Cichan szykuje się do odnowienia przysięgi z Bejzą, ale los niespodziewanie zatrzymuje go w środku lasu u boku Hanser.

Samochód odmawia posłuszeństwa, telefony tracą zasięg, a zapadający zmrok zmusza dawnych ukochanych do szukania schronienia w opuszczonej chacie. Wystarczy jedno jabłko, ciepło pieca i kilka szczerych spojrzeń, by wróciło to, o czym oboje usiłowali zapomnieć.

Tymczasem w rezydencji Develoglu Bejza traci panowanie nad sobą. Jej kłótnia z Sinem przeradza się w gwałtowną konfrontację, podczas której pada groźba ujawnienia tajemnicy łączącej Sinem i Melicha.

A w domu Deryi zwykły poczęstunek od Jonki wywołuje kolejne nieporozumienie. Dlaczego Melich coraz bardziej boi się prawdy?

Czy noc spędzona z Hanser coś zmieni w decyzji Cichana? I co stanie się, kiedy Bejza uzna, że nadszedł właściwy moment, by przemówić?

Cichan zamierza ponownie złożyć przysięgę małżeńską Bejzie, a wszystko wskazuje na to, że kobieta dopnie swego, a ich związek zostanie przypieczętowany jeszcze raz. Jest jednak ktoś, kogo ta wiadomość dotknie bardziej, niż można przypuszczać – to Hanser.

I właśnie z nią Cichan wkrótce utknie daleko od domu, bez działającego telefonu i bez możliwości szybkiego powrotu. W tym samym czasie Bejza, nieświadoma tego, jak potoczy się ich dzień, skieruje całą swoją złość przeciwko Sinem.

Wystarczy zniszczony bukiet, by w rezydencji padły słowa, które mogą odmienić życie kilku osób. Bo Sinem i Melich również skrywają sekret, a tajemnice w rodzinie Develoglu mają to do siebie, że prędzej czy później zaczynają domagać się ujawnienia.

Wszystko zaczyna się z dala od rodzinnego domu, w niewielkiej altanie na skraju parku. Melich siedzi naprzeciwko Sinem i widzi, że kobieta nie przyszła na to spotkanie ze spokojnym sercem.

Otula się beżowym płaszczem, ma na szyi jasną chustę, a w jej oczach widać zmęczenie. Między nimi zapada cisza, w której kryje się więcej pytań niż odpowiedzi.

Melich chciałby usłyszeć, że Sinem jest gotowa wspólnie z nim odejść. Ona jednak przynosi wiadomość, która jeszcze mocniej komplikuje ich plany.

Cichan postanowił zawalczyć o swoje małżeństwo i nie chodzi już o chwilowe zapewnienia, bo on naprawdę chce, żeby związek z Beą się udał. Bejza rozpoczęła przygotowania do odnowienia przysięgi i traktuje je jak początek nowego rozdziału.

Melich słucha uważnie, ale nie wygląda na zaskoczonego, spuszczając oczy, jakby usłyszał potwierdzenie obawy, którą nosił w sobie od dawna. Wreszcie mówi spokojnie, że właśnie dlatego powinni wyjechać.

W jego głosie nie ma wielkich deklaracji, a jest tylko zmęczenie i przekonanie, że jeśli zostaną, wszystko stanie się jeszcze trudniejsze. Dla niego ta wiadomość oznacza jedno: Cichan wybrał własną drogę, a oni muszą spróbować odnaleźć swoją.

Melich chciałby uciec od sieci niedopowiedzianych uczuć i udawanych układów, ale w chwili, kiedy spodziewa się zgody, Sinem powoli przeczy głową. Nie jest gotowa, a powód nie dotyczy ani wygody, ani strachu przed zmianą miejsca zamieszkania.

Sinem myśli przede wszystkim o Hanser. Wie, jak wiele ta kobieta przeszła i w jak trudnym znalazła się położeniu.

Nie potrafi wyobrazić sobie, że razem z Melichem po prostu znikną, pozostawiając ją samą dokładnie teraz, gdy Cichan przygotowuje się do ponownej przysięgi z Bejzą. Mówi otwarcie, że sama myśl o takim wyjeździe budzi w niej wstyd i nie chce budować własnego szczęścia na poczuciu, że odwróciła się od bezbronnej osoby.

Gdyby to zrobiła, nie potrafiłaby spojrzeć sobie w lustro i jest przekonana, że Melich również nie umiałby żyć z takim ciężarem. Jego milczenie pokazuje, że trafiła w najczulszy punkt, a odejście mogłoby rozwiązać ich kłopot tylko na pozór.

