Luksusowa rezydencja otoczona wysokimi drzewami i starannie przystrzyżonym żywopłotem wyglądała tego popołudnia wyjątkowo spokojnie. Tafla wody w basenie lśniła w promieniach słońca, a lekki wiatr poruszał białymi zasłonami na tarasie. Z zewnątrz można było odnieść wrażenie, że w tym domu nie istnieją żadne problemy – wszystko było uporządkowane, eleganckie i niemal doskonałe. Jednak za masywnymi drzwiami rezydencji od dawna narastało napięcie, które właśnie miało eksplodować.

Fadik, słysząc dźwięk otwieranego zamka, szybko ruszyła do holu. Gdy otworzyła drzwi, zobaczyła Cihana. Mężczyzna wszedł do środka bez słowa. Jego twarz była napięta, szczęka zaciśnięta, a spojrzenie zimne i nieobecne. — Panie Cianie — zaczęła ostrożnie Fadik — czy coś się stało? Nie odpowiedział. Zdjął marynarkę i rzucił ją na oparcie stojącego przy ścianie fotela. V jego ruchach było tyle gniewu, że Fadik natychmiast zrozumiała, iż nie jest to odpowiedni moment na zadawanie pytań. Zanim zdążyła się odsunąć, w drzwiach pojawił się Melih. Wszedł szybkim krokiem, nie zdejmując nawet kurtki. Jego oczy natychmiast odnalazły Cihana. — Nie uciekaj przede mną! — rzucił ostro. — Jeszcze nie skończyliśmy.

Cihan zatrzymał się pośrodku holu. Przez chwilę stał odwrócony do brata plecami, jakby próbował zapanować nad emocjami. V końcu powoli się odwrócił. — Nie mam ci nic więcej do powiedzenia. — Oczywiście, że nie masz — odpowiedział Melih z pogardliwym uśmiechem. — Zawsze tak robisz. Podejmujesz decyzje za wszystkich. Niszczysz ludziom życie, a potem zachowujesz się, jakby nic się nie wydarzyło.

Fadik spojrzała na obu mężczyn z rosnącym niepokojem. — Proszę, nie tutaj — odezwała się cicho. — Pani Mukadder źle się czuje. V domu i tak jest wystarczająco dużo problemów. — Nie wtrągaj się, Fadik — powiedział Cihan, nie odrywając wzroku od Meliha.

Melih zrobił krok naprzód. — Dlaczego? Bo boisz się, że ktoś wreszcie usłyszy prawdę? — Jaką prawdę? — Że masz obsesję na punkcie kontrolowania wszystkiego i wszystkich. Hancer odchodzi od ciebie, matka ledwo radzi sobie z tym, co dzieje się w tym domu, a ty nadal uważasz się za jedynego człowieka, który ma prawo decydować.

Na dźwięk imienia Hancer twarz Cihana stężała jeszcze bardziej. — Nie mieszaj jej do tej rozmowy. — Dlaczego? Boli cię to? — Melih uniósł głos. — Boli cię świadomość, że straciłeś kobicę, która naprawdę cię kochała?

Cihan błyskawicznie podszedł do brata. — Ostrzegam cię. — A co zrobisz? Uderzysz mnie? V ten sposób rozwiązujesz problemy. — Powiedziałem, żebyś przestał. — Hancer nie odeszła bez powodu. To ty ją do tego zmusiłeś. Ty, matka i Beyza zamieniliście jej życie w piekło, a teraz udajecie zaskoczonych, że chce się rozwieść.

Cihan chwycił Meliha za kołnierz. — Nie wypowiadaj jej imienia takim tonem! Melih natychmiast zacisnął dłonie na koszuli brata. — Puść mnie. — Najpierw nauczysz się, gdzie jest twoje miejsce. — Moje miejsce nie jest pod twoim butem!

Melih odepchnął Cihana z całej siły. Cihan zachwiał się, lecz po chwili rzucił się na brata. Mężczyna zderzyli się ze sobą pośrodku przestronnego holu. Chwycili się za ubrania, szarpiąc i próbując powalić jeden drugiego na podłogę. — Przestańcie! — krzyknęła Fadik.

Z salonu wybiegła Beyza, a za nią Ajsu i Gülsüm. — Cihan! — zawołała Beyza. — Cihan, zostaw go! Niki jej nie słuchał. Melih uderzył brata ramieniem. Cihan odpowiedział ostrym ciosem. Dwóch mężczyn stoczyło bezwzględną walkę. Ludzie próbowali ich rozdzielić, ale ta scena już dawno przestała być zwykłą kłótnią – tow była eksplozja wszystkiego, co narastało między nimi od dawna.

Wtedy na półpiętrze pojawiła się Mukadder. Stała przy balustradzie w jasnym szlafroku, opierając jedną dłoń o poręcz. Jej twarz była blada, a oczy pełne przerażenia. Przez kilka sekund patrzyła na walczących synów, jakby nie potrafiła uwierzyć, że rozgrywająca się przed nią scena jest prawdziwa. — Cihan… Melih… — wyszeptała. Niki jej nie usłyszał. — Przestańcie! — krzyknęła głośniej. — Natychmiast przestańcie!

Cihan zastygł na krótką chwilę, lecz Melih nadal trzymał go za koszulę. Mukadder zrobiła krok do przodu. — Błagam was, jesteście braćmi. Jak możecie robić sobie coś takiego? Jej głos zadrżał. Kobieta przyłożyła dłoń do skroni – przed oczami pojawiły jej się ciemne plamy. Zachwiała się, próbując mocniej chwycić balustradę. — Mamo? — odezwał się Cihan.

Mukadder osunęła się na kolana, a następnie bezwładnie upadła na podłogę. — Mamo! — krzyknęli niemal jednocześnie obaj bracia.

