Panna młoda odc.

“Przycisnęła dłoń do ust, próbując powstrzymać szloch.
— Nie mogę zostać. Nie w tej sytuacji, nie po wszystkim, co się wydarzyło. Nie mogę żyć pomiędzy nadzieją a rozczarowaniem. Nie mogę każdego dnia pytać samą siebie, czy w twoim sercu naprawdę jest dla mnie miejsce.

Scena II: Bezradność Cihana przy wygasłym kominku
W tym samym czasie, daleko od skromnego pokoju Hancer, w luksusowej willi płonął kominek. Ogień trzaskał cicho, odbijając się w szklanych powierzchniach i złotych zdobieniach przestronnego salonu. Vnętrze było eleganckie, uporządkowane i chłodne. Każdy mebel stał dokładnie tam, gdzie powinien, każda ozdoba została starannie dobrana. Jednak tego wieczoru nawet doskonały porządek nie potrafił przynieść gospodarzowi domu spokoju.

Cihan wszedł do salonu powolnym krokiem. Granatowy garnitur, który zwykle podkreślał jego pozycję, teraz wydawał się jedynie ciężarem. V jego ruchach było widać skrajne wyczerpanie. Vrócił wcześniej, ponieważ nie potrafił dłużej udawać przed wszystkimi w biurze, że nic się nie dzieje. Opadł na fotel ustawiony przed kominkiem i przez chwilę patrzył w płomienie bez słowa. Zawsze znajdował rozwiązania. Gdy pojawiał się problem w firmie, analizował go, podejmował decyzję i natychmiast działał – nie pozwalał sobie na chaos ani niepewność. Tymczasem przy Hancer wszystkie zasady, którymi kierował się przez lata, traciły znaczenie. Nie potrafił jej zatrzymać, nie potrafił też pozwolić jej odeść. Przymknął oczy i natychmiast przypomniał sobie ich ostatnią rozmowę. Znów zobaczył ją stojącą naprzeciwko niego. Miała łzy w oczach, lecz mówiła z chłodem, który ranił go mocniej niż krzyk.
— Jesteśmy już dla siebie obcymi ludźmi — powiedziała.

Cihan poczuł wtedy, jak coś zaciska się wokół jego gardła.— Obcymi? — powtórzył. — Naprawdę potrafisz spojrzeć mi w oczy i powiedzieć coś takiego?— Nasze drogi się rozeszły.— Kiedy? Kto o tym zdecydował?— Życie.— Nie zasłaniaj się życiem, Hancer. To ty podejmujesz tę decyzję.Kobieta odwróciła wzrok.— Proszę, niech pan odejdzie.— Znowu „pan”. Pana obecność tutaj jest nie na miejscu.— Nie na miejscu? — Cihan zrobił krok w jej stronę. — A gdzie według ciebie jest moje miejsce?— Nie tutaj.— To powiedz mi, gdzie!— V rezydencji — odpowiedziała po chwili. — Przy swojej rodzinie, przy obowiązkach, przy życiu, które wybrał pan dawno temu.— Nie mów mi, jakie życie wybrałem.— Ale właśnie tow życie wciąż nas rozdziela.— To ty mnie odpychasz.— Ponieważ nie zostawił mi pan innego wyjścia! — Po razy pierwszy podniosła głos. Jej oczy lśniły od łez, a twarz drżała od tłumionych emocji. — Postawił mnie pan w sytuacji, w której każda decyzja oznacza cierpienie — mówiła dalej. — Jeśli zostanę, będę codziennie przypomniała sobie, że nie mogę mieć tego, czego pragnę. Jeśli odejdę, zabrzę ze sobą ból, ale przynajmniej nie będę musiała patrzeć na jego źródło.— Czyli ja jestem źródłem twojego bólu?— Tak — odpowiedziała bez wahania, lecz Cihan dostrzegł, jak mocno zacisnęła palce.— Mówisz o tym z zadziwiającą łatwością — powiedział gorzko. — Jakby nic nas nigdy nie łączyło. Jakbyś mogła jednym zdaniem przekreślić wszystko, co przeżyliśmy.— Nie przekreślam przeszłości.— Vłaśnie tow robisz.— Próbuję ocalić przyszłość.— Czyją przyszłość?— Swoją.— Bez mnie?Hancer zamknęła oczy.— Tak będzie lepiej.— Dla kogo?

