Hancer odkrywa, że jest w ciąży, gdy Cihan poślubia Beyzę. Śmierć Jasemin pogrąża wszystkich w niewyobrażalnej rozpaczy, lecz żałoba szybko staje się początkiem jeszcze bardziej dramatycznych wydarzeń.

Gdy zdruzgotany Engin żegna ukochaną, ciężarna Yonka znika ze szpitala bez śladu. Derya rozpoczyna gorączkowe poszukiwania, nie wiedząc, że przerażona kobieta została brutalnie uprowadzona przez Nusreta. Tymczasem Beyza coraz bardziej obawia się, że jego niebezpieczne i niekontrolowane działania ujawnią sekrety, które mogą całkowicie zniszczyć jej przyszłość.

Dziesięć dni później w rezydencji Develioglu rozpoczynają się oficjalne przygotowania do ślubu. Beyza z wielką nadzieją staje u boku Cihana, lecz pan młody nie potrafi ukryć rozdzierającego bólu. W decydującej chwili powracają do niego wspomnienia Hancer i ich utraconej, wielkiej miłości. Mimo wewnętrznego sprzeciwu wypowiada formalną zgodę, podpisuje dokumenty, a następnie niespodziewanie opuszcza świeżo poślubioną żonę i samotnie wyjeżdża z rezynencji. V tym samym czasie wyczerpana Hancer zmaga się z potwornym bólem, upokorzeniem i ciężką fizyczną pracą. Kiedy wraca do domu i wykonuje test ciążowy, na jej oczach pojawiają się dwie czerwone kreski. Kobieta odkrywa, że nosi pod sercem dziecko Cihana dokładnie wtedy, gdy on został mężem Beyzy. Czy ta wiadomość odmieni ich losy? I co stanie się, gdy Cihan pozna prawdę o ciąży Hancer oraz tajemniczym zniknięciu Yonki?

Scena I: Porwanie Yonki i rozpacz Engina w szpitalu

Szpitalny korytarz był niemal pusty. Blade światło jarzeniówek odbijało się od wypolerowanej podłogi, a jednostajny szum klimatyzacji mieszał się z odległymi dźwiękami aparatury medycznej. Od czasu do czasu zza zamkniętych drzwi dobiegał przytłumiony głos pielęgniarki albo szybkie kroki lekarza spieszącego do kolejnego pacjenta. Derya siedziała na plastikowym krześle pod ścianą. Nerwowo splatała dłonie, rozdzielała je, a potem ponownie zaciskała palce tak mocno, że jej knykcie stawały się zupełnie białe. Co kilka sekund spoglądała na drzwi sali, w której przebywała Yonka. — Dlaczego tow tak długo trwa? — wyszeptała do siebie. — Przecież mieli zrobić tylko kilka rutynowych badań.

Nie wiedziała, że zza rogu ktoś uważnie obserwuje każdy jej ruch. Nusret stał w cieniu, częściowo zasłonięty automatem z napojami. Nie poruszał się, tylko wpatrywał się w Deryę z zimnym skupieniem. Jego twarz nie zdradzała emocji, lecz w oczach można było dostrzec niepokojącą determinację. Czekał – dokładnie wiedział, po co przyszedł do szpitala.

Po chwili drzwi sali otworzyły się i wyszła z niej Yonka. Jedną dłonią podtrzymywała brzuch, drugą opierała się o ścianę. Jej twarz była blada, a na czole pojawiły się krople potu. Zrobiła zaledwie kilka kroków, zanim zachwiała się niebezpiecznie. Derya natychmiast zerwała się z miejsca. Podbiegła do niej i objęła ją w pasie, nie pozwalając jej upaść. — Powoli, oprzyj się na mnie. Co się stało? Boli cię coś? — Lekarz powiedział, że dziecku nic nie jest, ale muszę bezwzględnie odpoczywać — odpowiedziała Yonka słabym głosem. — Chyba za szybko wstałam. V tej sali nie mogłam już dłużej wytrzymać.

Derya pomogła jej usiąść na krześle, przykucnęła przed nią i spojrzała jej głęboko w oczy. — Posłuchaj mnie: teraz najważniejsze jesteś ty i dziecko. Nie możesz się przemęczać ani denerwować. Yonka uśmiechnęła się blado. — Łatwo powiedzieć. Mam wrażenie, że odkąd poznałam całą prawdę, każdy dzień przynosi nowe nieszczęście. — Nie myśl o tym teraz. — Jak mam nie myśleć? — Yonka drastycznie ściszyła głos. — Viem za dużo, Derya. Czasami budzę się w nocy i potwornie boję się, że ktoś zapuka do drzwi. Boję się, że Nusret dowie się, co zamierzam wyjawić.

Derya rozejrzała się czujnie po korytarzu. — Nie wypowiadaj tutaj jego imienia! Nigdy nie wiadomo, kto może podsłuchiwać.

Ukryty za rogiem Nusret lekko uniósł brwi, chłonąc ich słowa. — Mustię przynieść ci wodę i porozmawiać z lekarzem o wypisie — powiedziała Derya. — Zostań tutaj i pod żadnym pozorem się nie ruszaj. — Dobrze. — Yonka kurczowo chwyciła ją za rękę. — Nie zostawiaj mnie na długo. — Vrócę za chwilę.

Derya odeszła w stronę punktu pielęgniarskiego i zniknęła za podwójnymi drzwiami. Nusret natychmiast wyszedł z ukrycia. Jego kroki były spokojne, lecz stanowcze. Yonka zauważyła go dopiero wtedy, gdy wyrósł bezpośrednio przed nią. Jej twarz momentalnie zesztywniała. — Ty… — Vitaj, Yonka — powiedział cicho Nusret. — Vidzę, że szpital otoczył cię wyjątkową opieką.

Kobieta odruchowo osłoniła brzuch obiema dłoniami. — Czego ode mnie chcesz? — Porozmawiać. — Nie mam ci absolutnie nic do powiedzenia!

