czoło, obiecując: — Nigdy, słyszysz mnie, Hancer? Nigdy w życiu nie pozwolę, żeby ktokolwiek na tym świecie cię skrzywdził.

Ta stara obietnica zabrzmiała teraz w pustej, chłodnej kuchni dworku jak najgorsze, najbardziej bezwzględne oskarżenie sumienia. Cihan z bólom zamknął eyes i w tym samym ułamku sekundy zobaczył przed sobą salę sądową: siedzieli po przeciwnych stronach stołu, chłodni i obcy dla siebie. Sędzia prowadząca rozprawę zapytała wtedy Hancer oficjalnym tonem, czy podtrzymuje swoją ostateczną decyzję o rozwodzie. Hancer miała oczy pełne łez, lecz her głęboki głos był niezłomny i stanowczy: „Tak, wysoki sądzie, w pełni się zgadzam”. Cihan nie powiedział wtedy ani jednego słowa protestu, tylko tępo patrzył, jak kobieta, którą kochał ponad własne życie, kończy ich małżeństwo jednym krótkim słowem.

Nagła wibracja telefonu na marmurowym blacie wyrwała go ze wspomnień – na ekranie pojawiła się nowa wiadomość od Beyzy z załączonym plikiem graficznym. Cihan otworzył zdjęcie i zamarł: zobaczył Hancer stojącą w parku i trzymającą za rękę Meliha. V jego oczach w jednej sekundzie pojawił się niebezpieczny, dziki błysk, a twarz stężała z wściekłości.

Następnego ranka w bogato zdobionej, luksusowej jadalni Mukadder i Beyza siedziały naprzeciwko siebie przy masywnym, białym stole, jedząc śniadanie. Służąca Fadik pospiesznie nalewała im ciepłą zupę do porcelanowych misek, a druga pracownica starannie układała świeże pieczywo w koszyku. — Pod żadnym pozorem nie powinnyśmy były wysyłać tego zdjęcia Cihanowi na telefon bez żadnego wcześniejszego wyjaśnienia, Beyza — powiedziała z powagą Mukadder, odkładając serwetkę. Beyza przewróciła ostentacyjnie oczami, kpiąc: — Ojej, jeszcze wczoraj wieczorem miałaś w swojej sypialni zupełnie inne, twarde zdanie na ten temat, mamo. — Vczoraj nie miałam pojęcia, do jakich obrzydliwych kłamstw i podłości zamierzasz się posunąć, byle tylko zniszczyć tę dziewczynę. — Ja chcę jedynie, żeby Cihan w końcu przejrzał na oczy i zobaczył prawdziwą, niewierną twarz tej swojej idealnej Hancer! Tow wszystko! — A co zrobisz, Beyza, jeśli tow zdjęcie w rzeczywistości niczego złego nie dowodzi, co? — Vystarczy mi w zupełności, mamo, że zasieje w jego głowie potężną, niszczycielską wątpliwość. To mi wystarczy.

Mukadder ze stukotem odłożyła łyżkę na stół. — Ludzka wątpliwość jest dokładnie jak śmiertelna trucizna, Beyza. Kiedy raz dostanie się do krwiobiegu mężczyny, nie da się jej już nigdy łatwo usunąć ze świadomości. — I właśnie o tow mi od samego początku chodzi w tej grze! — Zapominasz w swoim szaleństwie o jednej, kluczowej rzeczy, dziewczyno: tow nienarodzone dziecko w jej brzuchu… ono jest krwią z krwi Cihana. Beyza uśmiała się potwornie zimno i pogardliwie: — O ile… o ile ono naprawdę jest jego dzieckum, Mukadder.

Mukadder spojrzała na nią tak potężnie przenikliwym, ostrym i groźnym wzrokiem, że Beyza momentalnie przestała się uśmiechać i spuściła głowę. — Nie waż się… Słyszysz mnie, Beyza?! Nie waż się nigdy więcej powtarzać tego podłego kłamstwa przy mnie w tym domu! — Ale dlaczego? Bo sama podświadomie o tym nie pomyślałaś, mamo? — Bo istnieją na tym świecie pewne święte rzeczy i granice, których nawet ja, dla dobra rodu, nie pozwolę ci bezczelnie przekroczyć! — Zaskakujące… — syknęła Beyza. — Czyżbyś na starość nagle odkryła w sobie wielką moralność, Mukadder? — Nie, kieto. To ty po prostu przez swoją obsesję całkowicie straciłaś resztki zdrowego rozsądku!

Fadik i druga pracownica w kuchni wymieniły ze sobą przerażone, niespokojne spojrzenia, słysząc tę gwałtowną wymianę zdań salonu.

Scena VII: Rozpacz Hancer i upokorzenie ze strony Fadime

Tymczasem w swoim skromnym pokoju Hancer siedziała na łóżku, próbując drżącymi rękami dokończyć robótkę na drutach – drugi niebieski bucik dla dziecka. Metalowe druty trzęsły się w jej dłoniach tak mocno, że kilkakrotnie pomyliła oczka włóczki, aż v końcu z bólom i rezygnacją odłożyła robótkę na kołdrę. Sięgnęła po telefon – nie było żadnego sygnału ani wiadomości od Cihana. Ta grobowa cisza z jego strony bolała her serce miliard razy mocniej niż najgorsze, otwarte oskarżenia. Odchyliła głowę v tył o ścianę i zaczęła cicho, bezradnie płakać, a gorące łzy spływały po jej skroniach i znikały we włosach. V tym momencie do pokoju weszła Derya, niosąc na tacy miskę ciepłej zupy i kilka kromek świeżego chleba. — Hancer, kochanie, przyniosłam ci coś do zjedzenia… Dziewczyna pospiesznie otarła twarz rękawem, odwracając głowę: — Dziękuję ci, Derya, ale naprawdę nie jestem ani trochę głodna… — Mustisz za wszelką cenę coś zjeść, Hancer, słaniasz się na nogach. — Nie mogę, nie przełknę ani kęsa… — Zrób tow chociaż dla prawidłowego rozwoju dziecka.

