Wreszcie odezwał się męski głos: — Jak się czujesz? Pytanie zabrzmiało miękko, niemal troskliwie, ale sposób, w jaki nieznajomy je wypowiedział, wywołał u Hancer nieprzyjemny dreszcz. — Kim pan jest? — zapytała natychmiast. Mężczyzna cicho się zaśmiał. — To nie ma teraz znaczenia. — Dla mnie ma. Dzwoni pan z nieznanego numeru i pyta o moje samopoczucie. Skąd pan mnie zna? — Ważne, że ty czujesz się dobrze — odparł nieznajomy. — V twoim stanie nie powinnaś się denerwować.

Hancer zamarła. Jej wolna dłoń natychmiast powędrowała do brzucha. — W jakim stanie? — spytała, choć doskonale rozumiała, co mężczyzna miał na myśli. — Nie udawaj, że nie wiesz. Tam, gdzie zasiano ziarno, zakwitła róża. Słowa te sprawiły, że twarz Hancer pobladła. — Co pan powiedział? — Piękne określenie, prawda? — kontynuował głos. — Mała róża rośnie spokojnie, zupełnie nieświadoma tego, jak wielu ludzi czeka na jej pojawienie się. — Jakim prawem mówi pan o moim dziecku?! — Hancer podniosła głos, lecz w jej gniewie wyraźnie pobrzmiewał strach. — Proszę się uspokoić — odpowiedział mężczyzna. — Złość nie służy ani tobie, ani dziecku. — Nie będzie mi pan mówił, co mam robić! Kim pan jest? Skąd ma pan mój numer i skąd wie pan o ciąży? — Wiem o tobie znacznie więcej, niż przypuszczasz.

Hancer rozejrzała się po salonie. Jej wzrok przesunął się po oknach, zasłonach i szklanych drzwiach prowadzących do ogrodu. Nagle przestała czuć się bezpiecznie we własnym domu. Podeszła do okna i gwałtownie odsunęła firankę – na zewnątrz nikogo nie było. — Czy pan mnie obserwuje? — zapytała. Po drugiej stronie zapadło milczenie. — Odpowiedz mi! — krzyknęła. — Czy pan mnie śledzi? — Nie muszę cię śledzić, żeby wiedzieć, co robisz. — Jesteś bezwstydny! — wyrzuciła z siebie Hancer, rezygnując z uprzejmej formy. — Chory człowiek. Jak możesz dzwonić do kobiety i mówić w ten sposób o jej dziecku? — Twoja odwaga zawsze robiła na mnie wrażenie.

Hancer odsunęła telefon od ucha i spojrzała na ekran. Numer nadal pozostawał nieznany, a połączenie trwało. — Znamy się? — zapytała po chwili ciszej. — Można tak powiedzieć. — Gdzie się poznaliśmy? — Być może mnie widziałaś. Być może patrzyłaś prosto na mnie, ale nie zwróciłaś uwagi. — Przestań mówić zagadkami. — Niecierpliwość również nie jest dobra dla dziecka. — Jeszcze raz wspomnisz o moim dziecku, a zgłoszę sprawę na policję!

Mężczyzna ponownie sięgnął po śmiech. Tym razem w jego głosie nie było nic życzliwego. — Policja? Naprawdę sądzisz, że ci pomogą? Hancer poczuła, jak jej serce przyspiesza. To brzmiało jak groźba, nie tylko rada. — Nie warto angażować obcych ludzi w sprawy, które dotyczą rodziny. — Jakiej rodziny? Nieznajomy nie odpowiedział bezpośrednio. — Powinnaś bardziej uważać na ludzi znajdujących się blisko ciebie. — Co to znaczy? — Nie każdy, kto się uśmiecha, życzy ci dobrze. Nie każdy, kto nazywa cię córką, siostrą czy ukochaną, naprawdę chce cię chronić.

Hancer zacisnęła palce na telefonie. — Czego ode mnie chcesz? — Jeszcze niczego. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment, sama zrozumiesz. — Posłuchaj mnie uważnie — powiedziała Hancer, próbując opanować drżenie głosu. — Nie wiem, kim jesteś i nie obchodzi mnie to. Masz więcej do mnie nie dzwonić. Nie zbliżaj się do mnie ani do mojego dziecka. — Jeżeli spróbujesz, co zrobisz? — Pytanie zostało wypowiedziane spokojnie, lecz właśnie ten spokój był najbardziej przerażający. Hancer nie odpowiedziała. — Jesteś sama w dużym domu — ciągnął mężczyzna. — Drzwi od ogrodu często zostają niedomknięte. Vieczorami nie sprawdzasz wszystkich okien. Kiedy gotujesz, zostawiasz telefon w salonie. A gdy jesteś zmęczona, zasypiasz na sofie.