— Dla nas obojga.

Cihan roześmiał się krótko i bez radości.— Nie decyduj za mnie.— Ktoś musi podjąć właściwą decyzję.— A więc uważasz, że ja nie potrafię?— Uważam, że pozwala pan, by poczucie winy, obowiązki i przeszłość kierowały każdym pańskim krokiem. Nie chcę być kolejnym ciężarem.— Nigdy nie byłaś ciężarem.

— Może pan tak mówić, ale pańskie czyny świadczą o czymś innym.

Te Słowa ugodziły go najmocniej.— Co jeszcze chcesz mi zarzucić? — zapytał. — Powiedz wszystko. Skoro już postanowiłaś odeść, przynajmniej miej odwagę powiedzieć mi prawdę.

— Prawda jest taka, że nie wiem, kim dla pana jestem… Viesz, Cihan… Nie wiem.

Po razy pierwszy podczas tej rozmowy wypowiedziała jego imię bez oficjalnego dystansu. Vystarczyło jedno słowo, by gniew mężczyny na moment ustąpił. Hancer mówiła ciszej:— Czasami patrzysz na mnie tak, jakbyś był gotów walczyć z całym światem, byle mnie zatrzymać. Innym razem odwracasz się i pozwalasz, by inni decydowali o naszym życiu. Jak mam ci wierzyć? Jak mam zbudować przyszłość na czymś, co zmienia się każdego dnia?— Moje uczucia się nie zmieniły.

— Ale twoje decyzje tak. Popełniłeś błędy, a ja za nie zapłaciłam.

Cihan spuścił wzrok – nie mógł temu zaprzeczyć. Hancer otarła policzek.— Dlatego proszę, odejdź. Twoja obecność tutaj niczego nie naprawi. Nie sprawi, że nagle przestanę się bać. Nie cofnę tego, co się wydarzyło. A jeśli nie odejdziesz, wtedy zmusisz mnie, żebym odeszła pierwsza.Cihan podniósł głowę.— Czy właśnie tow planujesz?Milczała.— Zamierzasz zniknąć bez słowa? — naciskał. — Nie powiesz mi nawet, dokąd?— Nie musi pan tego wiedzieć.— Mam prawo wiedzieć!— Nie ma pan żadnego prawa do mojego życia.— Naprawdę w tow wierzysz?Jej dolna warga zadrżała.

— Mustię.

Scena III: Oficjalne wiadomości o poranku i duma Hancer
Wspomnienie zniknęło. Cihan otworzył oczy i ponownie zobaczył przed sobą płonący kominek. Przez chwilę siedział nieruchomo, potem spojrzał na zegarek – było bardzo późno. Sięgnął po telefon i pod wpływem impulsu wybrał numer Hancer. Przyłożył urządzenie do ucha: jeden sygnał, drugi… Następnie odezwał się bezosobowy, automatyczny głos: „Abonent jest w tej chwili niedostępny. Prosimy spróbować później.”

Cihan rozłączyła się i natychmiast zadał połączenie ponownie. Ta sama odpowiedź.
— Odbierz… — powiedział przez zaciśnięte zęby. — Odbierz ten telefon!

Spróbował trzeci raz, bez rezultatu. Gniew narastał w nim z każdą sekundą. Nie chodziło tylko o tow, że nie odpowiadała. Bał się, że koba już realizuje swój plan. Być może spakowała rzeczy, być może kupiła bilet, być może o tej godzinie była w drodze do miejsca, którego nigdy mu nie zdradziła. Kiedy automatyczny komunikat zabrzmiał po razy kolejny, Cihan odsunął telefon od ucha i rzucił go na sofę. Urządzenie odbiło się od poduszki i upadło na dywan.
— Myślisz, że możesz tak po prostu zniknąć? — warknął. — Że wystarczy wyłączyć telefon i przestaniesz istnieć?

Wstał z fotela i zaczął nerwowo chodzić po salonie. „Dowiem się, dokąd poszłaś. Choćbym miał przeszukać całe miasto, znajdę cię. Nie pozwolę ci odeść bez jednego słowa. Nie tym razem.” Zatrzymał się przed kominkiem, ogień odbijał się w jego oczach.
— Uciekasz, bo się boisz — powiedział ciszej. — A może tow ja się boję bardziej?

