Panna młoda odc.

Hanser bierze dziecko Bejzy na ręce. Jedno wyznanie może rozdzielić ją z Cihanem.

Niespodziewane pojawienie się Bejzy z nowonarodzonym dzieckiem burzy pozorny spokój w domu Dery i Hanser. Kobieta twierdzi, że przyszła jedynie po przesyłkę, lecz jej prawdziwy cel szybko wychodzi na jaw. Gdy przekazuje niemowlę swojej rywalce, Hanser nie potrafi ukryć wzruszenia. Wystarczy jedno spojrzenie na niewinną twarz chłopca, aby w jej sercu pojawiły się uczucia, które Bejza zamierza bezwzględnie wykorzystać przeciwko niej.

Jeszcze niedawno Cihan obejmował Hanser i błagał ją, aby nigdy nie zwątpiła w jego miłość. Zapewniał, że żaden człowiek ani żadna przeszkoda nie zdołają ich rozdzielić. Jednak za jego stanowczymi słowami krył się ogromny ból, strach i tajemnica, z którą nie potrafił sobie poradzić.

Teraz Bejza próbuje przekonać Hanser, że przez ich miłość niewinne dziecko dorasta bez ojca. Nazywa własnego syna sierotą, choć Cihan żyje, i sugeruje rywalce, że powinna usunąć się z jego życia. Czy Hanser poświęci własne szczęście, aby połączyć ojca z dzieckiem? Czy uwierzy w słowa Bejzy? Czy przypomni sobie przysięgę Cihana? Jedno spotkanie może sprawić, że największa miłość w jej życiu zakończy się, zanim oboje zdążą o nią zawalczyć.

W skromnie urządzonym salonie panowała cisza, która tylko z pozoru mogła wydawać się spokojna. Przez lekko rozsunięte zasłony wpadało blade, chłodne światło poranka, odbijając się od niewielkiego stołu i starych, lecz starannie wypielęgnowanych mebli. Zegar wiszący na ścianie odmierzał kolejne sekundy nieprzyjemnie głośnym tykaniem. Każde uderzenie wskazówki zdawało się przypominać siedzącym w pokoju kobietom, że prędzej czy później będą musiały porozmawiać o tym, czego obie dotąd unikały.

Dera siedziała na kanapie, trzymając w dłoniach filiżankę dawno wystygłej herbaty. Od kilku minut nie wypiła ani jednego łyka. Jej wzrok co chwilę wędrował ku Hanser, która siedziała naprzeciwko niej na drewnianym krześle. Młoda kobieta miała skrzyżowane ręce, a jej ramiona były lekko uniesione, jakby nieświadomie próbowała ochronić serce przed kolejnym ciosem.

Hanser patrzyła w podłogę. Na jej twarzy malowało się zmęczenie, które nie miało nic wspólnego z brakiem snu. Było to zmęczenie człowieka, który zbyt długo walczył o miłość, o godność i o własne miejsce w świecie. A mimo to każdego dnia budził się z pytaniem, czy cała ta walka miała jakikolwiek sens.

Dera odstawiła filiżankę na spodek.
– Nie możesz tak bez końca milczeć – powiedziała łagodnym głosem. – Wiem, że boli. Wiem też, że najchętniej zamknęłabyś drzwi i nigdy więcej nie usłyszała niczego o tamtym domu. Ale uciekanie przed pytaniami nie sprawi, że odpowiedzi znikną.

Hanser uniosła wzrok.
– A jakie odpowiedzi chciałabyś usłyszeć? Że każdej nocy zastanawiam się, czy podjęłam dobrą decyzję? Że czasami chcę pobiec do niego, a chwilę później przypominam sobie o Bejzie, dziecku i wszystkich słowach Mukadder? To też prawda.

Dera westchnęła.
– Cihan cię kocha.
– Miłość nie zawsze wystarcza.
– Mówisz tak, bo próbujesz przekonać samą siebie.

Hanser odwróciła twarz w stronę okna.
– Nie próbuję się do niczego przekonywać. Chcę tylko przestać ranić ludzi.
– A siebie możesz ranić?
– Do tego już się przyzwyczaiłam.

Dera spoważniała. W jej oczach pojawił się gniew, lecz nie był skierowany przeciwko Hanser. Była zła na wszystkich, którzy doprowadzili jej przyjaciółkę do miejsca, w którym cierpienie zaczęła uważać za coś zwyczajnego.

– Nigdy więcej tak nie mów! Człowiek nie powinien przyzwyczajać się do bólu, zwłaszcza do bólu zadanego przez ludzi, którzy twierdzą, że wiedzą, co jest dla niego najlepsze.

Hanser chciała odpowiedzieć, lecz w tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Obie kobiety zamilkły. Pierwsze uderzenie było krótkie i zdecydowane. Po chwili nastąpiło drugie, jeszcze głośniejsze.