Oddech Hancer uwiązł jej w gardle. Powoli odwróciła głowę v stronę drzwi prowadzących na taras. — Skąd to wiesz? — wyszeptała. — Powiedziałem ci. Jestem bliżej, niż myślisz. — Gdzie jesteś? Nieznajomy milczał. — Gdzie jesteś?! — krzyknęła. — Nie odwracaj się tak gwałtownie, możesz się przewrócić.

Hancer natychmiast spojrzała za siebie. Salon był pusty, mimo to jej ciało przeszył dreszcz. Miała wrażenie, że ktoś stoi tuż poza zasięgiem jej wzroku – ktoś, kto obserwuje każdy ruch i słyszy każde słowo. — Pokaż się! — zawołała. — Skoro jesteś taki odważny, stań przede mną. — Jeszcze nie czas. — Tchórz. — Być może, ale to ty się boisz.

Te słowa trafiły w jej najczulszy punkt. Hancer poczuła gniew tak silny, że na chwilę zagłuszył strach. — Nie boję się ciebie — powiedziała stanowczo. — Naprawdę. Ludzie tacy jak ty żywią się strachem innych. Wydaje ci się, że skoro znasz kilka szczegółów z mojego życia, możesz mną kierować. Mylisz się. Nie wiesz, przez co przeszłam. Nie wiesz, z kim musiałam walczyć. — Właśnie dlatego jesteś interesująca. — Nie jestem dla ciebie żadną rozrywką. — Nigdy tak nie powiedziałem. — Ale tak się zachowujesz! Dzwonisz, mówisz o mojej ciąży, próbujesz mnie zastraszyć i udajesz, że robisz to z troski. To obrzydliwe. — Uważaj na słowa. — A co zrobisz? — rzuciła Hancer. — Przyjdziesz tutaj? Po drugiej stronie zapadła cisza. Hancer natychmiast pożałowała tego pytania. Po kilku sekundach mężczyzna odpowiedział: — Może już jestem w drodze? Kobieta spojrzała na drzwi wejściowe. — Nie waż się. — Dbaj o siebie, Hancer. Nie wypowiadaj mojego imienia i pozdrów ode mnie małą różę.

Połączenie zostało przerwane.

Samotne wyczerpanie i niespokojny sen na sofie

Hancer jeszcze przez kilka sekund trzymała telefon przy uchu, jakby nie rozumiała, że rozmowa dobiegła końca. Dopiero kiedy usłyszała pusty sygnał, powoli opuściła rękę. V salonie panowała cisza – ta sama co wcześniej, ale teraz była inna: ciężka, duszna i pełna ukrytego zagrożenia. — Psychicznie chory — wyszeptała. — To jakiś chory człowiek. Spojrzała ponownie na ekran telefonu. Spróbowała oddzwonić, jednak usłyszała komunikat, że numer jest niedostępny. — Oczywiście — powiedziała gorzko. — Dzwonisz, straszysz i uciekasz.

Zrobiła kilka kroków w stronę drzwi, ale nagle się zatrzymała. „Jestem bliżej, niż myślisz” – słowa nieznajomego rozbrzmiewały w jej głowie. Hancer podeszła do wejścia i sprawdziła zamek: drzwi były zamknięte. Przekręciła klucz jeszcze raz, choć nie było takiej potrzeby, potem sprawdziła boczne okno. Zamknięte. Ruszyła do drzwi tarasowych – klamka lekko się poruszyła. Hancer poczuła ukłucie paniki. Drzwi nie były dokładnie domknięte. — Nie… — szepnęła. — Przecież rano je zamykałam. Spróbowała sobie przypomnieć, czy wychodziła do ogrodu. Może otworzyła drzwi, żeby przewietrzyć salon? Może zrobił to ktoś inny? Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Gwałtownie zamknęła drzwi i przekręciła zamek. — Nie pozwolę, żeby ktoś mnie zastraszał — powiedziała do siebie, jednak jej dłonie drżały.

