Panna Młoda Odc. 173: Beyza Znów Atakuje Hancer! Wojna Rozpoczyna Się na Nowo!

Atmosfera panująca przy stole była gęsta i przytłaczająca. Każdy kęs potrawy zdawał się dręczyć zebranych, a wymieniane w milczeniu spojrzenia niosły ze sobą ogromny ładunek emocjonalny.

W pewnym momencie tę ciężką ciszę przerwał nerwowy śmiech Sinem.

Początkowo cichy i tłumiony, po chwili przeszedł w niekontrolowany chichot. Kobieta zasłoniła usta dłonią, jej ciałem wstrząsały dreszcze, a w oczach pojawiły się łzy. Wszystkie wzroki natychmiast skierowały się w jej stronę.

Beyza spoglądała na nią z niedowierzaniem, Mukadder ściągnęła brwi w gniewnym wyrazie, a Melih z lekko uniesioną głową próbował pojąć przyczynę tego wybuchu.

Dla Sinem absurdalność sytuacji — widok całej rodziny zgromadzonej przy jednym stole wraz z Melihem i Hancer — okazała się zbyt duża. Śmiech stał się jedynym odruchem obronnym przed emocjonalnym załamaniem.

— Sinem, uspokój się! — rzuciła ostro Mukadder.

— Przepraszam… naprawdę wybaczcie… — wykrztusiła dziewczyna poprzez kolejne wybuchy śmiechu.

Mimo szczerych prób zapanowania nad sobą, każde ponowne spojrzenie na Hancer i Meliha wywoływało u niej kolejną falę rozbawienia.

— Bratowo, wystarczy — odezwał się Cihan lodowatym, nieznoszącym sprzeciwu tonem. — Idź do pokoju i ochłoń.

— Ja naprawdę nie robię tego celowo… — wyszeptała, ocierając łzy, po czym gwałtownie odsunęła krzesło i, wciąż chichocząc nerwowo, opuściła jadalnię.

W pomieszczeniu na powrót zapadła cisza, którą przerwał Nusret, wstając od stołu.

— Kto wie — mruknął, poprawiając marynarkę i rozglądając się po zebranych. — Może to ona jako jedyna zachowuje się dziś racjonalnie. Bo to, co się tu odbywa, jest czystym szaleństwem. Siedźmy dalej i udawajmy, że tworzymy jedną wielką, szczęśliwą rodzinę.

Jego wzrok na moment utkwił na Hancer i Melihu.

— Smacznego — rzucił krótko, po czym wyszedł.

Beyza odprowadziła go chłodnym wzrokiem, po czym nagle złożyła dłonie i wybuchnęła nieszczerym, przerysowanym zachwytem.

— Jak to wspaniale, że zjawiliście się u nas — powiedziała przesłodzonym głosem w stronę Hancer i Meliha. — Im liczniejsza kompania, tym weselej, prawda?

Melih od razu dostrzegł fałsz kryjący się za jej sztucznym uśmiechem.

— Ach, prawda! Przecież nie mieliście jeszcze okazji poznać małego Cihana Gurura! — dodała nagle Beyza z fałszywą ekscytacją, po czym zawołała w stronę kuchni: — Gülsüm! Przynieś proszę Cihana Gurura!

Chwilę później Beyza weszła do jadalni, niosąc na rękach niemowlę owinięte w jasnoniebieski kocyk. Na jej twarzy malowała się duma i triumf.

— Oto nasz mały książę — obwieściła, pochylając się i ukazując twarz dziecka w stronę Hancer. — Spójrzcie tylko, czyż nie jest idealną kopią swojego ojca?

Dla Hancer każde z tych słów było jak cios prosto w serce.

— Potrzymaj go chwilę — zwróciła się Beyza do Cihana. — Widzę, że szuka twojej bliskości.

Cihan bez słowa wziął malucha na ręce, a chłopiec natychmiast wyciszył się w jego ramionach.

Hancer nie mogła oderwać od nich wzroku. Widok Cihana piastującego dziecko wywołał w niej tak silny ból, że z trudem łapała oddech. Odruchowo przyłożyła dłoń do swojego zaokrąglonego brzucha.

Melih przyglądał się jej uważnie i zauważył ten gest. Hancer natychmiast spuściła wzrok, zatapiając się w gorzkich myślach.

