Cihan traci kontrolę nad skandalu. Zdjęcie Hanser i ciężarnej Beyzy trafia do mediów.

Rezydencja Develioglu zostaje otoczona przez reporterów, a rodzinny sekret, który miał pozostać ukryty, staje się największym zagrożeniem dla reputacji Cihana. Mężczyzna kategorycznie zakazuje domownikom wychodzenia z domu i kontaktowania się z prasą, lecz ktoś działający z ukrycia już przygotowuje kolejną pułapkę. Kiedy Hanser proponuje Beyzie rozejm dla dobra Cihana i nienarodzonego dziecka, obie kobiety nie zdają sobie sprawy, że są obserwowane. Ukryty na plaży paparazzi fotografuje ich spotkanie na balkonie, a kompromitujące zdjęcia wkrótce pojawiają się v mediach. Rozpoczyna się dramatyczny pościg. Jednak fotograf ucieka, pozostawiając rodzinę na skraju katastrofy. Mukadder wpada w furię. Beyza obawia się ujawnienia ciąży, a Cihan musi zmierzyć się nie tylko z dziennikarzami, lecz także z podejrzeniem, że ktoś celowo steruje całym skandalem. Tymczasem Nusret realizuje tajemniczy plan. Engin ostrzega przed konsekwencjami ujawnienia prawdy o dziecku, a Sinem otrzymuje niepokojącą wiadomość ze szkoły Mine. Gdy wydaje się, że napięcie pomiędzy Cihanem i Hanser osiągnęło granicę, noc przynosi niespodziewanie czuły moment. Czy wsparcie Hanser pomoże Cihanowi przetrwać kryzys? Kto zastawił pułapkę na balkonie i dlaczego Nusret nakazał Beyzie wyjść dokładnie w miejsce, z którego paparazzi mógł zrobić zdjęcia? Odpowiedź może na zawsze zmienić los całej rodziny Develioglu.

Rezydencja pod oblężeniem.

W rezydencji Develioglu od samego rana panowała atmosfera, której nie dało się porównać z niczym, co wydarzyło się tam wcześniej. Zwykle spokojne, pełne światła korytarze wydawały się nagle zbyt ciasne, a eleganckie wnętrza, które przez lata symbolizowały siłę i bogactwo rodziny, przypominały teraz złotą klatkę. Za wysokimi oknami co chwilę błyskały flesze. Przed bramą tłoczyli się reporterzy, fotografowie oraz kamerzyści. Niektórzy stali na chodniku, inni wspinali się na murki, próbując uchwycić choćby cień któregoś z domowników. Każdy liczył na jedno zdjęcie, jedno zdanie, jeden gest, który można byłoby zamienić v nowy sensacyjny nagłówek.

Korytarzem szybkim krokiem szli Cihan, Engin, Nusret i Melih. Ich głosy odbijały się echem od marmurowych ścian. — Nie rozumiem, jak to mogło tak szybko wypłynąć — powiedział Melih, zerkając nerwowo v stronę okna. — Jeszcze wczoraj niki o niczym nie wiedział, dzisiaj cała ulica jest pełna dziennikarzy. — Koba must im coś powiedzieć — odparł Nusret, poprawiając mankiet koszuli. — Prasa nie pojawia się pod domem bez powodu. Dostali informację, że tutaj dzieje się coś, co warto sfotografować.

Cihan zatrzymał się tak nagle, że pozostali niemal na niego wpadli. Odwrócił się i spojrzał na nich z gniewem. — Nie chcę teraz słyszeć domysłów, potrzebuję faktów. — Faktem jest to, że jesteśmy oblężeni — zauważył Engin. — Przed główną bramą stoi przynajmniej kilkanaście osób. Kilku kolejnych reporterów czeka od strony plaży. Jeśli wyjedziemy, ruszą za nami.

Cihan zacisnął szczękę. — Niech ruszają. Nie dostaną ode mnie ani jednego słowa.

W tej samej chwili v głębi korytarza pojawiła się Fadime. Niosła tacę z pustymi filiżankami, ale widząc twarz Cihana, odruchowo zwolniła. — Fadime! — zawołał mężczyzna. Kobieta zatrzymała się. — Tak, proszę pana? — Powiedz wszystkim pracownikom, że niki nie może wychodzić przez główną bramę. Żadnych rozmów z dziennikarzami, żadnych komentarzy. Nawet jeśli ktoś zapyta o pogodę, mają milczeć. — Oczywiście. — I zasłońcie firany w pokojach od strony ogrodu oraz morza. — Fadime skinęła głową, lecz zanim odeszła, Cihan dodał jeszcze ostrzejszym tonem: — To dotyczy wszystkich. Bez wyjątków.

Kobieta pospiesznie zniknęła za drzwiami prowadzącymi do części gospodarczej. Engin spojrzał na przyjaciela z niepokojem. — Sam zakaz może nie wystarczyć. — Na razie musi — odpowiedział Cihan. — Dopóki nie dowiemy się, kto rozpętał ten skandal, niki z tego domu nie będzie podejmował żadnych decyzji na własną rękę.

Nusret milczał, ale jego spojrzenie wyrażało coś więcej niż zwykłe zdenerwowanie – wydawał się liczyć kolejne możliwości, jakby v głowie układał już własny plan.

Ostrzeżenie dla Goncy i utracony przedmiot.