Hancer zaczęła chodzić po salonie. Próbowała zebrać myśli, ale każde spojrzenie v stronę okna zwiększało jej niepokój. — Powinnam zadać telefon do Cihana — powiedziała. Otworzyła listę kontaktów – imię Cihana znajdowało się niemal na samej górze. td4729Przesunęła palcem po ekranie, lecz zatrzymała się, zanim nacisnęła ikonę połączenia. Co miałaby mu powiedzieć? Że zadzwonił do niej tajemniczy mężczyzna, że znał szczegóły jej życia? Że mówił o dziecku jako czymś, do czego sam ma prawo? Cihan natychmiast przyjechałby do domu, zacząłby zadawać pytania, szukać rozmówcy, analizować każdy szczegół. Mógłby też oskarżyć ją o brak ostrożności. A jeżeli nieznajomy próbował sprowokować właśnie taką reakcję? Hancer cofnęła palec. — Nie — powiedziała. — Najpierw muszę się uspokoić.

Usiadła na brzegu sofy, lecz nie potrafiła pozostać nieruchomo. Po chwili ponownie wstała. — To była tylko rozmowa — przekonywała samą siebie. — Ktoś dowiedział się o ciąży i próbuje mnie przestraszyć. Może usłyszał coś od ludzi z rezydencji? Może to głupi żart. Viedziała jednak, że nie był to żart. Nieznajomy znał jej przyzwyczajenia: wiedział, gdzie odkłada telefon; wiedział, że zasypia na sofie; wiedział o niedomkniętych drzwiach. Hancer przycisnęła dłoń do brzucha. — Spokojnie — wyszeptała do dziecka. — Nic nam nie będzie. — Poczuła kolejne poruszenie. — Viem, maleństwo. Mama za bardzo się zdenerwowała.

Zamknęła oczy i zaczęła oddychać głęboko. Vdech, wydech, jeszcze raz. — Nie bój się — mówiła. — On nas nie skrzywdzi. Niki nas nie skrzywdzi. — Głos miała coraz słabszy. — Nie pokaże się przede mną. Nie spotkam się z nim. Nie wyjdę sama, dopóki nie dowiem się, kim jest. Jeżeli zadzwoni ponownie, nagram rozmowę, a potem… Potem powiem Cihanowi.

Samo wypowiedzenie imienia Cihana przyniosło jej chwilową ulgę. Niezależnie od wszystkiego, co wydarzyło się między nimi, wiedziała, że Cihan nie pozwoliłby nikomu zagrozić jej ani dziecku. Gdyby poznał treść rozmowy, poruszyłby niebo i ziemię, żeby odnaleźć nieznajomego, ale jednocześnie jego gniew mógł doprowadzić do czegoś niebezpiecznego. — Muszę najpierw dowiedzieć się, o co chodzi — zdecydowała.

Hancer położyła telefon na stoliku, jednak po chwili znowu wzięła go do ręki i sprawdziła połączenia. Numer nadal widniał na ekranie. Zrobiła zrzut ekranu, żeby zachować dowód. Potem próbowała znaleźć go w internetowej wyszukiwarce, ale nie pojawiła się żadna informacja. — Jak duch — mruknęła. — Pojawia się, mówi, co chce, i znika.

Emocje zaczynały ją wyczerpywać. Oparła się o poduszki i ponownie zamknęła oczy. — To było jak uderzenie — powiedziała cicho. — Jakby ktoś wszedł do mojego życia i uderzał mnie słowami, wiedząc, że nie mogę się obronić. — Oddychała coraz wolniej. — Nie dam ci tej satysfakcji! — wyszeptała, jakby nieznajomy nadal mógł ją usłyszeć. — Nie zobaczysz mojego strachu. Nigdy więcej się przede mną nie pokażesz, a jeśli się pokażesz, pożałujesz.

Próbowała zabrzmieć zdecydowanie, lecz jej powieki stawały się ciężkie. Ciąża, poranne gotowanie i gwałtowne emocje odebrały jej siły. Vtuliła się w oparcie sofy. Telefon nadal trzymała w dłoni, jakby był jedyną bronią, którą mogła się ochronić. — Tylko chwilę odpocznę — powiedziała. — Nie zasnę, po prostu zamknę oczy.

Minęła minuta, potem kolejna. Jej dłoń powoli opadła na poduszkę, a telefon wysunął się z palców i zatrzymał obok niej. Oddech Hancer stał się równy. Napięcie zniknęło z jej twarzy, choć między brwiami nadal pozostawała niewielka zmarszczka. Zasnęła.