Walka zakończyła się tak nagle, jak się rozpoczęła. Cihan puścił Meliha i wbiegł po schodach. Melih ruszył za nim, lecz na półpiętrze zatrzymała go Fadik. Cihan uklęknął przy matce. — Mamo, słyszysz mnie? Otwórz oczy! Mukadder nie reagowała – jej twarz była nieruchoma, a oddech płytki. Cihan wsunął jedną rękę pod jej plecy, drugą pod kolana i podniósł ją z podłogi. Jeszcze przed chwilą w jego oczach płonął gniew, lecz teraz zastąpiło go czyste przerażenie. — Odsuńcie się — polecił. — Zanieście wodę do jej pokoju i zadzwońcie po lekarza. — Ja zadzwonię — zapewniła Beyza, biegnąc za nim.

Melih pozostał przy schodach. Patrzył, jak brat niesie matkę do sypialni, a poczucie winy coraz mocniej zaciskało się wokół jego serca. Ajsu stanęła obok niego. — To nie powinno było się wydarzyć. Melih spuścił wzrok. — Wiem.

Scena II: Awantura w sypialni i oskarżenia Beyzy

Cihan ostrożnie położył matkę na szerokim łóżku, poprawił poduszkę pod jej głową i usiadł tuż obok. — Mamo, proszę, otwórz oczy. — Gładził ją po czole, próbując wyczuć, czy ma gorączkę. Jego dłonie lekko drżały. Beyza wbiegła do pokoju, a chwilę później w progu pojawiła się Gülsüm. — Lekarz jest w drodze — powiedziała Beyza. — Powiedziałam, że tow pilne. — Usiadła po drugiej stronie łóżka i przykryła Mukadder kołdrą.

Cihan wciąż trzymał matkę za rękę. Po kilku minutach powieki Mukadder zadrżały. Kobieta wzięła głębszy oddech i powoli otworzyła oczy. — Cihan… Jestem tutaj. Melih… Gdzie jest Melih? Cihan zawahała się. — Nic mu nie jest. — Nie chcę, żebyście się bili. — Nie myśl teraz o tym. Musisz odpocząć.

Mukadder próbowała się podnieść, ale opadła z powrotem na poduszkę. — To przeze mnie — wyszeptała. — Vszystko, co dzieje się w tym domu, jest przeze mnie. Beyza ścisnęła jej ramię. — Proszę nie mówić takich rzeczy. Najważniejsze, że odzyskała pani przytomność.

Cihan spojrzał na Beyzę. — Co dokładnie powiedział lekarz? — Że przyjedzie najszybciej, jak może. Powiedział też, żebyśmy jej nie podnosili i nie pozwalali się denerwować. — W tym domu nie ma już chwili bez zdenerwowania — odpowiedział gorzko Cihan.

Beyza wbiła w niego uważne spojrzenie. — Sam również nie pomagasz. — To nie czas na tę rozmowę. — Vłaśnie teraz jest na nią czas! Twoja matka straciła przytomność, bo ty i Melih postanowiliście zachowywać się jak wrogowie.

Cihan wstał. — Nie wiesz, o czym rozmawialiśmy. — Nie muszę wiedzieć, widziałam, co robiliście. Melih przekroczył granicę, a ty oczywiście musiałeś udowodnić mu swoją siłę. Cihan pochylił się v stronę Beyzy. — Ostrzegam cię, nie próbuj wykorzystywać tego, co się wydarzyło. — Wykorzystywać? — powtórzyła z oburzeniem. — Próbuję uratować tę rodzinę przed całkowitym rozpadem!

Beyza zacisnęła usta. Przez moment miała ochotę powiedzieć coś więcej, lecz zauważyła Gülsüm stojącą w progu. Kobieta udawała, że patrzy na Mukadder, ale w rzeczywistości chłonęła każde słowo. — Powinniśmy porozmawiać później — powiedziała chłodno Beyza. — Nie mamy o czym.

Cihan ponownie usiadł przy matce. Beyza odwróciła wzrok, ukrywając gniew, a Gülsüm powoli wycofała się z pokoju. Wiedziała, że w tej rodzinie każdy skrywał jakiś sekret. Problem polegał na tym, że niektóre z nich mogły wkrótce doprowadzić do znacznie większej tragedii niż zwykła bójka.

Scena III: Rozczarowanie Fadik i pożegnanie z Ajsu

Melih wszedł do kuchni i odkręcił kran. Nabrał zimnej wody w dłonie, po czym przemył rozciętą wargę. Vpatrywał się w swoje odbicie w ciemnej szybie, czując, jak gniew ustępuje miejsca wstydowi. Nagle drzwi kuchni otworzyły się z impetem. Fadik weszła do środka, gwałtownie gestykulując. — Jesteś z siebie zadowolony?! Melih odwrócił się. — Nie zaczynaj. — Twoja matka leży nieprzytomna, a ty mówisz mi, żebym nie zaczynała?! — To nie było tylko przeze mnie. — Oczywiście! Nigdy nic nie jest przez ciebie. Zawsze winny jest Cihan, Mukadder, Beyza albo cały świat! — Nie wiesz, co się wydarzyło. — Viem wystarczająco dużo. Vidziałam, jak wszedłeś za nim do domu i od pierwszej chwili szukałeś kłótni. — Miałem powód. — Powód? Jaki powód usprawiedliwia podniesienie ręki na własnego brata? — On pierwszy mnie chwycił! — A ty jesteś dzieckiem, które nie potrafi się powstrzymać!

Do kuchni zajrzała Ajsu – stała przy drzwiach, przerażona gwałtownością rozmowy. Melih zacisnął pięści. — Fadik, wystarczy. — Nie, nie wystarczy! Pani Mukadder traktowała cię jak własne życie. Czekała na ciebie, martwiła się, broniła cię przed każdym, a ty odpłaciłeś jej się tym, że niemal umarła ze strachu, patrząc, jak jej synowie próbują się pozabijać. — Nie mów tak. — Dlaczego? Bo prawda boli? — Powiedziałem, żebyś przestała! — Melih uderzył dłonią w blat.

