Derya zacisnęła usta. Przez moment próbowała odzyskać panowanie nad sobą, ale her oddech wciąż był szybki i nierówny – czuła, jak po plecach spływa jej zimny pot. Nie mogła zadać telefonu do Yonki: nie wiedziała nawet, czy koba nadal miała przy sobie aparat, a każde połączenie mogło zdradzić Nusretowi, że ktoś jest w pobliżu. Nusret nie był człowiekiem, którego można było lekceważyć – jeśli zorientowałby się, że ktoś go śledzi, nie zawahałby się zmienić planu albo bezwzględnie pozbyć niewgodynego świadka.
A świadkiem była właśnie ona. „Po co się v tow wpakowałaś?” – pytała samą siebie. Jeszcze rano her największym problemem były intrygi Beyzy i niekończące się kłopoty v rezydencji. Teraz siedziała w taksówce przed podejrzanym mieszkaniem, wiedząc, że w środku znajduje się rodząca koba, której całe życie mogło być zagrożone, a ona nie miała pojęcia, jak jej pomóc. — Proszę pani — odezwał się ponownie kierowca, tym razem spokojniej. — Może powinniśmy odjechać? Jeśli na kogoś pani czeka, może zadzwoni pani po kolejną taksówkę, kiedy ta osoba się pojawi. Nie mogę stać tutaj cały dzień. — Powiedziałam: jeszcze chwilę! — A ja mówię, że albo włączam taksometr, albo odjeżdżam.
Derya chciała odpowiedzieć, lecz nagle zamarła – na końcu ulicy pojawiła się kobieca sylwetka. Derya natychmiast pochyliła się jeszcze bardziej, niemal wciskając twarz v szybę. Kobieta szła szybkim krokiem, trzymając w jednej ręce dużą torbę. Miała na sobie długi, czarny płaszcz i od czasu do czasu rozglądała się niespokojnie, jakby sprawdzała, czy niki jej nie obserwuje. Derya zmrużyła oczy – znała tę postać. — Gülsüm… — wyszeptała.
Kierowca spojrzał na nią w lusterku. — Co pani powiedziała? — Nic. Proszę się nie odzywać. — Jak tow mam się nie odzywać? — Cicho!
Gülsüm podeszła do wejścia. Nie zdążyła jeszcze nawet nacisnąć dzwonka, gdy drzwi budynku otworzyły się od środka. Stanął w nich Nusret. Nawet z tej odległości Derya dostrzegła potężne napięcie w jego ruchach: mężczyna wychylił się na ulicę i szybko rozejrzał v obie strony, po czym brutalnie chwycił Gülsüm za ramię i wciągnął ją do środka. Drzwi zatrzasnęły się niemal natychmiast.
Serce Deryi zamarło. — Nie… — wyszeptała. — Nie, nie, nie.
Teraz wszystko stało się jasne: Gülsüm nie przyszła tam przypadkiem – Nusret wezwał ją, by potajemnie odebrała poród. Skoro akuszerka już dotarła, oznaczało tow, że Yonka pod żadnym pozorem nie zostanie przewieziona do szpitala. Nie będzie miała kontaktu z lekarzem, policją ani nikim, kto mógłby zadać niewygodne pytania: będą ją trzymać v zamknięciu, dopóki dziecko nie przyjdzie na świat. A potem… Derya nie chciała nawet myśleć, co stanie się potem. — Coś się stało? — zapytał kierowca.
Derya nadal patrzyła na wejście. — Jest już za późno. — Na co? — Ona weszła do środka. — Kto? — Akuszerka. Kierowca zmarszczył brwi. — Jaka akuszerka? O czym pani mówi?
Derya nagle chwyciła za klamkę. — Proszę odjechać. — Słucham? — Powiedziałam, żeby pan odjechał! — A pani? — Ja wysiadam. — Najpierw kazała mi pani czekać, a teraz proszę odjechać… — Niech pan nie stoi przed tym budynkiem! — przerwała mu ostro. — Niech pan nawet nie ogląda się za siebie!
Kierowca przyglądał jej się przez moment, wyraźnie zdezorientowany. — Proszę pani, czy pani ma jakieś kłopoty? — Jeżeli zostanie pan tutaj dłużej, pan również może je mieć.