Dera zmarszczyła brwi i spojrzała w stronę wejścia.
– Spodziewasz się kogoś?
– Może Cemila?
Hanser pokręciła głową.
– O tej porze powinien być w pracy.

Pukanie rozległo się po raz trzeci. Hanser wstała, poprawiła sweter i ruszyła w stronę przedpokoju.
– Otworzę.
– Poczekaj, może najpierw zapytaj, kto to.
– To nie twierdza.
– Po tym wszystkim powinnaś zacząć traktować każde miejsce, w którym przebywasz, jak twierdzę.

Na ustach Hanser pojawił się słaby, niemal niezauważalny uśmiech.
– Nic mi nie będzie.

Podeszła do drzwi i położyła dłoń na klamce. Przez krótką chwilę zawahała się, czując dziwny niepokój. Nie potrafiła wyjaśnić, skąd się wziął. Było to jednak wrażenie tak silne, że jej palce lekko zadrżały.

Mimo to otworzyła drzwi.

W progu stała Bejza.

Hanser znieruchomiała. Pierwszą rzeczą, którą dostrzegła, nie była twarz rywalki, lecz jasnoniebieski kocyk. Dopiero po chwili zrozumiała, że Bejza trzyma w ramionach noworodka. Dziecko spało spokojnie, wtulone w jej pierś, całkowicie nieświadome napięcia, które nagle wypełniło cały przedpokój.

Bejza wyglądała na zmęczoną, lecz starannie zadbaną. Jej włosy były ułożone, płaszcz elegancko zapięty, a na twarzy nie było śladu przypadkowości.

Nawet przyjście z dzieckiem wydawało się dokładnie przemyślanym elementem planu.

Przez kilka sekund żadna z kobiet się nie odezwała. Hanser patrzyła na dziecko, jakby zapomniała, że powinna oddychać. Bea pierwsza przerwała ciszę.

– Nie zaprosisz mnie do środka?

Ton jej głosu był chłodny, lecz nieagresywny. Właśnie ta pozorna łagodność wzbudziła w Hanser jeszcze większy niepokój.

– Co ty tutaj robisz? – zapytała.
– Przyszłam po coś, co do mnie należy.

Z salonu wyszła Dejra. Kiedy zobaczyła Beę, jej twarz natychmiast stężała.

– Tego jeszcze brakowało. Skąd wiedziałaś, gdzie jesteśmy?
– Dzień dobry również tobie.
– Oszczędź sobie uprzejmości. Pytam, skąd znasz ten adres?
– To nie jest tajemnica państwowa.
– Dla ciebie powinien być tajemnicą.

Dziecko poruszyło się w ramionach Bejzy. Kobieta spojrzała na nie i poprawiła kocyk, zasłaniając maleńką dłoń przed chłodem. Ten gest wyglądał naturalnie, czule i matczynie, pełen troski. Hanser nie potrafiła jednak zapomnieć, że Bea nigdy nie robiła niczego bez powodu.

Dea stanęła obok niej.

– Jeżeli przyszłaś tutaj szukać kłopotów, to źle trafiłaś. Możesz się odwrócić i wyjść. A jeśli nie zrobisz tego sama, pomogę ci.
– Nie przyszłam się kłócić – odpowiedziała Bejza.
– W takim razie po co przyszłaś z dzieckiem?
– Powiedziałam już. Chcę odebrać przesyłkę.

Hanser zmarszczyła brwi.

– Jaką przesyłkę?
– Paczkę, która przez pomyłkę została dostarczona pod stary adres. Dowiedziałam się, że trafiła tutaj.
– Nie widziałam żadnej paczki. Może ktoś ją odebrał za ciebie?

Deira prychnęła.

– Naprawdę uważasz, że uwierzymy, iż przyszłaś z noworodkiem przez pół miasta po paczkę?

Bejza wyprostowała się.

– Nie zamierzam tłumaczyć się z tego, jak tu dotarłam, dlaczego zabrałam dziecko ani co znajduje się w przesyłce. To nie powinno was interesować.

– Wszystko, co robisz w pobliżu Hanser, zaczyna mnie interesować – odpowiedziała Deira. – Zazwyczaj chwilę później ktoś cierpi.

Na twarzy Bejzy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.

– Zawsze byłaś jej wiernym strażnikiem.
– A ty zawsze byłaś źródłem problemów.

– Wystarczy! – przerwała im Hanser.

Jej głos nie był głośny, lecz drżał od emocji. Nadal patrzyła na dziecko. Bea zauważyła to spojrzenie i doskonale wiedziała, co ono oznaczało. W oczach Hanser nie było wrogości wobec niemowlęcia. Była w nich czułość, smutek i coś jeszcze – ukryte pragnienie życia, które mogłoby wyglądać zupełnie inaczej.

