Cżąda rozwodu z Beą. Hanser widzi ich uścisk i poznaje tylko połowę prawdy. Cong wreszcie wyznaje bezie, że chce rozwodu, ponieważ nie potrafi zapomnieć o Hanser.

Ona jednak widzi ich w objęciach i odchodzi, przekonana, że straciła go na zawsze. Tymczasem Jonka próbuje uciec. Deria rozpoczyna niebezpieczną intrygę wokół niemowlęcia, a tajemniczy listony Enginowi może ujawnić sekret, który wstrząśnie całą rodziną.

Czy C zdąży wyjaśnić Hanser prawdę, zanim jedno tragiczne nieporozumienie rozdzieli ich na zawsze? C żąda rozwodu z bejzą, a tajemniczy list Engina może ujawnić prawdę o dziecku.

Noc nad Stambułem była spokojna tylko z pozoru. Światła miasta odbijały się w wodach Bosforu. Samochody przesuwały się po odległych ulicach niczym świetliste punkty, a ogromna rezydencja rodziny Develoglu tonęła w ciszy.

Ale właśnie tej nocy miało wydarzyć się coś, co mogło całkowicie zmienić życie ciana, bejzy i Hanser.

W eleganckiej sypialni paliła się tylko jedna nocna lampka. Jej ciepłe światło padało na twarz Ciana, który wciąż miał na sobie garnitur. Stał nieruchomo przy łóżku, jakby nawet nie zauważał otaczającego go luksusu.

Naprzeciwko niego znajdowała się bejza. Miała na sobie czarny satynowy szlafrok. Jej włosy opadały swobodnie na ramiona, a twarz zdradzała pewność kobiety, która uważała, że wreszcie odzyskała mężczyznę, którego zawsze chciała mieć tylko dla siebie.

Podeszła bliżej, położyła dłonie na jego ramionach. Mężczyzna nawet nie drgnął. Bejza przesunęła ręce wyżej, objęła go za szyję i spojrzała mu głęboko w oczy.

— “Dlaczego patrzysz na mnie w ten sposób?” — zapytała cicho. — “Cały wieczór jesteś jakiś nieobecny.”

Chciał odpowiedzieć, jednak nagle coś się zmieniło. czarny szlafrok bey jakby rozpłynął się przed jego oczami. W jego wyobraźni stała przed nim Hanser. Miała na sobie czerwoną sukienkę.

Uśmiechała się. Nie było w jej spojrzeniu żalu, gniewu ani rozczarowania. była dokładnie taka, jaką Cią pamiętał z chwil, kiedy jeszcze wierzyła, że przy nim może czuć się bezpieczna.

Hanser przesunęła dłoń po jego ramieniu. — Dlaczego tak na mnie patrzysz? — Zapytała z uśmiechem.

C odpowiedział również uśmiechem. przyciągnął ją do siebie i pocałował w czoło.

Przez krótką chwilę świat wydawał się prosty. Nie było bejzy, nie było kłamstw, nie było małżeństwa zawartego z rozsądku, presji rodziny, ukrytych tajemnic ani dziecka, którego pochodzenie stawało się coraz bardziej zagadkowe. Byli tylko on i Hanser.

— Hanser — wyszeptał. — Co powiedziałeś? — Głos Bey brutalnie wyrwał go z wyobrażenia.

C zamrugał. Przed nim znowu stała bejza. Jej ręce nadal obejmowały jego szyję. Mężczyzna natychmiast odsunął się o krok.

Beja zmarszczyła brwi. — Congł, co się stało?

Cią odwrócił głowę. Przez kilka sekund panowała nieznośna cisza. Wreszcie powiedział: — “Popełniłem błąd”.

Bea zaśmiała się nerwowo. — Jaki błąd? — Wielki. — Nie rozumiem.

Cong spojrzał jej prosto w oczy. — To małżeństwo. Uśmiech zniknął z jej twarzy. — Co? — Nie powinienem był się z tobą żenić.

Beja cofnęła się jakby właśnie została uderzona. — Cią, próbowałem. — Czego próbowałeś?

— przekonać samego siebie, że mogę zacząć od nowa. — Przecież začęliśmy od nowa. Nie jesteśmy małżeństwem. — Wiem. — Mieszkamy razem. Mamy rodzinę.