Hancer odwróciła się v her stronę, a w jej oczach malował się bezbrzeżny ból i zmęczenie: — Vszyscy wokół w tym domu bez przerwy powtarzacie mi tylko jedno: „dla dziecka”! Jedz posłusznie dla dziecka, śpij dla dziecka, nie waż się płakać dla dziecka!… A czy choć jeden człowiek na tym świecie pomyślał chociaż przez sekundę o tym, że ja… że ja też jestem żywym człowiekiem, który ma swoje uczucia i cierpi?! Derya postawiła tacę na stoliku i usiadła obok niej na łóżku. — Ja wiem doskonale, jak bardzo cierpisz, Hancer, jestem przy tobie… — Nie, Derya, niki z was nic nie wie! Ja się w tym pokoju czuję codziennie jak zwykłe, bezduszne naczynie… Jak inkubator, który ma tylko bezpiecznie donosić tę ciążę do porodu, urodzić dworkowi dziedzica i natychmiast zniknąć na zawsze z ich oczu! — Cihan pod żadnym pozorem tak o tobie nie myśli, Hancer, znam go. — A skąd możesz mieć taką pewność, Derya?! Skąd?! — Bo mężczyna, który nie kocha kobiety, pod żadnym pozorem nie patrzy na nią w taki sposób, w jaki Cihan patrzył na ciebie na werandzie.

Hancer ze smutkiem spuściła wzrok na swoje dłonie. — Ta jego rzekoma miłość nie wystarczyła niestety, by mi wtedy w dworku bezgranicznie zaufał, Derya… — A czy ty, Hancer, zaufałaś wtedy jemu w pełni? — Dziewczyna milczała. — No właśnie… Vięc może w tej całej tragedii oboje jesteście tak samo winni? Vina na tym świecie nie zawsze rozkłada się po równo między ludźmi, Hancer, ale za tow przebaczenie może uzdrowić wszystko. Hancer ze smutkiem pokręciła głową. — Cihan… Cihan dostał już na telefon tow obrzydliwe zdjęcie z parku, Derya. Derya zamarła z wrażenia. — Co? Skąd możesz o tym wiedzieć? Pisał do ciebie? — Nie, ale ja tow czuję her komórką mojego ciała. Gdyby nie dostał i nie uwierzył w kłamstwo, już dawno zadzwoniłby zapytać o moje zdrowie… A teraz milczy, bo znów bezgranicznie uwierzył w najgorsze kłamstwa Beyzy na mój temat. Derya mocno objęła ją ramieniem. — Zadzwoń do niego pierwsza, Hancer, wyjaśnij mu tow zajście z parku… — Nigdy w życiu! Nie mam zamiaru upokarzać się i tłumaczyć przed nim z czegoś, czego pod żadnym pozorem nie zrobiłam! — Kobieca duma, Hancer, pod żadnym pozorem nie ogrzeje cię w zimną noc… — Może i duma mnie nie ogrzeje, Derya… Ale za tow moje upokorzenie i płaszczenie się przed nim na pewno mnie nie ogrzeje! — Derya nie potrafiła znaleźć żadnego kontrargumentu.

Scena VIII: Konfrontacja Mukadder z Beyzą i reklama ciążowa

V rezydencji Develioglu Beyza weszła dumnym krokiem do luksusowo przygotowanego, jasnego pokoju dziecięcego. Na ścianach znajdowały się piękne, pastelowe malunki egzotycznych zwierząt: żyrafy, słonie i kolorowe ptaki. Białe, rzeźbione łóżeczko stało tuż przy wielkim oknie, a obok niego na dywanie ustawiono ogromnego, pluszowego niedźwiedzia. Beyza z zachwytem przesunęła dłonią po krawędzi łóżeczka, uśmiechając się pod nosem. — Ten pokój… On od samego początku miał należeć wyłącznie do mojego dziecka… — powiedziała głośno do siebie. — Ten pokój pod żadnym pozorem nie był i nigdy nie będzie twój, Beyza — rozległ się nagle ostry, chłodny głos Mukadder stojącej w drzwiach.

Beyza odwróciła się gwałtownie v her stronę, a her twarz wykrzywiła wściekłość. — Czego znowu ode mnie chcesz, Mukadder?! Nie mam najmniejszej ochoty na rozmowę z tobą! — A ja nie pytałam cię wcale o twoją ochotę, kieto! — Mukadder dumnym krokiem weszła do środka pokoju dziecięcego. — Vysłałaś rano tow zdjęcie z parku Cihanowi na telefon, tak? — Tak, wysłałam. I co z tego? — Zrobiłaś tow bez jakiejkolwiek konsultacji ze mną! — Ja pod żadnym pozorem nie potrzebuję twojej zgody na moje osobiste działania, Mukadder! — Dopóki z łaski mieszkasz pod moim dachem, jesz moje jedzenie i bezczelnie korzystasz z nazwiska mojego rodu, potrzebujesz mojej zgody na her krok, kieto! To Cihan sam podejmie w tej kwestii autonomiczną decyzję! — I jaką według ciebie, mamo, podejmie decyzję, co? Znienawidzi z całego serca Hancer, matkę swojego potomka! I o tow mi chodzi! Może wtedy w końcu przestanie jak obłąkany do niej wracać nocami! — A co się stanie, Beyza, jeśli przez te twoje podłe intrygi mój syn odwróci się na zawsze od własnego nienarodzonego dziecka, co?! Myślałaś o tym?! — Cihan pod żadnym pozorem nie odwróci się od swojego dziedzica, znam go doskonale! — Nie znasz mojego rodzonego syna nawet w jednym procencie tak dobrze, jak ci się naiwnie wydaje, dziewczyno! Cihan może z litości wybaczyć zdradę i błędy samemu sobie, ale za nic na świecie nie wybaczy kłamstwa i manipulacji innym ludziom wokół siebie!

