Hancer i Cihan w bolesnej ciszy. Marzenie o wspólnym domu, jesienna kawiarnia, stygnąca herbata i dwoje ludzi, którzy siedzą naprzeciwko siebie, choć emocjonalnie dzieli ich coraz większa przepaść.

Hancer nie zamierza rezygnować z pracy ani pozwolić, by ktokolwiek decydował za nią. Z dumą podkreśla, że chce zarabiać na własne życie, nawet jeśli oznacza to sprzątanie domów obcych ludzi. Cihan, zmęczony nieustanną walką, niespodziewanie przestaje się sprzeciwiać. Twierdzi, że zaakceptował jej wybór, lecz chłód ukryty w jego słowach sprawia, że Hancer nie potrafi uwierzyć w szczerość tej decyzji.

Między nimi zapada bolesna cisza. Oboje mają sobie tak wiele do powiedzenia, ale żadne nie potrafi wypowiedzieć słów, które naprawdę nosi w sercu. Hancer walczy ze łzami, podczas gdy Cihan w milczeniu pragnie jedynie patrzeć w jej oczy, słyszeć jej głos i czuć jej obecność. Właśnie wtedy jego myśli uciekają do świata, który mógłby należeć tylko do nich.

Przełomowa dyskusja przy kawiarnianym stoliku

Jesień tego roku przyszła wyjątkowo wcześnie. Chłodne powietrze przesycone było zapachem mokrej ziemi, opadłych liści i dymu unoszącego się gdzieś znad kominów odległych domów. Korony drzew otaczających niewielką kawiarnię mieniły się odcieniami złota, czerwieni i przygaszonego brązu. Co jakiś czas silniejszy podmuch wiatru odrywał kolejne liście od gałęzi, zmuszając je do powolnego, niemal tanecznego opadania na kamienny chodnik.

Przy jednym ze stolików ustawionych na zewnątrz siedzieli Hancer i Cihan. Jeszcze niedawno podobne spotkanie mogłoby wydawać się spełnieniem ich najskrytszych marzeń. Mogliby patrzeć sobie w oczy, dzielić się herbatą, śmiać się z drobnych nieporozumień i zapominać o całym świecie. Teraz jednak dzielił ich niewidzialny mur, zbudowany ze zranionej dumy, niewypowiedzianych pretensji oraz uczuć, których żadne z nich nie miało odwagi nazwać.

Na stoliku stały dwie szklanki świeżo zaparzonej herbaty. Cienkie stróżki pary unosiły się nad bursztynowym napojem, lecz żadne z nich nie sięgało po szklankę. Cihan siedział nieruchomo z dłońmi splecionymi przed sobą. Patrzył na Hancer, choć za każdym razem, gdy ich spojrzenia się spotkały, szybko odwracał wzrok. Hancer natomiast obserwowała go z wyraźnym napięciem. Jej usta były zaciśnięte, a w oczach pojawiał się ten charakterystyczny błysk, który Cihan znał aż za dobrze. Wiedział, że oznaczał on walkę. Hancer mogła być zmęczona, zraniona i samotna, ale nigdy nie pozwalała, by ktoś odebrał jej prawo do decydowania o własnym życiu.

W końcu kobieta nie wytrzymała przedłużającej się ciszy. — Zamierzasz mi zabronić? — zapytała chłodno. Cihan uniósł wzrok, choć doskonale wiedział, o czym mówiła. — Czego? Pracy? — Zamierzasz powiedzieć, że nie powinnam pracować, że nie wolno mi sprzątać w cudzych domach? A może po prostu staniesz mi na drodze, jak robiłeś to wcześniej?

W jej głosie pobrzmiewał wyrzut, lecz pod twardymi słowami krył się ból. Nie chodziło wyłącznie o pracę. Hancer chciała wiedzieć, czy nadal miała dla niego znaczenie. Pragnęła zobaczyć w jego oczach gniew, zazdrość, troskę – cokolwiek, co udowodniłoby, że nie stał się wobec niej obojętny.

