“— On niczego ti nie zrobił! Jeśli masz do kogoś pretensje, skieruj je do mnie!
— Przyprowadziłem cię tutaj, ponieważ najwyższy czas, abyśmy wszyscy usłyszeli opowieść o kobiecie, która twierdziła, że nie ma dokąd pójść, oraz o szlachetnym mężczyźnie, który postanowił ją uratować — odparł Cihan.
Prawda o ucieczce i wybuch Hancer
Pomiędzy mężczyznami wywiązała się ostra wymiana zdań. Melih zapewniał, że jedynie pomagał Hancer i zrobiłby to ponownie, widząc, w jakim znajduje się stanie.
— Nie ukrywaliśmy romansu! — wyrzucił Cihanowi Melih. — Nie próbowałem odebrać ci Hancer. Ona sama chciała od ciebie odejść!
— Dość tej chorej gry! — przerwała im Hancer. — To ja poprosiłam Meliha o pomoc! To ja się do niego zwróciłam i chciałam uciec od tego domu, od Beyzy, od twoich podejrzeń i od życia, które zamieniło się w niekończące się upokorzenie! Nie będziesz cierpiał przez moje decyzje, Melih. Nie pozwolę na to.
Cihan spoglądał na nią z rosnącym niedowierzaniem.

— Ty byłeś powodem, dla którego musiałam szukać pomocy — kontynuowała Hancer, patrząc mu w oczy. — Zawsze decydowałeś za mnie: gdzie mam mieszkać, z kim rozmawiać, komu ufać. Każde moje słowo traktowałeś jak podejrzane zeznanie, bo bałam się ciebie.
— Bałaś się mnie? — zapytał ciszej Cihan.
— Bałam się tego, co znowu przede mną ukryjesz. Że pewnego dnia obudzę się i odkryję kolejne kłamstwo, kolejną tajemnicę, kolejną osobę, która będzie ważniejsza od naszej miłości! Nie szukałam schronienia w ramionach innego mężczyzny — szukałam po prostu pomocy u kogoś, kto nie stawiał warunków i nie żądał wyjaśnień.
Dramatyczny moment z bronią
Rozwścieczony postawą kobiety i obroną Meliha, Cihan nagle zwrócił się do swojego ochroniarza:
— Daj mi broń.
Mężczyzna po krótkim wahaniu wyciągnął pistolet i przekazał go przełożonemu. Cihan obrócił broń w dłoni i wyciągnął ją w stronę Hancer, trzymając za lufę:
— Weź. Skoro uważasz, że jestem potworem, który więzi niewinnych ludzi, zakończ tę historię po swojemu.
— Nie dotknę tego! — zawołała przerażona Hancer.
Cihan schwytał jej dłoń i siłą zacisnął jej palce na rękojeści pistoletu.
— Masz wybór — powiedział. — Udowodnij, jak wiele jesteś gotowa dla niego zrobić. Strzel, wtedy będziesz wolna. Melih również. Na co czekasz?
— Chciałeś przekonać się, czy naprawdę cię nienawidzę? — pytała płacząc.
— Chcę poznać prawdę!
W tym momencie Hancer odwróciła broń i przyłożyła lufę do własnej piersi.
— Hancer! — krzyknął przerażony Melih.
— Co robisz?! Odłóż ją! — Cihan gwałtownie zesztywniał, a jego obojętna maska natychmiast pękła.
— Tego chciałeś, Cihan? — szlochała Hancer. — Chciałeś zakończenia? Oto ono! Zostań tam!
— Oddaj mi broń!
— Od chwili, gdy dowiedziałam się o dziecku Beyzy, coś we mnie umarło! — wykrzyczała przez łzy. — Kiedy zamykam oczy, widzę ciebie przy Beyzie. Widzę was razem i zastanawiam się, czy wszystko, co mi mówiłeś, było kłamstwem! Mówiłeś, że mnie chronisz, ale tak naprawdę odbierałeś mi prawo do podejmowania decyzji. Próbowałam ci zaufać, ale Melih pomógł mi bez żadnych warunków. Przy nim czułam się bezpiecznie!
Słowo „bezpiecznie” uderzyło Cihana mocniej niż wszystkie oskarżenia.
— Czy kiedykolwiek czułaś się bezpiecznie przy mnie? — zapytał załamanym głosem.
— Zanim nauczyłam się, że twoje obietnice mają ukryte znaczenie — odparła.
— Odłóż pistolet… — prosił Cihan, robiąc powolny krok. — Porozmawiamy. Nie chcę, żebyś zrobiła sobie krzywdę.
— Uwolnij Meliha!
— Najpierw odłóż broń.
— Uwolnij go! Pokaż mi, że mogę uwierzyć choć jednemu twojemu czynowi!
Uwolnienie Meliha i konsekwencje
Cihan odwrócił się do swoich ludzi:
— Rozwiążcie go.
Ochroniarz przeciął więzy. Melih uwolnił ręce i v potarł zdrętwiałe nadgarstki, nie próbując jednak atakować Cihana. Widząc, że Melih jest wolny, Hancer opuściła rękę, a pistolet wypadł z jej drżących dłoni. Wyparta siła opuściła jej ciało — osunęła się na podłogę, zakrywając twarz i płacząc.
Melih natychmiast do niej podbiegł, klękając obok i próbując ją uspokoić. Cihan przyglądał się im w milczeniu, po czym nakazał ochroniarzom zabrać broń.
— Możecie odejść — powiedział krótko do Hancer i Meliha.
— Tak po prostu? — spytał niepewnie Melih.
— Nie zmuszaj mnie, żebym zmienił zdanie — odparł Cihan i ruszył do wyjścia.
Na progu zatrzymał się i obejrzał po raz ostatni.
— Nie chciałem, żeby to tak wyglądało — powiedział cicho.
— A jak miało wyglądać? — zapytała Hancer. — Zawsze uważasz, że twoje intencje są ważniejsze od skutków. Mówisz, że chciałeś mnie chronić, nawet kiedy mnie więziłeś. Ale ja nie żyję twoimi intencjami — muszę żyć z tym, co naprawdę zrobiłeś.
— Czy kiedykolwiek będziesz w stanie mi wybaczyć?
— Nie wiem. Wybaczenie nie oznacza, że wszystko zacznie się od nowa. Nie możemy wrócić do miejsca, którego już nie ma. Jeśli chcesz zbudować coś nowego, najpierw musiałbyś zrozumieć, że nie możesz budować miłości na strachu.
Cihan nie odpowiedział. Wyszedł, a ciężkie drzwi magazynu zamknęły się za nim.
Melih pomógł wyczerpanej Hancer wstać. Wyjdąc z magazynu na świeże, chłodne powietrze, oboje wiedzieli, że przed nimi wciąż stoją trudne pytania o przyszłość. Tymczasem Cihan siedział na tylnym siedzeniu swojego samochodu, patrząc na oddalający się budynek. W jego głowie wciąż brzmiały słowa Hancer: „Przy Melichu czułam się bezpiecznie”. Zrozumiał, że jego największym przeciwnikiem nie był Melih ani Beyza, lecz on sam i metody, którymi próbował zatrzymać przy sobie ukochaną kobietę.”