CON odkrywa ruch Melicha. 5 lat darowizn może ujawnić prawdę. Cong nie potrafi ukryć wściekłości, gdy dowiaduje się, że Melich chce przekazać swoje udziały Hanser, a Engine otwarcie staje w jej obronie. Z pozoru zwykła kłótnia szybko przeradza się jednak w coś znacznie poważniejszego.
Gdy Cong zostaje sam, podejmuje zaskakującą decyzję. Żąda pełnej listy darczyńców fundacji z ostatnich pięciu lat. Co zamierza znaleźć w starych dokumentach i czy jego poszukiwania ujawnią sekret, który może zmienić układ sił między Hanser, Melichem i nim samym?
Cong był przekonany, że największą zdradą tego dnia było to, że Engine stanął po stronie Hanser. Mylił się, bo kilka minut po ich gwałtownej kłótni na jego biurko miała trafić lista darczyńców fundacji z ostatnich pięciu lat. Na jednej ze stron widniało nazwisko, którego Cią absolutnie nie spodziewał się zobaczyć.
A obok niego kwota tak wysoka, że przez kilka sekund nie był w stanie oderwać wzroku od dokumentu. Jeszcze bardziej niepokojące było jednak to, co znajdowało się w rubryce zleceniodawca przelewu. Cią pobladł.
— To niemożliwe.
W tej samej chwili ktoś zatrzymał się po drugiej stronie drzwi jego gabinetu. Ktoś, kto doskonale wiedział, czego Cią właśnie zaczął szukać, i kto nie mógł pozwolić, aby dotarł do prawdy.
W przestronnym, nowocześnie urządzonym gabinecie panowała niemal absolutna cisza. Słychać było jedynie szelest przewracanych kartek. Cion siedział za masywnym biurkiem.
Przed nim leżało kilka otwartych teczek, lecz od dobrych kilku minut nie przeczytał ani jednego zdania. Wciąż wracał myślami do tego, co wydarzyło się wcześniej — do Hanser, do jej pojawienia się i do sposobu, w jaki usiadła naprzeciwko niego, jakby wcale nie bała się jego reakcji. I do Engina, który najwyraźniej wiedział o wszystkim.
Drzwi gabinetu otworzyły się, ale Co nawet nie podniósł głowy. Engine wszedł do środka, zamknął drzwi i przez chwilę stał nieruchomo, doskonale wyczuwając napięcie.
— Porozmawiamy.
Cion powoli uniósł wzrok. W jego oczach nie było zaskoczenia, był tylko chłód.
— O czym?
Engin milczał, a C odsunął dokumenty.
— O tym, jak mnie zdradziłeś?
Engine zmarszczył brwi.
— Co, nie…
— Nie zaczynaj od mojego imienia, jakbyśmy mieli teraz spokojnie wypić kawę i wszystko sobie wyjaśnić.
Engine usiadł na fotelu.
— Właśnie dlatego przyszedłem, żeby ci wyjaśnić.
Cią prychnął.
— Wyjaśnić?
Wstał. Wiedziałeś, przez co przeszedłem. Podszedł do okna, po czym gwałtownie odwrócił się w stronę przyjaciela.
— Wiedziałeś, co oznacza dla mnie jej powrót. Wiedziałeś, ile kosztowało mnie pozbieranie wszystkiego po tym, co się wydarzyło.
Engin chciał odpowiedzieć, ale Cio nie dał mu dojść do słowa.
— A mimo to ją przyprowadziłeś! Posadziłeś ją naprzeciwko mnie.
Engin westchnął.
— Nie zrobiłem tego przeciwko tobie.
— Naprawdę?
Cong zaśmiał się gorzko.
— Brawo, Engine.
Powoli zaczął klaskać — raz, drugi, trzeci.
— Dosłownie wbiłeś mi nóż w plecy i jeszcze oczekujesz, że będę słuchał tłumaczeń.
Tym razem Engine nie spuścił wzroku.
— Jeśli naprawdę uważasz, że wszystko, czego nie kontrolujesz, jest zdradą, to mamy większy problem niż Hanser.
Twarz Ciana stężała.
— Uważaj.
