Cihan rusza na ratunek, gdy Hancer i Beyza walczą o życie we wraku. Na odludnej leśnej drodze rozbity samochód powoli wypełnia się gęstym dymem.

Uwięziona we wraku Hancer resztkami sił próbuje obudzić ranną Beyzę i wydostać się z pojazdu, lecz drzwi pozostają zablokowane, a spod maski zaczynają wydobywać się niebezpieczne iskry. Najbardziej przerażające okazują się jednak słowa Beyzy, która ze zdumiewającym spokojem twierdzi, że ich los został już przesądzony. Tymczasem Cihan bezskutecznie próbuje skontaktować się z kobietami. Gdy zaczyna podejrzewać, że ich zniknięcie jest częścią starannie zaplanowanego spisku, traci panowanie nad sobą i rzuca się na Nusreta, żądając prawdy. Nagrania z monitoringu prowadzą go na zalesioną trasę, ale każda kolejna minuta może przesądzić o życiu Hancer i Beyzy. V cieniu tej tragedii Sinem musi zmierzyć się z oświadczynami Meliha oraz bólem małej Mine, a Derya odkrywa kolejne sekrety związane z Goncą i dzieckiem. Czy Cihan odnajdzie rozbity samochód, zanim będzie za późno? Dlaczego Beyza nie chce walczyć o przetrwanie i czy wypadek rzeczywiście był przypadkiem? Odpowiedź może całkowicie odmienić życie wszystkich bohaterów.

Scena pierwsza. Tragedia na leśnej drodze

Las milczał. Vysokie drzewa otaczały wąską, krętą drogę niczym nieprzenikniony mur. Ich nagie konary poruszały się lekko pod wpływem chłodnego wiatru, a gęste chmury zasłaniały słońce, pogrążając okolicę w szarym, ponurym półmroku. Nie było tam domów, przechodniów ani innych samochodów – tylko cisza przerywana cichym trzaskiem rozgrzanego metalu. Na poboczu, częściowo wbity w przydrożne krzewy, stał ciemnozielony samochód. Jego przód był całkowicie zmiażdżony, maska wygięła się niczym cienki arkusz papieru, przednia szyba pokryła się gęstą siecią pęknięć, a z uszkodzonego silnika wydobywał się szary dym. Vewnątrz pojazdu panował chaos: rozbite szkło pokrywało deskę rozdzielczą, fotele i podłogę, a poduszki powietrzne zwisały bezwładnie, ubrudzone krwią. Za kierownicą siedziała Beyza. Jej ciało było nieruchome, głowa opierała się o kierownicę, a rozpuszczone włosy zasłaniały część zakrwawionej twarzy.

Na fotelu pasażera znajdowała się Hancer. Jej powieki drgnęły. Przez pierwsze sekundy nie wiedziała, gdzie jest. Słyszała jedynie jednostajny pisk w uszach i miała wrażenie, że wszystko wokół niej znajduje się pod wodą. Obrazy były rozmazane, odległe i pozbawione sensu. Spróbowała poruszyć głową, lecz przeszył ją potworny ból. — Co… — wyszeptała niemal bezgłośnie. Her jej dłoń odruchowo powędrowała do czoła. Kiedy spojrzała na palce, zobaczyła na nich świeżą krew.

Vtedy wspomnienie uderzyło w nią z całą siłą: kilka minut wcześniej siedziała obok Beyzy w jadącym samochodzie. Droga była kręta, a drzewa przesuwały się za szybami w zawrotnym tempie. Beyza zaciskała kierownicę tak mocno, że her jej knykcie zbielały. Jej twarz wydawała się dziwnie spokojna, ale v jej oczach kryło się coś niepokojącego. — Zwolnij — poprosiła Hancer. — Jedziesz za szybko. — Beyza nie odpowiedziała. — Słyszysz mnie? — Hancer spojrzała na prędkościomierz. — Beyza, zwolnij! — Przez całe życie mężczyna próbuje uciekać przed śmiercią — odezwała się v końcu Beyza — jakby mógł her jej oszukać, jakby mógł zamknąć drzwi i powiedzieć: „nie dzisiaj”. — O czym ty mówisz? — A przecież śmierć zawsze odnajduje właściwy adres.

Hancer poczuła chłód. — Zatrzymaj samochód! — Może niektóre historie nigdy nie powinny mieć szczęśliwego zakończenia? — Beyza, spójrz na mnie!

Kobieta za kierownicą uśmiechnęła się gorzko. — Ty naprawdę myślałaś, że zabierzesz mi wszystko i odejdziesz bez konsekwencji? — Nie zabrałam ci niczego. — Zabrałaś mi jego. — Cihan nigdy nie był przedmiotem, którego można komuś ukraść. — Dla ciebie tow łatwe. Pojawiłaś się i nagle wszyscy zaczęli widzieć tylko ciebie, a ja… Ja zostałam cieniem we własnym życiu. — Zatrzymaj się natychmiast!

