
— CON pojawia się na własnym pogrzebie, a Hanser ujawnia prawdę o Bliźniętach.
Wiadomość o tragicznej śmierci Ciana pogrąża rezydencję Develoglu w rozpaczy. Jego samochód spada w przepaść i eksploduje, a policja odnajduje wśród szczątków jedynie zegarek oraz obrączkę.
Załamana Hanser trafia do szpitala, gdzie wreszcie wypowiada prawdę, którą tak długo ukrywała. Oboje dzieci, które nosi pod sercem, są dziećmi Ciana. Nie wie jednak, że jej wyznanie słyszy stojący za drzwiami Melich.
Podczas gdy rodzina opłakuje Ciana, Beza natychmiast ogłasza się jego prawowitą wdową i rozpoczyna walkę o cały majątek Develoglu. — Próbuje również wyrzucić Hanser z uroczystości żałobnej, twierdząc, że ani ona, ani jej nienarodzone dzieci nie mają już żadnych praw.
Tym razem Hanser nie zamierza jednak milczeć. Na oczach wszystkich przyznaje, że okłamała Ciana ze strachu przed utratą bliźniąt.
Gdy rozwścieczona Bejza podnosi na nią rękę, Mukader niespodziewanie wstaje z wózka i po raz pierwszy od udaru przemawia pełnym głosem: “Nie dotykaj jej. Cią nadal żyje.”
W tej samej chwili drzwi rezydencji otwierają się, a na progu pojawia się C — ranny, lecz żywy, w towarzystwie Engina i policji.
Jego powrót jest jednak dopiero początkiem. — Tajne nagranie ujawnia prawdę o zamachu, wynik badania DNA odbiera Bezie dziecko, a Nuśre podejmuje desperacką próbę ucieczki przed sprawiedliwością.
Czy powrót Ciana wystarczy, aby Hanser wybaczyła mu wszystkie krzywdy? Czy mężczyzna, który dotąd próbował zatrzymać ją siłą, będzie potrafił zrezygnować z władzy i naprawdę zasłużyć na jej miłość?
Przed nimi najtrudniejsza próba oraz szansa, by nie wracać do bolesnej przeszłości, lecz wspólnie rozpocząć zupełnie nowe życie.
— Cion wraca z martwych, a prawda o Bliźniętach niszczy plan Bejzy.
Wieczór nad posiadłością Develioglu zapadał wyjątkowo szybko. Ciężkie, granatowe chmury przesłoniły ostatnie promienie słońca, a wiatr szarpał gałęziami drzew, jakby natura sama przeczuwała nadchodzącą tragedię.
W gabinecie Ciana panowała duszna cisza. Na biurku leżało zdjęcie z badania USG, które mężczyzna zdobył dzięki lekarzowi. Dwa niewielkie kształty widoczne na obrazie potwierdzały to, czego tak bardzo pragnął i jednocześnie tak bardzo się obawiał — Hanser spodziewała się bliźniąt.
Con stał przy oknie, zaciskając palce na fotografii. W jego oczach mieszały się radość, gniew i bezradność. Wiedział już, że ciąża jest prawdziwa, nie potrafił jednak zrozumieć, dlaczego Hanser nadal upierała się, że ojcem dzieci jest Melich.
Kilka godzin wcześniej ponownie próbował z nią rozmawiać. — Spójrz mi w oczy i powiedz to jeszcze raz — zażądał. — Powiedz, że te dzieci nie są moje.
Hanser stała przed nim blada, z dłońmi splecionymi na zaokrąglonym brzuchu. Każde jej słowo było walką z własnym sercem. — Ojcem jest Melich. — Kłamiesz. Nie masz prawa mnie oskarżać. Znam cię, Hanser. Wiem, kiedy się boisz, i wiem, kiedy próbujesz mnie zranić, żeby zmusić mnie do odejścia. — W takim razie odejdź. — Jeśli te dzieci są moje, nie odejdę.