— Właśnie uważam — Engine pochylił się do przodu. — Bo jesteś moim przyjacielem. I dlatego ktoś wreszcie musi ci powiedzieć, że zaczynasz zachowywać się tak, jakby każdy człowiek, który nie zgadza się z tobą, automatycznie stawał się twoim wrogiem.
Cion podszedł bliżej.
— Hanser nie przyszła tam przypadkiem? Nie, więc wiedziałeś?
— Wiedziałem.
Te dwa słowa wystarczyły. C zacisnął szczękę.
— W takim razie nie mamy już o czym rozmawiać.
Engine patrzył na niego jeszcze przez kilka sekund, ale zanim wstał, powiedział:
— Spokojnie. Właśnie teraz zaczynam rozumieć, dlaczego Hanser nic ci wcześniej nie powiedziała.
Con spojrzał na niego ostro.
— Co powiedziałeś?
Engine podniósł się.
— Usłyszałeś.
I kiedy wydawało się, że konflikt nie może stać się bardziej osobisty, Engine dodał jedno zdanie:
— Ona nie wróciła po to, żeby ci coś odebrać.
Cion zmrużył oczy.
— Więc po co?
Engine zrobił krok w stronę drzwi.
— Tego powinieneś dowiedzieć się od niej.
I właśnie to doprowadziło Ciana do jeszcze większej wściekłości. Bo jeśli Engine znał prawdziwy powód powrotu Hanser, dlaczego nie chciał go ujawnić?
— Nie próbuj robić z niej bohaterki! — głos Ciana zatrzymał Engina przy drzwiach.
— Nie robię.
— W takim razie przestań jej bronić.
Engine odwrócił się. Sion stał po drugiej stronie gabinetu, ale jego ton był lodowaty.
— Moja siostra naprawdę wierzyła w Hanser — powiedział Engine. — A ja wierzę w ocenę mojej siostry.
To zdanie zmieniło atmosferę, a gniew Ciana nieco osłabł — ale tylko na sekundę. Engine kontynuował:
— Hanser może zrobić dla fundacji więcej, niż ti się wydaje. Ma doświadczenie, zna ludzi, potrafi z nimi rozmawiać. Co najważniejsze, rozumie tych, którym fundacja ma pomagać.
— Przestań, Co. Powiedziałem: przestań — C wrócił za biurko. — Nie chcę już słyszeć, jaka jest wspaniała.
— Nie powiedziałem, że jest wspaniała.
— Właśnie to robisz od pięciu minut!
Engin uniósł dłonie.
— Dobrze, nie rozmawiajmy.
Ruszył do wyjścia. Cią otworzył jedną z teczek, demonstracyjnie dając do zrozumienia, że rozmowa dobiegła końca. Engine chwycił klamkę i zawahał się.
— Jeszcze jedno.
Co nawet na niego nie spojrzał.
— Co?
— Melich chce jak najszybciej przekazać Hanser swoje udziały.
Ręka Ciana zatrzymała się nad dokumentem. Powoli podniósł głowę.
— Co powiedziałeś?
— Słyszałeś.
Cią zamknął teczkę.
— Ile?
— Wszystkie.
Przez moment wyglądało tak, jakby Cią nie był pewien, czy dobrze zrozumiał.
— Wszystkie udziały? Tak, Hanser? Tak.
Cong gwałtownie wstał, ominął biurko i podszedł do Engina.
— Bronisz go?
— Informuję cię.
— A może zostałeś jego prawnikiem?
— Nie.
— Przyjacielem?
— Też nie.
— Więc dlaczego ciągle próbujesz przekonać mnie, że Melich jest święty?
Engine nie cofnął się ani o krok.
— Bo zachowujesz się tak, jakbyś już wydał na niego wyrok.
— Bo znam takich jak on!
— Nie, ty myślisz, że go znasz.
Cą uśmiechnął się bez cienia rozbawienia.
— Człowiek nie oddaje majątku bez powodu.
— Właśnie. Więc jaki jest jego powód?
Engin odpowiedział natychmiast:
— Hanser.
Cion zastygł.
— Chce jej pomóc.
— Pomóc? Tak, i ty w to wierzysz?
— Przynajmniej nie zakładam z góry, że wszyscy są oszustami.
Cong zrobił kolejny krok. Teraz dzieliły ich centymetry.