Ty nigdy nie zaznasz takiej bliskości ze swoim ojcem… — pomyślała ze ściśniętym gardłem. — Może kiedyś zniszczysz mnie za to nienawiścią. Może nigdy mi nie przebaczysz… Noszę pod sercem jego dziecko, wiedząc, że on nigdy go nie przytuli. To rozrywa mi serce.

— Hancer? — cichy głos Meliha wyrwał ją z zadumy.

— Tak? — odpowiedziała nieobecnym tonem.

— Wszystko w porządku?

— Tak… — skłamała. — Czy możemy już wracać do domu?

Beyza natychmiast wtrąciła się z chytrym uśmiechem:

— Już uciekacie? Przecież przynieśliście deser, nie wypada wyjść bez jego skosztowania. Zostańcie jeszcze na moment.

— Idź przemyj twarz i odśwież się chwilę — zaoferował łagodnie Melih. — Wtedy podejmiemy decyzję.

— Chętnie wskazałabym ci drogę do łazienki — dorzuciła z fałszywą życzliwością Beyza — ale przecież doskonale znasz ten dom.

Hancer wstała bez słowa i udała się w stronę korytarza prowadzącego do części prywatnej.

Na korytarzu natknęła się najpierw na Aysu. Ich spojrzenia się skrzyżowały, jednak dziewczyna natychmiast przybrała chłodny wyraz twarzy i minęła Hancer bez słowa. Chwilę później z pokoju wyszła Sinem — jej zapłakane oczy przepełnione były żalem i wyrzutem. Nie odzywając się ani słowem, po prostu zatrzasnęła drzwi.

Poczucie całkowitego wyobcowania przytłoczyło Hancer. Z ciężkim sercem weszła do łazienki, próbując odciąć się od bolesnej rzeczywistości.

Gdy wyszła na korytarz, dostrzegła opierającego się o ścianę Cihana. Czekał na nią.

Przez dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem w głębokim milczeniu.

— I jak ci się podoba rola gościa w naszych progach? — zapytał w końcu z chłodną ironią. — Mam nadzieję, że czujesz się należycie podjęta.

— Nie przyszłam tu szukać zwady, Cihanie — odparła niepewnie, próbując go minąć.

Mężczyzna stanowczo, choć bez przemocy, zatrzymał ją dłonią za ramię.

— Więc po co tu przyszłaś? — spoglądał na nią z wyrzutem. — Żeby obnosić się swoim szczęściem?

Chcesz wpędzić mnie w obłęd? — krzyczał w duchu Cihan. — Gdy widzę cię u boku tego człowieka, brakuje mi tchu. A muszę udawać, że nic mnie to nie obchodzi.

Naprawdę nie dostrzegasz mojego cierpienia? — myślała Hancer. — Nie widzisz, że mimo tylu ludzi wokół, moje oczy szukają tylko ciebie?

Cihan cofnął rękę i odetchnął ciężko.

— Wiesz co? To już bez znaczenia — oznajmił ozięble. — Dawny Cihan nie pozwoliłby ci nawet przekroczyć progu. Zrównałby wszystko z ziemią. A jednak siedziałem z tobą przy jednym stole. Wiesz dlaczego?

— Nie wiem…

— Bo stałaś się dla mnie kimś obcym. Widziałem was przy wejściu, trzymających się za ręce. W tamtej minucie uczucie zgasło. Wyrzuciłem z serca wszystko, co z tobą związane. Nic nie zostało.

Słowa te uderzyły w Hancer z siłą niszczycielskiego uderzenia. Cihan odwrócił się i odszedł.

Chwilę później przed Hancer pojawiła się Beyza z dzieckiem na ręku, rozkoszując się swoją przewagą.

— Widzisz? Cihan już na ciebie nie patrzy — wyzłośliwiała się. — Twoje gierki i udawanie szczęścia z nowym mężem na nic się nie zdały. On skreślił cię na dobre. Ja nigdy nie byłam dla niego jedynie chwilowym kaprysem. Gdy dowiedział się o ciąży, stanął za mną murem.

Pochyliła się nieco w stronę Hancer.

— Dlatego nigdy nie pasowałaś do rodziny Develioglu. Zresztą twój mąż okazuje się znacznie bardziej pragmatyczny od ciebie. Rozmawia właśnie z ciocią o warunkach waszej wyprowadzki. Nie zamierza odejść z pustymi rękami.