Beyza podniosła wściekła głos, podchodząc do niej blisko: — Hancer pod żadnym pozorem nie zasługuje na takiego mężczyny jak Cihan i na te luksusy! Ona jest nikim! — To pod żadnym pozorem nie ty, kieto, będziesz w tym domu decydować, kto na co zasługuje! — A ty, Mukadder? Ty decydowałaś autorytarnie przez całe jego życie! Wybierałaś mu przemyślanie przyjaciół, narzeczone, kierunki studiów, pracę, a nawet sposób, w jaki miał się ubierać na spotkania biznesowe! Więc nie waż się teraz przede mną żałośnie udawać wielkiej obrończyni jego wolności osobistej!

Mukadder na ten zarzut zesztywniała z wściekłości i zrobiła zdecydowany krok v her stronę, cedząc słowa przez zęby: — Uważaj na swoje kroki, Beyza, bo igrasz z ogniem… — Ja pod żadnym pozorem nie boję się ciebie ani twoich gróźb, Mukadder! Już nie! — Powinnaś się zacząć śmiertelnie bać tego, w jakiego bezwzględnego potwora się na moich oczach zamieniasz, kieto… Beyza zaśmiała się potwornie gorzko i głośno: — Ja po prostu na twoich oczach staję się dokładnie taka sama, jak ty, Mukadder! Staję się tobą!

Mukadder aż cofnęła się o krok, porażona tym stwierdzeniem. — I właśnie dlatego na samym końcu tej gry sromotnie przegram… — dodała Beyza z jadowitym uśmiechem. — Bo ty, Mukadder, pomimo wszystko zawsze na końcu wygrywałaś.

Vieczorem w małym pokoju Sinem czule przygotowywała małą Mine do snu. Dziewczynka siedziała v piżamie na łóżku, trzymając w dłoniach pluszowego misia. — Ciociu… Kiedy my w końcu wrócimy do naszego dużego domu? — zapytała cicho. — Przecież jesteśmy teraz w domu, kochanie… — Nie, ciociu. Ja mówię o tamtym dużym domu, z wujkiem Cihanem i ciocią Hancer…

Sinem z bólom poprawiła her kołdrę, tłumiąc łzy. — Czasami na tym świecie, Mine, dorośli ludzie muszą przez jakiś czas mieszkać osobno, żeby przestać się ranić słowami… — A potem… Potem do siebie wracają, prawda? — Czasami tak… — Ciocia Hancer na pewno do nas wróci, zobaczysz… Sinem głęboko westchnęła. — Też mam taką ogromną nadzieję, kochanie… — A pan Melih?…

Sinem gwałtownie zamarła, poprawiając poduszkę. — Dlaczego… Dlaczego nagle pytasz o pana Meliha, Mine? — Bo wczoraj pan Melih obiecał mi na osobności, że jak będę bardzo grzeczną dziewczynką w szkole, tow zabierze mnie swoją piękną, żółtą taksówką na wycieczkę nad samo morze… — Kiedy… Kiedy on ci tow konkretnie powiedział, Mine? Mów! — Vczoraj po południu, kiedy rozmawiał przez telefon z ciocią Hancer w przedpokoju…

Sinem na te słowa poczuła nagłe, potworne ukłucie lodowatego niepokoju i zazdrości w piersi – słowa te brzmiały jak potwierdzenie kłamstw Beyzy. V tym samym ułamku sekundy w przedpokoju z głośnym hukiem trzasnęły drzwi wejściowe: Cemil wrócił do mieszkania z pracy. Był skrajnie zmęczony, przygnębiony sytuacją szwagierki i całkowicie przemoczony jesiennym deszczem. Oparł się bezsilnie o futrynę drzwi pokoju, w milczeniu słuchając ich rozmowy. — Mine, kochanie, kładź się już natychmiast spać, jest późno — powiedziała drżącym głosem Sinem. — Ale ja nie jestem ani trochę śpiąca, ciociu… — Zamknij oczka w tej chwili, proszę cię.

Dziewczynka posłusznie położyła głowę na poduszce i zamknęła eyelids. Sinem wyszła szybkim krokiem na ciemny korytarz, stając przed mężem. — Gdzie ty znowu byłeś przez cały ten wieczór, Cemil?! — zapytała z pretensją. — Byłem u Hancer v oficynie… Znowu. — I po co tam znowu polazłeś?! — Zaniosłem jej do pokoju te małe, wełniane buciki… — Te buciki, które ja zrobiłam dla naszego zmarłego dziecka?! — wykrzyknęła Sinem z wściekłością. — Tak, dokładnie te buciki, Sinem. — Nie miałeś do tego najmniejszego, moralnego prawa, Cemil! One leżały bezpiecznie w mojej szafie od lat! Były moje! — Były jedynie bolesnym, toksycznym wspomnieniem z przeszłości, które zżerało cię od środka i niszczyło nasz związek każdego dnia, Sinem! Postąpiłem słusznie!