Cihan odetchnął głęboko. Przez moment patrzył na opadające liście, jak gdyby to właśnie w nich próbował odnaleźć odpowiedź. — Jeżeli ta praca ci odpowiada, nie mam nic do powiedzenia — oznajmił spokojnie. Hancer zmarszczyła brwi. Nie takiej odpowiedzi oczekiwała. — Nie masz nic do powiedzenia? — Nie, naprawdę.

Jej twarz stężała. Cihan wypowiedział te słowa z pozornym spokojem, ale Hancer usłyszała w jego głosie zmęczenie. Było to jednak coś więcej niż zwykłe znużenie. Brzmiał jak człowiek, który przestał walczyć, ponieważ utracił wiarę, że może jeszcze cokolwiek zmienić. — Nie wierzę ci — powiedziała. — Udajesz, że się zgadzasz, ale tak naprawdę próbujesz mnie zawstydzić. Chcesz, żebym sama zrezygnowała. Chcesz, żebym poczuła, że robię coś niewłaściwego. — Niczego takiego nie powiedziałem. — Nie musisz mówić. Znam twoje spojrzenie.

Cihan zacisnął palce, lecz nadal zachowywał spokój. — A jakie jest moje spojrzenie? — Patrzysz na mnie tak, jakbyś uważał, że się poniżam. Jakbym robiła coś, czego powinnam się wstydzić. Ale ja się nie wstydzę. Cihan, słyszysz? Nie wstydzę się uczciwej pracy. — Nigdy nie powiedziałem, że powinnaś. — Ale tak myślisz. — Skamt możesz wiedzieć, co myślę? — Ponieważ zawsze próbujesz decydować za mnie.

Kilka osób siedzących przy sąsiednich stolikach zwróciło ku nim głowy. Hancer to zauważyła, dlatego ściszyła głos. Jednak emocje nadal drżały w każdym wypowiadanym przez nią słowie. — Najpierw chciałeś mnie chronić, nawet kiedy o to nie prosiłam. Później próbowałeś przekonać mnie, że bez ciebie sobie nie poradzę. Teraz z kolei udajesz obojętność, ale ja nie potrzebuję ani twojej zgody, ani twojej litości. Zarabiam na własny chleb, pracuję własnymi rękami, nikogo nie okradam, nikogo nie oszukuję i przed nikim nie będę spuszczać głowy.

Cihan spojrzał na jej dłonie. Delikatne palce Hancer nosiły ślady ciężkiej pracy. Skóra była zaczerwieniona od detergentów, a na jednym z palców widniało niewielkie skalczenie. Ten widok ścisnął go za serce. Najchętniej wziąłby te dłonie w swoje, przycisnął do ust i powiedział jej, że nie musi już niczego udowadniać. Chciał zapewnić, że może podarować jej bezpieczeństwo i wygodę, że nigdy więcej nie pozwoli, aby cierpiała. Wiedział jednak, iż każde takie słowo Hancer odebrałaby jako próbę odebrania jej niezależności.

Bezradność Cihana i duma Hancer

— Rozmawiałem z panem Ertuğrulem — powiedział po chwili. Hancer wyraźnie się zdziwiła. — O mnie? — Między innymi. — I co ci powiedział? Cihan uśmiechnął się gorzko. — Że walka z tobą jest jak próba zatrzymania rzeki gołymi rękami. Można stanąć w nurcie, można się opierać, można tracić siły, ale woda i tak znajdzie drogę. — Więc poszedłeś się na mnie skarżyć? — Nie skarżyłem się. — W takim razie po co z nim rozmawiałeś? — Bo nie wiedziałem już, co mam robić.

