“Kobieta uniosła oczy, lecz w jej spojrzeniu nie było czułości. Był w nim żal, którego nie potrafiła już ukrywać.
— Patrzę — odpowiedziała cicho. — Od dawna na ciebie patrzę, Cihan. Tylko coraz mniej rozumiem to, co widzę.
— Wiem, że popełniłem błędy.
— Błędy? — powtórzyła z gorzkim uśmiechem. — Nazywasz to błędami? Beyza mieszkała pod tym dachem. Podejmowała decyzje dotyczące naszego życia. Obrażała mnie, prowokowała i próbowała zniszczyć wszystko, co było między nami. A ty za każdym razem mówiłeś mi, żebym jeszcze trochę wytrzymała.
— Robiłem to, żeby zakończyć tę sprawę bez kolejnego skandalu.
— Skandalu? — Hancer odsunęła talerz. — A czym jest moje życie, jeśli nie jednym wielkim skandalem? Każdego dnia budzę się i zastanawiam, czy jestem twoją żoną, ukochaną kobietą, czy tylko przeszkodą w historii, której nie potrafisz zakończyć.

Cihan pochylił się ku niej.
— Nie jesteś przeszkodą. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
— Gdyby tak było, nie musiałbyś mnie o tym nieustannie przekonywać.

Słowa Hancer uderzyły go z niezwykłą siłą. Mężczyzna opuścił wzrok.
— Nie kocham Beyzy — powiedział stanowczo. — Nie ma dla niej miejsca w moim sercu.
— Ale wciąż jest w twoim życiu.
— To nie to samo.
— Dla mnie dokładnie to samo — odparła podniesionym głosem. — Kiedy kobieta wciąż może weść do twojego domu, usiąść przy twoim stole i mówić mi, że nigdy cię nie odzyskam, wtedy różnica między sercem a życiem przestaje mieć znaczenie.

Cihan zacisnął dłonie na krawędzi stołu.
— Chcesz, żebym powiedział, że jestem rozdarty? Nie jestem. Wiem, kogo kocham.
— Twoje słowa mówią jedno, ale twoje czyny coś zupełnie innego.
— Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła?

Hancer przez chwilę milczała.
— Najpierw sam musisz wiedzieć, czego naprawdę chcesz.
— Chcę ciebie.
— A ja chcę spokoju — wyszeptała. — Chcę zasnąć bez strachu, że rano pojawi się kolejna tajemnica. Chcę żyć bez zastanawiania się, kto znowu będzie próbował mnie usunąć z twojego życia. Nie wiem już, czy przy tobie jest to możliwe.

Scena druga. Niepokoje w domu Cemila
W tym samym czasie w znacznie skromniejszym mieszkaniu Derya ustawiała na stole talerze. Z kuchni dochodził zapach przygotowanej potrawy, ale panująca w salonie atmosfera nie sprzyjała rodzinnemu posiłkowi. Mały Emir wszedł do pokoju, skrzywił się na widok jedzenia i natychmiast zaprotestował.
— Nie będę tego jadł.

Derya zatrzymała się z miską w dłoniach.
— Nawet nie spróbowałeś.
— Nie lubię tego.
— Wczoraj mówiłeś, że lubisz.
— Wczoraj lubiłem, a dzisiaj nie lubię.

Derya westchnęła.
— Emir, nie mam teraz siły na takie rozmowy. Umyj ręce i siadaj do stołu.
— Ale ja chcę tosty.
— Jeśli niczego nie zjesz, dostaniesz suchego tosta. Bez sera, bez czekolady i bez marudzenia.

Chłopiec spojrzał na nią obrażony.
— Jesteś niedobra.
— A ty jesteś głodny i zmęczony. Idź umyć ręce.

Emir odszedł, mrucząc coś pod nosem. Derya odprowadziła go wzrokiem, po czym spojrzała na Cemila. Mężczyzna siedział na kanapie i wpatrywał się w jeden punkt. Nie zareagował ani na słowa chłopca, ani na odgłos stawianych naczyń.
— Cemil — odezwała się Derya. — Kolacja jest gotowa.
Nie odpowiedział.
— Słyszysz mnie?
— Nie jestem głodny.
— Od rana niczego nie jadłeś.
— Powiedziałem, że nie jestem głodny.