Ajsu podskoczyła, a Fadik zamilkła na sekundę. V jej oczach nie było jednak strachu – było głębokie rozczarowanie. — Krzycz — powiedziała ciszej. — Uderzaj w meble. Uciekaj od odpowiedzialności. Ale kiedy dziś wieczorem zostaniesz sam, przypomnisz sobie jej twarz i będziesz wiedział, że mam rację.

Melih patrzył na nią przez chwilę, oddychając ciężko. — Nie zamierzam tego słuchać. — Odwrócił się i wyszedł z kuchni.

Ajsu natychmiast ruszyła za nim. Fadik została sama. Oparła obie dłonie o blat i zamknęła oczy. Gniew nadal w niej płonął, lecz pod nim krył się strach. Ten dom rozpadał się na jej oczach, a ona nie wiedziała, czy ktokolwiek z jego mieszkańców potrafi jeszcze zatrzymać nadchodzącą katastrofę.

Melih wyszedł przed rezynencję. Szedł szybkim, zdecydowanym krokiem, jakby próbował uciec nie tylko przed tym domem, lecz także przed własnymi myślami. — Melih! — usłyszał za sobą, ale nie zatrzymał się. — Melih, proszę!

Ajsu dogoniła go na podjeździe. Była roztrzęsiona, a w jej oczach lśniły łzy. — Dokąd idziesz? — Muszę stąd wyjść. Teraz, po tym, co się wydarzyło. — Vłaśnie dlatego Mukadder może cię potrzebować.

Melih odwrócił się gwałtownie. — Myślisz, że nie wiem? Myślisz, że nie widziałem, jak upada? — Więc zostań. — Nie mogę. — Dlaczego?

Przez chwilę nie odpowiadał – w jego oczach pojawił się ból. — Bo gdy na nią patrzę, widzę, co zrobiłem. A kiedy widzę Cihana, mam ochotę znowu się na niego rzucić.

Ajsu uchwyciła go za rękę. — Nie jesteś złym człowiekiem. — Dzisiaj zachowałem się jak ktoś zły. — Popełniłeś błąd. — To nie był pierwszy błąd. — V takim razie nie popełniaj następnego. Nie odchodź w gniewie.

Melih spojrzał na jej dłoń spoczywającą na jego ręce. — Ajsu, nie próbuj mnie ratować. — Nie próbuję cię ratować. Chcę tylko, żebyś nie był sam.

Te Słowa przełamały jego opór. Objął ją mocno, przyciskając do piersi. Dziewczyna wtuliła twarz w jego kurtkę i zamknęła oczy. — Vszystko się rozpada — wyszeptała. — Viem. — Boję się. — Ja też.

Ajsu odsunęła się nieznacznie. — Vrócisz? Melih nie odpowiedział od razu. — Muszę z kimś porozmawiać. — Z kim? — To nie ma znaczenia. — Dla mnie ma. — Vrócę, kiedy uporządkuję myśli. — Pocałował ją lekko w czoło, po czym odwrócił się i ruszył v stronę bramy.

Ajsu patrzyła za nim, dopóki nie zniknął za ogrodzeniem. Nie zauważyła, że z bocznego wyjścia rezynencji wysunęła się Gülsüm.

Scena IV: Śledztwo Gülsüm i konfrontacja z Melichem

Gülsüm przez kilka chwil obserwowała Meliha zza ogrodzenia. Mężczyna szedł opustoszałą ulicą, nie oglądając się za siebie. Kobieta poprawiła chustę, ostrożnie otworzyła furtkę i ruszyła za nim. Nie ufała mu. V rzeczywistości nie ufała już nikomu. Viedziała, że Melih coraz częściej rozmawia z Sinem – obawiała się, że mogą wspólnie próbować odkryć prawdę o intrygach Beyzy i Mukadder. Gdyby dotarli do sprawy leków, jej własna rola również wyszłaby na jaw.

Szła kilka metrów za nim, starając się stawiać kroki jak najciszej. Melih jednak nagle się zatrzymał. Gülsüm również stanęła. Mężczyna odwrócił się i spojrzał prosto w jej stronę. — Możesz wyjść — powiedział. — Vidzę cię.

Gülsüm powoli opuściła kryjówkę. — Ja tylko… — Śledzisz mnie? — Oczywiście, że nie. — V takim razie dlaczego idziesz za mną od samej bramy? — Chciałam się upewnić, że nic sobie nie zrobisz.

Melih roześmiał się bez cienia wesołości. — Nagle tak bardzo się o mnie martwisz? — Vszyscy jesteśmy zdenerwowani. — Nie kłam, nie umiesz tego robić.

Gülsüm uniosła podbródek. — Lepiej wróć do domu. Twoja matka jest chora. — Viem, gdzie jest moja matka. — A jednak odchodzisz. — To moja sprawa. — Vszystko, co robisz, dotyczy tej rodziny.

Melih podszedł bliżej. — Posłuchaj mnie uważnie: nie wiem, czego się boisz, ale pewnego dnia twoje nerwowe spojrzenia i podsłuchiwanie zaprowadzą mnie prosto do prawdy.

Twarz Gülsüm pobladła. — Nie wiem, o czym mówisz. — Vłaśnie dlatego tak bardzo się denerwujesz. — Nie mam czasu na twoje oskarżenia.

Odwróciła się i ruszyła v stronę rezydencji. Melih patrzył za nią podejrzliwie. Był już niemal pewien, że Gülsüm coś ukrywa – nie wiedział tylko, czy działała na własną rękę, czy wykonywała polecenia Beyzy. Kiedy zniknęła za zakrętem, wyciągnął telefon i odnalazł numer Sinem. Kobieta odebrała po kilku sygnałach. — Melih? — Musimy się spotkać. Teraz. Tak, tow pilne. — Co się stało?

Melih przetarł dłonią twarz. — Nie chcę rozmawiać przez telefon. Przyjdź do parku, tam, gdzie ostatnio byliśmy z Mine. Sinem zamilkła. — Twój głos brzmi dziwnie. — Proszę. — Dobrze, przyjdę. — Zabierz Mine, nie chcę, żeby została sama. Będziemy za pół godziny.