Wtedy Hanser podniosła głowę. W jej oczach pojawiły się łzy, ale głos pozostał stanowczy. — Właśnie dlatego nie mogę powiedzieć ci niczego innego. Ty nie prosisz, Cianie, ty zabierasz, decydujesz za wszystkich, a potem nazywasz to miłością. Nie pozwolę, żebyś odebrał mi moje dzieci.
C poczuł się tak, jakby ktoś wbił mu nóż prosto w serce. — Nigdy bym ich od ciebie nie odebrał. — Kiedyś również mówiłeś, że nigdy mnie nie skrzywdzisz.
Te słowa zakończyły rozmowę. Hanser odeszła, pozostawiając go z prawdą, której nie chciała potwierdzić, i z przeszłością, której nie potrafił już naprawić jednym przeproszeniem.
Teraz CON włożył zdjęcie USG do wewnętrznej kieszeni marynarki. Na biurku pozostawił tylko krótką wiadomość dla Engina: “Jadę po ostatni dowód. Jeśli nie wrócę, chroń Hanser i dzieci.” Nie wiedział, że za drzwiami gabinetu stał człowiek Nusreta, który natychmiast przekazał mu wiadomość.
— Samochód Ciana spada w przepaść.
Wyjechał z rezydencji późnym wieczorem. Deszcz uderzał o przednią szybę, a wycieraczki ledwo nadążały z usuwaniem wody. Droga prowadząca przez wzgórza była wąska i kręta — po jednej stronie wznosiła się kamienna ściana, po drugiej rozciągała się głęboka przepaść.
Cong kilkakrotnie nacisnął hamulec, zbliżając się do ostrego zakrętu, ale samochód nie zwolnił. Zmarszczył brwi i spróbował ponownie, lecz pedał opadł aż do podłogi. — Nie — wyszeptał.
Na liczniku prędkość rosła. Cion zaciągnął hamulec ręczny, ale koła jedynie na moment straciły przyczepność. Samochód wpadł w poślizg, obrócił się na mokrej nawierzchni i z impetem uderzył w barierę.
Metal zatrzeszczał, bariera pękła, a samochód runął w dół zbocza. W ostatniej chwili Cą osłonił głowę ramionami. Pojazd przewrócił się kilkakrotnie, uderzając o kamienie i drzewa, aż zatrzymał się na skalnej półce.
Mężczyzna był półprzytomny, a z rozciętego czoła spływała mu krew. Drzwi od strony kierowcy zostały zmiażdżone, a w kabinie unosił się duszący zapach paliwa. Con próbował odpiąć pas, lecz jego ręce drżały.
Nagle przez rozbitą szybę usłyszał czyjś głos: — Co, słyszysz mnie? To był Engine. Zaniepokojony wiadomością pozostawioną w gabinecie, pojechał za przyjacielem, zauważył ślady opon i natychmiast zbiegł po stromym zboczu.
— Engine, odejdź. Paliwo! — Nie zostawię cię!
Engine rozbił pozostałości szyby kamieniem, przeciął pas bezpieczeństwa i z ogromnym wysiłkiem wyciągnął Ciana z samochodu. Obaj zdążyli odsunąć się zaledwie o kilkanaście metrów, gdy noc rozdarł potężny wybuch.
Kula ognia wzniosła się ponad drzewa, a płonące fragmenty samochodu rozsypały się po zboczu. C stracił przytomność w ramionach Engina.
Engine chciał natychmiast wezwać pogotowie, lecz wtedy dostrzegł przecięty przewód hamulcowy wystający z wraku. — To nie był przypadek. Ktoś chciał cię zabić — szepnął.
C na chwilę otworzył oczy. — Nuśret… Musimy zawiadomić policję. — Tak, ale niech wszyscy uwierzą, że nie żyjesz.
Engine spojrzał na niego z niedowierzaniem. — Straciłeś dużo krwi. Nie wiesz, co mówisz.
Cion ścisnął go za nadgarstek. — Jeśli Nuśre uwierzy, że przeżyłem, zniszczy dowody. Może też skrzywdzić Hanser. Musimy pozwolić mu poczuć się bezpiecznie — tylko wtedy zacznie mówić.
