Panna młoda :Derya przełknęła ślinę, starając się opanować drżenie głosu

„Panna młoda” Odc. 18: Cihan i cień przeszłości – Derya odkrywa zdjęcie  ślubne z Beyzą!

— Rzeczy, których nie powinnaś szukać, zazwyczaj wyjątkowo trudno odnaleźć.

Derya przełknęła ślinę, starając się opanować drżenie głosu. — Mustimy natychmiast porozmawiać. — Ty mustisz, ja niekoniecznie. — Chodzi o tę kobicę…

Na twarzy Tahara nie drgnął żaden mięsień, lecz jego spojrzenie niebezpiecznie stwardniało. — Mówiłem ci wyraźnie w lesie, żebyś wróciła do domu i zajęła się swoim życiem. — A ja mówiłam panu, że nie zostawię tej sprawy! — Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek pytał cię o zdanie, dziewczyno.

Te Słowa sprawiły, że Derya odruchowo cofnęła się o pół kroku. Tahar patrzył na nią i nagle przed jego oczami z lodowatą jasnością pojawiła się noc, której oboje nie potrafili wymazać z pamięci.

Las tonął w niemal całkowitej ciemności. Zimny, porywisty wiatr głośno poruszał gałęziami drzew, a każdy szelest brzmiał jak czyjś złowrogi krok. Vilgotna ziemia pachniała deszczem i rozkładem. Derya siedziała pod wielkim dębem, kurczowo obejmując kolana ramionami. Jej dłonie były brudne od czarnej ziemi, włosy splątane, a na policzkach lśniły świeże łzy. Oddychała szybko, urywanymi haustami, jakby wciąż uciekała w panice, mimo że od kilku minut pozostawała w bezruchu.

Tahar kucnął tuż obok niej. — Spójrz na mnie! — powiedział szorstko, ale Derya jedynie przerażona pokręciła głową. Chwycił ją mocno za podbródek i uniósł jej twarz. — Spójrz na mnie, Derya! Kobieta spojrzała na niego z dzikim przerażeniem w oczach. — Ona tam była… — wyszeptała, drżąc na całym ciele. — Przysięgam na wszystko, że ona tam była! — Kto? — Ta biedna dziewczyna, Yonka! Leżała bezwładnie na dnie dołu… Vidziałam ją na własne oczy! — Było ciemno, Derya. Jesteś po prostu w skrajnym szoku. Ogromny strach potrafi pokazać człowiekowi rzeczy, których w rzeczywistości nie ma.

Derya zaczęła gwałtownie kręcić głową, nie dając sobie wmówić kłamstwa: — Słyszwałam wyraźnie her słaby głos! Vołała o pomoc… Szeptała moje imię! Tahar, błagam… Mężczyzna nagle całkowicie zamilkł. Przez moment uważnie obserwował jej twarz, jakby próbował profesjonalnie ocenić, czy koba mówi prawdę, czy rzeczywiście traci kontakt z rzeczywistością pod wpływem stresu. Położył jej ciężką dłoń na ramieniu. — Ty idź stąd natychmiast, siostro. Resztą spraw ja się osobiście zajmę. — Nie zostawię cię tutaj samej… — Zostawisz, i tow w tej sekundzie. — A jeśli ona tam umiera, jeśli wciąż żyje?! — Powiedziałem wyraźnie: ja się tym zajmę, Derya. Błagam cię, idź stąd! — rozkazał, lecz po chwili celowo złagodził ton, by ją uspokoić. — Posłuchaj mnie uważnie: jesteś w głębokim szoku po wypadku. Nie pomożesz teraz ani jej, ani tym bardziej sobie. Vróć natychmiast do mieszkania, umyj twarz i zachowuj się przed mężem tak, jakbyś nigdy w życiu w tym lesie nie była. — Nie potrafię… — Będziesz mustiała.

Derya spojrzała z przerażeniem w stronę ciemnego wykopu między gęstymi drzewami. — Obiecaj mi… Obiecaj mi przed Bogiem, że jej tam nie zostawisz na pewną śmierć! — Obiecuję, że zrobię dokładnie tow, co uważam za konieczne.

Nie była tow odpowiedź, której oczekiwała, ale nie miała siły na dalszą dyskusję. Podniosła się z ziemi, zachwiała na nogach, lecz Tahar mocno chwycił ją za łokieć, stabilizując jej krok. — Idź cały czas prosto, aż dojdziesz do asfaltowej drogi — polecił jej chłodno. — Pod żadnym pozorem nie odwracaj się za siebie i z nikim nie rozmawiaj. — A pan? — Ja zostanę tutaj i skończę robotę. — Dlaczego… Dlaczego mi właściwie pomagasz?

Tahar uśmiechnął się dziwnie, bez cienia jakiejkolwiek radości. — Kiedyś, przed laty, ktoś nie zadał mi tego pytania w podobnej sytuacji. Dzięki temu do dziś żyję na tym świecie. Teraz ty zrób dla mnie dokładnie tow samo i znikaj.

Derya odwróciła się i odeszła, a jej sylwetka szybko zniknęła w gęstwinie między drzewami. Tahar zaczekał w bezruchu, aż odgłos jej szybkich kroków całkowicie ucichnie w oddali. Następnie podniósł z ziemi mocną latarkę, włączył ją i ruszył zdecydowanym krokiem v stronę wykopu. Dół był głęboki – świeżo usypana, wilgotna ziemia tworzyła po bokach nieregularne, wysokie kopce. Ktoś przygotował tow miejsce z pełnym rozmysłem: nie było tow przypadkowe zagłębienie terenu ani ślad po pracach leśników. Kształt wykopu nie pozostawiał żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości – do złudzenia przypominał świeży grób.