Te słowa wybrzmiały między nimi z nieoczekiwaną szczerością. Hancer na moment zamilkła. Po raz pierwszy tego dnia w głosie Cihana nie słyszała ani chłodu, ani wyższości. Słyszała bezradność. Mężczyzna kontynuował: — Myślałem, że jeżeli znajdę odpowiednie argumenty, przekonam cię, abyś zrezygnowała. Później zrozumiałem, że nieważne, co powiem, ty i tak zrobisz to, co uważasz za słuszne. Im bardziej próbuję się sprzeciwiać, tym bardziej się ode mnie odsuwasz.

Hancer odwróciła wzrok. — Może dlatego, że nie potrafisz ze mną rozmawiać bez wydawania poleceń. — Być może. — „Być może”? — powtórzyła z irytacją. — Dobrze, masz rację. Często mówiłem ci, co masz robić. Wydawało mi się, że wiem, co będzie dla ciebie najlepsze. — A teraz już tak nie myślisz? — Teraz wiem, że nie mam prawa decydować za ciebie.

Hancer powinna była poczuć satysfakcję. Przecież dokładnie tego domagała się od tak dawna – chciała, aby Cihan uszanował jej decyzję. Tymczasem jego zgoda bolała ją bardziej niż wcześniejszy sprzeciw. — Więc się poddajesz? — zapytała. — Tak. Jedno krótkie słowo sprawiło, że coś ścisnęło ją w gardle. — Po prostu się poddajesz? — Jestem zmęczony walką, Hancer. Ze mną, z samym sobą, z tobą, z tym wszystkim, co wydarzyło się między nami. — Rozmumiem.

Jednak wcale nie rozumiała. A może rozumiała aż za dobrze? Jego kapitulacja oznaczała, że nie zamierzał już o nią walczyć. Hancer wyprostowała się i uniosła dumnie podbródek. — W takim razie ja będę chodzić do domów obcych ludzi. Będę sprzątać ich pokoje, myć podłogi i przygotowywać jedzenie, a ty będziesz się temu przyglądał jak widz. Z daleka, bez słowa. — Spojrzała jej prosto w oczy. — Skoro tego chcesz, tylko tyle masz do powiedzenia? — Co jeszcze mógłbym powiedzieć? — Nie wiem. To ty zawsze miałeś odpowiedź na wszystko. — Już nie mam. — A jeśli spotka mnie coś złego? Cihan zesztywniał, lecz Hancer szybko dodała: — Nie pytam dlatego, że potrzebuję twojej pomocy. Chcę tylko wiedzieć, czy nadal będziesz stał z boku.

Przez jego twarz przemknął cień bólu. — Każdy z nas musi ponosić konsekwencje swoich wyborów. — Ja już zaakceptowałam wszystkie koszty.

Cihan długo się jej przyglądał, jakby próbował ocenić, czy Hancer rzeczywiście zdawała sobie sprawę z tego, co mówiła. Czy rozumiała, że ceną jej niezależności może stać się samotność? Czy wiedziała, że on również płacił za każdy dzień spędzony z dala od niej? — Skoro jesteś tego pewna — powiedział w końcu — nie będę cię zatrzymywał. Hancer kiwnęła głową, lecz jej oczy zaczęły błyszczeć. — Dobrze, w takim razie jesteśmy zgodni. — Wygląda na to, że tak. — Skoro oboje powiedzieliśmy już wszystko, nie ma sensu dalej się męczyć. Męczyć tą rozmową, sobą nawzajem. Powinniśmy po prostu zamilknąć.

Cihan opuścił głowę. Hancer nie wiedziała, że jej ostatnie słowa zraniły go bardziej niż wszystkie wcześniejsze oskarżenia. „Męczyć sobą nawzajem” – czy naprawdę tym dla niej był? Ciężarem, człowiekiem, którego obecność przynosiła wyłącznie cierpienie? Po chwili Cihan wskazał na szklanki. — Naprequest się herbaty, zanim ostygnie.

