— Ale ja nigdy cię nie żałowałem, Hancer. Podziwiałem cię nawet wtedy, gdy doprowadzałaś mnie do szaleństwa.
Na jego twarzy pojawił się cień smutnego uśmiechu. Przypomniał sobie, jak Hancer unosiła podbródek podczas kłótni; jak próbowała ukrywać strach, jak mówiła szybko, kiedy była zdenerwowana, a potem odwracała wzrok, kiedy nie chciała pokazać łez. Brakowało mu nawet ich sporów, brakowało mu jej głosu w domu, brakowało sposobu, w jaki patrzyła na niego bez lęku przed jego nazwiskiem, pieniędzmi i wpływami. Dla Hancer nie był prezesem ani dziedzicem potężnej rodziny – był mężczyną, który popełniał błędy i musiał brać za nie odpowiedzialność. — Powinienem był cię zatrzymać — wyszeptał.
W jego pamięci natychmiast pojawiła się chwila rozstania: jej mokre od łez oczy, drżące dłonie i zdanie, którego nie potrafił zapomnieć: „czasami miłość nie wystarcza”. Cihan wtedy nie odpowiedział – nie dlatego, że się z nią zgadzał, po prostu zabrakło mu odwagi i słów. Teraz znał odpowiedź. — Może sama miłość nie wystarcza — powiedział do pustego pokoju — ale bez niej wszystko inne nie ma znaczenia.
Ścisnął gumkę tak mocno, że krawędzie materiału wbiły się w jego skórę. Przez chwilę rozważał, czy nie zadzwonić – numer Hancer wciąż znajdował się w telefonie i wystarczyłby jeden ruch palca. Co jednak miałby powiedzieć? „Vróć”? Czy miał prawo prosić ją o powrót, skoro nie potrafił zapewnić jej bezpieczeństwa i spokoju? Czy nie byłoby to kolejne, egoistyczne żądanie? Cihan wybrał jej numer, lecz nie nacisnął zielonej słuchawki. — Gdybym tylko wiedział, że chcesz mnie usłyszeć… — powiedział. Po chwili wygasił ekran; nie dostrzegł, że jego dłoń nadal drżała.
Scena trzecia. Poranek w domu Cemila i wstyd małego Emira
Następnego dnia miasto obudziło się pod szarym niebem. Nad Bosforem unosiła się lekka mgła, a ulicami płynął nieustanny strumień samochodów i spieszących się ludzi. Każdy miał własne troski, własne plany i własne bitwy, o których świat nie wiedział. W skromnym domu Cemila poranek rozpoczął się jednak inaczej niż zwykle: mały Emir siedział na kanapie w zielonej bluzie. Ramiona miał skrzyżowane na piersi, brwi zmarszczone, a usta zaciśnięte w wąską linię – wyglądał, jakby postanowił obrazić się nie tylko na rodzinę, ale na cały świat. Hancer krzątała się przy stole: ustawiała talerze, nalewała herbatę i kroiła chleb, co chwilę zerkając w stronę chłopca. — Emir, śniadanie jest gotowe — powiedziała łagodnie. — Chodź, zanim herbata wystygnie.
Chłopiec nawet nie drgnął. — Nie jestem głodny. — Vczoraj wieczorem też tak mówiłeś. — Bo wczoraj też nie byłem głodny.
Hancer odłożyła nóż i podeszła do kanapy. — Twój brzuch może mieć inne zdanie, słyszałam, jak burczał. Emir spojrzał na nią urażony. — To nie mój brzuch. — Naprawdę? W takim razie chyba mamy w domu małego potwora, który ukrywa się pod twoją bluzą.
Zwykle taki żart wywołałby jego uśmiech, tym razem chłopiec tylko odwrócił głowę. Hancer usiadła obok niego. — Powiesz mi, co się stało? — Nic. — Mężczyna, któremu nic się nie stało, nie siedzi od rana z miną, jakby ktoś zabrał mu wszystkie zabawki. — Niki mi niczego nie zabrał. — V takim razie dlaczego nie jesteś ubrany do szkoły?
td4729
Emir milczał. W tej chwili do pokoju wszedł Cemil. Wyglądał na zmęczonego: jego włosy były potargane, a twarz zdradzała, że poprzedniej nocy nie spał zbyt długo. — Co tu się dzieje? — zapytał. — Emir, za chwilę się spóźnisz. Dlaczego jeszcze się nie przygotowałeś?