Sinem idzie jeszcze dalej, wyobrażając sobie ich wspólną przyszłość – początkowo być może spokojną i pełną nadziei, a potem powoli niszczoną przez wyrzuty sumienia. Za każdym razem przypominaliby sobie Hanser i zaczęliby pytać, czy nie zabrakło im odwagi, by zrobić to, co słuszne.

A kiedy te pytania stałyby się zbyt bolesne, mogliby zacząć obwiniać siebie nawzajem. Melich miałby pretensje do Sinem, a Sinem do Melicha.

Kobieta mówi niemal szeptem, że z takim grzechem na plecach nigdy nie zaznają prawdziwego szczęścia. Melich nie znajduje odpowiedzi, chcąc ocalić miłość, lecz słyszy, że pośpiech mógłby ją zniszczyć.

Nie wie jeszcze, że tego samego dnia los postawi Hanser i Cichana w sytuacji, której żadne z nich nie zaplanowało. Tymczasem na cmentarzu dobiega końca pogrzeb Ihsana.

Starszy mężczyzna spoczął obok żony, którą stracił zaledwie kilka dni wcześniej. Wokół panuje chłód, nagie gałęzie poruszają się na wietrze, a ziemia jest wilgotna i ciężka.

Hanser zatrzymuje się przy wyjściu i jeszcze raz ogląda na groby. Ma łzy w oczach, ale jej słowa niosą także odrobinę ukojenia.

Mówi, że teraz tych dwojga nikt już nie rozdzieli – ani choroba, ani śmierć. To myśl prosta i pełna czułości, lecz w obecności Cichana wybrzmiewa inaczej, bo oboje doskonale wiedzą, jak bardzo życie potrafi poróżnić ludzi, którzy kiedyś byli sobie najbliżsi.

Cichan przez chwilę nie odpowiada. Spogląda w kierunku miejsca pochówku, jakby próbował zapanować nad własnymi wspomnieniami.

W końcu zauważa, że ich syn miał szansę przeżyć życie u boku ukochanej kobiety, a nie każdemu los daje taki dar. Nie mówi nic więcej, nie tłumaczy, kogo ma na myśli, i nie szuka spojrzenia, a Hanser po prostu proponuje powrót.

Jednak to jedno zdanie zostaje między nimi na dłużej. Hanser słyszy w nim żal, którego Cichan nie chce nazwać, i nie może też zapomnieć, że ten mężczyzna właśnie przygotowuje się do ponownego ślubu z Bejzą.

Ich drogi miały przecież prowadzić w różne strony, tyle że droga z cmentarza okaże się znacznie mniej przewidywalna, niż przyszłość, którą próbowali sobie narzucić. Samochód jedzie wąską trasą przez las.

Za szybami mijają puste zakręty, mokre pobocza i nagie pnie drzew. Żadne z nich nie ma ochoty rozpoczynać trudnej rozmowy, bo po pogrzebie nawet zwykłe pytanie mogłoby otworzyć dawno zabliźnioną ranę.

Nagle samochód szarpie, zwalnia, zjeżdża na bok i zatrzymuje się. Okazuje się, że złapali gumę.

Początkowo sprawa wygląda jak przykra, ale możliwa do opanowania usterka. Szybko jednak wychodzi na jaw, że w aucie nie ma koła zapasowego.

Cichan sprawdza, czy może wezwać pomoc, ale telefon nie pokazuje zasięgu. Hanser próbuje tego samego, lecz jej urządzenie również milczy.

Nie mają jak zadzwonić po kogokolwiek, a na drodze nie widać innych samochodów. Hanser pyta z niepokojem: – „Co teraz zrobimy?”

Cichan rozgląda się po pustej okolicy. Gdyby wcześniej minęli stację benzynową, mógłby zostawić Hanser w aucie i sam pójść po pomoc, ale nie przypomina sobie żadnego takiego miejsca.

Hanser proponuje, by poczekali, bo być może ktoś będzie przejeżdżał i zechce się zatrzymać. Cichan ukrywa wątpliwości, gdyż są na odludziu, mogliby spędzić tu wiele godzin, a chłód coraz bardziej dawałby się we znaki.

Decyduje więc, że lepiej przejść kawałek w poszukiwaniu sygnału. To rozwiązanie również nie jest idealne, szczególnie dla ciężarnej Hanser, ale na tę chwilę wydaje się jedynym rozsądnym wyjściem.

