Byliśmy w Boćkach. To niewielka miejscowość na Podlasiu. W niedzielę 16 sierpnia 47-letni Eugeniusz S., cofając przyczepką, potrącił swojego synka. Chłopiec trafił do szpitala. Niemal trzy lata wcześniej ten sam mężczyzna na terenie tej samej posesji potrącił swoje 10-miesięczne dziecko. Wtedy życia maleństwa nie udało się uratować.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Tym razem zakończyło się na obrażeniach niezagrażających życiu. — Dziecko trafiło do nas w stanie ogólnym, stabilnym, nie wymagało zabiegów chirurgicznych — poinformowała Ewa Matuszczak z oddziału chirurgii szpitala w Białymstoku. Cztery dni po wypadku chłopiec został wypisany do domu.
Boćki. Ojciec potrącił synka przyczepą. Przed laty doprowadził do tragedii
Boćki to gminna wieś. Duży barokowy kościół, cerkiew. Posesja Eugeniusza S. leży na jej skraju. Kiedyś hodowano tu gęsi, teraz miejsce w kurnikach zajęły kaczki. Wejścia broni zamknięta brama. Na niej są tablice informujące, że to teren prywatny i monitorowany, oraz zakazujące wstępu. Kilka amerykańskich aut i limuzyna używana do imprez weselnych. Między nimi snują się trzy duże psy. Słychać kwakanie kaczek. Gospodarza nie zastajemy.
Udało nam się porozmawiać z jedną z sąsiadek mężczyzny. — Huk usłyszałam, okazało się, że to helikopter tak nisko leci. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Okazało się, że to na pomoc temu dzieciątku — zatroskana wspomina dzień wypadku.
Adam Naumczuk, szef Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim mówi o ustaleniach śledztwa. — Eugeniusz S. usłyszał zarzut narażenia swego syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zastosowano wobec niego dozór policyjny. Przyznał się do winy, ale odmówił składania wyjaśnień.
Wypadek w Boćkach. Sąsiadka mówi o klątwie

Jak się okazało, policjanci na terenie posesji Eugeniusza S. zatrzymali partnerkę mężczyzny, która nie jest mamą potrąconego chłopca. Kobieta ma jednak bardzo smutną przeszłość. Spowodowała wypadek ze skutkiem śmiertelnym, w którym zginęło jej dziecko. Została skazana na sześć lat pozbawienia wolności. Nie stawiła się do aresztu, była poszukiwana listem gończym. Podczas czynności związanych z wypadkiem z 16 sierpnia policja zatrzymała ją i doprowadziła do zakładu karnego.
— To życie się tu nie układa. Ten ojciec jest na pewno załamany. A to zwyczajni, normalni sąsiedzi, zawsze się kłaniają, “dzień dobry” z daleka już krzyczą. Wyświęcić ten ich dom trzeba, czy co? Bo nieszczęść tam pełno. Klątwa jakaś, fatum — dodaje zafrasowana sąsiadka.
Jak informował TVN24 w sprawie śmierci 10-miesięcznego dziecka zapadł wyrok, kara została nadzwyczajnie złagodzona ze względu na traumatyczne przeżycia ojca. Wówczas rodzina wybierała się na lody. Maluszek wyszedł z domu, tato podjeżdżał autem i poczuł nagle uderzenie w samochód.
Szczupły 27-latek w czerwonej koszulce. To on skrzywdził własnego synka. “Usiłowanie zabójstwa”
5-letni chłopczyk leżał na klatce i wołał o pomoc. Matka i jej partner nie reagowali
2-latka usiadła na chodniku. Chwilę później doszło do dramatycznego wypadku
Jan Malec / newspix.pl
Chłopiec trafił do szpitala.
/4
Jan Malec / newspix.pl
— Nie wymagał interwencji chirurgicznej — mówi prof. dr hab. Ewa Matuszczak z Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.