Przeszła przez otwartą przestrzeń salonu i skierowała się w stronę szarych drzwi znajdujących się na końcu korytarza. Była tow sypialnia Cihana. Hancer zwolniła, kiedy znalazła się tuż przed nią. Nie miała pewności, czy powinna zaglądać do środka.
— Cihan? — odezwała się ponownie. Brak odpowiedzi. Uniósłszy dłoń, zapukała dwa razy. — To ja. Vchodzę tylko po to, żeby sprawdzić, czy jesteś w domu. — Nacisnęła klamkę i uchyliła drzwi.td4729

Sypialnia była pusta. Duże łóżko w szarych barwach wyglądało tak, jakby dopiero przygotowano je dla gościa. Narzuta pozostawała idealnie gładka. Poduszki leżały równo, a pościel nie nosiła najmniejszych śladów użytkowania. Na stoliku nocnym nie było telefonu ani szklanki wody. Zasłony pozostawały zasunięte dokładnie tak samo jak poprzedniego dnia. Hancer weszła o krok do środka. Jej wzrok zatrzymał się na łóżku.
— Nie spałeś tutaj… — powiedziała cicho.

Obraz nienaruszonej sypialni był dla niej miliard razy bardziej niepokojący niż pusty salon i nietknięte jedzenie. On rzeczywiście nie wrócił do domu. Hancer przypomniała sobie jego twarz podczas ich ostatniego spotkania. Był chłodny, lecz pod tą chłodną maską dostrzegła coś, czego nie potrafiła nazwać: wyczerpanie, żal, a może gniew, który kierował bardziej przeciwko sobie niż przeciwko niej. Przez moment miała wrażenie,td4729 że Cihan chciał jej coś ważnego powiedzieć. Stał naprzeciwko niej, patrzył jej prosto w oczy, lecz w ostatniej chwili zrezygnował. Zamiast wyznać prawdę, odwrócił wzrok i odszedł.
— Dlaczego zawsze tak robisz? — spytała teraz, wpatrując się w puste łóżko. — Dlaczego zachowujesz się tak, jakby pokazanie prawdziwych uczuć było największą porażką?

Oczywiście nie otrzymała odpowiedzi. Przesunęła dłonią po framudze drzwi. „Może rzeczywiście nie mam prawa pytać. Może już dawno straciłam tow prawo.” Na kilka sekund zamknęła oczy. Gdy je otworzyła, w jej spojrzeniu pojawiło się mocne postanowienie, by nie pozwolić sobie na słabość. Vycofała się z pokoju i zamknęła drzwi. Została sama na korytarzu.
— Chyba w ogóle nie wrócił do domu — powiedziała na głos. — Na wczorajszą wiadomość też nie odpowiedział. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało.

td4729Przycisnęła torebkę do piersi, chcąc do niego zadzwonić. Sięgnęła po telefon, ale nie wybrała numeru.
— Nie, i tak nie odbierze. Albo odbierze i zapyta szorstko, dlaczego znowu wtracam się w jego prywatne życie.

Pamiętała ton, którym ostatnio powiedział jej, że nie musi się o niego martwić. Słowa były chłodne, ale spojrzenie przeczyło wszystkiemu. V jego oczach zobaczyła wtedy potężny ból – taki sam, który próbowała ukryć ona.
— Czasami mam wrażenie, że chciałbyś, żebym została… — wyszeptała. — A później robisz absolutnie wszystko, żebym odeszła.

Scena III: Obiektyw Kam1 i chłodna gra Cihana
Przez dłuższą chwilę stała bez ruchu. V końcu wróciła do salonu i usiadła na dużej, jasnej kanapie. Torebkę położyła obok siebie, wyjęła telefon i otworzyła rozmowę z Cihanem. Ostatnia wysłana wiadomość wciąż pozostawała bez odpowiedzi. Hancer zaczęła pisać: „Wróciłam do domu. Nie ma cię tutaj. Czy wszystko w porządku?”. Zatrzymała palec nad ekranem, przeczytała tekst dwa razy, po czym go usunęła. „To zabrzmi tak, jakbym go nachalnie kontrolowała.” Napisała nową wersję: „Jedzenie zostało nietknięte. Martwię się o ciebie.” Po chwili również ją skasowała. „Nie, tego też nie mogę wysłać.” Przygryzła dolną wargę. Chciała napisać dokładnie tow, co czuła. Chciała zapytać, gdzie spędził całą noc, czy był bezpieczny i dlaczego za każdym razem odsuwał ją od siebie, kiedy próbowała zbliżyć się choćby o jeden mały krok. Ostatecznie stworzyła neutralną, czysto służbową wiadomość: „Wróciłam do domu. Czy jest coś, czego na dzisiaj potrzebujesz?”. Przeczytała ją i głęboko westchnęła. „Tak będzie najlepiej. Żadnych pytań, żadnej troski, tylko obowiązki.” Nacisnęła przycisk wysyłania.td4729