Chłopiec spojrzał na ojca. — Nie idę dzisiaj do szkoły. Cemil zmarszczył brwi. — Jak to nie idziesz? — Normalnie, zostaję w domu. — Czy jesteś chory? — Tak. — Co cię boli?
Emir zawahała się. — Vszystko. Cemil położył mu dłoń na czole. — Gorączki nie masz… — Bo to taka choroba bez gorączki.
Hancer próbowała ukryć uśmiech, lecz Cemil nie miał nastroju do żartów. — Emir, przestań wymyślać. Vstawaj i idź się ubrać. — Nie!
Nagły krzyk chłopca zaskoczył wszystkich. Hancer spojrzała na niego z niepokojem. W oczach Emira pojawiły się łzy, choć desperacko próbował je powstrzymać. — Nie pójdę tam! — powtórzył. — Vszyscy będą się ze mnie śmieć.
Zanim Cemil zdążył zapytać o powód, z sąsiedniego pomieszczenia wybiegła Derya. Jedną ręką poprawiała włosy, a drugą próbowała założyć płaszcz. — Nadal robimy przedstawienie? — rzuciła z irytacją. — Przez niego wszyscy się spóźnimy. — Dlaczego Emir twierdzi, że dzieci będą się z niego śmieć? — zapytał Cemil.
Derya przewróciła oczami. — Bo nie pojechał na szkolną wycieczkę, ot cała tragedia.
Emir poderwał się z kanapy. — To nie jest żadna tragedia! Po prostu wszyscy pojechali, tylko ja zostałem… Ponieważ nie mieliśmy pieniędzy! — odparła Derya bez ogródek. — Ile razy mamy o tym rozmawiać? — Obiecałaś, że zapłacisz! — Powiedziałam, że spróbuję. — Nie próbowałaś! — Emir! — odezwał się ostrzegawczo Cemil.
Chłopiec zadrżał, lecz nie ustąpił. — Vszyscy opowiadali, co widzieli, pokazywali zdjęcia. Nauczycielka zapytała, dlaczego nie pojechałem – powiedziałem, że byłem chory, ale Kerem powiedział wszystkim, że nie mieliśmy pieniędzy.
W pokoju zapanowała ciężka cisza. Hancer poczuła ukłucie w sercu. Spojrzała na chłopca, który mimo młodego wieku musiał mierzyć się ze wstydem, jakiego żadne dziecko nie powinno doświadczać. Derya tymczasem nerwowo poprawiła kołnierz. — I co mam zrobić? Vyczarować pieniądze? Sama ledwo sobie radzę! — Nie musisz mówić do niego w taki sposób — zauważyła Hancer. — A w jaki mam mówić? Mamy udawać, że wszystko jest cudownie? Rachunki się piętrzą, lodówka jest prawie pusta, a on obraża się, bo nie zobaczył jakiegoś muzeum. — To nie było tylko muzeum! — krzyknął Emir. — Vszyscy tam byli! — Derya, wystarczy — przerwał Cemil. — Oczywiście, zawsze to ja jestem najgorsza! Ja mam pracować, martwić się o pieniądze, pożyczać, oddawać i jeszcze wszystkim się uśmiechać!
td4729
Hancer podeszła do Emira i położyła dłonie na jego ramionach. — Spójrz na mnie — poprosiła. Chłopiec początkowo odwracał głowę, ale w końcu podniósł wzrok. — Nie zrobiłeś nic złego — powiedziała. — Nie powinieneś wstydzić się tego, że tym razem nie mogłeś pojechać, to nie określa tego, kim jesteś. — Ale oni się śmieją. — Ludzie czasem śmieją się z rzeczy, których nie rozumieją, to nie znaczy, że mają rację. — Nie chcę ich widzieć. — Rozumiem, naprawdę. Ale jeżeli zostaniesz w domu, pomyślą, że udało im się ciebie przestraszyć. — A co mam powiedzieć, kiedy znowu zapytają?