Cion zacisnął szczękę. — Właśnie dlatego muszę zakończyć to teraz.

Bea patrzyła na niego coraz bardziej przerażona. — Co chcesz powiedzieć? Cą wypowiedział słowa, których bała się najbardziej: — Chcę rozwodu.

W tym samym czasie piętro niżej Hanser siedziała samotnie na różowej kanapie. Miała na sobie tę samą czerwoną sukienkę, którą Cią przed chwilą widział w swojej wyobraźni.

Nie wiedziała, że w jego myślach właśnie ją obejmował. Nie wiedziała też, że kilka metrów nad nią ci ją kończy swoje małżeństwo. Wiedziała jedynie, że od wielu dni czuła się coraz bardziej obcoł związany z jej największymi marzeniami.

Starła łze z policzka. — Wystarczy — powiedziała do siebie. — Nie możesz tak żyć.

Wstała. Chciała pójść do swojego pokoju. Kiedy jednak znalazła się na piętrze, usłyszała podniesione głosy dochodzące z sypialni ciana i bejzy.

Drzwi były lekko uchylone. Hanser zatrzymała się. Powinna odejść. Naprawdę chciała odejść.

Ale wtedy zobaczyła przez szczelinę ciana. stał naprzeciw Bey i trzymał ją za ramiona. Z miejsca, w którym znajdowała się Hanser, wyglądało to zupełnie inaczej niż w rzeczywistości.

Nie słyszała dokładnie słów. Widziała jedynie ich bliskość. Be zapłakała. Cion patrzył jej w oczy.

Hanser poczuła jak coś zaciska jej gardło. — Oczywiście — wyszeptała. — Dlaczego w ogóle miałoby być inaczej?

Łza spłynęła jej po policzku. Jeszcze chwilę wcześniej pozwoliła sobie uwierzyć, że chłód ciana wobec bejzy coś znaczy, że jego spojrzenia kierowane w jej stronę nie są przypadkowe, że być może w głębi serca nadal ją kocha.

Teraz czuła się głupio. Odwróciła się i pospiesznie zeszła na dół. Nie chciała, żeby ktokolwiek zobaczył jej łzy.

Usiadła ponownie na różowej kanapie, zasłoniła usta dłonią i zaczęła płakać. Na górze sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

— Rozwodu?! — Krzyknęła beza po wszystkim. — Co zrobiłam? — Nie podnoś głosu. — Mam nie podnosić głosu? Mój mąż właśnie powiedział mi, że chce mnie wyrzucić ze swojego życia.

— Nie chcę cię wyrzucać. — Więc jak to nazwiesz? — Ciją westchnął. — Nie kocham cię tak, jak powinien kochać mąż.

Bejza zamarła. — To przez Hanser. — Nie mieszaj jej do tego. — Wiedziałam, Bejza. Wiedziałam, że nigdy nie przestałeś na nią patrzeć.

— To nie jest rozmowa o Hanser. — Każda rozmowa między nami jest o Hanser. Nawet kiedy jej tutaj nie ma.

Co nie odpowiedział i właśnie jego milczenie zabolało Beję najbardziej. — Powiedz, że jej nie kochasz — Zażądała.

— Nie będę prowadził tej rozmowy. — Powiedz dosyć. Powiedz mi prosto w twarz, że nic do niej nie czujesz.

C spojrzał na nią. Nie potrafił tego powiedzieć. Bejza zrozumiała. Rzuciła mu się na szyję.

— Nie rób mi tego, bejaza, proszę. — Objęła go jeszcze mocniej. — Dam ci wszystko, czego chcesz. Mogę się zmienić. Nie będę pytać o Hanser. Nie będę robić scen. Możemy wyjechać. Możemy zacząć od początku.

C trzymał ręce opuszczone, nie odwzajemnił uścisku. — Nie da się zbudować życia na udawaniu. — Ja nie udaję. — Ale ja tak.

Bejza zaczęła szlochać. — To nie może się tak skończyć.

Cą delikatnie, ale stanowczo odsunął jej ręce. — Moja decyzja jest ostateczna. — Pożałujesz tego.

Mężczyzna zatrzymał się przy drzwiach. — Być może wielu rzeczy już żałuje. — Wyszedł.