Hancer wyciągnęła rękę v stronę kierownicy. Beyza gwałtownie odbiła w bok. Rozległ się przeraźliwy pisk opon, a potem świat eksplodował.

Wspomnienie zniknęło równie nagle, jak się pojawiło. Hancer wróciła do rzeczywistości, gwałtownie łapiąc powietrze. Spojrzała na Beyzę i natychmiast pochyliła się v her jej stronę. — Beyza… — wyszeptała. Brak odpowiedzi. Hancer chwyciła her jej za ramię i potrząsnęła: — Otwórz ogen, słyszysz mnie? Obudź się! — Potrząsnęła nią mocniej: — Beyza! Beyza!

Tylko echo her jej głosu odbiło się od metalowego wnętrza wraku.

Scena druga. Niepokój Cihana i Mukadder

W tym samym czasie w nowoczesnym biurze Cihan przemierzał pomieszczenie nerwowym krokiem. Telefon trzymał przy uchu, ale zamiast głosu Hancer słyszał jedynie bezduszną informację o niedostępności abonenta. Rozłączył się i natychmiast spróbował ponownie. Engin stał przy biurku, obserwując przyjaciela. — Może po razy po prostu nie mają zasięgu — powiedział ostrożnie. — Na leśnych drogach często nie ma zasięgu. — Telefon Hancer jest wyłączony, Beyzy również. Żadna z nich nie odpowiada od ponad godziny. — Może zatrzymały się gdzieś i rozładowały im się telefony? — Hancer zawsze oddzwania.

Cihan wybrał kolejny numer, odczekał kilka sekund, a potem gwałtownie odsunął telefon od ucha. — Nic. — Spróbujmy zachować spokój. — Nie mów mi, żebym był spokojny! — Głos Cihana zabrzmiał tak ostro, że Engin zamilkł.

Cihan podszedł do okna. Na dole samochody przesuwały się po ulicy, ludzie szli chodnikami, a miasto funkcjonowało normalnie – dla niego jednak wszystko nagle się zatrzymało. — Rano Hancer była zdenerwowana — powiedział ciszej. — Twierdziła, że must porozmawiać z Beyzą. Nie chciała mi powiedzieć, o czym. — Może się pokłóciły. — Vłaśnie tego się obawiam. — Myślisz, że Beyza mogłaby her jej skrzywdzić?

Cihan nie odpowiedział od razu. V jego pamięci pojawił się obraz wcześniejszej rozmowy z Beyzą. Jechali wtedy razem przez podobną, zalesioną okolicę. Beyza siedziała obok niego, nerwowo ściskając pasek torebki. — Muszę ci coś wyjaśnić — powiedziała. — Słucham. — Viem, że popełniłam błędy. Viem też, że już mi nie ufasz. — Nie chodzi chỉ o zaufanie. Okłamywałaś mnie miesiącami. — Bałam się. — Czego? — Że kiedy poznasz prawdę, wybierzesz Hancer.

Cihan oderwał na moment wzrok od drogi. — To nie ona zniszczyła tow, co było między nami. — Ale tow dla niej mnie zostawiłeś. — Zostawiłem cię przez twoje kłamstwa.

Beyza opuściła wzrok. — Kiedy mężczyna traci wszystko, zaczyna robić rzeczy, których wcześniej sam by się po sobie nie spodziewał.

Czy tow była groźba, czy ostrzeżenie? Tamte Słowa now brzmiały w głowie Cihana znacznie poważniej niż wcześniej. Natychmiast wybrał numer Mukadder.

Telefon w kuchni zadzwonił, gdy Mukadder stała przy blacie, składając czyste ściereczki. Spojrzała na ekran i natychmiast odebrała. — Cihan? — Mamo, czy Beyza albo Hancer wróciły do domu? — Nie, dlaczego pytasz? — Nie mogę się z nimi skontaktować.

Mukadder wyprostowała się. — Od kiedy? — Od ponad godziny. Viesz, dokąd pojechały? — Beyza powiedziała chỉ, że must załatwić coś ważnego. Hancer wyszła niedługo po niej. — Razem? — Nie widziałam, jak odjeżdżały. Cihan, co się dzieje? — Jeszcze nie wiem. Gdyby wróciły, natychmiast do mnie zadzwoń. — Oczywiście, ale…

Cihan przerwał połączenie. Mukadder przez chwilę stała bez ruchu. Znała swojego syna i wiedziała, że không wpadał w panikę bez powodu. Przycisnęła telefon do piersi. — Boże, miej her jej w swojej opiece — wyszeptała.