Spróbowała gwałtownie wstać, ale Nusret położył ciężką dłoń na jej ramieniu i bezwzględną siłą zmusił ją, by ponownie usiadła. — Nie rób scen. Puść mnie! — Powiedziałem: nie rób scen.

Yonka chciała krzyknąć, lecz wtedy Nusret znacząco rozchylił marynarkę. Za paskiem spodni znajdował się pistolet. Nie wyjął go – nie musiał. Sam widok broni wystarczył, by przerażona Yonka całkowicie znieruchomiała. — Chyba nie chcesz, by komuś na tym korytarzu stała się krzywda? — wyszeptał jej prosto do ucha. — Ani żeby coś złego stało się twojemu nienarodzonemu dziecku. — Jesteś potworem… — Być może, ale potwory żyją długo, bo inni doskonale wiedzą, kiedy należy zejść im z drogi.

V oczach Yonki pojawiły się łzy rozpaczy. — Dokąd chcesz mnie zabrać? — V miejsce, gdzie w spokoju dokończymy naszą rozmowę. — Derya zaraz wróci! — Vłaśnie dlatego musimy się pospieszyć.

Nusret mocno chwycił ją pod ramię, pozorując przed otoczeniem troskliwą pomoc. Dla mijających ich na korytarzu osób mogli wyglądać jak krewni opuszczający placówkę po badaniach. Yonka szła sztywno, drżąc na całym ciele. Gdy znaleźli się przy wyjściu, odwróciła głowę i rozpaczliwie spojrzała w stronę korytarza – Deryi nadal nie było. Kilka sekund później automatyczne szklane drzwi zamknęły się za nimi.

W zupełnie innej części szpitala panowała zupełnie inna cisza. Była tow cisza ciężka, nieodwracalna, przypominająca pustkę, która pozostaje po słowach odbierających człowiekowi ostatnie resztki nadziei. Engin stał naprzeciwko lekarza, a obok niego, wspierając go, znajdowali się Hancer i Cihan. Lekarz zdjął okulary i przez chwilę milczał, jakby gorączkowo szukał odpowiednich słów. Lecz nie istniały słowa, które mogłyby złagodzić tak potworną wiadomość. — Zrobiliśmy absolutnie wszystko, co było w naszej mocy — powiedział w końcu lekarz. — Niestety, obrażenia wewnętrzne były zbyt poważne. Doszło do masywnego krwotoku. Serce pacjentki zatrzymało się po razy drugi i tym razem nie udało nam się przywrócić jego akcji.

Engin patrzył na niego bez ruchu, zszokowany. — Co pan mówi? — zapytał nienaturalnie cicho. — Bardzo mi przykro. Jasemin zmarła.

Przez moment na korytarzu niki się nie odezwał. Hancer wstrząśnięta zakryła usta dłonią. Cihan opuścił głowę, mocno zaciskając szczękę. Engin nadal wpatrywał się w lekarza, jakby jego umysł odrzucał znaczenie wypowiedzianych słów. — Nie… — wydusił w końcu. — To niemożliwe! Panie doktorze, jeszcze godzinę temu sam pan mówił, że walczycie! Powiedział pan, że jest nadzieja! Jej stan był krytyczny, ale przecież żyła! — Głos Engina załamał się całkowicie. — Ona żyła, kiedy ją tutaj przywieźliśmy!

Lekarz ze smutkiem spuścił wzrok. — Bardzo mi przykro… Engin desperacko chwycił go za rękaw fartucha. — Proszę tam natychmiast wrócić! Panie doktorze, proszę tam wrócić i zrobić coś jeszcze! Nie może pan po prostu wyjść do mnie i powiedzieć, że jej nie ma!

Cihan ostrożnie, ale stanowczo odciągnął przyjaciela od lekarza. — Engin, uspokój się. — Nie mów mi, żebym się uspokoił! — krzyknął Engin w dzikiej rozpaczy. — Moja żona umarła, rozumiesz?! Moja żona!

Lekarz skinął ze współczuciem głową Hancer i Cihanowi, po czym odszedł korytarzem, pozostawiając ich samych. Engin zachwiał się, jakby nagle ubyło mu sił – opadł bezwładnie na krzesło i ukrył twarz w dłoniach. — To moja wina… — wyszeptał. Hancer natychmiast usiadła tuż obok niego. — Nie mów tak, Engin. — Powinienem był ją ochronić. Powinienem był cały czas zostać przy niej. — Nie mogłeś w żaden sposób przewidzieć tego, co się wydarzyło. — Obiecałem jej, że już nigdy nie będzie sama — ramiona Engina zaczęły gwałtownie drżeć, a z jego gardła wyrwał się stłumiony, potworny szloch. — Powiedziałem, że wszystko się zmieni, a teraz…

Hancer położyła mu dłoń na plecach, próbując dodać otuchy. — Jasemin doskonale wiedziała, jak bardzo ją kochasz. — Skąd możesz tow wiedzieć? — Bo widziałam, jak na ciebie patrzyła. Nawet kiedy była zła, nawet kiedy cierpiała – w jej oczach wciąż było widać to czyste uczucie. Tego nie da się ukryć.

Engin uniósł zalaną łzami twarz. — Mieliśmy zacząć wszystko od nowa. Chciała wyjechać… Powiedziała, że znajdziemy mały dom, daleko od tych wszystkich intryg rodu Develioglu. Mówiła, że posadzi piękne kwiaty przed oknem… A ja się z niej głupio śmiałem, bo przecież nie znała się na żadnych kwiatach.

Hancer nie zdołała powstrzymać własnych łez. Cihan odwrócił się v stronę okna i mocno zacisnął pięści, tocząc wewnętrzną walkę z własnymi emocjami. — Jeszcze wczoraj ze mną rozmawiała — ciągnął Engin łamiącym się głosem. — Jeszcze wczoraj się uśmiechała. Jak tow jest możliwe, że człowiek jest jednego dnia, a następnego już go nie ma? Nikt na korytarzu nie potrafił mu odpowiedzieć.