W jednym z bocznych pokoi Gonca siedziała na turkusowej kanapie. W dłoni obracała niewielki przedmiot przypominający kartę pamięci lub mały pendrive. Jej palce drżały tak mocno, że kilka razy omal go nie upuściła. Wzdrygnęła się, gdy drzwi otworzyły się bez pukania. Do środka wszedł Nusret. — Co ty tutaj robisz? — zapytał chłodno.

Gonca szybko zacisnęła dłoń i ukryła przedmiot. — Nic, próbuję się uspokoić. — W takim razie robisz to wyjątkowo nieudolnie. Widziałaś, co dzieje się przed domem? — Oni są wszędzie: przy bramie, przy plaży, nawet na bocznej drodze. — Właśnie dlatego masz zachowywać się tak, jakby nic się nie wydarzyło.

Gonca spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. — Jak mam udawać spokój? W każdej chwili ktoś może połączyć fakty. Jeżeli zaczną pytać o Beyzę, o dziecko, o Hanser… — Przestań! — Głos Nusreta zabrzmiał tak ostro, że kobieta natychmiast zamilkła. Mężczyzna podszedł bliżej. — Posłuchaj mnie bardzo uważnie: nie zbliżasz się do bramy, nie odbierasz telefonów od nieznanych numerów, nie rozmawiasz z pracownikami o tym, co dzieje się v domu. A przede wszystkim nie próbujesz kontaktować się z żadnym reporterem. — Myślisz, że mogłabym zrobić coś takiego? — Myślę, że kiedy się boisz, popełniasz błędy.

Gonca zerwała się z kanapy. — To niesprawiedliwe! Wszyscy czegoś ode mnie chcecie, ale niki nie mówi mi prawdy. Cihan wydaje rozkazy, Mukadder krzyczy, Beyza płacze, a ty przychodzisz tutaj i traktujesz mnie jak podejrzaną. — Ponieważ zachowujesz się jak ktoś, kto coś ukrywa.

Gonca pobladła. — Nie ukrywam niczego. Nusret spojrzał na her jej zaciśniętą dłoń. — W takim razie pokaż mi, co trzymasz.

Kobieta cofnęła rękę. — To tylko drobiazg. — Gonca… — Powiedziałem, że to nic ważnego.

Przez kilka sekund patrzyli na siebie v napięciu. Ostatecznie Nusret odwrócił wzrok. — Nie mam czasu cię pilnować. Nie zmuszaj mnie jednak, żebym zaczął to robić. — Ruszył do drzwi, lecz przed wyjściem zatrzymał się jeszcze na moment. — Jeden nieostrożny krok może pogrążyć nas wszystkich, zapamiętaj to.

Kiedy drzwi się zamknęły, Gonca wypuściła powietrze i rozluźniła dłoń. Spojrzała na ukryty przedmiot, po czym szybko wsunęła go do kieszeni, podeszła do okna i odsunęła firankę zaledwie na kilka centymetrów. Na zewnątrz dostrzegła ludzi zgromadzonych przy bramie: mikrofony, kamery, telefony uniesione wysoko nad głowami. Wśród reporterów zauważyła znajomą sylwetkę – Derya stała nieco dalej, po przeciwnej stronie ogrodzenia. Gonca szybko wyszła bocznymi drzwiami. Poruszając się wzdłuż ściany rezynencji, dotarła do miejsca częściowo osłoniętego krzewami. — Derya… — szepnęła.

Derya podeszła do płotu. — Co się dzieje? Dlaczego wszędzie stoją dziennikarze? — Nie wiem. A właściwie wiem, ale nie mogę teraz o tym mówić. — To po co mnie zawołałaś?

Gonca nerwowo rozejrzała się dookoła. — Must mi pomóc. Jeżeli ktoś będzie pytał o Cihana albo o kobiety mieszkające v rezydencji, niczego nie potwierdzaj. — Niki mnie o nic nie pytał. — Jeszcze nie, Gonca, przerażasz mnie. — Po prostu zrób to, o co proszę.

Derya zmarszczyła brwi. — Nie zamierzam kłamać dla ludzi, którzy nawet nie chcą powiedzieć mi prawdy.

Gonca chciała odpowiedzieć, lecz z oddali dobiegł głos jednego z ochroniarzy. Natychmiast cofnęła się od płotu. — Must wracać. — Wbiegła do domu i gorączkowo zaczęła przeszukiwać torebkę. Wyrzucała na stół klucze, kosmetyki i chusteczki. Przedmiotu, który wcześniej trzymała v dłoni, nie było już v kieszeni. — Nie… — wyszeptała. — Gdzie on jest?

Rodzina zamknięta w salonie.

W reprezentacyjnym salonie Mukadder siedziała na kanapie, uderzając palcami o podłokietnik. Obok niej znajdowała się Sinem, wyraźnie zatroskana. Hanser zajmowała miejsce nieco dalej, zachowując milczenie. Gdy do pomieszczenia weszli Cihan, Engin, Nusret i Melih, Mukadder natychmiast podniosła głowę. — Wreszcie — zawołała. — Może któryś z was wyjaśni mi, dlaczego dom Develioglu wygląda jak miejsce publicznego widowiska?