Engine zawahał się. Plan był ryzykowny i okrutny, szczególnie dla Hanser, wiedział jednak, że Nuśre od miesięcy zastraszał świadków i usuwał każdy ślad prowadzący do prawdy.
Z pomocą zaufanego policjanta potajemnie przewieźli Ciana do niewielkiej prywatnej kliniki. W miejscu katastrofy pozostawiono jego nadpalony zegarek oraz pierścień rodowy, który zsunął się z dłoni podczas ratowania go z wraku.
Następnego ranka policja pojawiła się w rezydencji. Kiedy Hanser zobaczyła funkcjonariuszy, natychmiast poczuła, że stało się coś strasznego. Jeden z nich położył na stole przezroczystą torbę z osmalonym zegarkiem i pierścieniem Ciana.
— Samochód spadł do wąwozu i eksplodował — powiedział spokojnie. — Nie odnaleźliśmy ciała, ale obrażenia i temperatura pożaru nie pozostawiają wielkich nadziei.
Hanser wpatrywała się w pierścień, jakby nie rozumiała znaczenia tych słów. — Nie — wyszeptała. — To nie jest prawda. On nie umarł.
Zrobiła krok w stronę stołu, lecz nagle poczuła gwałtowny ból brzucha. Jej twarz pobladła, a Melich zdążył ją podtrzymać, zanim upadła. — Hanser! — Moje dzieci… Jęknęła. Proszę, ratujcie moje dzieci!
W szpitalu lekarze zdołali ustabilizować jej stan. Bliźnięta nie były zagrożone, ale Hanser musiała odpoczywać i unikać silnych emocji. Łatwo było wydać takie zalecenie, znacznie trudniej je spełnić, gdy cały świat kobiety właśnie się zawalił.
Kiedy została sama, przycisnęła zdjęcie USG do piersi. — Co, nie możesz umrzeć — szlochała. — Nie teraz, nie wtedy, kiedy nie zdążyłam powiedzieć ci prawdy.
Jej głos drżał coraz bardziej. — Bałam się ciebie. Bałam się, że odebierzesz mi dzieci tak, jak wcześniej odebrałeś mi prawo do decydowania o własnym życiu. Ale one są twoje, Cianie. Oboje. Nasz syn i nasza córka — to twoje dzieci. Dlaczego odszedłeś, zanim mogłam ci to powiedzieć?
Nie wiedziała, że za niedomkniętymi drzwiami stoi Melich. Mężczyzna zamarł. Przez wiele tygodni zgadzał się udawać ojca bliźniąt, ponieważ chciał ochronić Hanser, lecz w głębi serca łudził się, że z czasem stanie się dla niej kimś ważnym. Teraz zrozumiał, że nigdy nie zajmie miejsca Ciana.
— A więc to prawda — powiedział cicho, wchodząc do sali.
Hanser otarła łzy. — Melich, te dzieci są jego. Chciałam ci powiedzieć… — Nie musisz się tłumaczyć. Zgodziłem się na to kłamstwo świadomie, tylko nie wiedziałem, że aż tak bardzo go kochasz. Miłość nie zawsze oznacza bezpieczeństwo, ale jego śmierć pokazała ci, że życie bez niego również nie daje ci spokoju.
Hanser odwróciła twarz. — Jest już za późno.
Melich usiadł obok łóżka. — Jeśli naprawdę nie żyje, jego dzieci zasługują przynajmniej na prawdę. Nie pozwól Bezie wymazać ich ojca z ich życia.
— Beiza ogłasza się jedyną spadkobierczynią.
Wiadomość o śmierci Ciana pogrążyła rezydencję w żałobie. Mukader siedziała na wózku, ściskając fotografię syna. Od czasu udaru odzyskała część sprawności, ale nadal niemal nie mówiła — jej oczy zdradzały jednak rozpacz, strach i podejrzenie, że wypadek nie był przypadkowy.
Jedyną osobą, która szybko otrząsnęła się z szoku, była Bea. Jeszcze przed oficjalnym zakończeniem śledztwa wezwała prawnika i zażądała przeniesienia udziałów Ciana na dziecko, które przedstawiała jako jego syna.