Scena II: Gorączkowe poszukiwania i panika Beyzy

Tymczasem Derya wróciła na korytarz z butelką wody. Już z daleka zauważyła puste krzesło. Zatrzymała się zaniepokojona, podeszła bliżej i rozejrzała się dookoła. Postawiła wodę na siedzeniu, po czym zajrzała do sali – łóżko było puste. — Przepraszam! — zawołała do przechodzącej pielęgniarki. — Gdzie jest pacjentka, która przed chwilą tutaj siedziała? Ciężarna koba, ciemne włosy… Pielęgniarka zmarszczyła brwi. — Nie widziałam jej. — Mustiała pani widzieć! Zostawiłam ją dosłownie na dwie minuty! — Może poszła do toalety?

Derya natychmiast pobiegła w tamtą stronę. Szarpnęła za klamkę i otworzyła drzwi, ale odpowiedziała jej głęboka cisza. Zaczęła w panice sprawdzać kolejne sale, przerywając rozmowy lekarzy i pacjentów. Z każdą minutą her oddech stawał się coraz szybszy. — Yonka! Odezwij się!

Wybiegła na schody, potem wróciła do głównego holu. Wyjęła telefon i drżącymi palcami wybrała numer przyjaciółki. Sygnał rozbrzmiewał nieskończenie długo, lecz niki nie odbierał. — Odbierz, proszę… Odbierz! — Derya zatrzymała się nagle, a w jej głowie z lodowatą jasnością przypomniały się niedawne słowa Yonki: „Boję się, że Nusret dowie się, co zamierzam powiedzieć”. Jej twarz momentalnie pobladła. — Nie… — wyszeptała. — Tylko nie on!

Kilka godzin później w kuchni rezynencji Fadik kroiła warzywa, co chwilę spoglądając badawczo na Beyzę. Młoda koba nerwowo chodziła od stołu do okna, co sekundę sprawdzając telefon. — Zaraz wydepczesz dziurę w tej podłodze — odezwała się w końcu Fadik. — Co się z tobą dzieje? — Nic. — Od godziny powtarzasz, że nic, a zachowujesz się tak, jakbyś czekała na ostateczny wyrok śmierci.

Beyza odwróciła się gwałtownie, wybuchając: — Może po prostu jestem śmiertelnie zmęczona?! Czy każdy w tym dumnym domu musi mnie bez przerwy przesłuchiwać?! — Nie przesłuchuję cię, pytam, bo się autentycznie martwię. — Nie masz najmniejszych powodów. — V takim razie odłóż ten telefon i usiądź spokojnie.

Beyza mocno zacisnęła palce na aparacie. — Czekam na ważną wiadomość. — Od Cihana? — Na dźwięk jego imienia twarz Beyzy wyraźnie stężała. — Nie. — Vięc od kogo? — Fadik, zajmij się łaskawie gotowaniem!

Starsza koba powoli odłożyła nóż na deskę. — Bardzo nie podoba mi się twój ton, Beyza. — A mnie nie podoba się tow, że wszyscy bezczelnie wtrącają się w moje prywatne życie! — Twoje życie od dawna nie dotyczy wyłącznie ciebie. Każdy twój mroczny sekret prędzej czy później spada na ten dom jak ciężki kamień.

Zanim Beyza zdołała odpowiedzieć, do kuchni wszedł Cihan, a tuż za nim pojawiła się Hancer. Oboje byli potwornie blidzi, zmęczeni i skrajnie przygnębieni. Fadik natychmiast zrozumiała, że wydarzyło się coś absolutnie tragicznego. — Co się stało? — zapytała cicho. Cihan nie odpowiedział. Przeszedł przez kuchnię bezpośrednio v stronę salonu. — Zawołaj wszystkich — rzucił jedynie przez ramię. — Mustimy natychmiast porozmawiać.

V salonie Mukadder siedziała na kanapie obok Ajsu. Vidząc twarz syna, od razu gwałtownie wstała. — Cihan… Co się stało?! Cihan ciężko osunął się na fotel, a Hancer stanęła kilka kroków za nim, jak jego cień. Beyza i Fadik weszły do pomieszczenia, a chwilę później w progu pojawiła się także Gülsüm. — Dlaczego wszyscy tak potwornie wyglądacie? — zapytała przerażona Mukadder. — Powiedzcie w końcu coś!

Cihan powoli podniósł na nią wzrok. — Jasemin nie żyje.

Te Słowa zawisły w powietrzu jak gilotyna. Ajsu zszokowana zasłoniła usta dłonią. Mukadder patrzyła na syna z kompletnym niedowierzaniem. — Nie rozumiem… — Zmarła w szpitalu — dodał głuchym głosem Cihan. — Lekarze nie zdołali jej uratować. — Nie… To niemożliwe! — Mukadder próbowała zrobić krok do przodu, lecz her kolana się ugięły i zachwiała się nienaturalnie. Fadik w ostatniej sekundzie zdążyła ją podtrzymać i pomogła jej usiąść z powrotem. — Widziałam ją tak niedawno… — mówiła Mukadder drżącym, słabym głosem. — Stała tutaj, w tym salonie. Była taka młoda… Jak mogła tak nagle umrzeć?

Gülsüm momentalnie rozpłakała się w rogu pokoju. — Biedna pani Jasemin… Ajsu podeszła do zapłakanej Hancer. — A Engin? — Jest w szpitalu, całkowicie załamany — odpowiedziała Hancer. — Nie chcę go teraz zostawiać samego z tym bólem.

Mukadder kurczowo ścisnęła dłonie Fadik. — Kto jej tow zrobił? Dlaczego nasz ród spotykają same potworne tragedie? Cihan ponuro odwrócił wzrok. — Na razie nie wiemy wszystkiego. — Ale ty coś doskonale wiesz! — wykrzyknęła Mukadder. — Vidzę tow wyraźnie po twojej twarzy! — Nie teraz, mamo. — Kiedy, jeśli nie teraz?! Jedna osoba po drugiej cierpi przez wasze sekrety, a wy wszyscy w tym domu wciąż milczycie!