Cihan stanął na środku salonu. — Sytuacja jest poważna, dziennikarze otoczyli posiadłość. Od tej chwili niki nie wychodzi z domu bez mojej wiedzy. — Chcesz nas tutaj zamknąć? — oburzyła się Mukadder. — Chcę zapobiec kolejnym problemom. — Kolejnym? To znaczy, że przyznajesz, iż już mamy problem.

Cihan spojrzał na nią znacząco. — Mamy ludzi z kamerami pod bramą. Tak, to jest problem.

Mukadder poderwała się z kanapy. — Nie o tym mówię. Nasze nazwisko jest powtarzane v internecie v kontekście skandalu. Ludzie twierdzą, że v tym domu mieszka żona Cihana i kobieta nosząca jego dziecko. Czy wy rozumiecie, jak to brzmi?

Hanser spuściła wzrok – każde słowo starszej kobiety uderzało v nią jak oskarżenie. Sinem spróbowała interweniować: — Może najpierw powinniśmy się uspokoić, krzykiem niczego nie rozwiążemy. — Ty się nie wtrącaj! — rzuciła Mukadder. — W tym domu wszyscy zawsze próbują mnie uciszać, a później okazuje się, że tylko ja przewidywałam katastrofę.

Cihan uniósł dłoń. — Dość. Niki nie zbliża się do bramy, niki nie wychodzi na balkon od strony morza. Nie odbieracie połączeń od dziennikarzy i nie publikujecie niczego v mediach społecznościowych. Mukadder parsknęła. — Może jeszcze zabierzesz nam telefony? — Jeśli będę musiał, zrobię to.

W salonie zapadła cisza. Hanser podniosła wzrok. — Cianie, nie możesz traktować wszystkich jak więźniów. — A co mam zrobić? — odpowiedział gwałtownie. — Pozwolić, żeby każdy opowiadał własną wersję wydarzeń? Jedno zdanie wyrwane z kontekstu wystarczy, żeby zniszczyć firmę i rodzinę. — Rodzina nie zostanie zniszczona przez jedno zdanie — odparła cicho Hanser. — Może ją zniszczyć to, co od dawna ukrywamy.

Cihan zacisnął usta, ale nie odpowiedział. Engin przerwał niezręczną ciszę: — Must dostać się do firmy, sprawdzimy, jak skandal wpływa na kontrakty i pracowników. — Jak zamierzacie wyjechać? — zapytała Sinem. — Spróbujemy samochodem — odpowiedział Melih. Mukadder pokręciła głową. — Oni rzucą się na was jak sępy. — Nie damy im tego, czego chcą — zapewnił Cihan.

Brama pełna fleszy i nieudana próba wyjazdu.

Kilka minut później czterej mężczyźni wsiedli do ciemnego SUV-a marki Togg. Cihan usiadł za kierownicą, Engin zajął miejsce pasażera, a Nusret i Melih usiedli z tyłu. Samochód powoli zbliżył się do bramy. Ochroniarz uruchomił mechanizm, metalowe skrzydła zaczęły się rozsuwać, lecz zanim pojazd wyjechał na ulicę, reporterzy ruszyli v jego stronę. W jednej chwili przed maską pojawiło się kilkanaście osób, kamery uniosły się v górę, flesze rozbłysły z każdej strony. — Panie Cianie, czy to prawda, że pańska żona mieszka pod jednym dachem z matką pańskiego dziecka? Czy rodzina Develioglu próbowała ukryć ciążę? Czy zamierza się pan rozwieść? Która z kobiet zostanie v rezynencji?

Dwie reporterki przycisnęły mikrofony do szyby od strony kierowcy. Cihan patrzył przed siebie, zaciskając dłonie na kierownicy. — Nie otwieraj okna — ostrzegł Engin. — Nie zamierzałem.

Jeden z fotografów stanął niemal przed maską, próbując zrobić zdjęcie wnętrza samochodu. — Oni nie odejdą — stwierdził Melih. — Jeżeli ruszymy, oskarżą nas, że próbowaliśmy ich przejechać — dodał Nusret.

Cihan nacisnął klakson. Reporterzy cofnęli się tylko o krok, po czym ponownie otoczyli pojazd. — Panie Cianie, jedno zdanie! Czy Beyza spodziewa się pańskiego dziecka? Czy Hanser wiedziała o ciąży?

Cihan uderzył dłonią v kierownicę. — Tow nie jest dziennikarstwo, tow polowanie.

Engin obserwował tłum. — Must zawrócić, boczne wyjście może być jeszcze wolne.

Cihan chwilę walczył ze sobą, v końcu wrzucił wsteczny bieg i wycofał samochód v głąb posesji. Brama zamknęła się, a reporterzy nadal krzyczeli za nimi. Kiedy mężczyźni ponownie weszli do salonu, Mukadder natychmiast zrozumiała, że próba wyjazdu się nie powiodła. — A więc jesteśmy więźniami we własnym domu? — powiedziała z goryczą. — Na razie tak — przyznał Engin. — Wspaniale! — Mukadder rozłożyła ręce. — Nazwisko Develioglu jeszcze nigdy nie zostało tak upokorzone. — Mamo, proszę — odezwała się Sinem. — Wszyscy jesteśmy zdenerwowani. — A ty co proponujesz? Herbatę? Może poczęstujemy nią reporterów? — Próbuję tylko powiedzieć, że ciągłe oskarżenia niczego nie zmienią.

Mukadder spojrzała na nią lodowato. — Gdyby każdy v tym domu znał swoje miejsce, nie byłoby żadnych oskarżeń. — Jej spojrzenie zatrzymało się na Hanser.