Bea spuściła wzrok na syna.

– Obudzi się, jeśli będziecie tak podnosić głos.

– To ty przyniosłaś go do obcego domu – zauważyła Deira.
– Nie jest w obcym domu.

Słowa te zabrzmiały zaskakująco poważnie.

Hanser spojrzała Bejzie prosto w oczy.

– Co to ma znaczyć?
– Nic. Po prostu chciałam powiedzieć, że jest wśród ludzi, których zna jego ojciec.

– Nie używaj Cihana jako wymówki – ostrzegła Dea.

Bea nie odpowiedziała. Ponownie spojrzała na dziecko, a jej twarz na chwilę złagodniała.

Hanser czuła, że pod pozorem zwykłej wizyty kryje się coś znacznie większego. Bea nie przyszła wyłącznie po paczkę. Być może żadnej paczki nawet nie było. Każdy jej gest, każde słowo i każde milczenie zmierzały do punktu, którego Hanser jeszcze nie potrafiła dostrzec.

Nie wiedziała również, że w tym samym czasie w innym domu Cihan po raz kolejny przeżywał jedną z najboleśniejszych chwil swojego życia.

Elegancka sypialnia tonęła w półmroku. Ciężkie zasłony były zasunięte, a jedynym źródłem światła pozostawały lampki stojące po obu stronach dużego łóżka. Złote detale mebli i ozdobne ramy obrazów podkreślały bogactwo rezydencji, lecz w tej chwili całe to piękno wydawało się martwe.

Drzwi otworzyły się i do środka wszedł Cihan. Mężczyzna wyglądał, jakby w ciągu jednego dnia postarzał się o kilka lat. Jego twarz była blada, oczy zaczerwienione, a ramiona przygarbione pod ciężarem myśli. Zatrzymał się przy drzwiach i przez chwilę stał nieruchomo, jak gdyby zapomniał, po co tu przyszedł.

Powoli zdjął czarny płaszcz. Nie zawiesił go starannie, jak robił to zwykle. Rzucił go na stojący przy ścianie fotel, po czym przeszedł kilka kroków i usiadł na skraju łóżka. Oparł łokcie na kolanach. Jego dłonie splótł tak mocno, że pobielały mu knykcie.

Przez głowę Cihana przelatywały obrazy ostatnich tygodni – twarz Hanser pełna łez, triumfujący uśmiech Bejzy, bezlitosne słowa matki i spojrzenia ludzi, którzy oczekiwali od niego decyzji. Każdy chciał, by wybrał. Każdy twierdził, że wie, co powinien zrobić. Nikt nie pytał, ile kosztuje go każdy kolejny wybór.

Cihan zamknął oczy.

– Jak do tego dopuściłem? – wyszeptał do siebie.

Nie usłyszał, kiedy drzwi ponownie się otworzyły.

Do sypialni weszła Hanser. Miała na sobie elegancki, jasnoniebieski szlafrok. Jej włosy opadały luźno na ramiona. Zatrzymała się kilka kroków od niego, obserwując jego pochyloną sylwetkę.

– Cihan… – odezwała się cicho.

Mężczyzna gwałtownie uniósł głowę. Przez moment patrzył na nią bez słowa. W jego oczach pojawiło się coś na kształt ulgi, jakby sam widok Hanser wystarczył, by uratować go przed całkowitym upadkiem.

– Myślałem, że już śpisz – powiedział.
– Słyszałam, jak wróciłeś.
– Nie chciałem cię obudzić.
– Nie spałam.

Hanser podeszła bliżej.

– Co się stało?

Cihan odwrócił twarz.

– Nic.
– Nie okłamuj mnie.
– Nie okłamuję.
– Znam cię. Wiem, jak wyglądasz, kiedy próbujesz udawać, że wszystko jest w porządku.

Cihan uśmiechnął się gorzko.

– Czy cokolwiek jeszcze jest w porządku?

Hanser nie odpowiedziała.

Usiadła obok niego, pozostawiając między nimi niewielką odległość.

– Rozmawiałeś z matką? – zapytała.

– Nie chcę teraz o niej mówić.
– Z Bejzą?
Cihan zacisnął szczękę.
– O niej również nie.
– W takim razie porozmawiajmy o nas.

Mężczyzna spojrzał na nią.

– Właśnie o nas próbuję myśleć. Bez przerwy, każdego dnia i każdej nocy próbuję znaleźć sposób, by wyprowadzić nas z tego wszystkiego. Ale gdziekolwiek się odwrócę, ktoś stawia nową ścianę.

– Może niektóre ściany da się zburzyć?
– Da się? Hanser, da się? – powtórzył głośniej.

Hanser drgnęła, więc natychmiast złagodził ton.

– Przepraszam. Nie chciałem na ciebie krzyczeć.
– Wiem.