Scena trzecia. Walka o oddech i wyznanie Beyzy

Hancer z trudem odpięła pas bezpieczeństwa – każdy ruch sprawiał her jej ból. Kiedy pochyliła się v stronę Beyzy, poczuła, jak świat wiruje. — Muszę sprawdzić puls — powiedziała sama do siebie. — Muszę.

Przyłożyła palce do szyi Beyzy. Przez kilka przerażających sekund nie wyczuwała niczego. — Nie… — Przesunęła dłoń. Vreszcie poczuła bardzo słabe, nieregularne uderzenie. — Żyjesz… — wyszeptała. — Słyszysz mnie? Żyjesz, więc không wolno ci się poddać.

Spróbowała otworzyć drzwi pasażera. Pociągnęła za klamkę: raz, drugi i trzeci. Drzwi ani drgnęły. — Pomocy! — krzyknęła. Uderzyła dłonią w szybę. — Czy ktoś mnie słyszy? Pomocy!

Las nie odpowiedział. Hancer sięgała do kieszeni płaszcza, szukając telefonu, ale znalazła chỉ kawałki rozbitego szkła – her jej telefon leżał pod deską rozdzielczą, całkowicie zniszczony. Nagle Beyza jęknęła. Hancer natychmiast odwróciła się v her jej stronę. — Beyza! Beyza, otwórz ogen!

Powieki kobiety uniosły się powoli. Jej spojrzenie było mętne, ale świadome. — Gdzie jesteśmy? — wyszeptała. Hancer patrzyła na her jej z mieszaniną ulgi i gniewu. — Miałyśmy wypadek.

Beyza poruszyła głową, lecz natychmiast skrzywiła się z bólu. — Nie ruszaj się — powiedziała Hancer. — Możesz mieć uraz kręgosłupa. — A ty nagle się o mnie martwisz… — Nie zaczynaj. Musimy stąd wyjść. — Nie wyjdziemy. — Co? — Drzwi są zablokowane. Przód samochodu jest zmiażdżony. Niki nie wie, gdzie jesteśmy. — Ktoś nas znajdzie.

Beyza uśmiechnęła się słabo. — Zawsze byłaś naiwna.

W Hancer coś pękło. — Zrobiłaś tow specjalnie, prawda? Doprowadziłaś do tego wypadku?! — Straciłam panowanie nadkierownicą. — Kłamiesz! Przyspieszałaś, mimo że błagałam, żebyś zwolniła. Mówiłaś o śmierci, jakbyś wszystko zaplanowała.

Beyza odwróciła twarz ku pękniętej szybie. — Może nasz los został przesądzony znacznie wcześniej. — Chciałaś mnie zabić! — Gdybym chciała zabić tylko ciebie, nie siedziałabym now obok. — Nie obchodziło cię, czy sama przeżyjesz.

Beyza zamknęła ogen. — Może nie miałam już po co żyć?

Hancer patrzyła na her jej w osłupieniu. — Masz dziecko, masz rodzinę, masz ludzi, którzy na ciebie czekają! A ty masz Cihana… To o niego chodzi? Chciałaś umrzeć i zabrać mnie ze sobą, bo Cihan mnie kocha? — Nie wypowiadaj przy mnie jego imienia! — Jesteś chora! — A ty jesteś powodem tej choroby.

Spod maski dobiegł metaliczny trzask, dym stał się gęstszy. Hancer spojrzała przed siebie. — Musimy znaleźć telefon.

Scena czwarta. Napięcie w kuchni rezydencji

W kuchni Fadik mieszała zupę w niebieskim garnku. Obok niej Aysu obierała warzywa, co chwilę spoglądając na drzwi. Gülsüm weszła do pomieszczenia szybkim krokiem: trzymała w dłoniach kilka filiżanek, które zaczęła chaotycznie układać w szafce. — Uważaj, bo her jej potłuczesz — zwróciła her jej uwagę Fadik. — Niczego nie potłukę. — Trzęsą ci się ręce. — Wydaje ci się.

W tym momencie do kuchni wszedł Melih, jego twarz była poważna. — Gülsüm, musimy porozmawiać. — Teraz pracuję, tow nie może czekać. — Gülsüm rzuciła mu nerwowe spojrzenie. — Nie wiem, o czym mówisz. — Jeszcze nie zadałem pytania. — Znam ten ton. Znowu zamierzasz mnie o coś oskarżyć?

Melih podszedł bliżej. — Słyszałem twoją rozmowę z Goncą.

Filiżanka w dłoni Gülsüm zadrżała. — Jaką rozmowę? — O dziecku, o dokumentach i o pieniądzach.

Fadik przestała mieszać zupę, Aysu również znieruchomiała. — Podsłuchiwałeś mnie?! — oburzyła się Gülsüm. — Nie zmieniaj tematu. Co ukrywacie? — Niczego nie ukrywamy. — Powiedziałaś, że kiedy prawda wyjdzie na jaw, ktoś straci Mine.