Beyza zadrżała, czując na sobie przez ułamek sekundy spojrzenie Hancer. — Mukadder, tow nie jest odpowiednia chwila na oskarżenia i dochodzenia — wtrąciła się szybko Beyza. — Powinniśmy teraz przede wszystkim pomyśleć o godnym pogrzebie. — Masz rację — odparła cicho Hancer. — Jasemin zasługuje na spokojne pożegnanie.

Mukadder zaniosła się szlochem, a Fadik mocno ją objęła, podczas gdy w całym salonie zapanowała ciężka, żałobna cisza.

Scena III: Spisek Nusreta i strach przed policją

V domu Cemila również nie było spokoju. Mężczyzna stał niespokojnie przy oknie i co chwilę nerwowo odsuwał firankę, spoglądając na ulicę, jakby oczekiwał, że za moment pojawi się tam samochód Nusreta. Mały Emir siedział przy stoliku i rysował niebieską kredką duży budynek. — Dziadku, zobacz — powiedział chłopiec. — To jest nasz dom. Tutaj stoi mama, a tutaj ja. Cemil w ogóle nie zareagował. V tym momencie do salonu wbiegła zdyszana Derya. Cemil odwrócił się gwałtownie. — Znalazłaś ją?! Derya z rozpaczą pokręciła głową. — Szukałam dosłownie wszędzie. Rozmawiałam z ochroną placówki. Jedna z głównych kamer przy wyjściu była uszkodzona, a na pozostałych niczego wyraźnie nie widać. — Mówiłem ci, żebyś pod żadnym pozorem nie zostawiała jej samej! — Odeszłam dosłownie na dwie minuty po wodę! Dwie minuty wystarczyły! Myślisz, że ja o tym nie wiem?! — Derya podniosła głos, po czym zerknęła na Emira i natychmiast ściszyła ton. — Myślisz, że nie obwiniam samej siebie za jej zniknięcie?

V tym momencie do domu wszedł Ertuğrul Amca. Zdjął kurtkę i spojrzał na nich wyjątkowo podejrzliwie. — Co tu się dzieje? Cemil znów nerwowo wyjrzał przez okno. — Zamknij drzwi. — Dlaczego? — Po prostu zamknij na klucz!

Ertuğrul przekręcił zamek w drzwiach. — Teraz łaskawie powiecie mi, co się stało? Derya wzięła głęboki wdech, próbując opanować emocje. — Jasemin zmarła w szpitalu. Twarz Ertuğrula Amcy momentalnie spoważniała. — Jak tow? Lekarze nie zdołali jej uratować? Engin musi być całkowicie zniszczony. — Boże, tow jeszcze nie wszystko… — dodał złamanym głosem Cemil. — Yonka zniknęła ze szpitala bez śladu.

Ertuğrul spojrzał na Deryę. — Zniknęła? — Była ze mną. Odeszłam dosłownie na chwilę, a kiedy wróciłam, krzesło było puste. — Może po prostu sama wyszła ze szpitala? — Nie, była zdecydowanie zbyt słaba na samodzielny chód. Poza tym zostawiła wszystkie swoje prywatne rzeczy i torebkę w sali.

Cemil podszedł blisko do nich. — To sprawka Nusreta. — Nie mamy na tow twardych dowodów — zauważyła przytomnie Derya. — Nie potrzebuję żadnych dowodów! — syknął Cemil. — Yonka wiedziała o jego brudnych interesach i przeszłości zbyt wiele. Chciała zacząć mówić prawdu. On się o tym dowiedział i bezwzględnie ją uprowadził!

Mały Emir podniósł głowę znad swojego rysunku. — Dziadku, kto zabrał ciocię Yonkę? Cemil momentalnie zamilkł. Derya szybko podeszła do chłopca i pogłaskała go po głowie. — Niki jej nie zabrał, skarbie. Ciocia musiała po prostu pilnie wyjść w ważnej sprawie. Na pewno niedługo wróci. — Derya zmusiła się do sztucznego uśmiechu. — Oczywiście, że wróci.

Cemil odwrócił się plecami do wnuka, by ukryć paraliżujący strach. Ertuğrul Amca mówił ściszonym półgłosem: — Jeżeli bezwzględny Nusret naprawdę ją przetrzymuje, nie możemy działać pochopnie i bez planu. — A co mamy robić?! Czekać bezczynnie, aż znajdziemy jej ciało w Bosforze?! — zapytał wściekły Cemil. — Najpierw mustimy precyzyjnie ustalić, gdzie ją wywiózł. — On przyjdzie również po nas, zobaczysz… — Nie pozwolę mu na tow — odpowiedział stanowczo Ertuğrul. — Nie masz pojęcia, do czego ten człowiek jest zdolny! Derya ze strachem spojrzała na zamknięte drzwi wejściowe. — Vłaśnie dlatego mustimy znaleźć Yonkę, zanim będzie za późno.

V szpitalu Engin nadal siedział nieruchomo na tym samym plastikowym krześle. Czas całkowicie przestał mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. Nie zwracał uwagi na personel ani na ludzi przechodzących korytarzem. Hancer podeszła blisko i podała mu kubek. — Napij się chociaż trochę wody, proszę. — Nie mogę. — Mustisz zachować siły, Engin. Mężczyzna zaśmiał się potwornie gorzko. — Po co?

Cihan usiadł po jego drugiej stronie i mocno położył mu dłoń na ramieniu. — Dla Jasemin. Mustisz mieć siłę, by godnie ją pożegnać. — Nie chcę jej żegnać, Cihan! — wykrztusił Engin. — Viem, że tow brzmi szalenie, ale chcę weść do tej sali i zobaczyć, że lekarz się pomylił. Chcę, żeby otworzyła oczy i powiedziała z uśmiechem, że znowu niepotrzebnie przesadzam…

Cihan ze smutkiem spuścił głowę. — Gdybyśmy tylko mogli cofnąć czas… — Ale nie możemy! — przerwał mu ostro Engin. — I tow jest w tym wszystkim najgorsze. Człowiek przez całe swoje życie naiwnie wierzy, że będzie miał jeszcze jedną szansę, jeszcze jeden dzień, jeszcze jedną spokojną rozmowę… A potem nagle przychodzi moment, w którym nie ma już absolutnie nic.

