– Deria ukrywa sztuczną ciążę. Cemil odkrywa tajemniczą paczkę, a Mukader żąda dowodu. Deria nie spodziewała się, że zwykła przesyłka niemal zdemaskuje jej największe kłamstwo.

Kiedy Cemil odbiera tajemniczą paczkę adresowaną do żony, ciekawość bierze nad nim górę. W środku znajduje dziwny beżowy przedmiot i nie znając jego prawdziwego przeznaczenia zaczyna używać go jak poduszki, a nawet zakłada na głowę.

Jednak dla Deri i Joni nie jest to powód do śmiechu. Kobiety doskonale wiedzą, że tajemniczy przedmiot ma pomóc im stworzyć bardzo przekonującą iluzję ciąży.

– Aby odsunąć podejrzenia Cemila, Deria wymyśla historię o bólu pleców i cudownym gorsecie medycznym, a Jonka bez wahania wspiera jej kłamstwo. Kemil daje się przekonać, ale jego kolejne pytania sprawiają, że obie kobiety są o krok od wpadki.

Dopiero gdy mężczyzna wychodzi z domu, wychodzi na jaw prawdziwa stawka całej intrygi. Deria potrzebuje pieniędzy od Mukader, a żeby je otrzymać musi przedstawić przekonujący dowód.

Czy naprawdę zamierza udawać ciążę przed całą rodziną? Jak długo uda jej się oszukiwać Cemila i co najważniejsze, dlaczego Mukader jest gotowa zapłacić tak wielką cenę za sekret, który może zniszczyć ich wszystkich?

– Słońce stało wysoko nad niewielkim zielonym domem na obrzeżach miasta, otoczonym skromnym podwórkiem, kilkoma drzewami owocowymi i płotem, który najwyraźniej pamiętał lepsze czasy. Z oddali dochodziło szczekanie psa. Gdzieś po sąsiedzku ktoś trzepał dywan, a z otwartego okna kuchni unosił się ledwie wyczuwalny zapach świeżo zaparzonej herbaty.

Na podwórku przechadzał się Cemil. Mężczyzna miał ręce założone za plecami i wyglądał jak ktoś, kto bardzo chciałby mieć spokojny dzień, lecz z jakiegoś powodu przeczuwał, że los mu na to nie pozwoli. Co kilka kroków spoglądał na furtkę, potem na drogę, a następnie na zegarek.

– “Gdzie one tyle czasu chodzą?” Mrukną do siebie. “Człowiek prosi tylko o kilka rzeczy z targu. Kilka. Nie połowę Stambułu.”

W tej samej chwili przed furtką zatrzymał się niewielki samochód kurierski. Cemil zmarszczył brwi. “No nie.”

Drzwi samochodu otworzyły się i wysiadł młody kurier w czerwono-czarnym uniformie. W jednej ręce trzymał średniej wielkości kartonowe pudełko, w drugiej terminal do składania podpisu. Spojrzał na numer domu, potem na Cemila.

– “Dzień dobry.” “Dzień dobry.” Odpowiedział Cemil, choć w jego głosie było więcej podejrzliwości niż uprzejmości. Kurier podszedł bliżej: “Przesyłka dla pani Dery Hildis.”

Cemil westchnął ciężko. To westchnienie brzmiało tak, jakby nazwisko żony w połączeniu ze słowem przesyłka było dla niego zwiastunem finansowej katastrofy.

– “Deria Hildis?” powtórzył. Oczywiście kurier uniósł lekko brwi: “Zgadza się adres?” “Zgadza się. Jestem jej mężem.” “W takim razie może pan odebrać. Proszę tylko o podpis.”

Cemil przyjął terminal. Zanim jednak podpisał, spojrzał na karton, potem ponownie na kuriera.

“Pytam czy ciężkie.” Kurier lekko uniósł pudełko: “Nie, raczej lekkie.” “Czyli znowu coś niepotrzebnego” – skwitował Cemil.

Kurier zacisnął usta, próbując się nie uśmiechnąć: “Tego nie wiem.” “Ja wiem.” Cemil złożył podpis, kurier podał mu paczkę: “Miłego dnia.” “Oby” – mruknął Cemil.

