
„Panna młoda” Odc. 231 — streszczenie
Hancer weszła do starego domu. Wnętrze przywitało ją ciszą, tak głęboką, jakby wraz z jej krokiem ucichły wszystkie ściany.
— Melih? — zawołała, ale nikt jej nie odpowiedział.
ad
Niepokój ścisnął ją za serce. Zajrzała do jego pokoju i od razu dostrzegła zmiętą kartkę leżącą na łóżku. To była wiadomość, którą zostawiła mu wcześniej. Obok, pod ścianą, stała walizka. Ten widok wystarczył, by zrozumiała więcej, niż chciała.
Powoli wróciła do swojej sypialni. Usiadła na różowej pościeli ze skrzyżowanymi nogami, w jasnym swetrze i czarnych spodniach. Na stoliku nocnym stała mała lampka i ramka ze zdjęciem, a nad łóżkiem wisiał obraz z czerwonym drzewem i łodzią na szarej wodzie. Pokój był spokojny, cichy, niemal zbyt jasny dla myśli, które ją przytłaczały.
Hancer sięgnęła po notatnik i zaczęła pisać:
Twój wujek wyjeżdża, kochanie. Nic mi nie powiedział, ale widziałam walizkę. Nie okazałam mu takiego szacunku i zrozumienia, jakie on okazywał mnie. Być może wczorajsza noc była dla niego ostatnią kroplą. Ma pełne prawo odejść. Spotkało go zbyt wiele upokorzeń, zniewag i problemów. Nie mam prawa prosić go o nic więcej.
Właściwie cieszę się, że odchodzi. Poświęcił dla nas tak wiele, że czułam się z tym coraz gorzej. Teraz nie będzie już musiał dźwigać naszego ciężaru. Przez jakiś czas będzie mi trudno. Po jego odejściu oczy wszystkich znowu zwrócą się na mnie. Mój brat, mieszkańcy rezydencji, Engin, Cihan… Dla wszystkich będę kobietą wykorzystaną i poniżoną. Ale to nie ma znaczenia. To niewielka cena w porównaniu z tym, co wycierpiał Melih. Cena, którą warto zapłacić.
Twój wujek Melih zasługuje na szczęście. Na to, by kochać, być kochanym i stworzyć spokojny dom. Musi mieć wolność, żeby przeżyć to, co naprawdę czuje. Bardzo chciałabym, żebyś go poznała, kochanie. Mogłabym cię stracić, gdyby nie on. Melih jest naszym aniołem stróżem. I zawsze nim pozostanie.
Hancer zamknęła notatnik i odłożyła go obok siebie. Przez chwilę siedziała bez ruchu, jakby próbowała zebrać w sobie siłę. Potem wstała i wyszła z pokoju.
Na korytarzu natknęła się na Meliha. Stał naprzeciwko niej w luźnej, ciemnej bluzie, a ona odruchowo położyła dłoń na brzuchu.
— Zmartwiłam się, gdy nie zobaczyłam cię dziś rano — powiedziała cicho.
— Skoczyłem do miasta — odparł. — Zlew się zatkał. Kupiłem środek do udrażniania rur.
— My złapaliśmy gumę w drodze powrotnej z pogrzebu. Zadzwoniliśmy po wulkanizatora, ale musieliśmy czekać do rana. Telefon mi się rozładował, dlatego nie mogłam do ciebie zadzwonić. Wybacz.
Melih nie skomentował jej wyjaśnień. Przechylił tylko lekko głowę, jakby chciał dać do zrozumienia, że to już nie miało znaczenia.
— Rezydencja została udekorowana — powiedział po chwili. — Na pewno widziałaś. Odnawiają przysięgę małżeńską.
— Cóż mogę powiedzieć? Życzę im szczęścia. Mnie też zaprosili. Pani Beyza chce, żebym była ich świadkiem.
— Nie pójdziesz, prawda?
Hancer wzruszyła ramionami, choć w jej spojrzeniu pojawiło się zmęczenie.