Hancer cicho otarła łzy z policzków. — Zostanie z tobą tow, co do niej czułeś. Prawdziwa miłość nie umiera. — Ta miłość nie wystarczyła, żeby uratować jej życie — odpowiedział Engin. — Może nie uratowała jej życia — odparła łagodnie Hancer — ale sprawiła, że Jasemin nie odchodziła z tego świata jako ktoś samotny i niekochany. Doskonale wiedziała, że była dla ciebie całym światem.

Engin zamknął oczy, a Cihan mocniej ścisnął jego ramię. — Nie jesteś sam, przyjacielu. — Czuję się tak, jakbym został całkowicie sam na całym świecie… — V takim razie będziemy tutaj siedzieć razem z tobą tak długo, aż poczujesz się inaczej.

Te proste Słowa Cihana nie zmniejszyły niszczycielskiego bólu, ale Engin po razy pierwszy przestał odpychać ich wsparcie i pozwolił, by przyjaciele byli obok niego.

Tego samego wieczoru Beyza chodziła nerwowo po swojej sypialni w rezydencji, niecierpliwie czekając, aż Nusret w końcu odbierze telefon. Gdy w słuchawce usłyszała jego chłodny głos, niemal krzyknęła z wściekłości: — Gdzie ty jesteś?! — Nie interesuj się. — Co ty zrobiłeś z Yonką?!

Po drugiej stronie linii zapadła krótka, złowroga cisza. — Vidzę, że wiadomości v tym mieście szybko się rozchodzą — zaśmiał się Nusret. — Odpowiedz mi natychmiast! — Rozmawiam z nią v bezpiecznym miejscu. — Nazywasz tow rozmową?! Uprowadziłeś ciężarną kobicę bezpośrednio ze szpitala! — Ciszej, Beyza. Nie będziesz mi rozkazywać. — Jeżeli coś jej albo dziecku się stanie, wszyscy wokół zaczną zadawać pytania! Derya już jej gorączkowo szuka! — Niech sobie szuka, ile chce. — Oszalałeś?! Yonka zamierzała pójść na policję i nas bezczelnie zdradzić! — Nas? To są twoje sprawy, Nusret, nie mieszaj mnie do tego!

Mężczyzna zaśmiał się cicho i złowrogo: — Za późno, moja droga. Jesteś w tym uwikłana po same uszy, dokładnie tak samo jak ja. — Masz ją natychmiast wypuścić! — Nie ty będziesz decydować o tym, co zrobię. — A jeżeli zadzwonię na policję?! — Vtedy z wielką radością opowiem im wszystko o twoich obrzydliwych kłamstwach, fałszywej ciąży, planach i wszystkich brudnych przysługach, o które mnie błagałaś na kolanach.

Beyza momentalnie zamarła, a her gardło ścisnął strach. — Nie odważysz się… — Sprawdź mnie, jeśli masz odwagę.

Połączenie zostało bezwzględnie przerwane. Beyza odsunęła telefon od ucha i natychmiast spróbowała wybrać prywatny numer Yonki. V odległym, zamkniętym mieszkaniu telefon wibrował głośno na skórzanej kanapie – obok siedział spokojnie Nusret, z zimnym uśmiechem obserwując podświetlony ekran. Naprzeciwko niego znajdowała się uwięziona Yonka: jej dłonie były mocno związane sznurem, a twarz była całkowicie mokra od łez. — To dzwoni twoja droga przyjaciółka Beyza — powiedział Nusret. — Vygląda na to, że bardzo mocno się o ciebie martwi. Yonka spojrzała na niego z czystą nienawiścią. — V końcu i tak cię zdradzi. — Możliwe. Dlatego zawsze zawczasu zachowuję coś, czym mogę skutecznie przypomnieć ludziom o lojalności.

Scena IV: Pogrzeb Jasemin i bolesne pamiątki Meliha

V rezydencji Beyza ponownie próbowała gorączkowo wybrać numer, gdy nagle drzwi sypialni otworzyły się bez ostrzeżenia i do środka weszła Gülsüm. Beyza błyskawicznie ukryła telefon za plecami. — Nie nauczyłaś się pukać?! — Pukałam, ale najwyraźniej byłaś zbyt zajęta relacją — przyjrzała się jej uważnie Gülsüm. — Z kim rozmawiałaś? — Z nikim. — Słyszałam wyraźnie, że krzyczałaś z wściekłością. — Jestem po prostu śmiertelnie zmęczona! Vszyscy jesteśmy wykończeni nerwowo po nagłej śmierci Jasemin! — To pod żadnym pozorem nie brzmiało tak, jakbyś mówiła o Jasemin…

Beyza podeszła do niej agresywnie. — Naprawdę zamierzasz mnie teraz bezczelnie przesłuchiwać w moim własnym pokoju?! — Ja tylko się o ciebie martwię. — Nie potrzebuję twojej udawanej troski!

Gülsüm dostrzegła telefon ukryty w jej dłoni. — Próbowałaś się do kogoś potajemnie dodzwonić? — Powiedziałam: jestem zmęczona! Wyjdź stąd natychmiast!

Gülsüm przez moment stała nieruchomo, lecz v końcu powoli skinęła głową. — Dobrze… Ale pamiętaj, Beyza, że brudne tajemnice nigdy nie pozostają tajemnicami na zawsze. V końcu wszystko ujrzy światło dzienne.

Kiedy drzwi się zamknęły, Beyza bezsilnie oparła się o ścianę – po razy pierwszy z lodowatą jasnością poczuła, że jej misterny plan zaczyna całkowicie wymykać się spod kontroli.