Cihan natychmiast to zauważył. — Powiedziałem, że wystarczy. — Bronisz her jej nawet teraz? — Bronię spokoju v tym domu.

Hanser wstała. — Nie musicie się przeze mnie kłócić. — Właśnie tego nie rozumiesz — odpowiedział Cihan. — To już nie dotyczy tylko ciebie i mnie.

Po razy kolejny przypomniał wszystkim o zakazie kontaktowania się z mediami. Następnie wraz z mężczyznami opuścił salon, aby spróbować wyjechać boczną drogą.

Sklep, w którym życie toczyło się inaczej.

W tym samym czasie v niewielkim sklepie z farbami panowała zupełnie inna atmosfera. Do środka weszło dwóch klientów, a Cemil natychmiast podniósł się z krzesła. — Witamy, dawno panów nie widziałem. — Uścisnął dłonie obu mężczyzn. — Potrzebujemy jeszcze dwóch wiader tej samej białej farby — powiedział jeden z nich. — Klient zmienił zdanie i chce pomalować także korytarz. — Klienci zawsze zmieniają zdanie, gdy robota jest już prawie skończona — zaśmiał się Cemil. — Emir, przynieś dwa opakowania z tylnego magazynu.

Chłopiec posłusznie ruszył po farbę. Cemil przyjął zapłatę i wypisał potwierdzenie. Gdy klienci wyszli, ponownie zwrócił uwagę na stary telewizor stojący v rogu. — Spróbuj jeszcze raz — poradził Emir. — Próbuję od trzech dni, ten telewizor ma własny charakter. — Cemil uderzył lekko v obudowę. Ekran zamigotał, pojawił się obraz, po czym zniknął. — Widzisz? Obraził się. — Może powinieneś go wyrzucić? — Synu, człowiek nie wyrzuca czegoś tylko dlatego, że przestało działać. Najpierw próbuje to naprawić. — Cemil wypowiedział te Słowa z uśmiechem, ale v jego oczach pojawiła się lekka zaduma, jakby nie mówił wyłącznie o telewizorze.

Rozmowa Hanser i Sinem oraz ciężar tajemnicy.

Po wyjściu Mukadder v salonie zostały Hanser i Sinem. Przez chwilę żadna z nich się nie odzywała. Sinem usiadła obok Hanser. — Nie bierz do siebie wszystkiego, co mówi Mukadder.

Hanser uśmiechnęła się smutno. — Trudno tego nie robić, skoro każde her jej słowo przypomina mi, że jestem tutaj problemem. — Nie jesteś problemem. — Wszyscy muszą pilnować drzwi, zasłaniać okna i ukrywać prawdę. Prasa stoi pod bramą, Cihan nie może wyjechać do pracy, a Mukadder uważa, że przyniosłam rodzinie wstyd. Jak inaczej mam to nazwać?

Sinem chwyciła ją za rękę. — Znalazłaś się v sytuacji, której sama nie stworzyłaś. — But zgodziłam się v niej zostać. — Zostałaś, bo kochasz Cihana.

Hanser odwróciła twarz. — Czasami miłość nie wystarcza. — Wiem, ale teraz musisz być ostrożna. Mukadder czeka na każdy twój błąd, nie dawaj her jej powodu, by mogła cię zaatakować. — Czyli mam milczeć i udawać, że mnie nie ma? — Nie, masz chronić siebie.

Hanser spojrzała na Sinem z wdzięcznością. — W tym domu bardzo rzadko ktoś pyta, czego potrzebuję. — Więc ja pytam.

Hanser przez chwilę się wahała. — Potrzebuję, żeby to wszystko vreszcie się skończyło; żebyśmy nie musieli wybierać między prawdą a bezpieczeństwem.

Cihan i Engin dotarli do siedziby Develioglu Holding bocznym wyjazdem. Gdy szli nowoczesnym korytarzem biurowca, pracownicy odwracali wzrok albo milkli na ich widok. Cihan zauważał każdą taką reakcję. Po wejściu do gabinetu rzucił teczkę na biurko i przetarł twarz dłonią. — Widziałeś ich? — Kogo? — Pracowników. Patrzą na mnie, jakbym zrobił coś niewybaczalnego. — Są ciekawi, tow naturalne. — Nie, oni już wydali wyrok.

Engin zdjął marynarkę i położył her jej na oparciu krzesła. — Skandal zawsze żyje szybciej niż prawda. — Jaka prawda? — Cihan spojrzał na niego gorzko. — Cały świat pisze, że mieszkam pod jednym dachem z żoną i ciężarną kobietą; że próbuję ochronić dziecko, a jednocześnie ranię Hanser. Która wersja ma mnie ocalić? — Żadna, jeśli zaczniesz działać pod wpływem gniewu. — Mam milczeć, gdy wszyscy szarpią moje życie na kawałki?td4729

Engin uniósł głos: — Masz myśleć! Ponieważ nie odpowiadasz już tylko za siebie – jest dziecko.

Cihan podszedł do biurka i oparł się o nie obiema rękami. — Właśnie o nim myślę. — W takim razie zrozum, że ujawnienie wszystkiego może mieć konsekwencje, których nie cofniesz. Kiedy informacja o dziecku oficjalnie trafi do prasy, Beyza przestanie być anonimowa. Każdy her jej krok będzie śledzony, każda wizyta u lekarza zostanie sfotografowana. — A co proponujesz? Wiecznie her jej ukrywać? — Proponuję, żebyśmy najpierw przygotowali plan.