Derya podeszła bliżej.
— Martwisz się o Hancer?
Cemil podniósł na nią zmęczone oczy.
— A o kogo mam się martwić? Widzisz, co się dzieje? Ona tam nie jest szczęśliwa. Mówiłam od początku, że ten dom ją zniszczy.
— Derya, proszę.
— Co „proszę”? Mam udawać, że wszystko jest dobrze? Beyza robi, co chce, Cihan nie potrafi postawić granicy, a Hancer każdego dnia płaci za ich przeszłość. Sam miłość nie wystarczy, kiedy człowiek nie ma odwagi chronić ukochanej osoby.

Cemil przetarł twarz dłonią.
— Boję się, że Hancer wróci tutaj.
Derya zmarszczyła brwi.
— Przecież zawsze może wrócić. To jej dom.
— Nie o to chodzi. Jeżeli wróci, będzie to znaczyło, że wszystko się skończyło, że kolejny raz została zraniona i nie miała dokąd pójść.
— A może właśnie powinna wrócić? — zapytała Derya. — Może lepiej zakończyć coś, co przynosi jej wyłącznie łzy?
— Nie wiem już, co jest dla niej lepsze.
— W takim razie przygotuj się na najgorsze — powiedziała cicho. — Czuję, że nadchodzi coś, czego żadne z nas nie będzie w stanie zatrzymać.

Scena trzecia. Najście Beyzy i prowokacja w jadalni
Tymczasem w kuchni posiadłości Cihan wstał od stołu, obszedł go powoli i zatrzymał się przy Hancer.
— Nie zostawiaj mnie — powiedział.
Hancer drgnęła.
— Nie mów tak.
— Dlaczego? Bo boisz się, że mi uwierzysz?
— Bo próbujesz obarczyć mnie odpowiedzialnością za swoje życie.
— Bez ciebie ono nie ma sensu.
— Miało sens, zanim mnie poznałeś?
— Nie, wtedy tylko istniałem. Byłem człowiekiem, który nie ufał nikomu, który żył gniewem i podejrzliwością. To ty przypomniałaś mi, że mogę być kimś innym.

Hancer otarła łzę.
— Nie możesz oczekiwać, że zostanę tylko dlatego, że boisz się znów stać zgorzkniałym człowiekiem.
— Zostań, ponieważ mnie kochasz.
— Miłość nie powinna boleć każdego dnia.

Cihan uklęknął przy jej krześle.
— Daj mi ostatnią szansę. Zakończę wszystkie sprawy z Beyzą. Nie będzie miała już żadnego wpływu na nasze życie.
— Słyszałam to wcześniej.
— Tym razem ci to udwodnię.

Spojrzała na niego. W jej oczach pojawiła się tęsknota za mężczyzną, którego kochała, ale jednocześnie strach przed kolejnym rozczarowaniem. Cihan powoli przybliżył twarz do jej twarzy. Przez moment wydawało się, że ją pocałuje. Zatrzymał się jednak, widząc jej napięcie. Nie chciał wymuszać bliskości, której nie była gotowa mu ofiarować. Wyprostował się.
— Wrócę za chwilę — powiedział.
— Dokąd idziesz?
— Muszę zaczerpnąć powietrza, zanim powiem coś, czego będę żałował.

Ruszył do wyjścia. Gdy otworzył drzwi, zamarł. Na progu stała Beyza. Była ubrana elegancko, a jej twarz pozostawała chłodna i niewzruszona. Obok niej znajdowała się niewielka walizka.
— Co ty tutaj robisz? — zapytał Cihan.
— Wracam do domu.
— To nie jest twój dom.
— Dziwne. Nadal mam do niego klucze.
— Mieliśmy umowę.
— Umowy można zmieniać.

Cihan stanął w drzwiach, blokując jej przejście.
— Nie wejdziesz.
— Naprawdę chcesz urządzać przedstawienie na progu? Sąsiedzi mogą się zainteresować.
— Nie obchodzi mnie to.

Beyza uśmiechnęła się lekko.
— Za to mnie obchodzi, co powiem policji, prawnikom i wszystkim, którzy zechcą posłuchać, jak potraktowałeś własną żonę.