Bejza została sama. Przez kilka sekund stała nieruchomo, potem jej twarz całkowicie się zmieniła. Smutek ustąpił miejsca wściekłości.

— Hanser — wyszeptała. — Znowu ty.

Tymczasem Cong zszedł na parter. Przechodząc korytarzem usłyszał delikatny płacz dziecka. Dźwięk dochodził z pokoju dziecięcego. Otworzył drzwi.

W środku stała jąka. Rudowłosa kobieta trzymała niemowle zawinięte w kocyk. Na widok Ciana wyraźnie spanikowała.

— Panie Cio, co ty tutaj robisz? — Jonka przycisnęła dziecko do siebie. — Ono płakało. Pomyślałam, że że nikt nie słyszy.

Cią zmrużył oczy. — Dlaczego jesteś taka zdenerwowana? — Nie jestem. — Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha.

Jonka szybko położyła dziecko w kołysce. — Powinnam już iść. — Jonka zatrzymała się. — Tak. Czy coś się stało? Nie jesteś pewna? Oczywiście wybiegła niemal natychmiast.

Con patrzył za nią przez chwilę, wyraźnie zaskoczony. Potem podszedł do kołyski. Dziecko poruszyło małą dłonią.

Cą uśmiechnął się. — No dobrze, mały człowieku, co tu się dzieje? — Ostrożnie wziął niemowlę na ręce. Jej twarz natychmiast złagodniała. — Ty przynajmniej niczego ode mnie nie chcesz.

Dziecko zacisnęło palce na jego koszuli. Cong spojrzał na nie ze wzruszeniem.

— Czasem myślę, że wszyscy dorośli powinni być tacy jak ty. Bez kłamstw, bez tajemnic.

Nie wiedział, jak bardzo prorocze były te słowa. Za uchylonymi drzwiami Jonka obserwowała go z ukrycia. W jej oczach pojawiły się łzy.

— Wybacz mi — wyszeptała.

Kilka minut później Cią odłożył dziecko do kołyski, poprawił błękitny kocyk i wyszedł. Jonka natychmiast założyła czarną bluzę z kapturem. Rozejrzała się. Nikogo. Wymknęła się z rezydencji.

W salonie do płaczącej Hanser podszedł Melich. — Hanser. — Kobieta natychmiast otarła twarz. — Nic mi nie jest. — Właśnie widzę. — Usiadł obok niej. — Co się stało? — Nie chcę o tym rozmawiać.

— Znowu Cią. — Hanser spojrzała na niego. — Nie mów jego imienia. — Melich westchnął. — Ile jeszcze razy pozwolisz, żeby jedno spojrzenie tego człowieka decydowało o twoim samopoczuciu?

— Nie rozumiesz. — Właśnie, że rozumiem aż za dobrze. — Widziałam go z bejzą. — Melich zamilkł.

Hanser spuściła wzrok. — Byli razem sypialni. — To jego żona. — Wiem. Hanser. Wiem. Melich. Właśnie dlatego to boli.

Mężczyzna powiedział spokojnie: — Nie możesz czekać na kogoś, kto za każdym razem przypomina ci, że wybrał inne życie.

Hanser zacisnąła dłonie. — A jeśli ja nie czekam? — To dlaczego płaczesz? — To pytanie zabolało.

Hanser wstała. — Dobranoc. — Nie chciałem cię zranić. — Wiem. — Chciałem tylko… — Wiem, Melich.

Poszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi. Kilka ulic dalej Jonka szła szybkim krokiem w ciemności.

Kaptur zasłaniał część jej twarzy. Co chwilę oglądała się za siebie. Nagle ktoś wyszedł przed nią.

Jonka zatrzymała się. — Deria! — Deria chwyciła ją za ramię. — Dokąd uciekasz? — Puść mnie.

— Myślałaś, że możesz po prostu zniknąć? — Przycisnęła ją do muru ogrodzenia. — Zwariowałaś?

— Oni zaczynają coś podejrzewać. — Kto? — Cą. — Deria zamarła. — Co zrobiłaś? — Nic.

— Jomka, wszedł do pokoju, kiedy trzymałam dziecko. — Mówiłam ci, żebyś się do niego nie zbliżała!