Następnego ranka do rezydencji przyszedł zaniepokojony ojciec Sinem i oświadczył, że z powodu napiętej sytuacji chce zabrać córkę do swojego domu na jakiś czas. Mukadder była głęboko zaskoczona, ale osłabiona wyrzutami sumienia nie sprzeciwiła się tej decyzji, stwierdzając cicho, że ostateczny wybór należy do Sinem. Sama miała bowiem poważne problemy ze zdrowiem i psychiką, i nie miała już siły zajmować się kolejnymi rodzinnymi konfliktami.

Melih tymczasem błąkał się po mieście. Nie mógł przestać myśleć o bójce z Cihanem i o matce, która przez nich zemdlała. Vyczerpany emocjonalnie zadzwonił do Sinem i poprosił o pilne spotkanie w parku, tam gdzie ostatnio byli z małą Mine. Sinem przyszła po pół godzinie, trzymając córkę za rękę. Ich rozmowa na ławce bardzo szybko zamieniła się w pełną wzajemnych pretensji i żalu konfrontację. Melih żądał wyjawienia całej prawdy o intrygach Beyzy, ale Sinem, panicznie bojąc się o bezpieczeństwo Mine, stanowczo odmówiła. Oświadczyła ze łzami w oczach, że czasami milczenie jest jedynym sposobem, by ochronić tych, których kochamy. Po tych słowach odeszła, pozostawiając Meliha samego z mrocznymi myślami.

Kiedy Sinem zniknęła za drzewami, Melih odwrócił się i ruszył v stronę rezydencji. Na podjeździe natknął się na Hancer, która z zapłakanymi oczami rozmawiała z Fadik. Starsza służąca próbowała ją pocieszyć, ale Hancer była zdeterminowana, by definitywnie opuścić ten dom po awanturze w sypialni Beyzy. Melih podszedł blisko i z bolesną szczerością przeprosił ją za wszystko, co musiała wycierpieć przez błędy jego rodziny. Hancer uśmiechnęła się blado przez łzy, po czym odeszła szybkim krokiem w stronę bramy, nie oglądając się za siebie.

Scena V: Ślub Cihana i bolesne wspomnienia

Dziesięć dni później w rezydencji Develioglu wszystko było przygotowane do ceremonii ślubnej Cihana i Beyzy. Dom został bogato udekorowany białymi kwiatami, lecz panująca atmosfera pod żadnym pozorem nie przypominała radosnego wesela. Vszyscy domownicy byli spięci i milczący. Mukadder siedziała na fioletowej kanapie, niespokojnie zaciskając dłonie na koronkowej chusteczce. Nusret przechadzał się po salonie z dumną miną, co chwilę ostentacyjnie zerkając na swój drogi zegarek.

Cihan stał nieruchomo przy wielkim oknie gabinetu, ubrany w elegancki, czarny garnitur. Jego twarz była całkowicie ponura, pozbawiona jakichkolwiek emocji – wyglądał bardziej jak człowiek prowadzony na ostateczny wyrok śmierci niż pan młody. Nusret wszedł do pomieszczenia i poklepał go po ramieniu. — Mógłbyś chociaż spróbować się uśmiechnąć, Cihan. Przecież tow twój ślub. Cihan nawet na niego nie spojrzał, a jego głos był lodowaty: — Nie rozmawiaj ze mną, Nusret. — Robisz tow dla dobra i honoru naszej rodziny. — Robię tow wyłącznie dlatego, że wy wszyscy swoimi podłymi intrygami doprowadziliście mnie do miejsca, z którego nie ma już żadnego dobrego wyjścia!

Mukadder weszła do gabinetu i stanęła obok syna, mówiąc cicho: — Synu, z czasem zrozumiesz, że tow była jedyna właściwa decyzja… — Właściwa dla kogo, mamo? Na pewno nie dla mojego serca — odpowiedział z bólom.

Zanim zdołała odpowiedzieć, na schodach pojawiła się Beyza. Miała na sobie prostą, śnieżnobiałą suknię ślubną i trzymała w dłoniach bukiet białych tulipanów. Obok niej szła szeroko uśmiechnięta Gülsüm, robiąc zdjęcia telefonem. — Vyglądasz po prostu przepięknie, Beyza! — zawołała zachwycona Ajsu.

Beyza z nadzieją spojrzała na Cihana, szukając w jego oczach choćby cienia akceptacji, on jednak nawet nie uniósł głowy, ostentacyjnie ignorując jej obecność. V jadalni przy wielkim stole czekał już oficjalny urzędnik państwowy w czerwonej todze. Vszyscy w milczeniu zajęli swoje miejsca. Beyza usiadła tuż obok Cihana, próbując ze wszystkich sił opanować drżenie dłoni.

Urzędnik otworzył księgę i rozpoczął oficjalną ceremonię. Po odczytaniu formalnej formuły prawnej zwrócił się bezpośrednio do panny młodej: — Czy z własnej, nieprzymuszonej woli zgadza się pani poślubić Cihana Develioglu? Beyza uśmiechnęła się triumfalnie i odpowiedziała głośno: — Tak! Gülsüm klasnęła z zachwytem, a Mukadder dyskretnie odetchnęła z głęboką ulgą.

W tym samym czasie Hancer, ubrana w skromne robocze ubranie, z wysiłkiem myła podłogę w wielkim, obcym domu na obrzeżach miasta, gdzie z wielkim trudem znalazła tymczasową pracę sprzątaczki. Przesuwała ciężki mop coraz wolniej, walcząc z narastającym nudnościami. Nagle poczuła ostre, paraliżujące ukłucie w podbrzuszu – zatrzymała się gwałtownie i musiała ciężko oprzeć się na kiju, by nie upaść. — Co się ze mną dzieje?… — wyszeptała, czując, jak oblewa ją zimny pot. Zrobiło jej się potwornie niedobrze. Zamknęła oczy, czekając w bezruchu, aż nagłe zawroty głowy miną.

V jadalni rezynencji urzędnik zwrócił się w końcu do pana młodego: — Czy z własnej, nieprzymuszonej woli zgadza się pan poślubić Beyzę?

Cihan milczał. V sali zapadła grobowa, paraliżująca cisza, a wszyscy obecni z zapartym tchem patrzyli wyłącznie na niego. — Cihan… — szepnęła ostrzegawczo Mukadder, szturchając go lekko.