Kurier odszedł, a mężczyzna został sam przed domem z kartonem w rękach. Przez kilka sekund patrzył na niego, jakby paczka mogła przemówić.

– “Co tym razem?” – zapytał pudełko. “Buty, torebka, mikser, którego użyję raz, czy specjalny pojemnik na specjalny pojemnik?” Oczywiście paczka nie odpowiedziała.

Cemil wszedł do domu. W salonie panował spokój. Przez firanki wpadało jasne światło, na środku stał stolik, a przy ścianie znajdowała się fioletowa kanapa, na której Cemil usiadł z miną człowieka przygotowującego się do poważnego śledztwa.

Położył karton przed sobą. “Deria, deria…” – westchnął. “Człowiek daje ci pieniądze na cebulę, a ty wracasz z trzema torbami, nową chustką i czymś w promocji.”

Obrócił pudełko – żadnego charakterystycznego logo, żadnej wskazówki, tylko nazwisko żony. “Nie otworzę” – odsunął paczkę. “Nie jestem takim człowiekiem.” Założył ręce na piersi.

– Minęły trzy sekundy. Spojrzał na karton: “To jej rzecz.” Kolejne dwie sekundy: “Prywatność małżeńska też coś znaczy.” Jeszcze jedna sekunda.

Przysunął pudełko z powrotem. “Ale jeśli wydała pieniądze z naszego domu, to technicznie rzecz biorąc to też moja paczka.” Próbował zajrzeć pod taśmę: “Tylko sprawdzę czy nie jest uszkodzona.”

Oderwał kawałek i zatrzymał się. “No i już uszkodzona.” Po chwili taśma została rozerwana całkowicie.

– Cemil otworzył karton i zajrzał do środka. Jego twarz natychmiast się zmieniła – złość ustąpiła miejsca całkowitemu zdumieniu. “Co to jest?”

Wyciągnął ze środka beżowy, miękki, wypukły przedmiot. Przypominał dużą poduszkę o nietypowym kształcie, ale miał doczepione elastyczne paski i sznurki. Cemil obracał go w dłoniach.

– “Co ty kupiłaś, kobieto?” Nacisnął palcem wypukłą część – materiał lekko się ugiął. “Poduszka?”

Popatrzył na kanapę, następnie na przedmiot. Po chwili położył go na jednym z podłokietników, poprawił i ostrożnie ułożył na nim głowę. Wytrzymał około dwóch sekund.

– “Jeśli to poduszka, to wymyślił ją ktoś, kto nienawidzi ludzkiej szyi.” Ponownie zaczął analizować przedmiot. Zauważył sznurki. “Aha!”

Jego twarz rozjaśniła się, jakby właśnie dokonał przełomowego odkrycia. “To może zakłada się tak?” Przyłożył beżowy przedmiot do głowy, a sznurki zwisały po bokach.

– Cemil zmarszczył brwi: “Czapka?” Powoli wsunął go głębiej. Beżowa wypukłość sterczała nad jego głową w groteskowy sposób.

“Nie za duże…” Próbował obrócić: “Może zimowy kaptur?” Zawiązał paski pod brodą, spojrzał w lustro stojące przy ścianie i znieruchomiał.

Przez chwilę obserwował swoje odbicie w absolutnej ciszy. “Wyglądam jak bakłażan.”

– Rozwiązał sznurek, ale zamiast zdjąć przedmiot, przesunął go trochę do tyłu. “Może tak?” Pokręcił głową: “Nie.” Przesunął do przodu: “Jeszcze gorzej.”

Właśnie w tej pozycji zastała go Deria. Drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem.

“Cemil, pomóż mi, te siatki są tak ciężkie…” Deria weszła do salonu z dwiema foliowymi torbami w rękach, przez które widać było pomarańcze, warzywa i pieczywo.

– Urwała w pół słowa, a jej oczy rozszerzyły się. Przed nią na fioletowej kanapie siedział jej mąż z beżowym przedmiotem przywiązanym do głowy. Cemil spojrzał na nią spokojnie: “Witaj.”

Deria otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Jedna siatka wysunęła się jej z ręki, a pomarańcze potoczyły się po podłodze. Za chwilę spadła druga.

“Cemil…” Mężczyzna skrzywił się: “Nie krzycz już. Wiem, że źle wygląda.”