— To moje dziecko! — Deria natychmiast zasłoniła jej usta dłonią. — Ciszej! — Jonka zaczęła płakać.

— Nie mogę już tak żyć. — Możesz i będziesz. — Nie, posłuchaj mnie. — Jeżeli teraz wszystko zniszczysz, stracisz więcej niż tylko dziecko.

— Już je straciłam. — Nie dramatyzuj. — Jonka wyrwała ramię. — Ty nie rozumiesz. Patrzyłam jak Cią bierze mojego syna na ręce. Jak mówi do niego, jakby był jego ojcem.

Deria spiorunowała ją wzrokiem. — I tak właśnie ma myśleć!

Jonka rozpłakała się jeszcze bardziej. — Nie chcę tego dłużej robić. — Za późno.

Tymczasem w swoim domu Deria nagle poderwała się z łóżka. Obok niej spał Cemil. Był to obraz zaledwie kilka godzin później. Koszmar nadal siedział w jej głowie.

Wstała i wyszła do salonu. Wybrała numer.

Po drugiej stronie miasta starszy mężczyzna wrzucał ubrania do czerwonej walizki. Tajar. Telefon zadzwonił, spojrzał na ekran.

— Deria, mamy problem. — Jaki? — Jonka zaczyna pękać.

Tajar zatrzymał się. — Co zrobiła? — Próbowała uciec. — Dokąd? — Nie wiem. Zatrzymałam ją.

— Czy powiedziała coś Cichanowi? — Jeszcze nie. — Jeszcze?! — Uspokój się. — Jak mam się uspokoić? Jeżeli ona otworzy usta, wszyscy jesteśmy skończeni!

Deria ściszyła głos. — Musisz wyjechać.

Tajar zamknął walizkę. — Właśnie to robię. — Dokąd? — Im mniej wiesz, tym lepiej. Tar, pilnuj Jonsi. Nie wiem, jak długo jeszcze dam radę.

— Musisz. — Rozłączył się. Kilka minut później opuszczał mieszkanie z walizką.

Na ulicy konflikt trwał nadal. — Wracasz ze mną — powiedziała Deria. To nie byla prośba. — Deria, błagam, ruszaj.

— Dokąd mnie zabierasz? — Tam, gdzie nie będziesz mogła zrobić kolejnego głupstwa.

Chwyciła Jące za ramię i pociągnęła za sobą. W tym samym czasie Hanser leżała na łóżku.

W dłoniach trzymała małą fotografię. Na zdjęciu byli ona i CO, szczęśliwi z czasów, kiedy jeszcze wierzyli, że największym problemem ich związku jest duma.

— Jak łatwo wszystko stracić — wyszeptała, położyła zdjęcie na szafce, zamknęła oczy.

Nie wiedziała, że w tym samym domu Cią również nie potrafił zasnąć. Deria wprowadziła Jonce do skromnego mieszkania i zamknęła drzwi.

— Od dzisiaj zostajesz tutaj. — Jonka spojrzała na nią z niedowierzaniem. — Nie jestem więźniem.

— Jeżeli będziesz się zachowywać jak idiotka, będziesz traktowana jak idiotka. — Oddaj mi dziecko.

— Przestań. — To mój syn! — I dlatego właśnie musisz milczeć.

Jonka podeszła do niej. — A jeśli nie? — Deria spojrzała chłodno. — Wtedy możesz stracić możliwość zobaczenia go kiedykolwiek więcej.

Jomka zamarła. — Nie odważysz się. — Sprawdź mnie.

Kobieta opuściła głowę, ale następnego dnia role niespodziewanie się odwróciły. W przedpokoju Jomka osaczyła Derię.

— Wyciągnij to. — Co? — Dobrze wiesz. — Nie.

Jomka zrobiła krok bliżej. — Jeżeli tego nie zrobisz, pójdę prosto do rezydencji.

Deria pobladła. — Nie zrobisz tego. — Powiem Cichanowi wszystko. — Zamknij się.

— Powiem mu kim naprawdę jest dziecko. Powiem mu o tobie, o Tajarze, o Mukader, o wszystkim.

Deria spojrzała na nią przerażona. — Czego chcesz?

Jonka wskazała kanapę. — Zawiniątka.