— Co za różnica?
— Czy to nie będzie dla ciebie trudne? — zapytał z troską.
Kobieta objęła brzuch obiema dłońmi.
— Ciągle powtarzasz, że zostanę matką. Że muszę być silna. Posłuchałam cię i postanowiłam taka właśnie być. Pójdę odpocząć. Ty też spróbuj się zrelaksować.
Odwróciła się i wróciła do pokoju. Melih został sam na korytarzu.
Z jednej strony kobieta, którą kocham — pomyślał. — Z drugiej moja towarzyszka, przyjaciółka, osoba, której ufam. Nie mogę pozwolić, żebym ponownie stracił Sinem. Ale nie chcę też zostawić cię w samym środku tego chaosu, Hancer. Co mam zrobić?
Przejechał dłonią po włosach, jakby chciał uciszyć własne myśli. Potem wszedł do swojego pokoju i zamknął za sobą drzwi.

***
Hancer postanowiła odwiedzić mistrza Ertugrula. Szukała rady kogoś, kto potrafił spojrzeć głębiej niż inni i nazwać to, czego ona sama nie umiała jeszcze uporządkować w sercu.
Mężczyzna zaprowadził ją do spokojnego salonu przypominającego niewielką bibliotekę. Pod ścianami stały regały wypełnione książkami, a pod oknami ustawiono szerokie kanapy obite czerwonymi tkaninami w tradycyjne wzory. Na niskim stoliku leżała biała serweta, a miękkie światło wpadające przez firany nadawało temu miejscu ciepło i powagę. Hancer usiadła naprzeciw gospodarza. Miała na sobie jasny płaszcz, dłonie trzymała splecione na kolanach, a w jej twarzy widać było zmęczenie, niepewność i ciężar decyzji, której dłużej nie mogła odkładać.
— Znalazłam się w trudnej sytuacji, wujku Ertugrulu — zaczęła cicho. — Serce podpowiada mi jedno, a rozum drugie. Jeżeli posłucham głosu serca, skrzywdzę innych. Jeżeli wybiorę rozsądek, skrzywdzę samą siebie.
Ertugrul przyglądał jej się uważnie. Nie przerwał jej, nie oceniał. Dopiero po chwili pochylił się lekko i odezwał spokojnym głosem:
— Czy znasz historię młodzieńca, który przyszedł po radę do mędrca? Był w podobnym położeniu jak ty. Powiedział, że utknął między dwiema drogami i że każda z nich wydaje mu się zła. Po jednej stronie stała jego rodzina, po drugiej marzenia.
Hancer uniosła wzrok. Słuchała uważnie, jakby w tej opowieści mogła odnaleźć odpowiedź dla siebie.
— Mędrzec nalał wody do garnka i postawił go na ogniu — ciągnął Ertugrul. — Młody człowiek patrzył zdumiony, ale milczał. Po pewnym czasie woda zaczęła wrzeć, a para uniosła się ku górze. Wtedy mędrzec powiedział: „Widzisz tę wodę? Wydostaje się z garnka, zamienia się w parę i miesza z powietrzem. Nie może stać się kamieniem, nie może pozostać taka sama. Ale po czasie wróci jako deszcz i znowu spadnie na ziemię”. Młodzieniec nie od razu zrozumiał, podobnie jak ty teraz. Wtedy mędrzec wyjaśnił mu: „Cokolwiek wybierzemy, los i tak podąży własną drogą. Ludzie, którzy pojawiają się w naszym życiu, i my sami, prędzej czy później docieramy tam, gdzie mamy dotrzeć. Ważne jest tylko to, z jaką intencją ruszamy w tę drogę”.
Hancer spuściła wzrok. Słowa mistrza powoli układały się w jej sercu.
— Czyli cokolwiek zrobię, wydarzy się to, co miało się wydarzyć — powiedziała po chwili. — Powinnam kierować się czystą intencją. Nie mogę pozwolić, żeby cudzy strach albo oczekiwania decydowały za mnie. Prawda?