Po tych słowach wysiadła z samochodu i gwałtownie zatrzasnęła drzwi. Kierowca jeszcze przez chwilę obserwował ją przez szybę, lecz ostatecznie wzruszył ramionami i ruszył, znikając za zakrętem. Derya została sama na chodniku z rękami zaciśniętymi v pięści. Przed nią wznosił się elegancki budynek, spokojny i niemal luksusowy – niki, kto przechodziłby obok, nie domyśliłby się, że v jednym z mieszkań rozgrywa się potworny dramat. — Co ja mam teraz zrobić? — mruknęła. Spojrzała na telefon, ale nie wybrała żadnego numeru. — Jak mam cię stamtąd wyciągnąć, dziewczyno? Jak mam cię uratować z ich rąk?
V jej głosie brzmiała bezradność, lecz pod nią krył się głęboki gniew. Derya nie znała Yonki dobrze, nie uważała jej nawet za przyjaciółkę i v innych okolicznościach prawdopodobnie odwróciłaby wzrok, uznając, że nie jest tow her sprawa. Ale widziała paraliżujący strach v oczach tej dziewczyny, słyszała her rozpaczliwy głos i wiedziała, że Yonka nie znalazła się v tym mieszkaniu z własnej woli. A jeśli teraz Derya odejdzie, może już nigdy nie zobaczyć jej żywej. Rozejrzała się czujnie, po czym przeszła na drugą stronę ulicy. Zamiast skierować się vprost do głównego wejścia, obeszła budynek od tyłu, szukając strategicznego miejsca, z którego mogłaby obserwować mieszkanie. — Najpierw muszę dowiedzieć się, co planują — powiedziała do siebie. — Dopiero potem pomyślę, jak ich powstrzymać.
Nie wiedziała jeszcze, że v środku sytuacja właśnie zaczynała całkowicie wymykać się spod kontroli.
Scena II: Dramatyczny poród i śmiertelny uścisk
Krzyk Yonki rozdarł głęboką ciszę eleganckiego salonu. Kobieta leżała na dużej, jasnej kanapie, niemal całkowicie pozbawiona sił: her włosy przykleiły się do mokrego od potu czoła, a dłonie kurczowo ściskały materiał poduszki. Kolejny potężny skurcz przeszedł przez her ciało niczym fala ognia. — Pomocy! — krzyknęła. — Proszę, nie mogę… Ja już nie mogę!
Nusret chodził nerwowo po pomieszczeniu. Co kilka sekund spoglądał v stronę drzwi, jakby sama jego niecierpliwość mogła przyspieszyć bieg wydarzeń. Gdy wreszcie usłyszał dzwonek, niemal pobiegł do wejścia, a po chwili wrócił razem z Gülsüm. — Szybciej! — rozkazał. — Zrób coś!
Gülsüm, jeszcze przed chwilą oszołomiona nagłym i chaotycznym wezwaniem, po zobaczeniu Yonki natychmiast spoważniała. — Od jak dawna ma skurcze? — Nie wiem, od jakiegoś czasu. — Co tow znaczy: „od jakiegoś czasu”? Mam mierzyć każdą minutę? — warknął Nusret. — Jesteś tutaj po tow, żeby odebrać poród, a nie zadawać durne pytania.
Gülsüm zdjęła czarny płaszcz i rzuciła go na fotel, po czym położyła torbę przy kanapie, wyjmując z niej przygotowane przybory medyczne. — Potrzebuję czystych ręczników, gorącej wody i większej ilości światła. — Vszystko jest przygotowane. — V takim razie proszę przynieść ręczniki.
Nusret spojrzał na nią z niedowierzaniem. — Ja? — Tak, pan! Nie widzi pan, że jestem zajęta?!
Przez krótką chwilę mierzyli się wściekłym wzrokiem, v końcu mężczyna odwrócił się i ruszył do sąsiedniego pomieszczenia. Gülsüm natychmiast uklękła przy Yonki. — Spójrz na mnie! — powiedziała spokojnym, choć niezwykle stanowczym głosem. — Mustisz oddychać. Głęboki wdech nosem i powolny wydech ustami. — Nie mogę… — Możesz! Słuchaj mojego głosu. — Zabierzcie mnie stąd — jęknęła Yonka. — Proszę, proszę… Zadzwoń po karetkę!