Cihan wstał i zaczął chodzić po pokoju. Zrobił kilka kroków w stronę okna, lecz nie odsunął zasłon. Stanął z plecami do Hanser.

– Wszyscy mówią mi, kim powinienem być. Synem posłusznym matce, ojcem, który dla dziecka poświęci całe swoje życie, mężem, który naprawi małżeństwo, nawet jeśli nie ma w nim miłości, głową rodziny, która nie może okazać słabości. Ale nikt nie pyta, kim naprawdę jestem.

– A kim jesteś?

Odwrócił się.

– Człowiekiem, który cię kocha.

Hanser opuściła wzrok.

– Nie mów tego.
– Dlaczego?
– Bo za każdym razem, gdy to słyszę, zaczynam wierzyć, że możemy być szczęśliwi. A potem przychodzi rzeczywistość i przypomina mi, że nie jesteśmy sami.

– Nie pozwolę, by ktokolwiek odebrał nam szczęście.

– Dziecko nie jest „kimkolwiek”.

Cihan zamilkł.

– Nigdy tak nie powiedziałem.
– Ale ono istnieje. To twój syn. Nie możesz udawać, że jego narodziny niczego nie zmieniły.
– Nie udaję. Będę przy nim.
– Jak będziesz dzielił życie między dwa domy? Będziesz wracał do mnie, gdy skończysz odgrywać rodzinę z Bejzą? A może to ja mam czekać, aż zdecydujesz, która część twojego życia jest ważniejsza?

– Nie chcę być z Bejzą.
– Ona jest matką twojego dziecka.
– To nie czyni jej kobietą, którą kocham.
– Ale na zawsze czyni ją częścią twojego życia.

Cihan podszedł do Hanser.

– Posłuchaj mnie. Nie wiem jeszcze, jak rozwiążę wszystkie problemy. Nie obiecam ci, że jutro wszystko stanie się proste, bo byłoby to kłamstwo. Ale mogę obiecać coś innego. Nie zrezygnuję z ciebie.

– A jeśli będziesz musiał wybierać?
– Już wybrałem.
– Nie mów tak.
– Dlaczego boisz się tych słów?

Hanser wstała.

– Bo nie chcę być kobietą, przez którą dziecko straci ojca.

– Nie straci mnie.

– Bejza nigdy nie pozwoli ci być ojcem na twoich warunkach. Dobrze o tym wiesz. Będzie wykorzystywać dziecko, żeby cię zatrzymać, a twoja matka jej pomoże.

– W takim razie będę walczył z nimi obiema.

Jak długo? Tak długo, jak będzie trzeba.

– A jeśli któregoś dnia będziesz miał dość?
– Nie będę miał dość ciebie.
– Nie możesz tego wiedzieć.

Cihan patrzył na nią przez dłuższą chwilę. Następnie uniósł dłoń i delikatnie dotknął jej policzka.

– Wiem więcej, niż ci się wydaje.

Hanser chciała się odsunąć, lecz mężczyzna łagodnie chwycił ją za podbródek.

– Spójrz na mnie – poprosił.

Nie zrobiła tego.

– Hanser, proszę, spójrz mi w oczy.

Powoli podniosła wzrok. Cihan zobaczył w jej oczach strach. Nie bała się jego. Bała się nadziei, którą w niej budził. Wiedział, że zbyt wiele razy została zawiedziona, by mogła bezwarunkowo zaufać nawet największym obietnicom.

– Wątp we wszystko – powiedział. – Wątp w ludzi w tym domu. Wątp w słowa mojej matki. Wątp w każdą plotkę, którą usłyszysz. Możesz nawet wątpić w to, czy potrafię znaleźć wyjście z tej sytuacji. Ale nigdy nie wątp w moją miłość do ciebie.

W oczach Hanser pojawiły się łzy.

– Hanser, bardzo cię kocham. Bardziej, niż potrafię wyrazić. Bardziej niż kiedykolwiek kochałem kogokolwiek. Kiedy cię nie ma, ten dom staje się pusty. Kiedy milczysz, słyszę tylko własne błędy. A kiedy patrzysz na mnie tak jak teraz, wiem, że nie wybaczyłbym sobie, gdybym pozwolił ci odejść.

– Miłość do mnie może cię kosztować syna.

– Nie stawiaj się przeciwko niemu. Ty nie jesteś jego wrogiem.

– Bea właśnie tak to przedstawi.

– Bejza może mówić, co chce.

– Ludzie jej uwierzą.

– Nie obchodzi mnie, komu uwierzą ludzie.

– A mnie obchodzi, jak kiedyś spojrzy na mnie twoje dziecko.

Cong przesunął dłoń na jej kark.

– Spojrzy na ciebie i zobaczy kobietę, która uratowała jego ojca przed życiem bez miłości.