— Jestem prawną żoną Ciana, a mój syn jest jego jedynym oficjalnym spadkobiercą — oznajmiła.
Prawnik spojrzał na nią z zakłopotaniem. — Akt zgonu nie został jeszcze wydany. Poza tym testament może zawierać inne postanowienia. — Nie interesują mnie przypuszczenia. Chcę zabezpieczyć przyszłość mojego dziecka.
Nuśret stojący za jej plecami uśmiechnął się z satysfakcją. — Bea ma rację. Rodzina potrzebuje teraz silnej osoby, która przejmie kontrolę nad holdingiem.
Mukader gwałtownie uderzyła dłonią w podłokietnik wózka. Próbowała coś powiedzieć, lecz wydobył się z niej jedynie urwany dźwięk.
Bea pochyliła się nad nią: — Proszę się nie denerwować. Od tej chwili ja będę chronić nazwisko Develoglu.
Mukader spojrzała na nią z taką nienawiścią, że Beza odruchowo cofnęła się o krok.
Kilka dni później w rezydencji zorganizowano ceremonię pożegnalną. W wielkim salonie ustawiono portret Ciana otoczony białymi kwiatami i świecami, a goście ubrani na czarno szeptali o katastrofie, pustym grobie i walce o majątek.
Hanser przyjechała wraz z Melichem. Miała na sobie prostą czarną suknię, jej twarz była blada, lecz spojrzenie zdecydowane. Przy drzwiach zatrzymała ją Beza.
— Dokąd się wybierasz? — Chcę pożegnać Ciana. — Nie masz tutaj czego szukać. Nie jesteś już jego żoną. — Nie przyszłam dla ciebie.
Bejza spojrzała na brzuch Hanser. — Ty i dzieci Melicha nie macie żadnego prawa uczestniczyć w ceremonii rodziny Develoglu. Odsuń się. Jeśli natychmiast nie wyjdziesz, każę ochronie cię wyrzucić.
Hanser zadrżała, ale nie ze strachu. Przez ostatnie dni płakała tak długo, aż w jej sercu zabrakło miejsca na kolejne łzy — pozostała tylko prawda. Weszła do salonu, mijając oszołomioną Bejzę, a rozmowy ucichły.
Hanser stanęła przed portretem Ciana. Przez chwilę patrzyła na jego twarz, wspominając ich pierwsze spotkanie, przymusowe małżeństwo, wspólne noce, kłótnie, rozstania oraz krótkie chwile szczęścia. Następnie odwróciła się do zebranych.
— Muszę coś powiedzieć.
Bea ruszyła w jej stronę: — Nie waż się robić przedstawienia na ceremonii mojego męża!
— Przez wiele tygodni kłamałam — kontynuowała Hanser. — Mówiłam, że ojcem dzieci, które noszę, jest Melich. Zrobiłam to, ponieważ bałam się Ciana — jego gniewu, jego władzy i tego, że spróbuje odebrać mi dzieci.
W salonie rozległy się szepty. Melich stanął obok niej. — Hanser mówi prawdę — potwierdził. — Zgodziłem się ją chronić, ale nie jestem ojcem bliźniąt.
Hanser położyła obie dłonie na brzuchu. — Te dzieci są dziećmi Ciana. Noszę jego syna i jego córkę. Nie zdążyłam mu tego powiedzieć, kiedy żył, ale nie pozwolę, żeby po jego śmierci zostały pozbawione nazwiska i pamięci o ojcu.
Bejza pobladła. — Kłamiesz! — Tym razem właśnie przestałam kłamać. — Chcesz ukraść majątek mojemu synowi? — Nie przyszłam po majątek. Przyszłam po prawdę. — Twoje dzieci nigdy nie zostaną uznane!
Bea uniosła rękę, zamierzając uderzyć Hanser. Wtedy w salonie rozległ się głos, którego nikt nie spodziewał się usłyszeć: — Nie dotykaj jej!
Wszyscy odwrócili się w stronę Mukader. Starsza kobieta chwyciła podłokietniki wózka, jej nogi drżały, lecz podniosła się. Fadaj chciała ją podtrzymać, ale Mukader pokręciła głową i zrobiła jeden chwiejny krok.