– Deria niemal rzuciła się w jego kierunku: “Co ty robisz?” “Właśnie próbuję zrozumieć, na co moja żona znowu wydała pieniądze.” Zdjął dziwny przedmiot z głowy.

Deria natychmiast chciała mu go wyrwać, lecz Cemil odsunął rękę: “Nie tak szybko.” “Daj mi to!” “Najpierw powiesz, co to jest, Deria, i ile kosztowało?”

– Deria przełknęła ślinę: “To nie jest… nie jest…” “Czym to jest?” Zamilkła.

Cemil uniósł przedmiot: “Deria, 5 minut temu miałem to na głowie. Jeśli się okaże, że kupiłaś ozdobę na ścianę, będziemy mieli poważną rozmowę.”

“Dlaczego w ogóle otworzyłeś moją przesyłkę?” “Dlaczego zamawiasz rzeczy, których normalny człowiek nie potrafi rozpoznać?” “Bo…”

– Deria rozejrzała się nerwowo, a jej wzrok padł na drzwi. Właśnie w tym momencie pojawiła się Jonka. “Co się stało? Słyszałam krzyk.”

Zatrzymała się, dostrzegając przedmiot w dłoniach Cemila. Na jej twarzy pojawiło się przerażenie. Deria spojrzała na nią błagalnie, a Jonka zrozumiała wszystko w jednej sekundzie.

Cemil natomiast zauważył ich spojrzenia. “Ocho…” – zmrużył oczy. “Dlaczego obie wyglądacie tak, jakby policja właśnie znalazła coś zakopanego w ogrodzie?”

– “Nic takiego” – odpowiedziała szybko Deria. “Więc co to jest?” “Gorset.”

Cisza. Cemil popatrzył na przedmiot, potem na Derię: “Co?” “Gorset.” “Jaki gorset?” “Medyczny.”

– Jonka natychmiast przytaknęła: “Tak, medyczny.” Cemil przeniósł wzrok na Jonkę: “Ty wiesz co to jest?” “Oczywiście!” Odpowiedziała tak zdecydowanie, że nawet Deria spojrzała na nią z podziwem.

Jonka podeszła bliżej: “To nowoczesny pas ortopedyczny.” “Pas?” “Tak.”

Cemil podniósł go na wysokość oczu: “Gdzie tu jest pas?” Deria złapała się za dolną część pleców: “Bo ostatnio bardzo mnie boli…”

– Cemil zmarszczył czoło: “Co?” “Kręgosłup!” Natychmiast zrobiła minę pełną cierpienia. “Och…” – przygarbiła się lekko. “Widzisz?”

Cemil patrzył na nią długo. Jeszcze rano Deria przesunęła ciężki stół bez najmniejszego problemu.

“Od kiedy cię boli?” “Od jakiegoś czasu.” “Ile?” “Kilka dni.” “Nic nie mówiłaś.” “Nie chciałam cię martwić.”

– Cemil uniósł brwi. Deria szybko kontynuowała: “Kobieta czasami cierpi w ciszy, Cemil. Nie wszystko musi od razu opowiadać mężowi.” “Ty opowiadasz mi nawet, że sąsiadka kupiła za drogie pomidory.” “To coś innego.”

Jonka postanowiła interweniować: “Cemil, naprawdę istnieją takie rzeczy. Słyszałam o nich.” “Gdzie?” “Od Hatis.” “Jakiej Hatis?” “No, Hatis.”

Cemil czekał. Jonka dodała szybko: “Teściowej Hatis.” “Teściowa Hatis ma na imię Hatis?”

– Jonka zamrugała: “Nie, to znaczy Hatis mówiła o swojej teściowej.” “Aha.” “I ona miała straszne bóle.”

Jonka złapała się za plecy, naśladując cierpiącą starszą kobietę: “Nie mogła chodzić, nie mogła spać, nie mogła nawet…” Zawahała się: “…siedzieć.”

Cemil wskazał kanapę: “I założyła ten pas, taki sam, prawie identyczny?” Jonka rozłożyła ręce: “Następnego dnia cud!”

– “Jaki cud?” “Chodziła!” Deria natychmiast dodała: “Widzisz?”