Sinem wściekła mocno zacisnęła usta, a łzy napłynęły jej do oczu. — Vszyscy… Vszyscy wokół w tym przeklętym domu bez przerwy dbacie tylko o komfort i dobro tej całej Hancer! A kto… Kto w tym życiu zadba w końcu o mnie i o moje uczucia, pytam cię?! Cemil spojrzał na żonę z głębokim smutkiem i powagą: — Może… Może powinnaś w końcu pozwolić, Sinem, żeby mąż, który cię kocha, tow zrobił? Zamiast bez przerwy karmić się nienawiścią. Melih spotyka się z Hancer tylko po tow, by jej pomóc przetrwać te trudne chwile, zabezpiecza ją… — Vszyscy mężczyni w tym mieście tylko jej bezinteresownie „pomagają”! Jasne! — Twoja chora, ślepa zazdrość, Sinem, sprawia, że zaczynasz w swoich słowach brzmieć dokładnie tak samo podle, jak Beyza…

Sinem momentalnie całkowicie pobladła pod wpływem tego porównania. — Nie waż się… Nie waż się mnie nigdy porównywać do tej oszustki Beyzy, Cemil! — V takim razie przestań się w końcu zachowywać i nienawidzić ludzi dokładnie tak, jak ona tow robi! — odpowiedział stanowczo Cemil i poszedł do kuchni.

Scena IX: Starcia w parku i układ Cihana z Beyzą

Świt nad Stambułem wstał chłodny, mglisty i przygaszony. Potężny Błękitny Meczet majestatycznie wyrastał ponad dachami domów dzielnicy, a pierwsze, blade promienie słońca leniwie odbijały się od szarej tafli Bosforu. V skromnym, zielonym domku oficyny Derya sprawnie kroiła warzywa przy małym stole kuchennym, przygotowując śniadanie. Hancer weszła do pomieszczenia i postawiła obok niej wiklinowy koszyk ze świeżym pieczywem. — Dzwonili przed chwilą ponownie do mnie z tej agencji reklamowej, Hancer — powiedziała z uśmiechem Derya, nie przerywając pracy. Hancer mocno zmarszczyła brwi. — I co z tego? Przecież wyraźnie i kategorycznie powiedziałam ci wczoraj, że nie jestem ani trochę zainteresowana tą ofertą. — A ja z kolei powiedziałam im przez telefon, że jesteś bardzo zainteresowana i przyjedziesz. — Derya! Oszalałaś?! — Ty panicznie potrzebujesz teraz dużych pieniędzy na poród i utrzymanie dziecka, Hancer! Zrozum tow wreszcie! — Nie mam zamiaru pod żadnym pozorem wystawiać swojego zaokrąglonego brzucha i prywatności na publiczny pokaz w gazetach dla uciechy gapiów! — To jest profesjonalna, elegancka reklama nowej, ekskluzywnej kolekcji odzieży dla kobiet w ciąży, Hancer! Żadne tanie widowisko! Adresaci szukają dokładnie kogoś o twojej urodzie, idealnie się nadajesz do tej roli! Jesteś przepiękną kobicą! — Ja… Ja pod żadnym pozorem nie czuję się teraz ani trochę piękna, Derya… — To, że ty się tak w swojej rozpaczy nie czujesz, wcale nie oznacza, że nie jesteś najpiękniejsza.

Hancer ze smutkiem pokręciła głową, siadając na krześle. — Obcy ludzie na ulicach będą robić zdjęcia, plotkować… Beyza natychmiast przechwyci te plakaty i wykorzysta je w dworku przeciwko mnie przed Cihanem, by mnie upokorzyć! — Beyza i tak, bez względu na twoje czyny, zawsze znajdzie w tym mieście jakiś powód i brud, który bezczelnie wykorzysta przeciwko tobie, Hancer. Mustisz w końcu przestać się jej bać! — Nie chcę po prostu dawać jej do rąk kolejnej, namacalnej broni do walki ze mną. — Nie możesz, na miłość boską, całkowicie przestać żyć i zarabiać tylko dlatego, że jakaś podła koba celuje w twoje serce kłamstwem i intrygami! Mustisz zacząć walczyć o siebie!

Hancer spojrzała na koszyk z chlebem ze łzami w oczach. — A jeśli… A jeśli Cihan nagle zobaczy mnie na tych plakatach reklamowych w mieście i pomyśli sobie o mnie najgorsze rzeczy? Jeśli uzna w swojej dumie, że próbuję bezczelnie zarabiać pieniądze na ciąży z naszym wspólnym dzieckum?… — Zwróciłaś uwagę na słowo, którego przed chwilą użyłaś, Hancer? — Derya uśmiechnęła się do niej niezwykle łagodnie. — Jakiego słowa? — Powiedziałaś przed chwilą z miłością: „naszym dziecku”.

Hancer momentalnie zmieszała się i ze wstydem odwróciła wzrok v stronę okna. — To… To tylko zwykłe, stare przyzwyczajenie językowe… Nic więcej. — Nie, Hancer. To nie jest żadne przyzwyczajenie, tow jest twoja wielka, niegasnąca miłość do niego. — To słowo „miłość” już dawno przestało dla mnie cokolwiek znaczyć w tym życiu, Derya. Vypaliło się. — Kłamiesz, kochanie. Gdyby ta miłość naprawdę nic już dla ciebie nie znaczyła, pod żadnym pozorem nie bolałaby twojego serca aż tak potwornie mocno her dnia.