Cihan spojrzał v okno. — Każdy plan oznacza kolejne kłamstwo.

Engin podszedł bliżej. — Czasami milczenie nie jest kłamstwem, tow ochrona. — Powiedz to Hanser. — Hanser jest silniejsza, niż myślisz, ale nawet ona ma granice.

Cihan przymknął oczy. — Wiem. — Więc nie zmuszaj her jej, żeby wybierała między własną godnością a twoim spokojem.

Obaj wymienili twarde spojrzenia. Engin nie zamierzał ustąpić, a Cihan nie potrafił przyznać, że przyjaciel miał rację.

Złe wieści ze szkoły i rozkaz Nusreta.

W ogromnej kuchni Sinem stała przy czarnym blacie, trzymając v dłoniach niewielką miseczkę. Melih wszedł cicho i zatrzymał się obok niej. — Must dokończyć naszą rozmowę — powiedział.

Sinem westchnęła. — Dlaczego znowu do tego wracasz? — Bo za każdym razem odchodzisz, zanim odpowiesz. — Teraz naprawdę nie jest odpowiedni moment. — W tym domu nigdy nie ma odpowiedniego momentu.

Sinem odłożyła miseczkę. — Czego ode mnie oczekujesz? — Prawdy, chcę wiedzieć, co czujesz. Melih, nie pytam o Mukadder, Cihana ani rodzinę – pytam o ciebie.

Sinem spojrzała mu v oczy – v her jej twarzy pojawił się strach. — Nie mogę myśleć tylko o sobie. — A ja nie mogę udawać, że nic między nami nie ma.

W tym momencie do kuchni weszła Fadime. — Pani Sinem… — Ton her jej głosu sprawił, że oboje natychmiast się odwrócili. — Co się stało? — Dzwonili ze szkoły, Mine źle się poczuła. Podobno zemdlała.

Miseczka omal nie wypadła Sinem z rąk. — Zemdlała?! — Nauczycielka powiedziała, że już odzyskała przytomność, ale trzeba natychmiast po her jej pojechać. — Dlaczego niki nie zadzwonił bezpośrednio do mnie? — Próbowali, pani telefon został v salonie.

Sinem pobladła. — Jadę. — Wybiegła z kuchni, nie spoglądając na Meliha. Fadime ruszyła za nią. Melih został sam. Spojrzał na niedokończoną pracę Sinem, a potem na drzwi. — Zawsze coś nas rozdziela — powiedział cicho.

W swoim biurze Nusret rozmawiał przez telefon. Początkowo na jego twarzy widniał lekki uśmiech. — Wszystko jest pod kontrolą — powiedział. — Must tylko wytrzymać kilka godzin.

Po drugiej stronie odezwała się Beyza. Jej drżący głos natychmiast zmienił wyraz twarzy Nusreta. — Tato, ja dłużej tego nie zniosę, czuję się jak więzień. Wszyscy patrzą na mnie tak, jakby zniszczyła tę rodzinę. — Uspokój się. — Jak mam się uspokoić? Reporterzy stoją przed domem, Mukadder obwinia mnie o wszystko, Hanser prawie się do mnie nie odzywa, a Cihan wydaje tylko rozkazy.

Nusret wstał zza biurka. — Posłuchaj mnie: wyjdź na balkon. — Co? — Powiedziałem, żebyś wyszła na balkon.

Beyza rozejrzała się po pokoju dziecięcym: na ścianach widniały kolorowe zwierzęta – żyrafy, króliki i słonie. Wszystko było przygotowane na narodziny dziecka, a jednak sama kobieta wyglądała, jakby nie czuła się tam bezpiecznie. — Cihan zakazał nam pokazywania się na zewnątrz. — Balkon od strony morza jest osłonięty, must zaczerpnąć powietrza. — Dlaczego tak bardzo nalegasz?

Nusret na chwilę zamilkł. — Ponieważ wiem, co jest dla ciebie dobre. Tato, wyjdź teraz.

Beyza, zdezorientowana i przestraszona, zakończyła połączenie. Powoli skierowała się na taras.

Zdjęcie, które miało wszystko zmienić.

Beyza stanęła przy balustradzie. Morze było spokojne, a łagodny wiatr poruszał her jej włosami. Przez chwilę oddychała głęboko, próbując opanować drżenie rąk. Kilka minut później na balkon wyszła Hanser. Beyza, ciężarna kobieta, odwróciła się. — Co tutaj robisz? — Mogłabym zapytać o to samo. Cihan wyraźnie powiedział, żebyśmy nie wychodziły. — Potrzebowałam powietrza. — Hanser podeszła bliżej. — Jak się czujesz? — Naprawdę pytasz o moje samopoczucie? — Tak.

Beyza zaśmiała się gorzko. — Wszyscy mówią o dziecku, jakby było bombą, która może zniszczyć ich życie. Niki nie pyta, czy się boję. — Ja pytam. Dlaczego? — Hanser spojrzała na her jej brzuch. — Ponieważ to dziecko nie jest winne temu, co wydarzyło się między nami.