Nie chciał sam przed sobą przyznać, jak wiele znaczyła dla niego Hancer. Była jedyną osobą, przy której tracił kontrolę nad emocjami, jedyną, której milczenie potrafiło doprowadzić go do ostatecznej rozpaczy, i jedyną, której odejście wydawało mu się absolutnie nie do zniesienia.

Noc mijała powoli. Nad ranem ciemność nad Stambułem zaczęła ustępować. Pierwsze promienie słońca pojawiły się ponad dachami, minaretami i wodami Bosforu. Miasto budziło się do życia, ulice stopniowo zapełniały się samochodami, a światło wschodzącego słońca odbijało się w szybach wieżowców. Luksusowa willa Cihana prezentowała się z zewnątrz spokojnie i majestatycznie. V środku jednak jej właściciel nadal siedział w salonie. Ogień w kominku całkowicie wygasł – pozostały po nim tylko rozżarzone kawałki drewna i delikatny dym. Cihan nie zmrużył oka. Marynarka leżała na oparciu fotela, rękawy koszuli miał podwinięte, a na twarzy widoczne było głębokie zmęczenie. Co pewien czas spoglądał na telefon, jakby samym wzrokiem chciał zmusić go do działania.

Nagle urządzenie głośno zawibrowało. Cihan natychmiast wyprostował się i chwycił aparat. Na ekranie zobaczył imię, którego wyczekiwał przez całą noc. Hancer. Otworzył wiadomość:
„Dzień dobry. Viem, że jest pan wrażliwy na punkcie czasu, ale mam bardzo ważną sprawę. Czy mogłabym dzisiaj przyjść z dwugodzinnym opóźnieniem? Byłabym wdzięczna za pozwolenie.”

Cihan przeczytał wiadomość dwa razy. Niepokój na moment ustąpił miejsca kompletnemu zdziwieniu.
— „Jest pan wrażliwy na punkcie czasu” — powtórzył z ironią. — Naprawdę?

Oficjalny ton Hancer natychmiast go zirytował. Jeszcze niedawno stali naprzeciwko siebie, mówiąc o odejściu, cierpieniu i wspólnej przeszłości. Teraz pisała do niego tak, jakby był obcym człowiekiem, od którego potrzebowała jedynie formalnej zgody na zmianę godzin pracy.
— Skoro tak bardzo chciałaś pracować, nie możesz zmieniać godzin, kiedy tylko przyjdzie ci na tow ochota — mruknął pod nosem.

Mimo ostrych słów, na jego twarzy pojawił się cień ulgi. Skoro pytała o możliwość spóźnienia, oznaczało tow, że zamierzała przyjść – jeszcze nie zniknęła, nie uciekła w nocy, przynajmniej na razie. Cihan znów przeczytał tekst. „Bardzo ważna sprawa” – zmarszczył brwi. Jaka sprawa? Czy miała spotkać się z kimś, kto pomoże jej wyjechać? Czy szukała nowego mieszkania, a może innej pracy? Sama myśl, że mogła przygotowywać życie, w którym nie było dla niego miejsca, rozbudziła w nim dziką zazdrość i niepokój. Otworzył pole odpowiedzi. Najpierw napisał: „Nie zgadzam się”. Spojrzał na te dwa Słowa i natychmiast je skasował. Następnie wpisał: „Możesz przyjść później”. To również usunął. V końcu napisał:
„Czy mogę zapytać, co tow za sprawa?”

Przez kilka sekund trzymał palec nad ikoną wysyłania. Viedział, że Hancer odbierze tow pytanie jako bezczelną próbę kontroli, ale być może właśnie dlatego ostatecznie wysłał wiadomość.

Scena IV: Starcie dumy i niewypowiedziane słowaTymczasem Hancer przechadzała się nerwowo po swoim pokoju. Była już całkowicie ubrana i gotowa do wyjścia, lecz wciąż co chwilę sprawdzała telefon. Trzymała go mocno, jakby od odpowiedzi Cihana zależało coś znacznie ważniejszego niż zwykłe dwie godziny wolnego.