— Posłuchaj mnie bardzo uważnie, Engine. Melich może udawać człowieka bezinteresownego, może oddawać udziały, może opowiadać piękne historie, ale jego prawdziwa twarz wyjdzie na jaw.
— Kiedy?
— Niedługo.
— Skąd ta pewność?
Cio odpowiedział po krótkiej pauzie:
— Bo ludzie zawsze popełniają błąd, kiedy zaczynają wierzyć, że wygrali.
Engin spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— Ty naprawdę traktujesz to jak wojnę?
— Nie — Cio obniżył głos. — Jeszcze nie.
Engin pokręcił głową.
— Obyś nie zorientował się za późno, z kim naprawdę walczysz.
Otworzył drzwi i wyszedł. Cong został sam, ale ostatnie zdanie Engina nie dawało mu spokoju. Z kim naprawdę walczysz? Po raz pierwszy tego dnia przez jego gniew przebiło się coś innego — niepewność. A kilka minut później CON podjął decyzję, która miała uruchomić lawinę wydarzeń.
Cion wrócił za biurko, oparł łokcie o blat i zakrył twarz dłońmi. Próbował się uspokoić, ale nie potrafił. W głowie mieszały mu się słowa Engina, nazwisko Melicha i obraz Hanser.
Dlaczego Melich chciał oddać jej wszystko — z miłości, z poczucia winy, a może z powodów, o których nikt mu nie mówił? Kiedy drzwi ponownie się otworzyły, drgnął. Do gabinetu weszła jego asystentka, trzymając w dłoniach granatową teczkę z dokumentami z księgowości.
— Panie Co, są gotowe do podpisu — położyła je przed nim.
Con otworzył teczkę, przerzucił pierwszą stronę, drugą i nagle się zatrzymał. Słowo „fundacja” przykuło jego uwagę. Spojrzał na asystentkę.
— Poczekaj.
Kobieta zatrzymała się.
— Tak?
C zamknął teczkę.
— Powiedz księgowej, żeby przygotowała pełne zestawienie wszystkich wpłat na fundację.
— Z jakiego okresu?
Cion zastanawiał się przez sekundę.
— 5 lat.
Asystentka była zaskoczona.
— Wszystkich wpłat? Wszystkich? To może być bardzo dużo danych.
— Wiem — Co mówił coraz szybciej. — Nazwiska darczyńców, kwoty, daty, numery rachunków, dane osób zlecających przelewy, wszystko, co jest w systemie.
Asystentka zanotowała:
— Oczywiście.
— I jeszcze jedno — zatrzymała się przy drzwiach. — Nikt nie ma wiedzieć, że o to poprosiłem.
Spojrzała na niego pytająco.
— Nawet zarząd?
— Zwłaszcza zarząd.
Asystentka skinęła głową.
— Rozumiem.
Drzwi zamknęły się. Con został sam i wpatrywał się w nazwę fundacji. Engin powiedział, że Hanser będzie dla niej wartościowa — dlaczego był tego tak pewien? A jeśli jej związek z fundacją nie zaczął się dzisiaj?
C otworzył komputer i wpisał nazwisko Hanser. Brak wyników. Spróbował ponownie — nic. Zmarszczył brwi. Wtedy zadzwonił telefon.
— Tak, panie Co? Księgowość pyta, czy interesują pana także anonimowe wpłaty.
Co natychmiast wyprostował się.
— Anonimowe?
— Tak, mamy ich sporo.
— Uwzględnić wszystkie.
— Rozumiem.
Cio rozłączył się. Przez chwilę patrzył w ekran. Anonimowi darczyńcy… Coś podpowiadało mu, że właśnie tam powinien szukać. Nie wiedział tylko, że osoba znajdująca się kilkanaście metrów od jego gabinetu właśnie usłyszała rozmowę asystentki z księgowością.
Kobieta wyjęła telefon i wybrała numer.
— Mamy problem.
— Jaki?
— Zażądał dokumentów fundacji — rozejrzała się.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Z jakiego okresu?
— Pięciu lat.
Odpowiedź padła natychmiast:
— Nie może ich dostać.
Ktoś właśnie rozpoczął wyścig z czasem.
Pół godziny później w dziale księgowości panowało zamieszanie. Pracownicy wyciągali stare rejestry, otwierali archiwalne pliki i drukowali zestawienia. Jedna z księgowych weszła do niewielkiego magazynu dokumentów i znalazła segregator opisany datą sprzed czterech lat.
