Derya spojrzała na nią z rosnącym niepokojem

Derya spojrzała na nią z rosnącym niepokojem, wzruszające. Tylko że twoje poświęcenie, Mukadder, nie przyniosło żadnego rezultatu. Wszystko poszło na marne.

– Nie waż się tak mówić!

– A co, prawda boli? – Nusret zrobił krok w jej stronę. – Uknułaś plan. Wciągnęłaś w niego Beyzę. Kazałaś jej odegrać rolę idealnej żony, biednej przyszłej matki, niewinnej ofiary. I co z tego wyszło? Nic. Twój syn nadal nie patrzy na nią tak, jak powinien. Nadal nie jest tam, gdzie chciałaś go mieć.

Mukadder odwróciła wzrok, ale tylko na sekundę. Potem uniosła brodę.

– Robiłam wszystko, co mogłam.

– Za mało. Nie mogłaś zmusić Cihana, żeby czuł coś, czego nie czuje.

Imię syna zawisło między nimi jak ostrze. Nusret spoważniał. W jego spojrzeniu pojawił się cień czegoś groźniejszego niż zwykły gniew.

– Właśnie dlatego rozmawiamy – powiedział powoli. – Ktoś musi ponieść karę.

Mukadder zesztywniała.

– Trzymaj się z daleka od mojego syna.

– Twojego syna? – Nusret przechylił głowę. – Jak łatwo wypowiadasz te słowa. Jakby nie stała za nimi cała góra kłamstw.

– Dosyć!

– Nie. To ty posłuchaj. Jeśli moja wola nie zostanie spełniona, jeśli Cihan nadal będzie chodził z podniesioną głową, jakby nic się nie stało, jeśli nadal będziesz próbowała grać ze mną w tę swoją żałosną grę – gorzko tego pożałujesz.

Mukadder poczuła, jak serce uderza jej mocniej. Przez lata sądziła, że nauczyła się panować nad strachem, że ukryła go tak głęboko, iż nikt nie będzie mógł go odnaleźć. A jednak Nusret potrafił jednym zdaniem wydobyć go na powierzchnię.

– Nie możesz mi grozić we własnym domu – powiedziała, ale jej głos zadrżał.

– Mogę więcej, niż sobie wyobrażasz.

W tym samym czasie w innej części domu korytarzem spokojnie szła Hançer. Jej kroki były lekkie, twarz łagodna, a w oczach po raz pierwszy od dawna pojawiał się cień ulgi. Nie wiedziała, że dom, który z zewnątrz wydawał się cichy i uporządkowany, w rzeczywistości zamienił się w labirynt sekretów.

Na schodach pojawiła się Beyza. Poruszała się ostrożnie, niemal bezszelestnie. Co chwilę oglądała się za siebie, jakby bała się, że ktoś ją przyłapie. Kiedy dostrzegła Hançer, natychmiast przywarła do ściany, a potem wsunęła się za przeszklone, zdobione drzwi prowadzące na klatkę schodową. Hançer niczego nie zauważyła. Podeszła do drzwi jednego z pokoi i otworzyła je.

– Yasemin? – zapytała zaskoczona.

W progu stała Yasemin – elegancka, ale wyraźnie spięta. Na widok Hançer uśmiechnęła się ciepło i natychmiast objęła ją mocno.

– Tak bardzo chciałam cię zobaczyć – powiedziała cicho.

Hançer odwzajemniła uścisk.

– Myślałam, że jesteś zajęta przygotowaniami. Przecież dzisiaj wszyscy mówią tylko o tym przyjęciu.

Yasemin odsunęła się od niej i przez moment patrzyła jej głęboko w oczy.

– Przyjęcie może poczekać. Przyjechałam z ważniejszego powodu.

Hançer spoważniała.

– Co się stało?

– Najpierw usiądźmy. Muszę z tobą porozmawiać.

– Zrobię kawę – zaproponowała Hançer, próbując rozładować napięcie. – Wyglądasz, jakbyś całą drogę trzymała coś w sobie.