Hancer bez słowa sięgnęła po swoją szklankę. Jej palce lekko drżały. Uniosła herbatę do ust, lecz nie potrafiła przełknąć nawet niewielkiego łyka. Odstawiła ją z powrotem. Cihan uczynił to samo. Wokół nich toczyło się zwyczajne życie. Kelnerzy przechodzili między stolikami. Młoda para siedząca nieopodal śmiała się, dzieląc kawałkiem ciasta. Małe dziecko próbowało złapać spadający liść, podczas gdy jego matka ostrzegała, by nie oddalało się od stolika. Tylko Hancer i Cihan pozostawali nieruchomi, jakby czas zatrzymał się wyłącznie dla nich.

Świat ukryty w wyobraźni Cihana

Hancer patrzyła na dłonie leżące na kolanach. „Mam ci tyle do powiedzenia” – pomyślała. Chciała mu powiedzieć, że nie pracowała po to, aby zrobić mu na złość. Chciała odzyskać poczucie własnej wartości. Pragnęła udowodnić samej sobie, że potrafi istnieć poza jego światem, poza jego nazwiskiem, pieniędzmi i decyzjami. Chciała mu jednak również powiedzieć, że każdego ranka budziła się z myślą o nim, że gdy gotowała w obcej kuchni, przypominała sobie, jak przygotowywała jego ulubione potrawy. Że gdy sprzątała sypialnię, bała się spojrzeć na łóżko, ponieważ natychmiast widziała ich razem. Że każdy dźwięk samochodu przed domem sprawiał, iż jej serce przyspieszało, bo przez krótką chwilę wierzyła, że to Cihan przyjechał, aby ją zabrać. Słowa cisnęły jej się na usta: „Zatrzymaj mnie. Powiedz, że ci na mnie zależy. Powiedz, że nie potrafisz patrzeć, jak odchodzę. Powiedz, że mnie kochasz”. Nie wypowiedziała jednak żadnego z nich. Duma zamknęła jej usta, a strach odebrał odwagę – bała się, że gdyby odsłoniła serce, Cihan ponownie by je zranił.

Mężczyzna tymczasem patrzył na jej twarz. Udawał, że obserwuje ulicę za jej plecami, ale w rzeczywistości zapamiętywał każdy szczegół: kosmyk włosów poruszany przez wiatr, delikatne drżenie rzęs, sposób, w jaki przygryzała dolną wargę, próbując powstrzymać emocje. „Chcę tylko na ciebie patrzeć” – myślał. Nie potrzebował herbaty, rozmowy ani odpowiedzi. W tej chwili pragnął jedynie, aby mogła siedzieć naprzeciwko niego jeszcze przez kilka minut. Chciał słyszeć jej oddech. Chciał, aby ponownie się odezwała, nawet gdyby miała go oskarżać – każde jej słowo było lepsze od ciszy, która oznaczała koniec.

Spojrzenia Hancer i Cihana niespodziewanie się spotkały. W oczach kobiety pojawiły się łzy. Cihan zobaczył je i przez moment zapomniał o wszystkich złożonych sobie obietnicach. Jego dłoń drgnęła. Był gotów wyciągnąć ją ponad stolikiem i dotknąć jej policzka.

Wtedy rzeczywistość zaczęła się rozmywać. Szum ulicy oddalił się, twarze przechodniów straciły ostrość, a jesienne światło zmieniło się w ciepły blask poranka. Cihan otworzył oczy. Leżał w przestronnym łóżku, a tuż obok niego spała Hancer. Pomieszczenie wypełniała łagodna cisza. Jasne zasłony poruszały się pod wpływem delikatnego wiatru wpadającego przez uchylone okno. Promienie słońca prześlizgiwały się po pościeli i zatrzymywały na twarzy kobiety. Cihan leżał nieruchomo, podpierając głowę dłonią. Obserwował Hancer z czułością, jakiej nigdy nie potrafiła wyrazić słowami. Jej twarz podczas snu była spokojna – zniknęły z niej ślady lęku i smutku. Nie musiała z nikim walczyć, niczego udowadniać ani przed niczym uciekać. Była po prostu obok niego.