V tej samej chwili perspektywa uległa zmianie. Hancer pod żadnym pozorem nie mogła wiedzieć, że od momentu, kiedy weszła do domu, nie była sama. V rogu salonu, ukryta w niewielkim, ciemnym elemencie dekoracyjnym, znajdowała się kamera. Jej obiektyw pozostawał nieruchomy, lecz obejmował zasięgiem prawie całe pomieszczenie. Na tajnym obrazie widniał napis: Kam1, a w górnym rogu pulsował czerwony symbol: REC. Kamera rejestrowała każdy ruch Hancer: jej wejście, niepokój w oczach, poszukiwania w sypialni, a teraz również moment, w którym siedziała bezradnie na kanapie i czekała na odpowiedź.

Kilka kilometrów dalej Cihan znajdował się w swoim biurowym gabinecie. Pomieszczenie różniło się całkowicie od jasnego, nowoczesnego domu – tutaj dominowało ciemne drewno, ciężkie meble i obrazy przedstawiające wzburzone morze. Na jednym z nich samotny okręt walczył z potężnymi falami, jakby artysta chciał pokazać człowieka próbującego przetrwać burzę, której nie jest w stanie pokonać. Cihan siedział za masywnym biurkiem. Przed nim leżały dokumenty handlowe, lecz od dłuższego czasu nie przeczytał ani jednego zdania. Na ekranie laptopa nie było firmowego raportu – był tam transmisja na żywo z ukrytej kamery.

Cihan obserwował Hancer. Vidział, jak weszła do domu, jak zajrzała do garnka, jak sprawdziła sypialnię. Nie słyszał wyraźnie każdego jej cichego szeptu, ale czuły mikrofon kamery wychwytywał wystarczająco wiele, by zrozumiał, że dziewczyna potwornie się o niego martwiła. Kiedy usłyszał z głośników: „Mam nadzieję, że nic mu się nie stało”, jego dłoń mocno zacisnęła się na krawędzi biurka.
— Nic mi nie jest — odpowiedział do ekranu monitora. — Przynajmniej pod żadnym pozorem nie tak, jak myślisz.

Wiedział, że Hancer nie może go usłyszeć, mimo tow mówił do jej cyfrowego wizerunku, jakby dzięki temu znajdowała się bliżej. Na biurku zawibrował telefon. Cihan spojrzał na ekran – nadawcą była Hancer. Przeczytał wiadomość: „Wróciłam do domu. Czy jest coś, czego na dzisiaj potrzebujesz?”. Na jego twarzy pojawił się bolesny, smutny uśmiech.
— Czy jest coś, czego potrzebuję?… — powtórzył pod nosem. — Gdybym odpowiedział ci szczerze, uciekłabyś od mnie jeszcze dalej.

Odłożył telefon, lecz po sekundzie ponownie pod wpływem impulsu wziął go do ręki.
— Potrzebuję, żebyś została przy mnie… — mówił cicho w przestrzeń gabinetu. — Potrzebuję usłyszeć twój głos nie dlatego, że pytasz oficjalnie o pracę. Potrzebuję wrócić do tego domu i wiedzieć, że nie odejdziesz, kiedy tylko na chwilę spuszczę cię z oczu.

Na monitorze laptopa Hancer nerwowo poruszyła dłonią, czekając na sygnał. Cihan przyglądał się jej twarzy z mieszaniną nieskończonej czułości i paraliżującego bólu.
— Potrzebuję, żeby wszystko było tak pięknie jak dawniej — dodał. — Ale tego nie da się już w żaden sposób naprawić.

Przez kilka sekund pisał dłuższą odpowiedź: „Nie musiałaś przychodzić, powinnaś odpocząć. V lodówce jest jedzenie, nie martw się o mnie.” Zatrzymał się, skasował całość. Napisał kolejne zdanie: „Dobrze, że wróciłaś.” Również je usunął. V końcu, by ukryć emocje, wybrał najchłodniejszą i najbardziej surową odpowiedź, jaką potrafił sformułować:
„Nie, dziękuję. Niczego nie chcę.”
His palec przez chwilę zawisł nad ekranem.
— Kłamca — powiedział sam do siebie z pogardą, po czym nacisnął „wyślij”.

Scena IV: Starcie dumy przez ekran komputera
Telefon Hancer zawibrował niemal natychmiast. Kobieta wyprostowała się na kanapie, otworzyła wiadomość, a słaba nadzieja, która na moment pojawiła się na jej twarzy, szybko zgasła. „Nie, dziękuję. Niczego nie chcę.” Przeczytała te słowa ponownie.
— Niczego nie chcesz?… — powtórzyła cicho, czując żal.