Tahar stanął na samej krawędzi i skierował mocny snop światła latarki prosto w dół. Momentalnie mocno zmarszczył brwi, a jego twarz stężała. Dół był całkowicie pusty. — Co jest, do diabła?!… — mruknął pod nosem.

Przesunął powoli światło po pionowych ścianach wykopu. V gliniastej ziemi wyraźnie widoczne były desperackie ślady ludzkich dłoni, a na jednym z boków znajdowały się głębokie zadrapania od paznokci. Na samym dnie leżał porzucony kawałek materiału, ale nie było tam ani ciała, ani rzekomej rannej kobiety. Tahar wskoczył sprawnie do środka, schylił się, podniósł skrawek i przyjrzał mu się uważnie. Była tow część jasnej, kobiecej sukienki, potwornie poplamiona leśnym błotem i świeżą krwią. — Vięc jednak naprawdę tu byłaś… — powiedział cicho do siebie, patrząc w mrok nocy.

Jeśli ranna Yonka zdołała jakimś cudem o własnych siłach wydostać się z tego głębokiego wykopu, pod żadnym pozorem nie mogła odeść daleko. Była ciężko ranna, skrajnie osłabiona i prawdopodobnie co chwilę traciła przytomność. Tahar wspiął się sprawnie na powierzchnię. — Ta koba chyba całkowicie oszalała… — powiedział pod nosem, mając na myśli przerażoną Deryę. — Słyszy głosy, widzi trupy, których nie ma… td4729 Mustię natychmiast doprowadzić ją do porządku, zanim swoim wścibstwem ściągnie na nas wszystkich potworne kłopoty.

Chwycił porzuconą w zaroślach łopatę, lecz pod żadnym pozorem nie zaczął zasypywać pustego dołu. Zamiast tego ruszył ostrożnie w głąb ciemnego lasu, podążając wprawnym okiem za ledwo widocznymi na liściach śladami krwi. Po kilkunastu minutach intensywnych poszukiwań znalazł ją. Yonka leżała bezwładnie ukryta za wielkim, przewróconym pniem drzewa – była skulona i całkowicie nieruchoma. Jej oddech był tak przerażająco słaby, że Tahar przez ułamek sekundy był święcie przekonany, iż przybył za późno i koba nie żyje. Pochylił się nad nią szybko. — Otwórz oczy! Słyszysz mnie?

Brak jakiejkolwiek reakcji. Przyłożył dwa palce do jej szyi i po chwili poczuł słabe, ledwo wyczuwalne tętno. — Narobiłaś w tę noc mnóstwo zamieszania, dziewczyno… — powiedział cicho. — A nawet nie masz pojęcia, ilu wpływowych ludzi może przez twoje gadanie zginąć.

Yonka poruszyła słabo ustami, a z jej gardła wydobył się cichy, bolesny jęk. Tahar spojrzał w stronę drogi, w którą odeszła Derya. Następnie bez wahania zdjął swój płaszcz, szczelnie okrył nim zakrwawioną kobicę, wziął ją ostrożnie na ręce i ruszył v stronę swojego samochodu. I właśnie wtedy podjął ostateczną decyzję, która miała wkrótce związać ich wszystkich nierozerwalnym węzłem strachu, mrocznych tajemnic i bolesnych kłamstw.

Wspomnienie zniknęło v ułamku sekundy. Tahar ponownie patrzył na Deryę stojącą przed nim w progu domu numer 89. — Vejdź natychmiast do środka — rozkazał szorstko. — Najpierw mi powiedz, czy ona żyje! — Powiedziałem: wejdź!

Derya zawahała się przez moment, czując, jak strach paraliżuje jej ruchy, ale ostatecznie przekroczyła próg. Tahar gwałtownie rozejrzał się po opustoszałej ulicy, upewniając się, że niki z sąsiadów ich nie obserwuje. Dopiero wtedy wszedł, zamknął ciężkie drzwi i przekręcił klucz w zamku. Ten głośny dźwięk sprawił, że Derya momentalnie poczuła się jak w śmiertelnej pułapce bez wyjścia. — Dlaczego zamykasz drzwi na klucz? — zapytała spanikowana. — Bo wyjątkowo nie lubię nieproszonych, wścibskich gości. — Ja też jestem dla pana nieproszonym gościem… — Ty nie jesteś zwykłym gościem, Derya. Ty jesteś potężnym problemem, który na własne życzenie właśnie wszedł do mojego domu.

Mężczyzna ruszył szybkim krokiem przed siebie długim korytarzem. Derya podążyła tuż za nim, mijając starannie ustawione, drogie meble i ciemne, niepokojące obrazy wiszące na ścianach. V całym domu panował specyficzny, duszący chłód, choć na zewnątrz nie było szczególnie zimno. Veszli do przestronnego salonu i Derya od razu dostrzegła kobicę leżącą bezwładnie na błękitnej kanapie. Yonka była szczelnie, po samą szyję przykryta grubym kocem – spod materiału wystawała jedynie jej śmiertelnie blada twarz i posklejane kosmyki rudych włosów. Vyglądała tak nienaturalnie nieruchomo, że można było pomyśleć, iż koba nie żyje. — Yonka… — wyszeptała zszokowana Derya.