Yasemin westchnęła, bo tak było. Gdy Hançer odwróciła się w stronę kuchni, Yasemin dodała ciszej:

– Chodzi o Beyzę.

Ukryta za drzwiami Beyza zamarła. Jej twarz w jednej chwili straciła kolor. Dłoń, którą trzymała na zimnej szybie, zadrżała. Imię wypowiedziane przez Yasemin zabrzmiało dla niej jak wyrok. Odruchowo cofnęła się o pół kroku, ale ciekawość i strach okazały się silniejsze niż rozsądek. Przysunęła się bliżej, starając się usłyszeć każde słowo.

Tymczasem w salonie napięcie między Mukadder i Nusretem narastało.

– Nie będziesz mieszał w życiu Cihana – powiedziała Mukadder twardo. – Nie pozwolę ci. Już wystarczająco dużo zniszczyłeś.

– Ja? – Nusret wskazał na siebie z udawanym zdziwieniem. – To ty zbudowałaś całe swoje życie na kłamstwie. Ja tylko przypominam ci, że fundamenty zaczynają pękać.

– Milcz!

– Nie, Mukadder. Teraz to ty będziesz milczeć i słuchać. Jeśli nie spełnisz swojej części układu, pójdę do Cihana. Usiądę naprzeciwko niego i opowiem mu wszystko. Od początku do końca, bez litości, bez pominięć.

Mukadder chwyciła oparcie fotela, jakby nagle zabrakło jej sił.

– Nie zrobisz tego.

– Zrobię.

– On mnie znienawidzi.

– Możliwe.

W oczach Mukadder pojawiły się łzy, ale nie pozwoliła im spłynąć. Była kobietą, która przez lata ukrywała rozpacz pod maską dumy. Teraz jednak ta maska zaczynała pękać.

– Cihan jest wszystkim, co mam – wyszeptała.

Nusret spojrzał na nią bez współczucia.

– W takim razie radzę ci dobrze pilnować tego, co masz, bo jeśli jeszcze raz spróbujesz mnie oszukać, stracisz go. I tym razem nie będzie odwrotu.

Hançer wróciła do pokoju z dwiema filiżankami kawy. Postawiła je ostrożnie na stoliku, starając się nie okazywać niepokoju.

– Proszę – powiedziała łagodnie. – Napij się, potem wszystko mi opowiesz.

Yasemin ujęła filiżankę, ale nie wypiła ani łyka. Jej spojrzenie ciągle uciekało ku drzwiom, jakby bała się, że ściany mają uszy. I rzeczywiście miały. Po chwili drzwi otworzyły się nagle i do pokoju weszła Beyza.

– Och! – zawołała przesadnie. – Nie wiedziałam, że mamy gościa.

Hançer spojrzała na nią zaskoczona.

– Beyza, nie słyszałam, jak podchodzisz.

– Przechodziłam korytarzem – odparła szybko Beyza. – Zobaczyłam otwarte drzwi.

Yasemin uniosła się z miejsca z uprzejmym uśmiechem.

– Beyza, dobrze cię widzieć. Jak się czujesz?

– Dobrze – odpowiedziała Beyza zbyt szybko.

– A ciąża, wszystko w porządku? Byłaś ostatnio u lekarza?

Palce Beyzy zacisnęły się na brzegu bluzki. Uśmiech pozostał na jej twarzy, ale oczy zaczęły błądzić niespokojnie.

– Tak, oczywiście. Wszystko dobrze.

– To wspaniale. A badania prenatalne? Wyniki są dobre?

– Tak, bardzo dobre.

– Który to już miesiąc? – zapytała Yasemin pozornie niewinnie.

Beyza zawahała się ułamek sekundy za długo.

– Lekarz mówi, że wszystko rozwija się prawidłowo – odparła wymijająco.

Hançer zauważyła to. W jej spojrzeniu pojawiła się cicha niepewność.

– Może usiądziesz z nami? – zaproponowała.

– Nie, nie mogę. Mam coś do załatwienia. Chciałam tylko się przywitać.