Melih zakończył połączenie i ruszył dalej, nieświadomy, że rozmowa z Sinem zmusi go do podjęcia jednej z najtrudniejszych decyzji w życiu.

Scena V: Wizyta Ertuğrula Amcy i napięcie w parku

Cihan zszedł po schodach dopiero wtedy, gdy lekarz zbadał Mukadder i zapewnił, że jej życiu nie zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo. Kobieta była skrajnie osłabiona i musiała unikać stresu. V holu stała Fadik – zacierała dłonie z nerwów i wpatrywała się w rozbity wazon, którego odłamki nadal leżały na podłodze. — Jak ona się czuje? — zapytała. — Jest osłabiona, ale odzyskała przytomność. Fadik odetchnęła. — Dzięki Bogu. Gdzie jest Melih? — Vyszedł.

Cihan zmarszczył brwi. — Dokąd? — Nie powiedział. Oczywiście, panie Cianie – on też jest wstrząśnięty. — To go nie usprawiedliwia. — Pana również nie.

Cihan spojrzał na nią ostro. Fadik spuściła wzrok, lecz nie cofnęła swoich słów. — Vszyscy boimy się o panią Mukadder — dodała. — Ale dalsza walka niczego nie naprawi.

Cihan popatrzył w stronę drzwi. — V tym domu każdy oczekuje ode mnie, że naprawię jego błędy. Niki nie pyta, ile mnie tow kosztuje. — Może dlatego, że sam nie pozwala pan nikomu sobie pomóc.

Te Słowa wyraźnie go dotknęły – nie odpowiedział. Podniósł marynarkę z fotela i ruszył v stronę kuchni. Fadik spoglądała za nim ze smutkiem. Vidziała mężczynę zmęczonego, zranionego i samotnego, choć otaczało go tak wiele osób. Viedziała jednak, że dopóki Cihan nie przestanie traktować miłości jak walki o władzę, będzie tracił każdego, na kim naprawdę mu zależało.

W domu Sinem rozległo się pukanie. Kobieta poprawiła błękitny hidżab i otworzyła drzwi. Na progu stał Ertuğrul Amca, wspierający się na eleganckiej lasce. — Tato? — zapytała zaskoczona. — Nie wiedziałam, że przyjedziesz. — Gdybym uprzedził, nie zobaczyłbym waszego prawdziwego życia.

Z głębi domu dobiegł radosny krzyk: — Dziadek! Mine wybiegła do korytarza i rzuciła się Ertuğrulowi w ramiona. Starszy mężczyna uśmiechnął się szeroko, objął dziewczynkę i pocałował ją w głowę. — Moja mała księżniczka. Jak bardzo urosłaś! — Vidzieliśmy się tydzień temu. — V tydzień dzieci potrafią urosnąć bardziej niż dorośli przez całe życie.

Mine roześmiała się. Ertuğrul rozejrzał się, a następnie dyskretnie wsunął jej do ręki kilka banknotów. — Kup sobie coś dobrego. — Tato! — zaprotestowała Sinem. — Nie powinieneś dawać jej pieniędzy za każdym razem. — To sprawa między mną a moją wnuczką. — Dziękuję, dziadku! — zawołała Mine.

Sinem spojrzała na zegarek. — Musimy wyjść. Ertuğrul spoważniał. — Dokąd? — Do parku. — Z kim się spotykasz? — Z Melichem.

Starszy mężczyna uniósł brwi. — Czy dzieje się coś, o czym powinienem wiedzieć? Sinem unikała jego spojrzenia. — On potrzebuje rozmowy. — A ty? — Ja również.

Ertuğrul dostrzegł zmęczenie na twarzy córki, lecz nie naciskał. — Idźcie. Ja odwiedzę jeszcze Hancer. Chcę z nią porozmawiać przed jutrzejszą rozprawą. — Viesz o rozwodzie? — V tym mieście sekrety podróżują szybciej niż ludzie.

Sinem westchnęła, wzięła Mine za rękę i wyszła z domu.

Melih czekał oparty plecami o drzewo znajdujące się niedaleko placu zabaw. Gdy zobaczył nadchodzącą Sinem, wyprostował się. Mine wyrwała dłoń z ręki matki i pobiegła w jego stronę. Melih ukląkł i objął dziewczynkę. — Vitaj, mała wojowniczko. — Mama powiedziała, że jesteś smutny.

Sinem zmieszała się. — Mine… — Nic nie szkodzi — odpowiedział Melih. — Twoja mama ma rację. — Mogę ci dać cukierka. — Zachowaj go, sam widok twojego uśmiechu wystarczy. — Vskazał na zjeżdżalnie. — Idź się pobawić, tylko nie oddalaj się za bardzo.

Mine pobiegła na plac zabaw, a Melih i Sinem usiedli na ławce. Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. — Co się stało? — zapytała w końcu Sinem. — Pobiłem się z Cihanem. — Co?! — Matka tow zobaczyła. Zemdlała. — Jak się czuje? — Lekarz przyjechał, podobno jej życiu nic nie zagraża.

Sinem położyła dłoń na jego ramieniu. — Tak mi przykro. Melih odsunął się nieznacznie. — Nie potrzebuję współczucia. — V takim razie po co mnie wezwałeś? — Potrzebuję prawdy.

Sinem zesztywniała. — Jakiej prawdy? — O tobie. O tym, czego nie chcesz mi powiedzieć. O powodach, dla których za każdym razem, gdy pytam o Beyzę, zmieniasz temat. Melih, nie zaprzeczaj – wiem, że coś ukrywasz.

Sinem spojrzała na bawiącą się Mine. — Nie wszystko można powiedzieć od razu. — To wygodna odpowiedź. — Nie chodzi o wygodę, chodzi o bezpieczeństwo. — Czyje? — Mojej córki.