Zablokowała ekran, ale po sekundzie znów go odblokowała, jakby podświadomie liczyła, że pojawi się jeszcze jedno, łagodniejsze zdanie. Może Cihan dopisze, gdzie aktualnie przebywa, może zapyta, czy bezpiecznie dotarła, może choć raz pozwoli sobie pęknąć i napisać coś więcej. Nic takiego się nie wydarzyło. Hancer oparła tył głowy o kanapę.
— Nie wiem, dlaczego wciąż naiwnie oczekuję od ciebie czegoś zupełnie innego — powiedziała do pustego salonu. — Przecież za każdym razem odpowiadasz dokładnie tak samo chłodno.

Cihan słyszał te bolesne słowa przez głośniki laptopa w swoim gabinecie. Zamknął oczy z bólom.
— Ponieważ jestem skończonym tchórzem — odpowiedział jej obrazowi. — Ponieważ panicznie boję się, że kiedy wyznam ci całą prawdę, zobaczę w twoich oczach jedynie litość. A litości od ciebie za nic nie zniosę.

Hancer położyła telefon na kolanach i spojrzała w stronę wielkiego okna. Za szybą miarowo poruszały się gałęzie drzew, świat na zewnątrz tętnił normalnym życiem. Tymczasem ona siedziała zamknięta w wielkim domu, nie wiedząc, po co właściwie została wezwana.
— No i co ja mam teraz robić przez cały ten czas? — zapyła z wyraźnym zniechęceniem. Przeczesała włosy dłonią. — Nie ma go tutaj, niczego od mnie nie potrzebuje. Jedzenie jest gotowe, wszystko idealnie posprzątane… Mam siedzieć bezczynnie i tępo patrzeć na ścianę?

Vstała, przeszła kilka kroków po dywanie, po czym znowu usiadła zrezygnowana na kanapie.
— To nie ma najmniejszego sensu.

Cihan obserwował ją bardzo uważnie. Pomimo ogromnego smutku, na jego ustach pojawił się ledwie zauważalny, czuły uśmiech, kiedy zobaczył na ekranie, jak Hancer nerwowo, z przejęcia poprawia ozdobne poduszki.
— Zawsze tow robiłaś… — szepnął do monitora. — Kiedy byłaś zdenerwowana albo zagubiona, od razu porządkowałaś rzeczy, które i tak już były idealnie uporządkowane.

Na ekranie Hancer ponownie gwałtownie wstała.
— Może po prostu wrócę do siebie — powiedziała stanowczo. — Skoro niczego od mnie nie chce i nie ma go w domu, nie powinien mieć potem żadnych pretensji. — Chwyciła telefon do ręki.

Cihan w gabinecie natychmiast spoważniał, a jego ciało spięło się.
— Nie!… — wyrwało mu się z gardła. Pochylił się bliżej laptopa, jakby samą siłą swojej woli i spojrzenia mógł ją zatrzymać w salonie.

Hancer zaczęła szybko pisać wiadomość: „Skoro niczego nie potrzebujesz i nie ma cię w domu, czy mogę wrócić do siebie?”. Cihan otrzymał ją po kilku sekundach. Czytał każde słowo bardzo powoli. „Czy mogę wrócić do siebie?” – tow proste pytanie ugodziło go mocniej, niż powinno.
— Do siebie… — powtórzył z goryczą. — Czyli pod żadnym pozorem nie tutaj.

Odchylił się ciężko w fotelu. Przez moment pozwolił sobie na logiczną myśl, że powinien jej po prostu pozwolić odeść – tow byłoby rozsądne i rynkowe. Hancer nie miała tam przecież żadnego zajęcia, a on nie zamierzał wracać do dworku, dopóki ona w nim przebywała, bo za nic nie ufał samemu sobie na tyle, by stanąć z nią twarzą w twarz. Wiedział jednak z paraliżującą jasnością, że jeśli pozwoli jej teraz wyjść, ekran laptopa znów pokaże jedynie pusty, zimny salon. Dom stanie się martwy, a on zostanie sam ze stertą dokumentów, bolesnymi wspomnieniami i pytaniami, na które nie znajdował dobrej odpowiedzi. Spojrzał na monitor: Hancer stała na samym środku pokoju, czekając w napięciu. V jednej dłoni trzymała telefon, drugą mocno przyciskała do ramienia. Vyglądała na potwornie zmęczoną, lecz w jej spojrzeniu w wciąż kryło się tow dawne, łagodne światło. Cihan delikatnie dotknął ekranu opuszkami palców, tam gdzie widniała jej postać.
— To moja jedyna, żałosna szansa, by cię w ogóle zobaczyć… — powiedział cicho, a jego głos był pełen bezbrzeżnej goryczy. — Mustię się zadowolić tylko tym, Hancer. Przez ukrytą kamerę, z daleka… Bez żadnego prawa, żeby do ciebie podejść, i bez prawa, by powiedzieć ci prosto w oczy, jak potwornie tęsknię. — Obserwował, jak dziewczyna przechadza się nerwowo po salonie. — Zabawne… Kiedy byłaś blisko, na wyciągnięcie ręki, robiłem z dumy absolutnie wszystko, żeby cię od siebie odsunąć. Teraz, kiedy naprawdę bezpowrotnie mogę cię stracić, chwytam się nawet tak żałosnej możliwości, jak potajemne obserwowanie cię przez obiektyw.