Kiedy postawiła go na stole, zauważyła coś dziwnego. Jedna z kopert była zaklejona czerwoną taśmą, a na środku znajdował się napis. Księgowa otworzyła ją — w środku znajdowało się potwierdzenie przelewu, a kwota była ogromna.
Kobieta uniosła brwi, ale prawdziwe zaskoczenie przyszło chwilę później, bo nazwisko beneficjenta znała — wszyscy je znali. Zrobiła kopię, oryginał wsunęła z powrotem do koperty i wtedy usłyszała kroki. Odwróciła się.
— Mogę w czymś pomóc?
W drzwiach stała osoba z centrali.
— C prosił o dokumenty fundacji. Tak, ja je zabiorę.
Księgowa była zdziwiona.
— Ale jego asystentka powiedziała, że mam przekazać je bezpośrednio jej.
— Nastąpiła zmiana.
Wyciągnięta dłoń czekała na segregator. Księgowa zawahała się.
— Mogę zadzwonić i potwierdzić.
Osoba w drzwiach natychmiast spoważniała.
— Nie ma potrzeby.
Wtedy księgowa zrozumiała, że coś jest nie tak. Zamknęła segregator.
— W takim razie wolę zaczekać na pisemne potwierdzenie.
Na twarzy nieznajomego pojawił się lekki uśmiech.
— Jak pani chce.
Odwrócił się i odszedł. Księgowa odczekała chwilę, potem szybko sięgnęła po telefon:
— Gabinet pana Ciana…
Tymczasem na piętrze Cą chodził wzdłuż okna, coraz bardziej niecierpliwy. Drzwi nagle się otworzyły i asystentka weszła z plikiem papierów.
— Pierwsza część dokumentacji.
Co natychmiast usiadł.
— Reszta jest przygotowywana.
Zaczął wertować strony — nazwiska, kwoty, daty, nic szczególnego. Pierwszy rok, drugi, trzeci… Nagle jego wzrok zatrzymał się na jednej pozycji.
Była to wpłata sprzed niemal czterech lat bez nazwiska darczyńcy. Jednak rubryka „Opis przelewu” zawierała dwa słowa: „Dla dziewczynki”. Cią zmarszczył brwi.
Kwota powtarzała się co miesiąc przez prawie rok. Przewrócił stronę — kolejna wpłata dla dziewczynki, następna i jeszcze jedna, wszystkie z tego samego rachunku.
— Czy możemy ustalić właściciela tego konta?
Asystentka spojrzała.
— Spróbuję.
Cion podał jej numer. Kiedy miała wychodzić, telefon na jego biurku zadzwonił. Księgowość. Cią odebrał.
— Słucham.
— Panie Co, mamy jeszcze jeden dokument.
— Jaki?
— Sądzę, że powinien pan zobaczyć go osobiście.
— Proszę go przynieść.
— Właśnie w tym problem…
Si przestał oddychać na moment.
— Co się stało?
Głos księgowej ściszył się:
— Ktoś przed chwilą próbował go ode mnie zabrać.
I wtedy C zrozumiał, że nie przeglądał już zwykłych dokumentów księgowych — ktoś naprawdę czegoś przed nim ukrywał.
W tym samym czasie, w zupełnie innej części miasta, Melich siedział naprzeciwko prawnika. Na stole leżał gotowy dokument. Hanser stała przy oknie i nie wyglądała na szczęśliwą, wręcz przeciwnie.
— Nadal uważam, że nie powinieneś tego robić.
Melich wziął długopis.
— Rozmawialiśmy już o tym.
— To są twoje udziały.
— Wiem.
— Twoje zabezpieczenie.
— Też wiem.
Hanser odwróciła się.
— W takim razie dlaczego?
Melich spojrzał na nią.
— Bo ty możesz zrobić z nimi coś dobrego.
— A ty?
— Ja chcę mieć spokojne sumienie.
Hanser podeszła bliżej.
— Melich, nie pytaj…
Jej twarz natychmiast się zmieniła.
— Właśnie teraz powinieneś mi powiedzieć! To nie brzmi jak zwykła pomoc.
Melich uśmiechnął się smutno.
— Bo nie wszystko można naprawić pieniędzmi.