Cihan delikatnie odgarnął kosmyk włosów z jej policzka. Hancer poruszyła się, a następnie powoli otworzyła oczy. Początkowo wyglądała na zdezorientowaną, lecz gdy zobaczyła jego twarz, na jej ustach pojawił się nieśmiały uśmiech. — Dzień dobry — wyszeptała. — Dzień dobry. — Dlaczego tak na mnie patrzysz? — Bo mogę. — Długo nie śpisz? — Wystarczająco długo, aby odkryć, że mógłbym spędzić całe życie, patrząc, jak śpisz.

Hancer zarumieniła się. — Musiałam wyglądać okropnie. — Wyglądałaś pięknie. — Mówisz tak, żeby mnie uspokoić. — Nie, spałaś tak spokojnie, że nie miałem serca cię budzić.

Hancer nagle przypomniała sobie o obowiązkach. Podniosła się lekko. — Która godzina? Muszę wstać. — Nie wiem. — Jak możesz nie wiedzieć? Cihan objął ją w pasie i łagodnie przyciągnął z powrotem. — Nigdy się nie śpieszymy. Ty zawsze gdzieś się śpieszysz, nie dzisiaj. Praca może poczekać, twoje spotkania… — Odwołane? — Telefon… — Cihan sięgnął po aparat leżący na szafce, wyłączył go i odłożył ekranem do dołu. — Teraz już nikt nam nie przeszkodzi.

Hancer spojrzała na niego podejrzliwie. — Coś się stało? — Tak. Zrozumiałem, że zbyt wiele czasu oddałem innym ludziom. Zbyt wiele dni zmarnowałem na problemy, które wydawały mi się najważniejsze. A ty przez cały ten czas byłaś obok i czekałaś, aż wreszcie naprawdę cię zobaczę.

Twarz Hancer spoważniała. — A teraz mnie widzisz? — Teraz nie widzę nikogo poza tobą.

Cihan przyciągnął ją bliżej. Hancer położyła głowę na jego piersi. Słyszała spokojne bicie jego serca i przez chwilę wierzyła, że nic złego nie może ich już spotkać. Mężczyzna zanurzył twarz w jej włosach. — Chciałbym stąd nie wychodzić. Z tej chwili. Hancer uniosła głowę. — Nie możemy zatrzymać czasu. — Wiem, ale możemy sprawić, że przez kilka godzin świat będzie istniał bez nas. — A jeśli zacznie nas szukać? — Niech szuka. — Mukadder nie będzie zachwycona. — Nie obchodzi mnie to, Hancer. Naprawdę nie chcę dzisiaj widzieć nikogo. Nie chcę słuchać żadnych oskarżeń, wyjaśnień ani wymówek. Chcę być daleko od wszystkich. — Dotknął jej policzka. — Chcę czuć twój zapach, patrzeć w twoje oczy i słuchać twojego głosu. Tylko tego potrzebuję.

W oczach Hancer pojawiło się wzruszenie. — Dlaczego wcześniej nigdy tego nie mówiłeś? Cihan uśmiechnął się ze smutkiem. — Byłem głupcem. — To prawda. Nie zaprzeczysz dla uprzejmości? — Sam zacząłeś mówić szczerze, więc ja również będę szczera.

Roześmiali się cicho. Cihan pocałował ją w czoło, a Hancer zamknęła oczy. W jego ramionach czuła się bezpieczna. Nie była służącą, nie była kobietą zależną od cudzych decyzji ani osobą, która każdego dnia musiała walczyć o szacunek – była ukochaną kobietą.