Zdawał sobie doskonale sprawę, że tow, co robi, nie było właściwe ani honorowe. Powinien natychmiast wyłączyć transmisję, usunąć nagrania, wrócić jak mężczyna do domu i porozmawiać z Hancer twarzą w twarz, ponosząc pełne konsekwencje własnych decyzji. Ale nie potrafił się przełamać. Obraz na ekranie był jedyną rzeczą, która tego chłodnego dnia przynosiła jego poranionej duszy choć odrobinę spokoju.
— Jeszcze tylko kilka godzin… — wyszeptał. — Tylko tyle mi zostało.

Vziął telefon i zaczął pisać odpowiedź. Początkowo chciał wystukać: „Możesz iść”. Patrzyła na te dwa słowa, lecz duma nie pozwoliła mu ich wysłać – skasował tekst. Następnie wpisał: „Zostań, proszę”. To zdanie również natychmiast zniknęło. „Nie mogę cię prosić o nic, Hancer… Bo wtedy zapytałabyś o powód” – powiedział do siebie. V końcu stworzył wiadomość tak niezwykle surową i stanowczą, że bardziej przypominała twardy rozkaz dyrektora niż odpowiedź męża:
„Nie, nie możesz wyjść, dopóki nie miną twoje oficjalne godziny pracy.”
Nacisnął „wyślij”.

Scena V: Niewypowiedziane wyznania przez mikrofon
Hancer natychmiast zatrzymała się w pół kroku, kiedy jej telefon głośno zawibrował w dłoni. Otworzyła wiadomość, a jej brwi uniosły się wysoko w kompletnym niedowierzaniu.
— Co?! — przeczytała tekst na głos, nie kryjąc oburzenia. — „Nie, nie możesz wyjść, dopóki nie miną twoje godziny pracy”…

Spojrzała z wściekłością w stronę pustego korytarza, jakby Cihan miał za chwilę nagle pojawić się w drzwiach sypialni.
— Przecież ciebie, człowieku, nawet tutaj fizycznie nie ma!

Zaczęła pisać wściekłą odpowiedź, ale po chwili zatrzymała się, kasując słowa. Napisała kolejną wersję i znów ją usunęła, głośno fukając.
— Oczywiście! — powiedziała z potężną irytacją do pustego pokoju. — On może sobie bezkarnie znikać bez słowa, nie wracać na całą noc i ostentacyjnie ignorować moje wiadomości, ale ja pod żadnym pozorem nie mogę wyjść z tego pustego domu, bo wielkiemu panu nie minęły godziny pracy! — Usiadła ciężko na kanapie i wściekła skrzyżowała ramiona na piersi. — To nie jest żadna normalna praca, tow jest czysta kara dla mnie!

Na ekranie laptopa w gabinecie Cihan bacznie obserwował her gwałtowną reakcję. Jej gniew pod żadnym pozorem nie sprawił mu jednak satysfakcji – przeciwnie, poczuł się w duchu jeszcze gorzej i podlej. Viedział doskonale, że zachowuje się skrajnie niesprawiedliwie i egoistycznie: wcale nie potrzebował jej pomocy w domu, chciał jedynie, by dziewczyna za wszelką cenę pozostała w bezpiecznym zasięgu obiektywu kamery.
— Masz pełne, święte prawo być na mnie wściekła, Hancer… — powiedział cicho do jej cyfrowego obrazu. — Gdybyś tylko znała prawdziwy, mroczny powód mojego zachowania, byłabyś we mnie jeszcze bardziej rozczarowana.

Hancer nagle ponownie podniosła telefon, jakby chciała do niego bezpośrednio zadzwonić. Cihan na ten widok mimowolnie przesunął drżący palec w stronę swojego aparatu – całym sobą pragnął usłyszeć her żywy głos, lecz jednocześnie panicznie bał się tej rozmowy. Po chwili Hancer zrezygnowała z połączenia, rzucając aparat na poduszkę.
— Nie będę się z nim znowu kłócić przez telefon, tow bez sensu — zdecydowała głośno. — Skoro tak bardzo pragnie, żebym siedziała tutaj bez celu, będę posłusznie siedzieć.

Vstała jednak niemal natychmiast, krążąc po pokoju:
— Nie, nie będę siedzieć w miejscu, bo zaraz tu zwariuję od tych myśli!