Ruszają razem wzdłuż leśnej drogi. Cichan trzyma telefon przed sobą, raz po raz unosi go wyżej i spogląda na ekran.

Każda kolejna próba kończy się tak samo – ani jednej kreski. Hanser stara się dotrzymywać mu kroku, choć nie jest jej łatwo.

Powietrze jest zimne, droga długa, a ona coraz silniej odczuwa zmęczenie. Cichan szybko to zauważa i pyta, czy nie powinni odpocząć.

Nie chce, by Hanser nadmiernie się forsowała, i nie udaje, że jej ciąża nie ma znaczenia. Kobieta przysiada na pieńku przy drodze.

Właśnie wtedy zza zakrętu pojawia się biały samochód. Cichan reaguje natychmiast – wychodzi w bardziej widoczne miejsce, macha ręką i woła do kierowcy.

Przez moment wydaje się, że ich kłopot zaraz się skończy, ale biały samochód jednak nie zwalnia. Kierowca mija ich i znika za drzewami.

Cichan stoi przez chwilę zdumiony. Nie może uwierzyć, że człowiek zobaczył dwoje ludzi na pustej drodze i nawet nie spróbował zapytać, czy potrzebują pomocy.

Z rozdrażnieniem mówi, że sam zatrzymałby się bez wahania. Hanser, choć również rozczarowana, dostrzega drugą stronę sytuacji.

Przypomina, że nie każdy odważy się stanąć w środku lasu, kiedy macha do niego obca osoba. Kierowca mógł się przecież przestraszyć.

Cichan nadal uważa, że w takiej chwili powinno się myśleć o możliwym nieszczęściu innych, nie tylko o własnym bezpieczeństwie. Wtedy Hanser patrzy na niego z niespodziewaną czułością i mówi, że on rzeczywiście by się zatrzymał.

Pomógłby nawet człowiekowi, który nie życzy mu dobrze. Niewielru jest takich ludzi.

To krótkie zdanie ma w sobie coś więcej niż zwykły komplement. Hanser pamięta Cichana zdolnego do troski, nawet jeśli między nimi wydarzyło się zbyt wiele bolesnych rzeczy.

Cichan słyszy jej słowa i na moment znika ich codzienny dystans. Kobieta sama orientuje się, że powiedziała to zbyt serdecznie.

Odwraca wzrok, podnosi się i oznajmia, że już odpoczęła. Chce iść dalej, zanim ta chwila przerodzi się w rozmowę, na którą oboje nie są gotowi.

Ale otoczenie nie pozwala im długo uciekać przed problemem – niebo ciemnieje, a Cichan zaczyna obawiać się deszczu. Mężczyzna przyznaje, że sądził, iż szybciej złapią sygnał, i nie przypuszczał, że wejdą tak daleko w las.

Powrót do samochodu oznaczałby kolejny długi marsz, a zmrok zbliża się coraz szybciej. Hanser pyta, czy nie powinni zawrócić.

Cichan ocenia, że lepiej poszukać schronienia, ale nie zdąży wprowadzić swojego planu w życie, kiedy pojawia się następny kłopot. Hanser źle stawia stopę i nagle syczy z bólu, skręcając kostkę.

Cichan natychmiast ją podtrzymuje i pomaga wrócić na pień. W jego ruchach nie ma ani odrobiny zniecierpliwienia – jest skupienie i autentyczna obawa, czy kobieta będzie mogła dalej iść.

Prosi, by przez chwilę się nie ruszała. Hanser próbuje opanować ból, wie, że nie mogą zostać na drodze na całą noc, ale nie chce też niepotrzebnie niepokoić Cichana.

Kiedy kostka zaczyna mniej dokuczać, podnosi się ostrożnie, a mężczyzna podaje jej ramię. Od tej chwili ich spacer staje się powolnym marszem, krok po kroku Hanser wspiera się na Cichanie, a on dostosowuje tempo do każdego jej ruchu.

Nie ma między nimi miejsca na chłodne uprzejmości ani na udawanie, że nic ich nie łączy. Teraz chodzi o to, by bezpiecznie przetrwać noc, i właśnie wtedy Hanser dostrzega coś między drzewami.

Unosi rękę i wskazuje niewielki dach majaczący za gałęziami, wygłając, że w głębi lasu stoi dom. Cichan przygląda się budynkowi, który przypomina małe schronisko lub opuszczoną chatę, lecz nie widać w nim świateł ani żadnego ruchu.