— Mukader… — wyszeptała Hanser.
Bea opuściła rękę, a Mukader spojrzała jej prosto w oczy. — Nie skrzywdzisz już ani Hanser, ani moich wnuków.
Było to pierwsze pełne zdanie, jakie wypowiedziała od czasu udaru. Hanser podbiegła do niej: — Proszę usiąść, nie może się pani przemęczać!
Mukader dotknęła jej policzka: — Nie płacz, moje dziecko. Cą żyje.
— Powrót, który zatrzymuje czas.
W salonie zapanowała absolutna cisza. Nuśret pierwszy odzyskał głos: — To niemożliwe. Mukader nadal jest chora, nie wie, co mówi.
W tym samym momencie wielkie drzwi rezydencji zaczęły się powoli otwierać i do środka wpadło chłodne światło wieczoru. W progu pojawił się mężczyzna w ciemnym płaszczu — na jego czole widniał biały opatrunek, a na twarzy ślady obrażeń.
To był Cią. Obok niego stali Engine i dwaj policjanci.
Hanser znieruchomiała i przez kilka sekund nie potrafiła oddychać. Patrzyła na Ciana, przekonana, że rozpacz odebrała jej rozum.
— Cą… — Mężczyzna zrobił krok w jej stronę. — Jestem tutaj.
Hanser podeszła powoli i drżącymi palcami dotknęła jego policzka. Poczuła ciepło skóry — to nie było złudzenie. Nagle wymierzyła mu policzek, a uderzenie odbiło się echem po salonie.
Chwilę później zarzuciła mu ręce na szyję i rozpłakała się tak gwałtownie, że Cio musiał objąć ją mocniej, aby nie upadła.
— Jak mogłeś? — szlochała. — Czy wiesz, ile razy umarłam razem z tobą przez te kilka dni? Czy wiesz, co czułam, patrząc na ten zegarek? Myślałam, że zostały po tobie tylko spalone kawałki metalu. — Przepraszam… — Nie chcę twoich przeprosin! — Wiem. Powinienem był mi powiedzieć. Gdybym wrócił od razu, Nuśret zniszczyłby dowody. Musiał uwierzyć, że jego plan się powiódł.
Hanser odsunęła się od niego: — I dlatego pozwoliłeś mi uwierzyć, że nie żyjesz? — To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Engine codziennie mówił mi, że powinienem do ciebie zadzwonić. Kilka razy brałem telefon do ręki, ale policja potrzebowała czasu.
Con spojrzał na jej brzuch. — Stałem za drzwiami, kiedy powiedziałaś wszystkim prawdę. Dwoje dzieci? Naprawdę jestem ich ojcem?
Hanser długo milczała, potem skinęła głową. — Tak, to twój syn i twoja córka.
W oczach Ciana pojawiły się łzy. — Dlaczego pozwoliłaś mi myśleć, że należą do innego mężczyzny? — Ponieważ kochałam je bardziej niż ciebie. Bałam się, że użyjesz swojej władzy, aby mi je odebrać. — Nigdy… — Nie mów “nigdy”. Już raz zniszczyłeś moje zaufanie. To, że żyjesz, nie sprawia, że wszystkie rany nagle znikają.
Cion przyjął te słowa bez sprzeciwu. — Masz rację, ale od tej chwili nie będę żądał od ciebie niczego. Pozwól mi tylko zapewnić wam bezpieczeństwo.
Bea przyciskała niemowlę do piersi i cofała się w stronę schodów. — To wszystko jest oszustwem! — krzyknęła. — Co, oni chcą odebrać naszemu synowi dziedzictwo!
Co odwrócił się ku niej. — To nie jest mój syn. — Jak możesz tak mówić? — Ponieważ znam prawdę.
— Ostatnia pułapka Nuśreta.