Zaczęła nerwowo chodzić od ściany do ściany: podeszła do okna, później do regału z książkami, a następnie ponownie do kanapy. Każdy jej krok niezmiennie śledził beznamiętny, ukryty obiektyw Kam1. Nagle Hancer zatrzymała się na środku salonu i rozejrzała wokół siebie z dziwnym wyrazem twarzy – pod wpływem intuicji poczuła nagły niepokój.
— Dziwnie… Strasznie dziwnie się tutaj dzisiaj czuję… — powiedziała cicho pod nosem. — Zupełnie tak, jakby ktoś nieustannie z ukrycia na mnie patrzył…

Cihan przed ekranem laptopa momentalnie całkowicie zesztywniał ze strachu, a serce zabiło mu szybciej – przez ułamek sekundy przestraszył się śmiertelnie, że dziewczyna jakimś cudem odkryła ukrytą w dekoracji kamerę. Hancer tymczasem odwróciła się i spojrzała dokładnie w stronę obiektywu. Ich spojrzenia spotkały się idealnie za pośrednictwem cyfrowego ekranu, choć oczywiście tylko Cihan miał tego pełną świadomość. Mężczyzna zamarł przy biurku, trzymając palce na monitorze.
— Błagam cię… Spójrz na mnie w ten sposób jeszcze przez jedną krótką chwilę, Hancer… — poprosił szeptem w przestrzeń gabinetu.

Hancer po sekundzie zmarszczyła brwi i potrząsnęła głową, odwracając wzrok.
— Chyba naprawdę jestem już potwornie przemęczona tymi stresami… — Powróciła do kanapy i opadła na nią ciężko, a jej wcześniejsza wściekłość zaczęła powoli ustępować miejsca głębokiemu, cichemu smutkowi.

Zaczęła tępo wpatrywać się w swoje dłonie, próbując w duchu zrozumieć, dlaczego ta chłodna odpowiedź Cihana tak potwornie mocno ją w sercu zraniła. Przecież nie napisał jej niczego ordynarnego ani obraźliwego, nie powiedział wprost, że nie chce jej widzieć na oczy. A jednak ten lodowaty chłód jego krótkiej wiadomości z niszczycielską jasnością przypomniał jej o wszystkim, co trudnego wydarzyło się między nimi w ostatnich miesiącach: o tych wszystkich słowach, których ze strachu nigdy nie wypowiedzieli głośno, o głębokich uczuciach, które oboje tak rozpaczliwie próbowali ukryć przed światem, i o tych rzadkich momentach, w których byli blisko, a mimo tow pozwolili, by duma, lęk i cudze obrzydliwe intrygi rozdzieliły ich ponownie.
— Może… Może ty naprawdę już niczego, ani grama ode mnie nie chcesz, Cihan?… — powiedziała nienaturalnie cicho, a łza napłynęła jej do oka. — Może tow tylko ja, głupia, wciąż sobie wmawiam i wyobrażam, że gdzieś tam głęboko, pod tym całym kontrolowanym gniewem i chłodem, został jeszcze ten dawny, kochający Cihan? Ten mężczyna, który potrafił spojrzeć na mnie w taki sposób, jakbym była dla niego jedyną, najważniejszą osobą na całym świecie… Mężczyzna, który nie musiał wypowiadać ani jednego słowa, bo wszystko było idealnie widać w jego oczach…

Cihan przed ekranem laptopa całkowicie wstrzymał oddech w piersi, a ból rozdarł mu serce.
— On wciąż tu jest, Hancer… — odpowiedział jej obrazowi, a jego głos załamał się ze szlochem. — On cały czas jest w środku i umiera z tęsknoty… I tow właśnie jest w tym wszystkim mój największy, przeklęty problem.

Hancer na kanapie objęła się mocno ramionami, jakby broniła się przed chłodem dusznego domu.
— Tylko co mi z tego przyjdzie?… Skoro za każdym świętym razem, kiedy próbuję do ciebie po ludzku dotrzeć i pomóc, ty bezwzględnie zatrzaskujesz przede mną wszystkie drzwi?

Twarz Cihana na ekranie gabinetu całkowicie stężała, lecz w jego oczach błysnęły bolesne łzy, których nie był w stanie dłużej kontrolować.
— Ponieważ… Ponieważ gdybym choć raz pozwolił sobie pęknąć i wpuścił cię z powrotem do mojego serca, Hancer, to przysięgam ci przed Bogiem, że już nigdy, za żadną cenę nie pozwoliłbym ci odeść…

Vstał gwałtownie od biurka i podszedł do wielkiego okna gabinetu. Na zewnątrz Stambuł poruszał się swoim zwykłym, szybkim rytmem: samochody miarowo przejeżdżały ulicami, tłumy ludzi spieszyły do pracy, a jasne słońce pięknie odbijało się w szybach sąsiednich wieżowców. Cihan nie widział jednak niczego oprócz bolesnego odbicia własnej twarzy w szybie.
— Co… Co miałbym ci w ogóle szczerze powiedzieć, Hancer? — zapytał sam siebie w rozpaczy. — Ze każdej koszmarnej nocy wyobrażam sobie z tęsknotą, jak mogłoby wyglądać nasze prawdziwe, wspólne życie? Że wciąż słyszę w uszach dźwięk twojego pięknego śmiechu? Że nie potrafię i nie chcę weść do tamtego domu, kiedy ciebie w nim fizycznie nie ma, bo każdy pokój przypomina mi o tym, co bezpowrotnie straciłem?…