Prosi Hanser, żeby zaczekała, i sam podchodzi do drzwi, ostrożnie naciskając klamkę. Drzwi otwierają się bez oporu, w środku jest cicho i nie widać gospodarza.

Cichan sprawdza pomieszczenie, po czym wraca do Hanser z decyzją, która jeszcze kilka godzin wcześniej wydawałaby się nie do pomyślenia. Spędzą tu noc nie dlatego, że szukali bliskości, i nie dlatego, że zapomnieli o wszystkim, co ich dzieli.

Po prostu nie mają bezpieczniejszego wyjścia, a jednak ta przypadkowa decyzja otworzy przed nimi przestrzeń, w której trudno będzie ukryć prawdziwe uczucia. W tym samym czasie, w zupełnie innej części miasta, Cemil wraca z Emirem do domu.

Mężczyzna tłumaczy chłopcu, czym jest tak zwany ptasi post. Dziecko ma przez kilka godzin przed iftarem powstrzymać się od jedzenia i picia.

Cemil wspomina, że sam tak pościł w jego wieku, i pyta, czy Emir wytrzyma bez wody. Chłopiec zapewnia, że tak, a w jego odpowiedzi słychać dumę, gdyż chciałby udowodnić, że potrafi zachować się jak dorosły.

Właśnie przechodzą obok salonu fryzjerskiego Jonki, którego wejście ozdobiono czarno-złotymi balonami, kwiatami i stolikami przygotowanymi na uroczyste otwarcie. Emir zatrzymuje wzrok na dekoracjach, bo jak każde dziecko woli myśleć o balonie niż o sporach między dorosłymi.

Pyta niewinnie, czy gdyby poprosił, ktoś dałby mu jeden balon. Cemil natychmiast odpowiada, że kupi mu balon w sklepie, chcąc jak najszybciej minąć salon.

Wie doskonale, że Jonka i Derya nie są dziś w najlepszych stosunkach i nie zamierza wchodzić w sam środek kolejnego rodzinnego nieporozumienia. Ale zanim zdąży przyspieszyć kroku, ze środka wychodzi Jonka, trzymając pojemnik z przygotowanym na otwarcie poczęstunkiem.

Na widok Cemila i Emira od razu się rozpromienia, żartobliwie wypominając mężczyźnie, że przechodzi obok i nawet nie zajrzy, by się przywitać. Cemil tłumaczy, że się spieszą, a jego zakłopotanie mówi jednak więcej niż słowa.

Jonka wspomina, że długo czekała na nich w dniu otwarcia, mając nadzieję, że przyjdzie choćby Derya, ale i ona się nie pojawiła. Kobieta stara się nie przedłużać tego tematu, wolej okazując wdzięczność, niż rozdrapywać stary spór, i mówi, że zachowała dla nich jedzenie.

W przezroczystym pudełku widać złociste wypieki, małe paszteciki, kawałek boreka posypanego sezamem oraz starannie zwiniętą sarmę. Emir spogląda na smakołyki z wielkim zainteresowaniem, ma jednak świadomość, że przecież właśnie pości.

Dlatego grzecznie dziękuje i oznajmia, że na razie nie może niczego zjeść. Jonka od razu się reflektuje, przeprasza i proponuje, by chłopiec zjadł dopiero po iftarze.

Cemil nadal protestuje, nie chcąc niczego przyjmować, bo zna porywczy charakter Deryi i potrafi przewidzieć jej reakcję na wieść, skąd pochodzi poczęstunek. Jonka jednak łagodnie przypomina mu, ile dobrego on i jego rodzina kiedyś dla niej zrobili, mówiąc, że niezależnie od późniejszych wydarzeń nigdy o tym nie zapomni.

Prosi, żeby przyjął choć ten drobny gest, aby Emir mógł zjeść później, a ona poczuła, że nie pozostała obojętna na dawną życzliwość. W końcu Cemil ustępuje, chłopiec ostrożnie bierze pudełko obiema rękami, a mężczyzna prowadzi go dalej.

Mogłoby się wydawać, że to zwykłe spotkanie na chodniku, tymczasem za kwadrans z tego niewinnego podarunku narodzi się kłamstwo. Gdy docierają na podwórko, Cemil pochyla się ku Emirowi i zaczyna szeptem wyjaśniać, co powiedzą w domu.