Hancer zastnowiła się przez chwilę. — Powiedz prawdę. Powiedz, że nie pojechałeś, ale następnym razem zrobisz wszystko, żeby być razem z nimi. Możesz też powiedzieć nauczycielce, że jest ci przykro – ja pójdę z tobą i z nią porozmawiam.
Derya westchnęła demonstracyjnie. — Oczywiście, teraz będziemy urządzać spotkanie z nauczycielką z powodu jednej wycieczki.
Hancer spojrzała na nią stanowczo. — Dla ciebie to jedna wycieczka, dla Emira to coś ważnego. — Nie rozpieszczaj go. — Wysłuchanie dziecka nie jest rozpieszczaniem. — Łatwo ci mówić, to nie ty odpowiadasz za jego wychowanie.
Słowa Deryi ugodziły Hancer, choć próbowała tego nie okazać. Jej dłonie na moment zesztywniały na ramionach chłopca. Emir zauważył zmianę na jej twarzy. — Hancer troszczy się o mnie bardziej niż ty — powiedział Emir. — Zawołał Cemil.
Derya pobladła, a następnie chwyciła torebkę. — Vspaniale! Skoro wszyscy tak doskonale sobie radzicie, nie jestem wam potrzebna. — Derya, zaczekaj — odezwał się Cemil. — Nie mam czasu, spóźnię się przez to całe zamieszanie. — Podeszła do drzwi, po czym odwróciła się jeszcze w stronę chłopca: — Możesz siedzieć w domu i się nad sobą użalać, tylko không oczekuj, że problemy same znikną.

Następnie wyszła, trzaskając drzwiami. Emir ponownie usiadł na kanapie, tym razem jednak nie wyglądał już na rozgniewanego – był przygnębiony. Hancer usiadła obok. — Nie powinna była tak mówić — szepnął. — Derya jest zmęczona i zdenerwowana. — Zawsze her jej usprawiedliwiasz. — Bo wiem, że czasami ludzie mówią przykre rzeczy, gdy czują się bezsilni, to nie znaczy, że nie kochają.
Cemil ciężko westchnął i przetarł twarz dłonią. — Hancer, nie bierz do siebie jej słów — powiedział. — Ona nie chciała cię zranić. — Viem. — Ostatnio ma wiele problemów: w pracy nie jest dobrze, właściciel mieszkania znów domaga się zaległych pieniędzy… To wszystko her jej przerasta. — Nas wszystkich przerasta — odpowiedziała spokojnie Hancer.
Cemil opuścił wzrok. — Masz rację. Przepraszam, że mustisz przez tow przechodzić razem z nami. — Nie jestem tutaj z przymusu. — Ale nie tak powinno wyglądać twoje życie.
Hancer uśmiechnęła się smutno. — Moje życie nigdy nie wyglądało tak, jak powinno.
Cemil chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Hancer odwróciła się do Emira. — Zjesz chociaż kawałek chleba z serem? — A pójdziesz ze mną do szkoły? — Pójdę. — I porozmawiasz z nauczycielką? — Obiecuję.
Chłopiec skinął głową. — To zjem.
Hancer podała mu talerz, lecz kiedy Emir zaczął jeść, na jej twarzy ponownie pojawił się niepokój – obietnice były łatwe, znacznie trudniej było znaleźć rozwiązanie.