Melih ściszył głos. — Czy Beyza ci groziła? Sinem zacisnęła palce na skraju płaszcza. — Nie pytaj mnie o nią. — Vłaśnie o nią będę pytał! Gülsüm mnie śledziła, a kiedy wspomniałem o sekretach, przestraszyła się. Viem, że w tej rezydencji dzieje się coś więcej. — Nie mieszaj się w tow! — Za późno. — Melih, nie rozumiesz, do czego są zdolni niektórzy ludzie. — Vidziałem wystarczająco wiele. — Nie, widziałeś tylko powierzchnię. — V takim razie pokaż mi, co jest pod nią!

Sinem pokręciła głową. — Nie mogę. — Nie możesz czy nie chcesz? — Mam dziecko, każda moja decyzja dotyczy również Mine. — A każda twoja tajemnica może zniszczyć życie kogoś innego. — Myślisz, że tego nie wiem?! — jej głos zadrzał. — Myślisz, że spokojnie śpię? Każdej nocy zastanawiam się, czy dokonałam właściwego wyboru. Każdego ranka boję się, że ktoś zapuka do drzwi i odbierze mi wszystko.

Melih spojrzał na nią uważnie. — Kto miałby ci coś odebrać? Sinem wstała. — Nie powinnam była przychodzić. — Sinem, usiądź. — Powiedziałam ci wszystko, co mogłam. — Nie powiedziałaś niczego! — Czasami milczenie jest jedynym sposobem, żeby ochronić ludzi, których kochamy. — A czasami milczenie czyni nas wspólnikami.

Sinem spojrzała na niego z bólem. — Łatwo ci oceniać, kiedy nie musisz wybierać między prawdą a własnym dzieckiem. — Zawołała Mine i ruszyła v stronę alejki.

Sinem zatrzymała się, lecz nie odwróciła. — Kiedyś będziesz musiała mi powiedzieć. — Być może, ale kiedy ten dzień nadejdzie, możesz żałować, że zapytałeś.

Odeszła, trzymając córkę za rękę. Melih pozostał na ławce, coraz bardziej przekonany, że sprawa Beyzy jest znacznie mroczniejsza, niż początkowo przypuszczał.

Scena VI: Terror Beyzy w sypialni i atak napastnika

W sypialni Mukadder panował półmrok. Zasłony były zaciągnięte, a jedynym źródłem światła była niewielka lampka stojąca na szafce nocnej. Beyza siedziała w fotelu, wpatrując się w przestrzeń. Mukadder leżała nieruchomo, oddychając ciężko. Do pokoju weszła Gülsüm z dzbankiem wody i szklanką. — Pani Mukadder powinna się napić.

Starsza koba otworzyła oczy. Gülsüm uniosła jej głowę i przyłożyła szklankę do ust. Mukadder wypiła kilka łyków, po czym odsunęła naczynie. — Vystarczy. Beyza wstała z fotela. — Nie, nie wystarczy. Mukadder spojrzała na nią zdezorientowana. — Co masz na myśli? — To wszystko… Te kłamstwa, intrygi, manipulacje. Zawsze uważałaś, że możesz poruszać ludźmi jak figurami na szachownicy. — Beyza… Nie teraz. — Vłaśnie teraz! Twój syn niemal pobił się z bratem na śmierć, Hancer odchodzi, Cihan jest załamany, a ty nadal leżysz tutaj i udajesz ofiarę.

Mukadder spróbowała się podnieść. — Nie pozwolę, żebyś mówiła do mnie w ten sposób! — Musisz mnie wysłuchać! Sama mnie wciągnęłaś w tę grę. — Nie zmuszałam cię do niczego. — To ty przekonałaś mnie, że mogę odzyskać Cihana. To ty mówiłaś, że Hancer zniknie z naszego życia. To ty obiecałaś, że wszystko będzie pod kontrolą! — Ciszej! — syknęła Mukadder.

Beyza pochyliła się nad łóżkiem. — Życie twojego syna znalazło się w niebezpieczeństwie przez twoją obsesję. Straciłaś kontrolę i teraz poniesiesz konsekwencje.

Gülsüm nerwowo odstawiła dzbanek. Beyza natychmiast odwróciła się v jej stronę. — A ty dokąd się wybierasz? — Muszę przynieść lekarstwa. — Zostań. Gülsüm zamarła. — Viem, co zrobiłaś z lekami Mukadder — powiedziała Beyza. — Viem, kto kazał ci zmienić dawki i kto pomagał ci ukrywać opakowania.

Mukadder gwałtownie spojrzała na służącą. — O czym ona mówi? — Nie wiem… — wyjąkała Gülsüm. — Doskonale wiesz — odpowiedziała Beyza. — I lepiej, żeby niki inny się nie dowiedział. — Próbujesz mnie zastraszyć? — Nie próbuję, ostrzegam cię. Jeśli powiesz Cihanowi, Melihowi albo komukolwiek innemu choć jedno słowo, wszystko zrzucę na ciebie. To ty podawałaś lekarstwa, tow twoje odciski palców są na opakowaniach. Niki nie uwierzy, że wykonywałaś polecenia.

Gülsüm pobladła. — Nie możesz tego zrobić. — Mogę i zrobię. Mukadder uniosła głos: — Dosyć! Obie wyjdźcie!

Beyza poprawiła bluzkę. — Odpoczywaj. Będziesz potrzebowała sił, kiedy prawda zacznie wychodzić na jaw.

Wyszła z pokoju, pozostawiając Mukadder i Gülsüm w ciężkiej ciszy. Starsza koba spojrzała na służącą. — Co zrobiłaś? Gülsüm spuściła wzrok. — Nic, pani Mukadder. — Spójrz na mnie! Gülsüm jednak nie potrafiła.

Beyza chodziła nerwowo po swoim pokoju, trzymając telefon przy uchu. — Nie interesują mnie twoje wymówki! — mówiła ostro. — Wyniki muszą zniknąć, zanim ktokolwiek je zobaczy! — Po drugiej stronie ktoś próbował jej coś wyjaśnić. — Powiedziałam, że zapłacę! Masz zrobić tow, o co proszę. Jeśli ta informacja dotrze do Cihana, oboje będziemy skończeni!