Odwrócił się gwałtownie i ponownie podszedł do laptopa. Hancer siedziała nieruchomo na kanapie, ze wzrokiem utkwionym w podłodze.
— Błagam cię… Nie smuć tej swojej pięknej twarzy… — powiedział Cihan z nieskończoną czułością, przysuwając fotel blisko ekranu. — Ja cię w końcu w pełni zrozumiałem, Hancer. Może o wiele za późno, ale zrozumiałem wszystko. Zrozumiałem idealnie każde twoje bolesne milczenie, każdy moment, w którym pospiesznie odwracałaś wzrok, żeby tylko nie pokazać mi swoich łez… Zrozumiałem każdy razy, kiedy mówiłaś mi chłodno, że nic ci nie jest, choć w środku rozpadałaś się na kawałki z bólom. — Przełknął z trudem ślinę, a łza spłynęła mu po policzku. — Zrozumiałem nawet doskonale tow, dlaczego wtedy podjęłaś decyzję i odeszłaś ode mnie. Vtedy w firmie, w swojej wściekłości, niesprawiedliwie oskarżałem cię o brak odwagi i dumy… Dzisiaj z perspektywy czasu wiem doskonale, że tow ja, i tylko ja, byłem w tym wszystkim skończonym tchórzem. To ja pozwoliłem innym ludziom i mojej matce bezczelnie decydować o naszym wspólnym życiu, i tow ja wolałem ślepo uwierzyć w ich brudne kłamstwa, zamiast bezgranicznie zaufać tobie, Hancer…

Scena VI: Wyrok sumienia w grobowej ciszy
Hancer poruszyła się lekko na jasnej kanapie, jakby jej kobieca intuicja podświadomie wyczuwała potężny ciężar jego wzroku przechodzący przez obiektyw. Sięgnęła powoli po telefon, ale pod żadnym pozorem nie napisała kolejnej wiadomości – otworzyła jedynie w aplikacji ich dawną konwersację sprzed wielu długich miesięcy. Przesuwała powoli palcem po ekranie, czytając stare wiadomości z czasów, gdy wszystko było prostsze: „Czy dotarłaś bezpiecznie do domu?”, „Pamiętaj, żeby koniecznie coś zjeść”, „Nie czekaj na mnie z kolacją, wrócę dziś bardzo późno”. Były tow na pozór krótkie, zwyczajne zdania, ale kryło się w nich miliard razy więcej autentycznej troski i miłości mężczyny niż w ich obecnych, chłodnych rozmowach. Hancer uśmiechnęła się delikatnie przez łzy na ten widok.
— Kiedyś… Kiedyś potrafiłeś sam z siebie zapytać, czy bezpiecznie dotarłam na miejsce… — powiedziała cicho do telefonu. — A teraz… Teraz nawet nie chcesz mi powiedzieć, gdzie spędzasz noc…

Cihan w gabinecie słyszał her słowa przez głośniki komputera i zamknął oczy z bólom.
— Chciałbym… Chciałbym cię o tow pytać każdego świętego dnia, Hancer… — odpowiedział jej szeptem. — Chciałbym pytać o każdy twój krok, tylko tak potwornie się boję, że odbierzesz tow jako kolejną próbę zatrzymania cię przy sobie na siłę… — Mocno zacisnął szczękę, a jego wzrok przesunął się na migający w rogu ekranu czerwony napis REC.

V tej samej sekundzie z niszczycielską siłą dotarło do jego świadomości, jak potwornie rozpaczliwy, żałosny i upokarzający był jego obecny czyn. Zamiast zdobyć się na odwagę, pojechać na miejsce i wyznać jej szczerze całą prawdę prosto w oczy, on wolał tchórzliwie ukryć się w ciemnym gabinecie korporacji i podglądać ukochaną kobicę przez ukrytą kamerę.
— Pogrzebałem swoje prawdziwe uczucia głęboko w sercu… — powiedział melancholijnym, złamanym tonem. — Przynajmniej naiwnie próbowałem je tam pogrzebać i wmówić samemu sobie, że jeśli będę wobec ciebie wystarczatująco chłodny, stanowczy i daleki, tow wszystko w końcu minie i zapomnę. — Zaśmiał się potwornie gorzko. — Nic nie minęło. Z każdym kolejnym dniem bez ciebie jest ze mną coraz gorzej… Ale ty mnie już pewnie nigdy w życiu nie zrozumiesz, Hancer… Bo ja nigdy nie będę miał śmiałości powiedzieć ci tej nagiej prawdy. Pozwolę ci do końca myśleć, że jestem potworem, że jestem całkowicie obojętny, że niczego od ciebie nie chcę i że zatrzymuję cię w tym domu wyłącznie dlatego, że tak bezwzględnie stanowią paragrafy umowy o pracę… — Jego głęboki głos zadrżał niebezpiecznie od tłumionego szlochu. — A naga prawda jest taka, Hancer, że sam widok twojej sylwetki w tym domu przez ten ekran jest jedyną rzeczą na tym świecie, która przypomina mi jeszcze, że ja kiedyś… kiedyś byłem naprawdę szczęśliwym mężczyną.