Projekt nowego domu w wizji przyszłości

Obraz ponownie się zmienił. Tym razem stali na zewnątrz w otoczeniu zieleni. Nie było już chłodnej jesieni – słońce świeciło jasno, a lekki wiatr poruszał włosami Hancer. Cihan trzymał w dłoni telefon. — Chcę ci coś pokazać — powiedział. — Co takiego? — Zamknij oczy. — Nie ufam ci. — Powinnaś. — Właśnie dlatego nie zamknę oczu, Cihan. Dobrze, ale jeżeli to kolejna z twoich niespodzianek, które wymagają ode mnie spakowania walizek w pięć minut… — Nie tym razem.

Hancer posłusznie zamknęła oczy. Cihan przesunął palcem po ekranie telefonu, otwierając przygotowany wcześniej projekt. — Możesz spojrzeć. Kobieta otworzyła oczy i spojrzała na ekran. — Co to jest? — Nasz dom. — Jaki dom? — Nasz nowy dom.

Hancer wzięła telefon do ręki. Na ekranie widniał szczegółowy plan architektoniczny. — Nie rozumiem. — Rozmawiałem z architektem. Zobacz, tutaj będzie wejście, a po prawej stronie kuchnia. Kuchnia duża, dokładnie taka, jaką chciałaś – z oknem wychodzącym na ogród.

Hancer przesunęła palcem po ekranie. — A to salon. Tutaj stanie stół, przy którym będziemy jeść śniadania, obok będzie kominek. — Zawsze chciałam mieć kominek. — Wiem. Słuchałem cię częściej, niż myślałaś.

Cihan pokazał jej kolejne pomieszczenia. — Na górze będzie nasza sypialnia, tutaj garderoba, a obok niewielki balkon. — Dlaczego niewielki? — Bo powiedziałaś kiedyś, że nie potrzebujesz wielkiego tarasu. Wystarczy ci miejsce na dwa krzesła i mały stolik.

Hancer spojrzała na niego z niedowierzaniem. — Pamiętasz to? — Pamiętam wszystko, co mówiłaś o domu, w którym chciałabyś żyć. — A ten pokój? Cihan zawahał się, a następnie uśmiechnął. — To może być pokój dla dziecka.

Hancer znieruchomiała. — Dla dziecka? Kiedyś, gdy będziemy gotowi…

Jej oczy napełniły się łzami. — Cihan, czy to znaczy, że wszystko się skończyło? Ten koszmar? Kłamstwa, rozstania, strach? Czy naprawdę mamy to już za sobą?

Cihan odłożył telefon i objął jej twarz dłońmi. — Tak. — Nie mów tego, jeśli nie jesteś pewien. — Jestem pewien. A moja rodzina będzie musiała zaakceptować mój wybór. — Mukadder nigdy mnie nie zaakceptuje. — Nie buduję tego domu dla niej, buduję go dla nas.

Hancer pokręciła głową, a łzy spłynęły po jej policzkach. — Tak długo czekałam, aż to powiesz. Cihan otarł łzę kciukiem. — Wiem. — Bałam się, że nigdy nie będziemy mogli żyć normalnie. — Teraz będziemy. — Obiecujesz? — Obiecuję, że zrobię wszystko, aby dać ci życie, na jakie zasługujesz. — Nie potrzebuję pałacu. — Wiem. — Nie potrzebuję służby ani drogich rzeczy. — Wiem. — Potrzebuję tylko spokoju. Chcę budzić się bez strachu, że ktoś znowu nas rozdzieli.

Cihan pochylił się i oparł czoło o jej czoło. — Niezależnie od przeszłości – nie mogę jej zmienić, czasami wciąż boli. — Mnie również. — Więc co zrobimy? Zaczniemy od nowa. — Objął ją mocno. — Nie potrafię wymazać tego, co ci zrobiłem. Nie mogę cofnąć słów, które cię zraniły, ani dni, podczas których zostawiłem cię samą. Mogę jednak sprawić, że przyszłość będzie piękniejsza od wszystkiego, co straciliśmy.