Nie dając Hancer szansy na odpowiedź, Beyza odwróciła się i odeszła z zadowolonym uśmiechem.

Hancer powróciła do jadalni, wciąż wstrząśnięta usłyszanymi rewelacjami. Siadając obok Meliha, wyszeptała:

— Co się tu działo, gdy wyszłam?

— Wkrótce się przekonasz — odparł tajemniczo Melih.

W tym samym momencie Beyza wniosła na tacy słodki deser.

— Nasi goście przynieśli „słowicze gniazda”. Czyż to nie urocze? — powitała wszystkich fałszywym entuzjazmem.

Melih spojrzał na deser, po czym zwrócił się bezpośrednio do Mukadder:

— Przyniosłem ten deser nie bez powodu. To odpowiedź na propozycję, którą od pani usłyszałem.

— Jaką propozycję? — zainteresował się natychmiast Cihan.

— Pani Mukadder zaoferowała mi pokaźną sumę w zamian za to, że zabiorę Hancer i znikniemy z waszego życia.

W jadalni zaległa martwa cisza. Mukadder nie wyparła się swoich słów.

— Skoro wyciągasz to na forum — odparła zimno Mukadder — powiedz po prostu, jakiej kwoty żądasz za wasze odejście.

Melih uśmiechnął się gorzko i oparł wygodnie.

— Zanim podam cenę, posłuchajcie krótkiej historii. Słowik od zarania dziejów uchodzi za symbol miłości do róży. Lecz w rzeczywistości to niezwykle pracowity ptak. Podczas gdy inne budują gniazda byle jak, słowik mozolnie zbiera najdelikatniejsze źdźbła i włókna, budując bezpieczne schronienie wysoko na gałęziach. Nie dopuszcza tam nikogo postronnego. Budowa takiego domu wymaga mądrości, cierpliwości i wielkiego trudu.

Melih przeniósł wzrok na Cihana.

— Ale pamiętajcie o jednym: jeśli ktoś próbuje zniszczyć to gniazdo lub skrzywdzić pisklęta, ten łagodny ptak zamienia się w bezwzględnego drapieżnika i walczy do samego końca.

Napięcie mięśni szczęki Cihana zdradzało, że pojął aluzję.

— Przejdź do konkretów — przerwała niecierpliwie Mukadder. — Ile chcesz?

— Hancer zapłaciła za pobyt w tym domu cenę znacznie wyższą niż jakiekolwiek pieniądze — rzucił twardo Melih. — Żadna kwota nie jest w stanie wyrównać tego rachunku.

Wstał od stołu i zwrócił się do żony:

— Hancer, zbierajmy się. Nasza wizyta dobiegła końca.

Melih pomógł Hancer założyć okrycie i delikatnie ujął ją w pasie — ten opiekuńczy gest wywołał widoczne ukłucie zazdrości u Cihana.

— Dziękujemy za gościnę — podsumował Melih z nutą ironii. — Następnym razem to my zaprosimy was do siebie… o ile zechcecie przyjąć zaproszenie.

Opuścili rezydencję, zostawiając domowników w przytłaczającym milczeniu.

Późnym wieczorem Derya leżała na kanapie w swoim kameralnym salonie, zmagając się z pulsującym bólem głowy.

— Ach, moja głowa… — jęczała z frustracją. — Co ta stara wiedźma Mukadder znowu knuje, byle tylko rozdzielić Cihana i Hancer? Bez mrugnięcia oka oddała obce dziecko synowi i udaje, że wszystko jest w porządku!

Przekręciła się na bok, złorzecząc pod nosem.

— A ty, Hancer… co za głupota! Piękna jesteś, owszem, ale rozumu za grosz! Jak można było zakochać się w zwykłym kierowcy i jeszcze zajść z nim w ciążę? Gdybym wcześniej poznała prawdę, Mukadder i Beyza chodziłyby przy mnie na paluszkach! Hancer byłaby panią rezydencji, a ja opływałaby w dostatki w pokoju Beyzy… Ach, moja głowa! Cały plan poszedł w rozsypkę!