Ertugrul skinął głową.
— Cokolwiek postanowisz, nie pozwól nikomu przywiązać cię do lęku, winy ani niepewności. Zawierz Bogu. To, co zostało dla ciebie zapisane, i tak powoli cię odnajdzie. Teraz idź swoją drogą. Ta droga należy tylko do ciebie. A dokąd cię zaprowadzi, wie jedynie Bóg.
Hancer długo milczała. Potem powoli pokiwała głową. Nie otrzymała prostej odpowiedzi, której być może pragnęła, ale dostała coś ważniejszego: odwagę, by przestać uciekać przed własnym wyborem.
***
W związku z dzisiejszą uroczystością w rezydencji Mine również chciała się wyróżnić. W domu od rana panowało poruszenie, a za oknami służba kończyła przygotowania do wieczoru. Przed wejściem wisiały kwiatowe girlandy, przy lampach powiewały fioletowo-białe dekoracje, a pod kolumnami ustawiono wazony z jasnymi bukietami. Dziewczynka, zafascynowana całym tym zamieszaniem, zapragnęła wyglądać równie odświętnie.
Najpierw zabrała z pokoju Ayşe ozdobną spinkę do włosów — czerwoną kokardkę wysadzaną białymi perełkami. Potem udała się do pokoju Gulsum, licząc, że znajdzie tam coś równie ładnego, może nawet naszyjnik pasujący do spinki. Pomieszczenie było puste. Mine już miała wyjść, gdy jej wzrok padł na biżuterię leżącą przy szafce nocnej.
— Jest piękny! — zawołała, podnosząc naszyjnik z podłogi.

W tej samej chwili do pokoju weszła Gulsum. Na widok dziewczynki zamarła. W następnej sekundzie jej twarz stężała ze strachu.
— Co robisz w moim pokoju? Daj mi to! — krzyknęła i natychmiast chwyciła Mine za ręce, próbując wyrwać jej biżuterię.
— Ja to znalazłam! To moje! — broniła się dziewczynka.
Nie miała jednak tyle siły co dorosła kobieta. Gulsum szybko odebrała jej naszyjnik, a Mine, przestraszona i upokorzona, wybiegła z pokoju z płaczem.
— Ta mała wiedźma zwali mi rezydencję na głowę — syknęła Gulsum do siebie.
Drżącymi dłońmi schowała naszyjnik do kieszeni spódnicy i pospiesznie opuściła pokój.
***
Gulsum wyszła przed rezydencję i zatrzymała się tuż za drzwiami. Wokół wejścia trwały przygotowania do uroczystości. Na lampach i kolumnach wisiały fioletowe oraz białe balony, z daszku nad drzwiami spływały kolorowe girlandy, a po obu stronach wejścia ustawiono białe kompozycje kwiatowe. Wszystko wyglądało elegancko i odświętnie, ale Gulsum nie potrafiła skupić się na dekoracjach. Raz jeszcze dotknęła kieszeni, by upewnić się, że naszyjnik nadal tam był.
Ręce jej drżały. Jeśli ktoś przyłapałby ją z tą biżuterią, mogłaby zostać powiązana ze śmiercią Yasemin. A przecież nie ona popełniła tę zbrodnię.
Nagle z boku wyszła Fadime, niosąc dwa czarne worki ze śmieciami. Gulsum natychmiast schowała naszyjnik głębiej i podeszła do niej szybkim krokiem.
— Siostro Fadime, pozwól, ja to wyniosę — zaoferowała.
— Nie! — Fadime cofnęła się nieufnie. — Niczego od ciebie nie potrzebuję. Sama to zrobię.
— Ja też nie robię tego z dobroci serca — odparła Gulsum, próbując ukryć zdenerwowanie. — Ale nie powinnaś teraz zostawać na zewnątrz. Wróć do środka i pomóż przy przygotowaniach. Pani Beyza chce, żeby wszystko było idealne.