Beyza spuściła wzrok. — A ja jestem winna. — Nie przyszłam się kłócić. — W takim razie po co przyszłaś? — Żeby zaproponować rozejm. Nie musimy się lubić, nie musimy sobie ufać, ale dla dobra dziecka i dla dobra Cihana powinnyśmy przestać walczyć.

Hanser wyciągnęła rękę. Beyza wpatrywała się v nią z niedowierzaniem. — Naprawdę potrafisz mi wybaczyć? — Nie powiedziałam, że wybaczyłam, powiedziałam, że nie chcę już żyć v ciągłej nienawiści.

Po długiej chwili Beyza ostrożnie ujęła her jej dłoń, na her twarzy pojawił się niepewny uśmiech. — Może mogłybyśmy zacząć od nowa?

Kobiety stały blisko siebie, trzymając się za ręce. Nie wiedziały, że na plaży, za fragmentem kamiennego muru, ukrywał się fotograf z profesjonalnym aparatem. Obiektyw był skierowany prosto na balkon. Mężczyzna nacisnął spust migawki raz, drugi, trzeci. Uchwycił Hanser i Beyzę razem, a także wyraźnie widoczny ciążowy brzuch Beyzy.

Beyza usłyszała cichy trzask. Spojrzała v stronę plaży i nagle zesztywniała. — Hanser, co się stało? Tam ktoś jest.

Hanser odwróciła się, zobaczyła mężczyznę z aparatem. — Hej! — krzyknęła. — Co ty robisz?! — Fotograf zrobił jeszcze jedno zdjęcie. — Nie rób zdjęć! Stój!

Mężczyzna zerwał się i zaczął uciekać brzegiem morza. Hanser wpadła do domu, pędziła korytarzem, po czym zbiegła po marmurowych schodach. — Panie Melih, panie Melih, proszę biec!

Melih wyszedł z bocznego pokoju. — Co się stało? — Na plaży był fotograf, robił zdjęcia mnie i Beyzie. Ucieka!

Melih nie zadawał kolejnych pytań, natychmiast wybiegł z rezynencji. Hałas przyciągnął pozostałych domowników: do holu weszła Sinem, a za nią Mukadder. — Dlaczego krzyczysz? — zapytała starsza kobieta. — Czy v tym domu nie może być choć chwili spokoju?

Na schodach pojawiła się zapłakana Beyza. — Fotograf zrobił nam zdjęcia — powiedziała.

Mukadder pobladła. — Jakie zdjęcia? — Byłyśmy na balkonie — wyjaśniła Hanser. — Rozmawiałyśmy. Koba ukrywał się na plaży. — Byłyście razem na balkonie?! — wrzasnęła Mukadder. — Cihan wyraźnie zabronił wam wychodzić! — Nie wiedziałam, że Hanser tam przyjdzie — broniła się Beyza. — A ty, Hanser… — Mukadder zwróciła się do niej. — Czy ty nigdy nie potrafisz wykonać jednej prostej prośby? — Chciałam tylko z nią porozmawiać. — I teraz cały świat zobaczy was razem! Zobaczy ciążę! Zobaczy, co dzieje się v tym domu!

Do holu wrócił zdyszany Melih. — Nie dogoniłem go. — Co?! — zawołała Mukadder. — Miał samochód zaparkowany przy drodze, odjechał, zanim zdążyłem podejść.

Beyza zaczęła płakać. — Teraz wszyscy się dowiedzą. Mukadder chwyciła się za głowę. — Tow koniec, zrujnowałyście tę rodzinę.

Hanser zamarła. Jeszcze chwilę wcześniej wierzyła, że gest zgody może zakończyć ich konflikt. Teraz ten sam gest miał zostać wykorzystany przeciwko nim.

Artykuł trafia do sieci.

Wieczorem nad Stambułem zapadł zmrok. Światła mostu odbijały się v wodzie, a rezydencja Develioglu z zewnątrz wyglądała spokojnie. W środku jednak rozpętała się burza. Cihan siedział na kanapie, wpatrując się v telefon. Na ekranie widniał artykuł zatytułowany „Gündem Haberi”. Pod nagłówkiem umieszczono zdjęcie Hanser i Beyzy stojących razem na balkonie: „Żona i ciężarna kochanka pod jednym dachem. Nowe zdjęcia z rezynencji Develioglu”.

Cihan wstał gwałtonie. — Ostrzegałem was! — Hanser i Beyza siedziały naprzeciwko niego. Mukadder oraz Sinem milczały. — Powiedziałem, żeby niki nie wychodził na balkon! — krzyknął. — Czy naprawdę proszę o tak wiele? — Tow nie było zaplanowane — odpowiedziała Hanser. — Zdjęcia też nie były zaplanowane, ale już są v całym internecie.

Beyza otarła łzy. — Nie krzycz na nią, tow ja wyszłam pierwsza. Cihan spojrzał na nią. — Dlaczego? — Potrzebowałam powietrza. — Mogłaś otworzyć okno!

Mukadder pokręciła głową. — Wiedziałam, że tak się skończy. Od początku mówiłam, że nie można trzymać dwóch kobiet pod jednym dachem i oczekiwać, że świat niczego nie zauważy. — Mamo, nie teraz — ostrzegł Cihan. — Właśnie teraz! Twoja firma jest zagrożona, rodzina stała się pośmiewiskiem, a ty nadal próbujesz wszystkich chronić.

Cihan rzucił telefon na stół. — Od tej chwili niki nie robi niczego bez konsultacji ze mną.