Cihan zacisnął szczękę. Po chwili odsunął się, lecz jego spojrzenie mówiło jasno, że nie oznaczało to zgody. Beyza weszła do środka z triumfalnym spokojem.

Scena czwarta. Oświadczyny Meliha we wspomnieniach Sinem
W innej części miasta Sinem siedziała przy łóżku śpiącej Mine. Dziewczynka oddychała spokojnie, nieświadoma zmartwień dorosłych. Sinem poprawiła jej kołdrę, a następnie delikatnie pogłaskała ją po włosach. Myślami wróciła do rozmowy z Melichem przy basenie. Tego dnia słońce odbijało się w spokojnej tafli wody. Melich był niezwykle zdenerwowany. Chodził przez chwilę wzdłuż basenu, zanim wreszcie zatrzymał się przed Sinem.
— Jest coś, co muszę ci powiedzieć — zaczął.
— Wyglądasz, jakbyś miał oznajmić koniec świata.
— Dla mnie może to być początek albo koniec wszystkiego.

Wyjął z kieszeni niewielkie bordowe pudełeczko. Sinem znieruchomiała.
— Melich…
— Pozwól mi dokończyć. Wiem, że twoje życie nie było łatwe. Wiem też, że nie zawsze mi ufałaś, ale ja nie chcę być kolejnym człowiekiem, który czegoś od ciebie żąda. Chcę być tym, przy którym nie będziesz musiała się bać.

Otworzył pudełeczko. Wewnątrz znajdował się delikatny pierścionek.
— Wyjdź za mnie.
— Nie mogę odpowiedzieć od razu.
— Nie proszę o odpowiedź z litości.
— To nie litość. Po prostu Mine jest dla mnie najważniejsza.
— Dla mnie również będzie najważniejsza.
— Łatwo to powiedzieć.
— W takim razie pozwól mi to udowodnić.

Wspomnienie rozpłynęło się, a Sinem ponownie znalazła się w sypialni. Spojrzała na telefon, na którym widniała nieprzeczytana wiadomość od Meliha: „Chcę tylko wiedzieć, czy mam jeszcze nadzieję”. Sinem zamknęła oczy. Nie znała odpowiedzi.

Scena piąta. Podpisanie rozwodu i ucieczka Hancer
W posiadłości Cihana Beyza weszła do kuchni. Hancer podniosła głowę i pobladła, widząc walizkę.
— Co ona tutaj robi? — zapytała.
— Sam chciałbym to wiedzieć — odpowiedział Cihan.

Beyza postawiła walizkę przy ścianie.
— Wróciłam.
— Nie możesz wrócić — powiedziała Hancer. — Protokół dobiegł końca. Ustalenia były jasne.
— Twoje ustalenia nie mają dla mnie znaczenia.
— To był dokument podpisany przez ciebie i Cihana.
— Dokument nie może odebrać mi tego, co mi się należy.

Cihan stanął przed nią.
— Nic ci się tutaj nie należy.
— Jestem twoją żoną.
— Tylko na papierze.
— Papier bywa potężniejszy od uczuć.

Hancer odsunęła krzesło.
— Dosyć.
Beyza spojrzała na nią z udawaną niewinnością.
— Przeszkadzam w romantycznej kolacji?
— Wyjdź z tego domu.
— Nie będziesz mi rozkazywać.
— W takim razie ja ci rozkazuję — wtrącił Cihan. — Zabierz walizkę i zniknij.
— Nie zamierzam się stąd ruszać.
— Beyza, nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę.
— A co zrobisz? Wyrzucisz mnie siłą na oczach Hancer? To na pewno przekona ją, że jesteś spokojnym i godnym zaufania mężczyzną.

W mieszkaniu Deryi Yonka zamknęła się w jednym z pokoi i wybrała numer.
— Wszystko idzie zgodnie z planem — powiedziała szeptem. — Beyza wróciła do domu. Hancer i Cihan są na granicy rozstania. — Przez chwilę słuchała rozmówcy. — Nie, nie możemy czekać. Jeżeli zdoła ją przekonać, stracimy okazję. Trzeba działać teraz. Hancer musi uwierzyć, że nie ma już do czego wracać.