Prawnik spojrzał na niego.
— Panie Melich, jeśli pan podpisze, rozpoczniemy procedurę. Późniejsze wycofanie się będzie znacznie bardziej skomplikowane.
Melich przyłożył długopis do papieru. Hanser chwyciła go za rękę.
— Zaczekaj — spojrzała na niego. — Czy te udziały mają coś wspólnego z Canem?
Melich nie odpowiedział. Hanser puściła jego rękę.
— A więc mają… Hanser, dlaczego wszyscy wiedzą coś, czego ja nie wiem?
Melich spuścił wzrok, po czym złożył podpis. Hanser patrzyła na dokument w milczeniu. Melich przesunął go prawnikowi.
— Proszę działać.
Prawnik skinął głową.
— Pierwsze zawiadomienia zostaną wysłane jeszcze dzisiaj.
Melich zesztywniał.
— Do kogo?
— Do pozostałych udziałowców, w tym do pana Ciana.
Hanser zamknęła oczy.
— Świetnie.
Melich spojrzał na zegarek.
— Dowie się i tak.
Hanser odpowiedziała cicho:
— Tak…
Po chwili dodała pytanie: tylko co zrobi, kiedy się dowie? Nie wiedzieli, że Cią właśnie otrzymał znacznie ważniejszą informację — informację mogącą całkowicie zmienić jego stosunek do Melicha i do niej.
Księgowa weszła do gabinetu Ciana osobiście, trzymając białą kopertę, i zamknęła drzwi.
— Nikomu jej pani nie pokazywała?
— Nie.
— Kto próbował ją zabrać?
Podała nazwisko, a Cong zapamiętał je bez komentarza.
— Proszę — położyła przed nim dokument.
Cion wyjął kartkę. Było to potwierdzenie ogromnej darowizny sprzed czterech lat, której beneficjentem była fundacja. Nadawca był ukryty pod nazwą firmy, jednak niżej znajdowała się adnotacja bankowa dotycząca właściciela rachunku.
Cion przeczytał nazwisko, a jego twarz natychmiast stężała.
— Melich…
Księgowa spojrzała na niego. Con ponownie przeczytał dokument. Melich przekazał fundacji ogromną sumę cztery lata wcześniej — długo zanim ktokolwiek mówił o przekazywaniu udziałów Hanser i długo zanim mógł na tym cokolwiek zyskać.
Cio oparł się o fotel. W jego głowie zabrzmiały słowa Engina: „On nie jest kimś, kto goni za pieniędzmi”.
— To wszystko?
Księgowa zawahała się i wyjęła drugi dokument.
— Mamy jeszcze te comiesięczne wpłaty.
Cion spojrzał na numer rachunku.
— To ten sam, nie? Więc czyj?
Księgowa przesunęła palcem w dół strony.
— Konto zostało zamknięte 3 lata temu, ale udało nam się znaleźć dane właściciela w archiwum.
Cą przeczytał i znieruchomiał. Nazwisko było inne — nie należało do Melicha, nie należało do Engina, nie należało nawet do Hanser. Było to nazwisko kobiety, która nie żyła.
— Twoja siostra… — Cią wyszeptał.
Księgowa nie rozumiała, ale Cią już wiedział. To zmarła siostra Engina wysyłała pieniądze regularnie co miesiąc z dopiskiem „Dla dziewczynki”. Cong uniósł wzrok.
— Znajdźcie wszystko, co dotyczy tych przelewów.
— Zrobimy to, wszystko.
Kiedy kobieta wyszła, CO natychmiast chwycił telefon. Chciał zadzwonić do Engina, ale zatrzymał palec nad jego numerem. Co jeśli Engine wiedział? Co jeśli dlatego tak mocno wierzył w Hanser?
Co otworzył dokument jeszcze raz. Na dole znajdowała się niewielka adnotacja: „Opiekun programu: H. D.”.
— H. D… — C powtórzył litery i nagle jego twarz pobladła. — Hanser? Drugie imię, nazwisko… A może przypadek?
CON po raz pierwszy dopuścił do siebie myśl, że historia Hanser i fundacji mogła zacząć się wiele lat wcześniej, niż ktokolwiek mu powiedział.