Gülsüm gwałtownie zamknęła drzwiczki szafki. — Źle zrozumiałeś. — V takim razie mi wyjaśnij. — Nie mam obowiązku tłumaczyć ci każdej rozmowy. — Jeżeli chodzi o Mine, masz taki obowiązek.

Fadik spojrzała karcąco na Gülsüm. — Dziecko nie może płacić za błędy dorosłych. — Niki nie zamierza her jej krzywdzić — odpowiedziała Gülsüm. — Więc dlaczego jesteś taka przerażona? — zapytał Melih. — Nie jestem przerażona. Mam po razy dość ludzi, którzy wtrącają nos w nie swoje sprawy. — Sprawy Sinem i Mine są również moimi sprawami.

Na dźwięk imienia Sinem Gülsüm uśmiechnęła się chłodno. — Naprawdę? A od kiedy? — Od chwili, gdy kupiłeś pierścionek.

Melih zacisnął szczękę. — Nie mieszaj her jej do tego. — To ty her jej w tow wmieszałeś. — O czym ona mówi? — zapytała Aysu. — O niczym — odpowiedział stanowczo Melih. — O tym, że Melih planował zostać ojcem Mine — rzuciła Gülsüm. — Ale Sinem nie przyjęła jego oświadczyn.

W kuchni zapadła niezręczna cisza. Melih pobladł. — Jeszcze razy użyjesz her jej bólu przeciwko mnie, a zapomnisz, że do tej pory traktowałem cię z szacunkiem.

Gülsüm odsunęła się o krok. — Grozisz mi. — Ostrzegam cię. Powiesz mi wszystko, co wiesz o Mine. — Nie wiem nic. — Dowiem się prawdy.

Melih odwrócił się i wyszedł. Gülsüm patrzyła za nim z lękiem, którego tym vezes nie potrafiła ukryć.

Scena piąta. Wybuch gniewu Cihana w biurze Nusreta

Cihan wszedł do biura Nusreta bez pukania. Drzwi uderzyły o ścianę tak mocno, że wszyscy obecni w pomieszczeniu poderwali głowy. Nusret siedział za biurkiem, obok niego stał Cemil oraz jeden z pracowników firmy. — Gdzie one są?! — krzyknął Cihan. Nusret powoli wstał. — O czym ty mówisz?

Cihan podszedł do niego i chwycił go za poły koszuli. — Nie udawaj! — Puść mnie! — Co zrobiłeś Beyzie i Hancer?! Zwariowałeś?! — Cihan szarpnął nim i przycisnął go do ściany. — Wiedziałeś, że Beyza chce porozmawiać z Hancer. To ty her jej do tego namówiłeś?! — Nie mam pojęcia, gdzie są! — Kłamiesz!

Cemil chwycił Cihana za ramię. — Uspokój się! — Cihan odepchnął go. — Nie dotykaj mnie! — V ten sposób niczego nie rozwiążesz — powiedział Cemil. — Nusret od miesięcy knuje za naszymi plecami, wykorzystuje ludzi, szantażuje ich i nastawia przeciwko sobie.

Nusret poprawił zmiętą koszulę. — Nie odpowiadam za każdą decyzję Beyzy. — Ale wiedziałeś, że była niestabilna. — Wiedziałem, że cierpiała. To różnica. — Gdyby Hancer coś się stało, to co? Zabijesz mnie?

Cihan ponownie ruszył v jego stronę, lecz tym vezes Cemil i drugi mężczyna zdołali go zatrzymać. — Zostawcie mnie! Dość! — krzyknął Cemil. — Jeżeli naprawdę chcesz her jej znaleźć, przestań tracić czas na bójkę!

Te Słowa na moment otrzeźwiły Cihana. Nusret sięgnął po telefon. — Podaj numer rejestracyjny samochodu. Cihan patrzył na niego podejrzliwie. — Po co? — Zadzwonię do znajomego. Samochód należy do firmy – możemy sprawdzić bramki, monitoring i ostatnie miejsca, w których został zauważony.

Cihan po chwili podyktował numer, Nusret wybrał połączenie. — Potrzebuję pilnej informacji o pojeździe należącym do naszej firmy — powiedział. — Tak, podaję numer rejestracyjny. Sprawdźcie kamery na drogach wyjazdowych z miasta. To sprawa życia i śmierci.

Scena szósta. Pierścionek zaręczynowy i ból małej Mine

Sinem weszła do sypialni i zamknęła za sobą drzwi. Przez chwilę stała bez ruchu, jakby bała się podejść do toaletki. Na her jej blacie znajdowała się oprawiona fotografia Mine. Dziewczynka uśmiechała się na niej szeroko, nieświadoma skomplikowanych tajemnic dorosłych. Obok fotografii leżało niewielkie pudełeczko jubilerskie. Sinem otworzyła je: w środku znajdował się piękny pierścionek zaręczynowy z brylantem. Światło lampki odbijało się od kamienia, tworząc drobne refleksy na twarzy kobiety. Dotknęła pierścionka opuszkami palców i natychmiast przypomniała sobie tamto popołudnie.