Engine położył na stole niewielki rejestrator. Przez ostatnie trzy dni Nuśret próbował przejąć udziały Ciana — był przekonany, że Cą nie żyje, dlatego przestał być ostrożny. Włączył nagranie, a z urządzenia dobiegł głos Nuśreta:
“Przewód hamulcowy został przecięty dokładnie tak, jak kazałem. Samochód spłonął, więc nie będzie żadnych dowodów. Teraz Beza przejmie udziały przez dziecko, a ja będę kontrolował holding.”
Goście spojrzeli na Nuśreta z przerażeniem. — To fałszerstwo! — wrzasnął.
Na nagraniu odezwała się również Beza: “A co z dokumentami ślubnymi? Jeśli ktoś odkryje, że zmusiliśmy Ciana do małżeństwa, wszystko stracę.”
Głos Nuśreta odpowiedział: “Nikt niczego nie odkryje. Sfałszowane zaświadczenia i groźby wobec Mukader zapewniły nam wystarczająco dużo czasu.”
Con patrzył na Beię bez dawnego współczucia. — Wiedziałaś, że Nuśret planuje zamach? — Nie, przysięgam! Nie wiedziałam, że chce cię zabić — rozmawiałam tylko o dokumentach! — Ale wiedziałaś, że nasze małżeństwo opiera się na oszustwie.
Bea zaczęła płakać. — Zrobiłam to, bo cię kochałam! — To nie była miłość. Chciałaś mnie posiadać.
Nagle przy wejściu pojawiła się Jonka w towarzystwie kobiety z laboratorium oraz policjanta. Jonka trzymała w ręku kopertę, lecz nie potrafiła oderwać wzroku od dziecka w ramionach Bejzy.
— Oddaj mi mojego syna — powiedziała.
Bejza przycisnęła niemowlę mocniej. — To moje dziecko! — Nigdy nie byłaś w ciąży. Nuśret zabrał mi syna zaraz po porodzie, powiedział, że dziecko zmarło, a potem przekazał je tobie.
Kobieta z laboratorium podała dokument Enginowi: — Badanie DNA potwierdza biologiczne macierzyństwo Jonsi z prawdopodobieństwem przekraczającym 99%.
Jonka zrobiła krok naprzód. — Pamiętam znamię na jego ramieniu, pamiętam jego płacz. Przez wiele nocy budziłam się, słysząc go w swoich snach. Bejza, możesz nienawidzić mnie i wszystkich tutaj, ale on nie jest przedmiotem — jest moim synem.
Bejza wpadła w panikę, odwróciła się i pobiegła w stronę wyjścia prowadzącego do ogrodu.
— Zatrzymajcie ją! — zawołał Engine.
Cą powstrzymał policjantów: — Nie biegnijcie za nią, przestraszycie dziecko.
Jonka ruszyła sama. Na tarasie Bea zatrzymała się przy schodach. Dziecko obudziło się i zaczęło płakać. Kołysała je rozpaczliwie, lecz niemowlę nie uspokajało się.
— Cicho, mama jest tutaj — powtarzała.
Jonka stanęła kilka metrów dalej. — On rozpoznaje twój dotyk, ponieważ to ty go karmiłaś i nosiłaś przez ostatnie miesiące. Nie odbieram ci wspomnień, proszę tylko, nie odbieraj mi całego jego życia.
Zaczęła nucić melodię, którą śpiewała synowi tuż po porodzie. Niemowlę stopniowo przestało płakać. Bejza spojrzała na dziecko, a potem na Jonkę. Po raz pierwszy na jej twarzy nie było gniewu ani wyrachowania — pozostało jedynie całkowite załamanie.
— Naprawdę jesteś jego matką — wyszeptała.
Powoli podeszła do Jonsi i przekazała jej dziecko. Jonka przytuliła syna do piersi, płacząc z ulgi.
Bea wróciła do salonu i stanęła naprzeciwko Nuśreta. — To pan zrobił ze mnie takiego człowieka! — krzyknęła. — Obiecał pan, że jeśli będę posłuszna, Cą zostanie ze mną! Kazał mi pan udawać ciążę, zastraszać Mukader i odebrać dziecko Jonsi! — Zamknij się! — ryknął Nuśret. — Straciłam wszystko przez pańskie kłamstwa!