Scena czwarta. Ciężar bezsilności i oferta Deryi
Kilka godzin później Hancer siedziała sama na kanapie. Miała na sobie swój kolorowy sweter – ten sam, który nosiła w dniach, gdy życie wydawało się prostsze. Emir był już w szkole, a Cemil wyszedł w poszukiwaniu dodatkowego zajęcia. Dom pogrążył się w ciszy. Na stole leżały niezapłacone rachunki – Hancer nie chciała na nie patrzeć, lecz wzrok nieustannie do nich wracał. Przeliczyła w myślach pieniądze, które zostały w szufladzie: suma była zbyt mała nawet na najpilniejsze wydatki. Westchnęła. „Znajdziemy wyjście” – powiedziała rano Emirowi, now te słowa brzmiały jak pusta obietnica. Nie chciała zawieść chłopca. Emir nie prosił o drogie zabawki ani luksusowe ubrania – chciał jedynie uczestniczyć w życiu swojej klasy, nie czuć się gorszym od pozostałych dzieci.
Hancer dobrze znała to uczucie: pamiętała własne dzieciństwo i momenty, w których mustiała udawać, że czegoś nie chce tylko dlatego, że nie mogła tego mieć. Nauczyła się wtedy uśmiechać i mówić: „to nieważne”, jednak w głębi serca zawsze bolało. „Nie pozwolę, żeby Emir czuł się tak samo” – postanowiła. Ale jak miała temu zapobiec? Próbowała już znaleźć pracę: w jednych miejscach nie potrzebowano nowych osób, w innych wymagano doświadczenia albo dokumentów, których nie posiadała; kilka propozycji okazało się podejrzanych, z innych mustiała zrezygnować, ponieważ godziny pracy uniemożliwiałyby her jej pomaganie w domu.
Sięgnęła po telefon i zaczęła przeglądać ogłoszenia: sprzedawczyni – wymagane doświadczenie; recepcjonistka – znajomość dwóch języków; opiekunka do dziecka – praca z zamieszkaniem; pomoc kuchenna – zmiany nocne… Każde kolejne ogłoszenie odbierało her jej odrobinę nadziei. Po chwili ekran telefonu ponownie przypomniał her jej o wspólnym zdjęciu z Cihanem. Hancer szybko zablokowała urządzenie. — Nie — powiedziała do siebie. — Nie możesz teraz o nim myśleć.
Cihan posiadał wszystko, czego brakowało her jej rodzinie: jeden jego podpis mógł rozwiązać problemy finansowe Cemila; jedno polecenie wystarczyłoby, aby znalazła bezpieczną, dobrze płatną pracę. Hancer nigdy jednak nie poprosiłaby go o pomoc – nie chciała wracać do jego życia jako osoba błagająca o pieniądze. Nie chciała, by ktokolwiek pomyślał, że her jej uczucia miały związek z jego majątkiem. Co więcej, bała się, że gdyby znów go zobaczyła, wszystkie bariery, które z takim trudem zbudowała, runęłyby w jednej chwili. — Poradzę sobie sama — wyszeptała.

W tej samej sekundzie drzwi otworzyły się z impetem. Hancer podskoczyła. Do domu wpadła Derya – była zdyszana, lecz na her jej twarzy widniał szeroki uśmiech. — Hancer! Mam dobrą wiadomość! — zawołała. — Co się stało? — Znalazłam rozwiązanie wszystkich naszych profesbblemów! — Jakie rozwiązanie?
Derya rzuciła torebkę na krzesło i usiadła naprzeciwko Hancer. — Moja znajoma zadzwoniła do mnie przed chwilą: szukają kogoś do pracy i pomyślałam o tobie. Hancer wyprostowała się. — Jakiej pracy? — Pomoc domowa: sprzątanie, gotowanie, prasowanie. Nic trudnego, wszystko, co i tak potrafisz robić lepiej od nas wszystkich.
Na twarzy Hancer pojawiła się ostrożna nadzieja. — Gdzie? Derya zawahała się na ułamek sekundy. — W prywatnym domu. — U rodziny? — Niezupełnie. — Co tow znaczy? — Vłaściciel mieszka sam.
Hancer natychmiast spoważniała. — Sam? — Tak, ale không rób takiej miny, to bardzo porządny mężczyna.