Beyza odwróciła się i niemal wybiegła z pokoju. Jednak zamiast odejść, przykleiła się do ściany tuż za drzwiami. Oddychała szybko, z trudem panując nad paniką.

W pokoju zapadła cisza. Yasemin odstawiła filiżankę.

– Widzisz? – powiedziała cicho. – Właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać.

– O czym dokładnie? – zapytała Hançer, choć w głębi duszy zaczynała się bać odpowiedzi.

– Jej zachowanie nie jest naturalne. Nie wygląda jak kobieta, która czeka na dziecko. Nie mówi o lekarzu, o badaniach, o terminach. Unika konkretów, a kiedy zadaje się jej proste pytanie, panikuje.

Hançer zmarszczyła brwi.

– Może jest zestresowana, może nie chce o tym rozmawiać ze mną.

Yasemin pokręciła głową.

– Też tak myślałam. Dlatego postanowiłam sprawdzić coś sama.

Za drzwiami Beyza przestała oddychać.

W innym domu Derya poprawiała poduszki na kanapie i przesuwała lekko stolik, jakby próbowała nadać zwykłemu salonowi pozory porządku. Wnętrze było skromniejsze, cieplejsze, bez przepychu rezydencji Mukadder. Właśnie wtedy do pokoju weszła Gonca. Jej rude włosy były lekko potargane, a w oczach miała gorączkowy blask.

– Nareszcie sobie poszli – powiedziała z ulgą, opadając na krzesło. – Ci obcy ludzie kręcą się po domu, jakby mieli do tego prawo.

Derya spojrzała na nią uważnie.

– Obcy? Jacyś dalecy znajomi od strony męża, od strony rodziny Hançer… Sama już nie wiem. Każdy ma tu jakąś historię, każdy coś ukrywa. A ty? – zapytała Derya chłodno. – Ty niczego nie ukrywasz?

Gonca odwróciła wzrok.

– Nie zaczynaj.

– Właśnie zacznę. Obiecałaś mi pieniądze.

– Dostaniesz je.

– Kiedy?

Gonca podniosła się gwałtownie.

– Znalazłam adres w Stambule. Dom brata Hançer. Jeśli tam pojadę, wszystko się rozwiąże.

Derya patrzyła na nią jak na kogoś, kto balansuje na krawędzi przepaści i jeszcze próbuje tańczyć.

– Ty naprawdę oszalałaś?

– Nie mam wyboru.

– Zawsze jest wybór. Ale ty wybierasz najgorszą drogę.

– Potrzebuję tylko trochę czasu.

– Czasu? – Derya zaśmiała się gorzko. – Ty nie potrzebujesz czasu, Gonca. Ty potrzebujesz cudu.

Hançer siedziała naprzeciwko Yasemin, czując, jak atmosfera w pokoju gęstnieje z każdą sekundą.

– Co sprawdziłaś? – zapytała.

Yasemin pochyliła się ku niej.

– Poszłam do kliniki.

Hançer zamarła.

– Do kliniki Beyzy? Do lekarza, o którym wspominała? Tego, który podobno prowadzi jej ciążę?

– I… – Yasemin zacisnęła dłonie. – On nie ma pojęcia, kim ona jest.

Słowa uderzyły Hançer jak nagły podmuch zimnego wiatru.

– To niemożliwe.

– Sprawdzono kartotekę. Nie ma jej nazwiska. Nie było wizyt, nie było badań. Żadnych wyników, żadnych zaleceń, żadnych konsultacji. Nic.

Za drzwiami Beyza przyłożyła dłoń do ust, żeby nie wydać z siebie dźwięku. Jej oczy zaszkliły się od strachu i wściekłości.

– Może podała inne nazwisko? – powiedziała Hançer rozpaczliwie, próbując znaleźć wyjaśnienie.

– Sprawdziłam. Nie ma żadnej pacjentki odpowiadającej jej opisowi. Hançer, wiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale wszystko wskazuje na to, że Beyza nie jest w ciąży.

Hançer powoli pokręciła głową.