Nie minęło dziesięć minut, kiedy drzwi gabinetu ponownie się otworzyły. Engine. Tym razem C nie krzyczał.
— Zamknij drzwi.
Engine zauważył zmianę tonu i zrobił, o co prosił.
— Co się stało?
Cong położył przed nim dokument.
— Rozpoznajesz?
Engine spojrzał — wystarczyła sekunda, by jego twarz pobladła. Cion to zauważył.
— Czyli wiedziałeś?
Engine powoli odłożył kartkę.
— Skąd to masz?
— Z księgowości.
— Po co przeglądasz stare dokumenty?
— Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.
Engine milczał, a C wskazał nazwisko siostry.
— Dlaczego przekazywała pieniądze fundacji?
Brak odpowiedzi.
— Engine, to była jej decyzja. Dla dziewczynki — Cion pokazał kolejną stronę. — Kim była dziewczynka?
Engine odwrócił wzrok, a Cion wstał.
— Hanser?
Engine zacisnął szczękę. To wystarczyło.
— Boże… — CON cofnął się. — To byla Hanser.
Engine podszedł do okna.
— Nie powinieneś był tego odkryć w taki sposób.
— Więc w jaki?
— Nie ode mnie. Od niej.
— Tak? — Cion zaśmiał się nerwowo. — Świetnie. Znowu wszyscy wiedzą oprócz mnie!
Engine odwrócił się.
— To nie była tajemnica przeciwko tobie.
— Więc czym była?
— Obietnicą.
Cion zmarszczył brwi.
— Jaką obietnicą?
Engine przez chwilę walczył sam ze sobą, w końcu powiedział:
— Moja siostra poznała Hanser wiele lat temu — Cą słuchał. — Hanser pomagała wtedy dziewczętom, które nie miały dokąd pójść. Robiła to bez pieniędzy, bez stanowiska, bez fundacji.
Cion był zaskoczony.
— Hanser, tak? Dlaczego nigdy o tym nie mówiła?
Engine uśmiechnął się gorzko:
— Bo nie robiła tego po to, żeby ktoś ją podziwiał.
Te słowa uderzyły w Ciana mocniej niż jakikolwiek wcześniejszy zarzut. Engine kontynuował:
— Moja siostra zobaczyła, co robi, i zaczęła ją wspierać. A pieniądze? Hanser nie brała ich dla siebie — trafiały do programu pomocy.
Cio usiadł.
— Dlaczego przelewy były anonimowe?
— Bo Hanser tego chciała. Powiedziała mojej siostrze, że jeśli kiedyś ludzie dowiedzą się o jej pomocy, mają pamiętać o tych dziewczynach, nie o niej.
Cion spuścił wzrok. Nagle wszystkie jego wcześniejsze oskarżenia zaczęły wyglądać inaczej. Ale wtedy przypomniał sobie Melicha.
— A on?
Engin wiedział, o kogo chodzi.
— Melich dowiedział się o wszystkim później i dlatego chce oddać udziały.
Engine nie odpowiedział, a Cong wstał.
— Engine, nie tylko dlatego.
Con zamarł.
— Co to znaczy?
Engin zrobił krok do wyjścia.
— Jeśli chcesz wiedzieć, zapytaj Melicha.
— Ty mi powiesz.
Engine pokręcił głową.
— Nie.
— Dlaczego?
Engin spojrzał mu prosto w oczy.
— Bo wtedy będziesz musiał zmierzyć się nie z jego winą… — zawiesił głos. — …tylko ze swoją.
Co nie wiedział jeszcze, że kolejne odkrycie będzie dotyczyło bezpośrednio jednego z najgorszych dni w życiu Hanser.
Telefon Ciana zawibrował — wiadomość od prawnika: „Zawiadomienie o rozpoczęciu procedury przekazania udziałów przez pana Melicha na rzecz pani Hanser”. Cion przeczytał ją dwa razy. Engine jeszcze nie wyszedł.
— Wiedziałeś, że podpisze dzisiaj?
— Wiedziałem, że chce to zrobić szybko.
Cio wsunął telefon do kieszeni.
— Gdzie jest Engine?
Pokręcił głową.
— Nie rób tego.
— Gdzie jest Melich?
— Jeśli pojedziesz do niego w takim stanie… nie będę powtarzał.