Nuśret nagle wyciągnął broń ukrytą pod marynarką. Chwycił Hanser za ramię i przyciągnął ją do siebie. — Nikt się nie rusza!
Cą natychmiast stanął przed nimi. — Puść ją! — Odsuń się, albo twoje dzieci stracą matkę! — Chcesz mnie, Hanser nie jest ci potrzebna! — To przez nią wszystko się rozpadło!
Nuśret skierował broń ku jej brzuchowi. Cą bez wahania rzucił się naprzód, osłaniając Hanser własnym ciałem. Engine uderzył Nuśreta w rękę, a policjanci powalili go na podłogę. Broń potoczyła się po marmurowej posadzce.
Nuśret został skuty kajdankami. — To jeszcze nie koniec! — krzyczał, gdy wyprowadzano go z rezydencji.
Mukader spojrzała za nim: — Dla ciebie właśnie się skończyło.
— Hanser wybiera własną drogę.
Po aresztowaniu Nuśreta prawda wyszła na jaw. Małżeństwo Ciana i Bejzy zostało unieważnione, a Beyzie postawiono zarzuty fałszowania dokumentów, szantażu oraz udziału w porwaniu dziecka. Jej decyzja o oddaniu niemowlęcia i współpracy z policją została jednak uwzględniona podczas postępowania.
Wydawało się, że nic nie stoi już na drodze do ponownego związku Ciana i Hanser. Cion przygotował dla niej pokój w rezydencji, Hanser jednak odmówiła powrotu. Spotkali się w ogrodzie.
— Kocham cię — powiedziała. — Myślałam, że twoja śmierć zabrała ze mnie wszystko. Kiedy wróciłeś, chciałam zapomnieć o całej przeszłości, ale nie potrafię.
Cią opuścił wzrok. — Rozumiem. Miłość nie usuwa ran, nie przywraca zaufania i nie usprawiedliwia tego, że decydowałem za ciebie. Nawet teraz upozorowałeś własną śmierć, nie pytając, czy zniosę taki ból. — Chciałem cię ochronić. — Właśnie tak zawsze tłumaczyłeś kontrolę.
Cio nie próbował się bronić. Następnego dnia w obecności Engina podpisał dokument, w którym zobowiązał się, że nie będzie walczył o odebranie Hanser opieki nad dziećmi ani wykorzystywał majątku do wywierania na nią presji. Przekazał jej kopię.
— Nie chcę, żebyś została ze mną ze strachu. — Co zamierzasz zrobić? — Opuścić rezydencję. Zamieszkam w małym domu niedaleko kliniki. Nie będę używał władzy, żeby cię zatrzymać — chcę stać się człowiekiem, przy którym sama będziesz chciała zostać.
I dotrzymał słowa. Przez kolejne miesiące nie składał wielkich obietnic — po prostu był obecny. Woził Hanser na badania, czekał przed gabinetem i zawsze pytał, czy może wejść. Kiedy lekarz po raz pierwszy pozwolił mu usłyszeć dwa bijące serca, rozpłakał się bez wstydu.
— Słyszysz? — zapytała Hanser. — Tak, najpiękniejszy dźwięk na świecie.
Przygotował dwa łóżeczka, ale nie urządził pokoju według własnego gustu. Pokazał Hanser próbki kolorów: — Ty wybierz. — Naprawdę nie masz zdania? — Mam, ale to nie znaczy, że moje zdanie musi wygrać.
Hanser po raz pierwszy od dawna uśmiechnęła się przy nim bez goryczy.
Melich również zakończył kłamstwo. Spotkał się z Cihanem i wyciągnął do niego rękę. — Nie jestem ojcem dzieci. Nigdy nie chciałem ci ich odebrać. — Wiem. Chroniłeś Hanser wtedy, kiedy ona nie ufała mnie. Jestem ci za to wdzięczny.
Melich spojrzał na nią po raz ostatni z uczuciem, którego nie musiał już ukrywać. — Zasługujesz na spokój, Hanser. Mam nadzieję, że tym razem C okaże się człowiekiem, którego w nim widzisz. Dziękuję za wszystko. — Nie dziękuj, po prostu bądź szczęśliwa.