Jonka coraz bardziej wchodziła w swoją historię: “Nie tylko chodziła, podobno wysprzątała cały dom!” “Naprawdę?” – zapytał Cemil. “Tak!” “Jeden dzień wcześniej nie mogła siedzieć?” “Właśnie dlatego mówię, że to cud medycyny.”

Cemil spojrzał na beżowy przedmiot z jeszcze większą podejrzliwością: “To coś tak ma robić cuda?” Jonka kiwnęła głową: “Medycyna bardzo się rozwinęła.”

– Cemil ścisnął przedmiot: “Wygląda jak naleśnik z paskami.” Deria wyrwała mu go wreszcie z ręki: “Nie musisz wszystkiego rozumieć.” “Ale rozumiem pieniądze. Ile to kosztowało?”

Deria i Jonka spojrzały na siebie. “Niewiele” – odpowiedziała Deria. “Ile?” “Nieważne.” “Jeśli pytam, to znaczy, że ważne.”

Deria zrobiła urażoną minę: “Czyli zamiast martwić się o zdrowie własnej żony, martwisz się o pieniądze?”

– Cemil natychmiast zaczął się bronić: “Nie powiedziałem tego.” “Powiedziałeś!” “Nie.” “Twoje spojrzenie powiedziało.”

Jonka przytaknęła: “Trochę powiedziało.” Cemil rzucił jej ostre spojrzenie: “Ciebie nikt nie pytał.”

Deria ponownie złapała się za plecy: “Och…” “Dobrze, dobrze” – westchnął Cemil. “Skoro lekarz zalecił…”

– “Właśnie, jaki lekarz?” Deria znieruchomiała. Jonka również. “Lekarz” – powiedziała Deria. “Widzę. Pytam jaki.” “Od pleców. Ortopeda, tak.”

Jonka natychmiast potwierdziła: “Ortopeda!” Deria przytaknęła energicznie: “Tak, ortopeda.”

Cemil nadal nie wyglądał na całkowicie przekonanego, ale uznał, że dalsze przesłuchanie nie jest warte kłótni. Deria natychmiast wykorzystała okazję.

– “Właśnie dlatego na targu kupiłam tak mało.” Spojrzała na rozsypane zakupy. “Nie mogłam dźwigać.” “Masz dwie pełne torby.” “Bo cierpiałam dla rodziny, Deria… i zapomniałam cebuli. Oczywiście oraz ziemniaków.”

Cemil spojrzał na nią: “Przecież mówiłaś rano, że kupisz ziemniaki.” “Zapomniałam.” “Czego jeszcze zapomniałaś?”

Deria zaczęła liczyć na palcach: “Cebula, ziemniaki…” Jonka rzuciła: “Może pietruszka?” Deria spojrzała na nią zirytowana: “Pietruszkę kupiłam.” “Aha.”

– Deria wróciła wzrokiem do męża: “Idź proszę do warzywniaka. Teraz, teraz.” “Dopiero co wróciłem z podwórka.” “Cemil, moje plecy!” Ponownie wydała z siebie teatralny jęk.

“Dobrze” – powiedział mężczyzna. “Jakie ziemniaki?” “Żółte.” “Ziemniaki są ziemniakami.” “Nie, chcę żółte.” “Wszystkie w środku są mniej więcej żółte.” “Cemil…” “Dobrze, żółte.”

– Wstał z kanapy i sięgnął po kurtkę. Przy drzwiach jeszcze raz zatrzymał się i spojrzał na tajemniczy gorset. “Zakładasz to na noc?” “Tak” – odpowiedziała Deria. “Gdzie?” “Na talię.” “To czemu ta wypukłość jest taka duża?”

Deria poczuła, jak serce niemal zatrzymuje jej się w piersi. Jonka otworzyła usta, ale tym razem nawet ona nie miała gotowej odpowiedzi.

Deria improwizowała: “Podparcie.” “Jakie?” “Lędźwiowe.” Jonka ożywiła się: “Ergonomiczne!” Deria szybko przytaknęła: “Tak, ergonomiczne podparcie lędźwiowe.”

– Cemil patrzył na obie kobiety przez kilka długich sekund. “Dziwne czasy…” Pokręcił głową i wyszedł.