Siedzieli z Melichem na zesterno, przy niewielkim stoliku. Powietrze było ciepłe, a ogród tonął w zieleni. Melih długo milczał, zanim wyjął pudełeczko. — Sinem, nie jestem dobry w wielkich przemowach — powiedział. — Przez lata wydawało mi się, że mężczyna może żyć sam, byleby miał pracę, dach nad głową i spokój. Potem pojawiłaś się ty. — Sinem patrzyła na niego w napięciu. — Melih… — Pozwól mi skończyć. Nie chcę być dla ciebie kolejnym ciężarem, chcę być kimś, na kim możesz się oprzeć. Chcę budzić się obok ciebie i każdego dnia przypominać ci, że nie must już walczyć sama. — Otworzył pudełeczko: — Vyjdziesz za mnie?

Sinem nie spojrzała na pierścionek, her jej wzrok zatrzymał się na fotografii. — Mnie… Nie mogę. Uśmiech Meliha zniknął. — Dlaczego? — Bo Mine nie jest gotowa. Nie chcę her jej niczego odbierać, ale ona tak tow odbierze. Każdego mężczyznę, który pojawi się w moim życiu, będzie traktowała jak kogoś, kto próbuje zastąpić her jej ojca. — Nie chcę go zastępować. — Ona jeszcze tego không rozumie. — A ty? Czego ty chcesz?

Sinem miała łzy w oczach. — Chcę, żeby moje dziecko przestało cierpieć, a twoje szczęście… Nie mam prawa budować go na her jej bólu.

Melih powoli zamknął pudełeczko. — Myślałem, że moglibyśmy stworzyć rodzinę. — Ja również o tym marzyłam. — Marzyłaś?

Sinem không odpowiedziała.

Teraz, stojąc samotnie w sypialni, Sinem zacisnęła palce na pierścionku. — Dlaczego wszystko must być takie trudne? — wyszeptała. Nagle z korytarza dobiegł cichy płacz. Sinem odłożyła pudełeczko i wyszła z pokoju. — Mine? Kochanie, gdzie jesteś?

Na korytarzu spotkała Aysu. — Widziałaś Mine? — Nie, myślałam, że jest z tobą.

Sinem zaczęła sprawdzać kolejne pomieszczenia, w końcu weszła do pokoju dziecięcego. Mine siedziała skulona na białym łóżku, trzymała w ramionach poduszkę. — Kochanie… — Sinem usiadła obok niej. — Dlaczego tu siedzisz sama? — Bo niki mnie nie chce. — Nie mów tak! — Vszyscy mają swoje rodziny, a ja nie mam taty.

Sinem poczuła ból w sercu. — Masz mnie. — Ale ty też odejdziesz. — Nigdy! — Kiedy wyjdziesz za pana Meliha, będziesz miała nową rodzinę. — Ty jesteś moją rodziną. On mnie nie kocha. — To nieprawda, Melih bardzo się o ciebie troszczy, bo chcę, żebyś… — Sinem objęła córkę. — Posłuchaj mnie: niki nigdy nie zajmie twojego miejsca. Ani Melih, ani ktokolwiek inny. Jesteś najważniejszą częścią mojego życia. — A mój tata? — Sinem zamarła. — Dlaczego nie jest z nami? — zapytała Mine. — Czy mnie nie chciał? — Nie, skarbie, tow nie twoja wina. — Więc czyja? Sinem nie potrafiła odpowiedzieć.

Scena siódma. Prawda we wraku i wspomnienia domu

Hancer znalazła telefon Beyzy, zaklinowany między siedzeniem a drzwiami. Ekran był pęknięty, ale urządzenie wciąż działało. — Dzięki Bogu… — Nacisnęła przycisk. Na ekranie pojawił się komunikat o braku zasięgu. — Nie, nie… — Uniosła telefon jak najwyżej, szukając choć jednej kreski. — Zadzwoń, proszę, zadzwoń!

Beyza obserwowała her jej z dziwnym spokojem. — To nie ma sensu. — Zamknij się. — Niki nas tu nie znajdzie. — Zamknij się, Beyza! Spójrz na samochód – czujesz ten zapach?