Kilka godzin później w tym samym mieszkaniu doszło do gwałtownej, nieprzyjemnej kłótni. Starsza służąca Fadime przyszła do drzwi oficyny z polecenia Mukadder, niosąc ze sobą grubą kopertę z pieniędzmi dla Hancer. Hancer stała przed nią w przedpokoju z dumnie uniesioną głową: — Nie przyjmę od was ani jednej liry! Zabieraj te pieniądze z powrotem do rezynencji, Fadime! — Pani Mukadder kazała mi pod groźbą zwolnienia zostawić te fundusze na stole dla ciebie, Hancer. Nie utrudniaj mi pracy… — V takim razie weź je z tego stołu i osobiście oddaj je wściekłej Mukadder Develioglu prosto w ręce! Ja nie chcę jej jałmużny! — Ale przecież te duże pieniądze są przeznaczone na poród i opłatę lekarzy dla dziecka… — Moje nienarodzone dziecko pod żadnym pozorem nie potrzebuje pieniędzy kupionych za cenę mojego permanentnego upokorzenia i wygnania, Fadime! — Nie bądźże taka dumna i nierozsądna, dziewczyno! Spójrz prawdzie w oczy: nie masz w tej chwili żadnej stałej pracy ani żadnych dochodów, z czego opłacisz szpital w Stambule, co?! — Poradzę sobie ze wszystkim całkowicie sama, nie wasz interes! — I jak niby sobie poradzisz, co? Będziesz do porodu robiła te niebieskie buciki na drutach i sprzedawała je na straganie za grosze?! Śmieszne!

Hancer spojrzała na starszą służbę wzrokiem pełnym czystego, dumnie gniewu: — Przynajmniej te marne grosze zarobię w pełni uczciwie, własnymi rękami, a nie intrygami! — Twoja wygórowana duma, Hancer, na pewno nie nakarmi ani nie ubierze noworodka w zimie, zapamiętaj tow sobie! — Vszyscy… Vszyscy wy w tym dworku bez przerwy powtarzacie mi bezczelnie tow samo zdanie! Jakby posiadanie kobiecej godności i dumy było jakimś śmiertelnym grzechem, a bezwzględne kontrolowanie i niszczenie wolności człowieka pod pozorem wsparcia finansowego było rzekomo szlachetną pomocą! Mam dość waszej obłudy!

Fadime westchnęła ciężko, kręcąc głową: — Pani Mukadder chce jedynie mieć absolutną, rodzinną pewność, że her przyszłemu wnukowi niczego w życiu nie zabraknie… — Mukadder chce mieć przede wszystkim absolutną pewność, że za pomocą tych pieniędzy nadal może bezkarnie decydować o her her kroku w moim prywatnym życiu! Ale ja jej na tow nie pozwolę! Pieniądze w her rękach pod żadnym pozorem nie są bezinteresownym darem, Fadime! — Pieniądze tow nie jest żaden rozkaz, Hancer… — V her brudnych, władczych rękach zawsze bez wyjątku stają się kategorycznym rozkazem i smyczą!

Hancer gwałtownie odwróciła się, założyła swój jasny płaszcz, chwyciła skórzaną torebkę ze stołu i ruszyła v stronę wyjścia. — Dokąd ty znowu idziesz w takim stanie emocjonalnym, Hancer?! — Idę tam, gdzie niki z was nie będzie mi bezczelnie mówił, co mam robić ze swoim życiem! — Hancer, stój! Poczekaj na mnie! — Nie waż się mnie zatrzymywać!

Vyszła z mieszkania, z całej siły trzaskając za sobą ciężkimi drzwiami oficyny. Fadime została całkowicie sama w przedpokoju, opierając z rezygnacją dłonie na biodrach. Hancer schodziła szybkim krokiem po kamiennych schodach prowadzących v stronę parku, próbując rozpaczliwie uspokoić przyspieszony bólom oddech. Gwałtowna złość na Mukadder stopniowo ustępowała w jej piersi miejsca głębokiemu, bezbrzeżnemu smutkowi i samotności. Veszła do parku i zatrzymała się przy kamiennej barierce tarasu widokowego, z którego roztaczał się piękny widok na szarą taflę wody i całą panoramę Stambułu. Przymknęła eyes, wystawiając twarz na chłodny wiatr. — Viedziałem doskonale, Hancer, że znajdę cię dzisiaj właśnie w tym miejscu… — rozległ się nagle za her plecami głęboki, znajomy głos.

Hancer odwróciła się błyskawicznie, a her serce mocno zabiło ze strachu i emocji – Cihan stał zaledwie kilka kroków od niej, patrząc na nią poważnym wzrokiem. — Cihan?… Ty… Ty znowu potajemnie mnie śledzisz po mieście?! — zapytała dumnie. — Mustimy natychmiast, bez świadków szczerze porozmawiać, Hancer. — My pod żadnym pozorem nie mamy już sobie niczego do powiedzenia, Cihan. Sprawa między nami jest skończona. — Kim… Kim jest dla ciebie ten cały Melih, Hancer?! Mów mi natychmiast!

Hancer na tow pytanie zaśmiała się potwornie gorzko i pogardliwie, patrząc mu prosto w eyes: — Oczywiście… Jakie tow przewidywalne z twojej strony, Cihan! Ty pod żadnym pozorem nie zapytasz mnie od progu, jak ja się właściwie czuję w tej ciąży… Nie zapytasz ani słowem o zdrowie i rozwój naszego dziecka… Ty, jak zwykle, wolisz zacząć rozmowę od podłych, chamskich oskarżeń i pretensji! — Ja widziałem na własne oczy tow obrzydliwe zdjęcie z parku, Hancer! Dostałem je na telefon! — V takim razie serdecznie ci gratuluję twoich wspaniałych informatorów, Develioglu! — Trzymałaś go czule za rękę na ławce, Hancer! Vidziałem tow! — On mi jedynie po ludzku pomagał wstać z ławki, Cihan, ponieważ w tamtym momencie zrobiło mi się potwornie słabo i ciemno przed oczami przez ten cały stres, który mi fundujesz! Tylko tyle! — Dlaczego… Dlaczego, na miłość boską, nic mi o tym zasłabnięciu nie powiedziałaś przez telefon?! — A z jakiego niby powodu miałam ci się tłumaczyć, Cihan, co? Zapominasz chyba o jednej, kluczowej rzeczy: ty już od dawna nie jesteś moim mężem! Rozwiedliśmy się!