Nagle usłyszała za sobą cichy szmer. Odwróciła głowę, lecz nie zdążyła niczego zobaczyć – czyjaś dłoń gwałtownie zakryła jej usta. Druga ręka objęła ją w pasie i szarpnęła do tyłu. Telefon wypadł jej z dłoni. Beyza próbowała krzyczeć, ale napastnik mocniej przycisnął dłoń do jej twarzy. Na podłogę spadł ciężki, mosiężny tłuczek stojący wcześniej na komodzie. Huk rozniósł się po całym domu.

Ertuğrul Amca, który właśnie wyszedł na korytarz, usłyszał hałas. Podszedł do miejsca, gdzie leżał przedmiot, podniósł go i rozejrzał się czujnie. — Hancer? — zawołał Cihan z głębi korytarza.

Niki nie odpowiedział. Drzwi jednego z pokoi były uchylone, lecz w ciemnym korytarzu Ertuğrul nie dostrzegł żadnego ruchu. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi wejściowych. Ertuğrul odłożył tłuczek na stolik i otworzył. Na progu stał Cemil. — Przepraszam, że przychodzę tak późno — powiedział. — Muszę z panem porozmawiać. — Vejdź.

Chwilę później w korytarzu pojawił się Cihan, zdjął buty i skierował się do innego pomieszczenia, nie zwracając uwagi na napięcie malujące się na twarzy Cemila. Mężczyna przeszli do tradycyjnie urządzonego salonu. — Co się stało? — zapytał Ertuğrul Amca.

Cemil pochylił się do przodu. — Chodzi o rodzinę. O Yoncę, Deryę i rzeczy, które zaczynają wychodzić na jaw. — Mów. — Obawiam się, że wszyscy znaleźliśmy się w niebezpieczeństwie, a ktoś, komu ufaliśmy, może od dawna prowadzić własną grę.

Ertuğrul Amca spoważniał. Nie wiedział jeszcze, że w tym samym domu, zaledwie kilka pomieszczeń dalej, Beyza walczyła z osobą, która najwyraźniej znała jeden z jej najgroźniejszych sekretów.

Scena VII: Rozwód w toku i mądrość Ertuğrula Amcy

Nad Stambułem powoli wstawał dzień. Pierwsze promienie słońca odbijały się od wód Bosforu. Minarety Błękitnego Meczetu rysowały się na jasnym niebie, a miasto budziło się do życia, nieświadome dramatów rozgrywających się za zamkniętymi drzwiami domów. Dla Hancer i Cihana był tow dzień, który mógł zakończyć ich małżeństwo. Dla Beyzy – dzień, w którym prawda o jej kłamstwach mogła wyjść na jaw. Dla Mukadder – dzień rozliczenia z konsekwencjami decyzji podejmowanych przez lata.

Hancer siedziała na kanapie w eleganckim, lecz znacznie skromniejszym niż rezydencja salonie. Trzymała telefon w dłoni i przez dłuższą chwilę wpatrywała się w numer Engina. V końcu nacisnęła przycisk połączenia. Prawnik odebrał w swoim biurze. — Hancer, właśnie miałem do ciebie dzwonić. — Czy złożyłeś dokumenty? — Tak. — Serce kobiety ścisnęło się boleśnie. — Kiedy będzie rozprawa? — Jutro rano. Sąd rozpatrzy wniosek v trybie przyspieszonym, ponieważ obie strony wyraziły zgodę. Jutro nadal możesz zmienić decyzję. — Nie.

To Słowo wypowiedziała szybko, jakby bała się, że chwila zawahania zniszczy całą jej determinację. — Czy Cihan wie? — Vysłałem mu informacje. Prawdopodobnie jeszcze dziś do mnie zadzwoni. — Dziękuję. — Hancer… Jesteś pewna?

Kobieta zamknęła oczy. — Nie pytaj mnie o tow. Po prostu bądź jutro w sądzie. — Zakończyła połączenie.

V tym momencie do salonu weszła Jasemin. — To był Engin? Hancer skinęła głową. — Rozprawa odbędzie się jutro. Jasemin usiadła obok niej. — To jeszcze nie koniec. — Vłaśnie tym jest. — Jutro może wydarzyć się coś niespodziewanego. Na przykład Cihan może wreszcie zrozumieć, że nie potrafi bez ciebie żyć. — On już tow wie. Więc dlaczego pozwala mi odeść? Bo wiedza nie zawsze wystarcza. Miłość też nie wystarcza, jeśli obok niej są kłamstwa, brak zaufania i ludzie, którzy zrobią wszystko, żeby nas rozdzielić. — Może wydarzyć się cud. Hancer uśmiechnęła się smutno. — Cuda przychodzą do ludzi, którzy mają jeszcze nadzieję. — A ty jej nie masz? — Gdybym ją miała, nie złożyłabym pozwu. — Vstała i ruszyła v stronę korytarza.

Jasemin patrzyła za nią ze smutkiem. — Czasami nadzieja zostaje w człowieku nawet wtedy, gdy on sam nie chce się do niej przyznać — powiedziała cicho. Hancer zatrzymała się na moment, lecz nie odwróciła.

W tym samym czasie Cihan chodził nerwowo po kuchni. Telefon leżał na stole, a na ekranie widniała wiadomość od Engina: „Pierwsza rozprawa rozwodowa odbędzie się jutro o 9:00 rano”. Cihan odłożył urządzenie, zrobił kilka kroków, po czym ponownie je podniósł i wybrała numer prawnika. — Powiedz mi, że tow pomyłka. — Niestety nie — odpowiedział Engin. — Sąd wyznaczył termin na jutro. — Tak szybko? — Hancer nalegała. Cihan zacisnął eyelids. — Czy rozmawiałeś z nią przed chwilą? Co powiedziała? Że nie zamierza zmieniać decyzji? A ty jej na tow pozwoliłeś?! — Jestem prawnikiem, nie strażnikiem jej życia. — Powinieneś był przekonać ją, żeby poczekała! — Cihan, ona nie chce czekać. Jeżeli masz coś do powiedzenia, powinieneś powiedzieć tow jej, nie mnie. — Nie chce mnie słuchać. — Może dlatego, że przez zbyt długi czas tow ty nie słuchałeś jej.