Podeszła szybko do sofy i usiadła ostrożnie na jej samym brzegu. Zdjęła płaszcz, położyła go obok siebie, a następnie z wielką czułością dotknęła dłoni nieprzytomnej kobiety. Skóra Yonki była lodowata. — Czy ona… Czy ona wciąż ani razu nie otworzyła oczu? — zapytała, odwracając się do gospodarza. Tahar usiadł wygodnie w skórzanym fotelu naprzeciwko kanapy, bacznie obserwując każdy jej ruch. — Nie, ani razu. Poruszyła się tylko lekko w środku nocy i wymamrotała pod nosem kilka nieskładnych słów, których za nic nie mogłem zrozumieć. td4729 — Co dokładnie próbowała powiedzieć? — Przed chwilą ci powiedziałem, dziewczyno, że nie zrozumiałem ani słowa.

Derya z bólom przyjrzała się twarzy Yonki: na jej skroni widniał potężny, fioletowy siniec, na szyi wyraźne, czerwone ślady po duszeniu, a dolna warga była głęboko rozcięta. — Ona panicznie potrzebuje profesjonalnego lekarza, Tahar! — Nie ma mowy. — Jak tow: nie?! — Derya podniosła wzrok, pełna oburzenia. — Czy pan, na miłość boską, nie widzi, w jakim ona jest tragicznym stanie?! — Vidzę tow miliard razy lepiej niż ty, Derya. — V takim razie nie zwlekajmy, zabierzmy ją natychmiast do najbliższego szpitala! — Nigdzie jej pod żadnym pozorem nie zabierzemy. — Ona może mieć poważne obrażenia wewnętrzne! Może w każdej chwili umrzeć na tej kanapie! — Nie umrze. — Skąd pan może mieć taką pewność?! — Bo jeszcze oddycha.

Derya wstała gwałtownie z kanapy, tracąc cierpliwość. — To nie jest żadna odpowiedź! Tahar uniósł na nią swoje lodowate, pozbawione emocji spojrzenie, od którego ciarki szły po plecach. — Nie waż się podnosić głosu w moim własnym domu, Derya. — A co mam, u licha, robić?! Siedzieć spokojnie w fotelu i patrzeć bezczynnie, jak ta skrzywdzona koba umiera na twoich oczach?! — Masz dokładnie nic nie robić. To jest najlepsze i najbezpieczniejsze, co potrafisz w swojej sytuacji zrobić. Nic. V lesie tamtej nocy jacyś ludzie prawie pochowali ją żywcem w dole. Ma rany na całym ciele, jest nieprzytomna, a pan mi bezczelnie każe stać z boku?! — Dokładnie tak ci każę. td4729

Derya gwałtownie odwróciła się v stronę drzwi wyjściowych i wyciągnęła z kieszeni telefon. — V takim razie ja sama w tej sekundzie zadzwonię po karetkę i policję!

Tahar powoli wstał ze swojego fotela. Nie krzyknął, nie wykonał żadnego gwałtownego ani agresywnego ruchu – wystarczyło jednak, że w ułamku sekundy wyrósł przed nią na drodze, całkowicie blokując wyjście z salonu. Jego potężna sylwetka była jak mur. — Schowaj ten telefon do kieszeni, Derya. Natychmiast. — Odsuń się od mnie! — Nie zmuszaj mnie, dziewczyno, żebym musiał swoje słowa powtarzać dwa razy. — Nie będziesz mi tu rozkazywał! — Już tow robię. A ty w tym dworku żyjesz i oddychasz tylko i wyłącznie dlatego, że na razie posłusznie mnie słuchasz.

Derya całkowicie zamarła z przerażenia, a her gardło ścisnął paraliżujący strach. Spojrzała mu prosto w chłodne oczy, próbując rozpaczliwie znaleźć w nich choćby cień żartu czy bluffu – nie znalazła niczego poza bezwzględnym, śmiertelnym ostrzeżeniem. — Pan… Pan mi bezczelnie grozi? — Ja ci tylko z czystej życzliwości tłumaczę realną sytuację, w jakiej się znalazłaś. — To brzmi jak jednoznaczna groźba karalna! — Prawdziwe groźby są dla słabych ludzi, których chcę jedynie nastraszyć, Derya. A ty przecież już jesteś przerażona do granic możliwości.

Przez kilka koszmarnych sekund żadne z nich się nie odezwało. V salonie słychać było jedynie miarowe, głośne tykanie ściennego zegara oraz cichy, nienaturalnie nierówny oddech śpiącej Yonki. Derya, trzęsąc się z nerwów, powoli schowała telefon z powrotem do głębokiej kieszeni płaszcza. — Dobrze… — powiedziała cicho. — Nie zadzwonię nigdzie, ale musi mi pan w końcu rzetelnie powiedzieć, co się tam wydarzyło. — Niczego nie muszę, Derya. — Tahar, ona może się z tego stanu nigdy nie obudzić! — Obudzi się, kiedy jej osłabione ciało będzie na tow w pełni gotowe. A jeśli nie… Vtedy wszyscy będziemy mieli zupełnie inny, poważny problem na głowie.

Derya ze smutkiem spojrzała na leżącą Yonkę, a potem ponownie na mężczyny. — Moglibyśmy ją chociaż potajemnie przenieść w jakieś inne, bezpieczniejsze miejsce. Jeśli tak panicznie boisz się kliniki i policji, możemy ją podrzucić i zostawić przed drzwiami jakiejś małej przychodni na obrzeżach… Albo… — zawahała się na moment — albo odwieźć ją z powrotem dokładnie tam, gdzie ją w nocy znalazłeś: na ulicę. Ktoś z przypadkowych przechodniów ją zauważy i wezwie pomoc legalnie.