Po policzku Hanser spłynęła łza.

– Chciałabym umieć ci uwierzyć.

– Wierz mi. Choć przez tę jedną chwilę.

Przyciągnął ją do siebie. Hanser przez moment stała nieruchomo, jakby wciąż próbowała oprzeć się własnym uczuciom. Potem jej ramiona objęły go w pasie. Oparła głowę na jego klatce piersiowej i zamknęła oczy.

Cong przytulił ją mocniej. Czuł zapach jej włosów i ciepło jej ciała. Chciał zatrzymać tę chwilę na zawsze.

Jak długo? Tak długo, jak będzie trzeba.

– A jeśli któregoś dnia będziesz miał dość?
– Nie będę miał dość ciebie.
– Nie możesz tego wiedzieć.

Cihan patrzył na nią przez dłuższą chwilę. Następnie uniósł dłoń i delikatnie dotknął jej policzka.

– Wiem więcej, niż ci się wydaje.

Hanser chciała się odsunąć, lecz mężczyzna łagodnie chwycił ją za podbródek.

– Spójrz na mnie – poprosił.

Nie zrobiła tego.

– Hanser, proszę, spójrz mi w oczy.

Powoli podniosła wzrok. Cihan zobaczył w jej oczach strach. Nie bała się jego. Bała się nadziei, którą w niej budził. Wiedział, że zbyt wiele razy została zawiedziona, by mogła bezwarunkowo zaufać nawet największym obietnicom.

– Wątp we wszystko – powiedział. – Wątp w ludzi w tym domu. Wątp w słowa mojej matki. Wątp w każdą plotkę, którą usłyszysz. Możesz nawet wątpić w to, czy potrafię znaleźć wyjście z tej sytuacji, ale nigdy nie wątp w moją miłość do ciebie.

W oczach Hanser pojawiły się łzy.

– Cihan… bardzo cię kocham, Hanser. Bardziej, niż potrafię to wyrazić. Bardziej niż kiedykolwiek kochałem kogokolwiek.

– Kiedy cię nie ma, ten dom staje się pusty. Kiedy milczysz, słyszę tylko własne błędy. A kiedy patrzysz na mnie tak jak teraz, wiem, że nie wybaczyłbym sobie, gdybym pozwolił ci odejść.

– Miłość do mnie może cię kosztować syna.

– Nie stawiaj się przeciwko niemu. Ty nie jesteś jego wrogiem.

– Bea właśnie tak to przedstawi.

– Bejza może mówić, co chce.

– Ludzie jej uwierzą.

– Nie obchodzi mnie, komu uwierzą ludzie.

– A mnie obchodzi, jak kiedyś spojrzy na mnie twoje dziecko.

Cihan przesunął dłoń na jej kark.

– Spojrzy na ciebie i zobaczy kobietę, która uratowała jego ojca przed życiem bez miłości.

Po policzku Hanser spłynęła łza.

– Chciałabym umieć ci uwierzyć.

– Wierz mi. Choć przez tę jedną chwilę.

Przyciągnął ją do siebie. Hanser przez moment stała nieruchomo, jakby wciąż próbowała oprzeć się własnym uczuciom. Potem jej ramiona objęły go w pasie. Oparła głowę na jego klatce piersiowej i zamknęła oczy.

Cihan przytulił ją mocniej. Czuł zapach jej włosów i ciepło jej ciała. Chciał zatrzymać tę chwilę na zawsze.

Dea skrzyżowała ręce.

– Przejdź do rzeczy.

Bea zignorowała ją.

– Ty również kiedyś tego doświadczysz, Hanser.

Uśmiech zniknął z twarzy młodej kobiety.

– Nie wiesz tego.

– Jesteś młoda, piękna i dobra. Z pewnością spotkasz odpowiedniego człowieka.

– Spotkała – wtrąciła Dea.

Bea posłała jej chłodne spojrzenie.

– Mówię o człowieku, z którym będzie mogła zbudować własne życie. Bez cudzych dzieci, bez cudzej przeszłości i bez ciągłej walki.

Hanser spojrzała na nią.

– Powiedziałaś, że przyszłaś po paczkę.

– Przyszłam. Ale skoro już tu jestem, nie mogę udawać, że nie widzę, co się dzieje.

– Nie wiesz, co się dzieje.

– Wiem więcej, niż myślisz.

– W takim razie powiedz wprost, po co naprawdę przyszłaś.

Bea przez chwilę milczała. Następnie pochyliła się lekko do przodu.

– Najpierw spójrz mi w twarz.

– Patrzę.

– Nie. Naprawdę na mnie spójrz. Nie jak na rywalkę. Nie jak na kobietę, której nienawidzisz. Spójrz na mnie jak na matkę tego dziecka.

– Nie nienawidzę cię.

– Może powinnaś.