Ktoś poruszył klamką. Yonca szybko zakończyła połączenie.
— Oddzwonię. — Schowała telefon, przybierając niewinną minę.

W kuchni rezydencji krzyki stawały się coraz głośniejsze.
— Mam tego dość! — wybuchnęła Hancer. — Mam dość waszych dokumentów, umów, kłamstw i tajemnic!
— Hancer, uspokój się — poprosił Cihan.
— Nie każ mi się uspokajać! Za każdym razem, gdy próbuję uwierzyć, że możemy zacząć od nowa, ona wraca. A ty zawsze znajdujesz powód, dla którego muszę to znosić.
— Nie zapraszałem jej tutaj.
— Ale tu jest.

Beyza skrzyżowała ręce.
— Może powinnaś wreszcie zaakceptować, że nie pasujesz do tego świata.

Hancer spojrzała na nią z niedowierzaniem.
— Masz rację. Nie pasuję do świata, w którym ludzie bez końca sobą manipulują. — Odwróciła się do Cihana: — Chcę odejść. Chcę zacząć życie z dala od was obojga.
— Nie podejmuj decyzji w gniewie.
— To nie gniew, to zmęczenie.

W tym samym czasie Jasemin siedziała na kanapie, ściskając w dłoni test ciążowy. Dwie wyraźne kreski nie pozostawiały wątpliwości. Była w ciąży. Jej ręce drżały. V głowie słyszała głos Beyzy z wcześniejszej rozmowy.
— Niki nie może się dowiedzieć — mówiła Beyza, stojąc obok Gülsüm. — Jutro pójdziesz do lekarza.
— Nie wiem, czy potrafię.
— Nie pytałam, czy potrafisz. To także moje dziecko. To problem, który zniszczy nas wszystkich, jeżeli wyjdzie na jaw.

Gülsüm nerwowo splatała dłonie.
— Może powinnyśmy dać Jasemin czas.
— Nie ma czasu — odparła Beyza. — Jeżeli zacznie się wahać, ktoś zauważy, a wtedy nie będę mogła jej ochronić.
— To groźba? — zapytała Jasemin.
Beyza pochyliła się ku niej.
— Tow ostrzeżenie. Idź do kliniki, zanim będzie za późno.

Teraz Jasemin spacerowała po salonie z telefonem przy uchu.
— Chciałabym umówić wizytę — powiedziała drżącym głosem. — Tak. Możliwie najszybciej. — Kiedy rozmówczyni zapytała o rodzaj konsultacji, Jasemin zamknęła oczy. — Chodzi o aborcję.

W posiadłości Cihan stracił cierpliwość. Otworzył leżącą na krześle teczkę i wyjął z niej dokumenty. Zwrócił się do Beyzy:
— Chcesz zostać? Najpierw podpiszesz to. — Rzucił papiery na stół.

Na pierwszej stronie widniał napis: Boşanma Protokolü (Protokół Rozwodowy). Beyza spojrzała na dokument, a następnie na niego.
— Myślisz, że mnie przestraszysz?
— Nie. Zamierzam cię uwolnić od wymówki, dzięki której ciągle wracasz. — Położył obok dokumentów długopis. — Podpisz.
— Cihan… — wyszeptała Hancer.

Mężczyzna nie odrywał wzroku od Beyzy.
— Mówiłaś, że chodzi ci o sprawiedliwość. Oto ona. Kończymy to teraz.

Beyza powoli usiadła. Wzięła długopis i przez chwilę obracała go w palcach.
— Będziesz tego żałował.
— Jedyną rzeczą, której żałuję, jest to, że nie zrobiłem tego wcześniej.

Beyza pochyliła się i złożyła podpis. Jej ręka nie drżała, ale w oczach pojawiła się wściekłość. Hancer odwróciła wzrok. Zamiast ulgi czuła jedynie smutek. Dokument nie potrafił wymazać miesięcy bólu i niepewności. Kiedy Beyza odsunęła papiery, Hancer nagle ruszyła do wyjścia.
— Hancer! — zawołał Cihan.

Nie zatrzymała się. Wybiegła przed dom, gdzie chłodne nocne powietrze uderzyło ją w twarz.