Fadime spojrzała na nią podejrzliwie, lecz w końcu podała jej worki.
— Dobrze, weź. Niech chociaż raz będzie z ciebie jakiś pożytek.
Odwróciła się i wróciła do rezydencji. W tym samym momencie ze środka wyszła Mukadder, trzymając zapłakaną Mine za rękę. Dziewczynka tuliła się do niej mocno, wciąż rozżalona po tym, co wydarzyło się w pokoju.
— Gulsum! — warknęła Mukadder. — Co tak stoisz? Podejdź tutaj.
Pokojówka zbliżyła się z pochyloną głową.
— Dlaczego doprowadziłaś dziecko do płaczu?
— Nic nie zrobiłam, proszę pani… — odpowiedziała drżącym głosem.
— Nakrzyczałaś na mnie — poskarżyła się Mine. — Znalazłam naszyjnik, a ty mi go zabrałaś.
Mukadder zmierzyła Gulsum przenikliwym spojrzeniem.
— Jaki naszyjnik?
— Mine weszła bez pozwolenia do pokoju Ayşe i grzebała w jej rzeczach — skłamała szybko Gulsum. — Zabrałam jej to, co wzięła.
Mukadder spojrzała na wnuczkę surowo, choć nadal obejmowała ją ramieniem.
— Weszłaś do cudzego pokoju i przeszukiwałaś czyjeś rzeczy? Tak nie wolno, kochanie. Nie można wchodzić do pokojów innych osób bez pozwolenia. Ludzie mogą nazwać cię złodziejką.
— Jaką złodziejką? Przecież to jeszcze dziecko… — wyrwało się Gulsum.
— Nie wtrącaj się — ucięła chłodno Mukadder. — Żelazo trzeba kuć, póki gorące. Musisz się tego nauczyć, Mine. Rozumiesz?
Dziewczynka spuściła głowę i skinęła niepewnie. Po chwili wróciła do środka, a Mukadder zbliżyła się do Gulsum i spojrzała na nią tak ostro, że pokojówka aż zesztywniała.
— Jeśli jeszcze raz doprowadzisz moją wnuczkę do płaczu, biada ci. A teraz wracaj do pracy.
Gulsum przełknęła ślinę. Z workami w dłoniach szybko przemknęła w stronę bramy. Dwa czarne worki wyrzuciła do kontenera ustawionego tuż za ogrodzeniem, ale naszyjnika nie odważyła się zostawić tak blisko rezydencji. Biżuteria mogła ją pogrążyć. Musiała zniknąć w miejscu, do którego nikt z domu Develioglu nie zajrzy.
Ruszyła dalej wąską ulicą, minęła zaparkowane samochody i dopiero za rogiem zatrzymała się przy kolejnym kontenerze. Rozejrzała się nerwowo, wsunęła naszyjnik do foliowej reklamówki, a potem wrzuciła go między kartony i śmieci.

— Wyrzuciłam taki piękny naszyjnik… — westchnęła z żalem. — Ale co miałam zrobić? Prawie mnie z nim przyłapali.
Odeszła, przekonana, że pozbyła się problemu. Nie wiedziała jednak, jak wielki błąd właśnie popełniła. Chwilę później przy kontenerze zatrzymał się mężczyzna zbierający makulaturę. Zaczął przeszukiwać wyrzucone kartony, nieświadomie zbliżając się do śladu, który mógł odmienić bieg całej sprawy.
***
Wieczorem rezydencja była już gotowa na uroczystość. W jasnym, przestronnym holu lśniła wypolerowana posadzka, odbijając światło kryształowych żyrandoli i wysokich, złotych świeczników ustawionych na białych postumentach. Po obu stronach wejścia rozstawiono ozdobne konstrukcje oplecione kremowym i fioletowym tiulem, a między kolumnami ustawiono rośliny w donicach oraz białe kompozycje kwiatowe. Wszystko wyglądało dostojnie, chłodno i elegancko, jakby dom Develioglu miał na kilka godzin zamienić się w salę ślubną.