Cień w korytarzu i wtargnięcie intruza

Nie zauważyła, że klamka przy drzwiach wejściowych lekko się poruszyła – najpierw bardzo powoli, niemal bezgłośnie. Potem drzwi uchyliły się na kilka centymetrów i do środka wsunął się cień. V korytarzu pojawiły się nogi mężczyzny. Miał na sobie ciemne spodnie i ciężkie czarne buty. Stawiał kroki ostrożnie, unikając miejsc, w których drewniana podłoga mogła zaskrzypieć. Drzwi zamknęły się za nim z ledwie słyszalnym kliknięciem. Mężczyzna zatrzymał się. Przez chwilę stał nieruchomo, jakby nasłuchiwał. Z kuchni nie dochodził już żaden dźwięk – w całym domu słychać było tylko cichy oddech śpiącej Hancer.

Nieznajomy ruszył dalej. Jeden krok, drugi, trzeci. Minął lustro w korytarzu, lecz jego twarz pozostała poza kadrem; w odbiciu widać było jedynie fragment ciemnej sylwetki. Na stoliku przy wejściu leżała niewielka ozdoba. Mężczyzna przypadkowo dotknął jej dłonią – przedmiot zachwiał się, ale zanim zdążył upaść, nieznajomy złapał go i ostrożnie odstawił na miejsce.

Hancer poruszyła się przez sen. Mężczyzna zamarł. Kobieta westchnęła i przyłożyła dłoń do brzucha, jej usta poruszyły się lekko. — Cihan… — wyszeptała nieświadomie.

Nieznajomy pozostał nieruchomy jeszcze przez kilka sekund, po czym ruszył v stronę salonu. Na stole nadal stał półmisek z przygotowanym jedzeniem, a zapach faszerowanych liści winogron unosił się w powietrzu. Mężczyzna zatrzymał się przy wejściu do kuchni i spojrzał na potrawę, następnie skierował uwagę ku sofie. Hancer spała zwrócona twarzą w jego stronę, wyglądała spokojnie i bezbronnie. Nie przypominała kobiety, która kilka minut wcześniej odważnie krzyczała do telefonu i groziła, że zawiadomi policję.

Mężczyzna podszedł bliżej. Podeszwą jego buta lekko ugiął się dywan, a od sofy dzieliło go już tylko kilka kroków. Hancer nagle drgnęła – nieznajomy zatrzymał się ponownie. Przez sen kobieta mocniej objęła brzuch, jakby instynktownie próbowała osłonić dziecko. Mężczyzna patrzył na nią w milczeniu.

Wtedy telefon leżący obok jej dłoni rozświetlił się – na ekranie pojawiło się imię Cihana.

Ocalenie przez telefon i nagły pościg

Urządzenie zaczęło wibrować. Dźwięk przerwał ciszę tak gwałtownie, że Hancer poruszyła głową, a jej powieki zadrżały. Mężczyzna cofnął się w cień. Telefon wibrował nadal, a Hancer powoli otworzyła oczy. Przez chwilę wyglądała na zdezorientowaną – nie pamiętała, gdzie jest ani dlaczego zasnęła. Dopiero po kilku sekundach jej wzrok padł na ekran. — Cihan… — wyszeptała. Sięgnęła po telefon i wtedy zauważyła sylwetkę ukrytą w korytarzu. — Halo? — odezwała się sennie. — Hancer? — Głos Cihana zabrzmiał poważnie. — Vszystko w porządku?

td4729

Kobieta usiadła. — Tak. Dlaczego pytasz? — Nie wiem, miałem dziwne przeczucie. Dzwoniłem wcześniej, ale nie odbierałaś. Hancer spojrzała na listę połączeń – faktycznie widniały tam dwa nieodebrane telefony od Cihana. — Gotowałam, a potem chyba zasnęłam. — Twój głos brzmi inaczej. — Jestem tylko zmęczona. — Hancer, co się stało?

Wahała się. V tej samej chwili z korytarza dobiegł ledwie słyszalny szelest. Hancer uniosła głowę. — Słyszałeś to? — zapytała. — Co? Jakiś dźwięk? Jesteś sama? Spojrzała v stronę wejścia do salonu – nikogo tam nie było. — Tak — odpowiedziała niepewnie. — Powinnam być sama.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza. — Co tow znaczy „powinnam”? — zapytał Cihan. Hancer wstała z sofy, jej serce znów zaczęło mocniej bić. — Drzwi są zamknięte — powiedziała bardziej do siebie niż do niego. — Sprawdź je! — Sprawdzałam. — Hancer, nie rozłączaj się. Idź powoli do wyjścia.