Engine westchnął i podał mu adres kancelarii. Cion ruszył do drzwi, ale przy nich zatrzymał się.
— Najpierw wysłuchaj go do końca.
— Tak jak wysłuchałem ciebie?
— Nie — Engin spojrzał mu w oczy. — Tym razem naprawdę słuchaj.
Kilka minut później samochód Ciana ruszył sprzed budynku. Tymczasem Melich i Hanser wychodzili z kancelarii. Hanser nadal była niespokojna.
— Powiesz mi wreszcie prawdę?
Melich otworzył drzwi samochodu.
— Nie tutaj.
— W takim razie gdzie?
Nie zdążył odpowiedzieć, gdy czarny samochód zahamował kilka metrów od nich. Cion wysiadł. Hanser zesztywniała, a Melich patrzył spokojnie. Cong podszedł.
— Musimy porozmawiać.
Hanser stanęła między nimi.
— Jeśli przyjechałeś robić awanturę…
— Nie z tobą — spojrzał na Melicha. — Z nim.
Melich skinął głową.
— Dobrze.
Hanser nie ustępowała.
— Nie!
Melich dotknął jej ramienia.
— Hanser, wiem, jak kończą się wasze rozmowy.
Cio nieoczekiwanie powiedział:
— Nie przyszedłem się bić.
Hanser spojrzała na niego podejrzliwie. Con wyciągnął z kieszeni kopię dokumentu i podał Melichowi. Ten przeczytał, a jego twarz się zmieniła.
— Skąd to masz?
— Dlaczego 4 lata temu wpłaciłeś taką sumę na fundację?
Hanser spojrzała na Melicha.
— Co?
Melich milczał.
— Odpowiedz — powiedział Cią.
— To była moja sprawa.
— Już nie. Dlaczego?
Melich spojrzał na Hanser i właśnie to spojrzenie wystarczyło, by kobieta zrozumiała, że odpowiedź dotyczyła jej.
— Melich…
Mężczyzna wypuścił powietrze.
— Bo byłem ci coś winien.
Hanser zmarszczyła brwi.
— Co? Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałaś.
— O czym?
Melich spuścił wzrok.
— O tym, że pewna decyzja, którą podjąłem wiele lat temu, pośrednio doprowadziła do tego, że zostałaś sama.
Hanser znieruchomiała, Cion także.
— Co ty mówisz?
Melich długo milczał.
— Myślałem, że jeśli pomogę fundacji, choć trochę naprawię to, czego nie dało się cofnąć.
Hanser zrobiła krok do tyłu.
— Jaką decyzję?
Melich spojrzał na nią.
— Dotyczącą twojej rodziny.
I w jednej sekundzie sprawa udziałów przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.
Hanser nie odrywała wzroku od Melicha.
— Powiedz mi wszystko.
Melich obejrzał się na kancelarię.
— Nie tutaj.
— Właśnie tutaj, Hansel! Przez ostatnie miesiące każdy mówi mi, że czegoś nie wiem, każdy coś ukrywa — Engine, ty… Teraz okazuje się, że nawet fundacja była częścią historii, o której nie miałam pojęcia.
C zmarszczył brwi.
— Ty też nie wiedziałaś o tych przelewach?
Spojrzała na niego ostro.
— Nie!
To zaskoczyło Ciana. Engine twierdził inaczej…
— Nie wiem, co powiedział ci Engine — jej głos stał się chłodny. — Ale jeśli przyszedłeś tu oskarżać mnie o jakiś nowy spisek, możesz od razu wracać do biura.
Con po raz pierwszy nie odpowiedział agresywnie:
— Nie przyszedłem oskarżać ciebie.
Hanser zamilkła, a nawet Melich był zaskoczony. Cion spojrzał na nią.
— Dowiedziałem się o tym, co robiłaś dla fundacji wcześniej.
Hanser zmrużyła oczy.
— Od Engina? Nie miał prawa.
— Wiem.
Ta odpowiedź była tak nieoczekiwana, że Hanser nie wiedziała, co powiedzieć. Cong kontynuował:
— Myliłem się w jednej sprawie.
Melich obserwował go uważnie, Hanser również.
— Jakiej?
Chciał odpowiedzieć, ale w tym momencie zadzwonił jego telefon. Asystentka.
— Panie Co, musi pan wrócić!