Scena szósta. Pojawienie się nieznajomego na podjeździe
Cihan dogonił ją na podjeździe i chwycił za ramię.
— Zaczekaj!
— Puść mnie!
— Podpisała dokumenty. Wszystko się skończyło.
— Nie rozumiesz, że jest już za późno?
— Nie może być za późno.
— Dla ciebie wszystko można naprawić jednym podpisem. A co z tym, co czuję? Co z nocami, podczas których zastanawiałam się, czy znowu mnie okłamujesz?

Cihan mocniej zacisnął dłoń na jej ramieniu.
— Nie pozwolę ci odeść w takim stanie.
— Nie masz prawa mnie zatrzymywać!

Wtedy na podjeździe pojawił się nieznajomy mężczyzna w czarnej koszuli. Wysiadł z zaparkowanego nieopodal samochodu i ruszył w ich stronę.
— Proszę ją puścić — powiedział.
Cihan odwrócił się gwałtownie.
— Kim pan jest?
— Kimś, kto widzi, że ta kobieta nie chce, żeby jej pan dotykał. — Mężczyzna odsunął rękę Cihana od ramienia Hancer.
— Nie wtrągaj się! — syknął Cihan.
— Hancer, wszystko w porządku? — zapytał nieznajomy, całkowicie ignorując ostrzeżenie.

Hancer ocierała łzy.
— Chcę stąd odjechać.
— Zabiorę cię.
— Nigdzie z nim nie pojedziesz! — zawołał Cihan.

Na ganku pojawiła się Beyza. Obserwowała zajście z wyraźnym zainteresowaniem, a w kącikach jej ust pojawił się niemal niezauważalny uśmiech.
— To jej decyzja — powiedział nieznajomy.
— To moja żona!
— V takim razie powinien pan traktować ją tak, żeby nie musiała uciekać.

Cihan popchnął go.
— Powiedziałem, żebyś się nie wtrącał!
Mężczyzna zrobił krok do przodu, lecz Hancer stanęła między nimi.
— Dosyć! — krzyknęła. — Mam już dość mężczyzn decydujących za mnie!

Scena siódma. Rozmowa Engina z Jasemin w salonie
W innym domu Jasemin i Engin siedzieli na kanapie, jedząc posiłek. Engin zauważył, że kobieta prawie nie dotyka jedzenia.
— Coś się stało? — zapytał.
— Jestem tylko zmęczona.
— Od kilku dni unikasz mojego wzroku.
— Wydaje ci się.
— Jasemin, znam cię. Kiedy się boisz, zaczynasz poprawiać rękawy, nawet jeśli są idealnie ułożone. — Kobieta natychmiast przestała dotykać mankietu. — Nie wszystko musi być twoją sprawą.
— Ale kiedy cierpisz, chciałbym wiedzieć dlaczego.
— A gdybym zrobiła coś, czego nie potrafiłbyś mi wybaczyć?

Engin odłożył widelec.
— Najpierw chciałbym zrozumieć.
Jasemin poczuła, że do oczu napływają jej łzy, lecz szybko się odwróciła.
— Czasami na zrozumienie jest już za późno.

Ósma scena. Hancer odjeżdża, a Cihan popada w furię
Przed posiadłością Hancer spojrzała Cihanowi prosto w oczy.
— Nie jadę z nim dlatego, że go wybieram. Jadę, ponieważ nie mogę zostać tutaj ani minuty dłużej.
— Hancer, proszę…
— Błagałeś mnie, żebym cię nie zostawiała, ale ty zostawiałeś mnie samą za każdym razem, gdy pozwalałeś Beyzie wracać.

Nieznajomy otworzył drzwi samochodu. Cihan stał bez ruchu, jakby nie wierzył, że Hancer naprawdę może do niego wsiąść.
— Jeżeli teraz odjedziesz, nie wiem, czy będę potrafił cię odzyskać — powiedział.
Hancer zatrzymała się.
— Może właśnie o co chodzi. Może tym razem nie powinieneś mnie odzyskiwać.