Mężczyzna ukryty w cieniu cofnął się o kolejny krok. Hancer ruszyła v stronę korytarza: w jednej dłoni trzymała telefon, drugą osłaniała brzuch. — Cihan… — wyszeptała. — Knieś wcześniej do mnie dzwonił. — Kto? — Nie wiem. Mężczyzna znał moje imię, wiedział o dziecku. Cihan natychmiast podniósł głos: — Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś?! — Bo próbowałam się uspokoić. — Co dokładnie powiedział?

Hancer zatrzymała się przy wejściu do korytarza – w drzwiach zobaczyła delikatny ruch. Cień przesunął się po ścianie i zniknął. — Powiedział, że jest bliżej, niż myślę — wyszeptała. — Zamknij się w pokoju! — polecił Cihan natychmiast. — Ale… — Hancer, nie dyskutuj! Zamknij drzwi i nie wychodź. Jadę do ciebie.

Nagle dobiegł ją odgłos otwieranych drzwi wejściowych. Hancer odwróciła się gwałtownie – przez krótką chwilę zobaczyła jedynie fragment ciemnej sylwetki: czarne buty, nogawkę spodni i dłoń znikającą za drzwiami. — Hej! — krzyknęła. — Kim jesteś?! Rzuciła się v stronę wyjścia, lecz zatrzymał ją głos Cihana: — Nie biegnij za nim!

Drzwi zatrzasnęły się. Hancer podeszła do okna i zobaczyła cień oddalający się wzdłuż ogrodzenia. Twarzy mężczyzny nie mogła dostrzec. — Był tutaj — powiedziała drżącym głosem. — Cihan, on naprawdę był w domu. — Odsuń się od okna, zamknij drzwi. Będę za chwilę.

Strach o przyszłość i triumf nieznajomego w cieniu

Kiedy stała tam sama, dopiero teraz w pełni zrozumiała, co się wydarzyło: nieznajomy stał zaledwie kilka kroków od niej, obserwował ją, mógł zrobić wszystko, a ona nawet nie wiedziała o jego obecności. Kolana ugięły się pod Hancer, oparła się o ścianę, próbując złapać oddech. — Hancer, słyszysz mnie? — pytał Cihan. — Odpowiedz! — Słyszę. — Nic ci nie jest? — Nie wiem… — Przycisnęła dłoń do brzucha. Po chwili poczuła lekkie poruszenie dziecka, a łzy napłynęły jej do oczu. — Dziecko się rusza — powiedziała. — Chyba wszystko jest dobrze. — Będzie dobrze — zapewnił Cihan. — Nie jesteś sama, już do ciebie jadę.

Hancer zamknęła ogen – tym razem nie próbowała udawać odważnej. — Cihan, boję się.td4729

Po drugiej stronie zapadła cisza, lecz nie była to cisza obojętności. Hancer usłyszała przyspieszony oddech mężczyzny i odgłos uruchamianego samochodu. — Viem — odpowiedział. — Ale przysięgam, że go znajdę, zanim ten człowiek ponownie się do ciebie zbliży.

Kilkaset metrów od domu nieznajomy zatrzymał się przy zaparkowanym samochodzie, wyjął telefon i spojrzał na ekran – widniało na nim zdjęcie Hancer oraz Cihana. Przesunął palcem po fotografii, zatrzymując go na twarzy Cihana. — A więc jednak zadzwoniłeś — powiedział cicho. — Dokładnie tak, jak przewidziałem.

Vsiadł do samochodu, lecz nie uruchomił silnika – przez przednią szybę obserwował dom, a na jego ustach pojawił się ledwie widoczny uśmiech. — Róża zakwitła — wyszeptał. — Teraz wystarczy poczekać, aż pojawią się kolce.

Obraz stopniowo pociemniał. Na ekranie pojawiła się Hancer, obejmująca swój brzuch, oraz stojący za nią Cihan – oboje patrzyli w przeciwnych kierunkach, nieświadomi, że tajemniczy przeciwnik wszedł już do ich życia. Cicha muzyka narastała, zapowiadając, że poranna rozmowa telefoniczna nie była przypadkowym żartem – była początkiem czegoś znacznie bardziej niebezpiecznego.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page