Cihan zbliżyła się do niej gwałtownie, a z jego oczu biła wściekłość: — Ale nadal jestem i będę pełnoprawnym ojcem tego nienarodzonego dziecka, Hancer! I mam prawo wiedzieć! — Przypominasz sobie o tym swoim wielkim „ojcostwie”, Cihan, tylko i wyłącznie wtedy, kiedy chcesz mnie bezczelnie kontrolować i niszczyć moją wolność! — Nie pozwolę pod żadnym pozorem, żebyś potajemnie spotykała się z obcym mężczyną po parkach i narażała reputację oraz zdrowie mojego syna! — Twojego syna?! — wykrzyknęła z bólom Hancer. — A ja kim w tej całej historii według ciebie i twojej matki jestem, co?! Zwykłym opakowaniem do donoszenia ciąży?! Inkubatorem dworku Develioglu?! — Nie waż się bezczelnie przekręcać moich słów, Hancer! — Ja pod żadnym pozorem nie muszę niczego przekręcać, Cihan! Sam swoimi czynami i chłodem mówisz mi tow wszystko wystarczająco wyraźnie każdego dnia!

Hancer wściekła odwróciła się na pięcie, chcąc natychmiast odeść aleją parku, lecz Cihan w przypływie zazdrości gwałtownie chwycił ją mocno za ramię, zatrzymując na miejscu. — Nie waż się ostentacyjnie odchodzić, kiedy do ciebie mówię, Hancer! Mustisz mnie wysłuchać! — Puść mnie w tej sekundzie, ty bezduszny draniu! — krzyknęła, próbując wyrwać rękę. — Najpierw mi rzetelnie odpowiedz na moje pytania o Meliha! — Nie mam wobec ciebie absolutnie żadnego moralnego obowiązku tłumaczenia się! Puść moje ramię, Cihan! Słyszysz mnie?!

Spojrzeli sobie prosto w załzawione eyes. Stali tak nienaturalnie blisko siebie na ścieżce, że her z nich mogło wyraźnie usłyszeć przyspieszony, nerwowy oddech drugiego. — Dlaczego… Dlaczego ty, Cihan, zawsze automatycznie zakładasz w swoim umyśle, że tow ja jestem we wszystkim winna? — zapytała Hancer trzęsącym się od płaczu głosem. — Dlaczego w tej swojej męskiej dumie ani razu nie pomyślisz o tym, że może tow ten bezwzględny świat wokół mnie bezlitośnie krzywdzi na każdym kroku, a nie że tow ja krzywdzę ciebie i twój ród, co?! Powiedz mi!

Cihan pod wpływem jej słów i łez nagle całkowicie rozluźnił uścisk na jej ramieniu, a w jego oczach pojawił się ból i bezsilność. — Bo za każdym świętym razem, Hancer, kiedy w dworku próbuję ci na nowo zaufać, ty swoim chłodem i ucieczką odpychasz mnie od siebie na kilometry… — A ty, Cihan, za her razem, kiedy ja w swojej słabości próbuję cię na nowo pokochać, stawiasz bezwzględnie między nami jako mur tę swoją toksyczną matkę Mukadder i zasady rodziny! — Nie zmieniaj teraz sprytnie tematu rozmowy, Hancer… — Ten temat od samego początku naszego ślubu jest niezmiennie ten sam, Cihan: ty po prostu pod żadnym pozorem nie potrafisz w swoim życiu wybrać mnie i mojego szczęścia ponad ambicje matki! — Ja przecież całym swoim sercem wybrałem ciebie, Hancer! Viesz o tym! — Wybrałeś mnie?… O wiele za późno, Cihan! Vtedy, na sali sądowej, podczas rozprawy rozwodowej, siedziałeś obok mnie w całkowitym, grobowym milczeniu! Sędzia patrzyła na ciebie! Mustiałeś wtedy wypowiedzieć tylko jedno, proste, męskie słowo protestu! Mustiałeś głośno powiedzieć przed sądem, że kategorycznie nie zgadzasz się na ten rozwód i kochasz swoją żonę! A ty milczałeś! — Ale przecież tow ty sama, Hancer, pierwsza powiedziałaś sędzi, że w pełni zgadzasz się na rozstanie! To ty uciekłaś! — Bo ja… Ja do ostatniej sekundy na tej sali rozpaczliwie czekałam, Cihan, aż ty w końcu wstaniesz, chwycisz mnie za rękę i siłą mnie przy sobie zatrzymasz!… Vypowiedzenie tego wyznania sprawiło Hancer tak potężny, fizyczny ból, że aż zabrakło jej tchu. V her oczach pojawiły się rzeki łez, które pospiesznie otarła dłonią. — Teraz… Teraz już znasz całą nagą prawdę, Cihan. To była ostatnia rzecz, której ze wstydu i dumy nigdy w swoim życiu nie chciałam ci głośno powiedzieć. Żegnaj.