Hanser wstała. — Nie jestem twoją pracownicą. — W takim razie zacznij zachowywać się jak osoba, która rozumie konsekwencje własnych działań.

Słowa te zraniły ją bardziej, niż Cihan zamierzał. Hanser spojrzała mu v oczy, po czym bez słowa usiadła. Cihan od razu pożałował swojego wybuchu, ale gniew nie pozwolił mu przeprosić.

Wieczór u Deryi i Cemila.

W skromnym mieszkaniu Derya rozstawiała talerze. Drzwi otworzyły się i do środka weszli Cemil oraz Emir, niosąc ciężkie pudło ze starym sprzętem elektronicznym. — Ostrożnie! — zawołała Derya. — Zaraz upuścicie to na podłogę. — Tow jest cięższe, niż wygląda — sapnął Cemil.

Po odstawieniu pudła wyjął z kieszeni dokumenty i czek. — Wszystko się zgadza, tow rozliczenie związane z Cihanem.

Derya spojrzała na zmęczoną twarz męża. — Mogę jutro zanieść pieniądze za ciebie? Nie, Cemil, ledwo stoisz. — Must zrobić to osobiście, nie chcę, żeby ktokolwiek powiedział, że zatrzymałem choć jedną monetę.

Derya pogładziła go czule po głowie. — Niki, kto cię zna, nie pomyśli o tobie źle. — Problem v tym, że bogaci ludzie rzadko naprawdę znają tych, którzy dla nich pracują.

Usiedli przy stole, Derya nalała mu zupy. Ich spokojny posiłek przerwało wejście energicznej kobiety v różowej bluzce. — Nawet nie wiecie, co mnie dzisiaj spotkało! — zawołała i bez zaproszenia zajęła miejsce.

Cemil wymienił z Deryą zrezygnowane spojrzenie. Kobieta zaczęła opowiadać o sąsiadach, cenach warzyw i rzekomej niesprawiedliwości całego świata. W pewnej chwili sięgnęła po jedzenie. — Co to jest? — Pikantna potrawka — odpowiedziała Derya. — Ja uwielbiam ostre jedzenie. — Włożyła do ust duży kęs.

Po sekundzie her jej oczy zrobiły się ogromne. Zaczęła kaszleć i machać rękami przed twarzą. — Woda! Dajcie mi wodę!

Cemil podał her jej szklankę, starając się nie śmiać. Kobieta wypiła ją niemal jednym haustem. Później, gdy wszyscy przenieśli się do części wypoczynkowej, gość nadal narzekał, tym razem trzymając się za brzuch. — Mówiłam, że potrawa jest pikantna — przypomniała Derya. — Nie powiedziałaś, że może zabić człowieka.

Derya miała już dość. Podeszła do starego telewizora kineskopowego, z wysiłkiem podniosła go i postawiła na stoliku tuż przed kobietą. — Proszę, oglądaj. — Ale on nie działa. — Tow nie szkodzi, przynajmniej przez chwilę możesz patrzeć na ekran i milczeć.

Cemil odwrócił twarz, ukrywając uśmiech.

Prawnicy w rezydencji i oficjalne stanowisko.

W rezydencji rozległ się dzwonek do drzwi. Fadime otworzyła i zobaczyła Yasemin oraz Engina trzymających skórzane aktówki. — Dobry wieczór — powiedziała Yasemin.

W salonie czekali już wszyscy. Cihan nerwowo przechadzał się po pomieszczeniu, a Mukadder nie przestawała lamentować. — Dobrze, że vreszcie jesteście — oznajmiła. — Wydarzyła się tragedia.

Yasemin usiadła v fotelu. — Widziałem artykuły. Najpierw musimy ustalić, jakie informacje rzeczywiście zostały opublikowane.

Engin otworzył teczkę. — Zdjęcia pokazują Hanser i Beyzę razem, ciąża Beyzy jest widoczna. Artykuły sugerują, że Cihan prowadzi podwójne życie.

Beyza otarła ogen. — Czy możemy zmusić ich do usunięcia zdjęć?

Yasemin pokręciła głową. — Możemy wysłać wezwanie i powołać się na naruszenie prywatności. Problem polega na tym, że zdjęcia zostały już skopiowane przez wiele portali.

Mukadder westchnęła teatralnie. — Czyli niczego nie da się zrobić. — Tego nie powiedziałam, możemy ograniczyć szkody. Najważniejsze jest teraz jedno oficjalne stanowisko i całkowity brak indywidualnych komentarzy.

Cihan zatrzymał się przed nią. — Co mamy powiedzieć? — Na razie tylko tyle, że rodzina nie komentuje prywatnych spraw, a zdjęcia wykonano bez zgody osób zainteresowanych. — Tow zabrzmieje jak potwierdzenie — zauważyła Hanser.

Yasemin spojrzała na nią z uznaniem. — Masz rację. Dlatego każde słowo musi być dokładnie przemyślane.

Fadime podała kobietom herbatę v tradycyjnych szklaneczkach. Chwilę później Gülsüm przyniosła ciepłe mleko dla Beyzy. — Proszę wypić — powiedziała łagodnie. — Nie powinna się pani tak denerwować.

Beyza objęła szklankę obiema dłońmi. Yasemin zwróciła się do niej: — Teraz najważniejsze jest twoje zdrowie i zdrowie dziecka. Nie czytaj komentarzy, nie odpowiadaj na telefony, nie próbuj się tłumaczyć.