Tymczasem Hancer siedziała na łóżku w swojej sypialni, ściskając w dłoniach posklejane zdjęcie ślubne. Jej palce gładziły wyraźną rysę przechodzącą dokładnie między nią a Cihanem. Łzy spływały ciurkiem po jej policzkach.

Melih zatrzymał się w uchylonych drzwiach. Widok Hancer w czerwonej sukience, opłakującej dawne szczęście, wzbudził w nim głęboki żal.

— Wciąż płaczesz, Hancer? — zapytał cicho. — Czy Cihan powiedział ci coś, gdy zostaliście sami?

Dziewczyna podniosła się powoli.

— To koniec, Melihu… Tym razem na zawsze — wykrztusiła drżącym głosem. — On wciąż gdzieś w głębi serca tlił nadzieję. Ale dzisiaj, gdy zobaczył nas trzymających się za ręce, wszystko w nim umarło.

— Żałujesz tego kłamstwa? — dociekał Melih.

— Chciałam go chronić… Myślałam, że jeśli uwierzy w moją nową relację, łatwiej pogodzi się ze stratą. Ale teraz już sama nie wiem, co jest dobre. Jestem taka zmęczona…

Melih odetchnął ciężko.

— Pamiętaj o jednej rzeczy: jeśli postanowisz się poddać, Beyza i jej ojciec wykorzystają każdą słabość. Ale jeśli zdecydujesz się walczyć… pamiętaj, że Cihan jest ojcem tego dziecka i mężczyzną, którego kochasz. Ma prawo poznać prawdę. A jeśli chcesz trwać w tym kłamstwie, to zniszcz to zdjęcie i nie katuj się wspomnieniami.

Z tymi słowami Melih życzył jej dobrej nocy i opuścił pokój.

Hancer została sama. Spojrzała raz jeszcze na twarz Cihana na posklejanej fotografii. Przez łzy przemknął cienki, smutny uśmiech — wspomnienie czasów, kiedy wierzyła, że ich miłość przetrwa każdą próbę. Teraz trzymała w rękach jedynie resztki marzeń rozbitych na drobne kawałki.

Powyższy tekst stanowi autorskie, twórcze przeredagowanie i interpretację wydarzeń opisanych na podstawie odcinków 127 i 128 tureckiego serialu Gelin, dostępnych na oficjalnym kanale w serwisie YouTube. Treść ma charakter informacyjno-literacki, a wszelkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawnych właścicieli.

Related Posts

Nadejdzie noc, kiedy w pokoju starszego brata, pomiędzy starannie poukładanymi rzeczami, Cihan znajdzie szarą, zaschnięta plamę, podobną do cementu. Nie będzie jeszcze wiedział, że trzyma w dłoni…

Po tragedii na S10 prokurator ujawnia, co jest na nagraniu z BMW. Kierowca: nie pamiętam

Do zderzeпia doszło пa oczach iппych υczestпików rυchυ. Samochód marki BMW, którym podróżowali dwaj mieszkańcy powiatυ stargardzkiego w wiekυ około czterdziestυ lat, υderzył z ogromпą siłą w…

“Myśleliśmy, że żartuje”

Według tego, co mówi 19-latka, wszystko wskazuje na to, że pracująca w szkole 37-letnia Daria K. mogła być przypadkową ofiarą Wiktora. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo…

Późnym wieczorem Kaczorowska i Rogaczewicz razem wydali oświadczenie. Na taki finał zanosiło się od dawna

Agпieszka Kaczorowska i Marciп Rogacewicz od miesięcy wzbυdzają пiemałe emocje. Ich romaпs wywołał wszak spore porυszeпie, a sami zaiпteresowaпi skυteczпie przez dłυgi czas podkręcali jeszcze mocпiej atmosferę…

Bejza dostaje od Hanser wiadomość, na którą najwyraźniej czekała. Zamiast zgody na spokojną rozmowę przygotowuje jednak pułapkę. W parku zostawia kopertę z pozwem rozwodowym i sprawia, że…

15-latek zamordował szkolną woźną. Jego siostra ujawnia, co działo się w domu. “Myśleliśmy, że żartuje”

Wedłυg tego, co mówi 19-latka, wszystko wskazυje пa to, że pracυjąca w szkole 37-letпia Daria K. mogła być przypadkową ofiarą Wiktora. Dalszy ciąg artykυłυ pod materiałem wideo…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page