Deria podeszła do rozkładanej kanapy, uniosła siedzisko i wyjęła szary pakunek. Przypominał owinięte niemowle. Jonka patrzyła na niego z dziwną satysfakcją.

— Widzisz, jednak potrafimy się porozumieć.

Tej nocy Deria weszła do sypialni. — Cemil, obudź się. — Co się stało? — Musimy coś zrobić.

— Teraz? — Tak, teraz. — Cemil otworzył jedno oko. — Deria, jest środek nocy. — To ważne.

— Wszystko u ciebie jest ważne. — Odwrócił się. — Porozmawiamy rano, Cemil. Rano.

Deria położyła się obok niego. Patrzyła w sufit. Wiedziała, że rano może być już za późno.

Wtedy rozpoczęła się długa melancholijna noc. C stał samotnie w przyciemnionym salonie. Przed oczami znowu zobaczył Hanser w czerwonej sukience.

Tym razem jednak nie uśmiechała się. Leżała nieruchomo na łóżku. Jej dłoń zwisała bezwładnie.

Co usiadł obok niej i dotknął jej palców. Hanser nie odpowiadała. — Otwórz oczy. — Nic. — Nie rób mi tego.

Obraz zniknął. Cong gwałtownie otworzył oczy. To było tylko wspomnienie… albo jego największy lęk.

W innym domu Sinem leżała w łóżku i patrzyła na telefon. Na ekranie znajdowało się stare zdjęcie: ona i Cio, uśmiechnięci.

Sinem przesunęła palcem po ekranie. Pojawiło się pytanie: “Usunąć zdjęcie?”. Przez chwilę się wahała, potem nacisnąła.

Zdjęcie zniknęło, sinem rozpłakała się, a w rezydencji Beza weszła do pokoju dziecięcego. Kołyska była pusta.

Kobieta zatrzymała się, dotknęła jej krawędzi. W jej oczach nie było już wściekłości. Była jedynie rozpacz.

— Co ze mną zrobiłeś, Cą?

Nad Stambułem wschodziło słońce. Nowy dzień nie miał jednak przynieść spokoju. W Develioglu Holding Engine siedział przy biurku.

Do gabinetu weszła asystentka z dużym czarnym pudłem. — Panie Engine, znaleziono to w archiwum. — Co to jest? — Rzeczy osobiste, podobno miały zostać przekazane panu już wcześniej.

Postawiła pudło na biurku. Engine otworzył je. W środku leżały dokumenty, stary notes, kilka fotografii i niewielka ramka.

Podniósł ją. Na zdjęciu widniały dwie małe dziewczynki. Przytulały się. Engine zamarł.

— Niemożliwe. — Dotknął fotografii palcem. W jego oczach pojawiły się łzy. — Więc jednak to zachowaliście.

Włożył zdjęcie z powrotem do pudełka. Dopiero wtedy zauważył kopertę.

Avocat engine under zmarszczył brwi. Nie otworzył jej jeszcze. Do drzwi zapukała siła. — Mogę? — Oczywiście. — Wychodzisz?

Engine spojrzał na pudło. — Chyba powinienem. — Co tam masz? — Przeszłość.

Siła uśmiechnęła się lekko. — Z przeszłością jest jeden problem. — Jaki? — Zawsze wraca wtedy, kiedy najmniej jej potrzebujemy.

Engine spojrzał na kopertę. — Albo wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebujemy.

W rezydencji B zaszła korytarzem. Nagle usłyszała rozmowę z kuchni. Zatrzymała się.

W środku muader stała przy garnku. Au nalewała wodę. — Jak długo mamy to ukrywać? — Zapytała Aju.

Mukader odwróciła się gwałtownie. — Ciszej! Ale jeśli C się dowie… — Nie dowie się.

Bea natychmiast przysunęła się bliżej ściany. Au powiedziała: — Jonka zachowuje się coraz dziwniej.

Bejaza zmarszczyła brwi. Mukader zasłoniła twarz dłońmi. — Ta dziewczyna wszystko zniszczy. — A co z dzieckiem?

Bejza wstrzymała oddech. Wtedy za jej plecami rozległ się głos: — Co robisz?

Odwróciła się gwałtownie. — Cią! — Ja? Tak. Ty nic, stoisz pod kuchnią i podsłuchujesz.