Hancer nagle otworzyła eyes, spojrzała przed siebie w przestrzeń salonu i wyszeptała z bólom:
— Cihan… Czego ty tak naprawdę, u licha, ode mnie chcesz?

Mężczyzna przed laptopem momentalnie całkowicie znieruchomiał w fotelu. To pytanie zostało wypowiedziane przez dziewczynę do pustego pomieszczenia, ale dotarło do jego uszu z pełną wyrazistością przez głośniki komputera. Przybliżył twarz do samego ekranu, patrząc na her usta.
— Ciebie… — odpowiedział bez sekundy wahania, a łzy zalały mu oczy. — Chcę tylko i wyłącznie ciebie, Hancer…

Hancer oczywiście pod żadnym pozorem nie mogła go usłyszeć.td4729
— Powiedz mi choćby ten jeden jedyny raz w życiu prawdę, Cihan… — kontynuowała z żalem dziewczyna. — Jeżeli naprawdę całym swoim sercem chcesz, żebym zniknęła na zawsze z twojego życia, tow po prostu powiedz mi tow prosto w twarz. Jeżeli jesteś na mnie o coś wściekły, powiedz mi szczerze, dlaczego. Jeżeli mnie nienawidzisz za przeszłość – też mi tow powiedz! Ale błagam cię, przestań mnie dłużej tak bezwzględnie karać tą swoją lodowatą ciszą…

Cihan drżącą ręką podniósł z biurka telefon, otworzył aplikację i zaczął szybko pisać do niej wiadomość: „Nie nienawidzę cię, Hancer.” Przez dłuższą chwilę patrzył na to zdanie, po czym dopisał z emocjami: „Nigdy w swoim życiu nie potrafiłbym cię nienawidzić, moje kochanie.” His palec zatrzymał się zaledwie milimetr nad przyciskiem wysyłania. Na ekranie monitora Hancer właśnie delikatnie otarła samotną łzę z policzka. Cihan był już o krok od naciśnięcia klawisza – był gotów pozwolić, by po razy pierwszy od wielu miesięcy prawda i miłość wydostały się poza te potężne mury chłodu, które wokół siebie zbudował. V ostatniej chwli jednak zabrakło mu odwagi: zablokował ekran i zrezygnowany odłożył telefon z powrotem na mahoniowy blat.
— Jeszcze nie teraz… — wyszeptał słabo w przestrzeń gabinetu. Nie potrafiłby samemu sobie logicznie odpowiedzieć na pytanie, na co właściwie z lękiem czekał: na odpowiedni moment, na większą odwagę, czy na jakiś wyraźny znak ze strony Hancer, że koba wciąż coś głębokiego do niego czuje. A może czekał po prostu na moment, w którym straci ją bezpowrotnie i żadna prawda nie będzie miała już znaczenia.

Scena VII: Ostatni akt miłości przez cyfrową matrycę
Hancer wstała powoli z jasnej kanapy i podeszła do wielkiego okna. Tym razem na jej twarzy nie było już widać wściekłości ani irytacji – była jedynie skrajnie smutna i śmiertelnie zmęczona tą całą sytuacją.
— Dobrze… — powiedziała cicho pod nosem. — Zostanę w tym domu posłusznie do samego końca moich godzin pracy, tak jak sobie tego kategorycznie życzysz, Cihan.

Cihan na ekranie laptopa uważnie obserwował her piękny profil.
— Dziękuję ci… — odpowiedział jej szeptem, choć wiedział doskonale, że his wdzięczność nigdy do niej nie dotrze.
— Ale pod żadnym pozorem nie zostanę tutaj dlatego, że mi tow surowo rozkazałeś w wiadomości — dodała nagle Hancer, patrząc na ogród. — Zostanę na miejscu tylko i wyłącznie dlatego, że chcę mieć stuprocentową pewność, że wrócisz do tego domu cały i zdrowy, Cihan.