Tahar roześmiał się cicho pod nosem, lecz w tym dźwięku nie było ani grama wesołości – był tam czysty cynizm. — Vyrzucić ją bezwzględnie na ulicę jak worek śmieci? No, no. — Nie powiedziałam tego w ten sposób! — Powiedziałaś dokładnie tow, kieto. Najpierw zgrywasz tu wielką bohaterkę, która chce ratować ludzkie życie i płacze nad jej losem, a chwilę później bez mrugnięcia oka proponujesz zostawić ją nieprzytomną na chodniku przed szpitalem, byle tylko pozbyć się problemu. Zdecyduj się w końcu, kim ty właściwie chcesz być w tej historii, Derya.

Te Słowa uderzyły w Deryę mocniej i celniej, niż chciała przed samym sobą przyznać – obnażyły her własny egoizm i strach przed konsekwencjami. — Ja tylko chcę… Chcę po prostu, żeby ona przeżyła. — Nie, ty po prostu chcesz za wszelką cenę uciszyć własne wyrzuty sumienia. — Pan mnie w ogóle nie zna! — Znam ludzi twojego pokoju aż nader dobrze, Derya. Vchodzicie bezczelnie z butami w cudze, skomplikowane życie, bo wasza chora, babska ciekawość nie pozwala wam spokojnie spać w nocy. Potem, kiedy sytuacja robi się naprawdę śmiertelnie niebezpieczna i zaczynają latać kule, nazywacie swój paniczny strach szlachetną troską o bliźniego.td4729

Derya ponownie usiadła na brzegu kanapy, próbując zmienić front: — Skoro jesteś taki mądry, tow powiedz mi: czego ty sam się w tej sprawie tak potwornie boisz? — Ja się pod żadnym pozorem niczego nie boję, kieto. — Każdy człowiek na tym świecie czegoś się boi, Tahar. — Ludzie, którzy w moim fachu pozwalają sobie na luksus strachu, wyjątkowo krótko żyją. — To dlaczego, u licha, ją uratowałeś i przyniosłeś na rękach do swojego domu? — Pytanie zawisło w powietrzu, a Tahar na moment odwrócił wzrok w stronę okna. — V lesie sam mi uroczyście powiedziałeś, że zajmiesz się całą resztą — kontynuowała pewniej Derya. — Mogłeś przecież bezkarnie odeść w swoją stronę, mogłeś po prostu zasypać pusty dół ziemią i udawać przed całym światem, że niczego nie widziałeś. Zamiast tego zadałeś sobie trud, przemyciłeś ją tutaj i ukrywasz. Dlaczego? Zrobiłeś tow z czystej litości? Nie używaj wobec mnie wielkich słów. Może jednak pod tą maską bandyty wcale nie jesteś taki bezwzględny, jak za wszelką cenę próbujesz przed wszystkimi wyglądać?

Tahar błyskawicznie odwrócił się i posłał jej spojrzenie tak ostre, że aż zamarła. — Nigdy więcej, słyszysz mnie, kieto? Nigdy więcej nie próbuj mnie oceniać ani analizować moich motywów. — V takim razie sam mi tow logicznie wyjaśnij!

Mężczyzna podszedł powoli do wielkiego okna salonu. Przez chwilę w milczeniu obserwował szarą wodę widoczną pomiędzy ciasno ustawionymi budynkami dzielnicy. V oddali na horyzoncie przesuwał się powoli wielki statek handlowy, pozostawiając za sobą długą, białą smugę piany. — Yonka od kilku miesięcy pracowała dla mnie — powiedział w końcu niespodziewanie. Derya mocno zmarszczyła brwi, zaskoczona. — Pracowała? U ciebie? — Była stróżem w jednym z moich magazynów na peryferiach. — Stróżem?… Ona? Przecież ona wygląda na kobicę, która ledwo potrafi obronić samą siebie przed silniejszym wiatrem! Dlaczego cię tow tak dziwi? Vygląd zewnętrzny ludzi wyjątkowo często kłamie na ich temat. — Tahar wrócił powoli do swojego fotela i usiadł. — Spotkałem ją przypadkiem kilka miesięcy temu. Siedziała skulona na przystanku autobusowym w szczerym deszczu. Nie miała przy sobie ani grosza, żadnych dokumentów tożsamości ani miejsca, do którego mogłaby bezpiecznie wrócić. Przez dwa dni nic nie jadła, była na skraju wycieńczenia. — I ty… Ty tak po prostu, bezinteresownie postanowiłeś jej pomóc? — Ja pod żadnym pozorem nie pomagam ludziom bezinteresownie, Derya — uciął chłodno. — Potrzebowałem pilnie kogoś zaufanego i dyskretnego do pilnowania obiektu, kogoś, kto nie rzuca się w oczy. Ona rozpaczliwie potrzebowała dachu nad głową i ochrony. Zawarliśmy prostą umowę biznesową. — Powiedziała ci wtedy, przed kim tak panicznie ucieka? — Nie od razu, była zbyt zastraszona. Przed swoim rodzonyn mężem.

Tahar ponuro skinął głową. — Jej mąż tow skończony tyran i psychopata – człowiek, który uważa, że żona jest jego prywatną własnością i rzeczą, którą może rozporządzać. Najpierw zabrał jej podstępem wszystkie oszczędności, potem zamknął w domu i kategorycznie zabronił jakichkolwiek kontaktów ze światem. Kiedy w końcu spróbowała desperacko uciec, pobił ją tak potwornie, że przez bite dwa tygodnie nie była w stanie o własnych siłach wstać z łóżka.

Derya z bólom i współczuciem spojrzała na sine ślady wokół szyi nieprzytomnej dziewczyny. — To… To ten potwór jej tow zrobił w lesie? — Prawdopodobnie tak. — Jak tow: „prawdopodobnie”? Przecież musisz tow wiedzieć na sto procent! — Nie widziałem na własne oczy, kto ją zaatakował i wrzucił do tego dołu, Derya. Ale moje podejrzenia są jasne. Jednak podejrzenia są bezpieczne i wartościowe tylko dopóty, dopóki nie wypowie się ich głośno przy niewłaściwej osobie.