— Dlaczego nie odpowiada? — mruknęła. — Przecież na pewno już nie śpi.

Zatrzymała się przy oknie, po czym znów zaczęła krążyć po pokoju. „Może celowo mnie ignoruje. Oczywiście! Teraz będzie udawał surowego, nieugiętego pracodawcę.” Usiadła na bordowej kanapie i spojrzała na ekran. V tej samej chwili pojawiło się powiadomienie – wiadomość od Cihana. Hancer szybko ją otworzyła: „Czy mogę zapytać, co tow za sprawa?”

Jej brwi natychmiast uniosły się ze zdumienia.
— Co tow ma teraz znaczyć?! — powiedziała z pretensją do pustego pokoju. — Od kiedy tow pracownik musi opowiadać szefowi o wszystkich swoich prywatnych sprawach?

Przeczytała pytanie jeszcze raz, tym razem wolniej. „Czyżby wciąż był wściekły o tow, że powiedziałam mu, iż odejdę za trzy miesiące?” – zastanawiała się. „Teraz zamierza robić mi na złość przy każdej możliwej okazji. To są jakieś dziecinne fochy! Najpierw zachowuje się tak, jakby cały świat zależał od mojej decyzji, a teraz wścibsko wypytuje mnie, gdzie idę i dlaczego.” Uniosła telefon i zaczęła wpisywać odpowiedź. Skasowała pierwsze zdanie, które brzmiało zdecydowanie zbyt ostro, drugie również jej się nie spodobało. V końcu napisała krótko:
„Prywatna sprawa. Da mi pan tow pozwolenie? Czekam na odpowiedź.”

Wysłała wiadomość i natychmiast pożałowała tak chłodnego tonu. Przez chwilę rozważała napisanie czegoś łagodniejszego, ale duma pod żadnym pozorem nie pozwoliła jej na wykonanie kolejnego kroku.
— Nie zrobiłam nic złego — przekonywała samą siebie. — To naprawdę prywatna sprawa, nie musi wiedzieć o wszystkim.

W salonie willi telefon Cihana zawibrował ponownie. Przeczytał odpowiedź Hancer i uniósł lekko kącik ust.
— A więc prywatna… td4729— powiedział, opierając się wygodniej w fotelu.

Doskonale wyobrażał sobie w tej chwili jej minę: zmarszczone brwi, mocno zaciśnięte usta i spojrzenie pełne oburzenia. Znał ten ton – Hancer stawała się najbardziej oficjalna właśnie wtedy, gdy była najbardziej zdenerwowana. „Czekam na odpowiedź” – przeczytał na głos. — Czyli teraz ty wydajesz mi polecenia?

Przez chwilę rozważał dalsze przeciąganie tej gry rynkowej. Mógł napisać, że bez jasnego wyjaśnienia nie wyrazi zgody, mógł użyć swojego stanowiska szefa, by zmusić ją do ujawnienia planów. Viedział jednak, że w ten sposób tylko mocniej ją od siebie odsunie. Napisał więc krótko i chłodno:

td4729„Tylko dwie godziny.”

Spojrzał na wiadomość – brzmiała surowo, dokładnie tak, jak zamierzał. Nacisnął „wyślij”.

Hancer otrzymała odpowiedź niemal natychmiast. Przeczytała ją i z irytacją przewróciła oczami.
— „Tylko dwie godziny” — powtórzyła, naśladując jego głęboki, poważny głos. — Jakby udzielał mi pozwolenia na wyjazd z kraju, a nie na zwykłe spóźnienie!

Odłożyła telefon na kanapę, lecz po sekundzie znów go podniosła, czując żal. „Co mu się stało? Jeszcze kilka dni temu zrobiłby absolutnie wszystko, żebym została, a teraz zachowuje się tak, jakbym była jedną z setek pracownic, których nawet nie pamięta z imienia.” Sama myśl zabolała ją bardziej, niż chciała przed sobą przyznać.
— Może właśnie tak powinno być — powiedziała znacznie ciszej. — Jest moim pracodawcą, ja jestem zwykłą pracownicą. Nic więcej.