Gülsüm zastygła. — Nie wezwali lekarza? Yonka rozpaczliwie pokręciła głową, a w her oczach pojawiły się łzy. — On nie pozwala. Mówi, że niki nie może się dowiedzieć… Oni chcą mojego dziecka!
Gülsüm gwałtownie spojrzała v stronę drzwi. — Co powiedziałaś? — Oni zabiorą mi dziecko! — wyszeptała Yonka. — Słyszałam ich. Nusret powiedział, że po porodzie wszystko będzie skończone. Ja nie wiem, co tow znaczy… Proszę, pomóż mi!
Gülsüm potwornie pobladła. Przyszła tu święcie przekonana, że ma po prostu pomóc kobiecie, która niespodziewanie zaczęła rodzić w domu i z jakiegoś powodu nie zdążyła dotrzeć do kliniki – Nusret mówił przez telefon szybko i przekonująco, zapewniając, że karetka nie ma szans dotrzeć na czas. Teraz potworna prawda zaczynała wyglądać zupełnie inaczej. — Dlaczego jesteś tutaj? — zapytała szeptem. — Czy oni cię uwięzili?
Yonka otworzyła usta, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, Nusret wrócił z ręcznikami. — Proszę — rzucił je szorstko na stolik. Gülsüm natychmiast zmieniła ton, maskując emocje: — Mustię ją zbadać. Proszę się odsunąć. — Zostaję. — V takich warunkach nie mogę pracować! — Nie obchodzi mnie, w jakich warunkach będziesz pracować. Nie spuszczę was z oczu. — To rodząca koba, a nie więzień! — Słowa wymknęły się Gülsüm, zanim zdołała je powstrzymać.
Twarz Nusreta niebezpiecznie stwardniała. — Zajmij się tym, po co tu przyszłaś.
Gülsüm zacisnęła usta i odwróciła się do Yonki. Przeprowadziła szybkie badanie, próbując zachować profesjonalny spokój, im dłużej jednak badała położenie płodu, tym większe przerażenie pojawiało się na her twarzy. — Nie… — wyszeptała.
Nusret natychmiast podszedł bliżej. — Co się stało? Gülsüm nie odpowiedziała od razu – sprawdziła jeszcze raz, jakby liczyła na tow, że za pierwszym razem się pomyliła. — Dziecko jest źle ułożone. Yonka panicznie uniosła głowę. — Co tow znaczy?! — Dziecko znajduje się v położeniu pośladkowym — Gülsüm spojrzała jej prosto w oczy. — Nie jest ustawione głową w dół. — Czy ono umrze?! — zapytała Yonka z najwyższym przerażeniem. — Nie powiedziałam tego, ale poród będzie trudny. Bardzo trudny.
Nusret zrobił krok naprzód. — V takim razie je odwróć! Gülsüm spojrzała na niego, jakby nie wierzyła własnym uszom. — To nie jest takie proste! — Powiedziałaś, że jesteś akuszerką! — Jestem, i właśnie dlatego mówię, że v tej sytuacji natychmiast potrzebny jest lekarz i sala operacyjna! — Nie będzie żadnego lekarza. — Mustimy zawieźć ją do szpitala!
Nusret pochylił się nad nią z groźną miną. — Nigdy jej nigdzie nie zawieziemy. — Czy pan mnie słyszy?! — Głos Gülsüm stał się nienaturalnie ostry. — Dziecko może utknąć v kanale rodnym, może dojść do śmiertelnego niedotlenienia! Matka może dostać gwałtownego krwotoku! Nie mam tutaj odpowiedniego sprzętu, leków ani żadnej możliwości przeprowadzenia cesarskiego cięcia! — Poradzisz sobie. — Nie mogę tego zagwarantować!
Kolejny przeszywający krzyk Yonki brutalnie przerwał ich kłótnię. Kobieta wygięła się v łuk z bólu, kurczowo chwytając Gülsüm za rękę. — Proszę, zrób coś… Czuję, jakbym umierała! — Oddychaj, nie przyj jeszcze! — poleciła akuszerka. — Spróbuję ręcznie zmienić położenie dziecka. — Nie! — Yonka zaczęła rozpaczliwie kręcić głową. — Nie dotykaj mnie, tow potwornie boli! — Viem, ale mustimy spróbować.