— Kim… Kim jest ten człowiek? Jak on się nazywa? — zadała kolejne pytania Derya. — Czy on wie, gdzie ty mieszkasz i gdzie ukrywasz Yonkę?

Tahar pochylił się gwałtonie do przodu, a jego twarz znalazła się blisko jej twarzy. — Powiedziałem ci wyraźnie na samym początku: jeśli masz w tej swojej głowie choćby gram rozumu i instynktu samozachowawczego, pod żadnym pozorem nie będziesz się w tę brudną sprawę mieszać! — Ale ja już, na miłość boską, jestem w nią głęboko zamieszana! Vwidziałam ten dół! — Nie stałaś na samym środku tej historii, Derya. Vciąż miałaś idealną szansę, by po prostu odwrócić się na pięcie i bezpiecznie wycofać. To ty na własne życzenie przyszłaś pod ten adres i sama dobrowolnie przekroczyłaś próg mojego domu! — Przyszłam, bo widziałam ją zakopaną w grobie! Nie mogłam spokojnie spać! — Vwidziałabyś w życiu znacznie mniej problemów, kieto, gdybyś w porę nauczyła się profesjonalnie patrzeć w zupełnie inną stronę.

Derya ze smutkiem spuściła głowę. Po chwili ponownie delikatnie dotknęła dłoni leżącej Yonki i w tym samym ułamku sekundy poczuła pod palcami lekki, ledwo zauważalny ruch palców dziewczyny. — Tahar… — szepnęła przejęta. Mężczyzna natychmiast zerwał się z fotela i podszedł blisko. — Co? Ona się poruszyła?

Derya nachyliła się nisko nad nieprzytomną: — Yonka… Słyszysz mój głos? Błagam cię, otwórz oczy!

Powieki Yonki zaczęły gwałtownie drżeć, a z jej rozciętych ust wydobył się słaby, charczący jęk. — Spokojnie, maleńka… — powiedziała łagodnie Derya. — Vszystko jest w porządku, jesteś już całkowicie bezpieczna.

Tahar w ułamku sekundy chwycił Deryę brutalnie za ramię i silnym ruchem odciągnął ją daleko od kanapy. — Nie waż się mówić jej takich bzdur! — Co pani robi?! Puść mnie! Dlaczego nie mogę jej powiedzieć, że jest bezpieczna?! — Bo nie masz zielonego pojęcia, kieto, czy tow jest chociaż w jednym procencie prawda!

Yonka gwałtownie poruszyła głową na poduszce, a jej oddech stał się nienaturalnie szybki i świszczący. — Nie… Nie… — wyszeptała w panice. Derya pomimo zakazu ponownie spróbowała zbliżyć się do łóżka: — Yonka, to ja, Derya! Widziałam cię tamtej nocy w lesie, uratowaliśmy cię!

Dziewczyna nagle szeroko otworzyła oczy – były pełne dzikiej, nieokiełznanej paniki. Spróbowała gwałtownym ruchem podnieść się na łokciach, lecz potworny ból momentalnie przeszył jej całe pokiereszowane ciało: krzyknęła cicho i bezwładnie opadła z powrotem na poduszkę, trzęsąc się. — Nie… Nie dotykajcie mnie!… — wydusiła z trudem, łapiąc powietrze. — Niki cię tutaj nie skrzywdzi, przysięgam ci — zapewniła gorączkowo Derya.

Yonka powoli przeniosła swój spanikowany wzrok na stojącego w milczeniu Tahara i her twarz pobladła jeszcze bardziej, jeśli tow w ogóle było możliwe. — On… On mnie na pewno znajdzie… — wyszeptała z bólom. — Kto, Yonka? — zapytała szybko Derya. — Twój mąż? — Nie wypowiadaj jego imienia!… — warknął ostrzegawczo Tahar, podchodząc do kanapy. Narzucił jej gruby koc z powrotem na ramiona. — Mustisz natychmiast odpoczywać, nie rozmawiaj. — Zamknąłeś… Zamknąłeś na klucz wszystkie drzwi wejściowe? — zapytała słabo dziewczyna, trzęsąc się pod kocem. — Tak, wszystko jest pozamykane. — Wszystkie?… Okna też? — Tak, okna też są zabezpieczone, uspokój się w końcu.

Yonka przymknęła zmęczone powieki, a po jej bladym policzku spłynęła samotna łza, mieszając się z zaschniętą krwią. — Nie powinnam była nigdy uciekać z tamtego domu… — wyszeptała w rozpaczy. — Teraz ten potwór bezlitośnie skrzywdzi każdego człowieka, który odważył się mi pomóc…

Derya poczuła, jak po jej plecach przebiega lodowaty dreszcz strachu. Słowa te brzmiały jak ostateczny wyrok. — Kim… Kim jest ten człowiek, Tahar? — odwróciła się do mężczyny. Tahar spojrzał na nią z wściekłością. — Vystarczy! Nie słyszałaś, co przed chwilą powiedziała? Ona się go panicznie boi! I właśnie dlatego nie mam zamiaru tolerować w tym pokoju twoich durnych pytań. — Mustimy natychmiast powiadomić policję, oni mają obowiązek ją chronić!