– Nie, nie zrobiłaby czegoś takiego.

– A jeśli zrobiła? Jeśli wymyśliła dziecko, żeby zatrzymać Cihana, żeby wzbudzić litość, żeby nikt nie mógł jej odsunąć?

Hançer spuściła wzrok. Serce biło jej coraz szybciej. W jednej chwili wszystkie dziwne zachowania Beyzy, wszystkie nerwowe uśmiechy, wymijające odpowiedzi i nagłe zmiany nastroju zaczęły układać się w przerażający obraz.

Beyza odsunęła się od drzwi. Była blada jak ściana. Przez chwilę wyglądała, jakby miała rzucić się do środka i zaprzeczyć wszystkiemu, ale nie zrobiła tego. Cofnęła się cicho, zaciskając usta. Jej sekret został odkryty, a to oznaczało, że musiała działać.

Nusret tymczasem wysiadł z samochodu przy wąskiej ulicy, gdzie na parterze niewielkiego budynku mieściło się biuro nieruchomości z szyldem „Emlak”. Wszedł do środka bez wahania. Za biurkiem siedział młody asystent, który natychmiast podniósł wzrok.

– Dzień dobry. W czym mogę pomóc?

Nusret wyjął z kieszeni złożone zdjęcie i położył je przed nim.

– Widziałeś tę kobietę?

Chłopak pochylił się nad fotografią. Na zdjęciu była Gonca – rude włosy, charakterystyczna twarz, spojrzenie pełne niepokoju.

– Nie wydaje mi się – powiedział po chwili. – Nie kojarzę jej.

– Przyjrzyj się dobrze.

– Naprawdę jej nie widziałem. Ale… – chłopak wskazał za okno. – Niedaleko jest postój taksówek. Jeśli była w okolicy, mogła odjechać stamtąd.

Nusret zacisnął szczękę.

– W którą stronę?

– Tego nie wiem.

Nusret zabrał zdjęcie.

– Jeśli ją zobaczysz, zapamiętaj. To ważne.

– Oczywiście.

Mężczyzna wyszedł, a drzwi biura zamknęły się za nim cicho. Na ulicy zatrzymał się na chwilę, przesuwając wzrokiem po okolicy. Gonca była blisko, czuł to. A on nie należał do ludzi, którzy rezygnują.

Kilka ulic dalej Gonca i Derya schodziły stromą, brukowaną drogą, z której w oddali rozciągał się widok na Bosfor. Słońce odbijało się w wodzie, lecz piękno krajobrazu nie miało żadnej mocy nad napięciem między kobietami.

– Masz dwa dni – powiedziała Derya stanowczo.

– Dwa dni? Zwariowałaś? – Gonca zatrzymała się gwałtownie. – Powiedziałam ci, że potrzebuję tygodnia!

– A ja powiedziałałam, że mnie to nie obchodzi. Mój mąż zaczął coś podejrzewać. Wszystko się skomplikowało. Muszę sprzedać naszyjnik, znaleźć kupca, załatwić gotówkę.

– Zawsze masz jakąś wymówkę.

– To nie wymówka. Derya, ja też mam granice. Pomogłam ci, bo obiecywałaś, że oddasz pieniądze. Teraz słyszę tylko kolejne historie.

Gonca przeczesała włosy drżącą dłonią.

– Oddam. Przysięgam.

– Masz dwa dni. Jeśli nie, sama wyciągnę konsekwencje.

– Grozisz mi?

– Ostrzegam cię.

Ruszyły dalej, ale po kilku krokach Gonca nagle zamarła. W oddali, przy zaparkowanym białym samochodzie i szkolnym busie, rozmawiało dwóch mężczyzn. Jeden z nich odwrócił głowę w ich stronę. Gonca pobladła.

– To oni… – wyszeptała.

– Kto?

– Schowaj się! – chwyciła Deryę za rękę i pociągnęła ją za zarośla przy metalowym ogrodzeniu. Obie przykucnęły. Gonca oddychała szybko, niemal histerycznie.