Gülsüm położyła dłonie na brzuchu rodzącej – ostrożnie zaczęła wyczuwać ułożenie płodu, próbując przesunąć go v odpowiednim kierunku. Yonka krzyknęła tak przeraźliwie głośno, że nawet Nusret odruchowo cofnął się o krok. — Przestań! Błagam cię, przestań! — skomlała dziewczyna. — Zabijecie mnie… On chce mnie zabić!
Nusret podszedł do kanapy. — Zamknij się! — Nie krzycz na nią! — odparła Gülsüm. — Sąsiedzi mogą usłyszeć. — A co pana obchodzą sąsiedzi, skoro pańska obecność i upór mogą doprowadzić do śmierci tej kobiety?! — Powiedziałem: masz odebrać zdrowy poród! — A ja mówię, że nie jestem w stanie zrobić tego bezpiecznie v tych warunkach!
Gülsüm gwałtownie wstała. Jej ręce drżały, ale nie zamierzała już dłużej ulegać terrorowi. — Jeżeli teraz nie wezwiemy profesjonalnej karetki, stracimy oboje. Nawet jeśli dziecko jakimś cudem przeżyje, matka może nie dotrwać do końca – her tętno jest zdecydowanie zbyt szybkie, jest skrajnie wyczerpana i odwodniona. Nie wiem, jak długo trwa już akcja porodowa, nie znam her historii medycznej ani nie mam żadnych badań! To czyste szaleństwo!
Nusret utkwił w niej lodowate, pozbawione ludzkich uczuć spojrzenie. — Dziecko ma przeżyć. Zrób wszystko, co konieczne, żeby uratować dziecko. Matka mnie nie obchodzi.
Gülsüm wpatrywała się w niego v głębokim osłupieniu. Dopiero po tej potwornej chwili zrozumiała pełne, bezwzględne znaczenie jego słów. — Pan… Pan naprawdę ma gdzieś tow, czy ona przeżyje? Nusret nie odpowiedział. To milczenie było bardziej przerażające niż jakiekolwiek słowa. Yonka zaczęła głośno szlochać. — Słyszałaś? — wyszeptała do Gülsüm. — On chce, żebym umarła… — Niki tutaj nie umrze — odpowiedziała akuszerka, choć her własny głos stracił całą pewność. Sięgnęła zdecydowanym ruchem po telefon ukryty v kieszeni płaszcza. — Co robisz? — zapytał Nusret. — Dzwonię po pogotowie!
Nie zdążyła nawet odblokować ekranu. Nusret błyskawicznie chwycił ją za nadgarstek tak mocno, że aż krzyknęła z bólu. Telefon wypadł jej z bezwładnych palców i z głuchym stukotem uderzył o podłogę. — Puść mnie! — Nigdzie nie zadzwonisz. — Łamie mi pan rękę! — Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie — powiedział Nusret, przyciągając ją brutalnie do swojej twarzy. — Veszłaś do tego domu, ponieważ cię wezwałem. Niki na świecie nie wie, że tutaj jesteś i niki nie będzie cię szukał przez najbliższe godziny. Odbierzesz ten poród i dopilnujesz, żeby dziecko było zdrowe. — A jeśli odmówię?!
Uścisk Nusreta stał się jeszcze mocniejszy, niemal rozgniatając her kości. — Vtedy z tego domu nie wyjdzie żywa ani matka, ani akuszerka.
Gülsüm całkowicie zamarła z przerażenia. Yonka patrzyła na nich z szeroko otwartymi oczami, paraliżowana strachem. — Jesteś potworem… — wyszeptała akuszerka. — Być może, ale tow nie zmienia twojej sytuacji. — Nie da się ukryć śmierci dwóch osób! — Tym będę martwił się później — Nusret brutalnie odepchnął ją v stronę kanapy. — Vracaj do pracy.