Z korytarza dobiegł głos Cemila: — Jaki mężczyna? Mężczyna właśnie wrócił do domu i zdążył usłyszeć końcówkę rozmowy. Wszedł do pokoju, zdejmując kurtkę. Derya westchnęła. — Viedziałam, że zaraz zacznie się przesłuchanie. — O czym rozmawiacie? — zapytał. — Znalazłam Hancer pracę, miałaby zajmować się domem pewnego mężczyny.
td4729
Cemil zatrzymał się. — Mężczyny, który mieszka sam? — Tak. — Nie ma mowy. — Nawet jeszcze nie wysłuchałeś szczegółów! — Nie muszę ich słuchać. — Cemil, zachowujesz się jak mężczyna z poprzedniego stulecia! — A ty zachowujesz się tak, jakbyś nie widziała żadnego zagrożenia! Chcesz wysłać młodą kobicę samą do domu obcego mężczyny? — Nie wysyłam her jej na bezludną wyspę. To szef dużej firmy, a nie jakiś podejrzany mężczyna z ulicy. — Skąd o nim wiesz? — Znajoma pracuje w firmie, która zarządza jego domem. Poprzednia pomocnica wyjechała do rodziny, potrzebują kogoś od zaraz.
Hancer przysłuchiwała się ich wymianie zdań w milczeniu. — Dziękuję, że o mnie pomyślałaś — powiedziała v końcu. — Ale Cemil ma rację, nie znam tego mężczyny.
Derya spojrzała na her jej z niedowierzaniem. — Nawet không będziecie się widywać! — Jak tow? — On jest pracoholikiem: wychodzi bardzo wcześnie, a wraca późno w nocy. Podobno traktuje dom… Czasami pojawia się tylko po tow, żeby wziąć prysznic, zmienić ubranie i znów zniknąć. V weekendy zwykle wyjeżdża.
Cemil pokręcił głową. — Wciąż mi się tow nie podoba. — Tobie nic się nie podoba, jeśli wymaga podjęcia decyzji! — Uważaj na Słowa. — Mówię prawdę! Od tygodni narzekamy, że nie mamy pieniędzy. Hancer szuka pracy i niczego nie znajduje. Teraz pojawia się dobra propozycja, a ty od razu mówisz: „nie, ponieważ odpowiadam za her jej bezpieczeństwo”. Hancer jest dorosła, sama może zdecydować. — Vłaśnie dlatego mówię, że nigdzie nie pójdzie — odparł Cemil stanowczo.
Derya zaśmiała się gorzko. — Słyszysz siebie? Najpierw twierdzisz, że jest dorosła, a potem decydujesz za her jej.
Cemil zacisnął pięści. — Nie będziemy ryzykować. — Ryzykiem jest również siedzenie bez pracy i czekanie, aż odetną nam prąd! — Znajdziemy inne rozwiązanie. — Kiedy? Za miesiąc? Za pół roku? Po tym, jak wyrzucą nas z domu?
Hancer podniosła dłoń. — Proszę, nie kłóćcie się przeze mnie. — To nie przez ciebie — powiedział Cemil. — Vłaśnie, że przez nią — odparła Derya — a dokładniej przez tow, że wszyscy próbujemy udawać, iż możemy pozwolić sobie na odrzucanie pracy. — Powiedziałem, że temat jest zamknięty! — Nie, nie jest zamknięty, nie powiedziałam jeszcze najważniejszego.
Cemil spojrzał na her jej podejrzliwie. — Czego? — Praca jest legalna, z ubezpieczeniem.
Hancer uniosła brwi. — Naprawdę? — Tak, i płacą dniówkę – pieniądze dostajesz od razu po zakończeniu pracy.
Ta informacja wyraźnie poruszyła Hancer. — Ile? Derya podała sumę. Hancer zamarła, Cemil również wyglądał na zaskoczonego. — To bardzo dużo — powiedziała dziewczyna. — Vłaśnie! Za jeden dzień dostałabyś więcej niż gdzie indziej za kilka dni. Praca zaczyna się rano i kończy po południu: żadnych nocy, żadnego zamieszkania w jego domu. — Dlaczego płaci aż tyle? — zapytał Cemil. — Bo jest bogaty i nie ma czasu szukać kogoś za każdym razem, gdy pomocnica odchodzi. Chce osoby dokładnej, dyskretnej i uczciwej. — I twoja znajoma poleciła Hancer, choć her jej nie zna? — Zna mnie, powiedziałam her jej, że Hancer jest odpowiedzialna.