Hancer wtuliła się w niego. — A jeśli znowu popełnimy błędy? — Popełnimy. — Tak po prostu to przyznajesz? — Jesteś ludźmi. Będziemy się kłócić, złościć i czasami mówić rzeczy, których później pożałujemy. Ale tym razem nie uciekniemy. Nie pozwolimy innym decydować za nas i nie będziemy milczeć, kiedy powinniśmy mówić.

Hancer uśmiechnęła się przez łzy. — Ty naprawdę planujesz wspólną przyszłość. — Planuję każdy jej dzień. — To niebezpieczne, życie rzadko trzyma się planów. — W takim razie będziemy je zmieniać razem.

Ich ramiona zacisnęły się wokół siebie, a świat wokół nich wypełnił się światłem. Przez krótką chwilę Cihan naprawdę wierzył, że to wszystko było możliwe – że mógł zabrać Hancer daleko, zbudować dla niej dom i naprawić każdą krzywdę. W jego wyobraźni widział ją śmiejącą się w jasnej kuchni. Widział ich siedzących wieczorem przed kominkiem. Widział małe dziecko biegnące po ogrodzie i Hancer wołającą, by uważało.

Powrót do rzeczywistości i pożegnanie w jesiennym chłodzie

Potem ciepłe światło zgasło. Powrócił chłodny wiatr, szelest jesiennych liści i odległy hałas samochodów. Ponownie siedział naprzeciwko Hancer w kawiarni. Ich herbata była już zimna. Kobieta wciąż patrzyła w dół, nieświadoma, że w ciągu zaledwie kilku sekund Cihan przeżył w wyobraźni całe życie, którego tak bardzo pragnął. Mężczyzna zamrugał, próbując odzyskać panowanie nad sobą. Musiał odejść, zanim powie zbyt wiele – zanim przyzna, że za pozornym spokojem kryło się serce błagające ją, by została. Uniósł rękę. — Przepraszam.

Kelner podszedł do ich stolika. — Czy podać coś jeszcze? — Nie, dziękuję, poproszę rachunek.

Hancer spojrzała na Cihana. — Już idziesz? — W jej głosie pojawiła się nuta rozczarowania, której nie zdołała ukryć. — Tak, oczywiście.

Kelner położył rachunek na stoliku. Cihan zapłacił, pozostawiając napiwek, po czym powoli wstał. Hancer nie poruszyła się. — Wróć do domu — powiedział sam do siebie. — Sama. Tak będzie lepiej. — Dla kogo? — Cihan nie odpowiedział od razu. — Pan Cemil może zacząć się martwić, jeśli długo nie wrócisz. — Nie musisz się o to troszczyć. — Wiem. — Skoro wiesz, dlaczego o tym mówisz?

Cihan wsunął dłonie do kieszeni płaszcza. — Bo mimo wszystko chcę wiedzieć, że bezpiecznie dotrzesz do domu. — Możesz mnie odwieźć.

Wiadomości Teraz

Te słowa wyrwały się Hancer, zanim zdołała je powstrzymać. Cihan spojrzał na nią zaskoczony. Przez ułamek sekundy w jego oczach pojawiła się nadzieja, lecz natychmiast ją stłumił. — Lepiej, żebym tego nie robił. — Dlaczego? — Bo oboje wiemy, jak skończyłaby się ta droga. — Skamt możesz wiedzieć? — Zaczęlibyśmy rozmawiać. Ty byś się zdenerwowała, ja powiedziałbym coś niewłaściwego, znowu byśmy się zranili. — Więc uciekasz. — Być może.

— Cihan, który nigdy się nie poddaje, teraz po prostu odchodzi — sama powiedziała. — Powinniśmy przestać się wzajemnie męczyć. Hancer zacisnęła usta – jej własne słowa wróciły do niej niczym ostrze. — Powiedziałam wiele rzeczy. — Ja również.