– Nie jesteś dla mnie na tyle ważna, żebym poświęcała ci nienawiść.

Słowa zabolały Bejzę, lecz nie pozwoliła, by było to po niej widać.

– Dobrze. W takim razie spójrz na niego. Pomyśl o tym, czego potrzebuje, zanim podejmiesz decyzję, która wpłynie na całe jego życie.

Deira zrobiła krok do przodu.

– Nie waż się obarczać jej odpowiedzialnością za twoje decyzje.

– To nie są tylko moje decyzje.

– To ty pojawiłaś się tutaj z dzieckiem, żeby wzbudzić w niej poczucie winy.

– A może po prostu pokazuję jej prawdę?

Hanser kołysała chłopca, który zaczął cicho pomrukiwać.

– Jaką prawdę? – zapytała.

Bejza odczekała kilka sekund, celowo budując napięcie.

– Od chwili narodzin ani razu nie widział swojego ojca.

Hanser zamarła.

– To niemożliwe.

– Cihan nie przyszedł do niego ani razu. Nie wziął go na ręce, nie spojrzał mu w oczy, nawet nie zapytał, czy dobrze śpi.

– Był w szpitalu.

– Mógł przyjść później.

– Może nie wiedział, gdzie jesteście?

– Wiedział.

Hanser spojrzała na dziecko.

– Dlaczego do niego nie poszedł?

– Naprawdę musisz pytać?

– Nie pozwolę ci powiedzieć, że to przeze mnie.

– Nie muszę tego mówić. Sama znasz odpowiedź.

Dea podniosła głos.

– Dość. Cihan jest dorosłym człowiekiem. Sam odpowiada za swoje wybory.

– Oczywiście – zgodziła się Bea. – Ale wszyscy wiemy, dlaczego boi się zbliżyć do syna. Obawia się, że Hanser uzna to za zdradę. Boi się, że jeśli okaże dziecku uczucia, straci kobietę, dla której porzucił wszystko.

Hanser pokręciła głową.

– Nigdy nie zabroniłabym mu widywać syna.

– Nie musisz zabraniać. Wystarczy, że istniejesz.

W salonie zapadła cisza.

Dea spojrzała na Bejzę z niedowierzaniem.

– Jesteś bezwstydna.

– A ty jesteś ślepa – odparła Bejza. – Bronisz Hanser, ale nie widzisz, że ta sytuacja zniszczy ich wszystkich. Ją, Cihana i dziecko.

– Zniszczyłaś ją ty swoimi kłamstwami.

– To nie ja sprawiłam, że Cihan jest ojcem.

– Za to zrobiłaś wszystko, żeby wykorzystać ten fakt.

– Jestem matką. Bronię przyszłości syna.

Hanser poczuła, jak chłopiec mocniej zaciska dłoń na jej palcu. Ten niewinny ruch przeszył ją bólem.

Bea mówiła dalej:

– On ma ojca, Hanser. Ojca, który żyje zaledwie kilka ulic dalej. A mimo to moje dziecko jest traktowane jak sierota. Czy uważasz, że na to zasługuje?

– Nie.

– Czy uważasz, że powinien dorastać, widując Cihana tylko przez kilka godzin w tygodniu?

– Nie wiem.

– Czy powinien kiedyś zapytać mnie, dlaczego jego ojciec wybrał inną kobietę zamiast niego?

– Cihan nie musi wybierać między mną a dzieckiem.

– To piękne słowa, ale życie nie jest takie proste. Każdego dnia będzie musiał wybierać, gdzie wróci wieczorem, z kim spędzi święta, przy czyim łóżku zostanie, kiedy dziecko zachoruje. Tobie może obiecywać, że pogodzi wszystko, ale obie doskonale wiemy, że to niemożliwe.

Hanser próbowała zachować spokój.

– Czego ode mnie oczekujesz?

Bejza spojrzała jej prosto w oczy.

– Właściwej decyzji.

– Czyli jakiej?

– Zejścia mu z drogi.

Dea gwałtownie ruszyła w jej stronę.

Dea skrzyżowała ręce. Przejdź do rzeczy. Bea zignorowała ją i zwróciła się do Hanser. Powiedziała, że ona również kiedyś doświadczy tego samego. Hanser straciła uśmiech. Bea odparła, że jest młoda, piękna i dobra, dlatego z pewnością spotka odpowiedniego mężczyznę. Dea przerwała jej, przypominając, że Hanser już spotkała miłość swojego życia. Bea odpowiedziała chłodno, że mówi o kimś, z kim będzie mogła stworzyć własną rodzinę, bez cudzych dzieci, przeszłości i nieustannej walki.