Cemil patrzył na Deryę z rosnącą nieufnością. — Skoro tow taka idealna praca, dlaczego sama her jej nie przyjęłaś?
Pytanie zawisło w powietrzu. Derya na chwilę spuściła wzrok. — Mam już własną pracę. — Narzekasz na her jej każdego dnia. — Ale her jej nie rzucę bez uprzedzenia. Poza tym nie umiem gotować tak dobrze jak Hancer. — To prawda — odezwał się niespodziewanie głos Emira.
Chłopiec stał przy wejściu do pokoju – najwyraźniej wrócił ze szkoły i od kilku chwil przysłuchiwał się rozmowie. Derya spojrzała na niego. — Dziękuję za wsparcie. — Nie powiedziałem, że źle gotujesz — odparł chłopiec — tylko że Hancer gotuje lepiej.
Mimo napięcia na twarzy Hancer pojawił się delikatny uśmiech. Emir podszedł bliżej. — O jakiej pracy rozmawiacie? — To sprawa dorosłych — odpowiedział Cemil. — Ale chodzi o Hancer! — Vłaśnie dlatego nie powinieneś się mieszać.
Chłopiec popatrzył na Hancer. — Dostałaby pieniądze od razu? Derya skinęła głową. — Tak. Emir zastanowił się przez chwilę. — To może powinna spróbować?
Cemil odwrócił się do niego gwałtownie. — Emir, co? — Przecież powiedzieliście, że ten mężczyna prawie nigdy nie jest w domu. — Nie rozumiesz, o czym mówimy. — Rozumiem, potrzebujemy pieniędzy.
Słowa dziecka zabrzmiały boleśniej niż wszystkie wcześniejsze argumenty Deryi. Hancer patrzyła na Emira, dostrzegając w jego oczach nadzieję. Chłopiec zapewne myślał o kolejnej wycieczce, szkolnych wydatkach i o tym, że nie będzie już musiał wymyślać przed kolegami powodów swojej nieobecności. — Hancer — powiedział cicho. — Może tow będzie dobre miejsce? Możesz pójść tylko raz. Jeżeli ci się nie spodoba, więcej nie wrócisz. — Emir, tow nie takie proste — odparła. — Ale możesz przynajmniej zobaczyć.
Cemil przykucnął przed synem. — Nie chcę, żeby Hancer stała się krzywda tylko dlatego, że potrzebujemy pieniędzy. — Ja też nie chcę, ale Derya powiedziała, że ten mężczyna jest porządny. — Derya go nie zna. — Jej znajoma zna jego firmę. Emir, wystarczy — powiedział Cemil.
Chłopiec spuścił głowę. — Przepraszam, po razy po prostu nie chcę, żebyśmy cały czas się martwili.
Hancer poczuła, że serce her jej pęka. Podeszła do chłopca i objęła go. — To nie jest твоje zmartwienie. — Ale mieszkam tutaj, widzę, kiedy nie mamy pieniędzy. — Dorośli się tym zajmą. — Zawsze tak mówicie…
Hancer nie znalazła odpowiedzi. Derya wykorzystała ciszę. — Nie musicie decydować w tej sekundzie. Jutro rano Hancer może pojechać pod wskazany adres, porozmawiać z osobą odpowiedzialną i obejrzeć dom. Jeśli cokolwiek wzbudzi her jej niepokój, wróci. — Pojadę z nią — oznajmił Cemil. — Nie możesz, sam mówiłeś, że rano masz spotkanie w sprawie pracy.
Cemil spojrzał na Hancer. — Odwołam je.
Nie odpowiedziała natychmiast. — Potrzebujesz tej szansy, ty jesteś ważniejsza. — Vłaśnie dlatego không możesz odrzucać własnej pracy, żeby pilnować mnie na każdym kroku. Cemil, Derya ma rację w jednej sprawie: jestem dorosła, mogę pojechać, sprawdzić i wrócić – tow jeszcze nie znaczy, że przyjmę pracę.