– Uspokój się – syknęła Derya. – Jeszcze nas zauważą.

– Nie rozumiesz. Jeśli mnie znajdą, to koniec.

Derya ostrożnie wychyliła się zza płotu.

– Rozmawiają, nie patrzą tutaj.

– Musimy uciekać.

– Dokąd?

– Gdziekolwiek.

Derya spojrzała na nią z rosnącym niepokojem. Po raz pierwszy zobaczyła w Gonce nie tylko sprytną, chaotyczną kobietę, która zawsze plątała się w kłopoty, lecz kogoś naprawdę przerażonego.

W domu Hançer atmosfera tymczasem zupełnie się zmieniła. Po ciężkiej rozmowie z Yasemin przyszła chwila pozornego spokoju. Kobiety siedziały w jasnym salonie, pijąc herbatę. Hançer miała na sobie długą, wzorzystą suknię, a Yasemin szaro-zieloną koszulę i pasiastą spódnicę. Ich rozmowa stawała się cieplejsza, bardziej przyjacielska.

– Czasem mam wrażenie, że w tym domu każdy dźwiga swój sekret – powiedziała Hançer.

Yasemin uśmiechnęła się smutno.

– Może dlatego tak trudno tu oddychać?

Hançer spojrzała na nią z wdzięcznością.

– Dobrze, że przyjechałaś.

– Nie mogłam zostawić cię samej.

Za framugą drzwi, w cieniu korytarza, stała Beyza. Jej twarz była napięta, podsłuchiwała każde słowo, ale teraz w jej oczach nie było już tylko strachu. Pojawiła się złośliwa zazdrość. Widok spokojnej Hançer siedzącej obok Yasemin budził w niej gniew.

Nagle rozległ się dzwonek. Hançer i Yasemin podniosły się niemal jednocześnie i poszły do drzwi. Po chwili do domu weszli Cihan i Engin, niosąc białe reklamówki z zakupami.

– Przywieźliśmy wszystko, o co prosiłyście – oznajmił Engin z uśmiechem. – A nawet trochę więcej, bo Cihan uznał, że głodnych ludzi nie można lekceważyć.

Cihan spojrzał na Hançer.

– Tęskniłem – powiedział cicho, tak, żeby tylko ona usłyszała.

Hançer zarumieniła się lekko, a potem bez słowa podeszła do niego. Cihan objął ją mocno. Uścisk trwał dłużej, niż wypadało przy świadkach, ale nikt nie miał serca im przerywać. Yasemin i Engin wymieniali porozumiewawcze spojrzenia.

Beyza, ukryta w głębi korytarza, patrzyła na tę scenę z twarzą wykrzywioną zazdrością. Gdy cała czwórka ruszyła w głąb domu, Beyza spanikowała – nie mogła już wrócić tą samą drogą. Wsunęła się więc w ciasną przestrzeń pod schodami, za zrolowane dywany. Przykucnęła tam, przyciskając dłonie do piersi.

– Głupia… – wyszeptała do siebie. – Głupia, po co tu weszłaś?

W części dziennej panowała radosna atmosfera. Engin rozdzielał zadania z powagą generała dowodzącego armią.

– Hançer i Yasemin: sałatka, pomidory, ogórki, dużo cytryny. Cihan: grill. Ja będę nadzorował, ponieważ ktoś musi mieć doświadczenie.

Cihan uniósł brew.

– Twoje doświadczenie polega na jedzeniu.

– I właśnie dlatego jestem najbardziej kompetentny.

Hançer roześmiała się po raz pierwszy tego dnia tak szczerze, że Cihan odwrócił głowę tylko po to, by na nią popatrzeć.

W kuchni Hançer i Yasemin myły warzywa. Woda spływała po pomidorach i ogórkach, a rozmowa między kobietami toczyła się spokojnie, choć pod powierzchnią nadal krył się niepokój.

– Musimy uważać – powiedziała Yasemin półgłosem. – Jeśli Beyza zorientuje się, że znamy prawdę, może zrobić coś desperackiego.