Hanser przypomniała jej, że podobno przyszła tylko po paczkę. Bea przyznała, że owszem, ale skoro już tu jest, nie może udawać, że nie widzi, co się dzieje. Gdy Hanser zażądała prawdziwego powodu wizyty, Bea poprosiła, by spojrzała na nią nie jak na rywalkę, lecz jak na matkę tego dziecka. Hanser odparła spokojnie, że nie darzy jej nienawiścią, bo nie jest dla niej aż tak ważna. Mimo to Bea poprosiła, by pomyślała o chłopcu i o tym, czego naprawdę potrzebuje.

Dea oskarżyła ją o wzbudzanie poczucia winy. Bea jednak oznajmiła, że chce jedynie pokazać prawdę. Po chwili wyznała, że od dnia narodzin dziecko ani razu nie widziało swojego ojca. Hanser zamarła. Nie mogła uwierzyć, że Cihan nie wziął syna na ręce, nie spojrzał mu w oczy i nie odwiedził go po wyjściu ze szpitala. Bea twierdziła, że wiedział, gdzie przebywają, lecz nie przyszedł, ponieważ bał się, że Hanser uzna to za zdradę.

Hanser stanowczo zaprzeczyła, że kiedykolwiek zabroniłaby mu kontaktu z synem. Bea odpowiedziała, że nie musi niczego zakazywać – wystarczy, że istnieje. Między kobietami zapadła ciężka cisza. Dea nazwała ją bezwstydną manipulatorką, lecz Bea odparła, że to właśnie obecna sytuacja zniszczy wszystkich: Cihana, dziecko i Hanser.

Trzymając chłopca na rękach, Hanser poczuła, jak malec mocniej zaciska palce na jej dłoni. Bea wykorzystała ten moment, mówiąc, że dziecko ma ojca mieszkającego zaledwie kilka ulic dalej, a mimo to wychowuje się jak sierota. Zapytała Hanser, czy uważa to za sprawiedliwe i czy chłopiec zasługuje na życie bez ojca.

Hanser próbowała przekonywać, że Cihan nie musi wybierać między nią a dzieckiem. Bea odpowiedziała, że życie zawsze zmusi go do wyborów – gdzie będzie wracał wieczorem, z kim spędzi święta i przy czyim łóżku zostanie, gdy syn zachoruje. W końcu spojrzała Hanser prosto w oczy i powiedziała, że oczekuje od niej tylko jednego – aby zeszła Cihanowi z drogi.

Dea natychmiast kazała jej wyjść, lecz Hanser poprosiła, by pozwoliła jej mówić dalej. Bea zauważyła pierwsze oznaki zwątpienia. Twierdziła, że nie robi tego dla siebie, lecz dla dziecka. Przyznała, że trudno było jej stanąć przed kobietą kochaną przez własnego męża i pokazać jej syna, wiedząc, że Hanser może widzieć w nim wszystko, o czym sama marzyła.

Hanser pobladła, lecz Bea nie przestawała mówić. Powtarzała, że kiedyś chłopiec zapyta, dlaczego ojciec wybrał inną kobietę zamiast niego. Te słowa uderzyły Hanser najmocniej. Przypomniała sobie łzy Cihana, jego zmęczenie i przysięgę, że będzie walczył o ich miłość. Jednocześnie zaczęła zastanawiać się, czy nie odbywa się to kosztem własnego dziecka.

Bea przekonywała, że żadne dziecko nie powinno być oddzielane od ojca, niezależnie od błędów dorosłych. Hanser szeptała, że nie chce nikogo rozdzielać, lecz Bea odpowiadała, iż właśnie to się dzieje. Według niej Cihan nie przychodzi do syna tylko dlatego, że boi się zranić Hanser. Gdy Hanser zaprzeczyła, Bea rzuciła wyzwanie: jeśli to nieprawda, niech udowodni to, odchodząc z jego życia.

Dea próbowała wyrzucić Beę z domu, lecz ta nie ustępowała. Powiedziała, że wystarczy spojrzeć, dokąd zaprowadziła Hanser miłość do Cihana – porwania, groźby, upokorzenia i łzy. Każde jej słowo było jak powolna trucizna sącząca się do serca młodej kobiety.

W pewnym momencie dziecko otworzyło oczy. Hanser spojrzała na jego twarz i dostrzegła w nim podobieństwo do Cihana. Delikatnie pogładziła chłopca po policzku i zapytała o jego imię. Bea odpowiedziała, że jeszcze go nie wybrano, ponieważ chciała, aby ojciec uczestniczył w tej decyzji. Dea natychmiast zrozumiała, że to kolejna zaplanowana manipulacja.

Bea przypomniała jednak, że niezależnie od jej intencji dziecko nadal pozostaje bez ojca. Dea zażądała, aby oddała jej syna, lecz Hanser nie mogła oderwać od niego wzroku. Zapytała cicho, co stanie się, jeśli naprawdę odejdzie od Cihana. Bea bez chwili wahania odparła, że wtedy Cihan wróci do rzeczywistości, stanie się prawdziwym ojcem i odbuduje więź z synem.