— Nowe życie zamiast powrotu do przeszłości.
Poród rozpoczął się wczesnym rankiem. Cion przez wiele godzin chodził po szpitalnym korytarzu, aż lekarz pozwolił mu wejść na salę. Trzymał Hanser za rękę, lecz tym razem nie wydawał poleceń — powtarzał tylko: “Jestem tutaj. Nie jesteś sama.”
Najpierw urodził się chłopiec, a jego donośny płacz wypełnił salę. — Umut! — wyszeptała Hanser. — Nazwiemy go Umut, bo przyszedł do nas wtedy, kiedy prawie straciliśmy nadzieję.
Kilka minut później na świecie pojawiła się dziewczynka. Cion spojrzał na maleńką twarz córki. — Jasemin — powiedział. — Jeśli się zgadzasz, niech jej imię przypomina nam o kimś, kto zasługiwał na inne życie.
Hanser skinęła głową. Umut i Jasemin.
Mukader kontynuowała rehabilitację i coraz pewniej poruszała się z laską. Jonka zamieszkała z odzyskanym synem niedaleko centrum Jasemin, gdzie otrzymała pracę oraz wsparcie psychologiczne. Centrum utworzone w części posiadłości stało się miejscem pomocy dla kobiet i dzieci uciekających przed przemocą.
Kilka miesięcy później CON zaprosił Hanser do ogrodu centrum. Nie przygotował wystawnej dekoracji — wśród drzew zawieszono tylko delikatne lampiony. Mukader siedziała na ławce z Umutem i Jasemin w ramionach, a obok niej stała Jonka ze swoim synkiem.
Cion wyjął pierścień, ale nie uklęknął — położył go na otwartej dłoni Hanser. — Nie proszę, żebyś wróciła do tego, co było. Tamten świat zbudowaliśmy na strachu, obowiązku i bólu. Proszę tylko, żebyś pozwoliła mi rozpocząć z tobą nowe życie — bez przymusu, bez tajemnic, bez odbierania ci prawa do wyboru.
Hanser spojrzała na pierścień, potem na dzieci i wreszcie na Ciana. — Wiesz, dlaczego tym razem mogę powiedzieć “tak”? — Dlaczego? — Ponieważ po raz pierwszy nie próbujesz zdecydować za mnie.
Sama wsunęła pierścień na palec. — Nie wrócimy do przeszłości, Cianie. Zaczniemy od początku.
Ich ślub odbył się w tym samym ogrodzie — był mały i spokojny. Mukader, wspierając się na lasce, zrobiła kilka kroków, by pobłogosławić nowożeńców. Melich przysłał kwiaty z krótką wiadomością: “Niech prawda zawsze będzie silniejsza niż strach.”
Kiedy Cią pocałował Hanser, zebrani nagrodzili ich oklaskami. Umut obudził się i zapłakał, a chwilę później dołączyła do niego Jasemin. Hanser roześmiała się przez łzy.
— Wygląda na to, że nasze dzieci nie zgadzają się na zbyt długie pocałunki.
C wziął syna na ręce, a Hanser przytuliła córkę. — W takim razie musimy ich nauczyć — odpowiedział — że ten dom nie będzie już miejscem krzyku i strachu.
Spojrzeli na siebie ze świadomością, że przyszłość nie będzie idealna. Nie potrzebowali jednak doskonałości — potrzebowali uczciwości, cierpliwości i wolności, której wcześniej oboje sobie odmawiali.
Słońce zachodziło nad ogrodem centrum Jasemin, oświetlając ich twarze złotym blaskiem. Co objął Hanser i dzieci, ale nie zacisnął ramion zbyt mocno. Nie próbował nikogo zatrzymać siłą, a Hanser po raz pierwszy całkowicie wolna, sama przysunęła się bliżej.
Właśnie w ten sposób zakończyła się ich dawna historia — pełna bólu, kłamstw i utraconego zaufania — i rozpoczęła się nowa historia prawdziwej rodziny.