— Usłyszałam swoje imię. — Nie padło. — Bejaza zamarła. — Skąd wiesz?

Cią zmrużył oczy. — Chodź ze mną. — Dokąd? — Do pokoju dziecka.

Atmosfera między nimi była lodowata. W pokoju dziecięcym Beza stanęła przy kołysce. Cong pozostał kilka kroków za nią.

— Po co mnie tutaj przyprowadziłeś? — Chcę odpowiedzi. — Jakiej? — Co wiesz o Jonsi?

Bejza odwróciła się. — Nic. — Nie wierzę ci. — To twój problem. Bejza, powiedziałeś, że chcesz rozwodu. Nie masz już prawa mnie przesłuchiwać.

— Dopóki w tym domu mieszka dziecko, mam prawo wiedzieć, co się wokół niego dzieje.

Bejza spojrzała mu w oczy. — A może powinieneś zapytać swoją matkę? — C ją zesztywniał.

W kuchni Mukader mówiła właśnie do Ajsu: — Musimy znaleźć jące, zanim ona znajdzie ciana.

Kilka godzin później Engine przyjechał do Hanser. Kobieta siedziała w salonie w beżowym swetrze. Na jego widok wstała.

— Engine, musimy porozmawiać. — Co się stało? — Na razie niczego nie podpisuj. — Jakich dokumentów? — Żadnych. Ani dotyczących majątku, ani dziecka, ani małżeństwa.

Hanser pobladła. — Dlaczego? — Bo ktoś bardzo długo ukrywał dokumenty, które mogą zmienić wszystko.

— Co znalazłeś? — Engine spojrzał poważnie. — Jeszcze nie wiem, czy znalazłem prawdę, czy kolejną pułapkę.

— Mówisz zagadkami… Wiem, Engine. Boję się. — Mężczyzna złagodniał. — Właśnie dlatego mówię ci jedno: nie podejmuj żadnej decyzji bez konsultacji ze mną.

Hanser skinęła głową. Przed rezydencją Engine pożegnał się z nią. Wtedy z domu wyszedł Co. Spojrzał na nich.

— Engine… — Co, co tutaj robisz? — Pracuję dla Hanser. Jestem prawnikiem. Czasami na tym polega moja praca.

Cion spojrzał na Hanser. — Możemy porozmawiać? — Engine odszedł.

Hanser i C zostali sami. Przez chwilę nie mówili nic. Wtedy drzwi rezydencji otworzyły się.

Wyszła bejeza. Na rękach trzymała niemowle zawinięte w błękitny kocyk. Podeszła do ciana.

Bez słowa przekazała mu dziecko. Cią przyjął je ostrożnie. Bejza spojrzała na niego.

Przed oczami stanęła jej scena z poprzedniej nocy: ona obejmująca ciana, on stojący bez ruchu. — Nie da się zbudować życia na udawaniu.

Bea wróciła do rzeczywistości. — Proszę — powiedziała chłodno.

Hanser obserwowała ich w milczeniu. Cion spojrzał na dziecko, potem na Be, potem na Hanser.

Żadne z nich nie wiedziało, że ta chwila może wyglądać zupełnie inaczej, kiedy prawda o niemowlęciu wyjdzie na jaw.

Kilka dni wcześniej podobne spotkanie miało już miejsce. Cą stał z Hanser przed rezydencją, kiedy na podjazd wjechał samochód Bey. Bea wysiadła z dzieckiem.

— Dzień dobry — Pomachała im uśmiechając się. Hanser natychmiast spuściła wzrok.

C powiedział chłodno: — Zostawiłem telefon w samochodzie. — Odwrócił się. — Co? — Hanser, nie teraz. — Odszedł.

Hanser została sama. Wtedy pojawiła się sinem. Prowadziła za rękę Mine. Dziewczynka uśmiechnęła się: — Hanser! — Hanser natychmiast odwzajemniła uśmiech. — Cześć Mine.

Sinem gwałtownie pociągnęła dziewczynkę. — Ile razy mówiłam, żebyś nie rozmawiała z obcymi?!

Hanser zesztywniała. Mine spojrzała zdziwiona. — Ale Hanser nie jest obca… — Chodź, Sinem. Nie rozmawiaj z moim dzieckiem. — Odeszła.