Drzwi się zamknęły. Cisza. Deria stała nieruchomo, Jonka również. Obie nasłuchiwały, aż usłyszały kroki Cemila oddalające się od domu.

Deria powoli wyprostowała plecy, a z jej twarzy zniknął cały ból. W jednej chwili przestała przypominać cierpiącą pacjentkę. Spojrzała na Jonkę: “To wszystko przez ciebie!”

– Jonka aż się cofnęła: “Przeze mnie?” “Tak, przez ciebie!” Deria uniosła beżowy przedmiot. “Mówiłaś, że paczka przyjdzie jutro.” “A skąd miałam wiedzieć, że firma kurierska nagle zacznie działać szybciej niż zwykle?”

“Prawie nas nakrył!” “Ja zamawiałam? Ty zamawiałaś, bo powiedziałaś, że bez tego nie da się zrobić tego przekonująco!”

Jonka ściszyła głos: “Nie krzycz. Cemila nie ma, ale sąsiedzi mają uszy.”

– Deria odruchowo spojrzała w stronę okna, podeszła i zasunęła firankę. “Widział to! Nie wie co widział, miał to na głowie!”

Jonka zasłoniła usta, by nie wybuchnąć śmiechem. Deria posłała jej mordercze spojrzenie: “To nie jest śmieszne.” “Przepraszam…” “Śmiejesz się?” “Nie… Po prostu próbuję sobie wyobrazić.” “Ani słowa!”

– Deria rzuciła przedmiot na kanapę, a beżowa wypukłość podskoczyła lekko. Obie spojrzały na nią i humor natychmiast zniknął.

Jonka podeszła bliżej: “Dobra, koniec żartów.” Deria usiadła, a jej dłonie zaczęły lekko drżeć. “To był błąd.” “Nie zaczynaj.” “Mówię poważnie, wycofajmy się teraz.” “Tak po wszystkim, co już zrobiłyśmy?”

– Deria spojrzała na nią: “Cemil nie jest głupi.” “Nigdy nie powiedziałam, że jest.” “Gdyby jeszcze przez minutę pytał: ‘Po co ta wypukłość?'” “Ale nie zapytał.” “Zapytał i odpowiedziałaś.”

Deria prychnęła: “Ergonomiczne podparcie lędźwiowe… Nawet nie wiem, co to znaczy.” Jonka wzruszyła ramionami: “Brzmiało przekonująco.” “Bo ty powtarzasz wszystko z takim spokojem, jakbyś naprawdę studiowała medycynę.” “W takich sytuacjach liczy się pewność siebie.”

– Deria ukryła twarz w dłoniach: “Zwariowałam.” Jonka usiadła obok: “Nie zwariowałaś.” “Kłamie własnemu mężowi.” “Robisz to dla konkretnego celu.”

Deria natychmiast podniosła głowę: “Nie usprawiedliwiaj mnie. Sama się na to zgodziłaś.” “Bo powiedziałaś, że nie mamy innego wyjścia.” Jonka spoważniała: “Nadal nie mamy.”

– Zapadła chwila ciszy. Deria spojrzała na beżowy przedmiot. Teraz, gdy leżał płasko na kanapie, jego prawdziwe przeznaczenie stawało się znacznie bardziej oczywiste. Nie przypominał pasa ortopedycznego.

Przypominał brzuch – duży, zaokrąglony brzuch, który po przymocowaniu pod ubraniem mógł z odpowiedniej odległości wyglądać niezwykle przekonująco.

Deria dotknęła go palcami: “A jeśli Mukader będzie chciała dotknąć?” “Nie pozwolisz.” “Jak?” “Powiesz, że jesteś wrażliwa.” “A jeśli Cemil zobaczy mnie z tym?” “Nie zobaczy.”

– Deria zaśmiała się nerwowo: “Przecież przed chwilą zobaczył to na własnej głowie!” “Deria, skup się.”

Jonka pochyliła się w jej stronę: “Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale pamiętasz, co powiedziała Mukader?” Deria zesztywniała: “Pamiętam.”

Deria spojrzała w stronę drzwi, jakby obawiała się, że mąż może wrócić, po czym mówiła ciszej: “Powiedziała, że dopóki nie zobaczy dowodu, nie da ani jednej liry.” “Właśnie. A ten dowód…” Spojrzała na sztuczny brzuch. “…może nas pogrążyć.”