Wsiadła na miejsce pasażera. Nieznajomy zajął miejsce za kierownicą i uruchomił silnik. Samochód ruszył. Cihan stał na podjeździe, patrząc, jak tylne światła znikają w ciemności. Ból na jego twarzy mieszał się z niedowierzaniem. Po chwili opuścił głowę i ruszył do domu, mijając Beyzę bez jednego słowa.

W samochodzie Hancer nie była już w stanie powstrzymać płaczu.
— Przepraszam — powiedziała. — Nie powinnam była pana w tow mieszać.
— Nie musisz przepraszać.
— Nawet nie wiem, dlaczego mi pan pomógł.
— Zobaczyłem kogoś, kto rozpaczliwie potrzebował wyjścia.
— Nie mam dokąd pójść.
— Najpierw pojedziemy w spokojne miejsce, później zdecydujesz, co dalej.
— Pan mnie nie zna.
— Czasami łatwiej pomóc komuś obcemu niż człowiekowi, którego znamy od lat.

Hancer spojrzała przez okno. Światła miasta rozmywały się przez łzy.

Cihan wrócił do jadalni. Na stole wciąż leżały podpisane dokumenty. Usiadł ciężko na krześle, zamknął oczy i uderzył pięścią w blat.
— Vszystko zniszczyłaś — powiedział, gdy usłyszał kroki Beyzy.
— To Hancer zdecydowała się odjechać z obcym mężczyzną.

td4729

Cihan zerwał się na nogi.
— Ani słowa więcej!
— Próbuję tylko…
— Ty niczego nie próbujesz! Od miesięcy zatruwasz nasze życie. Pojawiasz się zawsze wtedy, gdy zaczynamy odbudowywać to, co zniszczyłaś!
— Nie możesz obwiniać mnie o wszystkie swoje porażki.

Cihan podszedł do niej i uniósł palec tuż przed jej twarzą.
— Posłuchaj mnie uważnie: podpisałaś dokumenty. Od tej chwili nie jesteś częścią mojego życia. Jeżeli jeszcze raz zbliżysz się do Hancer albo spróbujesz ją skrzywdzić, odpowiesz za wszystko.
— Grozisz mi?
— Ostrzegam cię. — Odwrócił się i wyszedł.

Dziewiąta scena. Tajemnica ukryta w ramce ze zdjęciem
Samochód z Hancer zatrzymał się przed niewielkim budynkiem na obrzeżach miasta. Oboje wysiedli w milczeniu. Nieznajomy otworzył drzwi i wpuścił ją do środka. Hancer powoli zdjęła buty, odwiesiła torebkę i usiadła na kanapie. Jej wzrok padł na zdjęcie stojące na komodzie. Vidniał na nim Cihan w towarzystwie kobiety i mężczyzny. Nie rozpoznała ich, lecz fotografia wzbudziła w niej niepokój.
— Skąd ma pan to zdjęcie? — zapytała.

Mężczyzna przez chwilę milczał.
— Odpowiem na wszystkie pytania, ale nie dzisiaj. Dzisiaj powinnaś odpocząć.

Hancer spojrzała na niego podejrzliwie, jednak nie miała siły się kłócić. Kiedy została sama, zamknęła drzwi pokoju, oparła się o nie plecami i osunęła na podłogę. Jej płacz był cichy, lecz przepełniony bólem.

W tym samym czasie Cihan wszedł do gabinetu, zdjął marynarkę i rzucił ją na kanapę. Przez kilka minut chodził po pokoju, ściskając kark, jakby próbował fizycznie powstrzymać narastające napięcie. W końcu usiadł w fotelu.
— Dlaczego mi nie uwierzyłaść? — wyszeptał do pustego pomieszczenia. — Dlaczego odjechałaś?

Nie potrafił jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to Hancer nie zaufała jemu, czy też on zbyt długo nie dawał jej powodów, by mogła mu zaufać.

Sinem nadal czuwała przy Mine. Podeszła do okna, sprawdziła telefon, a następnie poprawiła kołdrę dziewczynki. Na ekranie pojawiło się kolejne połączenie od Meliha – nie odebrała. Ujęcia pogrążonych w cierpieniu bohaterów przeplatały się z panoramą Stambułu. Wieża Panny rysowała się na tle zachodzącego słońca, a spokojna woda kontrastowała z burzą emocji, jaka rozgrywała się w ich życiu.