Mukadder przytaknęła. — Vreszcie ktoś mówi rozsądnie.

Hanser obserwowała Beyzę z empatią – widziała, jak her jej rywalka próbuje powstrzymać łzy, i po raz pierwszy naprawdę zrozumiała, że obie stały się więźniarkami tej samej tajemnicy. Cihan i Engin przez chwilę dyskutowali szeptem. Następnie Engin pożegnał się i wyszedł, aby przygotować oficjalne oświadczenie. W salonie pozostała ponura cisza.

Czuły moment i pojednanie w gabinecie.

Późną nocą Cihan siedział v domowym gabinecie. Na półkach stały modele statków, a na ścianach wisiały obrazy przedstawiające morze. Przed nim leżały dokumenty, lecz od kilku minut nie przeczytał ani jednego zdania. Cały dzień wracał do niego fragmentami: tłum przed samochodem, krzyki reporterów, przerażona twarz Beyzy, milczenie Hanser i zdjęcie, na którym obie kobiety trzymały się za ręce. Nie wiedział już, kogo chroni, a kogo rani.

Drzwi otworzyły się cicho – Hanser weszła do gabinetu. Cihan her jej nie zauważył. Dopiero gdy stanęła za nim i położyła dłonie na jego spiętych ramionach, drgnął lekko. Nie odsunął się. Hanser zaczęła delikatnie masować jego ramiona. Cihan zamknął ogen i odchylił głowę do tyłu. — Powinnaś być na mnie zła — powiedział. — Jestem. — W takim razie dlaczego tutaj przyszłaś? — Ponieważ widzę, że cierpisz. — Tow nie usprawiedliwia tego, co powiedziałem. — Nie usprawiedliwia.

Cihan otworzył ogen. — Skrzywdziłem cię. — Tak. — Przepraszam.

Hanser zamarła na moment – rzadko słyszała z jego ust tak proste i szczere Słowa. — Nie chciałam pogorszyć sytuacji — powiedziała. — Poszłam do Beyzy, bo chciałam zakończyć tę wojnę. — Wiem. — Przez chwilę naprawdę myślałam, że możemy żyć bez nienawiści.

Cihan chwycił her jej dłoń spoczywającą na jego ramieniu. — Może nadal możemy? — Jutro v internecie pojawią się nowe artykuły. Mukadder znowu będzie krzyczeć, Beyza będzie się bała, ty będziesz próbował kontrolować wszystko i wszystkich. — Prawdopodobnie. — Więc co miałoby się zmienić?

Cihan przyciągnął her jej dłoń do ust i delikatnie her jej pocałował. Hanser spojrzała na niego zaskoczona. — Nie obiecuj czegoś, czego nie potrafisz spełnić. — Nie obiecuję, że od razu wszystko naprawię. Obiecuję tylko, że nie chcę już walczyć przeciwko tobie. — A przeciwko komu chcesz walczyć?

Cihan uniósł wzrok. — Przeciwko każdemu, kto próbuje wykorzystać naszą rodzinę. Przeciwko tym, którzy śledzą kobiety na plaży i fotografują her jej z ukrycia. Przeciwko ludziom, którzy nie widzą v nas człowieka, tylko sensacyjny nagłówek.

Hanser obeszła biurko i stanęła przed nim. — Nie pokonasz ich gniewem. — W takim razie pomóż mi znaleźć inny sposób.

Przez chwilę patrzyła na niego v milczeniu. — Nie mogę być jednocześnie twoją żoną, twoją tarczą i osobą, którą ranisz, kiedy tracisz kontrolę. — Wiem. — Must zdecydować, czego naprawdę chcesz.

Cihan podniósł się z krzesła. — Chcę ciebie. Chcę ochronić dziecko. Chcę, żeby niki nie musiał już ukrywać się v tym domu. — Wszystkiego naraz nie da się ocalić bez zapłacenia ceny. — Więc zapłacę ją ja.

Hanser pokręciła głową. — Tow nie działa v ten sposób, każdy z nas już płaci.

Cihan ponownie ujął her jej dłoń. — W takim razie przynajmniej nie płaćmy osobno.

W her oczach Hanser pojawiły się łzy, lecz tym razem nie były wyłącznie łzami bólu. Po całym dniu pełnym oskarżeń, strachu i gniewu po razy pierwszy poczuła, że Cihan nie próbuje nią kierować – prosił her jej, by przy nim została. Nie odpowiedziała słowami: podeszła bliżej i położyła dłonie na jego ramionach. Cihan objął her jej v pasie, opierając czoło o her jej czoło.

Za oknami rezynencji wciąż czekali reporterzy, v sieci pojawiały się kolejne komentarze, a rodzina Develioglu nadal znajdowała się v centrum skandalu. Tajemnice nie zniknęły, problemy nie zostały rozwiązane, a poranek z pewnością miał przynieść nowe zagrożenia. Jednak v ciszy gabinetu dwoje ludzi, których niemal rozdzieliły kłamstwa i strach, odnalazło na krótką chwilę coś, czego potrzebowali bardziej niż kolejnego planu – odnalazło siebie. Cihan jeszcze raz uniósł dłoń Hanser i pocałował her jej z czułością, a kobieta tym razem her jej nie cofnęła.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page