– Jonka zacisnęła szczękę: “Albo może rozwiązać nasze problemy.” “Twoje, moje, nasze.” “Nie mów ‘nasze’, Deria. To ja mam udawać, to ja mam okłamywać Cemila, to ja mam stanąć przed Mukader i patrzeć jej w oczy.”

Jonka westchnęła: “A kto był przy tobie, kiedy wszystko się zaczęło? Kto wymyślił jak wyciągnąć cię z sytuacji, kiedy Mukader zaczęła zadawać pytania? Kto załatwił paczkę? Kto przed chwilą uratował cię przed Cemilem?”

– Deria rzuciła jej chłodne spojrzenie: “Historią o teściowej Hatis?” Jonka wzruszyła ramionami: “Zadziałało.”

Mimo napięcia Deria przez sekundę wyglądała jakby chciała się roześmiać, ale szybko spoważniała. “Muszę odebrać pieniądze od Mukader.” Jonka wyprostowała się: “Dzisiaj powiedziała, że nie będzie czekać.” “Ile?”

– Deria spojrzała na nią ostrzegawczo: “Wiesz ile.” “Chcę tylko usłyszeć, czy nadal mówimy o tej samej kwocie.” “Tak.”

Jonka wypuściła powietrze: “To wystarczy.” “Na co?” “Żeby wszystko uporządkować.” “Niczego nie uporządkujemy jednym kłamstwem.” “To nie jest jedno kłamstwo, Deria.”

– Deria spojrzała na nią. Słowa Joni zabrzmiały znacznie poważniej niż powinny: “Co masz na myśli?”

Jonka wstała i zaczęła zbierać pomarańcze z podłogi: “Mam na myśli, że skoro już zaczęłyśmy, musimy doprowadzić to do końca.” Deria patrzyła na nią z rosnącym niepokojem: “Jonka, co ty… Mówiłaś, że chodzi tylko o pieniądze.”

Jonka zatrzymała się: “Bo chodzi tylko. A o co jeszcze miałoby chodzić?” Deria nie odpowiedziała.

– Jonka odłożyła pomarańcze na stół: “Nie zaczynaj teraz szukać problemów tam, gdzie ich nie ma.” “Od kilku dni mam wrażenie, że nie mówisz mi wszystkiego.” “Mówię ci tyle, ile musisz wiedzieć.” “Właśnie takie zdanie mówi ktoś, kto coś ukrywa.”

Jonka odwróciła się do niej. Przez moment kobiety patrzyły sobie w oczy i w salonie zrobiło się dziwnie cicho.

– Wreszcie Jonka powiedziała: “Mukader obiecała ci pieniądze, ty dasz jej to, czego oczekuje, a potem każda z nas pójdzie swoją drogą.” “A jeśli poprosi o więcej?” “Nie poprosi.” “Skąd wiesz?”

Jonka nie odpowiedziała od razu i to wystarczyło, by Deria poczuła niepokój. “Jonka…” “Po prostu wiem.”

– Deria wstała: “Nie podoba mi się to.” “Teraz ci się nie podoba? Wtedy, kiedy potrzebowałaś pieniędzy, podobało ci się bardziej?” “Nie wiedziałam, że będę musiała zakładać sztuczny brzuch!”

Jonka szybko przyłożyła palec do ust: “Ciszej!” “Mam dość szeptania we własnym domu!” “A chcesz, żeby Cemil wrócił i usłyszał?”

– Deria zamilkła, podeszła do kanapy, chwyciła sztuczny brzuch, przyłożyła go do swojego ciała i spojrzała w lustro. Materiał pod ubraniem tworzyłby idealnie zaokrąglony kształt.

Deria pobladła: “Wygląda prawdziwie.” Jonka stanęła za nią: “I właśnie o to chodzi.” “Czuję się jak oszustka.” “Jeszcze go nawet nie założyłaś.” “Nie muszę, wystarczy, że na niego patrzę.”

– Jonka delikatnie odebrała jej przedmiot: “Posłuchaj mnie. Mukader nie daje pieniędzy z dobroci serca. Sama postawiła warunki.” “Ale ona wierzy…” “Mukader wierzy w to, w co chce wierzyć.”