Mama chłopca jest pokłócona z Jonką, więc gdyby dowiedziała się, że jedzenie pochodzi właśnie od niej, najpewniej wyrzuciłaby cały poczęstunek. Dlatego Cemil proponuje inną wersję wydarzeń: powiedzą, że pudełko dostał od Remziego – przyjaciela z kawiarni, tego z długą brodą – a potrawy miała przygotować żona Remziego.

Prosi Emira, żeby niczego nie zdradził, po chwili dodając, że kłamstwo jest bardzo złe. Trudno nie zauważyć sprzeczności, w której dorosły uczy dziecko uczciwości, jednocześnie prosząc je o ukrywanie prawdy.

Emir, nie chcąc wywołać kłótni, zgadza się milczeć. Derya od razu zauważa pudełko w rękach syna i pyta, co przynnieśli.

Emil zaczyna odpowiadać, ale Cemil błyskawicznie wchodzi mu w słowo, wyjaśniając, że poczęstunek zrobiła żona jego znajomego Remziego. Derya nie przyjmuje tej historii bez zastrzeżeń i chce wiedzieć, dlaczego akurat oni dostali tyle jedzenia.

Cemil odpowiada wymijająco, że nie pytał i że to zapewne wyraz dobrego serca. Derya unosi pokrywkę i widzi wypieki, borek oraz starannie ułożone ruloniki sarmy, a jej uwagę przyciąga właśnie ta ostatnia potrawa.

Приgląda się równym zawiniątkom i z właściwą sobie przekorą stwierdza, że może nie są tak dobre jak jej własne, ale przynajmniej ładnie wyglądają. Derya nie domyśla się, że pod jej nosem kryje się zupełnie inna prawda – sarma, którą właśnie tak uważnie ocenia, jest tą samą, którą wcześniej sama przygotowywała, pomagając sąsiadce.

Co więcej, do farszu dodała pewien dodatkowy składnik, którego znaczenia na razie nie znamy. Wystarcza jednak sama świadomość, że Derya chwali i krytykuje własną pracę, nie rozpoznając jej, a Cemil tak bardzo boi się żony, że woli zatajać pochodzenie pudełka.

Derya zamyka je i idzie do kuchni, by schować jedzenie, nie mając pojęcia, że pozornie nieważny podarunek Jonki jeszcze tego wieczoru dostarczy jej powodów do zdenerwowania. Gdy zapada zmrok, Melich wraca do starego domu.

Wchodzi na piętro, spodziewając się zastać Hanser, ale w salonie panuje cisza. Różowa kanapa jest pusta, nie świeci się światło, a na stole nie ma śladów jej obecności.

Melich woła Hanser po imieniu, lecz nikt nie odpowiada. Natychmiast wyjmuje telefon i próbuje się dodzwonić, ale zamiast znajomego głosu słyszy automatyczny komunikat, że abonent jest niedostępny.

Powtarza w myślach proste życzenie: oby nic złego jej się nie stało. Ta troska jest szczera, bo nawet jeśli serce Melicha bije dla Sinem, nie potrafi traktować Hanser jak kogoś obojętnego.

Łączy ich przecież układ, obowiązek i odpowiedzialność za sytuację, w której wszyscy się znaleźli. Dopiero po zdjęciu kurtki zauważa kartkę przy wazonie na komodzie.

Rozpoznaje pismo Hanser, bierze wiadomość do ręki i czyta ją uważnie. Z jej treści dowiaduje się, że kobieta jest z Cichanem.

Nie znamy wszystkich słów zapisanych na kartce, ale dla Melicha najważniejsza okazuje się właśnie ta informacja. Wzdycha ciężko i nie ogarnia go zwykła zazdrość, lecz raczej bolesna pewność, że uczucie łączące Hanser i Cichana wciąż istnieje, mimo decyzji, które oboje podejmują.

Melich szeptem wyraża nadzieję, że Hanser nie pozwoli ponownie się skrzywdzić. Wie, jak wiele kosztowały ją wcześniejsze wydarzenia, i dobrze rozumie, że sama bliskość Cichana nie gwarantuje jej szczęścia.

Melich zabiera kartkę do swojego pokoju, gdzie przy ścianie stoi walizka – niemal namacalny ślad niedawnej rozmowy o wyjeździe. Patrzy na nią, a potem na list.

Jeszcze wczoraj Hanser mówiła, że chciałaby stąd odejść, a dzisiaj jest z mężczyzną, którego kocha. Melich widzi w tym przewrotny znak losu, jakby mimo wszystkich starań życie wciąż prowadziło Hanser z powrotem do Cichana.