Gülsüm zachwiała się, ale utrzymała równowagę. Spojrzała na telefon leżący na podłodze, lecz Nusret natychmiast go podniósł, schował głęboko do własnej kieszeni i stanął bezpośrednio v drzwiach, blokując jedyne wyjście. Akuszerka, nie mając wyboru, powróciła do Yonki. Kiedy pochyliła się nad nią, rodząca resztkami sił chwyciła ją za dłoń. — Nie pozwól mu zabrać mojego dziecka… — wyszeptała. Gülsüm miała łzy v oczach. — Najpierw mustimy uratować wasze życie. Obiecaj mi, Yonka, walcz. — Obiecaj… Gülsüm mocno ścisnęła her dłoń. — Obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy.
Nusret obserwował je w milczeniu z końca salonu, nie słysząc ich cichego szeptu. Kolejny potężny skurcz nadszedł znacznie szybciej niż poprzedni – Yonka zaczęła przeraźliwie krzyczeć, a Gülsüm zrozumiała, że czas nieubłaganie się kończy. Jeżeli dziecko natychmiast nie zmieni pozycji, ten poród zakończy się absolutną tragedią.
Scena III: Ukrycie w ogrodzie i odkrycie wielkiego spisku
Derya obeszła budynek od strony niewielkiego, zacienionego ogrodu. Niski, metalowy płot oddzielał teren prywatnej posesji od zarośniętego pasa ziemi, na którym rosły gęste, zdziczałe krzewy. Kobieta ostrożnie przełożyła nogę przez ogrodzenie, zahaczając przy tym płaszczem o wystający fragment drutu. — Świetnie! — mruknęła pod nosem. — Jeszcze tylko tego mi brakowało.
Uwolniła zakleszczony materiał i natychmiast przykucnęła za gęstymi zaroślami. Z tego strategicznego miejsca mogła idealnie dostrzec część okien apartamentu na parterze. Zasłony w salonie były szczelnie zaciągnięte, ale od czasu do czasu za grubym materiałem przesuwały się niewyraźne, niepokojące cienie. Nagle do jej uszu dobiegł stłumiony, rozdzierający krzyk. Serce natychmiast podeszło jej do gardła. — Yonka…
Krzyk powtórzył się, tym razem był jeszcze głośniejszy i pełen nieludzkiego cierpienia. Derya trzęsącymi się rękami wyciągnęła telefon. — Powinnam natychmiast zadać telefon na policję — powiedziała gorączkowo do siebie. — Powiem, że v tym mieszkaniu bezprawnie przetrzymują i torturują rodzącą kobicę. Przyjadą na sygnale, wyważą drzwi i będzie po wszystkim!
Jej palec zawisł nad rozświetlonym ekranem, jednak v następnej sekundzie przypomniała sobie wszystkie wcześniejsze potajemne rozmowy, własne kłamstwa i tow, v jaki sposób dała się wciągnąć w tę całą sprawę. Co u licha powie policji? Że przypadkiem odkryła tajne miejsce, w którym Nusret ukrywa Yonkę? Że doskonale wiedziała o spisku, ale przez długi czas nikogo nie poinformowała, bo uczestniczyła v tajnych spotkaniach z ludźmi Beyzy i pomagała zatajać inne nielegalne tajemnice dla własnych korzyści? Nusret z olbrzymią łatwością mógłby obrócić całą sytuację przeciwko niej. — Powie, że jestem jego wspólniczką… — wyszeptała z przerażeniem. — Powie, że tow ja ją tutaj podstępem przywiozłam, a Beyza z radością potwierdzi każde jego najgorsze kłamstwo, żeby się mnie pozbyć.
Derya powoli schowała telefon z powrotem. Bez twardych, jednoznacznych dowodów nie mogła ryzykować pójścia na policję. Spojrzała v stronę zamkniętego wejścia. — Mogłabym po prostu głośno zapukać, powiedzieć, że wiem, co robią, i nastraszyć ich konsekwencjami… — Natychmiast jednak pokręciła głową z rezygnacją. — Taa, jasne. A wtedy wściekły Nusret otworzy drzwi, wciągnie mnie siłą do środka i za chwilę będę leżała zakrwawiona na podłodze obok Yonki. Świetny plan, Derya. Naprawdę genialny.