W salonie, w miejscu, gdzie zwykle stały kanapy, przygotowano stół przykryty białym obrusem. Za nim ustawiono dwa wysokie, różowe krzesła dla Cihana i Beyzy. Przed stołem rozciągały się rzędy białych, ażurowych krzeseł, ozdobionych tiulem w odcieniach fioletu i kremu. Przy ścianach płonęły smukłe świece, na podłodze leżały białe kwiaty, a z sufitu zwisały kryształowe żyrandole. Nawet boczne stoliki i wysokie koktajlowe blaty udekorowano tak, by wszystko pasowało do wymyślonej przez Beyzę ceremonii.
Aysu i Fadime stały w holu, czekając na przybycie gości. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi.
— Dobry wieczór, panie Nusrecie — powiedziała Fadime, otwierając.
Ojciec Beyzy wszedł do środka. Miał na sobie czarny garnitur, ciemną koszulę i czerwony krawat, który od razu przyciągał wzrok. Aysu odebrała od niego płaszcz, a Mukadder wyszła mu naprzeciw i zatrzymała się przed bratem.
— Witaj, Nusrecie.
Mężczyzna rozejrzał się po salonie, mierząc spojrzeniem przygotowane dekoracje.
— Mówiłaś, że Beyza przesadza, a uroczystość wygląda dość skromnie — zauważył.
— Tylko dlatego, że zdołałam ją trochę pohamować — odparła Mukadder. — Ale cyrku przy basenie nie udało mi się już powstrzymać.
W tej samej chwili ponownie rozległ się dzwonek. Do rezydencji weszła Yonca. Miała na sobie elegancką, niebieską sukienkę, a na szyi połyskiwał jasny naszyjnik z ciemnym kamieniem pośrodku. Podeszła do Nusreta i Mukadder z pewnością siebie, której wcześniej w niej nie było. Sprawiała wrażenie kobiety, która nie zamierzała już bać się swojego kata.
— Dobry wieczór — powiedziała spokojnie.

Mukadder uniosła brwi.
— Yonca? Co ty tutaj robisz?
— Pan Cihan mnie zaprosił. Przysłał nawet po mnie kierowcę.
Mukadder przez chwilę milczała, próbując ukryć zaskoczenie.
— Cóż… w takim razie zapraszamy.
Wskazała dłonią salon, lecz Yonca nie ruszyła od razu.
— Najpierw pójdę umyć ręce.
Skierowała się w stronę łazienki. Gdy zniknęła za drzwiami, Mukadder zmarszczyła brwi i spojrzała na brata.
— Dlaczego Cihan ją zaprosił? To zupełnie do niego nie pasuje.
Nusret wzruszył ramionami, jakby nie widział w tym nic dziwnego.
— Czy ona nie jest najlepszą przyjaciółką Beyzy? Zaprosił ją, żeby sprawić jej przyjemność. Twój syn w końcu zrozumiał, jak cenna jest moja córka. Zresztą, nie ma znaczenia, kto przyjdzie. Chcę tylko, żeby ten wieczór minął jak najszybciej i bez żadnych problemów.
— Oby tak było. Pójdę do kuchni sprawdzić, czy wszystko gotowe.
Mukadder odeszła. Po chwili z łazienki wróciła Yonca. Zatrzymała się przed Nusretem i spojrzała na niego bez cienia lęku.
— Gdzie jest Cihan Gurur? Skoro już tu jestem, chcę go zobaczyć.
Nusret uśmiechnął się lekko.
— To nie jest odpowiedni moment na widzenie z dzieckiem. Ale znam kogoś innego, kto potrzebuje miłości.
Yonca zmierzyła go chłodnym spojrzeniem.
— Niestety, ja niczego takiego nie szukam.
Minęła go i weszła do salonu. Nusret uśmiechnął się pod nosem, poprawił włosy i ruszył za nią, jakby jej odmowa tylko bardziej go rozbawiła.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 171.Bölüm i Gelin 172.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.