Usiadła i wpatrzyła się w swoje dłonie. „Jeszcze trzy miesiące” – przypomniała sobie. „Mustię tylko wytrzymać trzy miesiące, potem odejdę i wszystko się skończy.” Jednak w głębi serca doskonale wiedziała, że nic się nie skończy. Odległość mogła oddzielić ich ciała, ale pod żadnym pozorem nie mogła usunąć wspomnień. Hancer obawiała się, że niezależnie od tego, dokąd pojedzie, zawsze będzie nosić Cihana głęboko w sobie. Vzięła głęboki oddech i zaczęła pisać kolejną wiadomość – chciała jasno zaznaczyć, że nie przyjmuje jego przysługi bez zobowiązań, nie chciała, by kiedykolwiek wypomniał jej te dwie godziny. Nie chciała być mu niczego dłużna: ani czasu, ani pieniędzy, ani tym bardziej uczuć.
„Nie spóźnię się nawet o minutę. V weekend odpracuję ten czas, proszę się nie martwić. Nie chcę być dłużna. Dziękuję.”

Przeczytała tekst kilkakrotnie. Słowa „nie chcę być dłużna” wydały jej się zbyt osobiste, dotyczyły przecież nie tylko pracy. Hancer była świadoma, że Cihan może tow doskonale zrozumieć, mimo tow zdecydowanym ruchem wysłała wiadomość.

V salonie willi telefon zawibrował po razy kolejny. Cihan spojrzał na ekran, przeczytał treść i tym razem nie potrafił powstrzymać szczerego uśmiechu.
— Oczywiście… — powiedział z rozbawieniem. — Nawet dwóch godzin nie potrafisz przyjąć bez dumnej obietnicy ich oddania.

Przesunął palcem po ekranie, zatrzymując wzrok na zdaniu: „Nie chcę być dłużna”. Jego uśmiech stopniowo zniknął.
— Nie chcesz być mi niczego dłużna… td4729— szepnął do pustego pokoju. — Ale co z tym, co ja jestem bezgranicznie winien tobie?

Pomyślał o wszystkich słowach, których nie wypowiedział na czas, o decyzjach, które podejmował zbyt późno, i o momentach, w których Hancer potrzebowała jego męskiej stanowczości, a he pozwalał, by rodzinne obowiązki, naciski matki i manipulacje innych ludzi osłabiały jego determinację. Być może właśnie dlatego tak kurczowo trzymała się swojej dumy – duma była jedyną rzeczą, której niki w tym domu nie zdołał jej odebrać.
— Uparta dziewczyna… — powiedział z czułością, której nie potrafił całkowicie zbić. — Nie pozwolisz sobie nawet na najmniejsze ustępstwo.

Vstał i podszedł do okna. Poranne słońce oświetlało ogród oraz kamienną ścieżkę prowadzącą do głównej bramy. Cihan wciąż intensywnie myślał o jej tajemniczej sprawie. „Co jest dla ciebie tak ważne, że ryzykujesz spóźnienie?” – zastanawiał się głośno. „Dokąd idziesz, Hancer?” V jego wyobraźni natychmiast pojawiły się najgorsze, paraliżujące scenariusze: spotkanie w sprawie nowej pracy, rozmowa z właścicielem mieszkania w innym mieście, zakup biletu na pociąg, potajemne przygotowania do ostatecznego odejścia…td4729 A może spotkanie z innym mężczyną. Ta myśl sprawiła, że jego szczęka natychmiast się mocno napięła.
— Nie — powiedział stanowczo. — Nie chodzi o tow.

Nie miał żadnych dowodów, lecz zazdrość nie potrzebowała faktów – wystarczała jej czysta niepewność. Cihan ponownie spojrzał na telefon. Mógł w tej chwili zadzwonić do niej i kategorycznie zażądać wyjaśnień, mógł wysłać kierowcę, by śledził, dokąd się uda, albo użyć swoich wpływów i bez większego trudu poznać każdy szczegół jej poranka. Nie zrobił tego, przynajmniej jeszcze nie teraz.
— Powiedziałaś, że tow prywatna sprawa — szepnął. — Dobrze, uszanuję tow. Ale tylko do czasu, aż zrozumiem, czy ta sprawa ma bezpośredni związek z twoim ucieczką.