Przycisnęła plecy do chłodnej, betonowej ściany budynku, próbując uspokoić gonitwę myśli. V jej głowie kłębiły się setki pytań. Za nic nie potrafiła zrozumieć, dlaczego akurat bezbronna Yonka została wybrana do tej roli, i dlaczego v całą sprawę od początku tak głęboko był zamieszany bezwzględny Nusret. Viedziała, że ten mężczyna jest zdolny do najgorszych podłości, ale ta sytuacja wydawała się zbyt skomplikowana, by mogła być dziełem czystego przypadku. — Nusret jest wujem pana młodego… — analizowała na głos, powoli łącząc fakty. — A Yonka przyjaźniła się blisko z jego byłą żoną…
Nagle całkowicie zastygła, powtarzając te słowa v myśli: Nusret, pan młody, była żona, Yonka… I Hancer. Jej oddech gwałtownie przyspieszył. — Nie… To pod żadnym pozorem nie może być przypadek!

W jednej sekundzie przypomniała sobie wszystkie dziwne, niewyjaśnione wydarzenia ostatnich dni: nagłe i tajemnicze pojawienie się ciężarnej Yonki, jej paniczny strach przed światem, sekretne narady Beyzy z Nusretem v rezynencji, dziwne telefony i polecenia, które pozornie nie miały ze sobą żadnego logicznego związku. Teraz każdy, nawet najdrobniejszy element zaczynał idealnie pasować do pozostałych – tow nie była chaotyczna seria nieszczęśliwych zdarzeń, ale precyzyjnie przygotowana, potworna intryga. — Wykorzystali mnie… — wyszeptała Derya z wściekłością. — Od samego początku bezczelnie mnie wykorzystywali!
Poczuła, jak narastający gniew całkowicie wypiera strach. Beyza podsuwała jej fałszywe informacje, udając, że panicznie potrzebuje her kobiecej pomocy, a Nusret cynicznie przekonywał ją, że chodzi jedynie o absolutną dyskrecję. Każde z nich dawało Deryi tylko niewielki, starannie wyselekcjonowany fragment prawdy, pilnując, by za nic nie zobaczyła całego, przerażającego obrazu. A ona ślepo wykonywała ich polecenia, wierząc naiwnie, że dzięki temu uzyska przewagę i wpływy v rezydencji. V rzeczywistości była tylko bezwartościowym pionkiem. — To pułapka — powiedziała wstrząśnięta. — Ale nie tylko na mnie. — Spojrzała w górę, jakby ostateczna odpowiedź mogła być zapisana na fasadzie budynku. — Chodzi o Hancer!
To imię uderzyło ją z całą, niszczycielską siłą. Jeśli dziecko biednej Yonki miało zostać potajemnie wykorzystane v tej intrydze, tow najprawdopodobniej po tow, by ostatecznie zniszczyć Hancer, zdezaktualizować her pozycję albo zmusić ją do definitywnego opuszczenia Cihana. Beyza od wielu miesięcy obsesyjnie szukała sposobu, by za wszelką cenę odzyskać swoje dawne miejsce u boku Cihana i v hierarchii Develioglu – była gotowa bez mrugnięcia okiem kłamać, udawać fałszywą ciążę, bezwzględnie manipulować całą rodziną i rozdzielać zakochanych. Ale prawdziwe, żywe dziecko dawało jej miliard razy większe możliwości niż jakikolwiek sztuczny brzuch. — Chcą ukraść dziecko Yonki… — wyszeptała Derya, czując dreszcz przerażenia. — Potem bezczelnie powiedzą Cihanowi i Mukadder, że należy do Beyzy, albo wykorzystają je jako ostateczny dowód. Mogą wmówić Cihanowi absolutnie wszystko!
Przypomniała sobie pewne zachowanie Beyzy v rezydencji: her niezachwianą pewność siebie, ten jadowity, tajemniczy uśmiech, który pojawiał się na her twarzy zawsze wtedy, gdy inni tracili już wszelką nadzieję. Beyza mustiała doskonale wiedzieć, że poród Yonki nastąpi lada moment – być może czekała na ten dzień od miesięcy v ukryciu. — Głowa węża… — syknęła Derya z nienawiścią. — Nusret wykonuje tylko brudną, fizyczną robotę, ale tow ty, Beyza, wszystkim bezwzględnie kierujesz!