Następnego dnia w jasnym salonie doszło do kolejnej awantury. Beyza stała naprzeciwko Nusreta i Cemila.
— Myślicie, że możecie mnie wykorzystać, a potem się mnie pozbyć?! — krzyczała.
Nusret zachował spokój.

td4729
— Sama doprowadziłaś do podpisania dokumentów.
— Mieliście trzymać Hancer z dala od Cihana!
— Wygląda na to, że świetnie poradziłaś sobie z tym bez naszej pomocy — odparł Cemil.
— Nie bądź bezczelny!
— A ty nie udawaj niewinnej. Każdy, kto z tobą współpracuje, prędzej czy później staje się twoim wrogiem.

Beyza chwyciła torebkę.
— Jeszcze wszyscy będziecie mnie błagać o pomoc! — Odwróciła się i wyszła, trzaskając drzwiami.

W mieszkaniu, do którego trafiła Hancer, pojawiła się Jasemin. Przyniosła dwie filiżanki kawy i usiadła obok przyjaciółki.
— Jak się czujesz? — zapytała.
— Jakbym zostawiła połowę siebie w tamtym domu.
— Możesz wrócić, kiedy będziesz gotowa.
— Nie wiem, czy kiedykolwiek będę.
— Nadal go kochaasz?
Hancer nie odpowiedziała. Łza spłynęła po jej policzku.
— Chciałam tylko zwyczajnego życia — wyszeptała. — Nie bogactwa, niewielkiego domu. Chciałam budzić się obok mężczyzny, przy którym nie muszę niczego udowadniać.
Jasemin objęła ją.
— Nie jesteś sama.
Hancer wtuliła się w nią i rozpłakała.
— A ty? — zapytała po chwili. — Wyglądasz, jakbyś także miała jakiś problem.
Jasemin zesztywniała.
— Porozmawiamy o mnie później.

Do gabinetu Cihana wszedł Engin. Zastał przyjaciela leżącego na kanapie.
— Wyglądasz fatalnie — powiedział.
— Dziękuję za szczerość.
— Co się wydarzyło?
Cihan usiadł.
— Hancer odjechała z obcym mężczyzną.
— Kim on był?
— Nie wiem.
— Pozwoliłeś jej odeść z kimś, kogo nie znasz?
— Myślisz, że nie próbowałem jej zatrzymać?
— Nie oskarżam cię, pytam, ponieważ to może być niebezpieczne.

Cihan spojrzał na niego.
— Znajdź go, Engin. Chcę wiedzieć, kim jest, skąd zna Hancer i dlaczego pojawił się dokładnie w tamtej chwili. A kiedy go znajdziemy, najpierw upewnię się, że Hancer jest bezpieczna, później spróbuję naprawić to, co zniszczyłem.

Na ulicy Beyza szła szybkim krokiem, rozmawiając przez telefon.
— Jasemin, nie ignoruj mnie. Byłaś w klinice?
Jasemin, stojąca w salonie, zacisnęła dłoń na aparacie.
— Umówiłam wizytę.
— To za mało.
— Nie naciskaj na mnie.
— Nie masz wyboru.
— Każdy ma wybór, Beyza.

td4729
— V takim razie wybierz rozsądnie, bo jeśli prawda wyjdzie na jaw, nie tylko ty poniesiesz konsekwencje. — Rozłączyła się.

Kolejne ujęcia miasta pokazały statki przemierzające cieśniny oraz majestatyczny most wiszący. Pod spokojną powierzchnią codzienności gromadziły się jednak kolejne tajemnice. V klinice Beyza siedziała na fotelu, gdy młoda pielęgniarka pobierała jej krew.
— Wyniki będą gotowe jutro — poinformowała.

Do gabinetu weszła Jasemin ubrana w biały fartuch. Beyza spojrzała na nią zaskoczona.
— Co ty tutaj robisz?
— Pracuję.
— Miałaś być pacjentką.
— Zmieniłam zdanie.