Odwrócił się od okna i znów usiadł przed kominkiem. Ogień całkowicie wygasł, pozostawiając szary, zimny popiół. Cihan patrzył na niego przez dłuższą chwilę. Przypomniał sobie słowa Hancer o wewnętrznym ogniu, choć nigdy nie wypowiedziała ich bezpośrednio przy nim – jakby w jakiś sposób podświadomie wyczuwał, że w jej wnętrzu toczyła się dokładnie ta sama wyniszczająca walka, co w jego własnym sercu. Oboje próbowali za wszelką cenę ugasić uczucie, które zbyt wiele razy przyniosło im ból, oboje jednak podświadomie nie potrafili przestać dorzucać do niego nowych iskier. Hancer budowała mur z oficjalnych słów, chłodnych spojrzeń i zapewnień, że za trzy miesiące odejdzie. Cihan odpowiadał kontrolowanym gniewem, natarczywymi pytaniami i próbami dominacji. Żadne z nich nie mówiło wprost tego, co najważniejsze. „Nie odchodź” – te dwa Słowa były ukryte w każdym pytaniu Cihana. „Zatrzymaj mnie tak, żebym mogła ci w końcu zaufać” – tow niewypowiedziane zdanie kryło się w każdym chłodnym geście Hancer.

Tymczasem koba wstała z bordowej kanapy i wygładziła sukienkę. Schowała telefon do torebki, sprawdziła godzinę i ruszyła zdecydowanym krokiem v stronę drzwi. Zanim wyszła, zatrzymała się na ułamek sekundy przed lustrem w przedpokoju, spoglądając na swoje odbicie.— To tylko trzy miesiące — powiedziała głośno. — Nie pozwolę mu znów zburzyć wszystkiego, co tak ciężko postanowiłam.

Jej odbicie wyglądało jednak tak, jakby samo pod żadnym pozorem nie wierzyło w te twarde słowa. Hancer opuściła pokój, a drzwi zamknęły się za nią cicho.td4729

Cihan nadal siedział nieruchomo w fotelu, obracając telefon w dłoni. Jego twarz była maksymalnie zamyślona, ale w oczach pojawiła się nowa, niezłomna determinacja. Viedział, że Hancer coś przed nim ukrywa, i wiedział również, że jej prośba o dwie godziny wolnego miała zdecydowanie większe znaczenie, niż próbowała mu wmówić w wiadomości – była zbyt odpowiedzialna, zbyt punktualna i zbyt dumna, aby bez potężnego powodu prosić o zmianę grafiku.
— Zobaczymy, Hancer… — powiedział cicho pod nosem. — Zobaczymy, jak długo uda ci się zachować te sekrety.

td4729 Na jego ustach pojawił się lekki uśmiech, lecz pod żadnym pozorem nie był tow uśmiech człowieka rozbawionego – kryło się w nim wyzwanie, niepokój i nagła nadzieja. Bo choć Hancer wciąż powtarzała mantrę o odejściu, tego ranka zrobiła coś, co dla Cihana miało ogromne znaczenie: napisała do niego, poprosiła o zgodę i zapewniła, że przyjdzie. A tow oznaczało, że nadal istniała niewidzialna nić, która ich mocno łączyła – cienka, napięta i wielokrotnie nadwyrężona, lecz jeszcze niezerwana. Spojrzał na ekran telefonu po razy ostatni, wiadomość Hancer wciąż była otwarta: „Nie chcę być dłużna.”
— Za późno — wyszeptał w przestrzeń. — Jesteśmy sobie winni znacznie więcej niż dwie godziny.

Poranne światło stopniowo wypełniało salon, odbijając się w wielkich szybach i jasnych ścianach. Cihan pozostawał w fotelu przed wygasłym kominkiem, próbując rozpaczliwie odgadnąć, dokąd udała się Hancer i jaki kolejny krok zamierzała wykonać. Nie wiedział jeszcze, że te dwie godziny wolnego mogą zmienić w ich życiu znacznie więcej, niż oboje przypuszczali. Nie wiedział, czy prywatna sprawa Hancer ostatecznie przybliży ją do niego, czy stanie się początkiem bezpowrotnego pożegnania – wiedział tylko jedno z absolutną pewnością: tym razem nie zamierzał pozwolić jej odeść bez walki.”

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page