Cihan zamilkł. — Bądź jutro w sądzie — dodał Engin. — I przygotuj się na tow, że sędzia zapyta, czy podtrzymujesz zgodę na rozwód. — A jeśli jej nie podtrzymam? — Postępowanie się wydłuży, ale nie naprawisz w ten sposób małżeństwa. Zatrzymasz jedynie formalności.

Po zakończeniu rozmowy Cihan opadł na krzesło i spojrzał na obrączkę. Jeszcze niedawno wierzył, że niezależnie od wszystkiego Hancer pozostanie przy nim – teraz rozumiał, że jej cierpliwość miała granicę, a on przekraczał ją zbyt wiele razy. — Jak mam pozwolić ci odeść? — wyszeptał. V pustej kuchni niki mu nie odpowiedział.

Wieczorem do drzwi domu Hancer zapukał Ertuğrul Amca. Kobieta przywitała go z szacunkiem i zaprosiła do salonu. — Słyszałem o jutrzejszej rozprawie — powiedział, siadając. Hancer spuściła wzrok. — Viadomości szybko się rozchodzą. — Szczególnie te smutne. — Nie chcę o tym rozmawiać. — Vłaśnie dlatego powinniśmy porozmawiać. Decyzja została podjęta przez serce czy przez strach? Hancer uniosła głowę. — Przez doświadczenie. — Dlaczego tak szybko chcesz zakończyć małżeństwo? — Jutro sąd zdecyduje o wszystkim. — Sąd może rozwiązać małżeństwo, ale nie rozwiąże więzi między dwojgiem ludzi. Zrobię kawę.

Uciekła do kuchni, zanim starszy mężczyna zdążył zadać kolejne pytanie. V tym momencie drzwi wejściowe otworzyły się i do domu wszedł Cihan. Zatrzymał się, widząc Ertuğrula Amcę. — Nie wiedziałem, że pan tutaj jest. — Przyszedłem porozmawiać z Hancer. — Rozumiem.

Cihan zdjął buty i usiadł naprzeciwko starszego mężczyny. Hancer, stojąc w kuchni, pozostawiła drzwi lekko uchylone – zamiast przygotowywać kawę, przysłuchiwała się rozmowie. — Czy tow prawda, że zgodziłeś się na rozwód? — zapytał Ertuğrul Amca. — Hancer tego chce. — Nie pytałem, czego chce. Pytam, czego chcesz ty?

Cihan przez chwilę milczał. — Chcę, żeby została. Hancer zacisnęła palce na filiżance. — Więc dlaczego pozwalasz jej odeść? — Bo nie daje mi wyboru. Nie chce mnie słuchać, nie chce rozmawiać. — Może nie potrafi już wierzyć twoim słowom. — Viem, że popełniłem błędy. — Czy powiedziałeś jej tow? — Próbowałem. — Próbować tow nie tow samo, co zrobić.

Cihan skłonił głowę. — Nie wiem, jak do niej dotrzeć. Vszystko, co mówię, brzmi jak kolejna wymówka. Vszystko, co robię, obraca się przeciwko mnie.

Ertuğrul Amca westchnął. — Życie jest pełne tajemnic, synu. Czasami tow, co wydaje nam się końcem, jest dopiero początkiem. Czasami mężczyna musi stracić grunt pod nogami, żeby zrozumieć, na czym naprawdę powinien stać. — Łatwo mówić o przeznaczeniu, gdy nie traci się ukochanej osoby. — Myślisz, że ja nigdy nikogo nie straciłem? — Cihan podniósł wzrok. — Vidziałem ludzi odchodzących w gniewie. Vidziałem, jak dumni mężczyni niszczyli własne rodziny, bo bali się powiedzieć: „Przepraszam”. Vidziałem kobicę, które milczały tak długo, aż ich miłość zamieniła się w ranę. Viem jedno: nie zawsze potrafimy odróżnić karę od próby. To, co dziś uważasz za nieszczęście, może być drogą prowadzącą cię do prawdy. — A jeśli prawda jest taka, że Hancer już mnie nie kocha? — Gdyby cię nie kochała, nie cierpiałaby tak bardzo.

V kuchni po policzkach Hancer popłynęły łzy. Zakryła usta dłonią, by stłumić szloch. — Co mam zrobić? — zapytał Cihan. — Przestań walczyć z całym światem. Zaufaj Bogu. Przyjmij, że nie wszystko możesz kontrolować, a potem stań przed Hancer bez dumy, bez żądań i bez wymówek. Jutro może być za późno. — Dopóki dwoje ludzi wciąż cierpi z powodu rozstania, nie jest za późno.

Hancer oparła czoło o ścianę – Słowa Cihana i Ertuğrula Amcy rozbijały mur, który tak długo budowała wokół własnego serca.

Scena VIII: Finał na korytarzu sądowym i niespodziewane wyniki badań

Cihan siedział na brzegu łóżka Mukadder. Kobieta wyglądała na jeszcze słabszą niż poprzedniego dnia. — Powinieneś być już w drodze do sądu — powiedziała. — Mam czas. — Hancer cię opuści…

Cihan ścisnął jej dłoń. — Nie chcę teraz o tym rozmawiać. — Przeze mnie ją straciłeś. Mamo, nie zaprzeczaj – chciałam decydować za ciebie. Vydawało mi się, że wiem, która kobieta jest dla ciebie odpowiednia. — Odpoczywaj. — Beyza nigdy nie da ci spokoju. Cihan spojrzał na matkę uważniej. — Dlaczego tow mówisz?

Mukadder zawahała się. — Bo widzę, do czego jest zdolna. — Co przede mną ukrywasz? — Nic. Mamo… Kobieta odwróciła twarz. — Idź do sądu. Nie pozwól, żeby twoja duma odebrała ci Hancer.