Ale zaraz pojawia się trudniejsza myśl: Melich nie może pouczać Hanser ani żądać od niej wyjaśnień, skoro sam nie zdobył się naprawdę i nie powiedział jej, że kocha Sinem. Ta świadomość boli najbardziej.

W końcu zgniata kartkę w dłoni, rzuca ją na łóżko i ciężko siada obok walizki, nie umiejąc znaleźć drogi, która nikogo nie zrani. Melich pragnął wyjazdu, bo wierzył, że odległość pozwoli wszystkim odetchnąć.

Teraz zaczyna rozumieć, że nie można po prostu spakować do walizki niewyznanych uczuć i zostawić ich za zamkniętymi drzwiami. Jeśli wyjedzie z Sinem bez wyjaśnienia sprawy Hanser, będzie go dręczyć poczucie winy.

Jeśli pozostanie i nadal będzie milczał, kłamstwo stanie się jeszcze trudniejsze do utrzymania. Słowa Sinem z parku wracają do niego z pełną siłą.

Tymczasem Hanser nie wie, że Melich znalazł jej wiadomość. Nie wie również, że człowiek, z którym łączy ją tak skomplikowana relacja, siedzi teraz sam i próbuje zdobyć odwagę do wyznania prawdy.

Ona ma przed sobą zupełnie inną noc. W drewnianej chacie Cichan zajmuje się rozpaleniem ognia.

Pośrodku niewielkiego pomieszczenia stoi stary piec, a obok kosz z drewnem, zaś ciemne bale ścian pamiętają wiele zim. Na jednej wisi obraz w złotej ramie, na drugiej kolorowa tkanina, przy oknach są cienkie firanki, a pod ścianą prosty stół i krzesło.

Nie ma tu nic luksusowego, ale schronienie przed zimnem jest dla nich bezcenne. Cichan układa suche gałązki i czeka, aż płomienie nabiorą siły.

Hanser siada blisko pieca – jest wyczerpana marszem, zmarznięta i wciąż odczuwa ból kostki. Cichan widzi jej stan i bez zbędnych słów zdejmuje płaszcz, okrywając nim jej ramiona.

Hanser od razu protestuje, martwiąc się, że teraz to on zmarznie. Cichan uspokaja ją, że poradzi sobie bez płaszcza.

Przypomina, że Hanser jest w ciąży i musi szczególnie na siebie uważać. Gdy piec dobrze się rozpali, obojgu zrobi się cieplej, a z zimnem mogą jeszcze jakoś wygrać.

Gorzej z jedzeniem, bo nie zabrali zapasów, nie spodziewając się noclegu w lesie. To drobiazg, który w zwykłych okolicznościach mógłby wywołać kolejną sprzeczkę, tym razem jednak Hanser nie okazuje zdenerwowania.

Zamiast tego sięga do torebki i wyjmuje czerwone jabłko, z uśmiechem wyjaśniając, że zawsze nosi jedno na wszelki wypadek. Proponuje, by się podzielili.

Cichan najpierw odmawia, chcąc, żeby Hanser zjadła całe jabłko, zwłaszcza że spodziewa się dziecka. Ale ona nawet nie zamierza rozważać takiej możliwości, mówiąc, że nie byłaby w stanie jeść spokojnie, wiedząc, że on nie ma nic dla siebie.

Cichan po chwili ustępuje i proponuje, aby Hanser zaczęła, a resztę zostawiła dla niego. Kobieta bierze pierwszy kęs i podaje mu owoc, zachęcając, by przerwał post, inaczej bowiem nie będzie spokojna.

Cichan przyjmuje jabłko z jej dłoni i również gryzie, mówiąc tylko, że jest dobre. Pozornie niewiele się dzieje – dwie osoby dzielą się jednym owocem, bo w całym domu nie znalazło się nic innego do jedzenia.

Ale w tej chwili jabłko znaczy dla nich więcej niż posiłek. Cichan mógłby upierać się przy swojej decyzji, jednak przyjmuje troskę Hanser.

Ona mogłaby zachować owoc dla siebie, lecz nie chce, żeby został głodny. Ogień trzaska cicho, drewniane ściany powoli się nagrzewają, a ich spojrzenia spotykają się ponad migoczącym płomieniem.

Żadne nie składa obietnic i żadne nie wspomina o Bejzie. Nie ma też nagłej deklaracji miłości.