– Ona już jest zdesperowana – odparła Hançer.

W korytarzu Cihan szukał sprzętu. Otworzył drzwi małego pomieszczenia gospodarczego i zaczął przestawiać rzeczy. Beyza, skulona pod schodami zaledwie kilka kroków dalej, wstrzymała oddech. Cihan przeszedł tak blisko, że mogła zobaczyć pył na jego butach. Wyciągnął niewielki, czarny grill węglowy na nóżkach i ruszył w stronę tarasu. Beyza zamknęła oczy – była uwięziona. Jej ciekawość stała się pułapką.

Na ulicy Gonca nadal była na skraju załamania. Derya chwyciła ją za ramię.

– Idziemy.

– Nie mogę.

– Możesz. Wstań. – Pociągnęła ją za sobą.

Kobiety szybkim krokiem oddaliły się od miejsca, w którym widziały mężczyzn. Minęły plac zabaw, gdzie dziecięce huśtawki poruszały się lekko na wietrze, choć nikt na nich nie siedział. Dla Goncy wszystko wokół wydawało się zagrożeniem – każdy samochód, każdy głos, każdy cień.

td Na tarasie domu Hançer życie toczyło się zupełnie inaczej. Cihan i Engin rozstawili grill, a po chwili dołączyły do nich kobiety z przygotowanym jedzeniem. Ogród lśnił w słońcu, basen odbijał błękit nieba. Przez kilka minut można było uwierzyć, że świat naprawdę potrafi być prosty.

– Cihan, nie spal tego – zażartowała Yasemin.

– Dziękuję za zaufanie.

– To nie brak zaufania, to doświadczenie – dodał Engin. – Mężczyzna przy grillu zawsze uważa, że jest mistrzem, dopóki mięso nie zamieni się w węgiel.

Hançer uśmiechnęła się do Cihana.

– Ja wierzę, że sobie poradzisz.

– Widzisz? – Cihan spojrzał triumfalnie na Engina. – To jest wsparcie.

Z wnętrza domu, przez szybę, obserwowała ich Beyza. Wychyliła głowę zza schodów. Pod spływał jej po skroni, twarz miała napiętą. Patrzyła na szczęśliwe pary z rosnącą nienawiścią.

Derya tymczasem przyprowadziła Goncę do skromnego mieszkania o błękitnych ścianach. Gonca opadła na kanapę, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Derya nalała wodę do szklanki i podała jej bez słowa. Gonca wypiła łapczywie trzęsącymi się dłońmi.

– Oni mnie znajdą – powiedziała. – Prędzej czy później.

– Kto?

– Nie pytaj.

– Zawsze mówisz: „Nie pytaj”, a potem oczekujesz, że będę ci pomagać.

Gonca zdjęła z palca pierścionek i wyciągnęła go w stronę Deryi.

– Weź to.

Derya spojrzała na biżuterię, a potem na nią.

– Nie, proszę cię… Przestań.

– To jest coś warte.

– Nie chcę twojego pierścionka. Chcę, żebyś wreszcie powiedziała prawdę.

Gonca zacisnęła dłoń wokół pierścionka i rozpłakała się bezgłośnie.

Na tarasie Engin położył dłoń na ramieniu Cihana. Ich rozmowa, dotąd żartobliwa, stała się poważniejsza.

– Dobrze cię widzieć takim – powiedział Engin.

– Jakim?

– Spokojniejszym przy niej.

Cihan spojrził na Hançer, która śmiała się z czegoś, co powiedziała Yasemin.

– Przy niej oddycham inaczej – przyznał cicho. – Jakbym przez lata żył w zamkniętym pokoju, a ona otworzyła okno.

Engin uśmiechnął się łagodnie.

– To trzymaj się tego okna, bracie.

Beyza słyszała tylko urywki, ale widziała wystarczająco dużo. Każdy uśmiech Cihana skierowany do Hançer był dla niej jak policzek.