Przez chwilę stali naprzeciwko siebie, oddzieleni jedynie niewielkim stolikiem, lecz dystans między nimi wydawał się nie do pokonania. — Zostawiam cię — powiedział Cihan. Hancer poczuła, jak serce boleśnie uderza o żebra. — Wiem, wiem też, że nie zaakceptujesz mojej prośby. — Jakiej? — Żebyś zrezygnowała z tej pracy. — Nie zrezygnuję. — Właśnie dlatego już cię o to nie proszę. — Więc po co o tym wspominasz?

Wiadomości Teraz

Cihan spojrzał na skalczenie na jej dłoni. — Chcę tylko, żebyś na siebie uważała. — Potrafię o siebie zadbać. — Wiem, ciągle to powtarzasz, ponieważ próbuję w to uwierzyć.

Hancer spojrzała na niego z bólem. — A jeśli nie potrafisz? — Wtedy będę się martwił z daleka. Jak widz. — „Jak widz” – powtórzył cicho.

Odwrócił się, lecz po kilku krokach zatrzymał. Hancer miała nadzieję, że wróci, że podejdzie, chwyci ją za rękę i powie, iż nie potrafi odejść. Cihan jednak tylko obrócił głowę. — Do widzenia, Hancer. — Do widzenia.

Ruszył w stronę zaparkowanego samochodu. Każdy krok był dla niego walką – czuł na plecach jej spojrzenie i niemal słyszał niewypowiedziane słowa. Sam również chciał się zatrzymać, chciał wrócić do stolika i wyznać jej wszystko, co przed chwilą widział w swojej wyobraźni: opowiedzieć o poranku w ich wspólnym łóżku, o domu z kuchnią po prawej stronie, o balkonie z dwoma krzesłami, o pokoju dla dziecka, o przyszłości, którą wciąż budował w swoich marzeniach, mimo że rzeczywistość odbierała mu prawo do nadziei. Nie odwrócił się jednak ponownie.

Hancer została sama, patrzyła na jego oddalającą się sylwetkę, aż obraz zaczął rozmywać się przez łzy. Zacisnęła dłonie na krawędzi płaszcza, powstrzymując się przed zawołaniem jego imienia. Wystarczyłoby jedno słowo: „Cihan!” – być może zatrzymałby się, być może wróciłby i wszystko potoczyłoby się inaczej. Hancer jednak milczała.

Cihan dotarł do samochodu. Na moment oparł dłoń na klamce i spuścił głowę. Jego ramiona unosiły się w ciężkim oddechu – on również czekał. Miał nadzieję, że usłyszała jej głos, kroki albo prośbę, by nie odchodził, nie usłyszał niczego. Otworzył drzwi samochodu.

Przy stoliku Hancer spojrzała na dwie szklanki zimnej herbaty. Jedna stała przed nią, druga w miejscu, które jeszcze chwilę wcześniej zajmował Cihan. Wyciągnęła rękę i dotknęła szklanki pozostawionej przez mężczyznę – była zimna, tak samo zimna jak cisza, którą sami między sobą stworzyli. Jesienny liść opadł na stolik, zatrzymując się obok jego niedopitej herbaty. Hancer wpatrywała się w pustkę, podczas gdy samochód Cihana powoli znikał za zakrętem. Nie wiedziała, że w jego sercu wciąż istniał dom, w którym byli szczęśliwi, nie wiedziała również, że Cihan odjeżdżał z tą samą myślą, która rozdzierała jej duszę. Żadne z nich nie chciało tego rozstania, a jednak oboje pozwolili, by duma, strach i niewypowiedziane słowa zdecydowały za nich.

Jak sądzisz, czy ta przejmująca, pełna dumy i chłodu rozłąka w jesiennej kawiarni ostatecznie popchnie Cihana do zrealizowania ukrytego w marzeniach projektu nowego domu, a bolesne milczenie Hancer skłoni Cemila do bezwzględnego wkroczenia w sprawy rodu Develioglu, zanim stygnące uczucia na zawsze uniemożliwią im powrót?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page