“A Cemil?” To pytanie zmieniło atmosferę. Jonka spuściła wzrok. Deria kontynuowała: “Co zrobię, jeśli on się dowie?” “Nie dowie się.” “Przestań to powtarzać!” “Dlaczego?” “Bo za każdym razem, kiedy mówisz ‘nie dowie się’, wydarza się coś takiego jak dzisiejsza paczka!”

– Jonka westchnęła: “Ukryjemy ją lepiej.” “Gdzie?” “W moim pokoju.” “Cemil czasem tam wchodzi. W szafie zagląda, pod łóżkiem sprząta.”

Jonka popatrzyła na nią z niedowierzaniem: “Cemil sprząta pod twoim łóżkiem?” “Jak się zdenerwuje, sprząta wszystko. Twój mąż jest bardzo dziwnym człowiekiem. Dzisiaj siedział z ciążowym brzuchem na głowie. Naprawdę chcesz analizować jego zwyczaje?”

– Jonka parsknęła śmiechem. Deria próbowała zachować powagę, ale po sekundzie sama się roześmiała. Śmiech trwał krótko i zaraz potem obie ucichły.

Deria spoważniała: “Dzisiaj pójdę do Mukader sama.” “Tak, powinnam iść z tobą.” “Nie, Deria. Już i tak za dużo w tym wszystkim twojego udziału.”

Jonka zmrużyła oczy: “Bez mojego udziału nie byłoby żadnego planu.” “Może właśnie dlatego powinnam była zostać bez planu.”

– Jonka chciała odpowiedzieć, ale nagle usłyszały dźwięk otwieranej furtki. Obie znieruchomiały.

“Cemil” – wyszeptała Deria. Jonka złapała sztuczny brzuch: “Gdzie go schować?” “Nie wiem!”

Kroki zbliżały się do drzwi. Deria rozejrzała się w panice: “Do kartonu!” Jonka wepchnęła przedmiot do pudełka. Deria chwyciła karton i rozejrzała się: “Gdzie?” “Za kanapę!” “Zobaczy!” “To do szafy!” “Za daleko!”

– Klamka poruszyła się. Deria w ostatniej chwili przykryła karton kocem i usiadła na nim.

Drzwi otworzyły się i Cemil wszedł do salonu z reklamówką: “Co wy robicie?” Deria i Jonka siedziały sztywno: “Nic” – odpowiedziały jednocześnie.

Cemil zatrzymał się, spojrzał na jedną, potem na drugą: “Dlaczego mówicie jednocześnie?” “Przypadek” – odpowiedziała Jonka.

– Cemil uniósł torbę: “Nie było żółtych ziemniaków.” Deria zmarszczyła brwi: “Jak to nie było?” “Były czerwone.” “Nie chcę czerwonych.” “Kupiłem zwykłe.” “Powiedziałam żółte, Deria.” “Nie będę prowadził śledztwa genealogicznego ziemniaka.”

Jonka odwróciła głowę, żeby ukryć uśmiech. Cemil położył torbę na stole. Nagle spojrzał na kanapę: “A gdzie ten gorset?”

– Deria zesztywniała, siedziała dokładnie na kartonie: “Jaki gorset?” Cemil powoli uniósł brew: “Ten cud medycyny, który 15 minut temu miałem na głowie.”

Deria uśmiechnęła się nerwowo: “Schowałam.” “Gdzie?” “Po co ci wiedzieć?” “Z ciekawości.” “Nie interesuj się.” Cemil wzruszył ramionami: “Dobrze.”

– Ruszył do kuchni, lecz po kilku krokach zatrzymał się i odwrócił: “Deria?” “Tak?” “Wieczorem pokaż mi jak się to zakłada.”

Kolor odpłynął z jej twarzy: “Po co?” “Chcę zobaczyć czy dobrze leży. Jeśli naprawdę pomagają takie rzeczy, może kupię jeden dla siebie. Ostatnio też mnie boli kręgosłup.”

Jonka zakryła usta dłonią. Deria patrzyła na męża z przerażeniem: “Nie.” Cemil zmarszczył brwi: “Dlaczego nie?”