Dea oskarżyła ją, że od początku chodzi jej jedynie o odzyskanie Cihana. Bea odpowiedziała, że tylko Hanser może zakończyć ten konflikt, ponieważ tylko jej Cihan posłucha. Jeśli to Hanser każe mu odejść, zrozumie i zaakceptuje tę decyzję.

Hanser zapytała, czy naprawdę ma złamać mu serce. Bea odpowiedziała, że czasem człowiek musi cierpieć, aby zrobić to, co właściwe. Twierdziła, że sama przez wiele miesięcy cierpiała, patrząc, jak jej mąż kocha inną kobietę, i rodząc dziecko bez pewności, czy ojciec kiedykolwiek je zobaczy.

Hanser nie potrafiła już odróżnić prawdy od wyrachowanej gry. Wiedziała jednak, że dziecko, które trzymała na rękach, było prawdziwe, podobnie jak jego potrzeba posiadania ojca. W końcu oddała chłopca matce.

Bea otuliła syna kocykiem i powiedziała z satysfakcją, że wiedziała, iż Hanser zrozumie. Hanser odpowiedziała, że jeszcze niczego nie postanowiła. Bea stwierdziła jednak, że zna jej sumienie i właśnie dlatego przyszła do niej, a nie do kogokolwiek innego.

Przed wyjściem Bea oznajmiła, że powiedziała już wszystko. Dodała tylko, że gdy Hanser następnym razem spojrzy Cihanowi w oczy, powinna pamiętać, iż jego syn wciąż czeka, aż ojciec weźmie go na ręce. W drzwiach na jej twarzy pojawił się ledwie zauważalny uśmiech satysfakcji.

Po jej wyjściu Dea błagała Hanser, by nie wierzyła ani jednemu słowu. Hanser nie mogła jednak przestać myśleć o tym, że Cihan nigdy nie trzymał syna w ramionach. Zaczęła zastanawiać się, czy może to właśnie jej obecność uniemożliwia mu bycie ojcem.

Dea stanowczo przypomniała, że Bea nie przyszła ratować relacji ojca z dzieckiem, lecz odzyskać mężczyznę. Przyznała jednak, że chłopiec naprawdę potrzebuje ojca, ale nie oznacza to, że Cihan musi zrezygnować z miłości.

Hanser podeszła do okna i zobaczyła Beę wsiadającą do samochodu. Kobieta spojrzała jeszcze raz w stronę domu i uśmiechnęła się, jakby była pewna zwycięstwa. Hanser zasunęła zasłonę i cicho wyznała, że kiedy trzymała dziecko na rękach, myślała tylko o Cihanie i o tym, że nawet nie zna ciepła dłoni własnego syna.

Dea objęła ją za ramiona i przypomniała, że miłość nie polega na znikaniu z czyjegoś życia dlatego, że ktoś trzeci tak postanowił. To również zaufanie. Cihan wybrał Hanser, a jego syn nie miał możliwości niczego wybrać. Dlatego zamiast uciekać, powinna pomóc ukochanemu znaleźć rozwiązanie.

Hanser zamknęła oczy. W jej głowie mieszały się słowa Cihana, który błagał, by nigdy nie zwątpiła w jego miłość, oraz głos Bey przekonującej, że dziecko jest traktowane jak sierota. Rozdarta między sercem a poczuciem obowiązku poprosiła tylko o chwilę samotności.

Kiedy została sama, usiadła na krześle i spojrzała na własne dłonie. Jeszcze przed chwilą trzymała w nich syna Cihana. Drżącym głosem zapytała pusty pokój, jak ma kochać Cihana, nie krzywdząc przy tym nikogo.

Tymczasem samochód Bey odjeżdżał. Kobieta siedziała z uśpionym synem na kolanach i z każdym kilometrem coraz bardziej się uśmiechała. Wiedziała, że nie musiała zmuszać Hanser do odejścia. Wystarczyło sprawić, by uwierzyła, że rezygnacja będzie największym dowodem miłości.

Bea była przekonana, że Cihan wkrótce wróci do niej. Nie wiedziała jednak, że jego uczucie do Hanser przetrwało już kłamstwa, groźby i rozłąkę. Gdy odkryje, kto zasiał w sercu ukochanej poczucie winy, jego rozpacz może zamienić się w gniew, jakiego Bea jeszcze nigdy nie widziała.

Hanser pozostała sama z najtrudniejszą decyzją swojego życia. Nie wiedziała, że bez względu na to, co wybierze, nadchodzące wydarzenia na zawsze odmienią losy wszystkich. Dla Bey ta rozmowa była końcem. Dla Hanser dopiero początkiem najcięższej walki.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page