— Co się stało?
— Ktoś włamał się do systemu księgowości.
Cion zesztywniał.
— Co usunięto?
— Właśnie sprawdzamy — w tle słychać было głosy pracowników. Asystentka dodała: — Ale wygląda na to, że ktoś skasował archiwalne dane dotyczące fundacji.
Con spojrzał na dokument w swojej dłoni.
— Wszystkie?
— Nie.
— Więc które?
Zapadła chwila ciszy.
— Tylko te związane z przelewami, o które pan pytał.
Cio natychmiast odwrócił się do samochodu. Hanser chwyciła go za ramię.
— Co się stało?
Cion spojrzał najpierw na nią, potom na Melicha.
— Ktoś właśnie próbuje zatrzeć ślady.
— Jakie ślady?
Cią odpowiedział:
— Tego właśnie zamierzam się dowiedzieć.
I po raz pierwszy cała trójka zrozumiała, że być może ich wzajemne konflikty były tylko zasłoną dla znacznie większej tajemnicy.
Kiedy CON wrócił do firmy, dział księgowości przypominał centrum kryzysowe. Informatycy sprawdzali komputery, a pracownicy zabezpieczali dokumenty. Cion wszedł szybko.
— Co mamy?
Jeden z informatyków odwrócił monitor.
— Ktoś zalogował się na konto administratora. Z zewnątrz nie.
Cion zmarszczył brwi.
— Co to znaczy?
— Logowanie pochodziło z sieci wewnętrznej.
Con spojrzał wokół. A więc zrobił to ktoś z budynku albo ktoś korzystający z firmowego urządzenia.
— Możecie ustalić, z którego?
Informatyk kliknął kilka razy.
— Dajcie mi chwilę.
C odszedł na bok. Po chwili dołączył do niego Engine.
— Słyszałem. Szybko, całe piętro już wie — spojrzał na niego. — Kto wiedział o mojej prośbie?
— Nie wiem. Asystentka, księgowość, ja i osoba, która próbowała wcześniej zabrać segregator.
Co odwrócił głowę.
— Właśnie.
Engine spojrzał na niego.
— Myślisz, że to ma związek z Hanser?
Cion pokręcił głową.
— Nie.
Engin był zaskoczony.
— Jeszcze godzinę temu byłbyś pewien.
C spojrzał na niego chłodno.
— Nie zaczynaj.
Informatyk podniósł głowę:
— Mamy urządzenie.
Cong podszedł, a na ekranie pojawił się numer komputera.
— Gdzie stoi?
Pracownik sprawdził listę, a jego twarz się zmieniła.
— To dziwne…
— Co?
— Komputer należy do nieużywanego gabinetu na trzecim piętrze. Starego gabinetu fundacji.
Tak, i Engine spojrzeli na siebie. Bez słowa ruszyli do windy. Kilka minut później stanęli przed drzwiami zamkniętego od miesięcy pokoju. Co nacisnął klamkę — otwarte.
Weszli. Komputer działał, a na ekranie widniał pusty pulpit. Engine podszedł bliżej.
— Ktoś tu był przed chwilą.
Na stole stała jeszcze ciepła filiżanka kawy. C spojrzał na lekko uchylone okno i podszedł do niego. Trzy piętra niżej na parkingu ktoś właśnie wsiadał do samochodu. Con próbował zobaczyć twarz — za późno, auto odjechało.
Engine zauważył coś na podłodze. Podniósł mały fragment papieru, który był częściowo spalony. Na ocalałym kawałku widniało kilka liter: „Hanser”, a poniżej data. Cion przeczytał ją i natychmiast spoważniał.
— Znam tę datę.
Engin spojrzał pytająco. Cong ledwo słyszalnie powiedział:
— To dzień, w którym Hanser zniknęła z mojego życia.
Ktoś łączył jej odejście z fundacją, a dokument, który mógł wszystko wyjaśnić, właśnie próbowano spalić.
Wieczorem CON siedział sam w gabinecie. Na biurku leżały obok siebie trzy rzeczy: kopia przelewu Melicha, lista anonimowych wpłat oraz spalony fragment dokumentu. Jeszcze rano był pewien wszystkiego — że Hanser wróciła, żeby z nim walczyć, Melich chciał ją wykorzystać, a Engine go zdradził.