Jest tylko bliskość, która wraca w najmniej spodziewanym momencie, i cisza mówiąca więcej niż kolejne kłótnie. Po pogrzebie, zepsutym samochodzie, bezskutecznym marszu i strachu przed zmrokiem znajdują chwilę spokoju.

A przecież po drugiej stronie lasu ktoś właśnie przygotowuje ceremonię, która miałaby przypieczętować całkiem inną przyszłość Cichana. Kiedy Cichan i Hanser ogrzewają się przy piecu, w domu Deryi trwa zupełnie inne zamieszanie.

Kobieta wraca do pudełka z poczęstunkiem i zaczyna podjadać sarmę, z każdą kolejną porcją coraz trudniej ukrywając, że potrawa naprawdę smakuje. Mimo to wciąż mruczy pod nosem, że jej własna była lepsza.

Nie wie, jak ironicznie brzmią te słowa – przecież właśnie próbuje sarmy, przy której przygotowywaniu sama pomagała. W kuchni na ogniu stoi garnek z ryżem, ale Derya jest bardziej zajęta ocenianiem jedzenia niż pilnowaniem kolacji.

Z głębi domu Emir woła, by przyniosła mu sarmę, bo chłopiec czeka na posiłek po poście i coraz bardziej odczuwa głód. Derya odpowiada, że zaraz przyjdzie, lecz sięga po kolejny zawinięty liść.

W końcu przyznaje, że sarma wcale nie jest zła i resztę zamierza zostawić Emirowi. Cemil, jak stwierdza z przekąsem, wcale nie musi jej jeść.

W tej małej scenie widać cały jej charakter: dumę, niechęć do przyznawania innym racji i potrzebę zachowania choćby symbolicznej przewagi. Nagle wyczuwa ostry zapach spalenizny.

Zastyga, a po chwili uświadamia sobie, że na kuchence przypala się ryż. Rzuca się do garnka, ale w pośpiechu zahacza ręką o stojące na skraju stołu pudełko.

Pojemnik przechyla się i cała jego zawartość wypada na ceratę oraz podłogę. Sarma toczy się pod nogi Deryi, a obok lądują wypieki i kawałki przekąsek.

Kobieta spogląda raz na rozsypane jedzenie, raz na przypalający się ryż, będąc kompletnie zdezorientowaną. Jeszcze przed chwilą zastanawiała się, czy cudza sarma może być równie dobra jak jej własna.

Teraz nie ma już czego podać głodnemu Emirowi, a do tego ryzykuje utratę przygotowywanego posiłku. Jęczy z bezradności, nie wiedząc, co ratować najpierw.

Nie poznajemy dalszego rozwiązania tej kuchennej katastrofy, ale pozostaje za to znamienna ironia. Derya ani przez moment nie podejrzewa, że jedzenie przyniesiono od Jonki.

Gdyby się dowiedziała, cała historia z pewnością nabrałaby dla niej jeszcze innego znaczenia. Znacznie poważniejszy konflikt narasta w rezydencji Develoglu.

Sinem siedzi samotnie na łóżku w swoim pokoju. W głowie wciąż słyszy głos Melicha.

Mężczyzna powiedział jej wcześniej, że raz już ją stracił i nie może pozwolić sobie na kolejną stratę. Po ślubie chciałby się stąd wyprowadzić.

Te słowa powinny dawać Sinem nadzieję, zamiast tego budzą niepokój. Przecież podczas spotkania w altanie sama powiedziała, że nie mogą opuścić Hanser.

Myśli o przyszłości, której pragnie, i o odpowiedzialności, od której nie chce uciekać. Pokój jest jasny, urządzony spokojnie, z miękkim zagłówkiem i białą toaletką, ale spokoju nie ma wcale.

Za chwilę cisza zostanie brutalnie przerwana. Drzwi otwierają się gwałtownie. Do środka wpada Bejza, prowadząc zapłakaną Mine.

Jest wściekła i już od progu rozkazuje Sinem, żeby uspokoiła własną córkę. Twierdzi, że dziewczynka nie daje jej spokoju od powrotu ze szkoły.

Sinem najpierw zwraca się do Mine łagodnie, przypominając, że prosiła ją, by nie chodziła do salonu. Nie spodziewa się jednak tego, z jak wielką furią Bejza zareaguje na dziecięcy wybryk.

Bejza pokazuje mały bukiet białych tulipanów. Pąki są pogniecione, a liście wykrzywione.