Dopiero wtedy Hancer wyczuła benzynę. — Musimy wybić szybę. — Uderzyła telefonem w boczne okno: raz, drugi, trzeci. Szkło nie pękło. — Pomóż mi! Beyza nie poruszyła się. — Beyza, błagam cię! — Jestem zmęczona. — Nie obchodzi mnie tow! Masz walczyć! — O co? — O życie! — Żeby wrócić i patrzeć, jak Cihan wybiera ciebie? Żeby słuchać szeptów ludzi, którzy wiedzą, że przegrałam? Żeby codziennie udawać, że wciąż mam jakąś godność? — To nie Cihan odebrał ci godność, sama her jej straciłaś przez swoje kłamstwa. — Ty niczego nie rozumiesz. — Rozumiem, że próbujesz ukarać cały świat za tow, że nie dostałaś tego, czego chciałaś.

Beyza nagle chwyciła her jej za nadgarstek. — Nie mów, jakbyś była niewinna! — Puść mnie! — Wiedziałaś, że mnie zniszczysz. Kochałam go. — Ja też! Miłość nie daje ci prawa decydować, kto ma żyć, a kto umrzeć.

Beyza puściła her jej rękę. Spod maski wyskoczyły iskry, Hancer zamarła. — Samochód może się zapalić. — Viem — odpowiedziała spokojnie Beyza. Hancer patrzyła na her jej z przerażeniem. — Naprawdę chcesz umrzeć?

Beyza zamknęła ogen. — Chcę, żeby wszystko wreszcie ucichło.

Hancer rzuciła się na her jej i chwyciła her jej za gardło. — Nie masz prawa zabierać mnie ze sobą, słyszysz?! Nie masz prawa!

Beyza nawet się nie broniła. Po kilku sekundach Hancer puściła her jej, przerażona własnym zachowaniem. — Co ja robię? — Opadła na fotel i zaczęła płakać. — Co na mnie czeka? Obiecał mi dom, obiecał, że zaczniemy od nowa.

Beyza otworzyła ogen. — Dom? Hancer pokiwała głową. Przed oczami pojawiło się wspomnienie: stała z Cihanem na zielonej polanie, obok nich zaparkowany był samochód. Cihan trzymał telefon, pokazując her jej plan architektoniczny. — Tutaj będzie salon — mówił z uśmiechem. — Duże okna, żebyś mogła patrzeć na ogród. A tutaj kuchnia… taka, w której naprawdę będziesz gotować. — Nie przesadzajmy — odpowiedziała Hancer. — Powiedziałeś, że zbudujesz dom, a nie, że dokonasz cudu. Cihan roześmiał się. — A ten mały pokój? — Cihan spojrzał na her jej z czułością. — Może kiedyś będzie należał do kogoś, kto odziedziczy twój uśmiech.

Hancer spuściła wzrok. — Naprawdę wierzysz, że możemy być szczęśliwi? Cihan dotknął her jej policzka. — Nie tylko wierzę, zamierzam o tow walczyć każdego dnia. Przytuliła go mocno. — Nie pozwól mi cię stracić. — Nigdy.

Wspomnienie zniknęło. Hancer otworzyła ogen i spojrzała na dym wypełniający kabinę. — Nie mogę tu umrzeć… — wyszeptała. — Nie.

Scena ósma. Tajemnice Deryi i Goncy

W salonie Derya stała naprzeciwko Goncy, her jej twarz była czerwona ze złości. — Jak długo zamierzałaś tow ukrywać? Gonca skrzyżowała ręce. — Nie wiem, o czym mówisz. — Nie kłam! Znalazłam kopię dokumentu. — Jakiego dokumentu? — Aktu urodzenia Mine.

Gonca zbladła. — Przeszukiwałaś moje rzeczy! — Znalazłam go przypadkiem. — Nie masz prawa wtrącać się w moje życie! — To nie jest tylko twoje życie. Vykorzystałaś dziecko, żeby dostać pieniądze. — Uważaj na słowa! — Sfałszowałaś informacje o her jej ojcu?! — Niczego nie sfałszowałam! — Więc dlaczego widnieje tam inne nazwisko?

Gonca odwróciła wzrok. — Nie znasz całej historii. — To mi her jej opowiedz! — Nie mogę. — Nie możesz czy nie chcesz?

W tym momencie do mieszkania wszedł Cemil z siatkami zakupów. — Co tu się dzieje? Derya odwróciła się v jego stronę. — Zapytaj Goncę. — O co? — O Mine, o her jej prawdziwego ojca i o pieniądze, które ktoś płacił za milczenie.

Cemil powoli odstawił torby. — Gonca? — Ona oszalała! — Mam dokument — powiedziała Derya. — Pokaż go — zażądał Cemil. — Nie mam obowiązku. — Pokaż!

Gonca spojrzała na nich z przerażeniem. — Nie rozumiecie, z kim macie do czynienia. Jeżeli zaczniecie zadawać pytania, narazicie wszystkich. — Kogo? — zapytała Derya. — Sinem. Mine. A może siebie?