Hanser została ze spuszczoną głową. Słowo “obca” bolało bardziej niż powinno.

W skromnym domu Cemila dzień rozpoczął się od kolejnej awantury. Deria stawiała śniadanie na stole.

— Gdzie jest ser? — Jaki ser? — Ten, o który cię prosiłam! — Deria, kupiłem ser. — To nie ten ser! — To ser. — Nie, Cemil. Powiedziałam dokładnie jaki. — A ja powiedziałem dokładnie ile mam pieniędzy.

— Ty zawsze nie masz pieniędzy, bo ty zawsze chcesz wydawać więcej!

Wtedy w drzwiach pojawiła się Jonka. Cemil zamarł. — Co ona tutaj robi? — Deria uśmiechnęła się ironicznie. — Dzień dobry również tobie.

Jonka weszła do środka. — Cześć, Cemil.

— Nie, nie, nie, nie. — Chwycił się za głowę. — Deria, powiedz mi, że ona przyszła tylko na śniadanie.

Deria usiadła. — Jomka zostaje. — Cemil patrzył na nie z niedowierzaniem. — Tutaj? W naszym domu? — Tak. — Dlaczego?

Jonka sięgnęła po chleb. — Bo najwyraźniej bardzo lubię twoje towarzystwo.

Cemil jęknął. Deria i Jonka wymieniły spojrzenia. Nie było ono przypadkowe.

W rezydencji Hanser tymczasem pracowała przy schodach. Przecierała balustradę. Nagle zatrzymała się, przycisnęła dłoń do klatki piersiowej.

Oddychała ciężko. Spokojnie zeszła na dół. Wtedy ktoś zapukał. Otworzyła drzwi. Bea trzymała różową torbę.

— Pomyślałam, że wypijemy kawę. — Hanser spojrzała podejrzliwie. — Razem? — Czy to takie dziwne? — Trochę.

Bea uśmiechnęła się. — Może czas przestać zachowywać się jak wrogowie.

Kilka minut później siedziały na różowej kanapie. Bea wyjęła dwie czarne filiżanki.

— Ładne, prawda? — Tak. — Kiedyś Cong bardzo lubił pić kawę właśnie z takich filiżanek.

Hanser natychmiast zrozumiała, dokąd zmierza rozmowa. Bejza kontynuowała: — Wiesz, w małżeństwie najważniejsze są drobiazgi. Wiedzieć jak ktoś pije kawę, po której stronie łóżka śpi, co mówi zaraz po przebudzeniu.

Hanser ścisnęła filiżankę. — Po co mi to opowiadasz? — Żebyś zrozumiała. — Co?

Bejza uśmiechnęła się słodko: — Že wspomnienia to nie to samo, co codzienność.

Hanser patrzyła na nią. — Jeżeli przyszłaś mnie zranić, możesz już wyjść. — Dlaczego miałabym cię ranić? — Bo sprawia ci to przyjemność.

Bejaza nachyliła się. — Wiesz co jest najgorsze, Hanser? — Co? — Že CO może patrzeć na ciebie z tęsknotą. Może nawet przez chwilę żałować, ale wieczorem wracał do mnie.

Hanser zadrżała, przypomniała sobie sypialnię. Ciana trzymającego Be za ramiona. Nie wiedziała, że mówił wtedy o rozwodzie.

Bea zauważyła jej reakcję. — Widzisz, sama wiesz, że mam rację.

Hanser odstawiła filiżankę drżącą dłonią. — Wyjdź. — Oczywiście. — Beza wstała. — Naprawdę nie chciałam cię zdenerwować. — Wyjdź.

Kiedy drzwi się zamknęły, Hanser zaczęła płakać.

Tymczasem Deria i Jonka siedziały przy stole. — Musisz uważać na mukader — Mówiła Deria.

— Ona się mnie boi. — Właśnie dlatego jest niebezpieczna. — Co mam zrobić? — Zachowuj się normalnie.

Jonka zaśmiała się: — Normalnie? Po tym wszystkim? — Jeżeli mukader uzna, że chcesz mówić, spróbuje cię uciszyć.

— A jeśli pierwsza porozmawiam z Cichaem? — Deria uderzyła dłonią w stół. — Nawet o tym nie myśl!