Cihan pogładził ją po głowie. — Vrócę później. — Pocałował jej dłoń, wstał i wyszedł. Kiedy drzwi się zamknęły, po policzku Mukadder spłynęła łza – wiedziała, że powinna powiedzieć synowi prawdę, bała się jednak, że gdy tow zrobi, straci nie tylko jego zaufanie, lecz także resztki rodziny, którą tak rozpaczliwie próbowała zatrzymać przy sobie.

Na podjazd rezynencji wjechał miedziany samochód. Cihan wysiadł, poprawił marynarkę i przez chwilę stał nieruchomo, zbierając siły przed wyjazdem do sądu. V jednym z pokoi Beyza patrzyła w lustro – na jej nadgarstku widniał czerwony ślad po dłoni tajemniczego napastnika. Ukryła go pod rękawem pomarańczowej koszuli. — Przez ciebie moje życie zamieniło się w koszmar — powiedziała do własnego odbicia. — Myślałaś, że możesz odeść i pozostawić mnie z tym wszystkim? Nie pozwolę ci wygrać.

Wybrała numer kliniki. — Dzwonię w sprawie moich wyników badań hormonalnych — powiedziała. — Tak, nazwisko było już podane. Chcę wiedzieć, gdzie jest doktor, który je zatwierdzał. Pracownica kliniki odpowiedziała, że lekarz przebywa poza placówką. — V takim razie proszę przesłać wyniki bezpośrednio na wskazany numer. Natychmiast. Beyza podała dane, nie zdając sobie sprawy, że w systemie widniał również drugi numer kontaktowy – numer należący do Jasemin.

Korytarz budynku sądu był chłodny i niemal bezosobowy. Cihan, ubrany w czarny garnitur, stał przed tablicą z listą spraw. Odnalazł swoje nazwisko obok nazwiska Hancer: Rozwiązanie małżeństwa. Te dwa Słowa wydawały się absurdalnie proste w porównaniu z całą historią ich miłości. Podszedł do niego Engin w prawniczej todze. — Jesteś wcześniej. — Nie spałem. Hancer jeszcze nie przyjechała?

V tej samej chwili na końcu korytarza pojawiła się koba. Szła powoli ze spuszczoną głową. Kiedy znalazła się bliżej, podniosła wzrok i spojrzała na Cihana. Przez kilka sekund żadne z nich się nie poruszyło. Hancer minęła go bez słowa i usiadła na ławce. Cihan spojrzał na swoją obrączkę. Hancer również opuściła wzrok na pierścionek znajdujący się na jej dłoni. Engin obserwował ich z niepokojem. — Możecie jeszcze porozmawiać — powiedział. — Nie mamy o czym — odpowiedziała Hancer. Cihan zacisnął szczękę. — Skoro tak uważasz…

Engin chciał coś dodać, lecz zadzwonił jego telefon. Odszedł kilka kroków i odebrał. Jasemin siedziała w swoim salonie – była zdenerwowana. — Czy oni są już w sądzie? — Tak, za chwilę wejdą na salę. — Mustisz ich zatrzymać! — Nie mogę zatrzymać rozprawy bez powodu!

V tej chwili telefon Jasemin zasygnalizował nadejście wiadomości. Kobieta odsunęła urządzenie od ucha i otworzyła załącznik – jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia. — To niemożliwe… — Co się stało? — zapytał Engin.

Jasemin czytała wyniki badań: poziomy hormonów pod żadnym pozorem nie wskazywały na ciążę. Dokumenty zawierały daty i dane, które mogły bezspornie dowieść, że Beyza od początku bezczelnie kłamała. — Hormony… — wyszeptała. — Engin, mam wyniki Beyzy. Ona nie była w ciąży! — Co?! — Mustię jechać do rezydencji! Jasemin, zaczekaj!

Rozłączyła się. Engin spojrzał na Hancer i Cihana, zastanawiając się, czy powinien natychmiast powiedzieć im o podejrzeniach. V tym momencie pracownik sądu otworzył drzwi: — Hancer Develioglu, Cihan Develioglu.

Hancer wstała, Cihan również się podniósł. — Proszę weść na salę. Cała trójka ruszyła v stronę drzwi.

Beyza otworzyła drzwi rezydencji i stanęła twarzą w twarz z Jasemin. — Czego chcesz? — Prawdy! Beyza natychmiast zauważyła telefon w jej dłoni. — Nie wiem, o czym mówisz. — Mam wyniki badań. Twarz Beyzy pobladła, lecz szybko odzyskała panowanie nad sobą. — Jakich badań? — Dobrze wiesz. Veszłaś do mojego domu, żeby mnie oskarżać? — To nie jest twój dom, i niedługo wszyscy się dowiedzą, na jakich kłamstwach próbowałaś zbudować sobie tutaj miejsce.

Beyza zrobiła krok naprzód. — Uważaj, Jasemin. — Tym razem tow ty uważaj. Hancer i Cihan właśnie wchodzą na salę rozpraw. Jeśli rozwiodą się przez twoje oszustwo, nigdy ci tego nie wybaczę. — Nie zdążysz. — Zobaczymy.

Jasemin odwróciła się i ruszyła v stronę samochodu. Beyza zatrzasnęła drzwi, oparła się o nie plecami, oddychając coraz szybciej – jej sekret przestał być bezpieczny.

Na sali rozpraw panowała cisza. Hancer i Cihan stanęli przed sędzią, a Engin zajął miejsce obok nich. Hancer nerwowo poprawiła włosy – nie odważyła się spojrzeć na męża. Sędzia otworzył akta. — Państwo Hancer i Cihan Develioglu. Vniosek dotyczy rozwiązania małżeństwa za porozumieniem stron.

Cihan spojrzał na profil żony. Vidział drżenie jej dłoni, widział łzy, które usiłowała powstrzymać. Chciał podejść, ująć ją za rękę i powiedzieć, że nie zgadza się na koniec – nie wiedział jednak, czy miał jeszcze prawo prosić ją o kolejną szansę. Sędzia spojrzał najpierw na Hancer. — Czy podtrzymuje pani wniosek o rozwód?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page