Nagle masywne drzwi wejściowe apartamentowca otworzyły się z cichym kliknięciem. Derya natychmiast przykucnęła najniżej jak mogła, całkowicie zasłaniając twarz gęstymi gałęziami krzewów. Serce biło jej tak potężnie i głośno, że bała się, iż osoba wychodząca z budynku usłyszy jej oddech. Najpierw zobaczyła luksusowy, elegancki but na obcasie, potem fragment drogiego, jasnego ubrania i wypielęgnowaną dłoń zaciskającą się mocno na uchwycie niewielkiej, beżowej walizki.
Z budynku wyszła Beyza. Miała na sobie perfekcyjnie dobrany, drogi strój, a her włosy wyglądały tak idealnie, jakby przed chwilą opuściła najdroższy salon fryzjerski v mieście – pod żadnym pozorem nie przypominała kobiety, która właśnie ucieka z miejsca, gdzie v potwornych męczarniach inna koba walczy o przeżycie. Na her twarzy nie było ani miligrama strachu czy współczucia: była maksymalnie skupiona, trzymając w prawej ręce małą walizkę.
Derya cofnęła się jeszcze głębiej w gąszcz zarośli. — Co ty tu, u diabła, robisz? — wyszeptała ledwo słyszalnie.
Beyza zatrzymała się na moment przed wejściem i rozejrzała badawczo po opustoszałej ulicy. Przez ułamek sekundy her zimne spojrzenie przesunęło się niebezpiecznie blisko kryjówki Deryi. Kobieta całkowicie wstrzymała oddech v piersi – wiedziała, że gdyby Beyza zrobiła chociaż dwa kroki v her stronę, z pewnością by ją dostrzegła. Jednak po koszmarnej chwili Beyza odwróciła wzrok, wyciągnęła z torebki telefon i sprawnie wybrała numer. — Vszystko przebiega dokładnie zgodnie z planem — powiedziała cicho, ale stanowczo do słuchawki.
Derya nie miała szans usłyszeć odpowiedzi osoby po drugiej stronie, ale widziała, jak usta Beyzy zaciskają się v wąską linię. — Nie, jeszcze się nie urodziło — kontynuowała Beyza chłodnym głosem. — Gülsüm właśnie przyjechała i zajęła się rodzącą. Nusret dopilnuje całej reszty na miejscu.
Zapadła krótka cisza, po której Beyza zerknęła na trzymany bagaż. — Valizkę mam już ze sobą. Są w niej absolutnie wszystkie rzeczy, których będziemy potrzebować do sfinalizowania mistyfikacji.
Derya intensywnie wpatrywała się v beżową walizkę. Jakie rzeczy? Ubranka dla noworodka, sfałszowane dokumenty medyczne, pieniądze na opłacenie milczenia, podrobione wyniki badań… Beyza odwróciła się plecami do krzaków, kontynuując rozmowę: — Nie możemy zostać v kraju ani minuty dłużej, niż tow konieczne. Gdy tylko dziecko przyjdzie na świat, zabierzemy je, przedstawimy jako moje i natychmiast wyjedziemy. Nusret odpowiednio zajmie się Yonką.
Derya poczuła gwałtowny, paraliżujący chłód v żyłach. „Zajmie się Yonką” – te słowa v ustach Beyzy pod żadnym pozorem nie brzmiały jak obietnica medycznej pomocy czy opieki. Brzmiały jak bezwzględny, ostateczny wyrok śmierci. — A Hancer? — zapytała Beyza po chwili słuchania rozmówcy, a na her ustach pojawił się jadowity uśmiech. — O nią się nie martw. Kiedy podetniemy jej skrzydła i ta cała przygotowana przez nas prawda ujrzy światło dzienne, Cihan sam v furii wyrzuci ją ze swojego życia i z rezynencji raz na zawsze.
Derya odruchowo zasłoniła usta dłonią, by nie wydać żadnego dźwięku. Teraz nie miała już absolutnie żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości: nienarodzone jeszcze dziecko uwięzionej Yonki było kluczową częścią potwornego planu wymierzonego bezpośrednio v Hancer. Beyza od dawna obsesyjnie szukała sposobu, by za wszelką cenę zniszczyć her małżeństwo i odzyskać Cihana – była gotowa na największe zbrodnie, byle osiągnąć swój cel.