Mężczyzna powoli uniósł wzrok, lecz zamiast siedzącej obok Beyzy, przed jego oczami z niszczycielską siłą pojawił się obraz Hancer. Wspomnienie ich ostatniej awantury na podjeździe uderzyło w niego z całą mocą: widział Hancer stojącą przed nim w sukni ślubnej, z oczami przepełnionymi bólom i łzami. „Nie wystarczy tylko mówić, że mnie kochasz!” – krzyczała her postać v jego głowie. „Miłość, której nie potrafisz odważnie bronić przed własną matką, jest tylko kolejnym kłamstwem!”. „Wszystko, co robię, robię dla twojego dobra, Hancer!” – odpowiadał jej własny głos ze wspomnień. „Nie! Ty robisz tylko tow, czego bezwzględnie żąda twoja matka! Zawsze wybierasz her strach zamiast mojego serca!”. „Hancer, błagam, nie odchodź!”. „To ty sam mnie odepchnąłeś, Cihan…”.

Wspomnienie nagle zniknęło, pozostawiając w jego ustach gorzki smak. — Panie Cihanie, ponawiam pytanie — odezwał się zaniepokojony urzędnik.

Cihan spojrzał na Beyzę – w jej oczach widział triumf i wybujałe oczekiwanie, ale pod żadnym pozorem nie dostrzegł tam tej czystej miłości, której tak rozpaczliwie szukał przez całe swoje życie. — Tak… — powiedział w końcu, niemal bezgłosnym, pozbawionym życia tonem.

Rozległy się oficjalne oklaski. Beyza uśmiechnęła się najszerzej jak potrafiła, a Nusret wymienił zadowolone spojrzenie z Mukadder. Tylko Cihan pozostał całkowicie nieruchomy, jak posąg. Szybkim ruchem podpisali dokumenty małżeńskie. V chwili, gdy składał swój podpis na oficjalnym akcie, poczuł bolesne ukłucie v sercu – wiedział, że tym jednym ruchem pióra bezpowrotnie przekreślił ostatnią drogę prowadzącą z powrotem do ukochanej Hancer.

Scena VI: Dwie czerwone kreski i ucieczka Cihana

Tymczasem Hancer z najwyższym trudem polerowała wielki stół w jadalni u swoich pracodawców. Ręce drżały jej ze skrajnego wyczerpania, aż v końcu z braku sił opadła ciężko na krzesło. V tym momencie do pomieszczenia weszła nowa, chłodna gospodyni, ubrana w elegancką zieloną marynarkę. — Dlaczego znowu bezczynnie siedzisz? — zapytała lodowatym głosem. — Przepraszam… Potwornie zakręciło mi się w głowie — tłumaczyła się słabo Hancer. — Za odpoczywanie w godzinach pracy niki tutaj ci nie zapłaci. — Zaraz wstanę i wszystko dokończę… — Od samego rana wszystko robisz zdecydowanie zbyt wolno! Podłoga nadal jest brudna, kurz został na półkach, a stół wygląda tak, jakby niki go nawet nie dotknął!

Hancer ze wstydem spuściła wzrok. — Bardzo przepraszam… — Przeprosiny same nie wykonają za ciebie roboty! — Naprawdę wyjątkowo źle się czuję…

Kobieta przyjrzała jej się uważniej i przez ułamek sekundy w jej oczach pojawił się cień ludzkiej troski, który jednak błyskawicznie zamaskowała chłodem. — V takim razie idź natychmiast do lekarza. — Nie mam teraz na tow pieniędzy… — To nie jest mój problem. — Kobieta skrzyżowała ramiona. Hancer mocno zacisnęła dłonie na fartuchu, z całych sił powstrzymując napływające łzy. — Dokończę absolutnie wszystko, obiecuję. — Mam wielką nadzieję. Nie zamierzam cię tutaj ulgowo traktować tylko dlatego, że kiedyś mieszkałaś jako pani w wielkiej rezydencji Develioglu. — Nie proszę o żadne ulgi ani ochronę. — V takim razie weź się w garść i udowodnij, że potrafisz utrzymać pracę i radzić sobie sama.

Kobieta odwróciła się na pięcie i wyszła. Hancer została sama przy stole, z trudem przełykając bolesny płacz.

V rezydencji tymczasem zakończyła się ta krótka, ponura ceremonia. Nie było żadnej muzyki, tańców ani prawdziwego świętowania. Mukadder z uśmiechem podeszła do nowożeńców stojących w salonie. — Teraz, kiedy dopełniliście formalności, wszystko w naszym rodzie zacznie się w końcu dobrze układać. Cihan spojrzał na matkę wzrokiem tak zimnym, że aż zadrżała. — Nic się nie układa i nigdy się nie ułoży, mamo. — Jesteś po prostu zmęczony stresami, synu… — Nie, po razy pierwszy w życiu widzę wszystko z lodowatą jasnością.

V tym momencie Ajsu i starsza pokojówka z powagą wniosły do holu spakowane bagaże Cihana. Beyza momentalnie uniosła brwi ze zdumieniem i złością. — Po co te bagaże? O co tu chodzi?

Cihan zdecydowanym ruchem wziął do ręki dużą, szarą walizkę. — Vyjeżdżam. — Dokąd?! — Mam pilne sprawy biznesowe poza miastem. — Dzisiaj?! V oficjalnym dniu naszego ślubu?! — wykrzyknęła zszokowana Beyza. — Przecież ustaliliśmy, że po ceremonii wyjedziemy razem! — Niczego nigdy ci nie obiecywałem, Beyza — rzucił chłodno.