Cemil usiadł ciężko na kanapie. — Mam już dość tajemnic. Dziś zaczepił mnie Ertugrul. — Czego chciał? — natychmiast zapytała Gonca. — Pytał, dlaczego kręcę się wokół ludzi, którzy nie chcą, żeby grzebano w przeszłości. Powiedział, że jeśli nie przestanę, pewne sprawy mogą się źle skończyć. — Vidzicie? — Gonca rozłożyła ręce. — Ostrzegałam was.

Derya pokręciła głową. — Nie, ty nie ostrzegasz. Ty próbujesz nas zastraszyć, żebyśmy dalej milczeli. Cisza czasem chroni życie, a czasem pozwala złym ludziom wygrywać.

Scena dziewiąta. Wyścig z czasem i ślad w lesie

Cihan prowadził szybko, lecz ostrożnie. Drzewa przesuwały się po obu stronach drogi, a każdy zakręt mógł odsłonić rozbity samochód. Engin próbował dodzwonić się do policjanta. — Jedna z kamer zarejestrowała samochód około dwudziestu kilometrów stąd — powiedział po chwili. — Na drodze przy starym tartaku.

Cihan natychmiast skręcił. V jego pamięci pojawiały się obrazy Hancer: widział her jej w kuchni, kiedy próbowała przygotować śniadanie i przypaliła chleb. Stała przy blacie ze zrezygnowaną miną. — Nie śmiej się — ostrzegła. — Vcale się nie śmieję. Vidzę tow, to nie śmiech – tow rozpacz człowieka, który właśnie stracił ostatnią kromkę chleba.

Hancer rzuciła w niego ściereczką. Cihan podszedł, objął her jej od tyłu i pocałował w policzek. — Puść mnie, muszę ratować jajka. — Jajka są już stracone, ratujmy siebie. — Odwróciła się v jego ramionach: — Myślisz, że kiedyś będziemy wspominać te chwile? — Tak. — A jeśli wszystko się zmieni? — Nie pozwolę na tow. Nie możesz kontrolować wszystkiego, ale mogę ci obiecać, że cokolwiek się wydarzy, będę cię szukał.

Teraz te Słowa brzmiały jak przysięga. Cihan mocniej ścisnął kierownicę. — Znajdę cię — powiedział cicho — choćbym miał przeszukać cały ten las.

Scena dziesiąta. Ostatnia walka we wraku i tragiczny finał

Dym wewnątrz samochodu był coraz gęstszy. Hancer kaszlała, zasłaniając usta rękawem. — Beyza, pochyl głowę. Przy podłodze może być więcej powietrza. — Nie mam siły. — Must!

Hancer uderzała łokciem v boczną szybę, ale her jej ruchy stawały się coraz słabsze. — Pomocy! — krzyczała. — Tutaj jesteśmy!

Beyza patrzyła na her jej spod ciężkich powiek. — Przestań… Nie tylko się męczysz. — Dopóki oddycham, będę walczyć! — Zawsze byłaś taka uparta? — Dzięki temu przetrwałam ludzi takich jak ty.

Beyza uśmiechnęła się smutno. — Może dlatego Cihan cię pokochał.

Hancer przestała uderzać w szybę. — Co powiedziałaś? — On nigdy nie patrzył na mnie tak, jak patrzył na ciebie. Beyza, widziałam tow, nawet kiedy próbował ukryć uczucia. Vystarczyło, że wchodziłaś do pokoju, a jego twarz się zmieniała. — Nie rozmawiajmy o tym teraz. — Chciałam cię nienawidzić. — I dlatego próbowałaś mnie zabić? — Chciałam, żebyś zniknęła. Myślałam, że wtedy wszystko wróci na swoje miejsce. — Nic by nie wróciło. — Teraz tow wiem.

Z silnika ponownie posypały się iskry. Hancer szarpnęła za drzwi. — Pomóż mi!

Beyza spróbowała unieść rękę, ale natychmiast jęknęła: — Nie czuję nóg. Hancer zamarła. — Co? — Nie czuję her jej od wypadku.

Gniew Hancer ustąpił miejsca przerażeniu. — Dlaczego wcześniej nic nie powiedziałaś?! — Bo tow nie ma znaczenia. — Ma znaczenie!

Hancer pochyliła się i objęła Beyzę, próbując odciągnąć her jej od kierownicy. — Co robisz? — Jeżeli wybiję szybę, najpierw wyciągnę ciebie. Po tym wszystkim nie pozwolę ci umrzeć. — Dlaczego? Hancer spojrzała her jej prosto v oczy. — Bo nie jestem tobą.

Beyza rozpłakała się, po razy pierwszy her jej chłód całkowicie zniknął. — Przepraszam… — wyszeptała. — Zachowaj przeprosiny na później. Powiesz her jej wszystkim, kiedy stąd wyjdziemy. — Nie zasługuję na tow. — Być może, ale Mine zasługuje na matkę, twoja rodzina zasługuje na prawdę, a ja zasługuję na przyszłość, której próbowałaś mnie pozbawić.