Yonka nagle, niespodziewanie wyciągnęła kościstą dłoń spod koca i z zaskakującą, desperacką siłą chwyciła Deryę za nadgarstek. — Nie! — wydusiła głośno i stanowczo. — Żadnej policji, błagam cię! — Ale dlaczego? Oni mogą postawić wokół tego domu ochronę… — Niki na tym świecie nie jest w stanie mnie przed nim skutecznie ochronić, dziewczyno! Mustisz tow wreszcie zrozumieć! — Ale mustimy chociaż spróbować legalnie… — td4729 Ty nic, kompletnie nic nie rozumiesz! — Palce Yonki zacisnęły się na przedramieniu Deryi tak mocno, że aż wbili się paznokcie. — On wszędzie, w każdym urzędzie i komisariacie ma swoich płatnych ludzi! Jeśli on się dowie, że ja jakimś cudem przeżyłam tamtą noc w lesie i uciekłam z grobu, wróci tu natychmiast. I nie przyjdzie tylko po mnie – z zimną krwią zabije każdego człowieka, który mnie wtedy widział i odważył się mi pomóc! Rozumiesz tow wreszcie?!

Derya przerażona spojrzała na stojącego obok Tahara. — Czy… Czy tow, co ona mówi, tow jest naga prawda? — To jest wystarczająco prawdziwe, kieto, żebyś w tej samej sekundzie zabrała swój płaszcz i posłusznie wróciła do swojego męża — odpowiedział chłodno Tahar. — Ja… Ja nie mogę jej tak po prostu zostawić w tym stanie… — Nie masz już żadnego innego wyboru. — Zostanę tutaj z nią, dopóki nie odzyska pełni sił fizycznych! — Masz w domu męża, Cemila, który zapewne od wielu godzin odchodzi od zmysłów i szuka cię po całym mieście.

Na samo wspomnienie imienia swojego męża Derya poczuła nagłe, bolesne ukłucie potężnego poczucia winy. V jednej sekundzie wyobraziła sobie jego zmartwioną twarz, tow przygotowane z miłością śniadanie, które zignorowała, i telefon, którego celowo i z premedytacją nie odbierała przez cały poranek. — Cemil… Cemil pod żadnym pozorem nie może się o tej sprawie dowiedzieć — powiedziała cicho. — No proszę, wreszcie ta twoja dumna głowa zrozumiała coś istotnego — zaśmiał się cynicznie Tahar. — Vszyscy wy, żałośni ludzie, mówicie dokładnie tow samo, piękne zdanie, tuż przed tym, zanim zaczniecie bezczelnie kłamać prosto w oczy osobie, którą rzekomo tak bardzo kochacie. — Nie mieszaj Cemila do tych brudnych spraw, Tahar! — To nie ja go w to wciągam, kieto, to ty sama go mieszasz! Każda kolejna godzina twojej tajemniczej nieobecności w mieszkaniu sprawia, że on będzie ci zadawał coraz więcej pytań, na które nie znajdziesz dobrej odpowiedzi.

Derya popatrzyła z bólom na Yonkę – koba ponownie zamknęła zmęczone eyes, jej desperacki chwyt na nadgarstku całkowicie osłabł, a bezwładna dłoń opadła na koc. Tahar wrócił powoli na swój fotel, pochyliła się do przodu i oparł łokcie na kolanach, patrząc na Deryę wzrokiem pełnym ostatecznego wyrachowania. — Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie, Derya — powiedział niezwykle cicho. — Przeżyłem na tym brutalnym świecie tyle lat tylko i wyłącznie dlatego, że nigdy, pod żadnym pozorem nie zadawałem ludziom zbędnych pytań. Kiedy widziałem zamknięte na cztery spusty drzwi, nie próbowałem ich z ciekawości otwierać wytrychem. Gdy słyszałem w ciemnej ulicy przeraźliwy krzyk, najpierw pięć razy kalkulowałem w duchu, czy na pewno chcę wiedzieć, skąd dokładnie dochodzi i kto go wydaje. Dzięki tej prostej zasadzie wciąż tu siedzę żywy naprzeciwko ciebie.

Derya dumnie uniosła podbródek, choć całe jej ciało drżało ze strachu: — To nie jest żadne prawdziwe życie, Tahar. To jest czysta wegetacja i ciągłe, niewolnicze ukrywanie się przed własnym cieniem. — Człowiek martwy, leżący w dole pod ziemią, nie ma już absolutnie żadnej możliwości, by narzekać na sposób, w jaki przeżył swoje życie, dziewczyno. Zapamiętaj tow sobie. — Czyli… Czyli mam po prostu jak gdyby nigdy nic wrócić do mieszkania, usiąść z mężem przy stole i udawać przed nim, że nigdy w życiu tej kobiety nie widziałam? — Tak, dokładnie tow masz zrobić. — Mam wymazać z pamięci las, pusty grób i her krew na moich dłoniach?! — Tak. Masz o wszystkim całkowicie zapomnieć. — A jeśli ten jej psychopatyczny mąż w końcu ją pod tym adresem znajdzie, co wtedy?! — Vtedy ja się tym osobiście zajmę, kieto. Dokładnie tak samo, jak zająłem się sprawą poprzedniej nocy.

Tahar mocno zmarszczył brwi i zbliżył się do niej tak blisko, że czuła jego oddech na twarzy. — Uważaj na swoje kroki, Derya. Nie mam zielonego pojęcia, czy w ogóle mogę ci w tej sprawie zaufać. — Nie musisz mi ufać! — td4729 Nie muszę, ale ty mustisz z lodowatą jasnością rozumieć nieuchronne konsekwencje. — Mężczyzna wyprostował się i spojrzał na nią z góry. — Ludzka ciekawość jest dokładnie jak naostrzona łopata, Derya. Człowiek bierze ją bezmyślnie do ręki, bo chce jedynie odkryć jedną, małą, niewinną tajemnicę sąsiada. Kopie raz, drugi, trzeci… Vydaje mu się naiwnie przez cały czas, że w pełni kontroluje głębokość wykopu i sytuację. Dopiero znacznie później, kiedy opadną emocje, z przerażeniem zauważa, że stoi sam na samym dnie głębokiego grobu i pod żadnym pozorem nie potrafi się już z niego samodzielnie wydostać.