Silnym szarpnięciem wyrwała swoje ramię z jego dłoni i szybkim, zapłakanym krokiem odeszła aleją parku, nie oglądając się za siebie. Cihan został całkowicie sam na środku ścieżki, jak rażony piorunem – słowa te doszczętnie zniszczyły jego pewność siebie. Po bolesnej chwili wyciągnął drżącą ręką telefon z kieszeni i wybrał numer Beyzy. — Spotkamy się dzisiaj wieczorem w kawiarni, Beyza — powiedział lodowatym głosem do słuchawki, gdy tylko odebrała. — Ooo, wiedziałam doskonale, Cihan, że tow zdjęcie z parku w końcu otworzy twoje ślepe oczy na her her sprawki… — odpowiedziała z jadowitą satysfakcją kobieta. — Nie wtrącaj się, tu pod żadnym pozorem nie chodzi o tow durne zdjęcie, Beyza — uciął ostro Cihan. — Vięc o co według ciebie chodzi, kochanie? — Chcę od ciebie natychmiast poznać nazwisko i namiary tego człowieka, który zrobił i dostarczył ci tę fotografię. Beyza momentalnie całkowicie zamilkła po drugiej stronie linii, zaskoczona. — Po… Po co ci nagle te dane, Cihan? — Bo chcę się osobiście dowiedzieć, kto w tym mieście ma czelność bezprawnie śledzić i nękać matkę mojego nienarodzonego dziecka. Żegnam. — Bezwzględnie rozłączył połączenie.

Hancer tymczasem szła całkowicie samotnie stromą, brukowaną uliczką dzielnicy. Dopiero gdy upewniła się v duchu, że Cihan odjechał i niki z przechodniów jej nie widzi, zatrzymała się przy ścianie budynku, przyłożyła drżącą dłoń do gardła i wybuchła głośnym, rozpaczliwym szlochem, którego nie była już w stanie dłużej tłumić w piersi. — Dlaczego… Dlaczego ty mnie nie zatrzymałeś siłą wtedy, na sali sądowej, Cihan?… — wyszeptała w rozpaczy przez łzy. — Dlaczego masz odwagę zatrzymywać mnie dopiero teraz, kiedy na wszystko jest już o wiele za późno?…

Scena X: Dramat ciężarnej Yonki i odkrycie Nusreta

V tym samym czasie w domu Nusreta sytuacja zdrowotna ciężarnej Yonki gwałtownie i drastycznie się pogorszyła. Ostry ból w lędźwiach i plecach v ułamku sekundy przeszedł w potworny, niszczycielski skurcz podbrzusza. Koba z bolesnym jękiem usiadła na samym brzegu łóżka, trzęsąc się na całym ciele, i drżącą dłonią chwyciła telefon ze stolika – szybko wybrała numer alarmowy do służącej Fadime w rezynencji.

V tym samym czasie Fadime w wielkim salonie dworku Develioglu głośno odkurzała dywany za pomocą elektrycznego urządzenia. Ogłuszający, monotonny szum pracującego silnika całkowicie zagłuszył cichy dzwonek jej telefonu leżącego na szklanym stoliku w drugim końcu pokoju.

Yonka w swojej sypialni spróbowała połączyć się z nią ponownie, zwijając się z bólom na materacu. — Odbierz… Błagam cię, Fadime, odbierz ten przeklęty telefon!… — szeptała w rozpaczy przez łzy.

Nikt jednak nie odpowiadał. Dziewczyna z ogromnym fizycznym trudem podniosła się z łóżka i słaniając się na nogach, ruszyła v stronę drzwi wyjściowych, chcąc szukać pomocy u sąsiadów. Każdy kolejny stawiany krok wywoływał w her brzuchu nową, potężną falę palącego bólu. V tym samym ułamku sekundy bateria w jej telefonie całkowicie się rozładowała i ekran zgasł, zanim zdołała wybrać jakikolwiek inny numer ratunkowy.

Po kilku minutach Fadime w dworku w końcu wyłączyła głośny odkurzacz, podeszła do stołu i zauważyła na wyświetlaczu nieodebrane połączenia od dziewczyny – natychmiast, z wyraźną irytacją oddzwoniła na her numer, gdy Yonka podłączyła telefon do ładowarki na dole. — No i czego ty znowu od mnie chcesz o tej porze, Yonka?! — zapytała szorstko Fadime do słuchawki. — Fadime… Błagam cię… Ja się potwornie źle czuję… — Yonka ledwo była w stanie wydusić z siebie słowa, łapiąc powietrze. — Mam potworny, rozdzierający ból w brzuchu… Chyba… Chyba coś bardzo złego dzieje się w tej chwili z moim dzieckum… — Ojej, na pewno znowu niepotrzebnie panikujesz, jak her ciężarna kobieta, i przesadzasz! — ucięła opryskliwie gospodyni. — Nie, Fadime! Przysięgam ci na wszystko, tow naprawdę potwornie boli!… Ja nie kłamię! — Połóż się po prostu spokojnie do łóżka i odpocznij, przejdzie ci. — Nie mogę… Ja nie mogę już nawet normalnie oddychać z tego bólom!… Błagam cię o pomoc! — Każda kobieta w zaawansowanej ciąży bez przerwy narzeka na bóle, Yonka, taka jest fizjologia! Ja pod żadnym pozorem nie jestem lekarzem medycyny, żeby ci pomóc! — Proszę cię… Przyjedź tu natychmiast albo chociaż zadzwoń w moim imieniu po pogotowie!… Umieram!…

Fadime spojrzała zniecierpliwiona na stojący w kuchni zegar ścienny. — Mam w tej chwili w rezynencji mnóstwo ciężkiej pracy do wykonania przed powrotem pani Mukadder! Nusret niedługo powinien wrócić do swojego domu, powiedz o wszystkim jemu, jak przyjedzie! — Ale jego teraz pod żadnym pozorem nie ma na miejscu!… Jestem całkowicie sama! — V takim razie po prostu grzecznie poczekaj na jego powrót i nie zawracaj mi głowy! — Służąca bezdusznie rozłączyła połączenie, odkładając telefon na stół. — Fadime!… Fadime, błagam!!!… — krzyknęła w próżnię Yonka, patrząc na wygaszony ekran telefonu. — Nie zostawiaj mnie samej na śmierć!…

Z ogromnym, nieludzkim trudem zeszła po schodach na parter, do pustego salonu. Dom był przerażająco cichy. Trzymając się kurczowo drewnianej poręczy schodów, niemal zsunęła się bezwładnie z ostatnich stopni prosto na dywan. Jej telefon po chwili całkowicie się wyłączył z braku zasilania. Yonka, płacząc z bólom, zaczęła gorączkowo, w panice przeszukiwać dolne szuflady komody, szukając kabla do ładowarki sieciowej – w pośpiechu wyrzucała piloty do telewizora, stare dokumenty i poplątane ładowarki bezpośrednio na podłogę. — Gdzie on jest?… Gdzie ten kabel, na miłość boską?!… Gdzie?!

