
Kiedy Hanser podaje jej małą czarną kawę, Beyza przystępuje do zaplanowanej prowokacji. Powołując się na intymne szczegóły, twierdzi, że spędziła całą poprzednią noc w ramionach Cihana. Kłamie, że mężczyzna „przejrzał na oczy”, nazwał przeszłe relacje błędem wynikającym z poczucia winy i uznał Beyzę za swoją jedyną prawdziwą żonę. Mimo że Hanser próbuje zachować chłód, opis rzekomych czułości głęboko ją rani i wywołuje w niej ukryty ból.
Konfrontacja i wyrzucenie rywalki za drzwi
Granica wytrzymałości Hanser zostaje przekroczona w momencie, gdy Beyza zaczyna szydzić z jej ciąży, nazywając jej nienarodzone dziecko „bachorem” i kartą przetargową w walce o wpływ na Cihana.
Wokół nienarodzonego dziecka Hanser wyzwala w sobie nieznaną dotąd siłę. Odbiera Beyzie filiżankę i kategorycznie zakazuje jej wypowiadania się o dziecku. Oświadcza, że nie rodzi dziecka dla majątku ani zatrzymania przy sobie mężczyzny, po czym stanowczym tonem nakazuje Beyzie natychmiast opuścić jej dom. Beyza, próbując do końca zachować pozory wygranej, zostawia na stole różową torebkę, rzuca ostry komentarz i wychodzi.
Po przekręceniu klucza w zamku Hanser ulega chwilowej słabości i zalewa się łzami, rozdarta między prowokacją a miłością do Cihana. Bierze do ręki telefon, lecz ostatecznie powstrzymuje się od natychmiastowego dzwonienia, nie chcąc działać pod wpływem emocji i dać Beyzie satysfakcji. Odnajduje w sobie determinację, przysięgając, że obroni godność swoją i dziecka przed każdą kolejną intrygą.