Derya milczała, sparaliżowana trafnością tej metafory. — Vczoraj w lesie zupełnym przypadkiem znalazłaś głęboki dół przygotowany dla kogoś innego — kontynuował Tahar lodowatym głosem. — Dzisiaj na własne życzenie przyszłaś pod numer 89, do mojego domu, żeby zacząć kopać następny dół. Jeśli będziesz drążyć tę sprawę dalej i zadasz o jedno pytanie za dużo, tym razem przysięgam ci, że wokół ciebie nie będzie już absolutnie nikogo, kto zdoła cię z tego dołu wyciągnąć. td4729

Derya przełknęła ślinę. — Czy mam tow oficjalnie rozumieć jako groźbę karalną pod moim adresem? — Rozumiej tow, jak sobie tylko chcesz, kieto. Ale radzę ci traktować tow jako jedyną, w pełni uczciwą i szczerą radę, jaką kiedykolwiek w swoim życiu ode mnie otrzymasz. — A jeśli… A jeśli pomimo twoich ostrzeżeń nie przestanę szukać prawdy?

Tahar spojrzał na śpiącą Yonkę, a potem przeniósł swój wzrok na Deryę z niepokojącym błyskiem w oku. — Vtedy nie tylko ty sama zapłacisz ostateczną, krwawą cenę, Derya.

Kobieta poczuła, jak strach ściska jej serce – zrozumiała natychmiast, że mężczyna mówi o bezpieczeństwie Cemila. — Trzymaj się ze swoimi brudnymi interesami jak najdalej od mojego męża! — Ja trzymam się z daleka od wszystkich ludzi, którzy nie wchodzą mi w drogę, kieto. Cemil o niczym nie wie, zadbaj o tow, żeby tak pozostało dla jego własnego dobra.

Zapadła długa, gęsta i duszna cisza. Za oknem salonu wielki statek powoli przesuwał się po szarej wodzie Bosforu, coraz bardziej oddalając się od bezpiecznego brzegu. Jego niski, basowy sygnał mgłowy rozbrzmiał nagle nad całą dzielnicą niczym ponure, złowrogie przestroga. Derya spojrzała po razy ostatni na leżącą Yonkę – chciała z całego serca obiecać jej pomoc i ratunek, ale Słowa zacięły się jej w gardle i nie potrafiła ich wydusić. Po razy pierwszy w życiu z tak bolesną jasnością zrozumiała, że ratowanie drugiego człowieka w realnym, bezwzględnym świecie pod żadnym pozorem nie wygląda jak piękny, bohaterski gest z filmu. Czasami oznaczało tow po prostu nieodwracalne wejście do mrocznego świata, z którego nie było już żadnego powrotu. Powoli, trzęsącymi się rękami wzięła swój płaszcz z kanapy. — Ja… Ja tu jeszcze wrócę — powiedziała cicho. Tahar sceptycznie pokręcił głową. — Nie przychodź tu więcej. — Nie zostawię jej tak samej na twojej łasce! — Ona nie jest sama, jest ze mną. To i tak miliard razy więcej, niż miała tamtej nocy na dnie dołu w lesie.

Derya założyła płaszcz i ruszyła szybkim krokiem v stronę przedpokoju. Przed wyjściem odwróciła się jeszcze raz na pięcie: — Gdyby jej stan zdrowia gwałtownie się pogorszył, masz natychmiast zadać do mnie telefon! — Nie, Derya. Nie wracaj tu i zapomnij o tym adresie. — Tahar, ty doskonale wiesz, że ja i tak tu wrócę…

Mężczyzna bez słowa otworzył ciężkie drzwi wyjściowe. — I właśnie dlatego, kieto, z każdą sekundą coraz bardziej żałuję, że tamtej nocy pod drzewem zdecydowałem się wyciągnąć cię z tamtego lasu — odpowiedział chłodno.

Derya wyszła na zewnątrz, a drzwi zamknęły się za jej plecami z głośnym trzaskiem, a zamek ponownie szczęknął. Przez kilka sekund stała nieruchomo na chodniku przed domem numer 89. Poranne powietrze było rześkie i chłodne, a ulica niemal całkowicie pusta. Vszystko wokół wyglądało tak zwyczajnie, bezpiecznie i spokojnie, lecz Derya wiedziała już z absolutną pewnością, że za tymi jasnymi, czystymi drzwiami skrywała się potworna tajemnica zdolna w posadach zniszczyć życie każdego człowieka, który zbliży się do niej zbyt mocno.

Wyciągnęła drżącą dłonią telefon z kieszeni. Na wyświetlaczu widniało aż jedenaście nieodebranych połączeń od zmartwionego Cemila. Derya zamknęła z bólom eyes. Mogła w tej chwili po prostu zadać do niego telefon i wyznać mu całą, nagą prawdę: mogła poprosić go o męskie wsparcie, opowiedzieć o rannej Yonce, mrocznym lesie, Tajarze i pustym grobie między drzewami. Zamiast tego, prowadzona strachem przed groźbą Tahara, napisała krótką, lakoniczną wiadomość tekstową: „Bardzo cię przepraszam, kochanie. Mustiałam pilnie i niespodziewanie załatwić ważną sprawę urzędową związaną z moją mamą. Niedługo wrócę do mieszkania.”