Pielęgniarka opuściła pomieszczenie, wyczuwając napięcie.
— Nie możesz zmienić zdania — powiedziała Beyza. — To moje ciało i moje dziecko. Nie rozumiesz, w co się pakujesz.
— Rozumiem znacznie więcej niż myślisz. Także to, że próbujesz kontrolować wszystkich, ponieważ panicznie boisz się utraty własnych sekretów.
— Uważaj, Jasemin.
— Tym razem to ty uważaj.

Na zaniedbanej drodze Cemil szedł samotnie, co chwilę oglądając się za siebie. Po chwili dogoniła go Yonca.
— Dlaczego kazałeś mi tu przyjść? — zapytała.

Cemil wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki białą kopertę.
— Weź to, co jest w środku. Dowody, nazwiska, daty i informacje, których szukałaś.
Yonca spojrzała na niego podejrzliwie.
— Dlaczego mi pomagasz?
— Nie pomagam tobie, próbuję ochronić Hancer.
— A jeśli wykorzystam te informacje inaczej?
— Wtedy oboje będziemy mieli problem.

Yonca wzięła kopertę. Nie wiedzieli, że kilka metrów dalej, za gęstymi krzakami, ukrywał się Nusret. Trzymał telefon skierowany w ich stronę i nagrywał całe spotkanie.
— Mam was — wyszeptał.

Wieczorem kamera ukazała imponującą willę z dużym basenem. Światła odbijały się w wodzie, tworząc złudzenie spokoju. Drzwi wejściowe otworzyły się. Do holu wszedł Cihan, a obok niego szła Fadik. Oboje wyglądali na zmęczonych długą podróżą. Naprzeciwko nich pojawił się Engin.
— Wreszcie jesteście — powiedział.

Cihan rozejrzał się po wnętrzu willi.
— Dowiedziałeś się, kim jest ten mężczyzna?
Engin zawahał się.
— Tak, i obawiam się, że prawda może być znacznie gorsza, niż przypuszczaliśmy.
Fadik spojrzała na Cihana z niepokojem.
— Co to znaczy?
Engin zamknął za nimi drzwi.
— Ten człowiek nie pojawił się przed waszym domem przypadkiem. Znał Hancer, zanim ona poznała ciebie, a zdjęcie, które znajduje się w jego mieszkaniu, łączy go z wydarzeniem z twojej przeszłości.

td4729

Cihan znieruchomiał.
— Gdzie jest Hancer?
— Nadal z nim.

Na bazie Cihana pojawił się strach. Bez słowa ruszył w kierunku wyjścia, lecz Engin chwycił go za ramię.
— Zaczekaj. Zanim tam pojedziesz, musisz poznać całą prawdę.
Cihan odwrócił się powoli.
— Mów.

Engin nabrał powietrza.
— Człowiek, który zabrał Hancer, może być jedyną osobą wiedzącą, kto naprawdę odpowiada za wszystkie intrygi wokół waszej rodziny.

W holu zapadła głęboka cisza. Cihan spojrzał na Fadik, a potem ponownie na Engina. Zrozumiał, że odjazd Hancer nie był końcem ich historii – był początkiem kolejnej, znacznie bardziej niebezpiecznej walki. Walki, w której miłość, zemsta i ukrywane przez lata tajemnice miały wreszcie zderzyć się ze sobą.

Tymczasem w oddalonym domu Hancer stała przed fotografią znalezioną na komodzie. Przyglądała się twarzy Cihana i nieznajomych osób. Nagle zauważyła na odwrocie ramki niewielki napis. Wyjęła zdjęcie – widniała tam data oraz jedno zdanie: „Dzień, w którym Cihan stracił wszystko”. Hancer poczuła, jak po jej plecach przebiega dreszcz. Za jej plecami skrzypnęły drzwi. Nieznajomy wszedł do salonu i spojrzał na fotografię w jej dłoniach.
— Mówiłem, że odpowiem na twoje pytania — powiedział spokojnie. — Teraz jednak musisz zdecydować, czy naprawdę jesteś gotowa usłyszeć prawdę o człowieku, którego kochasz.

Hancer ścisnęła zdjęcie.
— Po tym wszystkim nie boję się już prawdy.
Mężczyzna pokręcił głową.
— Powinnaś, ponieważ gdy ją poznasz, możesz już nigdy nie spojrzeć na Cihana w ten sam sposób.”

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page