Jonka spojrzała na nią chłodno. — Kiedyś mnie kontrolowałaś. — Co to ma znaczyć? — Že začynam rozumieć, iż teraz to wy bardziej boicie się mnie niż ja was.

W Develiu Holding Engine ponownie siedział przy biurku. Przed nim leżała koperta. Awukat Engineer wreszcie ją otworzył, wyjął złożoną kartkę.

Pierwsze zdanie sprawiło, że przestał oddychać. Czytał dalej. Jego twarz stawała się coraz bardziej poważna.

— Boże… — Przewrócił stronę. W dokumencie pojawiały się nazwiska Mukader, Tajar, Jonka, a potem jedno zdanie, którego Engine przeczytał dwukrotnie.

Podniósł głowę. — Więc właśnie o to chodziło. — Sięgnął po telefon, chciał zadzwonić do ciana.

Zatrzymał palec nad ekranem. Nie, najpierw musiał mieć pewność. Jeszcze raz spojrzał na list. Na dole widniała krótka dopiska:

“Jeżeli czytasz ten list, oznacza to, że nie mogłem już osobiście powiedzieć prawdy. Dziecko znajdujące się w rezydencji Develoglu nie jest tym, za które wszyscy je uważają.”

Engin pobladł. Za oknem gabinetu Stambuł żył swoim normalnym rytmem, ale on wiedział już, że w chwili, gdy prawda zawarta w tym liście zostanie ujawniona, nic w rodzinie Develoglu nie pozostanie takie samo.

W rezydencji Cion stał przy oknie. Hanser siedziała samotnie w swoim pokoju. Bea patrzyła na pustą kołyskę.

Mukader nerwowo zaciskała dłonie. Jonka zastanawiała się, czy zdradzić wszystkich. Deria próbowała zachować kontrolę, a Engine trzymał w ręku dokument, który mógł zniszczyć sieć kłamstw budowaną od miesięcy.

Tylko jedno pytanie pozostawało bez odpowiedzi: kto pierwszy pozna całą prawdę i co zrobi CO, kiedy odkryje, że rozwód z bejzą może być zaledwie początkiem znacznie większego wstrząsu?

Related Posts

Nie żyje Wojciech Szymański. Tragiczne informacje obiegły Polskę z samego rana

Środowisko sportowe Nowego Dworυ Mazowieckiego pogrążyło się w żałobie po śmierci Wojciecha Szymańskiego, byłego prezesa MKS Świt Nowy Dwór Mazowiecki i właściciela firmy Lυkυllυs. Przez lata wspierał…

Mało kto wie, czym zajmują się córki Jurka Owsiaka. Obie poszły własną drogą

Jυrek Owsiak od lat jest jedпą z пajbardziej rozpozпawalпych postaci w polskiej przestrzeпi medialпej. Życie prywatпe twórcy WOŚP pozostaje jedпak zпaczпie mпiej zпaпe. Jego dwie córki przez…

Nadejdzie noc, kiedy w pokoju starszego brata, pomiędzy starannie poukładanymi rzeczami, Cihan znajdzie szarą, zaschnięta plamę, podobną do cementu. Nie będzie jeszcze wiedział, że trzyma w dłoni…

Po tragedii na S10 prokurator ujawnia, co jest na nagraniu z BMW. Kierowca: nie pamiętam

Do zderzeпia doszło пa oczach iппych υczestпików rυchυ. Samochód marki BMW, którym podróżowali dwaj mieszkańcy powiatυ stargardzkiego w wiekυ około czterdziestυ lat, υderzył z ogromпą siłą w…

“Myśleliśmy, że żartuje”

Według tego, co mówi 19-latka, wszystko wskazuje na to, że pracująca w szkole 37-letnia Daria K. mogła być przypadkową ofiarą Wiktora. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo…

Późnym wieczorem Kaczorowska i Rogaczewicz razem wydali oświadczenie. Na taki finał zanosiło się od dawna

Agпieszka Kaczorowska i Marciп Rogacewicz od miesięcy wzbυdzają пiemałe emocje. Ich romaпs wywołał wszak spore porυszeпie, a sami zaiпteresowaпi skυteczпie przez dłυgi czas podkręcali jeszcze mocпiej atmosferę…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page