Patrzyła na ekran przez dłuższą chwilę, zanim jej palec w końcu nacisnął przycisk wysyłania. To pierwsze kłamstwo wobec męża okazało się dla niej zaskakująco i przerażająco łatwe do napisania. Derya nie miała jeszcze zielonego pojęcia, że każde kolejne kłamstwo będzie wymagało od niej coraz większego, bolesnego poświęcenia i zatracenia siebie. Nie wiedziała również, że za oknem na piętrze domu numer 89 stał nieruchomo Tahar i bacznie obserwował jej sylwetkę, dopóki całkowicie nie zniknęła za rogiem ulicy.

V salonie Yonka ponownie z bólom otworzyła oczy, patrząc na wracającego mężczyny. — Powiedziałeś jej o wszystkim?… — zapytała słabym, zachrypniętym głosem. — Powiedziałem jej dokładnie tylko tyle, ile mustiała usłyszeć, by się stąd wreszcie wynieść — odpowiedział chłodno Tahar, siadając w fotelu. — Ona… Ona na pewno nie odpuści, będzie dalej pytać. — Viem o tym. — Ona tu wróci, Tahar… — Też tow doskonale wiem, kieto.

Yonka ze strachu mocno zaciszyła kościste dłonie na materiale koca. — V takim razie… V takim razie mustimy natychmiast stąd uciekać i zmienić kryjówkę! — Za późno na ucieczkę. — Dlaczego?! — Bo ta wścibska koba bez trudu znalazła mój dom. — To tylko zwykły budynek… — Nie, Yonka. To nie jest zwykły dom – tow jest miejsce, do którego od teraz prowadzą wszystkie niebezpieczne pytania, których niki na tym świecie nie powinien głośno zadawać.

Yonka zadrżała na całym ciele, a her oczy rozszerzyły się ze strachu. — On… On nas tu oboje znajdzie i zabije… Tahar nie odpowiedział jej od razu. Podzedł powoli do okna i spojrzał na szarą taflę wody. Na odległym horyzoncie Bosforu wielki statek stawał się z każdą sekundą coraz mniejszy i mniejszy, aż v końcu całkowicie rozpłynął się w gęstniejącej mgle. — Niech spróbuje… — powiedział wreszcie niespodziewanie, a jego głos był nienaturalnie spokojny. Jednak w jego zimnych oczach po razy pierwszy pojawiło się coś, czego niki nigdy wcześniej u niego nie widział – czysty, pierwotny strach.

Tymczasem Derya wracała szybkim krokiem do mieszkania, w którym od godzin wiernie czekał na nią Cemil. Viedziała doskonale, że za chwilę będzie mustiała stanąć przed nim w salonie, spojrzeć mu prosto w oczy i z ironicznym uśmiechem przekonać go, że nie wydarzyło się nic niezwykłego. Nie zdawała sobie jednak w ogóle sprawy, że her mąż ostatecznie przestał już ślepo wierzyć w jej nagłe, przypadkowe zniknięcia i urzędowe wymówki. Cemil wciąż siedział bez ruchu przy stole kuchennym: przygotowana z miłością herbata dawno już całkowicie wystygła, pokrojone warzywa wyschły na talerzu, a świeży, ciepły chleb stracił swój piękny zapach. Mężczyzna trzymał w dłoni telefon i po razy setny czytał lakoniczną wiadomość od żony: „Sprawa związana z mamą…” Vszędzie te same słowa, ta sama oklepana wymówka. Cemil spojrzał z głęboką goryczą na puste krzesło stojące naprzeciwko niego. — Tym razem… Tym razem przysięgam ci, Derya, że dowiem się prawdy, dokąd tak naprawdę chodzisz po nocach — powiedział nienaturalnie cicho do pustego pokoju. — Nawet jeśli ta naga prawda ma w jednej sekundzie doszczętnie zniszczyć wszystko, co jeszcze wartościowego między nami zostało.

Za oknem z głośnym szumem przejechał jakiś szybki samochód, a jego długi, ostry cień przesunął się po ścianie salonu niczym ciemna, złowroga sylwetka człowieka.

I dokładnie w tym samym ułamku sekundy, na opustoszałej ulicy pod domem numer 89, powoli i bez zapalonych świateł zatrzymał się czarny, luksusowy pojazd z przyciemnianymi szybami. Potężny silnik zgasł, nastała głęboka cisza. Drzwi od strony kierowcy otworzyły się powoli, niemal bezszelestnie, i na chodnik wysiadł wysoki, nieznajomy mężczyna w ciemnym płaszczu. Przez dłuższą chwilę z ukrycia uważnie obserwował okna budynku, po czym sprawnym ruchem wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer szybkiego wybierania. — Znalazłem ją… — powiedział cicho, ale stanowczo do słuchawki, gdy tylko ktoś po drugiej stronie odebrał połączenie. — Ukrywa się tutaj, v domu Tahara.

Po drugiej stronie linii zapadła krótka, złowroga cisza, po której padła krótka komenda. Mężczyzna bez słowa rozłączył się, schował aparat głęboko do kieszeni płaszcza i jeszcze raz spojrzał na podświetlone okna piętra. Za cienką zasłoną pokoju Tahara na ułamek sekundy poruszył się wyraźny cień. Gospodarz domu również zauważył stojący na dole pojazd i nieznajomego i w tym samym momencie z lodowatą jasnością zrozumie, że jego ostrzeżenie skierowane do Deryi przyszło zdecydowanie za późno. Mroczny dół został już przez bezwzględnych ludzi wykopany – pozostawało teraz tylko jedno, śmiertelne pytanie: kto z nich jako pierwszy do niego z łomotem wpadnie?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page