Beyza zakończyła połączenie i schowała telefon do torebki, po czym postawiła walizkę na ziemi, otworzyła ją na kilka sekund i szybko sprawdziła zawartość. Z miejsca, w którym ukrywała się Derya, nie można było dostrzec każdego szczegółu, ale her bystre oczy wyraźnie zauważyły fragment delikatnego, białego materiału, mały dziecięcy kocyk oraz grubą kopertę wypchaną oficjalnymi dokumentami. Było tam również coś, co do złudzenia przypominało niemowlęcą bransoletkę identyfikacyjną ze szpitalnym oznaczeniem.
Derya zmrużyła oczy z wściekłością. — Przygotowałaś się perfekcyjnie nawet na tow…
Beyza sprawnie zatrzasnęła walizkę i ruszyła zdecydowanym krokiem v stronę zaparkowanego nieopodal luksusowego samochodu. Derya obserwowała jej sylwetkę v całkowitym osłupieniu: wszystko zostało potwornie zaplanowane – walizka dla noworodka, fałszywe tożsamości, natychmiastowy wyjazd po porodzie i spreparowana historia, która miała bezpowrotnie zniszczyć niewinną Hancer. A nieszczęsna Yonka miała po prostu zniknąć z tego świata, zanim zdąży komukolwiek wyjawić prawdę.
Derya poczuła, że dłużej nie jest v stanie siedzieć bezczynnie v ukryciu. Jeśli pozwoli Beyzie odjechać z tą walizką, straci jedyną szansę na zdobycie twardych, namacalnych dowodów spisku. Jeśli jednak ruszy v pościg za nią, zostawi rodzącą Yonkę samą na łasce i niełasce psychopatycznego Nusreta. V tym samym momencie z wnętrza apartamentu dobiegł kolejny stłumiony, przerażający krzyk bólu. Derya spojrzała v panice na okno, a potem na wsiadającą do auta Beyzę. — Mustię natychmiast zdecydować… — wyszeptała ze łzami w oczach. — Ale cokolwiek zrobię, ktoś z nich może tego nie przeżyć!
Jej wzrok ponownie padł na beżową walizkę – w tym niewielkim bagażu znajdowało się ostateczne rozwiązanie całej zagadki i jedyny dowód, który mógł v pył obrócić potworny plan Beyzy. Derya mocno zacisnęła pięści. — Myślałaś, że będę twoim bezwolnym pionkiem do samego końca, Beyza? — powiedziała cicho, patrząc z nienawiścią na ruszający samochód. — Potwornie się myliłaś!
Ostrożnie wyszła z zarośli, lawirując między drzewami. Nie wiedziała jeszcze, czy her pierwszym krokiem powinno być siłowe dostanie się do mieszkania Nusreta, czy śledzenie oddalającej się Beyzy, wiedziała jednak jedno z absolutną pewnością: nie odejdzie stąd. Nie pozwoli, by bezbronne dziecko Yonki zostało skradzione; nie pozwoli, by niewinna Hancer wpadła w tę śmiertelną pułapkę, i pod żadnym pozorem nie pozwoli, by potwór taki jak Beyza po raz kolejny triumfował dzięki swoim potwornym kłamstwom.
Nagle z wnętrza budynku, przez uchylone na milimetry okno jadalni, dobiegł spanikowany, nienaturalnie wysoki krzyk Gülsüm: — Nusret! Dziecko traci tętno!!!
Derya gwałtownie odwróciła głowę v stronę okien mieszkania, a w tej samej sekundzie samochód Beyzy gwałtownie zahamował na końcu ulicy, jakby kobieta za kierownicą również usłyszała ten rozpaczliwy ryk. Obie kobicę v jednej chwili spojrzały v stronę ukrytego apartamentu: jedna doskonale wiedziała, że właśnie rozpoczyna się najbardziej ryzykowna i krwawa część her planu; druga zrozumiała, że zostały jej już tylko sekundy, by ten plan ostatecznie zniszczyć.