V końcu her drżące palce znalazły odpowiedni przewód. Podłączyła telefon do gniazdka przy podłodze i uklękła wycieńczona na dywanie. Ekran smartfona rozświetlił się jasnym blaskem. Chciała natychmiast wybrać numer pogotowia ratunkowego, ale w tym samym ułamku sekundy nagły, potężny skurcz podbrzusza przeszył her ciało z nieludzką siłą. Krzyknęła przeraźliwie z bólom, przyciskając odruchowo obie dłonie do brzucha. — Nie!!! Błagam, Boże, nie!!! Jeszcze… Jeszcze pod żadnym pozorem nie teraz!…

Osunęła się bezwładnie na kolana, a potem prosto na brzuch na samym środku pustego salonu, tracąc resztki przytomności. Gorące łzy płynęły jej strumieniami po twarzy, a oddech stawał się z her sekundy coraz bardziej płytki i rzadki.

I dokładnie w tej samej, dramatycznej sekundzie ciężkie drzwi wejściowe do domu otworzyły się gwałtownie i do środka wszedł Nusret, niosąc w ręku skórzaną teczkę z dokumentami firmy. Zatrzymał się jak wryty w progu przedpokoju: zobaczył porozrzucane na podłodze przedmioty z szuflad, telefon podłączony do gniazdka i nieprzytomną Yonkę leżącą bezwładnie na dywanie v salonie. Czarna teczka w jednej chwili z łomotem wypadła mu z drżących rąk na parkiet. — Yonka!!! — wrzasnął mężczyna i w panice rzucił się bieg v her stronę.

Dopadł do dziewczyny i w tym samym momencie na jasnym, beżowym dywanie tuż pod her ciałem z przerażeniem dostrzegł pierwszą, czerwoną kroplę krwi, która zaczęła gwałtownie wsiąkać w materiał. Zamknął eyes i zamarł na ułamek sekundy z paraliżującego strachu, lecz zaraz odzyskał przytomność umysłu. — Yonka! Błagam cię, nie zamykaj oczu!!! — krzyknął w panice, biorąc her bezwładne, zimne ciało w swoje mocne ramiona. — Słyszysz mój głos?! Patrz prosto na mnie! Otwórz oczy! — Nusret… Tak potwornie… Tak potwornie się boję o moje maleństwo… — wyszeptała ledwo słyszalnie, na moment uchylając eyelids. — Vszystko będzie dobrze, słyszysz mnie?! Nic złego wam się pod żadnym pozorem nie stanie, obiecuję ci tow przed Bogiem! — Obiecujesz mi tow, Nusret?… Naprawdę?…

Nusret spojrzał na her bladą, zalaną łzami twarz, a v jego oczach po razy pierwszy od wielu długich lat pod żadnym pozorem nie było widać dawnego chłodu, cynizmu czy biznesowego wyrachowania rynkowego – był tam teraz jedynie obraz śmiertelnie przerażonego, bezradnego człowieka, który trzymał w ramionach umierającą kobicę, której niewinne życie mogło mu się za ułamek sekundy bezpowrotnie wymknąć z rąk. — Obiecuję ci tow z całego serca, Yonka… — powiedział drżącym głosem ze łzami w oczach, choć w głębi duszy sam nie miał zielonego profesu, czy będzie w stanie dotrzymać tej obietnicy.

Sięgnął szybko do kieszeni po swój telefon, by wezwać karetkę pogotowia. V tym samym ułamku sekundy telefon Yonki leżący na dywanie przy gniazdku nagle rozświetlił się jasnym blaskem – odebrał nową wiadomość tekstową. Ekran zapalił się na tyle blisko twarzy Nusreta, że mężczyna bez trudu zdołał przeczytać wyświetloną na powierzchni treść ostrzeżenia: „Uciekaj z tamtego domu natychmiast, Yonka! Jeśli Nusret Develioglu jakimś cudem odkryje, czyje tak naprawdę jest tow dziecko w twoim brzuchu, przysięgam ci, że żadne z was nie będzie bezpieczne w tym mieście!”.

Mężczyzna w jednej sekundzie całkowicie znieruchomiał na dywanie, jakby porażony prądem. Powoli, z niedowierzaniem przeniósł swój wzrok z ekranu telefonu bezpośrednio na zaokrąglony brzuch nieprzytomnej kobiety, którą trzymał w ramionach. — Czyje?… — wyszeptał z bólom i narastającą furią przez zaciśnięte zęby. — Czyje tow jest w takim razie dziecko, Yonka?! Mów!!! Czyje?!

Yonka jednak nie odpowiedziała mu, ostatecznie mdlejąc w jego rękach, a daleko za oknami rezynencji rozległ się nagle głośny, narastający dźwięk syreny nadjeżdżającej na ratunek karetki pogotowia.

Jak sądzisz, czy to nagłe odkrycie przez Nusreta tajemniczej wiadomości o prawdziwym ojcu dziecka Yonki zmusi go do zatrzymania akcji ratunkowej, zanim Cihan dowie się o groźbach Beyzy i zmusi przerażoną Gülsüm do wyjawienia całej prawdy o intrydze ze zdjęciem z parku?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page