Przed okazałą rezydencją zatrzymał się niebieski samochód. Melih wysiadł, otworzył bagażnik i wyjął niebieski segregator z dokumentami. W tej samej chwili z domu wyszła Fadime, trzymając małą szklaneczkę tureckiej herbaty. Jej twarz była poważna.

– Melih – zaczęła tonem, który natychmiast kazał mu opuścić wzrok. – Musimy porozmawiać.

– Stało się coś?

– To ja powinnam zapytać ciebie.

Melih zamknął bagażnik.

– Jeśli chodzi o dokumenty, wszystko jest przygotowane.

– Nie chodzi tylko o dokumenty. Chodzi o to, że w tym domu dzieją się rzeczy, których nie da się już zamiatać pod dywan. – Melih milczał. – Widzisz więcej, niż mówisz – ciągnęła Fadime. – I słyszysz więcej, niż przyznajesz. Dlatego pytam cię wprost: po której stronie staniesz, kiedy prawda wyjdzie na jaw?

Melih spojrzał na nią z niepokojem.

– Nie wiem, o jakiej prawdzie mówisz.

Fadime zmrużyła oczy.

– W takim razie niedługo się dowiesz.

Wieczór powoli opadał na miasto. Akcja przeniosła się do bogato zdobionej jadalni rezydencji. Fadime ustawiała wazę na stole, gdy weszła Mukadder.

– Gdzie jest Gülsüm? – zapytała ostrym tonem.

– Powinna być w domu, pani Mukadder.

– „Powinna” to za mało.

W salonie siedziała Sinem, która natychmiast spuściła wzrok. Po chwili pojawiła się Gülsüm, wyraźnie spłoszona.

– Pani mnie wołała?

Mukadder odwróciła się ku niej.

– Gdzie byłaś?

– W kuchni.

– Nie kłam.

Gülsüm pobladła.

– Ja tylko…

– Tylko co? – przerwała Mukadder. – W tym domu wszyscy nagle tylko przechodzą, tylko słyszą, tylko znikają. Mam dość tłumaczeń.

Fadime milczała, lecz jej spojrzenie mówiło więcej niż słowa.

W mniejszej, przytulnej jadalni domu Hançer panował zupełnie inny nastrój. Cihan, Engin, Yasemin i Hançer zasiedli do wspólnej kolacji. Grillowane mięso pachniało intensywnie, sałatka lśniła świeżością, a śmiech rozbrzmiewał swobodnie.

– Przyznaję – powiedział Engin, odkładając widelec. – Cihan nie spalił kolacji. To historyczny moment.

– Zanotujcie datę – dodała Yasemin.

Hançer spojrzała na Cihana z czułością.

– Było naprawdę dobre.

– Tylko „dobre”?

– Naprawdę bardzo dobre.

– Tak lepiej.

Z ciemnego korytarza Beyza obserwowała tę scenę z nienawiścią w oczach. Kiedy Cihan wstał na chwilę od stołu i odszedł, natychmiast cofnęła się w cień. Serce waliło jej jak szalone. Nie mogła dłużej czekać. Szybko i nerwowo zbiegła po schodach, usiadła na jednym ze stopni, upewniła się, że nikogo nie ma w pobliżu i wybrała numer.

W innym skrzydle rezydencji, w eleganckim holu, po schodach schodziła Gülsüm. Gdy telefon zawibrował, odebrała natychmiast.

– Tak, to ja – wyszeptała Beyza.

– Dlaczego dzwonisz? Ktoś może usłyszeć.

– Zamknij się i słuchaj. Yasemin coś wie.

Gülsüm zatrzymała się w pół kroku.

– Co wie?

– Wszystko. Była w klinice, rozmawiała z lekarzem.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– To niemożliwe.

– Możliwe. I jeśli Hançer powie Cihanowi, jestem skończona.

– Co chcesz zrobić?

Beyza zacisnęła palce na telefonie.

– To, co trzeba. Ale będę potrzebowała twojej pomocy.

Gülsüm przełknęła ślinę.

– Beyza… to zaczyna być niebezpieczne.