Te proste, szlachetne Słowa uderzyły w Cihana z niszczycielską siłą, niszcząc jego spokój. Oparł bezsilnie łokcie na biurku i ukrył całą twarz w dłoniach, a szloch wstrząsnął jego męskimi ramionami.
— Dlaczego… Dlaczego ty wciąż, po tym wszystkim, tak bardzo się o mnie troszczysz, Hancer?… — zapytał przez łzy her cyfrowego obrazu. — Po tym wszystkim, co złego ci przez moją słabość wyrządziłem?…

Hancer, jakby podświadomie odpowiadając na jego nieme pytanie, powiedziała cicho do szyby okna:
— Może jestem po prostu głupia i naiwna… A może po prostu na tym świecie nie da się tak łatwo przestać martwić o mężczyny, który kiedyś był całym twoim światem?…td4729

Cihan uniósł gwałtownie głowę, a w jego ciemnych oczach pojawiły się rzeki łez rozpaczy.
— Ty… Ty nadal jesteś całym moim światem, Hancer!… — wykrzyknął do monitora.

Hancer odwróciła się wolno od okna i powolnym krokiem powróciła na jasną kanapę. Usiadła ciężko, podciągnęła nogi pod siebie i czule objęła ramionami swoje kolana, kuląc się w sobie. Nie miała zielonego pojęcia, że po drugiej stronie cyfrowej transmisji, w chłodnym gabinecie korporacji, td4729 Cihan siedział przed ekranem w dokładnie takim samym, bezwładnym bezruchu – jakby każde z nich w tej samej minucie rozpaczliwie czekało, aż tow drugie w końcu odważy się wykonać krok i przełamać tę duszno, dzielącą ich ciszę. Między ich ciałami znajdowały się kilometry odległości, zamknięte na klucz drzwi, bolesne, niewypowiedziane słowa i szklana matryca laptopa – a jednak w tej jednej, intymnej chwili byli sobie duchowo bliżsi i bardziej zjednoczeni niż przez wszystkie ostatnie, koszmarne miesiące rozłąki.

Hancer patrzyła w pustkę salonu, a Cihan z nieskończoną miłością patrzył na jej twarz na ekranie. Ona wiernie czekała w salonie, aż mężczyna w końcu wróci z pracy, a on panicznie bał się tam wrócić – wiedział bowiem doskonale, że jedno głębokie spojrzenie w jej załzawione eyes w ułamku sekundy doszczętnie zniszczy całą tę sztuczną, chłodną obojętność, którą tak długo i z takim trudem próbował przed nią udawać.

Czerwony symbol REC niezmiennie, miarowo pulsował w górnym rogu monitora. Ukryta kamera co sekundę sumiennie nagrywała kobicę, która w pustym domu martwiła się o życie człowieka próbującego ją od siebie na siłę odsunąć. Nagrywała również niemą, potworną tragedię Cihana Develioglu – mężczyny, który miał na ekranie techniczną możliwość zobaczenia ukochanej kobiety, lecz przez własny lęk i poczucie winy sam odebrał sobie moralne prawo, by pojechać na miejsce, otworzyć drzwi i stanąć murem obok niej.
— Błagam cię, zostań tam jeszcze przez chwilę, Hancer… — poprosił szeptem, dotykając monitora. — Nawet jeśli możesz być przy mnie dzisiaj tylko na tym chłodnym ekranie…

Hancer odłożyła telefon obok siebie na poduszkę i zmęczona cicho zamknęła eyes.
— Vróć bezpiecznie do domu, Cihan… — powiedziała szeptem, zapadając w lekki sen.
Mężczyzna delikatnie musnął opuszkami palców ekran w miejscu, gdzie widniała jej blada twarz.
— Vrócę, moje jedyne kochanie… — odpowiedział jej w przestrzeń. — Tylko sam jeszcze nie wiem, czy będę miał w sobie dość męskiej odwagi, by nacisnąć klamkę i weść do środka.

V gabinecie biurowca ponownie zapadła grobowa, ciężka cisza, ale tym razem pod żadnym pozorem nie była tow cisza pusta – była po brzegi wypełniona potężnymi uczuciami, których Cihan nie potrafił wypowiedzieć, bolesnymi pytaniami, na które Hancer nie otrzymywała od niego odpowiedzi, i tą jedną, kruchą nadzieją, której oboje pomimo cierpienia nie chcieli jeszcze całkowicie w duszy porzucić. Bo choć każde z nich próbowało na siłę przekonać samo siebie, że ich wspólna historia miłosna dobiegła już końca, wystarczyła jedna neutralna wiadomość, jedno głębokie spojrzenie przez obiektyw i jedna niewypowiedziana prośba o bezpieczeństwo, by stało się jasne jak słońce, że ich wielka miłość pod żadnym pozorem nie umarła. Ich uczucia zostały jedynie głęboko ukryte przed światem – tak samo, jak ta mała kamera w rogu salonu, jak bolesne łzy w oczach Cihana i jak ta wielka miłość, którą oboje wciąż niezmiennie nosili w swoich sercach, choć żadne z nich nie miało w sobie dość śmiałości, by przyznać się do tego jako pierwsze.

td4729

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page