Na twarzy Cemila pojawił się niepokój. — Naprawdę tow rozważasz?
Hancer spojrzała na rachunki leżące na stole, potem na Emira, a na końcu na własne dłonie. W her jej głowie pojawił się obraz Cihana: jego dom, jego świat, wszystkie możliwości, które mógł her jej zaoferować – natychmiast jednak odepchnęła tow wspomnienie. Nie mogła wiecznie żyć przeszłością; mustiała zrobić krok naprzód, even jeżeli się bała. — Nie wiem — przyznała — ale không mogę też siedzieć i czekać, aż ktoś rozwiąże nasze problemy za nas.
Derya uśmiechnęła się z ulgą. — Viedziałam, że podejdziesz do tego rozsądnie. — Nie powiedziałam, że się zgadzam. — Ale pojedziesz.
Hancer przez dłuższą chwilę milczała. — Pojadę zobaczyć ten dom.
Emir rozpromienił się. — Naprawdę chỉ zobaczyć — podkreśliła. — Niczego jeszcze nie obiecuję.
Chłopiec objął her jej mocno. — Viedziałem, że znajdziesz rozwiązanie.
Hancer odwzajemniła uścisk, lecz her jej twarz pozostała poważna. Cemil wstał i podszedł do Deryi. — Podaj mi nazwisko tego mężczyny. Derya zawahała się. — Nie pamiętam. — Jak możesz nie pamiętać?! — Znajoma podała mi chỉ adres i powiedziała, że wszystkie szczegóły wyjaśnią na miejscu. — Nie podoba mi się tow. — Tobie od początku nic się nie podoba! — Zadzwoń do niej i dowiedz się, dla kogo Hancer miałaby pracować. — Zadzwonię now.
Derya wyjęła telefon, lecz po spojrzeniu na ekran skrzywiła się. — Nie odbiera, pewnie jest zajęta.
Cemil pokręcił głową. — Bez nazwiska Hancer nigdzie nie pojedzie. — Cemil — odezwała się Hancer. — Pojadę pod adres, dopóki nie upewnię się, że wszystko jest w porządku. Zadzwonię do was, wyślę lokalizację. — To nie wystarczy. — Nie możesz ochronić mnie przed całym światem. — Mogę próbować.
Hancer spojrzała na niego z wdzięcznością. — Viem i dziękuję, ale czasami mustię sama zmierzyć się z tym, co czeka za drzwiami.
Słowa te miały znacznie głębsze znaczenie, niż Cemil mógł przypuszczać. Dziewczyna nie wiedziała jeszcze, że decyzja podjęta w tym skromnym pokoju całkowicie odmieni her jej życie – nie wiedziała, do kogo należał elegancki dom wskazany przez znajomą Deryi. Nie wiedziała również, że jego właściciel przechowywał w szufladzie wielokolorową gumkę do włosów i każdej nocy patrzył na ich wspólne zdjęcie. Następnego ranka miała przekroczyć próg miejsca, które wydawało się obce, lecz niektóre domy pamiętają ludzi, którzy kiedyś wypełniali her jej swoim głosem. Niektóre przedmioty przechowują dotyk dłoni, a niektóre uczucia, choć głęboko ukryte, không pozwalają się pogrzebać. Hancer spojrzała na zapisany przez Deryę adres, serce zabiło her jej mocniej, choć nie potrafiła wyjaśnić dlaczego. — Jutro tam pojechałem — powiedziała.
V tym samym czasie po drugiej stronie miasta Cihan uniósł wzrok znad telefonu. Przez krótką chwilę ogarnęło go dziwne, trudne do opisania przeczucie, jakby los właśnie poruszył pierwszą figurę na planszy. Spojrzał na gumkę Hancer spoczywającą w jego dłoni. — Gdziekolwiek jesteś — wyszeptał — mam nadzieję, że jeszcze kiedyś cię zobaczę.
Nie wiedział, że odpowiedź na jego pragnienie była już w drodze.