Oskarża Mine, że zniszczyła kwiaty, i obrzuca dziewczynkę obraźliwymi słowami. Dla Sinem najważniejszy nie jest teraz bukiet.

Najważniejsze są łzy jej córki. Sinem zrywa się i wyrywa Bejzie kwiaty z dłoni. Pyta, czy właśnie z tego powodu doprowadziła dziecko do takiego stanu.

Mówi, że natychmiast naprawi bukiet i że będzie on jeszcze piękniejszy niż wcześniej, ale zamiast układać tulipany, zaczyna je demonstracyjnie niszczyć. Gniecie białe pąki, łamie łodygi i wyrywa liście, nie spuszczając wzroku z Bejzy.

To gwałtowny gest matki, która chce pokazać, że żaden bukiet nie jest wart cierpienia jej dziecka. Sinem daje się jednak ponieść emocjom.

W jednej chwili spór o kwiaty staje się otwartym pojedynkiem dwóch kobiet, które od dawna noszą w sobie żal i wzajemną nieufność. Bejza nie zamierza ustąpić – grozi Sinem, rzuca się w jej stronę i przyciska ją do ściany.

Sinem żąda, by ją puściła, i powtarza, że nie pozwoli krzywdzić swojej córki. Bejza odpowiada pogardliwie, że Sinem jest tu tylko intruzem i powinna znać swoje miejsce.

Unosi rękę, jakby zamierzała uderzyć rywalkę, lecz Sinem powstrzymuje jej ruch. Mine patrzy na całą sytuację przerażona.

W końcu wyrywa się i wybiega z pokoju. Ten moment jest szczególnie bolesny.

Kłótnia, która miała rzekomo dotyczyć jej zachowania, staje się dla dziewczynki o wiele większym wstrząsem niż zniszczenie kwiatów. Dorośli przestają panować nad emocjami, a dziecko musi szukać pomocy poza pokojem matki.

Bejza nie rezygnuje z ataku słownego. Zarzuca Sinem, że jest rozgoryczona z powodu Melicha i Hanser.

Według niej Sinem nie może patrzeć na szczęście innych, a Mine odziedziczyła po matce zazdrość. To oskarżenie uderza dokładnie tam, gdzie boli najbardziej.

Sinem natychmiast każe jej przestać mówić o córce. Nie chodzi już o tulipany, lecz o godność Mine i o tajemnicę, którą Bejza najwyraźniej potrafi wykorzystać jako broń.

Sinem stara się odsunąć Bejzę.

Related Posts

Nie do wiary, co Smaszcz wytknęła publicznie Kurzajewskiemu. “Skończył tylko liceum”

Nie jest tajemпicą, że małżeństwo Paυliпy Smaszcz i Macieja Kυrzajewskiego пie zakończyło się w przyjazпej atmosferze. Byli małżoпkowie пie szczędzą sobie pυbliczпych υszczypliwości i obrzυcają się w mediach wzajemпymi…

Adwokatka Bejza otwiera grę. Jasemin. Bejza sądzi, że po wyrzuceniu z rezydencji straciła już wszystko. Nie wie, że kobieta, która proponuje jej odzyskanie majątku Develoglu, nie przyszła…

Nowe ustalenia po tragedii czteroosobowej rodziny w Kielcach. “Zginął w swoim łóżku”

Na jaw wychodzą nowe informacje w sprawie śmierci czteroosobowej rodziny w Kielcach (woj. świętokrzyskie). 52-letni Andrzej K. miał w mieszkaniu na Osiedlu pod Dalnią zamordować swoją żonę…

Panna młoda

Cemil pojawił się w starym domυ wczesпym raпkiem. Haпcer przyjęła go w saloпie пa piętrze, gdzie przez wysokie okпa wpadało chłodпe, blade światło dпia. Usiedli obok siebie…

Osierocoпa i пiezпająca rodziców Haпcer wcześпie пaυczyła się stawiać czoła życiowym wyzwaпiom. Mając tylko chorego brata, stała się silпą, пiezależпą młodą kobietą, gotową zrobić wszystko, by go…

TVP ogłosiła w sprawie Grzegorza Dobka. Chodzi o “Rolnika”

TVP zwróciła się do fanów programu “Rolnik szuka żony” z ważnym pytaniem. Chodziło o Grzegorza Dobka i kolejne odcinki “Odwiedzin”. W komentarzach szybko pojawiły się odpowiedzi, a…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page