– Deria desperacko szukała odpowiedzi: “Bo to damski. Kręgosłup kobiet jest inny.” “Oczywiście” – Jonka natychmiast przytaknęła. “Zupełnie inny.”

Cemil popatrzył na nią: “Naprawdę?” “Bardzo.” “Aha.” Ponownie pokręcił głową: “Dziwne czasy.”

Zniknął w kuchni. Deria odczekała kilka sekund, po czym powoli wstała z kartonu i spojrzała na Jonkę: “Jeszcze jedno takie pytanie i dostanę zawału.”

– Jonka wyszeptała: “Wieczorem musisz być już po spotkaniu z Mukader.” “Wiem.”

Deria wyciągnęła telefon i spojrzała na ekran – widniała tam wiadomość od Mukader. Twarz Derii stężała.

Jonka podeszła bliżej: “Co napisała?” Deria przeczytała półgłosem: “‘Przyjdź sama i przynieś dowód. Bez tego nie dostaniesz ani grosza.'”

– Obie spojrzały na karton. W tej samej chwili z kuchni odezwał się Cemil: “Deria, gdzie jest cebula?”

Deria zamknęła oczy. Jonka wyszeptała: “Zapomniałaś.” “Wiem.” “Co mu powiesz?”

Deria otworzyła oczy. W jej spojrzeniu mieszały się strach, determinacja i świadomość, że jedno kłamstwo zaczęło właśnie rodzić kolejne: “To samo co wszystkim.”

– Jonka zmarszczyła brwi: “Czyli?” Deria spojrzała na wiadomość Mukader, potem na ukryty w kartonie sztuczny brzuch: “To, co będą chcieli usłyszeć.”

I właśnie w tej chwili stało się jasne, że komiczna pomyłka Cemila z dziwaczną czapką była tylko niewinnym początkiem historii.

Przedmiot, który kilka minut wcześniej wywoływał śmiech, miał wkrótce stać się najważniejszym rekwizytem w oszustwie, które mogło zniszczyć małżeństwo Deryi, uwikłać ją w znacznie poważniejszą intrygę i otworzyć drzwi do pieniędzy Mukader.

Pozostawało tylko jedno pytanie: Czy Mukader naprawdę była kobietą, którą zamierzały oszukać, czy też od samego początku to ona oszukiwała je obie?

Related Posts

Nadejdzie noc, kiedy w pokoju starszego brata, pomiędzy starannie poukładanymi rzeczami, Cihan znajdzie szarą, zaschnięta plamę, podobną do cementu. Nie będzie jeszcze wiedział, że trzyma w dłoni…

Po tragedii na S10 prokurator ujawnia, co jest na nagraniu z BMW. Kierowca: nie pamiętam

Do zderzeпia doszło пa oczach iппych υczestпików rυchυ. Samochód marki BMW, którym podróżowali dwaj mieszkańcy powiatυ stargardzkiego w wiekυ około czterdziestυ lat, υderzył z ogromпą siłą w…

“Myśleliśmy, że żartuje”

Według tego, co mówi 19-latka, wszystko wskazuje na to, że pracująca w szkole 37-letnia Daria K. mogła być przypadkową ofiarą Wiktora. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo…

Późnym wieczorem Kaczorowska i Rogaczewicz razem wydali oświadczenie. Na taki finał zanosiło się od dawna

Agпieszka Kaczorowska i Marciп Rogacewicz od miesięcy wzbυdzają пiemałe emocje. Ich romaпs wywołał wszak spore porυszeпie, a sami zaiпteresowaпi skυteczпie przez dłυgi czas podkręcali jeszcze mocпiej atmosferę…

Bejza dostaje od Hanser wiadomość, na którą najwyraźniej czekała. Zamiast zgody na spokojną rozmowę przygotowuje jednak pułapkę. W parku zostawia kopertę z pozwem rozwodowym i sprawia, że…

15-latek zamordował szkolną woźną. Jego siostra ujawnia, co działo się w domu. “Myśleliśmy, że żartuje”

Wedłυg tego, co mówi 19-latka, wszystko wskazυje пa to, że pracυjąca w szkole 37-letпia Daria K. mogła być przypadkową ofiarą Wiktora. Dalszy ciąg artykυłυ pod materiałem wideo…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page