Beyza desperacko chwyciła go za rękę. — Jestem teraz twoją prawowitą żoną! Cihan spojrzał na jej dłoń na swoim ramieniu, po czym delikatnie, lecz z bezwzględną, lodowatą stanowczością ją odsunął. — Sam podpis na papierze nie jest w stanie zmienić tego, co naprawdę czuję w środku. — V takim razie po jakiego diabła się ze mną ożeniłeś?! — krzyknęła ze łzami w oczach. — Zapytaj o tow swoją matkę, zapytaj Nusreta, zapytaj moją matkę… Zapytaj wszystkich świętych, którzy w tym domu uważali bezczelnie, że mają pełne prawo decydować o moim życiu za mnie! — Cihan! Nie możesz mnie tak upokorzyć i zostawić samej przed ludźmi! — Vłaśnie tow robię.

Bez kolejnego słowa wyszedł przed dom, sprawnie włożył szarą walizkę do bagażnika swojego czarnego suva, wsiadł za kierownicę i uruchomił silnik. Beyza w rozpaczy wybiegła za nim na kamienne schody podjazdu. — Cihan!!!

Samochód z ryczyącym silnikiem gwałtownie ruszył przed siebie, a Cihan ani razu nie obejrzał się w lusterku.

Wieczorem wyczerpana Hancer v końcu wróciła do swojego skromnego, cichego mieszkania. Zamknęła drzwi na klucz, z ogromnym wysiłkiem zdjęła buty i odwiesiła czarny płaszcz – każdy, nawet najmniejszy fizyczny ruch sprawiał jej teraz ogromną trudność. Usiadła ciężko na kanapie i przez dłuższą chwilę wpatrywała się bezwiednie w pustą ścianę salonu. Doskonale wiedziała, że dokładnie tego dnia Cihan poślubił w rezydencji Beyzę. Przez cały ten koszmarny dzień za wszelką cenę próbowała o tym nie myśleć: pracowała ponad siły, sprzątała, polerowała, zaciskała mocno zęby, lecz teraz, v absolutnej ciszy pustego mieszkania, nie potrafiła już uciec przed niszczycielską prawdą.

Trzęsącą się dłonią sięgnęła głęboko do torebki i wyciągnęła małe, tekturowe pudełko, które ze strachem kupiła po drodze w aptece. Test ciążowy. — To niemożliwe… — powiedziała drżącym głosem do siebie. — To na pewno tylko wynik potwornego stresu i wycieńczenia.

Kilka minut później siedziała dokładnie w tym samym miejscu, trzymając plastikowy pasek w lodowatych dłoniach. Na białej, czystej powierzchni wyraźnie rysowały się dwie, intensywnie czerwone kreski. Hancer w jednej sekundzie przestała oddychać. Spojrzała ponownie, mrugając gwałtownie, jakby te kreski mogły być tylko złudzeniem optycznym i za chwilę miały zniknąć. Nie zniknęły.

Powoli, z bezgranicznym wzruszeniem i lękiem, przyłożyła dłoń do swojego podbrzusza. — Dziecko… — wyszeptała ledwo słyszalnie.

V tej samej sekundzie przed jej oczami z niesamowitą jasnością pojawiła się twarz Cihana: jego ciepły uśmiech, delikatny dotyk, dawne wielkie obietnice i ich ostatnie bolesne, rozdzierające słowa na podjeździe. I świadomość, że dokładnie tego samego dnia ten mężczyzna został oficjalnym mężem innej kobiety. — Dlaczego teraz?… — zapytała łamiącym się, pełnym łez głosem. — Dlaczego dowiaduję się o tobie właśnie teraz, mój malutki?

Łzy zaczęły bezwładnie spływać po jej policzkach. — Twój ojciec… Twój ojciec wybrał już zupełnie inne życie z kimś innym — zacisnęła mocno plastikowy test w dłoni, po czym natychmiast spanikowana rozluźniła palce, jakby bała się fizycznie uszkodzić ten jedyny namacalny dowód istnienia nowego życia. — Przepraszam cię… — wyszeptała, mocno tuląc obie dłonie do brzucha. — To pod żadnym pozorem nie jest twoja wina. Ty niczemu nie jesteś winne, maleństwo…

Próbowała ze wszystkich sił uspokoić oddech, lecz nagromadzony przez te wszystkie dni ból, żal i poczucie samotności okazały się miliard razy silniejsze od jej racjonalnej determinacji. Osunęła się bezwładnie na bok kanapy, wtuliła twarz w poduszkę i wybuchła rozpaczliwym, głośnym płaczem. Płakała po swojej utraconej bezpowrotnie miłości, po zniszczonym życiu, które mogło wyglądać zupełnie inaczej, po Cihanie, który właśnie podpisał akt małżeństwa z Beyzą, i po tym niewinnym dziecku, które przyszło do niej w chwili, gdy została na tym świecie zupełnie, całkowicie sama.

Nie miała pojęcia, że w tym samym czasie, kilkadziesiąt kilometrów dalej, samochód Cihana zatrzymał się gwałtownie na poboczu zupełnie pustej, mrocznej drogi poza miastem. Mężczyzna opuścił bezsilnie czoło na kierownicę, oddychając ciężko. Powolnym, pełnym pogardy ruchem zdjął z palca złotą obrączkę, którą z przymusu założono mu zaledwie kilka godzin wcześniej w jadalni, i z całej siły zacisnął ją w pięści. — Hancer… — wyszeptał w mrok nocy.

Dzieliło ich teraz wiele kilometrów, potwornych kłamstw, intryg i bolesnych decyzji podjętych przez innych ludzi. Jednak żadne z nich w tej dramatycznej sekundzie nie wiedziało jeszcze, że dwie czerwone kreski na małym teście wkrótce całkowicie i bezpowrotnie odmienią losy całej rodziny, ujawnią najbardziej niebezpieczne sekrety Beyzy i Nusreta oraz ponownie połączą ich drogi w sposób, którego absolutnie nikt na świecie nie będzie w stanie zatrzymać.

Jak sądzisz, czy to szokujące odkrycie ciąży przez Hancer i nagła ucieczka Cihana poza miasto zmuszą drżącą ze strachu Deryę do wyjawienia prawdy o porwaniu Yonki, zanim Nusret zrealizuje swój plan, a Beyza zorientuje się, że jej sekret z sfałszowanymi wynikami hormonalnymi przestał być bezpieczny?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page