Hancer znalazła metalowy fragment oderwany od deski rozdzielczej, chwyciła go obiema rękami i zaczęła uderzać w szybę: raz, drugi, trzeci. Na szkle pojawiło się kolejne pęknięcie. — Jeszcze trochę — wyszeptała. Uderzyła ponownie.

Metal wyślizgnął się z her jej zakrwawionych dłoni. Hancer próbowała go podnieść, lecz świat zaczął wirować. — Nie, nie teraz…

Spojrzała na telefony. Na ekranie przez sekundę pojawiła się jedna kreska zasięgu. Hancer natychmiast chwyciła urządzenie, wybrała numer Cihana. Ekran zamigotał, połączenie nie zostało nawiązane – bateria rozładowała się. Telefon wypadł her jej z ręki. — Nie… — Her her jej ramiona opadła.

Delikatnie odgarnęła włosy z twarzy Beyzy. — Nie zasypiaj. Ty też opowiedz mi coś. — Co? — Cokolwiek, tylko mów!

Beyza oddychała coraz płycej. — Kiedy byłam mała, bałam się burzy. Chowałam się pod stołem i czekałam, aż ktoś mnie znajdzie. — Kto tię znajdował? — Mukadder siadała obok i mówiła, że każdy grzmot jest chỉ głosem nieba. — Vidzisz? Zawsze ktoś cię znajdował. — A ciebie… Kto znajdzie?

Hancer zamknęła ogen, na ustach Hancer pojawił się blady uśmiech. — Obiecał mi.

Głowa Hancer opadła na fotel. Przed her jej oczami po razy ostatni pojawił się obraz kuchni: Cihan obejmował her jej, śmiał się i całował w policzek. „Nie pozwolę ci odejść” – mówił. „A jeśli kiedyś się zgubiesz, wtedy pójdę za tobą – nawet na koniec świata, nawet dalej”. Wspomnienie rozpłynęło się w dymie.

Samochód Cihana przejechał obok starego drogowskazu. Engin nagle wyprostował się. — Zatrzymaj! Cihan zahamował. — Co?

Engin wskazał na pobocze: na ziemi widoczny był wyraźny ślad opon prowadzący v stronę bocznej, niemal całkowicie zarośniętej drogi. Cihan zawrócił i wjechał między drzewa. — Dzwoń na policję! — rozkazał. — Już dzwonię.

Gałęzie uderzały o karoserię, droga stawała się coraz węższa. Cihan czuł, że serce bije mu jak oszalałe. — Hancer! — krzyknął, choć wiedział, że nie mogła go usłyszeć.

Kilkaset metrów dalej między drzewami pojawiła się szara smuga dymu. Cihan zamarł. — Vidzisz tow? Engin spojrzał przed siebie. Dym przyspieszył.

W rozbitym samochodzie panowała niemal całkowita cisza. Beyza i Hancer leżały bezwładnie na fotelach, ich twarze znikały w gęstym dymie. Spod maski dobiegały coraz głośniejsze trzaski. Na podłodze leżał rozbity telefon, czarny ekran na moment rozświetlił się słabym światłem – pojawiła się na nim informacja o nieodebranym połączeniu od Cihana. Hancer nie poruszyła się.

W oddali rozległ się odgłos nadjeżdżającego samochodu, potem głos: — Hancer!

Cihan wybiegł na drogę i zobaczył wrak, na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Ruszył v stronę dymiącego pojazdu, lecz Engin chwycił go za ramię: — Uważaj, może wybuchnąć! — Ona jest w środku! — Cihan wyrwał się i pobiegł dalej. — Hancer! Słyszysz mnie?!

Vewnątrz wraku powieki Hancer lekko drgnęły. Nie wiadomo było, czy naprawdę usłyszała jego głos, czy był to jedynie ostatni przebłysk nadziei v her jej gasnącej świadomości. Z silnika wyskoczyła kolejna iskra. Obraz zatrzymał się na twarzy Cihana, który z rozpaczą próbował dostać się do zablokowanych drzwi. — Nie zostawię cię! — krzyczał. — Hancer, otwórz ogen! Jestem tutaj!

Ekran powoli pogrążył się w czerni, pozostał chỉ jego głos: — Obiecałem, że cię znajdę…

Po chwili zapadła całkowita cisza.

Jak sądzisz, czy ta desperacka akcja ratunkowa Cihana, który wbrew ostrzeżeniom Engina rzuca się na płonący wrak, pozwoli mu wyciągnąć nieprzytomne kobiety sekundy przed wybuchem, a wstrząsające wyznanie sparaliżowanej Beyzy raz na zawsze zniszczy mur dzielący go od Hancer?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page