– Niebezpieczne? – Beyza zaśmiała się cicho, nerwowo. – Dopiero teraz to zrozumiałaś?

Przy stole atmosfera stała się spokojniejsza. Engin i Yasemin wymieniali ciche uwagi, ale Cihan przestał żartować. Patrzył na Hançer tak intensywnie, że ta odłożyła sztućce.

– Co się stało? – zapytała.

Cihan chwilę milczał.

– Chciałem ci coś powiedzieć. – Engin i Yasemin zamilkli, jakby instynktownie zrozumieli, że są świadkami czegoś ważnego. – Przez długi czas myślałem, że siła polega na tym, żeby nikomu nie pokazywać bólu – zaczął Cihan. – Żeby stać prosto nawet wtedy, kiedy wszystko w środku się rozpada. Wierzyłem, że jeśli będę wystarczająco twardy, nikt mnie nie zrani. – Hançer patrzyła na niego poruszona. – A potem pojawiłaś się ty – kontynuował. – I nagle zrozumiałem, że prawdziwa siła nie polega na budowaniu murów. td4729Polega na tym, żeby pozwolić komuś podejść bliżej, choć człowiek się boi.

W oczach Hançer pojawiły się łzy.

– Cihan, nie wiem, co nas czeka. Nie wiem, ile jeszcze sekretów wyjdzie na jaw, ale wiem jedno: przy tobie nie chcę już udawać kogoś, kim nie jestem.

Hançer uśmiechnęła się przez łzy.

– Ja też się boję.

– Wiem, ale kiedy jesteś obok, ten strach jest mniejszy.

Cihan wyciągnął dłoń i delikatnie przykrył jej palce swoimi. Za drzwiami Beyza patrzyła na nich z twarzą wykrzywioną grymasem zazdrości. To, co dla Hançer było początkiem nadziei, dla niej stało się potwierdzeniem najgorszego koszmaru.

W przestronnej, nowoczesnej kuchni rezydencji Sinem stała przy kuchence. Nad małym palnikiem podgrzewała napój w tygielku, obserwując, jak ciemny płyn zaczyna lekko parować. Nalała go do kubka i już miała wyjść, gdy do kuchni weszła Fadime.

– Sinem.

Dziewczyna odwróciła się.

– Tak?

Fadime podeszła bliżej. Jej twarz była spokojna, ale oczy miały w sobie ostrzeżenie.

– Musisz uważać na to, komu ufasz.

Sinem zmarszczyła brwi.

– Dlaczego mi to mówisz?

– Bo w tym domu nie każdy jest tym, za kogo się podaje.

– Mówisz o Beyzie?

Fadime nie odpowiedziała od razu. Spojrzała w stronę korytarza, jakby bała się, że ktoś może ich słuchać.

– Mówim o wszystkich – powiedziała w końcu. – O tych, którzy krzyczą najgłośniej, i o tych, którzy milczą zbyt długo.

Sinem poczuła nieprzyjemny chłód na plecach.

– Wiesz coś, prawda?

Fadime pochyliła się ku niej.

– Wiem wystarczająco dużo, żeby bać się tego, co nadejdzie.td4729

W tej samej chwili z oddali dobiegł cichy odgłos kroków. Obie kobiety zamilkły. Sinem ścisnęła kubek obiema dłońmi, a Fadime odsunęła się o krok, jakby ta rozmowa nigdy się nie odbyła.

Dom znów pogrążył się w pozornym spokoju, ale pod tym spokojem drżały sekrety. Nusret szykował zemstę, Mukadder walczyła o syna i własne kłamstwa, Beyza – zdemaskowana i osaczona – zaczynała planować kolejny ruch, a Gonca uciekała przed ludźmi, którzy byli coraz bliżej. Tymczasem Hançer i Cihan, nieświadomi wszystkich cieni krążących wokół nich, trzymali się tej jednej kruchej chwili szczęścia. Tyle że w świecie, w którym prawda przez lata była zamykana na klucz, każda chwila szczęścia miała swoją cenę. I ktoś wkrótce miał ją zapłacić.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page